logodebata

JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

wtorek, marzec 10, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Blogi
  • Adam Kowalczyk

Adam Kowalczyk

III wojna światowa

Szczegóły
Opublikowano: czwartek, 03 maj 2018 16:33
Adam Kowalczyk

W Polsce mamy kolejny spektakl rodem z domu wariatów czyli zabawa w dajemy, oddajemy albo i nie oddajemy premii ministerialnych. Spektakl taki trochę na poziomie rynsztoka bo pieniądze to żadne a poruszane są najpodlejsze instynkty gawiedzi. Czasami przebija się coś z dziedziny wojennej np. kolejna dyskusja o potencjalnym ataku wojsk rosyjskich na przesmyk suwalski. Nikt przy tym nie pyta a po co? Z zagranicy docierają do nas tylko informacje na skalę Pudelka jak zatrucie przez Putina śmiercionośnym gazem byłego agenta Skripala. Tu Putin czy jego służby nie popisały się bo zarówno Skripal jak i jego córka ten śmiercionośny atak niezwykle skutecznym gazem przeżyli i mają się coraz lepiej. Jednak nie obyło się bez ofiar śmiertelnych bo w zamkniętym przez służby domu zdechły z odwodnienia dwa chomiki a równie odwodnionego kota uśpił weterynarz.

Czym teraz będziemy się podniecać to trudno zgadnąć bo temat żydowski przycichł, paliwo smoleńskie się wyczerpało, opozycja robi z siebie idiotów pod dyktando Kaczyńskiego a czarne marsze znudziły się feministkom. Taki mamy poziom zainteresowań. To błąd i ślepota. Nie zauważyliśmy, że w tym samym czasie na świcie rozpoczęła się III Wojna Światowa. Sytuacja trochę jak latem 1914 roku. Gawriła Princip, nikomu nie znany serbski terrorysta z Bośni zastrzelił arcyksięcia Ferdynanda. Sensacja była ale cesarze i prezydenci na urlopach i nikt tego nie brał do głowy. Austro-Węgry, jako mocarstwo uparły się żeby coś zrobić i przegięły bo za Serbami jęła się Rosja, za Austrią Niemcy, za Rosją, Francja, za Francją Wielka Brytania. Potem wessało Włochy, Turcję, Belgię, Stany Zjednoczone. Wybuchła wojna inna niż wszystkie dotychczasowe. Świat się rozleciał.

Dziś sytuacja jest niby zupełnie inna ale jednak podobna. Podobna w tym, że ta wojna będzie zupełnie niepodobna do ostatniej. Mamy wprawdzie NATO, gigantyczny sojusz wojskowy doskonale przygotowany do wygrania II Wojny Światowej. Wojsko zawsze jest przygotowane do wygrania poprzedniej wojny ale życie jest nieprzewidywalnie złośliwe i każda następna wojna jest inna niż poprzednia. Nie zmienia się tylko jedno. Wojny są efektem konfliktu interesów, którego nie potrafiono rozwiązać w inny sposób. Wbrew pozorom stroną decydującą się na konflikt jest na ogół strona przegrywająca starcie ekonomiczne a nie ta żądna podbojów.

Druga połowa XX wieku aż do dzisiaj to okres niebywałego rozprzestrzenienia się wolnego handlu światowego pod osłoną amerykańskiej dominacji militarnej i ekonomicznej. Amerykanie dolarami, perswazją i swoimi Marines utrzymywali światowy system wolnorynkowy, którego nierozłączną częścią była i jest światowa waluta czyli dolar USA. System ten dawał Stanom Zjednoczonym gigantyczne korzyści gospodarcze pozwalając na wysysanie mózgów i kapitałów z całego świata. Najbardziej prymitywna korzyścią jest swoboda drukowania dolarów bez umiaru bo to świat musi się martwić o zachowanie stabilności tej waluty.

Tak było wygodnie, że przegapiono pogardzanych żółtków za bezcen produkujących tanie wyroby dla całego świata. Chińska Republika Ludowa zachowała nazwę i partie komunistyczną u władzy. Ale partia tylko z nazwy jest komunistyczna bo wprowadziła u siebie gospodarkę rynkową. I Chiny zaczęły rosnąć. Chińska powściągliwość i brak agresywnych i buńczucznych działań uśpiły czujność Amerykanów. Połapali się, że coś jest nie tak gdy okazało się, że od kilku już lat gospodarka chińska jest większa od amerykańskiej i nie bardzo wiadomo co można z tym zrobić. Deficyt USA w handlu z chinami przekroczył 375 mld $ a jeśli wierzyć ostatnim pomstowaniom Donalda Trumpa, nawet 500 mld $. Jakby nie patrzeć wyhodowano tygrysa.

Okazało się też, że z wolnego handlu światowego Chiny od dawna już ciągną większe korzyści niż USA. Stany Zjednoczone wypuściły z rąk przewagę w produkcji ważnych dla ich gospodarki dóbr. I to nie są żarty. W 2017 r. produkcja stali w USA wyniosła 81,6 mln ton a w Chinach 831,7 mln ton – jakby nie patrzeć 10 razy więcej. Z tak strategicznym metalem jak aluminium jest jeszcze gorzej. W Chinach produkuje się połowę światowej ilości tego metalu a w USA coś 2 czy 3 %.

Bezradność Stanów Zjednoczonych w stosunkach handlowych z Chinami pokazują też wypowiedzi amerykańskich oficjeli. Szef amerykańskiej agencji ds. handlu (USTR) Michael Froman oświadczył:
"Po raz szesnasty podejmujemy działania przeciw Chinom w WTO, a do tej pory wygrywaliśmy każdą sprawę, w której orzekano".

Wygrali każdą sprawę a Chiny między 2007 a 2015 rokiem ponad czterokrotnie zwiększyły możliwości produkcyjne aluminium. W tym samym czasie ceny metalu w świecie spadły o 46 proc a w USA zamykane są kolejne huty. Długo takiego pasma sukcesów USA nie wytrzymają.

Okazało się też, że chińskie rezerwy walutowe w dolarach USA urosły do rozmiarów takich iż ich uruchomienie może załamać gospodarki świata. W dodatku Chiny są największym światowym producentem złota – 455 ton rocznie gdy USA 209 ton (Polska jako czwarta w UE produkuje 3 tony złota rocznie).

Amerykanie widząc jak ich przewaga topnieje w oczach rozpoczęli jazgot medialny obmyślając strategię. Światowy system wolnego handlu nagle przestał być taki dobry bo inni zaczęli na nim zarabiać więcej.

Coraz bardziej chwiejną równowagę naruszyli Chińczycy. W poniedziałek 26 marca na chińskiej giełdzie Shanghai International Energy Exchange uruchomiono handel kontraktami terminowymi na ropę denominowanymi w juanach. Mają one stać się konkurencją dla wycenianych w dolarach kontraktów na ropę gatunku Brent i WTI. Ten niepozorny ruch jest przygotowaniem do wyparcia dolara z jego uprzywilejowanej pozycji czyli zamienienia go w wielką kupę zadrukowanego papieru.

I ta decyzja była jak strzał Gawriły Pricncipa. Uruchomiła lawinę. Donald Trump zdecydował się na działanie. Waszyngton opublikował listę 1300 chińskich towarów wartych 50 mld USD, w tym przede wszystkim stali i aluminium, które zamierza oclić, aby ukarać Pekin. Chiny bezzwłocznie odpowiedziały własnym zestawieniem towarów amerykańskich o podobnej wartości.

Datę wprowadzenia chińskich taryf odwetowych uzależniono od wejścia w życie ceł amerykańskich. Z kolei Trump oświadczył, że rozważa objęcie cłami dodatkowych produktów z Chin, których import do USA jest wart 100 mld USD rocznie. Ma być to kara za „nieuczciwym odwet Chin” na wcześniejsze jego działania. Następuje eskalacja konfliktu bo – jak oświadczył rzecznik chińskiego ministerstwa handlu Gao Feng - „Jesteśmy w pełni przygotowani i jeśli USA ogłoszą listę dodatkowych ceł na towary warte 100 mld USD, natychmiast bez wahania odpowiemy z wielką siłą”. Dodał przy tym, że porozumienie jest wykluczone: „W tych warunkach obie strony nie mają możliwości prowadzenia żadnych negocjacji w tej sprawie”.

Chiny są poważnym krajem, mocarstwem, i swoje groźby bez wątpienia spełnią. To samo dotyczy USA. A to oznacza, że wojna się rozpoczęła. I, tak jak było w 1914 roku, zaczyna wciągać innych. Chiński ambasador przy UE Zhang Ming wezwał Wspólnotę, by razem z Chinami przeciwstawiła się amerykańskiemu protekcjonizmowi i broniła wielostronnego międzynarodowego handlu. Teraz to Chiny chcą utrzymania światowego wolnego handlu.

Na taką wojnę nikt nie jest przygotowany. Niby jest NATO ale ono ma zatrzymać tysiące sowieckich czołgów uderzających an Europę Zachodnią. Ale Związku Radzieckiego już nie ma, Rosja wojny wszczynać nie zamierza a w sprawach gospodarczych Niemcy zaczynają flirtować z Rosją. Na skutek konfliktu ekonomicznego NATO zaczyna rozłazić się w szwach bo do prowadzenia takiej wojny jest zwyczajnie nieprzydatne a członkowie paktu mają sprzeczne interesy. Ta wojna to dla Niemiec okazja do pozbycia się amerykańskiej kurateli, dla Rosji okazja do powrotu do koncertu mocarstw. Polska z kolei trzyma się amerykańskiej nogawki jakby poza USA świata nie było. My wybraliśmy, Anglicy też trzymają z USA ale co zrobią Niemcy?
Obserwując rozwój sytuacji obawiam się, że III Wojna Światowa właśnie się rozpoczęła tylko my jeszcze o tym wiedzieć nie chcemy.
Adam Kowalczyk

Czytaj więcej: III wojna światowa

Komentarz (41)

I oni nas oskarżają...

Szczegóły
Opublikowano: piątek, 30 marzec 2018 19:28
Adam Kowalczyk

Przyjaciół mamy coraz więcej. Drugie Polsko-Brytyjskie Forum Belwederskie, które miało miejsce w Londynie, w Mansion House, w lutym br. pokazało to dość wyraźnie. Było tam mnóstwo ważnych ludzi, w tym wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański, a ze strony brytyjskiej minister stanu ds. Europy i Ameryk w brytyjskim Foreign and Commonwealth Office Sir Alan Duncan. Był tam także Jonny Daniels, znany w Polsce izraelski lobbysta. Skoro on tam był to i dopilnował żeby panel historyczny wypadł odpowiednio. Odpowiednio czyli była tam poruszana sprawa nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Jak relacjonują media podczas Forum Polsko-Brytyjskiego w Londynie głos zabrał sir Eric Pickles, specjalny przedstawiciel rządu brytyjskiego do spraw Holocaustu. Powiedział jasno, że są dwa problemy: pierwszy to ustawa o IPN, a drugi to restytucja mienia żydowskiego.
Kim jest ów Eric Pickles? To ważny polityk Partii Konserwatywnej, który pełnił urząd ministra w gabinecie Davida Camerona oraz był także przewodniczącym Partii Konserwatywnej. Jego stanowisko, że Polska ma przeprowadzić restytucję mienia żydowskiego, to nie jest opinia jakiegoś outsidera lecz brytyjskiego politycznego mainstreamu. Polityk ten stoi obecnie na czele grupy parlamentarnej „Konserwatywni Przyjaciele Izraela” (CFI – Conservative Friends of Israel). CFI jest głównym narzędziem proizraelskiego lobby w Wielkiej Brytanii. Członami CFI jest 80 proc. wszystkich konserwatywnych posłów i większość członków rządu. A poza tym, Jego Lordowska Mość deklaruje się jako wielki fan Polski. To ja już wolę ludzi mniej nam przyjaznych…
Skoro jednak brytyjczycy tak bardzo dbają o los Żydów, zwłaszcza naszym kosztem, to może warto przypomnieć ich postępowanie w stosunku do Żydów w czasie II Wojny Światowej. Na portalu Legion św. Ekspedyta (http://www.ekspedyt.org/2018/03/05/tragedia-strumy-brytyjska-zbrodnia-holocaustu/) znalazłem ciekawy artykuł na tan temat i poniżej go zamieszczam.
Adam Kowalczyk

 

Tragedia „Strumy”. Brytyjska zbrodnia Holocaustu


W ubiegłym roku, 24 lutego 2017 r. minęła 75-ta rocznica przerażającego epizodu z historii Holocaustu, nazywanego Tragedią „Strumy”. Dziś już całkiem pomijanego przez Żydów, w ich obsesyjnej narracji oskarżającej Polskę i Polaków o „antysemityzm”, ale kwitujących przemilczeniem zbrodnie, których na Żydach dopuszczali się przedstawiciele nacji innych, niż jacyś fantasmagoryczni „naziści”, ale przede wszystkim Polacy: jak najbardziej konkretni, oskarżani dziś o całe zło Holocaustu.
Oto pomiędzy grudniem 1941 a lutym 1942 r., rząd Wielkiej Brytanii dopuścił – w białych rękawiczkach, wedle starej tradycji dokonywania politycznych łajdactw cudzymi rękami – do niewyobrażalnej tragedii 800 pasażerów okrętu „Struma”. Statek ten, załadowany żydowskimi uciekinierami z Europy Środkowo-Wschodniej, wypłynąwszy z Konstancy w Rumunii 12 grudnia 1941 r., cztery dni później zacumował na przeciw portu w Stambule, gdzie – mimo uszkodzonych maszyn – wskutek nacisków rządu brytyjskiego nie był przez 75 dni wpuszczony do portu, aż w końcu wraz z pasażerami został odholowany z powrotem na pełne morze i porzucony na łup torpedowców.
Nie zauważyłem, aby ta okrągła rocznica odbiła się większym echem w publikacjach dostępnych w Internecie. Strona żydowska, tak zwykle wyczulona na najmniejsze „antysemickie kichnięcie” byle polskiego młodzieniaszka, wykrzykującego coś podczas meczu piłki nożnej i podnosząca z tego powodu larum na całym świecie, tu zdaje się nie pamiętać o masowej zbrodni dokonanej na setkach uciekinierów żydowskich przez rząd Wielkiej Brytanii – kraju wolnego i niezawisłego przez cały okres 2 Wojny Światowej, w przeciwieństwie do Polski i innych okupowanych krajów Europy. Dzisiejsi Żydzi, tak chętnie strojący się w szaty „sprawiedliwych”, tamto wydarzenie jakby już wybaczyli, wymazali z pamięci, jak tyle innych niegodziwości czasu wojny, o ile tylko dokonywały je ręce Anglosasów, Szwajcarów, Szwedów czy innych „zaprzyjaźnionych nacji”.
Wspomóżmy więc tę z nagła osłabłą pamięć szczegółami tamtej zbrodni.
*
Tak zwana Tragedia „Strumy” dokonana została rękoma tureckimi, ale pod naciskiem rządu brytyjskiego, sprawującego w tamtym okresie tzw. mandat na terenie Palestyny. Wraz z okrętem, zatonęło prawie 800 Żydów, którzy uciekli głównie z Rumunii, a także z Bułgarii, Węgier i Słowacji, olbrzymim kosztem własnym, wyprzedając wszystko, co jeszcze posiadali, a także ryzykując życiem działaczy organizacji żydowskiej HIAS (Hebrew Sheltering and Immigration Aid Society), zajmującej się nielegalnym przerzutem Żydów z terenów okupowanych przez Trzecią Rzeszę.
Przed wybuchem 2 Wojny Światowej, Rumunię zamieszkiwało ok. 900 000 Żydów. 23 listopada 1940 r. Rumunia przystąpiła do Paktu Trzech (Trzecia Rzesza, Włochy, Japonia) zezwalając na stacjonowanie wojsk niemieckich na swym terytorium i licząc na odzyskanie dzięki temu Besarabii i Bukowiny, zagarniętych przez Sowietów w wyniku Paktu Ribbentrop-Mołotow. Od tej chwili, los Żydów mieszkających w Rumunii uległ drastycznemu pogorszeniu, czego kulminacją miał się stać wkrótce tzw. pogrom w Jassach między 27 a 29 czerwca 1941 r., gdy 13 tys. Żydów zostało zamordowanych na ulicach miasta, za przyzwoleniem dyktatora Iona Antonescu. Dla rumuńskich Żydów port w Konstancy nad Morzem Czarnym stał się teraz jedynym oknem na świat; rozpoczęła się era „pływających trumien”, to znaczy byle jakich statków wynajmowanych od byle kogo, aby tylko opuścić rumuński brzeg i wypłynąć w morze. Na początku grudnia 1940 r. niesprawny statek „El Salvador” płynący pod banderą Urugwaju, wyruszył z Konstancy w podróż do Palestyny. Nie miał on ani kabin, ani łóżek, brak było kompasu, instrumentów pogodowych i kamizelek ratunkowych. Mógł pomieścić najwyżej 40 pasażerów, lecz na jego pokładzie stłoczono 327 uchodźców. Jakimś cudem dotarli oni do Stambułu, jednak na Morzu Marmara rozszalała się burza i statek zatonął 15 grudnia 1940 r. Zginęło 204 pasażerów, w tym 66 dzieci. Ze 123 ocalałych, 63 deportowano do Bułgarii, a 60 udało się zostać w Stambule. Zabrał ich inny statek dla uchodźców Darien II”, płynący do Palestyny ​​z 723 pasażerami na pokładzie. „Darien II” prawie dotarłby do celu, gdyby 19 marca 1941 r. Anglicy nie zatrzymali go niedaleko wybrzeża i nie odtransportowali uchodźców do obozów internowania.[1]
Nauczeni tym doświadczeniem, Turcy spodziewali się dalszego napływu do Stambułu okrętów z europejskimi uchodźcami i kolejnych katastrof na morzu. Rząd turecki zwrócił się więc do rządu USA z propozycją sporządzenia planu uporządkowanej emigracji 300 000 Żydów z Europy przez Turcję do Palestyny, przy współpracy z rządami brytyjskim i amerykańskim. Ta racjonalna propozycja została jednak odrzucona przez Cavendisha W. Cannona z Wydziału Spraw Europejskich Departamentu Stanu, równie „racjonalnymi” argumentami, iż „w obecnych warunkach” nie znajdzie się okrętów w ilości odpowiedniej dla takiej akcji, która do tego byłaby sprzeczna z założeniami brytyjskiej Białej Księgi z 1939 r., zezwalającej na emigrację do Palestyny jedynie 75 tys. osób w ciągu najbliższych 5 lat (15 tys. osób rocznie). [2] Przypomnijmy, że w równie obłudny sposób strona amerykańska uzasadniała wielokroć w następnych latach (odpowiadając m.in. na monity polskiego rządu emigracyjnego) odmowę zbombardowania Auschwitz oraz innych hitlerowskich obozów zagłady, argumentując to „interesem więźniów”, którzy mogliby „ucierpieć wskutek nalotu” [3].
Krótko przed wojną i jeszcze w czasie pierwszego roku wojny, w Berlinie, Pradze i Wiedniu działały legalne, wspierane przez władze Trzeciej Rzeszy Biura Emigracji Żydów do Palestyny. Takie biuro otwarto też w Polsce, działające w pierwszych miesiącach wojny w Oświęcimiu – niestety, było to już w okresie schyłkowym tego niemieckiego projektu emigracyjnego [4]. Pierwotnym założeniem Niemców nie była bowiem eksterminacja Żydów, ale zmuszenie ich – w pierwszym rzędzie Żydów zamieszkałych na terenach włączonych do Rzeszy, a w dalszej kolejności również z pozostałych terenów okupowanych – do legalnej emigracji z Europy. Nazistowskie plany emigracyjne wobec europejskich Żydów przybierały na różnych etapach działań wojennych rozmaite formy, np. planu Nisko – czyli emigracji Żydów na teren wschodniej Lubelszczyzny – lub planu Madagaskar [5], czyli wywiezienia Żydów na tę afrykańską wyspę przy pomocy okrętów floty francuskiej, przejętej przez Niemców po zajęciu Francji. „Ribbentrop miał uzyskać od Francji przekazanie Niemcom Madagaskaru – pisze na swym blogu autor Trybeus [6]– Jednostki Waffen SS pod dowództwem Reinharda Heydricha, miały zajmować się doprowadzaniem i ładowaniem Żydów na statki francuskie (…) w przeciągu czterech lat Żydzi znajdujący się pod niemiecką okupacją mieli być przesiedleni na Madagaskar, który miał być protektoratem niemieckim (…) Przed 18-tym czerwca 1940 r. Hitler i Ribbentrop omawiali ten plan z Mussolinim. Budowa getta w Warszawie została wstrzymana 10-go lipca 1940 r., jak też transporty Żydów z zagranicy do Polski. Madagaskar miał być zorganizowany jak „super getto” pod żydowskim zarządem kontrolowanym przez nazistów. [Jednak] przegrana Niemców w bitwie o Anglię w 1940 r. [stała się] faktycznym powodem upadku planu ewakuacji Żydów na Madagaskar (…)”
Wskutek fiaska planu Nisko i niepewnych losów planu Madagaskar, uwaga Niemców skupiła się na emigracji Żydów przede wszystkim do Palestyny. Niemcy liczyli na ogromne dochody z opłat emigracyjnych oraz w postaci pozostawionego przez Żydów mienia, nieruchomości itp. Plany te storpedowała postawa mocarstw Zachodu: coraz drastyczniejszego ograniczania wiz imigracyjnych do USA a także praktyczna blokada tzw. certyfikatów palestyńskich wydawanych przez rząd Wielkiej Brytanii. [7] Toteż w II połowie 1940 r. następuje negatywny zwrot w polityce niemieckiej wobec europejskich Żydów, gdy okazuje się, że zaledwie garstce udało się uzyskać tzw. certyfikat palestyński.
Ponaglane przez niekorzystną koniunkturę organizacje żydowskie HIAS i Betar [8] wynajęły od greckiego właściciela 180-cio tonowy dawny jacht motorowy “Struma”, którym duży transport żydowskich emigrantów miał wypłynąć w grudniu 1941 r. z Konstancy do Stambułu, skąd, po postoju – rzekomo dla odebrania palestyńskich certyfikatów imigracyjnych – mieli udać się w dalszą drogę morską do Palestyny. Rząd Iona Antonescu wyraził zgodę na tę podróż, oficjalnie zgłoszoną jako „turystyczna”. “Struma” jednak – podobnie jak poprzednio „El Salvador” – nie była statkiem pasażerskim a 75-letną krypą z dwiema szalupami ratunkowymi, zdolną jedynie do transportu bydła z Rumunii do Niemiec po Dunaju i mogącą pomieścić do 100 osób w nielicznych kajutach i ładowni. Zorganizowano tam prowizoryczne dormitoria z łóżkami piętrowymi w sektorach dla 40 do 120 osób, pasażerowie mieli spać po dwie osoby z wyliczoną przestrzenią 60 centymetrów dla każdego.

ms struma


Dnia 8 grudnia 1941 r. w porcie w Konstancy pojawił się tłum 800 osób, w tym 100 dzieci, którym przedstawiono wizję “turystycznej” wyprawy do Palestyny, kosztującą olbrzymią na owe czasy sumę 1000 dolarów od osoby. Przerażeni widokiem zdezelowanej łajby i do reszty ograbieni z resztek swych własności przez rumuńską straż graniczną i celną[9], uciekinierzy znaleźli się w pułapce bez wyjścia. Po czterech dniach utarczek wskutek m.in. włączenia do listy pasażerów 60-cio osobowej młodzieżówki Betaru [10] potrzebnej nowotworzącemu się państwu Izrael – dnia 12 grudnia 1941 r. uciekinierzy znaleźli się na pokładzie w drodze do Stambułu. Ponaglała ich wiadomość o ataku 7 grudnia japońskiego lotnictwa na Pearl Harbor i groźba włączenia się Stanów Zjednoczonych do wojny. Jednak na samym początku podróży silnik zawiódł i rumuński holownik musiał wyprowadzić „Strumę” z portu na pełne morze, lawirując wśród gęsto zaminowanego obszaru. Przez całą noc „Struma” dryfowała, podczas gdy 10-cio osobowa załoga daremnie starała się uruchomić silnik. W końcu ponownie wezwano holownik, który wrócił, ale z żądaniem zapłaty za naprawę silnika. Nieszczęśnicy, obrabowani w Konstancy ze wszystkiego, oddali im swe obrączki, aż w końcu „Struma” ruszyła. Po dwóch dniach żeglugi, już w pobliżu Stambułu, silnik znów zamarł i „Strumę” wprowadził do portu holownik turecki. Jednak to był dopiero początek, a nie koniec tragedii. Od tej chwili, przez następnych 75 dni „Struma” stała w „bezpiecznej” odległości od nabrzeża, aby uniemożliwić próby ucieczki wpław, gdy tymczasem brytyjscy dyplomaci i tureccy urzędnicy negocjowali los pasażerów.
Turcja z jednej strony była związana traktatem o przyjaźni i nieagresji, podpisanym w czerwcu 1941 r. z Trzecią Rzeszą, z drugiej miała też podpisany z Wielką Brytanią traktat obronny. Z kolei Wielka Brytania, z powodu zamieszek arabskich i syjonistycznych w Palestynie, była zdeterminowana, aby ściśle stosować warunki Białej Księgi z 1939 r. Rząd brytyjski, w osobie Sir Harolda MacMichaela, Wysokiego Komisarza Brytyjskiego Mandatu Palestyny, wywierał więc naciski na turecki rząd Refika Saydama, aby pod żadnym pozorem nie pozwolił na dalszą podróż „Strumy” do Palestyny.
Kapitan „Strumy” prosił o zezwolenie na pozostanie statku w porcie choćby do czasu ukończenia naprawy, na co władze tureckie wyraziły zgodę, mając w pamięci niedawną tragedię „Salvadora” na Morzu Marmara. Ze względu na nieznośne warunki na statku, byłyby nawet skłonne zezwolić pasażerom na czasowe zejście na ląd, jednak okazało się, że z wyjątkiem paru osób, uchodźcy nie mają wiz wjazdowych do Palestyny. Tureckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zwróciło się więc do Adriana Knatchbull-Hugessena, brytyjskiego ambasadora w Ankarze, aby udzielił słownej gwarancji, że pasażerowie „Strumy” otrzymają wizy do Palestyny. Ambasada odmówiła, używając argumentu, że Rumunia od chwili przystąpienia do Osi jest w stanie wojny z Wielką Brytanią, a poza tym wśród pasażerów mogą znajdować się agenci Trzeciej Rzeszy, którzy będą “pracować na rzecz wroga”. Nie pomogła interwencja agencji HIAS, działającej legalnie na tym terenie, która wyciągnęła argument, iż roczny limit 15 tys. żydowskich osadników w Palestynie ustanowiony w brytyjskiej Białej Księdze z 1939 r. nie został przecież wyczerpany. Władze brytyjskie odmówiły negocjacji na ten temat, zdecydowane nie stwarzać precedensu dla masowego napływu w przyszłości uchodźców do ziem objętych mandatem brytyjskim. Nie mógł tego wyrazić jaśniej sam ambasador, stwierdzając po prostu, że „rząd Królewskiej Mości nie życzy sobie obecności tych ludzi w Palestynie”. Jego stanowisko spotkała się z pełną aprobatą Londynu; lord Walter Guinness, minister ds. Środkowego Wschodu w rządzie Churchilla, napisał w liście do Ministra Spraw Zagranicznych, któremu podlegał ambasador w Ankarze, iż „lądowanie w Palestynie kolejnych siedmiu setek imigrantów (…) pociągnęłoby za sobą pożałowania godne konsekwencje w krajach bałkańskich”. [11]
Wobec takiej postawy, Turcja również usztywniła stanowisko i zażądała powrotu statku do Rumunii. Premier Refik Saydam oznajmił, że “Turcja nie będzie służyć za przechowalnię lub za nową ojczyznę ludziom, którzy są źle widziani gdzie indziej”. Zarówno Brytyjczyków jak urzędników tureckich nie interesował fakt, że silniki „Strumy” nie działają, a na okręcie drastycznie brakuje żywności. Na statku nie było kuchni i więc tylko dwa razy w tygodniu przygotowywano zupę, a za kolację służyła pomarańcza lub garstka orzeszków ziemnych na osobę. Wieczorem wydawano dzieciom mleko. Tygodnie mijały, podczas których 800 osób uwięzionych na “Strumie” w sensie dosłownym dogorywało. Kabiny były lodowate i cuchnące od odchodów, gdyż statek miał tylko jedną toaletę, brakowało pitnej wody a okręt był tak mały, że na pokładzie jednocześnie stać mogło tylko kilkadziesiąt osób, więc wyznaczono dyżury wyjścia na pokład dla zaczerpnięcia powietrza. Po paru tygodniach negocjacji, Brytyjczycy postanowili w końcu uhonorować wygasłe wizy palestyńskie i kilku ich posiadaczy zeszło na ląd; paru innym pasażerom udało się zbiec. Pozwolono też opuścić statek ciężarnej kobiecie, Medei Solomonovici, która została przyjęta do szpitala w Stambule, gdzie poroniła. Historia zapamięta też imię Simona Broda, żydowskiego kupca ze Stambułu, który uwijał się jak w ukropie przekupując Turków i wożąc na statek wodę i żywność, jednak była to kropla w morzu.
Tymczasem sytuacja komplikowała się na niekorzyść uchodźców. W styczniu 1942 r. Panama – pod której banderą płynęła „Struma” – wypowiedziała wojnę Niemcom i ich sojusznikom; w odpowiedzi, kapitan „Strumy” i niektórzy członkowie załogi, będący Bułgarami, odmówili służby na statku będącym pod flagą wrogą wobec Bułgarii. Również w styczniu 1942 r. odbyła się konferencja w Wannsee pod Berlinem, podczas której, wobec braku zainteresowania Zachodu przyjęciem żydowskich uchodźców, sformułowano tzw. Ostateczne Rozwiązanie czyli plan fizycznej likwidacji narodu żydowskiego w Europie. Rząd turecki, zirytowany impasem w rozmowach z Brytyjczykami a także odmową Rumunii, aby przyjąć z powrotem uciekinierów, ogłosił, że jeśli do 16 lutego 1942 r. nie zostaną podjęte zadowalające decyzje, „Struma” zostanie odholowana z powrotem na Morze Czarne.
Przed upływem tureckiego ultimatum, agencja HIAS błagała Anglików, by wyrazili zgodę na przyjęcie do Palestyny choćby samych dzieci. Rząd brytyjski najpierw wyraził zgodę na wjazd do Palestyny 70 dzieci, potem ograniczył ich wiek pomiędzy 11 a 16 rok życia, ale pod warunkiem zgody tureckiej na podróż tych dzieci przez ich terytorium, gdyż Wielkka Brytania nie zapewnia żadnego innego transportu. Po jakimś czasie, nawet z tej decyzji Brytyjczycy zaczęli się wycofywać. Doradca brytyjskiego MSZu, niejaki Randall, uzasadniał to słowami: „Wyobraźmy sobie nawet, że Turcy wyrażą zgodę na zejście dzieci na ląd. Czy jednak jesteśmy w stanie wyobrazić sobie rozdzierające sceny, do których dojdzie, gdyby zaczniemy odbierać dzieci ich rodzicom”? [12] Zwyciężyło gołębie serce Anglika – który „nie mógłby patrzeć na te okropności” – wiec żadne dziecko nie opuściło „Strumy”.
W nocy z 23 na 24 lutego 1942 r. turecka policja zdecydowała się wejść na pokład okrętu, ale uchodźcy ich nie wpuścili. Nadciągnął większy oddział, liczący 80 osób, motorówki otoczyły statek. Po około pół godzinie walki z uchodźcami, Turcy opanowali „Strumę”, podniesiono kotwicę i przy wtórze krzyku rozpaczy z setek gardeł, „Struma” została odholowana przez cieśninę Bosfor na pełne morze. Podczas przepływania wzdłuż brzegów Bosforu, krzykowi skazańców towarzyszyły rozwieszone na burtach i widoczne dla mieszkańców Stambułu napisy po angielsku i po hebrajsku: RATUJCIE NAS!
”Struma” znalazła się na pełnym morzu, jednak próby uruchomienia maszyn nie dały efektu, mimo tygodni pracy tureckich inżynierów i zapewnień, że będą działać. Władze tureckie opuściły statek około 6 mil na północ od Bosforu, zostawiając setki ludzi ich losowi, bez wody, jedzenia i paliwa – bo skoro motor nie działa, to po co im paliwo? Następnego dnia, 24 lutego 1942 r. dryfująca po morzu „Struma” eksplodowała. Według dokumentów ujawnionych po latach, została storpedowana przez sowiecki okręt podwodny “Shch-213”, który patrolował tę okolicę. Okręt wypełniał rozkaz swego dowództwa, aby zatapiać wszystkie nie sojusznicze statki wpływające na Morze Czarne i w ten sposób ograniczyć przepływ strategicznych materiałów do hitlerowskich Niemiec. Wydaje się to dziwne, zważywszy na panamską – a więc sojuszniczą – banderę nad okrętem. Trudno też wierzyć, że wysokie władze brytyjskie i tureckie nie zostały poinformowane o takiej akcji sowieckiej na wodach przybrzeżnych Turcji. Na razie więc, eksplozja na „Strumie” pozostaje tajemnicą i źródłem spekulacji o rzeczywistych powodach, dla których chciano pozbyć się okrętu.
Przez całą dobę Turcy nie wysyłali łodzi ratunkowych, tłumacząc się złą pogodą, również władze brytyjskie nie interesowały się losem uchodźców. „Struma” zatonęła szybko i wiele osób zginęło pod pokładem. Inni, którzy akurat byli na zewnątrz, przez jakiś czas utrzymywali się na wodzie, trzymając się pływających szczątków okrętu, ale kolejno umierali z wyziębienia. Spośród 768 pasażerów, w tej liczbie stu dzieci, przybyłe w końcu łodzie ratunkowe odnalazły jednego żywego rozbitka: 19-letniego Dawida Stoliara, unoszącego się na drzwiach kabiny. Wprawdzie towarzyszył mu również pierwszy oficer „Strumy”, ale zmarł wkrótce z wychłodzenia. Stoliara, jak twierdził potem, uratował gruby płaszcz, który otrzymał na tę podróż od ojca. Umieszczono go w szpitalu, a kiedy stan jego zdrowia się poprawił, został oskarżony o nielegalny wjazd do Turcji i osadzony na 6 tygodni w areszcie. Wobec tego władze brytyjskie wyraziły zgodę „ze względów humanitarnych”, jak to ogłoszono, na jego wjazd do Palestyny, jednak decyzję tę musiano podjąć na wyższym szczeblu, wobec protestów komisarza MacMichaela, który ostrzegał, że przyjęcie tego rozbitka do Palestyny ​​„stworzy precedens” i “zniweczy naszą politykę wobec nielegalnych imigrantów”.
Odzież i walizkę podarował Stoliarowi Simon Brod, on też zapłacił mu przejazd pociągiem do Aleppo i samochodem do Tel Awiwu.
*
Tragedia “Strumy” – dziś prawie zapomniana i rzadko przywoływana w relacjach o Holocauście – wywołała wówczas żywe reakcje opinii światowej. W Palestynie na ulicach rozlepiono plakaty z wizerunkiem komisarza MacMichaela i napisem “poszukiwany zbrodniarz!”. Albert Einstein wyraził się, że tragedia “Strumy” „uderzyła w samo serce naszej cywilizacji”. Nawet amerykańska Pierwsza Dama Eleanor Roosevelt zdobyła się na nazwanie jej “okrucieństwem, dla którego nie ma słów”. W Izbie Gmin odbyła się debata, podczas której komisarza MacMichaela skrytykowano za decyzje, które cechował „brak człowieczeństwa i zbyt rygorystyczne trzymanie się przepisów”. Nie spotkała go jednak żadna inna kara, poza przeniesieniem do Malezji. Dwa miesiące po tragedii, w maju 1942 r. David Ben-Gurion, jeden z przywódców ruchu syjonistycznego, zorganizował konferencję w Nowym Jorku, podczas której wezwano do obalenia ograniczeń imigracji żydowskiej do Palestyny. Brytyjczycy jednak wstrzymali się z decyzją do lipca 1943 r., kiedy to zakończyła się zagłada getta warszawskiego i innych gett w Polsce i masowa emigracja Żydów z Europy Środkowo-Wschodniej przestała być dla Zachodu zagrożeniem.
Premier Izraela Ariel Sharon oznajmił w Knesecie26 stycznia 2005 r. , że „ówcześni przywódcy brytyjskiego mandatu wykazali się tępotą i niewrażliwością” i że „przez całą wojnę nic nie zrobiono, aby zatrzymać Holokaust “[13]… Poza tym, po stronie żydowskiej trwa jednak pełna zakłopotania cisza. Być może dlatego, że zbrodni tej – jednej z największych i najbardziej odrażających w czasie Holocaustu – dopuścili się nie „polscy szmalcownicy” czy „polscy antysemici”, których potem można by piętnować latami na dziesiątkach międzynarodowych konferencji i w setkach publikacji, ale zbrodniarze innego rodzaju: dobrze wychowani, uprzejmi i pachnący wodami po goleniu ministrowie i dyplomaci z ojczyzny Szekspira.

Pokutujący Łotr
http://www.ekspedyt.org/2018/03/05/tragedia-strumy-brytyjska-zbrodnia-holocaustu/
05.03.2018 r.
- - -
[1] https://www.jewishgen.org/romsig/Strumah.html (link zewnętrzny)
[2] ibidem, op. Cit. przyp. 1
[3] http://pl.auschwitz.org/lekcja/1/kurs/s513.html (link zewnętrzny)
[4] Henryk Schönker: Dotknięcie anioła, Warszawa 2011
[5] http://www.ekspedyt.org/2018/02/20/zydzi-czytajcie... (link zewnętrzny)
[6] http://niepoprawni.pl/blog/2757/projekt-madagaskar... (link zewnętrzny)
[7] Był to dokument wydawany przez władze brytyjskie i umożliwiający Żydom wjazd do Palestyny. Opublikowana w Wielkiej Brytanii tzw. Białej Księga w maja 1939 r., ustanowiło limit żydowskiej imigracji do Palestyny na 75 tys. w czasie następnych 5 lat. Podczas II wojny światowej wydano ich 62 000. Pomiędzy październikiem 1939 a marcem 1940, tj. w kluczowym dla przezycia populacji żydowskiej okresie, certyfikaty zostały prze Brytyjczyków całkowicie zablokowane, podobna sytuacja miała miejsce pomiędzy październikiem 1940 i marcem 1941 r.
[8] Założone w 1923 r. przez Władymira Żabotyńskiego, skrajnie prawicowe skrzydło ruchu żydowskiego, dążące do ustanowienia państwa żydowskiego na terenach Palestyny.
[9] Każdy uchodźca mógł zabrać 20 kilogramów bagażu, jednak rumuńscy celnicy odebrali pasażerom większość lepszej odzieży, kosztowności i żywność, którą zabrali na drogę.
[10] To Betar w momencie zaokrętowania się pasażerów w Konstancy, zaczął odgrywać główną role w doborze pasażerów, kierując się własnymi celami politycznymi. Z tego powodu m.in. na liście pasażerów znalazła się 60-cio osobowa młodzieżówka Betaru z Rumunii.
[11] D.Walusiak: Winni. Holocaust i fałszowanie historii, Kraków 2016
[12] https://www.thoughtco.com/jewish-refugees-ship-str... (link zewnętrzny)
[13] Sharon, Ariel (26 January 2005). “PM Sharon’s Speech at Special Knesset Session Marking the Struggle Against Anti-Semitism”. Israel Ministry of Foreign Affairs

Czytaj więcej: I oni nas oskarżają...

Komentarz (32)

Stefan Kisielewski o Marcu 68

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 10 marzec 2018 14:26
Adam Kowalczyk

Z okazji rocznicy marca’68 media głównego ścieku rozpoczęły rytualną nagonkę na Polaków i ich antysemityzm. Szlag mnie trafia gdy to czytam tym bardziej, że wspierane jest to przez różne partie jak choćby PO, Nowoczesna czy inny KOD ewidentnie służące interesom krajów atakujących nas medialnie i politycznie. Biadolą nad antysemickim wypędzeniem Żydów z Polski i o podłości „gnoma” Gomułki, który to zrobił. Nazywają ich wypędzonymi. Ciekawi to wypędzeni bo wypędzono ich od koryta, z partii, z rządu, z bezpieki gdzie katowali Polaków. Kara była straszna bo amputacja d… od stołka. I jak wyglądało to okrutne wypędzenie. Dostawali do łapy paszport, niedoścignione marzenie uczciwego Polaka, i mogli wyjechać gdzie chcieli. Najczęściej zresztą nie do Izraela tylko do USA czy innej Francji. A najważniejszą konsekwencją tego wyjazdu było to, że uchylili się od odpowiedzialności karnej za swoje zbrodnie tacy ludzie jak Helena Wolińska czy Stefan Michnik. Dzisiaj Gazeta Wyborcza podnosi larum, że to były akty antysemityzmu. Faktycznie powinni byli pozostać w Polsce i tu zawisnąć na szubienicach.
W takiej chwili trafiłem na cytat z "Dzienników" Stefana Kisielewskiego zamieszczony w ostatnim numerze Myśli Polskiej. Mylę, że warto go tu zamieścić.
Adam Kowalczyk

Stefan Kisielewski o Marcu 68

Ciągle mi siedzi w głowie listopadowy [1970] numer paryskiej „Kultury". Jest tam ogromny artykuł Kamili Chylińskiej, dawnej wydry dziennikarskiej z „Życia Warszawy" (ma ona jednak trochę przyzwoitości i nieco się za swój dawny stalinizm kaja — nie to co [Leopold] Unger) artykuł będący podsumowaniem ankiety, przeprowadzonej przez tężę Chylińską wśród „pochodzeniowych" emigrantów po Marcu 1968.
Muszę powiedzieć, że przy czytaniu szlag człowieka może trafić, gdy na przykład jakiś facet stwierdza, że Marzec 1968 i ,,to był dla niego największy wstrząs, jaki przeżył w Polsce Ludowej, wstrząs, dzięki któremu przejrzał na oczy. Największy wstrząs! A więc nie pogrom w Kielcach, nie rozstrzeliwanie i więzienie akowców, nie procesy generałów, nie mianowanie Rokossowskiego marszałkiem Polski, nie uwięzienie Gomułki, a potem Wyszyńskiego, nie wypadki poznańskie 1956, lecz właśnie akurat tylko Marzec 1968. Bo wtedy akurat oni dostali w dupę.
Spora to przesada w demonstrowaniu swego skrajnego egocentryzmu, no a już ogromna przesada ze strony Księcia, że od dwóch lat drukuje z Polski niemal wyłącznie materiały tyczące się tej sprawy. Rozumiem, że kwestia odrodzenia się antysemityzmu w Polsce jest sprawą specjalnie bolesną i złożoną, prowokacja moczarowska sprawiła, że krzyżują się tutaj pewne istotne wektory polityczne (prowokacja moczarowska, a z drugiej strony państwo Izrael i sytuacja na Bliskim Wschodzie).
Rozumiem też niezwykły symbolizm losu grupy Żydów, którzy pozwolili kiedyś dać się zaprząc do najgorszych stalinowskich działań (prokuratura, sądownictwo, cenzura, UB), po latach zaczęli się łamać przed powszechną nienawiścią społeczeństwa, czując jednocześnie, że perfidna Rosja też cofa im poparcie, próbowali liberalizować, dzieci im się zbuntowały, chciały okupić „grzechy ojców" – dalszy ciąg znamy.
To wielki temat dla pisarza. Może go może jeszcze podejmę, ale przecież nie jest to temat w powojennej historii Polski jedyny. Tymczasem właśnie ci ludzie wypuszczeni przez Gomułkę wyjechali na Zachód, ci ludzie umieją pisać i oni to właśnie wypełniają łamy „Kultury" „smoncesem", jak mówi Henio. Jest to spaczenie perspektyw społecznych, toć wiele tu innych grup i środowisk dostało w dupę (choćby dawni Mazurzy, co, szykanowani, powyjeżdżali do NRF), tyle że nie mają swoich bardów. W dodatku problem powojennych Żydów-komunistów nie łączy się nawet bezpośrednio ze straszliwą tragedią 3,5 miliona Żydów polskich za Hitlera. O tym wymordowanym, zgubionym społeczeństwie prawie się już nie mówi, za to o „wyalienowanych", partyjnych polskich Żydach mówi się w „Kulturze" ciągle, do tego nader jednostronnie i tendencyjnie – jakby wręcz z jakimś celem. Dziwaczny robi się ten Książę, ale nie mogę mu tego wytłumaczyć.

Stefan Kisielewski, „Dzienniki”, Warszawa 1996, ss. 506-507 (zapiska z 27 listopada 1970 roku)

Czytaj więcej: Stefan Kisielewski o Marcu 68

Komentarz (34)

Osamotnieni – sprostowanie.

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 04 marzec 2018 12:39
Adam Kowalczyk

W moim ostatnim tekście zatytułowanym „Osamotnieni” uważni czytelnicy znaleźli dwa błędy. Błąd pierwszy to błąd w cytacie Stanisława Cat-Mackiewicza. Napisałem w leadzie artykułu: Jak pisze Cat: „Jeśli utrata niepodległości przez jakieś państwo pociąga utratę niepodległości innego państwa, to sojusz pomiędzy tymi dwoma państwami jest sojuszem naturalnym, wskazanym. Jeśli jednak utrata niepodległości przez Polskę nie jest groźna dla naszego sojusznika, to jest to sojusz egzotyczny. I, tak naprawdę, niewiele lub nic nam nie dający.”
A powinienem był napisać: Jak pisze Cat: „Jeśli utrata niepodległości przez jakieś państwo pociąga utratę niepodległości innego państwa, to sojusz pomiędzy tymi dwoma państwami jest sojuszem naturalnym, wskazanym.” Jeśli jednak utrata niepodległości przez Polskę nie jest groźna dla naszego sojusznika, to jest to sojusz egzotyczny. I, tak naprawdę, niewiele lub nic nam nie dający.
Różnica polega na umiejscowieniu apostrofu. Cytat zaczerpnąłem z innego artykułu bez wyraźnie zaznaczonego końca cytatu i początku komentarza. Stąd mój błąd.
Drugi błąd polega na zmianie imienia margrabiego Aleksandra Wielopolskiego, którego nie wiedzieć czemu ochrzciłem Zygmuntem. W ówczesnej Warszawie rzeczywiście ważną rolę pełnił nie tylko Aleksander lecz również jego syn Zygmunt, pełniący urząd prezydenta Warszawy. Ale na pewno nie o niego mi chodziło lecz o ojca, sławnego margrabiego Aleksandra Wielopolskiego. Przepraszam czytelników za popełnione błędy.
Adam Kowalczyk

Czytaj więcej: Osamotnieni – sprostowanie.

Komentarz (7)

Osamotnieni

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 18 luty 2018 18:36
Adam Kowalczyk

Od XVIII w. część Polaków ogarnął jakiś obłęd nakazujący im szukać sojuszników daleko. I pozostało nam to do dzisiaj. Stanisław Cat-Mackiewicz nazywał takie sojusze egzotycznymi. Jak pisze Cat: Jeśli utrata niepodległości przez jakieś państwo pociąga utratę niepodległości innego państwa, to sojusz pomiędzy tymi dwoma państwami jest sojuszem naturalnym, wskazanym. Jeśli jednak utrata niepodległości przez Polskę nie jest groźna dla naszego sojusznika, to jest to sojusz egzotyczny. I, tak naprawdę, niewiele lub nic nam nie dający.

Dla przykładu taka niezbyt interesująca się Polską Wielka Brytania w końcu XVIII w. nagle doceniła Polskę jako sojusznika w tworzonej razem z Prusami koalicji antyrosyjskiej. Polska poszła w to jak w dym, lecz do Londynu pojechał poseł Katarzyny II Siemion Woroncow i wyperswadował Anglikom te pomysły. Z całej tej koalicji pozostała jedynie wojna polsko-rosyjska, w której Polska została pobita i poddana II rozbiorowi przez Rosję i niedoszłego sojusznika Prusy.

Jednak Polacy są niezdolni do uczenia się na błędach, nawet własnych. Już dwa lata później polscy patrioci zaangażowali się z porozumienie z Francją. Tadeusz Kościuszko spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Francji i dowódcą Armii Centralnej generałem Charles François Dumouriez. Zamierzał uzyskać pomoc rewolucyjnej Francji dla planowanego powstania. Francuz oczywiście pomógł. Najlepiej mu jednak wyszło przekazanie planów Insurekcji Prusakom, a ci natychmiast przekazali je Katarzynie. Polskę oczywiście szlag trafił, ale za to wojska pruskie zamiast do Francji wkroczyły do Polski.

Niczego nas to nie nauczyło i do końca trzymaliśmy z Napoleonem. Zresztą nie tylko z nim. Przez cały wiek XIX liczyliśmy na pomoc Francji i Wielkiej Brytanii, które nic nam dać ani nie chciały, ani nie miały możliwości. Jeden z nielicznych przytomnych polityków polskich margrabia Zygmunt Wielopolski zapytał kiedyś ironicznie gorącogłowych patriotów czy flota brytyjska podpłynęła już pod Częstochowę.
Rozsądek zdawał się zwyciężać kiedy w roku 1921 zawarliśmy sojusz z Francją skierowany przeciwko Niemcom. Potem, gdy Francja zaczęła kombinować jak by tu się wypisać z sojuszu zostaliśmy niejako w zawieszeniu. I nagle, w obliczu nadchodzącej wojny, gdy III Rzesza szykowała się do uderzenia na Zachód, przypomniano sobie o nas. W początkach 1939 r. Anglicy nagle zaoferowali nam sojusz. Był to typowy sojusz egzotyczny. Utrata niepodległości przez Polskę bynajmniej nie pociągała za sobą utraty niepodległości Anglii. Przeciwnie, w XIX w. nie było państwa polskiego, a dla Anglii były to czasy rozwoju i potęgi. Poszliśmy w to jak w dym. Nikt nie zastanawiał się nad tym, że Wielka Brytania miała wprawdzie wielką flotę ale wojska na Wyspach raptem 6 dywizji (Polska ok. 40). Zgodnie z brytyjskimi (nie naszymi) przewidywaniami Niemcy odwrócili kierunek pierwszego uderzenia, Zachód zyskał 8 miesięcy, a zgodnie ze słowami margrabiego Wielopolskiego flota brytyjska nie pomogła nam ani pod Częstochową, ani w bitwie nad Bzurą. Ironią losu było to, że to nasza mała flota wojenna ewakuowana na Zachód wspierała najpotężniejszą flotę świata, wspaniałą Royal Navy. Potem kazali sobie zapłacić za amunicję zużytą w ich obronie.

Po wojnie potwierdziły się słowa Cata. Niepodległość Francji i Wielkiej Brytanii nie była niczym zagrożona, natomiast Polska stała się państwem wasalnym w stosunku do Związku Radzieckiego.

W końcu jednak zmieniła się koniunktura międzynarodowa i Polska odzyskała pełną swobodę ruchów. Zdawałoby się, że czegoś powinniśmy się byli nauczyć. Niestety, jeżeli z historii można
wyciągnąć jakąś naukę to tylko taką, że jeszcze nigdy Polacy z historii niczego się nie nauczyli.

Postawiliśmy na sojusz z USA. Dalej już znaleźć kogoś trudno było chyba, że Australijczyków na kangurach. Sojusz z USA jako taki jeszcze mógł być uzupełnieniem jakiegoś normalnego aliansu, takim zabezpieczeniem żeby nam inny sojusznik nie zhardział za bardzo. Ale taki numer to nie z nami. Jak z USA to z USA. Musimy po swojemu. Wpierw palimy wszelkie mosty na wschodzie. Bez mała ogłaszamy wojnę z Rosją, rwiemy wszelkie stosunki handlowe i drażnimy Moskwę jak tylko potrafimy. No i ogłaszamy, że Rosjanie są nam wrodzy i knują. Nie lubią nas. A niby za co? Jak to mi powiedział mój angielski Polak obserwujący sytuację na odległość – „A co ty byś myślał gdybyś ciągle miał pod nogami chomika, który myśli, że jest lwem i ciągle próbuje ugryźć cię w mały palec u nogi?” Polska zachowuje się jak taki chomik. Tak to wygląda z daleka.

Po takim przygotowaniu swojej pozycji błagamy Amerykanów, żeby nas ratowali przed Rosją. Stany Zjednoczone to sprawdzony, i to boleśnie, sojusznik. Byli naszym sojusznikiem w czasie wojny czego dali wyraz w porozumieniach ze Stalinem w Teheranie i w Jałcie. Nie mieli nic przeciwko oddaniu Polski Stalinowi i zagarnięciu przez ZSRR polskich Kresów, ale w zamian za to protestowali, nieskutecznie na szczęście, przeciwko granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej.

Gdybyśmy jeszcze mieli jakieś wątpliwości co do rzetelności USA przypomnijmy sobie argentyńsko-brytyjską wojnę o Falklandy w 1982 r. Stany Zjednoczone były sojusznikiem obu walczących stron. Dla przyzwoitości powinny chociaż zachować neutralność w tym konflikcie. Może i powinny, ale wsparły Anglików logistycznie i wywiadowczo.

Teraz są naszym jedynym liczącym się sojusznikiem. Skoro tak to my jak w dym. Wojna z tradycyjnie przyjaznym Polsce Irakiem? Idziemy się bić za amerykańskie interesy. Nasi żołnierze giną, a w nagrodę Amerykanie wyganiają w diabły polskie firmy z Iraku. Jakie wnioski wyciągnięto w Warszawie? Ano takie, że chyba za mało się dla nich staramy. Ścichło więc skomlenie o zniesienie wiz i wysłaliśmy wojsko na kolejną wojnę. Tym razem w Afganistanie. Dzięki tej sojuszniczej wojnie w pewnym momencie zdołaliśmy wysłać z Polski wszystkie zmodernizowane śmigłowce bojowe. U nas nie zostało nic. Przy okazji okazało się, że utknęła modernizacja armii bo pieniądze wydaliśmy na Afganistan. Tyle było szumu i pyskowania, że wojsko jest uzbrojone w poradziecki szmelc, a teraz okazuje się, że ten „ruski szmelc” jest na wyposażeniu naszej armii do dnia dzisiejszego, czyli po 29 latach wspierania nas przez sojusznika. Więc albo nie był to wcale taki szmelc albo... jesteśmy zwyczajnie bezbronni.

Sojusznik ciągle jakby nie do końca z nas zadowolony więc posłaliśmy samoloty – w tym wszystkie cztery F16 w pełni wyposażone elektronicznie – na kolejną wojnę do Syrii. Tam pomagamy obalić legalny rząd prezydenta Baszszara al-Asada bo nie spełnia oczekiwań amerykańskich. Tu trafiła kosa na kamień, bo Asad poprosił o pomoc Rosję i sprawa się rypła. Asad wygrywa pomimo jawnej już pomocy udzielanej przez USA terrorystom z ISIS.

Po tych wszystkich doświadczeniach wyszło na to, że my ciągle musimy dla Amerykanów wojować, a oni nawet wiz nam nie zniosą. Ale za to będą umierać w obronie Polski. W tej jednak sprawie jestem niedowiarkiem.

Przyszedł nagle czas na sprawdzenie sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Takie sprawdzenie na sucho, w małej sprawie. Ot, zwykła klasówka. Pierwsze symptomy złego mieliśmy w samym szczycie histerii antyrosyjskiej, kiedy to Rosjanie mieli w czasie wspólnych manewrów zająć Białoruś i zaraz potem uderzyć na Polskę w celu zajęcia przesmyku suwalskiego. Tak przynajmniej gadał Antoni Macierewicz i kilku innych nawiedzonych.

Wtedy w amerykańskiej TV było o tym sporo i CNN zaprosiła do studio generała Colina Powella byłego przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów (1989–1993), doradcę prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego (1987–1989) i sekretarza stanu Stanów Zjednoczonych (2001–2005). To człowiek naprawdę zorientowany w sprawie polityki i zamiarów USA. Otóż ten pan oświadczył wprost, że cała ta sprawa nie ma większego znaczenia. Powiedział, że w razie czego Rosjanie w ciągu trzech dni dojdą do Odry i tam zostaną zatrzymani. Wiedzą o tym dobrze i dalej pchać się nie będą. Faktycznie, w Waszyngtonie można odetchnąć. Tylko nam się może zrobić duszno. Ale to powiedział emeryt więc najwygodniej było zlekceważyć go zupełnie.

Ale jak zlekceważyć sytuację z ostatnich dni?

Zostaliśmy z zaskoczenia i bezceremonialnie zaatakowani politycznie przez Izrael. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że polski rząd treść uchwalanego prawa uzgadniał z Izraelem i ze Stanami Zjednoczonymi, co w połączeniu z pobytem wojsk amerykańskich w Polsce stawia pod znakiem zapytania naszą suwerenność. Wyjątkowo aroganckie zachowanie Izraela zostawmy na boku.

Zajmijmy się zachowaniem naszego głównego sojusznika, którego sami poprosiliśmy o wprowadzenie wojsk do Polski. Otóż ten nasz „sojusznik” ni mniej ni więcej tylko zażądał zawetowania ustawy o IPN. Oczywiście wypowiadali się bardzo dyplomatycznie.

Jesteśmy także zaniepokojeni, że reperkusje, które wprowadza projekt ustawy, mogą mieć wpływ na strategiczne interesy Polski a także jej relacje - również ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem. Tłumacząc to na język mniej dyplomatyczny jest to zwyczajna groźba.

To oczywiście nie wszystko. Nie zamierzam tu pisać o różnych listach podpisywanych przez kongresmenów pod ogólnym hasłem dajcie Żydom szmal. Są grubsze sprawy.

W rozmowie na falach RMF FM ambasador Stanów Zjednoczonych w Warszawie, Paul Jones mówi: W sprawie nowelizacji ustawy o IPN jesteśmy gotowi do dialogu [...] To nie jest dla nas nowa sprawa, nie trzeba nam tłumaczyć samego prawa ani jego uzasadnienia. Rozmawialiśmy o tym kanałami dyplomatycznymi od wielu miesięcy. [...] Nasze stanowisko było jasne. Mówiąc wprost, oczekiwaliśmy że to prawo zostanie zmodyfikowane i pewne uwagi, nasze i innych, zostaną wzięte pod uwagę.

Ponadpartyjny Zespół ds. Zwalczania Antysemityzmu Kongresu USA (Congressional Antiemitism Task Force) wysłał list do Andrzeja Dudy, w którym kongresmeni apelują, by głowa państwa polskiego zawetowała nowelizację ustawy o IPN. Jesteśmy zaniepokojeni uchwaloną niedawno przez Sejm i oczekującej na rozpatrzenie przez Senat ustawą, która przewiduje karanie za doniesienia o polskim współudziale w nazistowskich zbrodniach przeciw Żydom podczas okupacji Polski w czasie II wojny światowej.
Jesteśmy głęboko zaniepokojeni, ponieważ może mieć to wpływ na dialog, stypendia i odpowiedzialność w Polsce za Holokaust. […] Mamy nadzieję, że prezydent opowie się przeciwko tej ustawie i zawetuje ją. Oczekujemy na zaangażowanie i odpowiedź.

Swoją drogą czemu w USA nie ma zespołu ds. zwalczania antypolonizmu?

W lutym 2017 r. odbyła się Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa z udziałem m.in. prezydenta Andrzeja Dudy i senatora Johna McCaina. W piątek 17 lutego podczas panelu dyskusyjnego McCain niespodziewanie zwrócił się do prezydenta Dudy mówiąc: Myślę, że jednym z krajów, który zostanie poddany pewnej presji, jest pański.

Ani Prezydent Duda, ani jego współpracownicy nie wyjaśnili o co tak naprawdę chodziło, zasłaniając się ogólnikami i wskazując na napiętą sytuację na świecie. Nie pomogły także formalne wnioski opozycji o wyjaśnienie sprawy.

Niespodziewanie Polskę poparły Niemcy. Federalny Minister Spraw Zagranicznych Sigmar Gabriel powiedział odnośnie polskiej ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (03.02.2018):
„Pełne rozliczenie z własną historią i z własną odpowiedzialnością jest dla nas Niemców stałym moralnym zobowiązaniem w obliczu zbrodni popełnionych przez Niemców i przez Niemcy także w Polsce.
Nie ma najmniejszej wątpliwości co do tego, kto jest odpowiedzialny za obozy zagłady, kto je prowadził i kto zamordował w nich miliony Żydów europejskich – a mianowicie Niemcy. To nasz kraj i nikt inny popełnił to zorganizowane masowe morderstwo. Pojedynczy kolaboranci nic tu nie zmieniają.”

Kolejną niespodzianką była odsiecz ze Wschodu. Polskę poparł szef Czeczenii Ramzan Kadyrow oraz Siergiej Żelezniak, zastępca sekretarza Rady Generalnej partii Jedna Rosja, z której wywodzi się prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin. Naród polski cierpiał przez wszystkie okropności nazizmu i zapłacił za to tysiącami niewinnych żyć. Decyzja legislacyjna polskiego Senatu odzwierciedla opinię obywateli polskich, którzy nie chcą powtórki z tragedii II wojny światowej i którzy protestują przeciwko zmartwychwstaniu nazizmu na sąsiedniej Ukrainie – stwierdził rosyjski parlamentarzysta.

Podsumowując musimy stwierdzić, że w sprawie w sumie naprawdę drobnej, która nie powinna być przedmiotem zainteresowania USA, Stany Zjednoczone otwarcie wystąpiły przeciwko Polsce tylko dlatego, że Izrael tego sobie życzy. Nawet Niemcy, którzy mają interes w zamazaniu swojej odpowiedzialności, uznali, że trzeba poprzeć Polskę.

W takiej sprawie nasz „sojusznik” wystąpił przeciwko nam, stał się naszym przeciwnikiem. Wystarczył głos jakichś krzykaczy z Izraela w sprawach niedotyczących USA.

Czy ktoś przytomny na umyśle sądzi, że w sytuacji prawdziwego zagrożenia naszych interesów, gdy trzeba będzie położyć życie Amerykanów na szali, pomogą nam?
Spójrzmy prawdzie w oczy. Ten sojusz to wydmuszka potrzebna do wykorzystania nas. W rzeczywistości jesteśmy osamotnieni. Jeśli w porę nie zmienimy polityki, to przyjdzie drogo nam za to zapłacić.
Adam Kowalczyk
Publicysta, felietonista, w latach dziewięćdziesiątych wydawca tygodnika „Gazeta Warmińska”, członek Stowarzyszenia „Święta Warmia”

Czytaj więcej: Osamotnieni

Komentarz (81)

Więcej artykułów…

  1. Biała flaga
  2. Sprawdzian
  3. Czy warto burzyć?
  4. Uciec ale dokąd?

Strona 11 z 45

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Oskarżyciele/donosiciele (m.in.K.Kaniński) powinni odpowiedzieć karnie za swoje karygodne czyny- przeprosinami i odszkodowaniem karnym!
Olsztyńska prokuratura wszczęł...
1 godzinę temu
wiadomo, że zawetuje dla samego wetowania i na złość tusku
SAFE 0 procent – genialna zagr...
10 godzin(y) temu
Najłagodniej formułując ocenę - to nikczemność.
Adwokat od "trumny nas kółkach...
12 godzin(y) temu
Niewykluczone, że to właśnie ta protestująca część mieszkańców oraz "przyjaciół Dobrego Miasta",
posiada subiektywne gusta, preferując mroczną muzyk...
Radna pyta: Dlaczego prezydent...
1 dzień temu
Protestują mieszkańcy oraz „przyjaciele Dobrego Miasta”, którzy wystosowali wniosek do burmistrz Beaty Harań oraz uruchomili petycję „STOP cenzurze ku...
Radna pyta: Dlaczego prezydent...
1 dzień temu
Bezrobotni Olsztyn puste łby
Dlaczego głosowałem przeciw po...
około 2 dni temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • Presja na lekarzy Szpitala w Olsztynie, by wykonali aborcję. Kaja Godek ma dla kobiety dom
  • Wiernikowska po 23 latach opowiedziała historię Klewek, Leppera i Skowrońskiego
  • Prezydent Olsztyna uprawia pijar i zaklinanie rzeczywistości
  • Burmistrz apeluje o powrót festiwalu muzyki death-metal do Dobrego Miasta
  • Fundacja im. M. Bublewicza nie przekazywała dotacji na Szkołę im. M. Bublewicza
  • Kto „szerzy kłamstwa”, media czy beneficjentka dotacji Beata Bublewicz?
  • Dlaczego głosowałem przeciw powołaniu przez Olsztyn "miejskiej spółki" ?
  • „Męczeństwo św. Katarzyny K. od Helpera” (relacja z procesu sądowego)
  • Jak rozliczono dotację dla Fundacji im. M.Bublewicza na "Ochronę Ostoi Derc"
  • "Dolina nicości jest w nas". Znakomita ekranizacja powieści Wildsteina
  • W „Debacie” Arkadiusz Sz. ujawnia jak Helper przywłaszczał miliony...

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.