logodebata

Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000337806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

sobota, wrzesień 12, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Polska

Polska

Ile jest prawdy w oskarżeniach Serafina: „Macie brudne łapy, PSL-owskie świnie”?

Szczegóły
Opublikowano: piątek, 11 wrzesień 2026 19:59
Adam Jerzy Socha

Do oskarżeń Władysława Serafina w „Kanale Zero” pod adresem polityków PSL, że „kradną setki milionów” z dotacji na organizacje rolnicze, a minister rolnictwa Stefan Krajewski „codziennie kradnie miliony” z budżetu państwa, odniosła się we wtorek 8 sierpnia w porannej rozmowie w Radio Zet z Bogdanem Rymanowskim, wiceprezes PSL i poseł tej partii Urszula Pasławska. Powiedziała, że kierownictwo partii rozważa pozwanie Serafina za oszczerstwa: „za to powinien być proces”.

- Ma prawo krytykować, ale nikt nie ma prawa pomawiać – podkreśliła Pasławska. Ocenił, że Serafin, który jest „skompromitowany, ma wyroki”, broni się przez atak: - Obrona przez atak, próba oczernienia, a być może odwet za hamulce, które były wobec Serafina stosowane – tłumaczyła Gość Radia ZET.

Pasławska Radio Zet

Władysław Serafin, to były poseł PSL i wieloletni prezes Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych, który w sierpniu 2026 r. usłyszał nieprawomocny wyrok Sądu Okręgowego Warszawa-Praga: 6 lat bezwzględnego pozbawienia wolności, a ponadto: 240 tys. zł grzywny, 2,5 mln zł tytułem częściowego naprawienia szkody na rzecz syndyka SKOK Wołomin. Nie przyznał się do winy a obrona złożyła apelację.

Został oskarżony o:
1. Wyłudzenie kredytów na siebie - 3,6 mln zł. Miał uzyskać trzy pożyczki ze SKOK Wołomin, posługując się nierzetelnymi informacjami i dokumentami dotyczącymi m.in. dochodów i zabezpieczeń.
2. Pomoc w wyłudzeniach na „słupy” ok. 3 mln zł. Miał pomagać w uzyskaniu kolejnych kredytów przez osoby podstawione.
3. Pranie pieniędzy 20,9 mln zł. Miał uczestniczyć w transferowaniu środków pochodzących z wyłudzonych kredytów do spółki TVR (Telewizja Rolnicza), w której był mniejszościowym udziałowcem

Łącznie sąd przypisał mu więc udział w operacjach dotyczących ponad 27 mln zł.

Sędzia Ewa Grabowska uznała, że Serafin działał świadomie i w sposób przemyślany, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, a jego wyjaśnienia są niewiarygodne.

Natomiast Serafin twierdzi, że jest „kozłem ofiarnym”. Gdyby kradł razem z innymi działaczami PSL, to włos by mu z głowy nie spadł. Ale odmówił, więc prokurator spreparował fałszywe oskarżenie, a sędzia je „przyklepała”.

Po usłyszeniu wyroku zaczął publicznie obrażać polityków PSL i odgrażać się, że ujawni ich malwersacje publicznych dotacji.

W nagraniu, którego fragmenty zostały opublikowane przez kilka mediów, Serafin mówił:

„Macie brudne łapy, PSL-owskie świnie. Brudne łapy macie. Duża część tych PSL-owców.”

Zapowiedział, że ujawni rzekome nieprawidłowości finansowe w PSL: „Pokażę nazwiska, pokażę mechanizmy, pokażę, jak dziś kradniecie pieniądze publiczne setkami milionów złotych.”

I dodaje:

„Jeżeli milczałem w 2012 roku, jeżeli milczałem do 2026 roku, to nie znaczy, że zapomniałem. Nie zaczynajcie ze mną, bo i tak się dowiecie.”

Serafin u Stanowskiego w Kanale ZERO

sERAFIN 1

Serafin skwapliwie przyjął zaproszenie do Kanału ZERO, na rozmowę z Krzysztofem Stanowskim. Podczas 3,5 godzinnej rozmowy zastosował sprytną strategię. „Podlizywał się” premierowi Tuskowi i usprawiedliwiał prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza:

„Ubolewam nad Kosiniakiem-Kamyszem, w miarę inteligentny facet, ale jest przez takich złodziei, oszustów trzymany na pasku. Kosiniak-Kamysz być może w niestosownym momencie został liderem. Dopuścił młode pokolenie do władzy, większość z nich wychowała się na geszeftach. I Kosiniak nie panuje nad tym. On wierzy, co oni mu mówią” – mówił Serafin w Kanale ZERO..

Najostrzej atakował byłego ministra rolnictwa w rządzie PiS Krzysztofa Ardanowskiego za „upaństwowienie Kół Gospodyń Wiejskich” oraz obecnego ministra Stefana Krajewskiego o uprawianie tego samego procederu co posłowie od Ziobry, promujący się za pomocą środków z Funduszu Sprawiedliwości. Krajewski ma to samo robić za pomocą programu „Aktywna Wieś”.

Po imieniu o malwersacje oskarżył działaczy PSL:

Wiktora Szumlewicza, od 2004 roku prezesa Krajowej Rady Izb Rolniczych, Wiesława Domiana, prezesa Warmińsko-Mazurskiego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych, który wraz z rodziną rzekomo czerpie korzyści z Funduszu Składkowego Ubezpieczenia Społecznego Rolników (FSUSR) na organizację wypoczynku dzieci rolników (wysłałem do niego wniosek o informacje publiczne w związane z tym zarzutem).
Posła Henryka Kiepurę, skarbnika PSL i wiceministra edukacji, który rzekomo ma „najwięcej kilometrówek wykradzionych w Sejmie”, „siedzi przy Kosiniaku, pluje mu do ucha”.

Generalnie cały PSL oskarżył o NEPOTYZM i „K-U-R-E-W-S-T-W-O” w braniu posad.

- A czy są w ogóle uczciwe partie w Polsce? - zapytał na koniec rozmowy Stanowski.

- Proszę pana, nie ma co wierzyć w uczciwość partii, bo uczciwość w partii kształtuje się przez uczciwość członków. Mamy przykłady w Platformie, jak cwaniacy wstępują. Ja powiem panu na przykładzie PSL-u. Jak PSL nie wchodzi do koalicji, to myszy biegają po gmachu PSL-u. Jak rządzi PSL, to wszystkie korytarze są zapchane. No i wszyscy są kumplami.

Oj, tak PSL jest lubiany, każda gnida się pcha do władzy i dyplomy przynosi z Collegium Tumanum, żeby tylko dostać stanowiska. 30 stanowisk jest w agencjach rolnych jest 30 tysięcy stanowisk. To jest wszystko obstawiane pociotkami i kumplami. Z tego połowa to nieucy, nieprzydatni do zawodu.

Kwitnie nepotyzm, raj dla pociotków, znajomych, stryjów. To przeliterować można, że to co się dzieje to jest K- U- R- E W-S-T-W-O-braństwo.

sERAFIN 2

Serafin o min. rolnictwa Stefanie Krajewskim: „Super idiota na stanowisku”

Serafin najostrzej wypowiedział się o Stefanie Krajewskim, obecnym ministrze rolnictwa i polityku PSL.

Serafin nazwał go:
„największym w historii nieudacznikiem”i zarzucił mu, że: „codziennie kradnie miliony złotych z budżetu państwa” poprzez – jak twierdzi Serafin – fikcyjne programy „Aktywna Wieś” i finansowanie strażaków.

- Potrzebne jest szybkie odwołanie Krajewskiego, bo to jest po prostu super idiota na stanowisku – mówił Serafin. - Napisałem w tej sprawie do premiera. Niekompetentny totalnie. Ani Michał Kołodziejczak, ani on nie rozumie funkcjonowania ustawy. Nie rozumie, bo to jest głąb.

- Ale niech pan uargumentuje, dlaczego pan uważa, że on nie rozumie? - zapytał Stanowski.

- Bo ja z nim rozmawiałem dziesiątki razy. Ja mówię mu, Stefan, tu jest napisane, coś ty zrobił. „To ja rządzę, nie ty” - odpowiada. No i tak się kończy rozmowa z nim. Ta władza tych królów PSL-u to jest szokująca. Wie pan, że starzy PSL-owcy masowo wypisują się z partii? Ja jestem prezesem koła miejsko-gminnego w Kłobucku. Miałem 96 osób. Zapisywało się rocznie po kilka osób. Dziś zostało ośmiu.

Stanowski: - To nie jest pana porażka?

W. Serafin: Nie, to jest ich porażka, bo ich działalność powoduje, że ludzie nie chcą być w PSL. Mówię do Władysława Kosiniaka-Kamysza: „Ty też wyjdź z tego bagna”.

Konkurs "Aktywna Wieś"

Serafin: Krajewski ogłosił sobie konkurs Aktywna Wieś. Do rozdania 15 milionów zł, ale koperty on wybiera. Z początku wpłynęło 400 kopert, on sobie wybiera 300. Jak przeanalizowałem większość beneficjentów jest związana z funkcyjnymi osobami z PSL-u, miejscowych działaczy z kół gospodyń, ochotniczych straży,

K. Stanowski: Ale 15 milionów na 300 wsi, to wypada po 50 tys. zł. To nie jest dużo. To brzmi jak takie nagradzanie swoich, ale to nie jakieś gigantyczne złodziejstwo.

W. Serafin: Ale tak nie wolno. To jest kradzież. Jeżeli pana nie nie przeraża 15 milionów... 50 tysięcy złotych na jedną wieś, to co pana przeraża w związku z tym? Tu nie chodzi o kwotę. Chodzi o tryb. To jest przestępstwo. Tak nie wolno. To jest dotacja budżetowa. Zabrał pieniądze przeznaczone na pomoc interwencyjną dla rolników, w przypadku klęsk żywiołowych. Więc on okrada rolników i jeździ po kraju z „koniczynką” i rozdaje, i mówi, jaki PSL jest hojny, z pieniędzy przeznaczonych na pomoc klęsk żywiołowych. To chcę uświadomić, on nie może rozdawać tych pieniędzy. To są pieniądze budżetowe.

K. Stanowski: Robi dokładnie to, co Solidarna Polska?

W. Serafin: Jota w jotę. Premier Tusk musi się tego dowiedzieć z naszego programu. Panie premierze, jest pan oszukiwany, okradany i przez nich przegra pan wybory.

K. Stanowski: A Donald Tusk nie wie o tych rzeczach?

W. Serafin: Nie wie. Wszystkie pisma, które pisze na temat Krajewskiego do ministra sprawiedliwości, do premiera, wracają do Stefana. Ja piszę, że Stefan kradnie a pismo wraca do Stefana. I Stefan mi odpisuje, że on nie kradnie!

MOJA WERYFIKACJA OSKARŻEŃ SERAFINA przy pomocy AI:

Serafin twierdzi, że Stefan Krajewski „codziennie kradnie miliony złotych z budżetu państwa” poprzez „fikcyjne aktywne wsie” i finansowanie strażaków.
„Aktywna wieś” rzeczywiście istnieje. Ministerstwo Rolnictwa ogłosiło go w 2026 r. Budżet wynosił 15 mln zł. Wpłynęło prawie 5 tys. ofert, a wsparcie otrzymało około 1400 projektów. Na Warmii i Mazurach było to: 74 inicjatywy — 810 446,87 zł.

Przyznawanie środków ma charakter konkursowy. To oczywiście nie wyklucza nadużyć w konkretnych projektach. Ale żeby postawić zarzut „kradzieży milionów”, trzeba pokazać konkret. Tymczasem w sieci nie ma śladu informacji o śledztwie dotyczącym tego programu, czy kontroli NIKu.

Na obecnym etapie ten element wypowiedzi Serafina pozostaje więc nieudokumentowanym zarzutem. Jedynie więc uprawnione jest podejrzenie, że „konkursy” wygrywają projekty zgłoszone przez działaczy PSL, co jest do zweryfikowania.

Serafin: „Działacze Izb Rolniczych hulają na koszt rolników”

K. Stanowski: Pan mówi, że oni na potęgę kradli i w dodatku cały czas kradną. A ile jest tych milionów złotych rocznie rozkradanych?

W. Serafin. Są trzy wątki kradzieży, jak słuchacie nas moi koledzy z PSL, to się nauczcie wreszcie. Pierwsze źródło kradzieży to są „fundusze promocyjne”, na tak zwane „obwoźne sprzedawanie kiełbasek” i cholera wie czego. Przedsiębiorca od każdej tony zboża, kilograma mięsa, litra mleka, płaci na konkretny fundusz. W sumie rocznie to jest 300-400 mln zł, z tego 30 procent idzie na różne promocje żywności. Andrzej Lepper to się w grobie przewróci, ale obecny szef Samoobrony przoduje w tej promocji kiełbasy.

Zawsze można sto kilo zrobić, a fakturę wystawić na pięć ton. I tu jest przekręt.
Zobaczycie państwo w sobotę i w niedzielę na Jasnej Górze. Zobaczcie te pikniki, grille, to wszystko jest z funduszy promocyjnych żywności, która polega na promocji polskiej żywności na świecie, a nie żeby na Jasnej Górze w trakcie dożynek mszalnych promować polską kiełbasę, to kogoś porąbało. Ta kiełbasa, to ona nie jest zamawiana w kategorii kiełbas będących przedmiotem eksportu. Ta kiełbasa jest robiona z uszu świńskich, różnych obrzynków i ten naród wcina tą śmierdzącą głupotę a oni kasę tłuką. Tłuką i tłuką. Ta promocja nie jest po to, żeby promować, tylko żeby te 30% sobie tam załatwić.

Apeluję do premiera, te fundusze promocyjne trzeba zlikwidować.

K. Stanowski: A pan nigdy nic z tych funduszy na promocję nie wziął? Ani jednego złotówki?

sTANOWSKI

W. Serafin: Nigdy nie sięgnę po publiczne środki. Ja nie jestem idealistą, po prostu nie przystąpiłem do układu. Naprawdę. Przez 15 lat nie wziąłem złotówki.

K. Stanowski: Ale wyobraża pan sobie, że pan przystąpił do układu i żyje dzisiaj dostatnio i nie ma kłopotów?

W. Serafin: Żałuję, że nie przystąpiłem. Żałuję, bo oni wszyscy są zmówieni przeciwko mnie. Nagonka internetowa miała spowodować to, żeby było wstyd pokazywać się w towarzystwie Serafina.

K. Stanowski: Czyli gdyby pan kradł z nimi…

W. Serafin: To by mnie nie ruszali.

K. Stanowski: To miałby pan święty spokój z wymiarem sprawiedliwości?

W. Serafin: Takie jest pana zdanie.

MOJA WERYFIKACJA OSKARŻEŃ SERAFINA przy pomocy AI:

Istnieją Fundusze Promocji Produktów Rolno-Spożywczych
Jest ich obecnie 10, m.in.:• Fundusz Promocji Mleka,• Mięsa Wieprzowego,• Mięsa Wołowego,• Ziarna Zbóż i Przetworów Zbożowych,• Owoców i Warzyw,• Mięsa Drobiowego,• Ryb,• Roślin Oleistych.

Nie są to pieniądze z budżetu izb rolniczych. Są zasilane wpłatami podmiotów działających na poszczególnych rynkach — np. skupujących mleko, zboże, żywiec itd.

Izby mogą natomiast uczestniczyć w systemie funduszy promocji i być beneficjentami finansowania konkretnych przedsięwzięć promocyjnych. 

Serafin: Drugie źródło złodziejstwa, to są koszty na prowadzenie biur izb rolniczych.

- Izby otrzymują 65 milionów rocznie z podatku rolno-gminnego. Nieformalny układ jest taki, że z każdego miliona można 300 tysięcy ukraść, są fałszowane faktury. Oni za to wożą sobie dupska po całym świecie, rozbijają się samolotami, do Paryża latają na udka żabie. Działacze udający rolników.

MOJA WERYFIKACJA OSKARŻEŃ SERAFINA przy pomocy AI:

NIK przeprowadziła ogólnopolską kontrolę wykorzystania środków publicznych przez izby rolnicze — obejmującą m.in. KRIR oraz izby wojewódzkie, w tym Warmińsko-Mazurską Izbę Rolniczą. Tak — znaczna część pieniędzy izb może być przeznaczana na ich funkcjonowanie administracyjne. Żeby podać uczciwą liczbę, trzeba zsumować sprawozdania finansowe 16 izb wojewódzkich + KRIR za konkretny rok.

Serafin: Z pieniędzy przeznaczonych na COPA COGECA organizują balangi w drogich hotelach

(Copa Cogeca potężna, europejska organizacja, która reprezentuje interesy rolników oraz spółdzielni rolniczych w Unii Europejskiej. Działa w Brukseli jako najważniejsza grupa nacisku (lobby) dbająca o to, aby unijne prawo i pieniądze wspierały rolnictwo - przypis A.Socha),

W. Serafin: Jak zostają im miliony na koniec roku, to organizują, czy w Olsztynie, czy w Szczecinie, czy gdzieś, 2-3 dniowe imprezy w najdroższym hotelu.

I to jest dzieło prezesa Krajowej Rady Izb Rolniczych Wiktora Szmulewicza (prezesa od 2005 roku – przypis A.Socha), złodziej, który kradnie ile wlezie. Nie to że on bezpośrednio kradnie, ale stworzył mechanizm, wystawia się lewe faktury. To czołowy działacz związany z PSL-em, ale jak PiS rządzi, to on jest PiSowcem. Jak PSL, to PSLowcem. Odznaczony krzyżem kawalerskim i oficerskim, krzyżem odrodzenia, srebrnym krzyżem zasługi... Złodziej pierwszej klasy. W 2020 roku powołany w skład utworzonej przez prezydenta Andrzeja Dudę Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich.

Jest wygodny dla każdej władzy. Wszystko im zatwierdza. I on ma tak, 16 tysięcy jako prezes Krajowych Izb Rolniczych, diety nieopodatkowanej, 12 tysięcy jako prezes Mazowieckiej Izby Rolniczej, 5 tysięcy jako Rada KRUS. Proszę pana, on 40 tysięcy samych diet w miesiącu bierze. Za takie pieniądze, to ja bym każdej władzy jeszcze buty czyścił. I nikogo o to głowa nie boli? Nie można tych funkcji rozdzielić na rolników normalnych, tylko wszystkie funkcje on ma. I w funduszu składkowym, i w ubezpieczeniowym, gdzie nie otworzysz drzwi, wszędzie liderem jest pan Szmulewicz.

MOJA WERYFIKACJA OSKARŻEŃ SERAFINA przy pomocy AI:

Ustawa o izbach rolniczych wymienia 8 źródeł dochodów, ale najważniejszy jest 2% podatek rolny. Gmina przekazuje izbie 2% wpływów z podatku rolnego pobranego na jej terenie. W uproszczeniu: rolnik → płaci podatek rolny → gmina pobiera podatek → 2% wpływów przekazuje izbie rolniczej. Przykładowo, jeżeli w danej gminie zebrano 1 mln zł podatku rolnego, to 20 tys. zł trafia do właściwej izby rolniczej.

W latach 2015–2025 gminy zebrały łącznie około 18,762 mld zł podatku rolnego. Ustawowy odpis 2% oznacza, że do izb rolniczych trafiło z tego tytułu około: 375,2 mln zł. W 2025 roku było to 2,238 mld zł – z tego 2% to 44,76 mln zł. To nie jest dotacja z budżetu państwa. To ustawowo zagwarantowany dochód izb pochodzący z podatku rolnego pobieranego przez gminy.

2. Istnieje drugi mechanizm finansowania: budżet państwa finansuje koszty uczestnictwa izb rolniczych i innych organizacji rolniczych w strukturach takich jak COPA-COGECA. Co ważne, pieniądze nie są przekazywane bezpośrednio wszystkim izbom wojewódzkim.

Mechanizm wygląda tak: budżet państwa → Minister Rolnictwa → KRIR → określone organizacje rolnicze.

W latach 2021–2026 dotacja wynosiła 4 mln zł rocznie z budżetu państwa.
Ale z tej puli korzystały także m.in. • NSZZ RI „Solidarność”, • Samoobrona, • Związek Rolników „Ojczyzna”, • Związek Centrum Narodowe Młodych Rolników, • Federacja Branżowych Związków Producentów Rolnych, • Krajowy Związek Plantatorów Buraka Cukrowego, • Krajowe Zrzeszenie Producentów Rzepaku, • Związek Młodzieży Wiejskiej.

NIK skontrolowała KRIR i Ministerstwo Rolnictwa za lata 2015–2021. Kontrola objęła właśnie finansowanie organizacji rolniczych z budżetu państwa.

NIK ustaliła, że w latach 2016–2021 organizacje rolnicze wykorzystały łącznie: 23 249 825,16 zł dotacji celowej na uczestnictwo w organizacjach ponadnarodowych. Z tej kwoty 0,62% uznano za wykorzystane niezgodnie z przeznaczeniem. NIK wskazała konkretną kwotę: 143 399,49 zł do zwrotu wraz z odsetkami.

NIK ustaliła też, że z dotacji państwowej finansowano m.in. część diet członków Zarządu KRIR, jeżeli wykonywali zadania związane z działalnością w COPA-COGECA. NIK podała konkretne miesięczne diety przypisane do tej działalności:
Np. rok 2021. Prezes KRIR - 6 147,71 zł. NIK ustaliła, że poziom faktycznego dofinansowania tych diet z dotacji wynosił w poszczególnych latach od 43,3% do 95%. Czyli część publicznej dotacji trafiała również na diety władz KRIR związane z działalnością w COPA-COGECA.

Serafin: Minister Ardanowski zbudował przestępczą ustawę o Kołach Gospodyń Wiejskich, finansowanych przez Agencje Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, ale ARMiR jest agencją unijną, interwencyjną, pomocową i nie jest uprawniona do wypłacanie pieniędzy kołom gospodyń z dotacji budżetu państwa. Proszę zobaczyć jaki jest zakres artykułu 127 ustawy o finansach publicznych.

Państwo wspiera działalność społeczną, na zasadach określonych w innych ustawach. Czyli, żeby pieniądze publiczne z budżetu w formie dotacji celowej mogły być przeznaczone na jakieś zadanie, to na to zadanie ma być określony konkurs rozpisany.

Ardanowski ustanowił, że każde koło gospodyń dostaje dotację państwową co roku po 8-10 tysięcy. I wszystkie chóry parafialne i wszystkie grupy strażaków przekształcają się w koło gospodyń i biorą po 10 tysięcy rocznie dotacji. Przecież to jest kur... skandal. Proszę pana, 14 chłopów założyło koło gospodyń. W mojej organizacji, moje kółko rolnicze przekształciło się w koło gospodyń. No litości! Proszę pana, ktoś musi ten idiotyzm przerwać.

W 2018 roku Ardanowski upaństwowił koła gospodyń, wcześniej koła były związane z kółkami rolniczymi. Rozwalono mi organizację. Od 2018 roku to jest nielegalna instytucja. One nie są kołami gospodyń. Działają na innej podstawie prawnej. Te prawdziwe koła gospodyń, tysiące kół gospodyń, dalej złotówki nie dostaje, dlatego, że są w związku Serafina. Ja napisałem o tym do wszystkich organów państwa. Sześć lat o to walczę.

To są pisowskie pomysły, które kontynuuje PSL. I teraz Stefanowi (Krajewskiemu) wygodnie jest to kontynuować. Bo te „piniuchy” w budżecie są. Dziewuchy na posyłki są. Na każdych dożynkach, imprezach partyjnych one tańczą, śpiewają. Już nie chcę więcej mówić, co jeszcze robią?

K. Stanowski: Kanapki?

W. Serafin. Powiedzmy, że kanapki. Panie premierze, ta skala nadużyć związanej z finansowaniem KGW jest ogromna, przekręciła miliard złotych. Jeżeli oni dobierają takich idiotów na urzędy państwowe, (jak min. Krajewski), to dziwi się pan, panie premierze Tusk, że pan za chwilę padnie.

MOJA WERYFIKACJA OSKARŻEŃ SERAFINA przy pomocy AI:

Wypowiedź Władysława Serafina opiera się na jego osobistym konflikcie z Ministerstwem Rolnictwa oraz utracie wpływów nad ruchem Kół Gospodyń Wiejskich (KGW) po 2018 roku. Z prawnego punktu widzenia jego najważniejsze zarzuty dotyczące rzekomej „nielegalności” finansowania są fałszywe, choć w kwestiach czysto praktycznych (jak powstawanie kół „tylko dla pieniędzy”) dotyka realnego zjawiska społecznego.

Twierdzenie Serafina: ARiMR to agencja wyłącznie unijna i interwencyjna, nie ma prawa wypłacać dotacji celowych z budżetu państwa bez otwartego konkursu ofert (powołuje się na art. 127 ustawy o finansach publicznych).

Stan faktyczny: FAŁSZ. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) od początku swojego istnienia realizuje zarówno zadania unijne, jak i zadania zlecone z budżetu państwa (tzw. pomoc krajowa). Ustawa o finansach publicznych w art. 127 jasno wskazuje, że dotacje celowe są przyznawane m.in. na zadania określone w odrębnych ustawach.

Taką odrębną ustawą jest właśnie Ustawa z dnia 9 listopada 2018 r. o kołach gospodyń wiejskich. Przepisy te wprost dają ARiMR prawo do prowadzenia rejestru i wypłacania corocznego wsparcia statutowego. Nie ma tu wymogu organizowania konkursu dla NGO (organizacji pozarządowych), ponieważ jest to rządowy program wsparcia realizowany na podstawie dedykowanej ustawy i rozporządzeń.

Twierdzenie Serafina: Nowe koła działają na innej podstawie prawnej, są nielegalne, a „prawdziwe” koła związane z jego związkiem (KZRKiOR) nie dostają ani grosza.

Stan faktyczny: FAŁSZ. Ustawa z 2018 roku legalnie powołała nową formę prawną dla kół, dając im osobowość prawną, niezależność od kółek rolniczych i ułatwienia podatkowe. Nowe koła są w 100% legalnymi podmiotami w świetle polskiego prawa.

Skąd ten zarzut Serafina? Przed 2018 rokiem KGW działały głównie w strukturach Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych (KZRKiOR), którym kieruje Władysław Serafin. Ustawa z 2018 r. pozwoliła kołom odciąć się od struktur Serafina i rejestrować bezpośrednio w ARiMR. Koła, które zdecydowały się pozostać w starych strukturach i nie wpisały się do rejestru ARiMR, rzeczywiście nie mogą ubiegać się o te konkretne dotacje, ponieważ nie spełniają wymogów ustawowych.

Przepisy nie zabraniają mężczyznom członkostwa w Kołach Gospodyń Wiejskich. Istnieją w Polsce koła składające się w większości lub wyłącznie z mężczyzn i jest to całkowicie zgodne z prawem.

Stawki dotacji: Kwoty podane przez Serafina są prawdziwe. W zależności od liczby członków koła otrzymują rocznie: 8 000 zł (do 30 członków), 9 000 zł (31-75 członków) lub 10 000 zł (powyżej 75 członków).

Brak kontroli? To fałsz. Pieniądze z ARiMR nie są „rozdawane za darmo”. Każde koło musi do końca stycznia kolejnego roku złożyć szczegółowe sprawozdanie finansowe pod rygorem zwrotu całej dotacji. Środki można wydać wyłącznie na cele statutowe (np. rozwój kultury lokalnej, zakup sprzętu, organizację wydarzeń wiejskich).

Twierdzenie Serafina: Skala nadużyć związana z finansowaniem KGW przekroczyła miliard złotych.

Stan faktyczny: MANIPULACJA. Kwota około miliarda złotych (a nawet więcej) to nie wartość „przekrętów” czy „defraudacji”, ale łączna suma legalnego wsparcia, jakie państwo polskie przeznaczyło na rozwój KGW z budżetu od 2018 roku do obecnego roku. 

Serafin: W 2019 roku Szmulewicz z Ardanowskim sfałszowali wybory do Izb Rolniczych. Jakiś prawnik w Ministerstwie Rolnictwa dał wykładnię ustawy, że to jest nie „czerwone”, tylko „zielone”. I minister rozsyła to do wojewodów i w ten sposób, proszę pana, wybierają przedstawicieli Izb Rolniczych, pozbawiając w ten sposób ponad milion rolników głosu, biernego i czynnego prawa wyborczego. To jest przestępstwo na wielką skalę. A ta organizacja dostaje 65 milionów rocznie na działalność biurową. Kontrolerzy z Rzeszowa sfałszowali protokoły i zakryli przestępstwa Szmulewicza na 15 milionów złotych. Podałem do prokuratury.

K. Stanowski: Ale pan wie, że on może jutro pana pozwać za to, co pan mówi?

W. Serafin: A niech pozwie. O tym, że jest złodziejem, to ja mówię od sześciu lat i jeszcze nie pozwał, więc cały czas go prowokuję. Pozwij mnie.

K. Stanowski: Niech pan to powie do kamery, prosto w oczy, żeby pana pozwał.

W. Serafin: Wiktor, czekam na ten pozew. Naprawdę. Przyjdź do mnie na kawę, to pomogę ci napisać. Dobierają sobie takich oszustów i to młode pokolenie uczy się na takich draniach.

MOJA WERYFIKACJA OSKARŻEŃ SERAFINA przy pomocy AI:
Zarzut: „Szmulewicz z Ardanowskim sfałszowali wybory”
❌ FAŁSZ. Wybory nie zostały sfałszowane. Odbyły się na podstawie uchwał Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR). Wyniknął z nich spór proceduralny i interpretacyjny, a nie kryminalne fałszerstwo (jak np. dosypywanie głosów czy fałszowanie protokołów). [1]
• Zarzut: „Prawnik dał wykładnię, że to nie czerwone, tylko zielone”
⚠️ MANIPULACJA. Ministerstwo rzeczywiście wydało opinię prawną ratującą sytuację prawną tysięcy małżeństw rolniczych, ale nie była to samowola urzędnika łamiąca prawo, lecz oficjalna próba załatania luki w nieprecyzyjnej ustawie. Druga strona sporu (KZRKiOR) uznała jednak, że ministerstwo przekroczyło swoje uprawnienia. [1]
• Zarzut: „Pozbawiono ponad milion rolników głosu”
❌ WYOLBRZYMIENIE. Żadne legalnie działające gospodarstwo ani zarejestrowany płatnik podatku rolnego nie zostali celowo wykluczeni z procedury. Problemem była frekwencja – w wyborach do izb rolniczych tradycyjnie bierze udział zaledwie około 6% uprawnionych rolników. „Milion rolników bez głosu” to figura retoryczna Serafina odnosząca się do liczby osób, co do których statusu wyborczego gminy miały wątpliwości prawne, a nie rzeczywista blokada wyborcza.
👥 Tło osobiste konfliktu
Wypowiedzi Władysława Serafina (wznowione m.in. w jego głośnych wywiadach medialnych z 2026 roku) wynikają z wieloletniej wrogości i rywalizacji o wpływy oraz pieniądze pomiędzy jego Kółkami Rolniczymi a Izbami Rolniczymi kierowanymi przez Wiktora Szmulewicza. Obie organizacje od lat publicznie oskarżają się o nieprawidłowości finansowe, nielegalne przedłużanie kadencji władz czy marnowanie funduszy promocji rolnictwa. 

W. Serafin: „Poseł, skarbnik PSL i wiceminister edukacji Henryk Kiepura ma najwięcej kilometrówek wykradzionych w Sejmie”
K. Stanowski: A myślisz Pan, że on nie jeździ tym samochodem z biura poselskiego (w Kłobucku na Śląsku) do Sejmu?

W. Serafin: Absolutnie, że nie.

K. Stanowski: Dlaczego nie?

W. Serafin: Nie, on jeździ po terenie. On dalej kradnie te pieniądze według mnie. Proszę Pana, oni mają w domu samochód Lexus. Żona jest radna, on poseł. Nie ma tego w żadnym oświadczeniu majątkowym. A samochód jest w leasingu. Jest uzasadnione podejrzenie, ja to zgłosiłem do służby, że oni raty leasingowe spłacają z tych diet poselskich, na które on wystawia lewe faktury, że on 700 tysięcy kilometrów na wynajętym aucie zrobił, poza swoim Lexusem. On ma MBA z Collegium Tumanum.

MOJA WERYFIKACJA OSKARŻEŃ SERAFINA przy pomocy AI:
Faktycznie Henryk Kiepura (PSL) jest jednym z posłów z najwyższymi rozliczeniami przejazdów samochodem, a w 2025 r. nadal znajdował się bardzo wysoko w zestawieniach.
• 2025 r.: 43 320,50 zł – tyle wykazało jego biuro poselskie jako koszty przejazdów samochodem własnym lub innym w związku z wykonywaniem mandatu.
• W 2024 r. było to 53 515 zł. Łącznie za te dwa lata daje to ok. 96,8 tys. zł.
• Co ważne, w 2025 r. Kiepura miał dodatkowo wynajęty samochód za 55 370 zł z pieniędzy biura poselskiego.

Był rekordzistą już wcześniej

We wrześniu 2025 r. posłanka Marcelina Zawisza podała z trybuny sejmowej, że Henryk Kiepura miał łącznie ok. 102 tys. zł kosztów kilometrówek i wynajmu samochodu. Wymieniła go jako pierwszego spośród kilku posłów z najwyższymi kwotami.

Media podawały natomiast, że od początku kadencji Kiepura rozliczył około 120 tys. zł samych kilometrówek, a dodatkowo jego biuro zapłaciło za samochód 48 870 zł (dane publikowane w 2025 r.).

Jest tu jeszcze jeden szczególnie ciekawy element

Kiepura od poniedziałku do piątku korzystał jako wiceminister z samochodu służbowego, a jednocześnie rozliczał przejazdy prywatnym samochodem w ramach biura poselskiego. To właśnie ten fakt wywołał w 2025 r. największe kontrowersje.

Serafin: Jest organizacja, która za czasów PiSu została wpisana nielegalnie do systemu i od 2016 roku kradnie rocznie po 400 tysięcy. I ja na to wpadłem.

To są pieniądze z Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego na organizacje koloni letnich i zimowisk dla dzieci wiejskich. Przez 10 lat zawarto umów na w sumie 2,5 miliona.

Prezes Warmińsko-Mazurskiego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych w Olsztynie Wiesław Domian robi przewałki. Te kolonie się odbywają, tylko, że nie ma dwóch plasterków kiełbasy, a jest jeden. Głodowe porcje. A pan prezes tej organizacji życzy sobie na całe trzy turnusy apartament dla żony. I sławne jego powiedzenie: „My mamy tyle dochodów z kolonii, że do żniwowania zatrudniamy ludzi. Moje dzieci nie będą pracować”. Bo jego dzieci, zamiast pracować na kombajnach w żniwa, siedzą w ośrodkach i udają wychowawców. Szantażuje dyrektorów ośrodków, żeby mu podpisywali umowy i faktury i oni nic nie powiedzą, bo są umoczeni.

MOJA WERYFIKACJA OSKARŻEŃ SERAFINA przy pomocy AI:
Warmińsko-Mazurski Związek Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych kierowany przez Wiesława Domiana rzeczywiście otrzymuje dofinansowanie z Funduszu Składkowego Ubezpieczenia Społecznego Rolników (FSUSR) a nie z KRUS, na organizację wypoczynku dzieci rolników.
W 2025 roku było to 184 800 zł Związek organizował trzy turnusy:
• 7–15 lipca – Stegna,
• 15–23 lipca – Stegna,
• 21–29 sierpnia – Zakopane.

Sam związek informował rodziców, że dofinansowanie FSUSR wynosiło 1200 zł na dziecko, a rodzic dopłacał 650 zł. Oferta obejmowała zakwaterowanie, pełne wyżywienie, opiekę i program profilaktyki zdrowotnej.

Czyli z dokumentu wynika, że dotacja była skalkulowana na 154 uczestników.

2025 rok – dodatkowo 110 000 zł na zimowisko, które objęło 100 dzieci.

Nie można więc na tym etapie napisać, że Domian „okrada dzieci”. Kontrola NIKu musiałaby porównać rzeczywiste koszty z fakturami. Jeżeli byłyby niższe, to tylko wtedy można by się doszukiwać oszustwa.

Domian jest wieloletnim działaczem Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych Władysława Serafina — w rejestrze KZRKiOR figuruje jako wiceprezes od 29 grudnia 2004 r. Jest to więc konflikt Serafin–Domian.

Serafin o „aferze Elewarru”
Serafin u Stanowisko powrócił do afery Elewarru z 2012 roku. Serafin nagrał rozmowę z ówczesnym prezesem Elewarru i dał je mediom. Ujawnione nagranie doprowadziło do dymisji ministra rolnictwa Marka Sawickiego, kontroli CBA i śledztw dotyczących Elewarru.

NIK rzeczywiście stwierdziła poważne nieprawidłowości w nadzorze nad spółką, w tym nienależne wynagrodzenia i pogarszającą się sytuację finansową.

Serafin twierdzi, że wówczas miało dojść do próby stworzenia mechanizmu, dzięki któremu pieniądze państwowe przeznaczone dla rolników trafiałyby do prywatnych podmiotów.

Mówi m.in.:
„Kto z was chciał podpierniczyć setki milionów rocznie pieniędzy rolników idących na interwencjonizm państwa?”

A następnie:
„W gruncie rzeczy państwo finansuje tę bandę przestępczą, która zrobiła w 2012 roku zamach na Elewarr.”

W innym fragmencie wyjaśnia swój zarzut dotyczący mechanizmu prywatyzacji Elewarru: według jego relacji prywatna agencja miała kupować produkty, a państwo miało przekazywać rolnikom pieniądze, które następnie trafiałyby do prywatnego Elewarru.

Serafin: Ja tu mam 500 zawiadomień poleconych do prokuratury.

Ja wykorzystałem wszystkie procedury. Mam setki postanowień PiSowskiej prokuratury. Odmawiam, odmawiam, umarzam, oddalam. Obecne prokuratury też tak robią. Zawiadamiałem wicepremiera Kosiniaka- Kamysza, premiera Tuska, tylko że u premiera Tuska jest taki sam mechanizm jak za PiSu pisu. Panie premierze, pan przegra te wybory, ale tylko dlatego, że w kancelarii premiera obowiązują mechanizmy pisowskie, których pan nie naprawił. I pana szef kancelarii tego nie widzi. Ja wysyłam zawiadomienia do prokuratury, do ministra do wiadomości premiera. Informację, że jest przestępstwo. A kancelaria premiera odsyła to do sprawcy, czyli do przestępcy, czyli do ministra Krajewskiego. Tak trwa to 10 lat.

K. Stanowski: Czy pana zdaniem Władysław Kosiniak-Kamysz ma taką samą wiedzę jak pan?

W. Serafin: Nie, absolutnie. On jest odcięty od informacji. Nie wie, bo on jest zajęty wojną z ruskimi. To jest człowiek, który 12 lat ze mną się nie spotkał, a jak :się widzimy to ucieka przede mną.

Mój KOMENTARZ: Czy oskarżenia Serafina, to zemsta za to, że nie objęła go „doktryna Neumanna”? 

Prawdopodobnie te oskarżenia Serafina, jak wynika z moich weryfikacji, są w większości naciągane i wynikają z tego, że Serafin liczył, iż jego też obejmie „doktryna Neumanna”, tak jak przed nim objęła marszałka senatu Tomasza Grodzkiego, posła i wiceprzewodniczącego klubu parlamentarnego KO Romana Giertycha, Sławomira Nowaka, byłego szefa gabinetu politycznego premiera oraz ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej w rządzie Donalda Tuska w latach 2011-2013 (sąd umorzył sprawę tzw. polskiego wątku afery korupcyjnej dotyczącej Nowaka i to de facto przed formalnym rozpoczęciem procesu) czy Włodzimierza Karpińskiego, byłego sekretarza m.st. Warszawy, a wcześniej ministrem skarbu w rządzie PO-PSL; prokuratura postawiła mu zarzuty korupcyjne, dotyczące m.in. kontraktów na zagospodarowanie odpadów w Warszawie. Prost z aresztu, po objęciu rządów w 2023 roku przez Tuska, trafił do Parlamentu Europejskiego.

Najnowszy „kwiatek z tej łączki” to odrzucenie przez koalicję wniosku Prokuratury Europejskiej o uchylenie immunitetu posłowi KO Wojciechowi Królowi, w związku ze śledztwem dotyczącym podejrzenia korupcji, w tym systemu łapówek przy projektach finansowanych ze środków UE oraz ingerencji w zamówienia publiczne, łącznie 1,5 mln zł.

Nie jest żadną rewelacją oskarżenie PSLu o nepotyzm i kolesiostwo na ogromną skalę. Tak jest przecież od zawsze, od kiedy istnieje PSL. To racja istnienia tej partii: skok na 30 tys, stanowisk w agencjach rolnych, Lasach Państwowych oraz na lukratywne spółki Skarbu Państwa i rady nadzorcze w nich.

Toteż oskarżenia Serafina mozna podsumowąć jednym zdaniem: "z dużej chmury mały deszcz".
Adam Socha

Czytaj więcej: Ile jest prawdy w oskarżeniach Serafina: „Macie brudne łapy, PSL-owskie świnie”?

Komentarz (0)

Stowarzyszenie Patria Nostra: ofiarom niemieckich zbrodni nie można odbierać prawa do sądu

Szczegóły
Opublikowano: poniedziałek, 07 wrzesień 2026 18:02

Stowarzyszenie Patria Nostra skierowało do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej petycję w sprawie skierowania do Trybunału Konstytucyjnego wniosku dotyczącego immunitetu jurysdykcyjnego państwa obcego w sprawach o naprawienie szkód wynikających ze zbrodni wojennych, ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości. 

Data 1 września 1939 roku ma szczególne znaczenie. To dzień pamięci o ofiarach wojny rozpoczętej niemiecką agresją na Polskę. Dla milionów Polaków oznaczała ona okupację, terror, egzekucje, pacyfikacje, deportacje, pracę przymusową i systematyczne niszczenie polskiego społeczeństwa.

87 lat później wciąż istnieją osoby, które przeżyły tamte wydarzenia. Wciąż są też rodziny osób zamordowanych, które nie doczekały się pełnego rozliczenia krzywd.

Właśnie w tym kontekście Stowarzyszenie Patria Nostra zwróciło się do Prezydenta RP z petycją dotyczącą prawa ofiar do dochodzenia swoich roszczeń przed polskim sądem.

Czy ofiara niemieckiej zbrodni powinna mieć prawo do sądu?

Patria Nostra apeluje, aby Prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie zgodności z Konstytucją przepisów Kodeksu postępowania cywilnego dotyczących jurysdykcji krajowej i immunitetu państwa obcego.

Problem jest konkretny. Polskie prawo może pozwalać na dochodzenie przed polskim sądem roszczeń wynikających z czynów popełnionych na terytorium Polski, ale jednocześnie zastosowanie immunitetu państwa obcego może uniemożliwić rozpoznanie takiej sprawy.

W praktyce oznacza to, że osoba pokrzywdzona może nie otrzymać nawet możliwości przedstawienia swoich argumentów przed sądem.

- W przypadku zbrodni wojennych, ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości kwestia ta wymaga szczególnej oceny konstytucyjnej – mówi mec. Lech Obara – prezes Stowarzyszenia Patria Nostra.

Stowarzyszenie nie domaga się przy tym automatycznego zasądzania odszkodowań. Chodzi o coś bardziej podstawowego – o prawo do procesu, w którym sąd będzie mógł zbadać konkretną sprawę, dowody, rozmiar szkody i krzywdy oraz wszystkie argumenty obu stron.

Wcześniej Trybunał nie rozstrzygnął sprawy merytorycznie

Kwestia immunitetu państwa obcego w sprawach dotyczących niemieckich zbrodni była już przedmiotem postępowań przed Trybunałem Konstytucyjnym.

Sprawy K 12/17 i K 25/20 zostały jednak umorzone. W żadnej z nich nie zapadło merytoryczne rozstrzygnięcie odpowiadające na fundamentalne pytanie: czy zastosowanie immunitetu państwa obcego może w takich sprawach prowadzić do całkowitego zamknięcia ofiarom drogi sądowej.

Patria Nostra chce, aby to pytanie wreszcie zostało rozstrzygnięte.

Reparacje państwowe i roszczenia indywidualne to dwie różne kwestie

W petycji Stowarzyszenie podkreśla również konieczność rozróżnienia reparacji wojennych dochodzonych na poziomie państwowym od indywidualnych roszczeń osób pokrzywdzonych.

- Nie można automatycznie uznać, że rozliczenia między państwami przesądzają o prawach konkretnych ofiar niemieckich zbrodni – dodaje mec. Lech Obara.

To właśnie sąd powinien mieć możliwość zbadania, czy w danej sprawie istnieje podstawa odpowiedzialności, czy roszczenie jest zasadne, kto jest uprawniony do jego dochodzenia i czy nie zachodzą przeszkody prawne. Najpierw jednak musi istnieć możliwość wejścia na drogę sądową.

Pamięć o ofiarach to także walka o prawdę

Dla Stowarzyszenia Patria Nostra działania te są częścią szerszej walki o prawdę historyczną.

Stowarzyszenie od lat reaguje również na przypadki używania określenia „polskie obozy”, które fałszuje historię i może sugerować odpowiedzialność Polski lub Polaków za niemieckie obozy koncentracyjne i zagłady.

Nie można mówić o pamięci o ofiarach, jednocześnie pozwalając na zacieranie odpowiedzialności sprawców. Wśród żyjących świadków tamtych wydarzeń są osoby, które nadal czekają na przeprosiny i zadośćuczynienie. Jedną z nich jest Stanisław Zalewski, były więzień niemieckich obozów koncentracyjnych.

1 września jest dniem pamięci. Ale pamięć nie może kończyć się na składaniu kwiatów i wygłaszaniu przemówień. Musi oznaczać również walkę o prawdę, o godność ofiar i o ich prawa.

Dlatego właśnie 1 września Stowarzyszenie Patria Nostra informuje opinię publiczną o swojej petycji skierowanej kilka dni wcześniej do Prezydenta RP.

Bo pamięć o ofiarach niemieckich zbrodni oznacza również prawo do pytania o odpowiedzialność, reparacje i możliwość dochodzenia indywidualnych roszczeń. A przede wszystkim – prawo do sądu.

r. pr. Lech Obara – prezes Stowarzyszenia Patria Nostra

Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów

„Lech Obara i Współpracownicy“

Aneta Markowska – sekretarz Stowarzyszenia Patria Nostra

Czytaj więcej: Stowarzyszenie Patria Nostra: ofiarom niemieckich zbrodni nie można odbierać prawa do sądu

Komentarz (0)

Pasławska chwali się "upolowaniem" min. Dorożały. Ostra reakcja Możdżonka

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 05 wrzesień 2026 18:29
Adam Jerzy Socha

Wiceprezes PSL, poseł PSLz Warmii i Mazur, przewodnicząca komisji Urszula Pasławska na swoimX.com zamieściła grafikę, którą przypisała sobie sukces wpostacji podania się w piątek 4 września do dymisji wiceministra klimatu i środowiska oraz Głównego Konserwatora Przyrody Mikołaja Dorożały. Jak widzimy na grafice, poseł Pasławska, która jest myśliwą, szefową koła „Dian”, jest w czapce z szopa, trzyma w dłoniach dymiącą strzelbę i stoi przy tabliczce z napisem "Koniec dręczenia myśliwych i leśników". Dodatkowo skomentowała: „No to oficjalnie”.

No to oficjalnie. pic.twitter.com/YlVmWpjAES

— Urszula Pasławska (@Paslawska) September 4, 2026

 

Jego dymisji od początku objęcia resortu klimatu i środowiska przez ekoideologów z partii Polska@2050 i Zielonych, na czele z minister Pauliną Hennig-Kloską, domagało się środowisko myśliwych, leśników, a także przedstawicieli branży drzewnej. Te środowiska oskarżały kierownictwo resortu o realizowanie swoich ideologicznych projektów oraz skrajna niekompetencję (Mikołaj Dorożała i Hennig-Kloska są z wykształcenia politologami a Sara Zielińska, aktywistka klimatyczna - jest po zarządzaniu). 

Ostatnio działania resortu pod kierownictwem Hennig-Kloski wyśmieli w Kanale Zero Stanowski&Mazurek, po tym jak ministra uroczyste otwarcie lasów wokół Wrocławia, jako "lasów o wiodącej funkcji społecznej", które od zawsze były otwarte dla wszystkich. Celem programu jest zmiana modelu gospodarki leśnej na obszarach bliskich dużym miastom tak, aby ograniczyć tradycyjne zręby zupełne i mocniej ukierunkować lasy na rekreację, edukację oraz ochronę wód i przyrody. 

 

Natomiast na Zero.pl ukazał się artykuł o tym, jak Polska, która przez lata była meblarską potęgą i jednym z największych eksporterów na świecie, ale obecnie producenci masowo zamykają zakłady lub tną zatrudnienie. Powodem obok coraz droższej pracy i najwyższych cen energii w UE, jest  ogromny problem z drewnem z pwoodu polityki resortu: Lasy Państwowe zmieniły zasady sprzedaży, przez co polski surowiec stał się bardzo drogi. Na dodatek brakuje certyfikowanego drewna (np. FSC), które jest wymagane przez wielkie zagraniczne sieci handlowe, takie jak IKEA. 

Pasławska "dręczyła myśliwych i leśników"

Pod grafiką Pasławskiej pojawiły się setki negatywny komentarzy. Część komentujących wprost oskarżyła posłankę PSL o hipokryzję, przypominając, że wiceminister Dorożała był członkiem rządu koalicyjnego, w którego skład wchodzi jej partia. Co więcej, wytknięto też Pasławskiej, że to "dręczenie myśliwych i leśników" odbywało się na posiedzeniach komisji sejmowej, której jest przewodniczącą.

"Wprowadziła moratoria na pozyskanie drewna... "

"Zaraz pęknę ze śmiechu. Jest pani w koalicji, która wprowadziła moratoria na pozyskanie drewna, robi rezerwaty na akord i kompletnie olała lokalne społeczności w sprawie Puszczy Białowieskiej i Planu dla obszaru UNESCO. I leśnicy, i myśliwi i lokalne społeczności pamiętają" - skomentował wpis posłanki redaktor naczelny Głosu Białowieży Mateusz Gutowski.

Zareagowała też poseł Lewicy Anna Maria Żukowska i  Michał Suchora, współprzewodniczący Partii Zieloni (jako przeciwnicy myśliwych) :

"Naprawdę to nie jest śmiesznew przypadku reprezentantki środowiska, które realnie zabiło w ciągu ostatnich 10 lat kilkadziesiąt ludzi" - napisała posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska.

"I to jest najlepszy dowód na to, że myśliwi powinni się badać u psychologa. Wstyd pani posłanko" - ocenił Michał Suchora, współprzewodniczący Partii Zieloni.

Możdżonek: "Taką grafiką wyrządza pani tylko szkodę całemu środowisku łowieckiemu"

Jednak grafika poseł Pasławskiej najbardziej wyprowadziła z równowagi prezesa Naczelnej RadyŁowieckiej przy Polskim Związku Łowieckim, radnego Olsztyna i szefa struktur Konfederacji Mentzena na Warmię i Mazury, Marcina Możdżonka. Zamieścił na TikTok ostry komentarz do grafiki Pasławskiej

https://www.tiktok.com/@marcin.mozdzonek/video/7681762618972933408?_d=dl05g047c0ledd&_r=1&enable_checksum=1&fbclid=IwY2xjawUJUXlwZG9mBWV4dG4DYWVtAjExAHNydGMGYXBwX2lkEDIyMjAzOTE3ODgyMDA4OTIAAR6rZ6qq6awdQ2EEx_gV1g4at-PX3-1cue3fbIx1db68Hik8nazthN8NNhStgA_aem_LMCeCX3dgOzeLOX5U5dkwg&item_author_type=2&link_reflow_popup_iteration_sharer=%7B%22click_empty_to_play%22%3A1%2C%22dynamic_cover%22%3A1%2C%22follow_to_play_duration%22%3A-1.0%2C%22profile_clickable%22%3A1%7D&panel_source_v2=share_panel&preview_pb=0&sec_user_id=MS4wLjABAAAAxJLHXdFwyrehoH8PlhrHMd_EESQaCsR-edlJlnmzvdUINYwswhwEGPTHTbHhb3fW&share_app_id=1233&share_enter_from=homepage_hot&share_iid=7678078873629148950&share_item_id=7681762618972933408&share_link_id=8ac4a3d5-666b-4282-955e-addaf33bc6d2&sharer_language=pl&social_share_type=0&source=h5_m&sp_level=1&sp_root_d=dl05g047c0ledd&sp_root_share_link_id=8ac4a3d5-666b-4282-955e-addaf33bc6d2&sp_root_u=dl05fmlee91dk5&timestamp=1788613474&u_code=dl05fmlee91dk5&ug_btm=b2001&ugbiz_name=MAIN&user_id=7012915764600652805&utm_campaign=client_share&utm_medium=android&utm_source=facebook

https://www.tiktok.com/@marcin.mozdzonek/video/7681762618972933408

https://www.tiktok.com/@marcin.mozdzonek/video/7681762618972933408?is_from_webapp=1&sender_device=pc

„Pani poseł. Jestem w drodze do domu, ale musiałem stanąć na poboczu, żeby skomentować to, co dzisiaj pani stworzyła. Sukces odwołania min. Dorożały jest i śmieszny, i żenujący, i straszny! A poziom pani hipokryzji osiągnął wysokość Mont Everest.

Świadczy tylko o tym, że pani nie ma zielonego pojęcia, jakie są potrzeby i jakie są problemy w Polskim Związku Łowieckim. Taką grafiką wyrządza pani tylko szkodę całemu środowisku łowieckiemu. W jakim świetle nas stawia? Zadaję to pytanie pani, jako członka honorowego Polskiego Związku Łowieckiego.

"Ta zmiana na stanowisku niewiele zmienia, bo polityka resortu będzie ta sama"

Po drugie, to pan Dorożała oświadczył, że złożył rezygnację, a nie został odwołany, a już na pewno nie dzięki pani. Zastąpi go Sara Zielińska do czasu, aż ma wejść na to stanowisko pan Sławomir Ćwik. Kto oglądał ich wystąpienia sejmowe, kto zna ich działalność poselską, ten wie, że ta zmiana niewiele wniesie.

"Oddaliście resort w zamian za posady w Lasach i za synekury w PZŁ"

Przecież do wyborów parlamentarnych szliście razem w jednej koalicji, koalicji Trzeciej Drogi, PSL razem z Polską 2050. I umówiliście się na to, że kierownictwo ministerstwa klimatu i środowiska obejmie właśnie Polska 2050, że będą tam tacy ideolodzy, jak chociażby pan Dorożała, że oni będą kreować tą politykę. Oddaliście ten resort, jako PSL, w zamian za posady w Lasach Państwowych, za synekury w Polskim Związku Łowieckim, finansowanym z naszych składek, przypominam to, bo państwo nic nie dopłaca do łowiectwa.

"Jako PSL zdradziliście rolników, myśliwych i leśników"

Tak rozegraliście resort klimatu i środowiska. Przecież to wszyscy wiedzą. Król jest nagi. Naprawdę tego typu zagrywka, jak prymitywna i żenująca grafika w niczym nie pomogą, nie ocieplą ani pani wizerunku, ani PSL.

Na wsi już i tak przegraliście. Mamy przecież wspólny okręg wyborczy i doskonale ma pani tego świadomość.

Przecież ludzie czują się przez was zdradzeni. Nawet nie rozczarowani oni czują się zdradzeni. Gdzie są rolnicy, którym trzeba pomóc? Gdzie są hodowcy bydła, którym trzeba pomóc, którym wilki zagryzaja całe stada krów i cielaków? Nie ma waszej pomocy.

Nie ma żadnej strategii zarządzania żadnymi gatunkami konfliktogennymi. Problemy dzików w miastach. Problemy z wypadkami komunikacyjnymi. Nic się w tych sprawach nie dzieje, bo się na to zgodziliście. W zamian tylko i wyłącznie za frukty, za stanowiska. To jest obrzydliwe. To jest ohydne. To jest naprawdę ta najgorsza część polityki. Ja się na coś takiego nie godzę.

Pani zagranie pomaga naszym przeciwnikom

Nie godzę się na to, żeby ktoś sobie Polskim Związkiem Łowieckim wycierał twarz. Przepraszam za takie ostre słowo. Ale ja wchodząc na funkcję w Polskim Związku Łowieckim wziąłem na siebie naprawdę bardzo dużo. Biorę cały ten hejt, całe te komentarze, całe te ataki, ale nie po to, żeby zrobić sobie dobrze. Tylko po to, żeby ten styl życia, który reprezentuję, który kocham, który chcę, żeby myśliwi byli szanowani tak jak w Skandynawii, tak jak w Europie Zachodniej, tak jak w Stanach Zjednoczonych, a nie poniewierani, jak w Polsce. Żeby moje dzieci kontynuowały moje dzieło.

A tego typu zagrania, takie cyniczne, tylko pomagają naszym przeciwnikom. Tym ideologicznym, którzy kompletnie nie rozumieją na czym polega świat przyrody, prawa nim rządzące. Na czym polega gospodarka leśna, łowiecka, rolna.

"Dalej będzie rządziła ideologia"

Jestem absolutnie zażenowany. To jest absolutnie skandal i poniżej wszelkiej krytyki. Bo tu nie chodzi o zmianę nazwiska. To kompletnie nic nie da. Tu chodzi o zmianę polityki, która się nie zmieni. Dalej będzie rządziła ideologia w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, a nie statystyka, nie fakty, nie nauka, nie zdrowy rozsądek.

Nie ma się pani czym pochwalić

I pani o tym dobrze wie, a teraz próbuje to cynicznie wykorzystać. Bo tak naprawdę, nie ma się pani czym pochwalić, co zrobiła dla leśników i dla myśliwych. Ja pamiętam komisje, którym pani przewodniczyła, uczestniczyłem w nich wszystkich.

Pamiętam co pani mówiła, jak pani głosowała, jak broniła Dorożały, jak ustępowała zielonym ekoaktywistom. To wszystko pamiętamy. Pani ucieczka z jednej z komisji, kiedy pani naprawdę narobiła niezłego bigosu i bała się spojrzeć myśliwym w oczy.

Pani naprawdę uważa, że to jest teraz Pani zasługa, że Dorożała podał się do dymisji, że to jest jakikolwiek sukces? Serio?

I jeszcze dopytam. Gdzie jest nasza samorządność? Gdzie jest samorządność w Polskim Związku Łowieckim? Pytam w imieniu 134 tysięcy myśliwych. Co pani zrobiła, żeby przywrócić nam samorządność, którą pani obiecała?" - pyta wzburzony Możdżonek.

Co naprawdę wiemy o dymisji Mikołaja Dorożały?

Mikołaj Dorożała próbował zmienić filozofię zarządzania polskąprzyrodą — z modelu, w którym gospodarka leśna i pozyskanie drewna są bardzo ważnymi funkcjami Lasów Państwowych, na model znacznie mocniej podporządkowany ochronie przyrody i funkcjom społecznym. To zderzyło go jednocześnie z częścią leśników, przemysłem drzewnym, ZUL-ami i środowiskiem łowieckim. W 2026 r.konflikt przeniósł się dodatkowo do samej koalicji rządowej, przede wszystkim na linii Polska 2050–PSL.

4 września 2026 r. Dorożała ogłosił, że sam złożył rezygnację z funkcji podsekretarza stanu i Głównego Konserwatora Przyrody. Nie podał jednego, konkretnego powodu. W pożegnalnym wpisie podkreślił przede wszystkim ochronę przyrody i swoje osiągnięcia: ponad 200 nowych rezerwatów, zatrzymanie wycinek w najcenniejszych lasach oraz ograniczenie polowań na pięć gatunków ptaków.

Ale nie był to polityczny „spokojny koniec kadencji”.

22 kwietnia 2026 r. prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz publicznie powiedział, że Dorożała „narobił dużo głupich rzeczy” i „już dawno powinien odejść”. Zarzucił mu również, że nie rozumie leśników ani gospodarki leśnej.

5 maja Dorożała odpowiadał, że jest gotów ponieść konsekwencje, ale jednocześnie twierdził, że realizuje program uzgodniony przez koalicję i że problemem nie są leśnicy, lecz system zarządzania Lasami Państwowymi.

Co więcej, w dniu dymisji wiceprezeska PSL Urszula Pasławska opublikowała grafikę z hasłem „Koniec dręczenia myśliwych i leśników”. To bardzo mocny sygnał politycznego odbioru jego odejścia w PSL.

A według informacji cytowanych przez Wprost/PAP były również różnice między Dorożałą a minister Pauliną Hennig-Kloską dotyczące sposobu prowadzenia resortu i współpracy. To należy traktować jako informację medialną, a nie oficjalnie potwierdzony przez obie strony powód dymisji.

Wniosek: formalnie była to rezygnacja Dorożały. Politycznie jednak był on od wielu miesięcy pod silną presją PSL, leśników i części branży.

2. Punkt zapalny nr 1: moratorium na wycinkę

To właśnie tutaj zaczęła się zasadnicza wojna.

8 stycznia 2024 r. MKiŚ poleciło ograniczyć albo wyłączyć gospodarkę leśną na szczególnie cennych obszarach.

Początkowo chodziło o 1,3 proc. powierzchni lasów zarządzanych przez Lasy Państwowe, czyli około 94 tys. ha. Resort argumentował, że jest to rozwiązanie tymczasowe, zabezpieczające najcenniejsze przyrodniczo obszary przed nieodwracalną utratą wartości.

Argument Dorożały był bardzo prosty:

nie można prowadzić intensywnej gospodarki na każdym hektarze tylko dlatego, że znajduje się on w zarządzie Lasów Państwowych.

MKiŚ wskazywało m.in. na:

lasy naturalne,

lasy wodochronne,

mokradła,

obszary Natura 2000,

lasy o szczególnym znaczeniu społecznym.

Resort twierdził, że moratorium nie zaszkodziło gospodarce, ponieważ objęło niewielką część LP. Według MKiŚ pozyskanie drewna z obszarów objętych moratorium wyniosło 154 tys. m³.

Argument leśników

Tu pojawia się zupełnie inna perspektywa.

Leśnicy nie patrzyli tylko na owe 1,3 proc.

Obawiali się precedensu:

jeśli dziś wyłącza się 1,3 proc., jutro może być 5 proc., 10 proc., 20 proc.

I właśnie dlatego protesty były tak gwałtowne.

12 lipca 2024 r. związki zawodowe leśników protestowały w Warszawie i innych miastach. Żądały m.in. wycofania moratorium, realnego dialogu oraz rezygnacji z planowanych zmian w modelu zarządzania LP.

W postulatach związkowcy domagali się wręcz dymisji Pauliny Hennig-Kloski i Mikołaja Dorożały.

To ważne, bo pokazuje, że konflikt nie był tylko sporem o kilka tysięcy hektarów.

Był sporem o przyszłość całej instytucji.

3. Drugi etap: „lasy społeczne”

To był kolejny krok Dorożały.

MKiŚ zaczęło tworzyć koncepcję lasów społecznych, czyli obszarów wokół największych miast, gdzie funkcje:

rekreacyjne,

zdrowotne,

społeczne,

krajobrazowe

miały zostać mocniej uwzględnione przy gospodarce leśnej.

W lipcu 2025 r. resort ogłosił pierwszy etap projektu. Dla 11 aglomeracji wskazano ponad 158 tys. ha, czyli około 2,2 proc. lasów Skarbu Państwa zarządzanych przez LP.

To jest bardzo ważne.

Bo z punktu widzenia przeciętnego mieszkańca Warszawy czy Trójmiasta: „nie wycinajcie lasu, w którym biegam, spaceruję i odpoczywam” jest bardzo silnym argumentem.

Ale z punktu widzenia leśnika: „to jest las gospodarczy, z którego utrzymuje się system i który ma plan urządzenia lasu” sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

I dlatego pojawiło się pytanie:

Kto ma decydować, do czego służy las?

Dorożała: państwo powinno coraz bardziej uwzględniać społeczne i przyrodnicze funkcje lasu.

Leśnicy: gospodarka powinna być prowadzona przede wszystkim na podstawie wiedzy leśnej, planów urządzenia lasu i zasad trwałej gospodarki.

To jest właściwy rdzeń konfliktu.

4. Dorożała nie chciał jednak „zatrzymać gospodarki leśnej”

Tutaj warto oddzielić fakty od propagandowych haseł obu stron.

MKiŚ nie doprowadziło w latach 2024–2026 do załamania sprzedaży drewna.

Wręcz przeciwnie.

Według danych Lasów Państwowych:

Rok 2021

Pozyskanie drewna LP ok. 40,5 mln m³

2022 ok. 42,3 mln m³

2023 ok. 40,1 mln m³

2024 ok. 39,7–40 mln m³

2025 ok. 38,0 mln m³

W 2025 r. LP pozyskały około 38 mln m³, czyli o 1,7 mln m³ mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie sprzedaż wyniosła 39,2 mln m³.

A więc:

tak — pozyskanie spadało.

Ale nie:

nie — nie doszło do nagłego „wyłączenia polskich lasów z gospodarki”.

Co więcej, sprzedaż drewna w 2024 r. wyniosła około 40,6 mln m³, czyli była wyższa niż w 2023 r.

To bardzo osłabia najbardziej radykalną tezę przeciwników Dorożały: „moratorium doprowadziło do katastrofalnego braku drewna”.

Tego dane tego nie potwierdzają.

5. Ale branża drzewna miała realny problem

I tutaj druga strona ma znacznie mocniejsze argumenty.

Dla przemysłu drzewnego nie jest najważniejsze tylko: ile milionów metrów sześciennych drewna sprzedano?

Liczy się również:

jaki gatunek,

jaki sortyment,

jaka jakość,

w jakim regionie,

w jakim terminie,

za jaką cenę,

czy przedsiębiorca może przewidzieć podaż za 2–5 lat.

Branża twierdziła więc, że problemem jest niepewność przyszłej podaży.

I tutaj wydarzyła się rzecz bardzo interesująca.

W 2025 r. sam resort zaczął odpowiadać na ten problem, nakazując Lasom Państwowym przygotowanie strategii pozyskania drewna do 2030, 2035 i 2050 r.

To oznacza, że część argumentów przemysłu została przez rząd de facto uznana za zasadną.

Nie uznano natomiast argumentu: „musimy maksymalizować wycinkę”.

Strategia miała raczej odpowiedzieć: „nawet jeśli pozyskanie będzie niższe, przemysł musi wiedzieć odpowiednio wcześnie, ile drewna dostanie”.

To zasadnicza różnica.

6. A co z ceną drewna?

Tu również obraz jest ciekawy.

W latach 2022–2023 ceny drewna były bardzo wysokie.

Później nastąpił spadek.

Według danych MKiŚ średnia cena sprzedaży drewna w LP w pierwszych miesiącach 2026 r. wynosiła około 307 zł/m³, wobec około 320 zł/m³ w 2023 r.

Czyli argument: „Dorożała ograniczył podaż i dlatego ceny drewna eksplodowały” nie znajduje potwierdzenia w danych.

Ceny były w 2024–2026 niższe niż w szczycie 2022–2023.

7. Bardzo ważny problem: Chiny

Tu sytuacja robi się jeszcze ciekawsza.

MKiŚ argumentowało, że Polska nie powinna maksymalizować pozyskania drewna, jeśli nadwyżki będą następnie eksportowane jako surowiec, zamiast być przerabiane w Polsce.

W 2025 r. eksport surowego drewna do Chin spadł o około 51 proc. względem 2024 r.

Ministerstwo argumentuje więc: lepiej mieć nieco niższe pozyskanie, ale większą część drewna wykorzystać w Polsce.

To jest argument gospodarczy, a nie tylko ekologiczny.

I tu pojawia się paradoks

Branża drzewna mówi: „potrzebujemy więcej drewna”.

MKiŚ odpowiada: „ale nie chcemy, żeby dodatkowe drewno wyjeżdżało do Chin”.

I oba argumenty mogą być jednocześnie prawdziwe.

8. Zakłady usług leśnych — często pomijany element konfliktu

ZUL-e są szczególnie ważne.

To prywatne przedsiębiorstwa wykonujące dla Lasów Państwowych m.in.:

ścinkę,

zrywkę,

transport,

pielęgnację lasów,

prace hodowlane.

Jeżeli zmniejsza się zakres pozyskania drewna, część ich przychodów jest zagrożona.

Dlatego protesty leśników często były jednocześnie protestami ZUL-ów.

Sam Dorożała powołał zespół, w którym uczestniczyli przedstawiciele: Lasów Państwowych, ZUL, przemysłu drzewnego, środowisk naukowych, organizacji społecznych.

To pokazuje, że resort zdawał sobie sprawę z problemu.

9. Największa zmiana filozoficzna: 20 proc. lasów pod silniejszą ochronę

To jest chyba najważniejszy politycznie punkt całej sprawy.

Koalicja rządowa w kampanii wyborczej deklarowała zwiększenie ochrony lasów.

Dla środowisk ekologicznych Dorożała był człowiekiem, który miał tę obietnicę realizować.

Dla części leśników był człowiekiem, który próbował przestawić cały system z gospodarki leśnej na ochronę przyrody.

Stąd tak silne emocje.

Dorożała sam mówił w 2026 r., że uważa czysto „użytkowe” podejście do przyrody za strategiczny błąd.

To właściwie streszcza jego filozofię.

10. Front drugi: myśliwi

Tutaj konflikt był jeszcze bardziej osobisty i politycznie wybuchowy.

Już w lutym 2024 r. Dorożała zapowiedział:

ograniczenie polowań na niektóre ptaki,

ograniczenie niektórych polowań zbiorowych,

ograniczenia dotyczące noktowizji,

zmiany dotyczące zasad wykonywania polowań.

To natychmiast skonfliktowało go z Polskim Związkiem Łowieckim.

11. Obowiązkowe badania myśliwych

Dorożała popierał również powrót do okresowych badań lekarskich i psychologicznych myśliwych.

MKiŚ przeprowadziło nawet badanie opinii, według którego 86 proc. respondentów popierało taki obowiązek.

Ale myśliwi odpowiadali, że jest to stygmatyzowanie całej grupy.

To nie była więc wyłącznie kwestia ochrony zwierząt.

Stała się również kwestią: czy państwo uważa myśliwych za grupę wymagającą szczególnej kontroli?

12. Ptaki: tu Dorożała rzeczywiście osiągnął sukces

To jeden z najbardziej konkretnych rezultatów jego działalności.

We wrześniu 2025 r. z listy zwierząt łownych wykreślono pięć gatunków ptaków:

jarząbka,

głowienkę,

czernicę,

słonkę,

łyskę.

Co ciekawe, proces trwał znacznie dłużej, niż Dorożała pierwotnie zapowiadał.

W 2024 r. mówił o zakazie polowań na część ptaków, ale projekt wywołał ogromny opór.

W 2025 r. przeciwko zmianom występowały nie tylko środowiska myśliwskie.

Pojawiły się także zastrzeżenia innych resortów — m.in. rolnictwa, obrony i infrastruktury.

To pokazuje coś bardzo istotnego:

Dorożała nie walczył wyłącznie z myśliwymi. Momentami walczył również o swoją koncepcję wewnątrz samego rządu.

13. Szczególnie ciekawa była wojna o łosia

W 2025 r. doszło do bardzo wyraźnego konfliktu:

MKiŚ: pięć gatunków ptaków należy wyłączyć z polowań.

Ministerstwo Rolnictwa/PSL: w zamian pojawił się postulat powrotu do odstrzału łosia.

Dorożała stanowczo odrzucał logikę: „wy nam ptaki, my wam łosie”.

Mówił, że nie powinno się handlować ochroną poszczególnych gatunków.

To jest wręcz modelowy przykład konfliktu między: ochroną przyrody według kryteriów ekologicznych a politycznym kompromisem między interesami różnych grup społecznych.

14. Wilk — kolejna wojna

Dorożała był zdecydowanym przeciwnikiem poluzowania ochrony wilka.

W 2025–2026 r. pojawiały się żądania zmiany jego statusu i możliwości odstrzału.

Dorożała argumentował, że należy utrzymać ochronę i opierać decyzje na danych naukowych.

W czerwcu 2026 r. MKiŚ zorganizowało nawet konferencję poświęconą — jak określono — dezinformacji dotyczącej wilków i niedźwiedzi. Resort twierdził, że narracje o rzekomo masowym zagrożeniu ze strony drapieżników są wykorzystywane do uzasadniania postulatów odstrzału.

Dla części rolników i myśliwych była to kolejna oznaka, że Dorożała bardziej ufa organizacjom przyrodniczym i naukowcom niż praktykom terenowym.

15. I tutaj dochodzimy do fundamentalnego sporu

W istocie mamy dwie różne filozofie państwa.

Model 1 — reprezentowany przez Dorożałę

Las jest:

ekosystemem → dobrem publicznym → miejscem rekreacji → magazynem węgla → elementem ochrony wody → dopiero jednym z zasobów gospodarczych.

Model 2 — reprezentowany przez dużą część leśników

Las jest:

ekosystemem, który należy aktywnie kształtować → odnawiać → pielęgnować → chronić przed zagrożeniami → i jednocześnie racjonalnie użytkować gospodarczo.

To nie jest spór:

„ekolodzy kontra ludzie, którzy lubią wycinać drzewa”.

To byłoby zbyt proste.

To jest spór o priorytety.

16. Co mówią liczby? Tu Dorożała ma kilka mocnych argumentów

Argument nr 1: moratorium nie doprowadziło do załamania sprzedaży drewna

Sprzedaż w 2024 r. wyniosła około 40,6 mln m³, więcej niż w 2023 r.

Argument nr 2: ceny drewna nie eksplodowały

W 2024–2026 były niższe niż w latach 2022–2023.

Argument nr 3: eksport do Chin gwałtownie spadł

W 2025 r. o około 51 proc.

Argument nr 4: sprzedaż nadal pozostaje na poziomie około 38–40 mln m³

Czyli Polska nie przeszła na model „zero wycinki”.

17. Ale leśnicy i branża mają również mocne argumenty

Argument nr 1: problemem jest nie tylko ilość, ale struktura drewna

Przemysł potrzebuje konkretnych sortymentów.

Argument nr 2: potrzebna jest przewidywalność

I tutaj nawet MKiŚ przyznało, że strategia podaży drewna do 2030/2035/2050 jest potrzebna.

Argument nr 3: spadek pozyskania rzeczywiście nastąpił

38 mln m³ w 2025 r. oznacza spadek o 1,7 mln m³ wobec 2024 r.

Argument nr 4: niepewność najbardziej uderza w małe firmy

Zwłaszcza ZUL-e, tartaki i firmy zależne od dostaw LP.

Argument nr 5: leśnicy uważają, że decyzje zapadały zbyt szybko

W memorandum z 2025 r. środowiska leśne i gospodarcze krytykowały zmiany za brak stabilnej strategii i wystarczającego oparcia na wiedzy praktyków.

18. Najciekawsza rzecz: rząd zaczął częściowo zmieniać własne podejście To jest moim zdaniem klucz do oceny całego konfliktu.

W 2024 r. przekaz był:

ograniczamy wycinki i zmieniamy filozofię gospodarki leśnej.

W 2025 r.:

tworzymy lasy społeczne.

Ale jednocześnie:

musimy zapewnić przemysłowi przewidywalną podaż drewna.

Dlatego w październiku 2025 r. MKiŚ poleciło Lasom Państwowym przygotowanie strategii pozyskania drewna do 2030, 2035 i 2050 r.

A w 2026 r. resort określał docelowy poziom pozyskania na około 38–40 mln m³ rocznie, odpowiadający jego analizom zapotrzebowania krajowych przetwórców.

To jest bardzo istotne.

Rząd nie poszedł więc w kierunku „maksymalnej ochrony za wszelką cenę”.

Próbował znaleźć model:

ochrona + gospodarka + stabilna podaż drewna.

Problem polegał na tym, że Dorożała i część leśników zupełnie inaczej rozumieli proporcje między tymi elementami.

19. Co naprawdę doprowadziło do jego politycznej izolacji?

Moim zdaniem były cztery czynniki.

1. Zderzenie z PSL

To najważniejsze.

Kosiniak-Kamysz publicznie uznał, że Dorożała nie rozumie gospodarki leśnej.

2. Konflikt z myśliwymi

Badania, ptaki, łowiectwo, wilki, ograniczenia polowań — Dorożała stał się dla środowiska łowieckiego symbolem niekorzystnych zmian.

3. Konflikt z leśnikami

Już w 2024 r. związki zawodowe żądały jego odejścia.

4. Konflikt o sposób zarządzania resortem

Według doniesień medialnych pojawiały się także różnice między nim a Hennig-Kloską dotyczące sposobu prowadzenia polityki resortu i jego indywidualnych działań.

21. Czy zarzut „Dorożała niszczył polski przemysł drzewny” jest prawdziwy?

W tej formie — nie.

Dane nie pokazują katastrofy przemysłu spowodowanej moratorium.

Nie było załamania sprzedaży drewna. Ceny nie eksplodowały. Eksport do Chin mocno spadł. Sprzedaż wciąż oscylowała wokół 40 mln m³.

Ale prawdziwy jest słabszy zarzut:

Dorożała zwiększył niepewność dotyczącą przyszłego modelu gospodarki leśnej i przyszłej podaży drewna.

I to jest dużo poważniejszy argument.

Dlatego właśnie w 2025 r. resort zaczął przygotowywać wieloletnią strategię podaży drewna.

22. Czy leśnicy mieli rację, mówiąc o „likwidacji gospodarki leśnej”?

Nie dosłownie.

Lasy Państwowe nadal pozyskiwały około 38–40 mln m³ drewna rocznie.

Natomiast mieli podstawy, żeby obawiać się zmiany modelu.

Bo równolegle pojawiły się:

moratorium,

lasy społeczne,

nowe rezerwaty,

większa ochrona najcenniejszych obszarów,

ograniczenia gospodarki na kolejnych terenach.

Czyli:

nie likwidacja gospodarki leśnej, lecz jej stopniowe przesuwanie w kierunku funkcji ochronnych i społecznych.

23. A kto wygrał ten konflikt?

Dorożała wygrał kilka konkretnych bitew, ale przegrał polityczną wojnę.

Wygrał:

ograniczenie wycinki w najcenniejszych obszarach,

rozwój koncepcji lasów społecznych,

ponad 200 nowych rezerwatów,

wykreślenie pięciu gatunków ptaków z listy łownych,

ograniczenie eksportu surowego drewna do Chin,

przesunięcie dyskusji o Lasach Państwowych z „ile drewna pozyskamy?” na „jakie funkcje ma pełnić las”.

Przegrał:

konflikt z częścią leśników,

konflikt z branżą drzewną,

konflikt z myśliwymi,

konflikt z PSL,

i prawdopodobnie konflikt o sposób funkcjonowania w samym resorcie.

Dlatego jego odejście jest symboliczne.

24. Najważniejszy wniosek z całej historii

Dorożała nie został pokonany dlatego, że udowodniono mu katastrofalne skutki gospodarcze jego polityki.

Wręcz przeciwnie — dostępne dane nie potwierdzają katastroficznej wersji.

Został natomiast pokonany przez konflikt interesów.

Z jednej strony:

ekolodzy + część naukowców + organizacje przyrodnicze + mieszkańcy miast

chcą większej ochrony.

Z drugiej:

leśnicy + ZUL + część przemysłu drzewnego + myśliwi + część środowisk rolniczych

bronią aktywnego gospodarowania zasobami.

A w środku znajduje się PSL, które ma bardzo silne polityczne związki z drugą grupą.

Dlatego sprawa Dorożały jest w rzeczywistości znacznie większa niż jedna dymisja.

To jest spór o odpowiedź na pytanie:

Czy polskie lasy mają być przede wszystkim przedsiębiorstwem zarządzającym zasobem drewna, czy przede wszystkim dobrem publicznym, którego funkcja gospodarcza ma być podporządkowana funkcjom przyrodniczym i społecznym?

I właśnie dlatego jego odejście może być punktem zwrotnym w polityce leśnej rządu Tuska.

Oprac. Adam Socha na podstawie informacji własnych, WP.pl i pomocy AI

Czytaj więcej: Pasławska chwali się "upolowaniem" min. Dorożały. Ostra reakcja Możdżonka

Komentarz (1)

Prof. Andrzej Nowak: 1 września 1939 roku - dwa kłamstwa

Szczegóły
Opublikowano: wtorek, 01 wrzesień 2026 14:28

1 września 1939 roku – o znaczeniu tej daty dla nas, dzisiaj, mówię na Kanale Zero:

 

Widocznie trafił ten temat w czuły punkt, bo w ciągu 48 godzin ten 48-minutowy wykład miał już ponad 150 tysięcy wyświetleń. A przecież przypominam tylko historyczną prawdę: Niemcy napadły na Polskę, rozpoczynając (od 17 września w otwartej współpracy z ZSRR) najbardziej koszmarną okupację naszego kraju w historii.

To proste przypomnienie zderza się jednak z dwoma wielkimi, uzupełniającymi się wzajemnie kłamstwami, które mają Polaków przerobić na post-Polaków.

Jedno wyraził w imieniu Platformy Obywatelskiej wiceprezydent Gdańska Piotr Grzelak na obchodach rocznicy II wojny w swoim mieście. Powiedział tak. Cytuję dosłownie:

„Na początku było słowo, złe słowo. Słowo jednego przeciwko drugiemu. I to złe słowo było Polaka przeciwko innemu narodowi, Niemca przeciwko innemu narodowi. Europa została tym złym słowem podzielona…”.

Czyli: pierwszym źródłem II wojny, całego koszmaru, który spadł nie tyle na Polskę, ile na ukochaną Europę – jest „złe słowo Polaka przeciw innemu narodowi”. Czyli - za wybuch II wojny odpowiada na pierwszym miejscu polski nacjonalizm, na drugim – ewentualnie – niemiecki.

To powiedział wiceprezydent miasta, które szczególnie szczyci się 20-letnim epizodem w swej historii, gdy nazywało się „Freie Stadt Danzig”. To było wtedy miasto, które szczyciło się największym poparciem dla Adolfa Hitlera i jego NSDAP. W ostatnich wolnych wyborach do Volkstagu w Wolnym Miescie NSDAP zdobyła rekordowe 59 procent głosów.

Samorząd Gdańska z dumą utrzymuje dziś w najbardziej prestiżowym punkcie miasta, na Długim Targu, Muzeum Freie Stadt Danzig, gdzie jednak nie można dowiedzieć się nic o prawdziwej, morderczej historii jego wielbiących Hitlera mieszkańców. To nie oni zostali napadnięci przez mieszkającą w Gdańsku mniejszość polską. Oni ją wymordowali. Z radością, z entuzjazmem dla Wodza. To nie „złe słowo Polaka” było u początku, tylko zbrodnia niemiecka na Polakach.

Z Gdańska i okolic rekrutowało się 38 tysięcy ochotników Westpressen Selbstschutz, którzy pod komendą Ludolfa von Alvenslebvena, osobistego adiutanta Himmlera, stali się główną siła zbrodni ludobójstwa – tzw. zbrodni pomorskiej. Od września 1939 do początku 1940 roku niemieccy ochotnicy wymordowali swoich sąsiadów– Polaków z Pomorza w liczbie około 40-50 tysięcy.

Zabijali, tak jak później Ukraińcy na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej: widłami, deskami z gwoździami, siekierami, wspomagani nowocześniejszym sprzętem, karabinem, granatem. Od Lasów Piaśnickich i Szpęgawskich po Toruń i Bydgoszcz znaleźć można ślady tego niemieckiego „złego słowa przeciw Polakowi”.

Ale jest też drugie kłamstwo, z który trzeba się zmierzyć. Głoszą je ci nadużywający historii do swych fantazji i wymądrzań publicyści, którzy twierdzą, że jesli Polacy są ofiarami, to tylko z własnej głupoty. No bo przecież – twierdzą – można się było bez problemu dogadać z „akwarelistą”, jak pieszczotliwie, za swoim mistrzem bzdury, Kowin-Mikkem, nazywają Hitlera. Ten miły „akwarelista”, twierdzą, nic nie miał do Polski. Można się było dogadać.

No, to proszę, posłuchajcie Państwo, jeśli można, cierpliwie do końca tej audycji, i zastanówcie się.

II wojnę rozpoczęli Niemcy w imię swojego imperializmu, w imię „wielkiego planu” Histlera, zbudowania „niemieckiej przestrzeni życiowej na wschodzie”. Ta przestrzeń to nie Węgry, ani Czechosłowacja (wyjąwszy Sudety), ani Finlandia. Ta przestrzeń, którą Niemcy – niemal wszyscy Niemcy – uważali, za własną, to były ziemie II RP: Pomorze, Wielkopolska, Górny Śląsk.

A dalej – tylko podbijając Polskę można było rozbudować tę przestrzeń do Uralu, jak chciał „akwarelista”. Więc w imię ideologii „rasy panów” podbili. Jak powiedział wódz ochotników z Wolnego Miasta Gdańska, Ludolf von Alvensleben: „jedynym honorem dla Polaka jest to, że jego ścierwo będzie nawozem dla niemieckiej ziemi”. I razem z milionami swoich rodaków starał się ten plan urzeczywistnić.

Niemieckie państwo nie tylko nie chce zapłacić reparacji za zbrodnie wykonane przez NIEMIECKĄ Rzeszę (bo tak się nazywało państwo Hitlera), ale faktycznie robi wszystko, żeby sponiewierać pamięć polskich ofiar. Dowodem na to jest ten żałosny kamień, zrzucony z ciężarówki na tyłach Bundestagu w Berlinie. W miejscu, gdzie nikt, poza manifestantami w obronie „wolnej Gazy”, nie zagląda. To ma być całe upamiętnienie? Nie możemy się na taką podłość godzić.

Andrzej Nowak

NIEMIECKIE LUKI W PAMIĘCI o 1 września 1939 roku i zbrodniach Niemców na Polakach

Na WP.pl ukazał się artykuł kierowników Instytutu Pileckiego w Berlinie, Mateusza Fałkowskiego, Hanny Radziejowskiej w 87. roczncię napaści Niemiec na Polskę. 

Niemieckie podejście do zadośćuczynienia i pamięci o polskich ofiarach niemieckich zbrodni z lat 1939-45 zawsze było polityką prokrastynacji – omijania, przekładania, mglistych obietnic oraz ładnej retoryki. Ale nawet tej ładnej retoryki, wobec obecnych sukcesów AfD, może być w przyszłości mniej. Tym bardziej potrzebujemy zmian w edukacji i praktyce upamiętnień.

Puste miejsce w niemieckiej pamięci

Wymiar zbrodni popełnionych w okupowanej Polsce nigdy nie został w pełni uświadomiony. Badanie wykonane w 2024 r. przez niemiecki IPSOS na zlecenie Instytutu Pileckiego pokazało, że zdaniem niemieckich respondentów ofiary Holokaustu pochodziły przede wszystkim z Niemiec, a represje były istotnie dotkliwsze w Niemczech niż w okupowanej Polsce.

Co więcej, niemieccy politycy, elity kierujące instytucjami polityki pamięci i niemieckie media de facto uznały, że zakotwiczenie niemieckiej edukacji obywatelskiej i dyskursu o niemieckiej winie wokół problematyki Holokaustu w zasadzie wystarczy. W zasadzie, bo w toku kolejnych debat uzupełniano ten dyskurs i edukację o wątki dotyczące kolonializmu, ofiar Romów i Sinti, ofiar homoseksualnych czy – upamiętnionych ostatnio nowym pomnikiem w sercu Berlina – Świadków Jehowy.

Na przepracowanie w przestrzeni publicznej i w edukacji winy za zbrodnie popełnione od 1 września 1939 r. wobec polskich ofiar, polskich miast i wsi brakowało miejsca, czasu i woli.

Polacy, jak przyznają sami uczestnicy niemieckiej debaty, stali się dla Niemców ofiarami drugiej kategorii – zauważył magazyn "Der Spiegel". Dieter Bingen, wieloletni szef Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt mówi, że niemieckie zbrodnie popełnione w okupowanej Polsce oraz polskie ofiary to "puste miejsce w niemieckiej pamięci".

Niemiecka polityka pamięci i zadośćuczynienia wobec Polski to niezmiennie polityka prokrastynacji – punktowo ładnej rocznicowej retoryki, kierowanej jednak głównie do Polaków (a nie do własnego społeczeństwa), oraz mglistych obietnic działania w dalszej przyszłości.

Prokrastynacja, czyli zagadać i odwlec

W 2024 r., w 85. rocznicę wybuchu wojny i 80. rocznicę Powstania Warszawskiego, a także po zmianie rządu w Polsce, wydawało się, że nadszedł moment, by po stronie niemieckiej pojawiły się nie tylko retoryczne zwroty i obietnice, ale konkrety. Niemcy chciały uniknąć rozmowy o reparacjach i odszkodowaniach – temacie położonym na stół przez poprzedni polski rząd. Nie podobał im się ani temat, ani forma rozmowy zaproponowana przez rząd RP. Ale jednocześnie Niemcy wiedziały, że jakąś rozmowę o zadośćuczynieniu muszą podjąć, bo presja społeczna z Polski była jednoznaczna.

Z nowym rządem nowa rozmowa była możliwa. Ale jaka? Don Draper w serialu "Mad Men" miał zwyczaj mówić: "jeśli nie podoba ci się, co mówi druga strona, zmień temat rozmowy". Niemcom nie podobała się rozmowa o odszkodowaniach, więc starali się zmienić ją na rozmowę o "geście humanitarnym".

Gdy Polska mówi coś, co się Niemcom nie podoba – nieważne, czy wcześniej politycy PiS, czy teraz mówią to politycy KO – Niemcy zagadują i zwlekają. Długo dotyczyło to upamiętnienia polskich ofiar w Berlinie (konkurs na pomnik w końcu, po latach, pod presją przyspieszył – trzeba to odnotować), dotyczy to również zadośćuczynienia. Niemcy lubią w takich wypadkach mówić, że ich kultura pamięci i kultura polityczna wymagają długiej dyskusji. Ale kluczowa nie jest tu kwestia kultury politycznej, lecz politycznej woli.

Świadoma prokrastynacja była i jest zasadą niemieckiej polityki w relacjach z Polską. Zasada ta brzmi: mów, że bardzo ci zależy i dużo o tym myślisz, ale konkrety odkładaj do dokładnego przemyślenia na później. Tak robili kolejni kanclerze: Kohl, Schröder, Merkel i Scholz.

Rząd niemiecki zaproponował wtedy jako całościowe rozwiązanie 200 mln euro, co polski rząd odrzucił jako kwotę zdecydowanie zbyt małą. Przedstawiciele Niemiec, m.in. ambasador czy pełnomocnik ds. relacji z Polską przy wielu okazjach sygnalizowali, że Niemcy zdają sobie sprawę z wagi zadośćuczynienia dla jeszcze żyjących ostatnich polskich ofiar, i że "prace nad tym trwają".

Odszkodowania dla ofiar napaści Niemiec. Rząd jeszcze nie ma kwoty i "wywiera presję"

Ale i to stało się ofiarą niemieckiej prokrastynacji. Dawny, wielokrotnie krytycznie omawiany "kicz pojednania" z lat 90. i 2000. powrócił w nowej odsłonie – jako kicz gestu humanitarnego.

Pamięć o wojnie jako walka z nacjonalizmami

Nakłada się na to język i praktyka elit w obszarze pamięci i edukacji historycznej. W 85. rocznicę wybuchu wojny Dom Niemiecko-Polski – instytucja określana przez ówczesną minister kultury Claudię Roth jako "najważniejszy projekt w niemieckiej polityce pamięci wobec Polski" – organizował 1 września 2024 r. uroczystości w miejscu dawnej Opery Krolla (gdzie w międzyczasie stanął tymczasowy pomnik).

Organizatorzy zaprosili polski zespół folkowo-punkowy "Hańba". Muzycznie i aranżacyjnie bardzo dobry, tekstowo też mocny. "Hańba" sięga po poetów dwudziestolecia międzywojennego – Juliana Tuwima, Władysława Broniewskiego, Tadeusza Hollendra czy Lucjana Szenwalda – i po ich ostrą krytykę przejawów polskiego antysemityzmu, polityki sanacji czy ONR.

Na koncercie w Polsce ten lewicowy radykalizm naszych poetów i muzyków jest częścią naszej kultury.

Ale gdy państwowa niemiecka instytucja organizuje 1 września w Berlinie obchody rocznicy napaści na Polskę – w teorii ku czci polskich ofiar niemieckiej agresji – i puentuje je opowieścią o zagrożeniu… polskim nacjonalizmem, coś jednak jest nie na miejscu.

Zaś rozdawany na tej uroczystości, z udziałem ministrów rządu RFN, śpiewnik z przetłumaczonymi na niemiecki – jako memento – krytycznymi tekstami polskich poetów o polskich nacjonalistach sprzed stu lat niewątpliwie mówi coś ważnego o niemieckiej polityce pamięci.

AfD: znormalizować niemiecką tożsamość

Język o zagrożeniu nacjonalizmem - kluczowy dla niemieckiej, ale świadomie uniwersalizującej opowieści o II wojnie światowej ("nigdy więcej wojny – nigdy więcej nacjonalizmu") - napotyka w ostatnich latach na inną tendencję z prawej strony politycznego spektrum. Rozwijająca historyczny rewizjonizm Alternative für Deutschland (AfD) ma już w ogólnoniemieckich sondażach 28 proc. poparcia i osiem punktów procentowych przewagi nad rządzącą CDU.

Rocznica agresji hitlerowskich Niemiec na Polskę w ostatnich latach zbiega się z wyborami landowymi w Niemczech. Gdy dwa lata temu pod Urzędem Kanclerskim w Berlinie "Hańba" śpiewała o polskich nacjonalistach, tego samego dnia odbywały się wybory w Turyngii i Saksonii, wygrane wówczas przez AfD. W tym roku już 6 września czekają nas wybory do parlamentu kraju związkowego Saksonia-Anhalt. Sondaże zapowiadają zdecydowaną wygraną AfD z poparciem 41–43 proc. Oznacza to najprawdopodobniej samodzielne rządy tej partii w Magdeburgu.

AfD deklaruje otwarcie, że jej celem jest wyprowadzenie społeczeństwa niemieckiego z poczucia winy. Rozliczenie z przeszłością przedstawia jako coś Niemcom narzuconego, od czego muszą zostać uwolnieni. A jako metodę tego wyzwolenia politycy AfD proponują już nie empatię wobec ofiar i przyznanie się do winy (jak Weizsäcker w 1985 r.), ale "normalizację" niemieckiej tożsamości.

AfD: odrzucić kompleks winy, zbliżyć się do Rosji

Program wyborczy AfD w Saksonii-Anhalt (dostępny pod adresem: afd-regierungsprogramm.de) jest programem wojny kulturowej. AfD uważa, że "utrwalanie kompleksu winy" doprowadziło do "zaburzenia tożsamości" i popycha Niemcy ku narodowej dekadencji. W związku z tym potrzebna jest nowa, patriotyczna polityka kulturalna, która przywróci Niemcom poczucie własnej wartości. Zaś Saksonia-Anhalt, gdzie AfD ma szansę sformować samodzielny rząd, ma się stać laboratorium takiej wzorcowej polityki kulturalnej – do późniejszego wprowadzenia w całych Niemczech.

Marsz AfD po władzę. W tle kontrowersyjne słowa liderki

Co ma zawierać taka polityka, opisana szczegółowo w obszernym programie wyborczym? Jest tam m.in. ograniczenie badań proweniencyjnych, czyli badań nad pochodzeniem dzieł sztuki znajdujących się w niemieckim posiadaniu. AfD ocenia, że "badania te są prowadzone całkowicie bez uzasadnienia, nawet jeśli ani poprzedni właściciel, ani spadkobierca nie domagają się restytucji". Oznacza to de facto zablokowanie procesu, który umożliwia zwrot zagrabionych dzieł sztuki. Politycy AfD postulują w mediach społecznościowych zwrot o 180 stopni w polityce pamięci. Ich zdaniem Niemcy nie mogą być dłużej "narodem sprawców", bo "każdy naród ma jakieś ciemne karty".

Florian Russ przemawia na kongresie młodzieżówki AfD © East News | JENS SCHLUTER

Program AfD w Saksonii-Anhalt wprost postuluje też wsparcie dla nauki języka rosyjskiego: "Obecna polityka wroga wobec Rosji, prowadzona przez tradycyjne partie, nie leży w interesie Niemiec. Dzieli ona Europę w interesie obcych sił. Aby dać wyraźny sygnał sprzeciwu i położyć podwaliny pod lepszą przyszłość, dołożymy wszelkich starań, aby utrzymać nauczanie języka rosyjskiego w Saksonii-Anhalt, a jeśli to możliwe – nawet je rozszerzyć".

AfD zamierza również przywrócić i wspierać wymianę uczniowską z Rosją: "osobisty kontakt z Rosjanami jest najlepszym lekarstwem na prowadzoną obecnie nagonkę i podsycanie konfliktów".

Jakie to wszystko ma znaczenie dla pamięci o 1 września, o polskich ofiarach niemieckiej okupacji i o zbrodniach popełnionych w Polsce przez totalitarne siły okupacyjne? Niestety duże. Polityka pamięci – miejsca pamięci, instytucje edukacji obywatelskiej – oraz programy szkolne w federalnych Niemczech są finansowane, projektowane i prowadzone w dużej mierze na poziomie landów. Saksonia-Anhalt może więc istotnie stać się laboratorium także w obszarze, który interesuje nas najbardziej.

Ograniczanie badań proweniencyjnych, wpływanie na edukację, walka z "zaburzeniem tożsamości" narodu sprawców i rozwijanie kontaktów w polityce kulturalnej i edukacyjnej przede wszystkim ze stroną rosyjską – to wszystko może prowadzić do negatywnego zwrotu w i tak już złej, niekorzystnej z polskiej perspektywy, sytuacji w niemieckiej kulturze pamięci.

Fala rewizjonizmu

Zmianom tym sprzyjają tendencje zauważalne w mediach społecznościowych. Kiedy niemieckojęzyczna redakcja Polskiego Radia zamieściła ostatnio wywiad z Philippem Martim, autorem książki o Heinzu Reinefarthcie – kacie warszawskiej Woli – na niemieckojęzycznym profilu Polskiego Radia wylała się fala komentarzy o charakterze rewizjonistycznym czy wręcz negacjonistycznym. Komentujący podważali niemieckie zbrodnie popełnione w Warszawie na powstańcach i ludności cywilnej oraz bronili Reinefartha.

Mamy tu do czynienia z ujawnieniem się poglądów, które istniały wcześniej, ale teraz znalazły moment i miejsce, by być głoszone z otwartą przyłbicą. Rosnące znaczenie i poparcie wyborcze AfD sprzyjają takiemu wyjściu z ukrycia. Dowodzi to powierzchowności niemieckiej kultury pamięci i słabości jej systemu instytucjonalnego.

Niemiecka niewiedza o realiach okupacji w Polsce wynika bowiem częściowo z konkretnej polityki pamięci. W dawnej fabryce Adlerwerke we Frankfurcie nad Menem, gdzie po Powstaniu Warszawskim trafiło do utworzonego tam obozu KZ Katzbach ponad 1500 Warszawiaków, a ponad 500 osób zginęło, urządzono niewielką wystawę o pracy przymusowej. Nie zmieściło się w niej jednak ani Powstanie, ani narodowość większości ofiar, ani charakter samego obozu, który był czymś więcej niż tylko "pracą przymusową stosowaną przez przedsiębiorstwo wobec wielu narodowości".

Ta niewiedza staje się dziś kontekstem wzmagającej się wojny kulturowej, której ogniska możemy obserwować choćby w programie wyborczym AfD w Saksonii-Anhalt przed wyborami 6 września czy w koncercie zorganizowanym przez zupełnie inny niemiecki obóz ideowy i polityczny 1 września 2024 r.

Niewiedza jako forma przemocy

I to musi nam dawać do myślenia.

Poza wszystkim bowiem niemiecka niewiedza o realiach okupacji w Polsce jest formą przemocy wobec ofiar – kontynuacją przemocy w innej formie, 87 lat po wrześniu 1939 r.

Jest przy tym pewnym paradoksem, że stosunek do Polski i polskiej historii w Niemczech oraz kultywowana przez dekady prokrastynacja i odkładanie sprawiedliwości zbudowały znakomity grunt pod AfD. Źródeł tej sytuacji należałoby zapewne szukać w niemieckiej kulturze strategicznej, której pewne elementy w odniesieniu do wschodu Europy i do samej Polski pozostawały niezmienne.

AfD wyobraża sobie Niemcy z czasów ich zamożności i siły, z czasów koncertu mocarstw – a więc widzi ich źródła we współpracy niemiecko-rosyjskiej czy w potędze Prus i zjednoczonych Niemiec w XIX w., gdy Polska była traktowana jako przedmiot, a nie podmiot.

Aby temu przeciwdziałać, polskie instytucje powinny teraz wzmacniać starania na rzecz wprowadzania polskiej historii do niemieckiego systemu edukacji oraz obecności i słyszalności głosu polskich ofiar w niemieckich miejscach pamięci – dawnych obozach koncentracyjnych; działać na rzecz rozwoju badań proweniencji dzieł sztuki, by uprawdopodobnić restytucję zagrabionych dzieł kultury. Także na rzecz dokumentowania losu polskich robotników przymusowych, polskich więźniów i działaczy polskiego ruchu oporu.

Trzeba pamiętać, że swoją obecność w Niemczech wzmacniają 87 lat po wybuchu wojny również inne państwa. Izrael zdecydował w tym roku o otwarciu pierwszego zagranicznego centrum edukacyjnego Yad Vashem – w Monachium, z filią w Lipsku adresowaną do regionu i krajów sąsiednich, w tym Polski – by prowadzić tam pracę edukacyjną "skierowaną do Niemców i państw ościennych".

Polska, mając Instytut Pileckiego w Berlinie, tę pracę już prowadzi i rozwija programy dla szkół i nauczycieli. Taka praca może być korzystna dla samych Niemców – otwierając społeczeństwo na historię, demokratyzując dostęp do historii, dając podstawy do partnerskiego dialogu historycznego i kończąc z prokrastynacją.

Autorzy kierują Instytutem Pileckiego w Berlinie

 

MŁODZI NIEMCY NIC NIE WIEDZĄ O ZBRODNIACH NA POLAKACH, STARZY MAJĄ TO GDZIEŚ

Młodzi Niemcy nie wiedzą zbyt dużo o tym, co się wydarzyło 1 września 1939 r. - powiedziała dr Agnieszka Pufelska, historyczka Nordost-Institut. Jej zdaniem bez nowego języka pamięci temat będzie tracił znaczenie.

Najważniejsze informacje

W Niemczech szkolna nauka o II wojnie skupia się głównie na Holocauście, planie Barbarossa i froncie zachodnim.Wspólny polsko-niemiecki podręcznik historii istnieje, ale nauczyciele sięgają po niego rzadko. Agnieszka Pufelska ocenia, że bez szerszej narracji pamięć o wojnie będzie słabnąć w Polsce i w Niemczech.

Historyczka zwróciła uwagę, że niemiecka opowieść o przeszłości ma dziś inny punkt ciężkości niż w Polsce. Jej zdaniem wpływa na to także demografia: ok. 30 proc. mieszkańców Niemiec ma rodzinne korzenie poza tym krajem, więc szkolna narracja ma włączać także potomków migrantów, a nie skupiać się wyłącznie na relacjach polsko-niemieckich.

Dr Pufelska podkreśliła, że historia pozostaje w niemieckich szkołach obecna, ale zwykle omawia się przede wszystkim najważniejsze wydarzenia związane z II wojną światową.

Program koncentruje się głównie na Holocauście i ogólnie na planie Barbarossa czy wojnie w Europie Zachodniej. Powstał owszem wspólny polsko-niemiecki podręcznik historii, ale nie jest obowiązkowy. To nauczyciele decydują, czy po niego sięgnąć czy też nie. Ponieważ sięgają po niego tylko nieliczni, nie jest on wykorzystywany powszechnie - powiedziała.

Jak młodzi Niemcy patrzą na historię?

Zdaniem badaczki młodsze pokolenie w Niemczech nie szuka już przede wszystkim narodowej perspektywy. Studenci, z którymi rozmawia, wolą patrzeć na przeszłość szerzej i globalnie.

Chłoną nowe pojęcia, szukają nowego spojrzenia na przeszłość. Szanse na przekonanie ich do tej wąskiej, narodowej perspektywy historycznej, która dominuje w Polsce, są nikłe. Z kolei starsze pokolenie, bardziej zakorzenione w przeszłości, jest już zmęczone żądaniami reparacji wojennych, irytuje ich propagowanie przez polską prawicę negatywnego obrazu Niemców - powiedziała ekspertka.

Historyczka oceniła też, że polska pamięć o II wojnie pozostaje zbyt zamknięta na inne doświadczenia. Zwróciła uwagę na słabą obecność Zagłady w polskiej narracji o wojnie, choć ofiarami byli także obywatele II Rzeczypospolitej.

Nie ma przyszłości bez przeszłości. Spróbujmy połączyć przyszłość z przeszłością w teraźniejszości i szukać nowych dróg porozumienia. Przestańmy myśleć tylko kategoriami narodowymi - mówiła w rozmowie z PAP dr Agnieszka Pufelska.

Pamięć o II wojnie w Polsce i w Niemczech

Według historyczki w Niemczech od lat rośnie też tendencja do patrzenia na własną historię przez pryzmat różnych grup ofiar. W debacie pojawiają się wypędzenia, przesiedlenia, niemieccy więźniowie polityczni czy osoby prześladowane z powodu orientacji seksualnej. To sprawia, że prosty podział na kata i ofiarę staje się tam coraz mniej jednoznaczny.

Niemcy chcą postrzegać siebie także jako ofiary II wojny światowej. Stąd ta dyskusja o wypędzeniach czy też przesiedleniach. Sporo mówi się o niemieckich więźniach politycznych, o ludziach zamykanych w obozach z powodu orientacji seksualnej. Słowem mit ofiar i kata w Niemczech jest bardziej zróżnicowany - podkreśliła.

Dr Pufelska przypomniała, że w Berlinie otwarto tymczasowe Miejsce Pamięci dla Polski 1939-1945, a w planach pozostaje także Dom Polsko-Niemiecki. Jej zdaniem to ważne sygnały, ale nie wystarczą, jeśli niemieckie muzea i instytucje nie włączą polskiego spojrzenia do własnej opowieści o okupacji. Dodała też, że młodzi Polacy również wiedzą dziś coraz mniej o II wojnie światowej.

Czytaj więcej: Prof. Andrzej Nowak: 1 września 1939 roku - dwa kłamstwa

Komentarz (0)

Więcej artykułów…

  1. Prezydent RP: Apeluję do narodu niemieckiego - załatwmy sprawę reparacji!
  2. Prezydent RP: Pytanie, ile dziś jest „Solidarności” w niepodległej Polsce

Strona 1 z 544

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/furia-czyli-prymus-pryncypala,216135
https://opinie.olsztyn.pl/olsztyn/furia-czyli-prymus-pryncypala/
Pasławska chwali się "upolowan...
23 godzin(y) temu
Proponuję dla aktywnego seniora ostatnią kondygnację. Jak wejdzie oznacza to, że jest on aktywny. Jak nie wejdzie - nie jest aktywny. Taką mam koncep...
Koncepcja radnego Andrasza „No...
1 dzień temu
https://tko.pl/388125,2026,09,11,plakatowal-olsztyn-bez-zgody-straznicy-przylapali-go-na-dajtkach
Policja ponownie usunęła baner...
1 dzień temu
Niech przemówią "Cisi i gęgacze, czyli bal u Prezydenta" Szpota:"Gdy naród tonie w błogim śnie, my zakuwany go w kajdany; ubecja nigdy nie śpi, nie! -...
Policja ponownie usunęła baner...
1 dzień temu
https://tvn24.pl/olsztyn/olsztyn-mial-zarzuty-o-gwalt-zostal-uniewinniony-czeslaw-jerzy-malkowski-oglosil-swoj-start-w-wyborach-st7788048
Świat według prezydenta Olszty...
około 4 dni temu
Pieniądze wydają a mieszkańcy w ramach oszczędności w nocy mają ciemności , nawet w średniowieczu palili latarnie gazowe.
Najwięcej na partyjny Campus T...
około 4 dni temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Policja ponownie usunęła baner sprzed "szubienic" z mową nienawiści wiceprezydent Olsztyna
  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • Europejskie organy antykorupcyjne badają wątki dotacji i majątku na Warmii i Mazurach
  • List pułkownika SB Wiesława Poczmańskiego. WARTO TO PRZECZYTAĆ
  • Przyczyna katastrofy w hotelu „Manor: przypadek czy głupota?
  • Biskupiec – miasto zDOMINowane przez układ partyjno-biznesowy
  • Taczka dla wiceprezydent Olsztyna
  • Green Festiwal, czyli jak i ile spółka "Wyborcza" zarabia na Olsztynie
  • Świat według prezydenta Olsztyna Roberta Szewczyka
  • Burmistrz Olsztynka żąda usunięcia niebezpiecznych odpadów ze spalarni
  • Marszałek Kuchciński ponownie wyłożył 300 tys. zł na Campus Polska Przyszłości
  • Na otwarcie Campusu nie wpuszczono baneru z wpisem wiceprezydent Olsztyna

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

    • Policja ponownie usunęła baner sprzed "szubienic" z mową nienawiści wiceprezydent Olsztyna

      Adam Jerzy Socha 2026-09-08 07:31:49

      We wtorek 8 września informowałem, iż Wojciech Kozioł, olsztyński przedsiębiorca i członek...

    • Koncepcja radnego Andrasza „Nowej Zatorzanki” w Olsztynie

      Paweł Wolski 2026-09-07 12:39:56

      Podczas tegorocznej jesieni mają się rozstrzygnąć dalsze losy Miejskiej Hali Targowej...

    • Świat według prezydenta Olsztyna Roberta Szewczyka

      Bogdan Bachmura 2026-08-30 15:29:15

      „To jest tylko i wyłącznie polityka, czysta polityka. Widać, że zbliżają się wybory. To po prostu...

Wiadomości region

  • Region

    • Europejskie organy antykorupcyjne badają wątki dotacji i majątku na Warmii i Mazurach

      Adam Jerzy Socha 2026-09-05 19:00:56

      Niektórymi wątkami spraw, wielokrotnie opisywanych na portalu „Deb@ty”, dotyczących gospodarowania...

    • Biskupiec – miasto zDOMINowane przez układ partyjno-biznesowy

      Adam Jerzy Socha 2026-09-02 10:42:39

      Mieszkaniec Biskupca Mariusz Wierzbowski szósty rok walczy o przywrócenie prawa w swoim mieście....

    • Stanowski: „Facet (Kuchciński), k...a, oddaj ze swoich 84 tys. zł!

      2026-08-31 16:30:29

      „Facet, oddaj k...a, ze swoich pieniędzy 84 tysiące złotych” – wezwał Krzysztof Stanowski w...

Wiadomości Polska

  • Polska

    • Ile jest prawdy w oskarżeniach Serafina: „Macie brudne łapy, PSL-owskie świnie”?

      Adam Jerzy Socha 2026-09-11 15:43:04

      Do oskarżeń Władysława Serafina w „Kanale Zero” pod adresem polityków PSL, że „kradną setki...

    • Stowarzyszenie Patria Nostra: ofiarom niemieckich zbrodni nie można odbierać prawa do sądu

      2026-09-07 18:02:33

      Stowarzyszenie Patria Nostra skierowało do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej petycję w sprawie...

    • Pasławska chwali się "upolowaniem" min. Dorożały. Ostra reakcja Możdżonka

      Adam Jerzy Socha 2026-09-05 18:29:09

      Wiceprezes PSL, poseł PSLz Warmii i Mazur, przewodnicząca komisji Urszula Pasławska na swoimX.com...

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.