"Krytyka Polityczna" ostrzega: Rok Matki Bożej Gietrzwałdzkiej = władza dla Brauna
- Szczegóły
- Opublikowano: wtorek, 06 październik 2026 13:29
- Adam Jerzy Socha
W organie polskich leninistów-marksistów „Krytyce Politycznej”, finansowanej przez niemieckie fundacje i polskie ministerstwo kultury, ukazał się tekst pt. „Polska jak w 1938: blady strach, głupia polityka i modły do najświętszej panienki”, szydzący z uchwalenia przez Sejm roku 2027 Rokiem Objawień Gietrzwałdzkich, wg autora „fikcyjnej, bajkowej postaci”.
Ponadto autor i redaktor prowadzący KP Łukasz Łachecki twierdzi, że tą uchwałą posłowie koalicji, głównie z PSL, chcieli politycznie „podlizać się” katolikom, żeby ugrać kilka procent głosów w wyborach 2027 roku, co zdaniem publicysty „Krytyki” jest złudne, gdyż zyskają nie oni a Grzegorz Braun, bowiem tą uchwałą „rząd Donalda Tuska wystawił właśnie braunistom gietrzwałdzką piłkę do pustej bramki”.
Autor stawia też w swoim tekście znak równości pomiędzy rokiem 2026 a 1938: „od 1938 roku nie zmieniło się przekonanie, że najlepszą obronę granic zapewnią ci sami idole ciemnogrodu (w tym Matka Boża Gietrzwałdzka – przypis A.Socha) co w II Rzeczypospolitej, gdzie co piąty obywatel był analfabetą”.
Retoryka Łacheckiego rodem z antyreligijnej propagandy stalinowskiej
To co mnie uderzyło w retoryce Łacheckiego to podobieństwo do obskuranckiej, prymitywnej retoryki antyreligijnej i antykościelnej stalinowskiej propagandy w latach 50. XX wieku w PRL oraz do pierwowzoru tej propagandy w prasie moskiewskiej w latach 1928-30. Literacką rekonstrukcję takiej kampanii stworzył Michał Bułhakow w swoim arcydziele „Mistrz i Małgorzata" opierając ją na autentycznym języku sowieckiej krytyki i prasy antyreligijnej, opisując atak tej prasy na rękopis Mistrza o Jezusie i Piłacie.
W tabeli zestawienie zwrotów retorycznych prasy sowieckiej i z artykułu Łacheckiego:

Mamy więc do czynienia niemal z identycznym model konstrukcji propagandowej:
religia → wróg klasowy → maskarada → próba infiltracji społeczeństwa.
Nie chodzi więc tylko o to, że sowiecka prasa „nie lubiła religii”. Ona przedstawiała religię jako kamuflaż działalności wroga politycznego.
W tekście Łacheckiego niemal identyczny zestaw określeń służących ośmieszeniu religijnego światopoglądu, a nie tylko krytyce konkretnej decyzji politycznej.
Przykłady:
„fikcyjna, bajkowa postać”
„psychodeliczne wizje”
„dokument z mroków średniowiecza”
„mistyczne odklejenie”
„idole ciemnogrodu”
„gietrzwałdzkie halucynacje z niedożywienia”
„odpustowa uległość”
„świętokradcze dowcipasy”
„toksyczna papka katolicko-narodowo-wyzwoleńcza”
„modły do świętych figur”.
To nie jest język neutralnego opisu religii. Jest to język demaskatorsko-ośmieszający. Doskonale odpowiada ateistycznej metodzie sowieckiej propagandy, która starała się nie tylko zwalczać Kościół jako instytucję, lecz również podważać samą historyczność i wiarygodność opowieści religijnych.
Podobnie jak np. w tekście M. Szеina, który ukazał się w „Wieczornej Moskwie” z 29 kwietnia 1929 r., podczas wielkiej sowieckiej kampanii antyreligijnej, zatytułowanym: „Маскарад. Классовый враг под флагом религии” (Maskarada. Wróg klasowy pod flagą religii), religijna treść zostaje najpierw zdeprecjonowana jako irracjonalna, a następnie przedstawiona jako potencjalnie niebezpieczna politycznie.
Komuniści stosowali trzy szczególnie charakterystyczne zabiegi
Po pierwsze – delegitymizacja religijnego przeciwnika poprzez etykietę.
Kler przedstawiano jako „reakcyjny”, „antyludowy”, „watykański”, „proimperialistyczny”, „antypolski”. IPN opisuje tę strategię wprost: duchownych przedstawiano wyłącznie w negatywnym świetle, jako agentów imperializmu, współpracowników nazizmu czy ludzi kierujących się zyskiem.
Po drugie – przeciwstawienie religii nowoczesności.
W propagandzie pojawiało się przeciwstawienie:
postęp – zacofanie
nauka – zabobon
nowoczesność – średniowiecze
lud – reakcyjny kler.
W 1949 r. „Trybuna Ludu” publikowała nawet tekst pod znamiennym tytułem „Nie damy się cofnąć w mroki średniowiecza”. W tej samej kampanii pojawiały się hasła o „watykańskiej próbie rozbicia społeczeństwa”.
Po trzecie – przedstawienie religii jako narzędzia politycznego.
To szczególnie przypomina konstrukcję Łacheckiego. W jego tekście sama wiara nie jest głównym przeciwnikiem. Przeciwnikiem jest religia wykorzystywana przez prawicę jako instrument polityczny.
To bardzo podobna konstrukcja retoryczna do tej, którą stosowali komuniści: nie „wierzący człowiek” był przedstawiany jako problem, lecz „reakcyjny kler”, „agentura watykańska”, „polityczne zaplecze Kościoła”.
Materiały IPN pokazują, że była to świadoma strategia: władza chciała skompromitować Kościół w oczach społeczeństwa, wykorzystując propagandę obok represji.
Szczególnie charakterystyczne jest zdanie:
„dokument z mroków średniowiecza” oraz określenie wierzeń jako „psychodelicznych wizji”.
To przypomina schemat propagandy ateistycznej: religijność zostaje zakodowana jako pozostałość wcześniejszego, gorszego etapu rozwoju społecznego.
W PRL ten schemat był oczywiście znacznie bardziej systematyczny. Państwo prowadziło antyreligijną akcję wychowawczą, usuwało symbole religijne ze szkół i ograniczało nauczanie religii.
Łachecki robi coś znacznie łagodniejszego i publicystycznego, ale korzysta z podobnego mechanizmu kulturowego ośmieszenia.
Polityczne opakowanie tekstu Łacheckiego
Łachecki nie stawia pytania: „Czy państwo świeckie powinno ustanawiać rok poświęcony wydarzeniu o charakterze religijnym?” To byłaby całkowicie uprawniona debata konstytucyjna i polityczna. Ale równie uprawniona jest druga odpowiedź:
Czy wydarzenie religijne może być jednocześnie elementem historii kultury, języka i tożsamości narodowej?
W przypadku Gietrzwałdu trudno tę możliwość po prostu wykluczyć, ponieważ właśnie taki historyczno-patriotyczny wymiar wydarzenia jest przedstawiany w oficjalnym uzasadnieniu uchwały.
Najbardziej problematyczny fragment tekstu KP
Moim zdaniem nie jest nim nawet „bozia”, „ciemnogród” czy „halucynacje”. Najbardziej charakterystyczne jest zdanie: „fikcyjna, bajkowa postać”, odnoszące się do Matki Bożej.
Dlaczego? Bo autor przechodzi tutaj od krytyki decyzji politycznej do rozstrzygnięcia kwestii światopoglądowej.
Można napisać: „Sejm nie powinien ustanawiać roku poświęconego wydarzeniu religijnemu”. To jest argument polityczny.
Można napisać: „Uchwała jest próbą pozyskania katolickiego elektoratu”. To jest hipoteza dotycząca motywacji politycznej, którą można próbować udowadniać.
Natomiast: „fikcyjna, bajkowa postać” nie jest argumentem politycznym. Jest deklaracją światopoglądową autora. A dla osoby wierzącej jest to po prostu obraźliwe określenie centralnej postaci jej wiary.
Co właściwie mówi uchwała Sejmu?
Uchwała nie mówi: „Sejm uznaje objawienia za prawdę religijną i zobowiązuje państwo do wiary w Maryję”.
Jej uzasadnienie przedstawia Gietrzwałd przede wszystkim jako wydarzenie historyczne związane z polskością Warmii w okresie germanizacji. Uchwała podkreśla, że objawienia miały miejsce w czasie, gdy Polska nie istniała jako państwo, a język polski był wypierany ze szkół i urzędów.
I dokładnie tak argumentowała poseł-sprawozdawca grupy inicjatywnej Urszula Pasławska z PSL, podkreślała, że jest protestantką i że Gietrzwałd ma dla niej wymiar „duchowy, patriotyczny i wspólnotowy”. Natomiast wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział w Sejmie, że Gietrzwałd ma znaczenie nie tylko religijne, ale również patriotyczne, ponieważ po objawieniach miał się tam rozwijać ruch na rzecz polskiej świadomości, kultury i języka.
\W uchwale sejmowej zaznaczono, że jest to akt oddania hołdu "pokoleniom Polaków, którzy dzięki gietrzwałdzkiemu orędziu zachowali wiarę w wolną ojczyznę".
Zwrócono uwagę, że "ruch gietrzwałdzki" był jednym z "fundamentów odzyskania niepodległości w 1918 r.".
"Przebudzenie świadomości narodowej, do którego doszło w 1877 roku, zjednoczyło Polaków ponad granicami kordonów zaborczych. Wspólne pielgrzymki mieszkańców Wielkopolski, Mazowsza, Małopolski i Śląska do Gietrzwałdu stworzyły wspólnotę, która 41 lat później była gotowa do walki o wolną Rzeczpospolitą" - czytamy w uchwale”
To ważna wiadomość nie tylko dla osób wierzących. Jubileusz przypomina bowiem o wydarzeniu, które miało jednocześnie wymiar religijny, historyczny, społeczny i narodowy.
Aby zrozumieć, dlaczego właśnie język objawień miał tak ogromne znaczenie, trzeba pamiętać o ówczesnej sytuacji politycznej. Polski nie było wówczas na mapie Europy, a Warmia znajdowała się w granicach państwa pruskiego. Był to czas Kulturkampfu i nasilonej presji germanizacyjnej.
To jest zupełnie inna argumentacja niż:
„Państwo ustanawia rok, ponieważ Maryja rzeczywiście się objawiła”.
W uchwale sejmowej zaznaczono, że jest to akt oddania hołdu "pokoleniom Polaków, którzy dzięki gietrzwałdzkiemu orędziu zachowali wiarę w wolną ojczyznę".
Czy uchwała Sejmu, to „polityczna autostrada dla braunistów”?
Przypomnę, że aż 377 posłów zagłosowało 18 września za ustanowieniem 2027 Rokiem Objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Przeciw było zaledwie 25, a wstrzymało się 12 (z Warmii i Mazur uchwałę poparli posłowie wszystkich partii). Nie była to więc uchwała wyłącznie prawicy. Wśród głosujących „za” było 130 posłów KO, 31 PSL-Trzeciej Drogi, 136 PiS, 38 posłów Rozwoju Plus, 15 Konfederacji, 9 Polski 2050 itd. Lewica: 4 za, 12 przeciw, 2 wstrzymało się.
Ten wynik głosowania Łachecki podsumowuje tak: „Jeśli myślicie, że nie da się upaść niżej – nie mam dobrych wiadomości”.
Łachecki komentuje wynik głosowania tak:
„Bardzo chciałbym poznać prawdziwe polityczne kalkulacje stojące za tym, że 377 reprezentantów „nieprawicy” otworzyło autostradę dla Konfederacji Gietrzwałdzkiej do przyszłorocznego wprowadzenia swoich psychodelicznych wizji na sejmowe i instytucjonalne salony. Dlaczego minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz oraz premier Tusk uznali, że to znakomity pomysł, żeby biblioteki, ministerstwa, samorządy, granty i IPN-y w roku wyborów parlamentarnych potraktowały priorytetowo fikcyjną, bajkową postać, która od dekady jest ściśle związana z politycznymi stronnictwami prawicowej ekstremy, których dojściu do władzy starają się (według deklaracji) zapobiec? (...)
Nie sposób traktować tej decyzji inaczej niż jako dowodu krótkowzroczności władzy coraz rozpaczliwiej próbującej podlizać się prawicowemu elektoratowi.
Naiwna to strategia, gdyż od wielu lat Matka Boska Gietrzwałdzka jest maskotką Konfederacji, i trzeba być naiwnym jak Kosiniak-Kamysz, by wierzyć, że na tym boisku uda mu się cokolwiek ugrać w konkurencji z Braunem, Fritzem, Bosakiem, Mentzenem czy Godek”.
Podobnie oskarżano prawicę, po przegranych wyborach w 2015 roku, że „zawłaszczyła patriotyzm”.
Nie zawłaszczała, tylko autentycznie ta część społeczeństwa, która swoją tożsamość opiera na dumie z historii Polski i na wierze, zawsze czciła narodowych bohaterów i pamiętała o znaczących datach, konstytutywnych dla istnienia Polski. To młodzież oddolnie, spontanicznie zaczęła kultywować pamięć o „Żołnierzach Niezłomnych”, dopiero później „załapali się” na to politycy prawicy. To młodzież zorganizowała Marsz Niepodległości 11 Listopada.
Natomiast strona lewicowo-liberalna aplikowała społeczeństwu „pedagogikę wstydu”, wszelkie przejawy patriotyzmu, były traktowane jako przejaw rodzącego się faszyzmu. Ba, samo słowo „naród” było wyklęte.
Marszowi Niepodległości przeciwstawiono „Marsz z czekoladowym orłem” pod patronatem prezydenta Bronisława Geremka.
Podobnie ma się sprawa z Gietrzwałdem. Kto bronił w czasach rządów PO i PSL w latach 2007-2015 „zawłaszczać” Gietrzwałd, sfinansować film o objawieniach maryjnych w Gietrzwałdzie (Braun film "Gietrzwałd. Wojna światów 1877" zrobił za pieniądze ze zbiórki publicznej), które przyczyniło się obudzenia i podtrzymanie ducha polskości w trzech zaborach? Kto bronił, by ze względów na znaczenie Gietrzwałdu dla historii Polski otoczyć tę wieś szczególną ochroną państwa i przeznaczyć na jej rozwój środki, tak, żeby ten rozwój nie stanął w kolizji z jej charakterem religijnym i walorami przyrodniczymi?
Nie byłyby wówczas potrzebne pikiety pod marketami Lidla w całym kraju, organizowane przez Ogólnopolski Komitet Obrony Gietrzwałdu będący emanacją Konfederacji Gietrzwałdzkiej, przeciwko planom budowy, 900 metrów od sanktuarium, gigantycznego centrum logistycznego koncerny Lidl Polska.
Jeszcze macie szansę. Posłowie opozycji z Warmii i Mazur już kilkakrotnie apelowali z mównicy sejmowej do rządu o nadanie Gietrzwałdowi specjalnego statusu i w związku z przypadającą w roku 2027 - 150. rocznicę objawień maryjnych, o przeznaczenie środków na budowę infrastruktury w postaci parkingów, mostów i dróg dojazdowych, na przyjęcia spodziewanego miliona pielgrzymów.
Ta rocznica to nie tylko szansa na promocję Warmii, ale Polski w związku z tym, że papież Leon XIV potwierdził, że przyjął zaproszenie do Gietrzwałdu. Byłby na 150. rocznicy, gdyby nie wybory parlamentarne w 2027 roku.
Teza Łacheckiego, że uchwała sejmowa, to „woda na młyn” braunistów jest fałszywa. Głosowało za nią też 130 posłów KO. To nie uchwała może wynieść do władzy Brauna, ale polityka rządu Donalda Tuska, w rezultacie której Polska znalazła się o krok od katastrofy finansów publicznych, a gospodarka się zwija na skutek najdroższego prądu w Europie.
Czy Polska 2026 jest powtórką Polski 1938?
Taką analogię przeprowadza Łachecki. Nie. Nie jest. Dzisiejsza Polska jest państwem demokratycznym, pluralistycznym, członkiem UE i NATO, z konkurencyjnym systemem partyjnym, wolną prasą i konstytucyjnie gwarantowaną wolnością sumienia i religii. Aczkolwiek obecny rząd na każdym kroku podważa instytucje demokratycznego państwa prawa, stosując prawo, "tak jak my je rozumiemy", rządząc uchwałami sejmowymi i uciekając się do przemocy celem przejmowania organów, instytucji i mediów oraz prześladowania opozycji.
II RP w 1938 r. była po przewrocie majowym państwem autorytarnym, z innym systemem politycznym i zupełnie inną strukturą społeczną i narodowościową.
Natomiast zgadzam się z Łacheckim w jego krytyce rządu Donalda Tuska, którego ministrowie i generałowie eskalują lęki przed inwazją Rosji na Polskę (Kosiniak-Kamysz nazwał sytuację „najniebezpieczniejszą”), jednocześnie nie robiąc realnie nic, by przygotować państwo i społeczeństwo do rosyjskiej agresji.
Łachecki komentuje:
„Chaotyczne ewakuacje towarzyszące ubiegłotygodniowym alarmom i brak dobrej komunikacji niezbyt dobrze się uzupełniają ze straszeniem, którego niby ministrowie chcą uniknąć, ale którego ustami swoich polityków i generałów nie szczędzą mediom i społeczeństwu. Nie wiem jak wy, ale ja ponad tydzień od ewakuacji na Lubelszczyźnie i Rzeszowszczyźnie nie jestem nawet o krok bliżej odpowiedzi na pytanie, gdzie szukać schronu, do którego powinienem się udać w razie takiego alarmu”
Dodałbym do tego zakup broni na łapu-capu, bez aktualnej Strategii Obrony Narodowej, brak programu szkoleń OC i powszechnego poboru na szkolenia wojskowe.
Natomiast przejawem schizofrenii Łacheckiego jest z jednej strony dostrzeganie realnego zagrożenia ze strony Rosji i konieczność wspierania Ukrainy w jej walce o zachowanie niepodległości, a z drugiej obrzydzenie z powodu "przegłosowania przez Sejm ustawy o wychowaniu patriotycznym, czyli lekcji szykujących do roli mięsa armatniego – tak jakby osiem lat rządów PiS przyniosło zbyt mało patriotycznego prania mózgów dzieciom. To zadziwiające, że rodzice gotowi są wściec się z powodu pojawienia się warzyw strączkowych w szkolnym menu, ale nie przeszkadza im to, jak toksyczną papką katolicko-narodowo-wyzwoleńczą karmione są ich dzieci od dekady".
Wiemy za to, jak zachowają się, w razie napaści na Polskę, młodzi karmieni "papką liberalnego egocentryzmu i lewicowego pacyfizmu, wyzwoleni z tożsamości narodowej, rodzinnej i płciowej. Wyśpiewała to swego czasu Maria Peszek: "Nie oddałabym ci Polsko / Ani jednej kropli krwi. / Sorry Polsko [...] / Wybacz mi (...) Lepszy żywy obywatel niż martwy bohater".
Identyczne było hasło ruchów pacyfistycznych na Zachodzie, protestujących w czasie "zimnej wojny" przeciwko bazom wojsk amerykańskich w Europie: "Lepiej być czerwonym niż martwym". Jak dzisiaj wiemy ruchy te były finansowane przez KGB.
Liberalna młodzież w obawie o powołaniu do wojska już teraz stara się o kategorie, które czynia z nich niepełnosprawnych. Co bogatsi kupują domy na Zachodzie, głównie na południu Europy (Portugalia, Hiszpania), by się ewakuować z Polski. To "kibole" karmieni "toksyczną papką katolicko-narodowo-wyzwoleńczą", chodzący na Marsze Niepodległości, uczęszczający na kursy strzeleckie, wstępujący do Wojsk Obrony Terytorialnej, by, jak wróg "kolbą w drzwi załomocze, stanąć u drzwi".
Identycznie zachowa się, jak 24 stycznia 2022 roku, ukraińscy "kibole" z pułku Azow, którzy obronili niepodległość , jako pierwsi idąc do walki.
Adam Socha
Na zdjęciu odpust w Gietrzwałdzie 13 września 2026 roku
(korzystałem z pomocy AI)
Czytaj więcej: "Krytyka Polityczna" ostrzega: Rok Matki Bożej Gietrzwałdzkiej = władza dla Brauna

https://opinie.olsztyn.pl/olsztyn/furia-czyli-prymus-pryncypala/
"Taki jest nakaz p...