logodebata

Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000337806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

niedziela, październik 11, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Polska

Polska

"Krytyka Polityczna" ostrzega: Rok Matki Bożej Gietrzwałdzkiej = władza dla Brauna

Szczegóły
Opublikowano: wtorek, 06 październik 2026 13:29
Adam Jerzy Socha

W organie polskich leninistów-marksistów „Krytyce Politycznej”, finansowanej przez niemieckie fundacje i polskie ministerstwo kultury, ukazał się tekst pt. „Polska jak w 1938: blady strach, głupia polityka i modły do najświętszej panienki”, szydzący z uchwalenia przez Sejm roku 2027 Rokiem Objawień Gietrzwałdzkich, wg autora „fikcyjnej, bajkowej postaci”.

Ponadto autor i redaktor prowadzący KP Łukasz Łachecki twierdzi, że tą uchwałą posłowie koalicji, głównie z PSL, chcieli politycznie „podlizać się” katolikom, żeby ugrać kilka procent głosów w wyborach 2027 roku, co zdaniem publicysty „Krytyki” jest złudne, gdyż zyskają nie oni a Grzegorz Braun, bowiem tą uchwałą „rząd Donalda Tuska wystawił właśnie braunistom gietrzwałdzką piłkę do pustej bramki”.

Autor stawia też w swoim tekście znak równości pomiędzy rokiem 2026 a 1938: „od 1938 roku nie zmieniło się przekonanie, że najlepszą obronę granic zapewnią ci sami idole ciemnogrodu (w tym Matka Boża Gietrzwałdzka – przypis A.Socha) co w II Rzeczypospolitej, gdzie co piąty obywatel był analfabetą”.

Retoryka Łacheckiego rodem z antyreligijnej propagandy stalinowskiej

To co mnie uderzyło w retoryce Łacheckiego to podobieństwo do obskuranckiej, prymitywnej retoryki antyreligijnej i antykościelnej stalinowskiej propagandy w latach 50. XX wieku w PRL oraz do pierwowzoru tej propagandy w prasie moskiewskiej w latach 1928-30. Literacką rekonstrukcję takiej kampanii stworzył Michał Bułhakow w swoim arcydziele „Mistrz i Małgorzata" opierając ją na autentycznym języku sowieckiej krytyki i prasy antyreligijnej, opisując atak tej prasy na rękopis Mistrza o Jezusie i Piłacie.

W tabeli zestawienie zwrotów retorycznych prasy sowieckiej i z artykułu Łacheckiego:

Tabelka Bułhakow KP

Mamy więc do czynienia niemal z identycznym model konstrukcji propagandowej:

religia → wróg klasowy → maskarada → próba infiltracji społeczeństwa.

Nie chodzi więc tylko o to, że sowiecka prasa „nie lubiła religii”. Ona przedstawiała religię jako kamuflaż działalności wroga politycznego.

W tekście Łacheckiego niemal identyczny zestaw określeń służących ośmieszeniu religijnego światopoglądu, a nie tylko krytyce konkretnej decyzji politycznej.

Przykłady:

„fikcyjna, bajkowa postać”

„psychodeliczne wizje”

„dokument z mroków średniowiecza”

„mistyczne odklejenie”

„idole ciemnogrodu”

„gietrzwałdzkie halucynacje z niedożywienia”

„odpustowa uległość”

„świętokradcze dowcipasy”

„toksyczna papka katolicko-narodowo-wyzwoleńcza”

„modły do świętych figur”.

To nie jest język neutralnego opisu religii. Jest to język demaskatorsko-ośmieszający. Doskonale odpowiada ateistycznej metodzie sowieckiej propagandy, która starała się nie tylko zwalczać Kościół jako instytucję, lecz również podważać samą historyczność i wiarygodność opowieści religijnych.

Podobnie jak np. w tekście M. Szеina, który ukazał się w „Wieczornej Moskwie” z 29 kwietnia 1929 r., podczas wielkiej sowieckiej kampanii antyreligijnej, zatytułowanym: „Маскарад. Классовый враг под флагом религии” (Maskarada. Wróg klasowy pod flagą religii), religijna treść zostaje najpierw zdeprecjonowana jako irracjonalna, a następnie przedstawiona jako potencjalnie niebezpieczna politycznie.

Komuniści stosowali trzy szczególnie charakterystyczne zabiegi

Po pierwsze – delegitymizacja religijnego przeciwnika poprzez etykietę.

Kler przedstawiano jako „reakcyjny”, „antyludowy”, „watykański”, „proimperialistyczny”, „antypolski”. IPN opisuje tę strategię wprost: duchownych przedstawiano wyłącznie w negatywnym świetle, jako agentów imperializmu, współpracowników nazizmu czy ludzi kierujących się zyskiem.

Po drugie – przeciwstawienie religii nowoczesności.

W propagandzie pojawiało się przeciwstawienie:

postęp – zacofanie
nauka – zabobon
nowoczesność – średniowiecze
lud – reakcyjny kler.

W 1949 r. „Trybuna Ludu” publikowała nawet tekst pod znamiennym tytułem „Nie damy się cofnąć w mroki średniowiecza”. W tej samej kampanii pojawiały się hasła o „watykańskiej próbie rozbicia społeczeństwa”.

Po trzecie – przedstawienie religii jako narzędzia politycznego.

To szczególnie przypomina konstrukcję Łacheckiego. W jego tekście sama wiara nie jest głównym przeciwnikiem. Przeciwnikiem jest religia wykorzystywana przez prawicę jako instrument polityczny.

To bardzo podobna konstrukcja retoryczna do tej, którą stosowali komuniści: nie „wierzący człowiek” był przedstawiany jako problem, lecz „reakcyjny kler”, „agentura watykańska”, „polityczne zaplecze Kościoła”.

Materiały IPN pokazują, że była to świadoma strategia: władza chciała skompromitować Kościół w oczach społeczeństwa, wykorzystując propagandę obok represji.

Szczególnie charakterystyczne jest zdanie:

„dokument z mroków średniowiecza” oraz określenie wierzeń jako „psychodelicznych wizji”.

To przypomina schemat propagandy ateistycznej: religijność zostaje zakodowana jako pozostałość wcześniejszego, gorszego etapu rozwoju społecznego.

W PRL ten schemat był oczywiście znacznie bardziej systematyczny. Państwo prowadziło antyreligijną akcję wychowawczą, usuwało symbole religijne ze szkół i ograniczało nauczanie religii.

Łachecki robi coś znacznie łagodniejszego i publicystycznego, ale korzysta z podobnego mechanizmu kulturowego ośmieszenia.

Polityczne opakowanie tekstu Łacheckiego

Łachecki nie stawia pytania: „Czy państwo świeckie powinno ustanawiać rok poświęcony wydarzeniu o charakterze religijnym?” To byłaby całkowicie uprawniona debata konstytucyjna i polityczna. Ale równie uprawniona jest druga odpowiedź:

Czy wydarzenie religijne może być jednocześnie elementem historii kultury, języka i tożsamości narodowej?

W przypadku Gietrzwałdu trudno tę możliwość po prostu wykluczyć, ponieważ właśnie taki historyczno-patriotyczny wymiar wydarzenia jest przedstawiany w oficjalnym uzasadnieniu uchwały.

Najbardziej problematyczny fragment tekstu KP

Moim zdaniem nie jest nim nawet „bozia”, „ciemnogród” czy „halucynacje”. Najbardziej charakterystyczne jest zdanie: „fikcyjna, bajkowa postać”, odnoszące się do Matki Bożej.

Dlaczego? Bo autor przechodzi tutaj od krytyki decyzji politycznej do rozstrzygnięcia kwestii światopoglądowej.

Można napisać: „Sejm nie powinien ustanawiać roku poświęconego wydarzeniu religijnemu”. To jest argument polityczny.

Można napisać: „Uchwała jest próbą pozyskania katolickiego elektoratu”. To jest hipoteza dotycząca motywacji politycznej, którą można próbować udowadniać.

Natomiast: „fikcyjna, bajkowa postać” nie jest argumentem politycznym. Jest deklaracją światopoglądową autora. A dla osoby wierzącej jest to po prostu obraźliwe określenie centralnej postaci jej wiary.

Co właściwie mówi uchwała Sejmu?

Uchwała nie mówi: „Sejm uznaje objawienia za prawdę religijną i zobowiązuje państwo do wiary w Maryję”.

Jej uzasadnienie przedstawia Gietrzwałd przede wszystkim jako wydarzenie historyczne związane z polskością Warmii w okresie germanizacji. Uchwała podkreśla, że objawienia miały miejsce w czasie, gdy Polska nie istniała jako państwo, a język polski był wypierany ze szkół i urzędów.

I dokładnie tak argumentowała poseł-sprawozdawca grupy inicjatywnej Urszula Pasławska z PSL, podkreślała, że jest protestantką i że Gietrzwałd ma dla niej wymiar „duchowy, patriotyczny i wspólnotowy”. Natomiast wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział w Sejmie, że Gietrzwałd ma znaczenie nie tylko religijne, ale również patriotyczne, ponieważ po objawieniach miał się tam rozwijać ruch na rzecz polskiej świadomości, kultury i języka.

\W uchwale sejmowej zaznaczono, że jest to akt oddania hołdu "pokoleniom Polaków, którzy dzięki gietrzwałdzkiemu orędziu zachowali wiarę w wolną ojczyznę".

Zwrócono uwagę, że "ruch gietrzwałdzki" był jednym z "fundamentów odzyskania niepodległości w 1918 r.".

"Przebudzenie świadomości narodowej, do którego doszło w 1877 roku, zjednoczyło Polaków ponad granicami kordonów zaborczych. Wspólne pielgrzymki mieszkańców Wielkopolski, Mazowsza, Małopolski i Śląska do Gietrzwałdu stworzyły wspólnotę, która 41 lat później była gotowa do walki o wolną Rzeczpospolitą" - czytamy w uchwale”

To ważna wiadomość nie tylko dla osób wierzących. Jubileusz przypomina bowiem o wydarzeniu, które miało jednocześnie wymiar religijny, historyczny, społeczny i narodowy.

Aby zrozumieć, dlaczego właśnie język objawień miał tak ogromne znaczenie, trzeba pamiętać o ówczesnej sytuacji politycznej. Polski nie było wówczas na mapie Europy, a Warmia znajdowała się w granicach państwa pruskiego. Był to czas Kulturkampfu i nasilonej presji germanizacyjnej.

To jest zupełnie inna argumentacja niż:

„Państwo ustanawia rok, ponieważ Maryja rzeczywiście się objawiła”.

W uchwale sejmowej zaznaczono, że jest to akt oddania hołdu "pokoleniom Polaków, którzy dzięki gietrzwałdzkiemu orędziu zachowali wiarę w wolną ojczyznę".

Czy uchwała Sejmu, to „polityczna autostrada dla braunistów”?

Przypomnę, że aż 377 posłów zagłosowało 18 września za ustanowieniem 2027 Rokiem Objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Przeciw było zaledwie 25, a wstrzymało się 12 (z Warmii i Mazur uchwałę poparli posłowie wszystkich partii). Nie była to więc uchwała wyłącznie prawicy. Wśród głosujących „za” było 130 posłów KO, 31 PSL-Trzeciej Drogi, 136 PiS, 38 posłów Rozwoju Plus, 15 Konfederacji, 9 Polski 2050 itd. Lewica: 4 za, 12 przeciw, 2 wstrzymało się.

Ten wynik głosowania Łachecki podsumowuje tak: „Jeśli myślicie, że nie da się upaść niżej – nie mam dobrych wiadomości”.

Łachecki komentuje wynik głosowania tak:

„Bardzo chciałbym poznać prawdziwe polityczne kalkulacje stojące za tym, że 377 reprezentantów „nieprawicy” otworzyło autostradę dla Konfederacji Gietrzwałdzkiej do przyszłorocznego wprowadzenia swoich psychodelicznych wizji na sejmowe i instytucjonalne salony. Dlaczego minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz oraz premier Tusk uznali, że to znakomity pomysł, żeby biblioteki, ministerstwa, samorządy, granty i IPN-y w roku wyborów parlamentarnych potraktowały priorytetowo fikcyjną, bajkową postać, która od dekady jest ściśle związana z politycznymi stronnictwami prawicowej ekstremy, których dojściu do władzy starają się (według deklaracji) zapobiec? (...)

Nie sposób traktować tej decyzji inaczej niż jako dowodu krótkowzroczności władzy coraz rozpaczliwiej próbującej podlizać się prawicowemu elektoratowi.

Naiwna to strategia, gdyż od wielu lat Matka Boska Gietrzwałdzka jest maskotką Konfederacji, i trzeba być naiwnym jak Kosiniak-Kamysz, by wierzyć, że na tym boisku uda mu się cokolwiek ugrać w konkurencji z Braunem, Fritzem, Bosakiem, Mentzenem czy Godek”.

Podobnie oskarżano prawicę, po przegranych wyborach w 2015 roku, że „zawłaszczyła patriotyzm”.

Nie zawłaszczała, tylko autentycznie ta część społeczeństwa, która swoją tożsamość opiera na dumie z historii Polski i na wierze, zawsze czciła narodowych bohaterów i pamiętała o znaczących datach, konstytutywnych dla istnienia Polski. To młodzież oddolnie, spontanicznie zaczęła kultywować pamięć o „Żołnierzach Niezłomnych”, dopiero później „załapali się” na to politycy prawicy. To młodzież zorganizowała Marsz Niepodległości 11 Listopada.

Natomiast strona lewicowo-liberalna aplikowała społeczeństwu „pedagogikę wstydu”, wszelkie przejawy patriotyzmu, były traktowane jako przejaw rodzącego się faszyzmu. Ba, samo słowo „naród” było wyklęte.

Marszowi Niepodległości przeciwstawiono „Marsz z czekoladowym orłem” pod patronatem prezydenta Bronisława Geremka.

Podobnie ma się sprawa z Gietrzwałdem. Kto bronił w czasach rządów PO i PSL w latach 2007-2015 „zawłaszczać” Gietrzwałd, sfinansować film o objawieniach maryjnych w Gietrzwałdzie (Braun film "Gietrzwałd. Wojna światów 1877" zrobił za pieniądze ze zbiórki publicznej), które przyczyniło się obudzenia i podtrzymanie ducha polskości w trzech zaborach? Kto bronił, by ze względów na znaczenie Gietrzwałdu dla historii Polski otoczyć tę wieś szczególną ochroną państwa i przeznaczyć na jej rozwój środki, tak, żeby ten rozwój nie stanął w kolizji z jej charakterem religijnym i walorami przyrodniczymi?

Nie byłyby wówczas potrzebne pikiety pod marketami Lidla w całym kraju, organizowane przez Ogólnopolski Komitet Obrony Gietrzwałdu będący emanacją Konfederacji Gietrzwałdzkiej, przeciwko planom budowy, 900 metrów od sanktuarium, gigantycznego centrum logistycznego koncerny Lidl Polska.

Jeszcze macie szansę. Posłowie opozycji z Warmii i Mazur już kilkakrotnie apelowali z mównicy sejmowej do rządu o nadanie Gietrzwałdowi specjalnego statusu i w związku z przypadającą w roku 2027 - 150. rocznicę objawień maryjnych, o przeznaczenie środków na budowę infrastruktury w postaci parkingów, mostów i dróg dojazdowych, na przyjęcia spodziewanego miliona pielgrzymów.

Ta rocznica to nie tylko szansa na promocję Warmii, ale Polski w związku z tym, że papież Leon XIV potwierdził, że przyjął zaproszenie do Gietrzwałdu. Byłby na 150. rocznicy, gdyby nie wybory parlamentarne w 2027 roku.

Teza Łacheckiego, że uchwała sejmowa, to „woda na młyn” braunistów jest fałszywa. Głosowało za nią też 130 posłów KO. To nie uchwała może wynieść do władzy Brauna, ale polityka rządu Donalda Tuska, w rezultacie której Polska znalazła się o krok od katastrofy finansów publicznych, a gospodarka się zwija na skutek najdroższego prądu w Europie.

Czy Polska 2026 jest powtórką Polski 1938?

Taką analogię przeprowadza Łachecki. Nie. Nie jest. Dzisiejsza Polska jest państwem demokratycznym, pluralistycznym, członkiem UE i NATO, z konkurencyjnym systemem partyjnym, wolną prasą i konstytucyjnie gwarantowaną wolnością sumienia i religii. Aczkolwiek obecny rząd na każdym kroku podważa instytucje demokratycznego państwa prawa, stosując prawo, "tak jak my je rozumiemy", rządząc uchwałami sejmowymi i uciekając się do przemocy celem przejmowania organów, instytucji i mediów oraz prześladowania opozycji.

II RP w 1938 r. była po przewrocie majowym państwem autorytarnym, z innym systemem politycznym i zupełnie inną strukturą społeczną i narodowościową.

Natomiast zgadzam się z Łacheckim w jego krytyce rządu Donalda Tuska, którego ministrowie i generałowie eskalują lęki przed inwazją Rosji na Polskę (Kosiniak-Kamysz nazwał sytuację „najniebezpieczniejszą”), jednocześnie nie robiąc realnie nic, by przygotować państwo i społeczeństwo do rosyjskiej agresji.

Łachecki komentuje:

„Chaotyczne ewakuacje towarzyszące ubiegłotygodniowym alarmom i brak dobrej komunikacji niezbyt dobrze się uzupełniają ze straszeniem, którego niby ministrowie chcą uniknąć, ale którego ustami swoich polityków i generałów nie szczędzą mediom i społeczeństwu. Nie wiem jak wy, ale ja ponad tydzień od ewakuacji na Lubelszczyźnie i Rzeszowszczyźnie nie jestem nawet o krok bliżej odpowiedzi na pytanie, gdzie szukać schronu, do którego powinienem się udać w razie takiego alarmu”

Dodałbym do tego zakup broni na łapu-capu, bez aktualnej Strategii Obrony Narodowej, brak programu szkoleń OC i powszechnego poboru na szkolenia wojskowe.

Natomiast przejawem schizofrenii Łacheckiego jest z jednej strony dostrzeganie realnego zagrożenia ze strony Rosji i konieczność wspierania Ukrainy w jej walce o zachowanie niepodległości, a z drugiej obrzydzenie z powodu "przegłosowania przez Sejm ustawy o wychowaniu patriotycznym, czyli lekcji szykujących do roli mięsa armatniego – tak jakby osiem lat rządów PiS przyniosło zbyt mało patriotycznego prania mózgów dzieciom. To zadziwiające, że rodzice gotowi są wściec się z powodu pojawienia się warzyw strączkowych w szkolnym menu, ale nie przeszkadza im to, jak toksyczną papką katolicko-narodowo-wyzwoleńczą karmione są ich dzieci od dekady".

Wiemy za to, jak zachowają się, w razie napaści  na Polskę, młodzi karmieni "papką liberalnego egocentryzmu i lewicowego pacyfizmu, wyzwoleni z tożsamości narodowej, rodzinnej i płciowej. Wyśpiewała to swego czasu Maria Peszek: "Nie oddałabym ci Polsko / Ani jednej kropli krwi. / Sorry Polsko [...] / Wybacz mi (...) Lepszy żywy obywatel niż martwy bohater".

Identyczne było hasło ruchów pacyfistycznych na Zachodzie, protestujących w czasie "zimnej wojny" przeciwko bazom wojsk amerykańskich w Europie: "Lepiej być czerwonym niż martwym". Jak dzisiaj wiemy ruchy te były finansowane przez KGB.

Liberalna młodzież w obawie o powołaniu do wojska już teraz stara się o kategorie, które czynia z nich niepełnosprawnych. Co bogatsi  kupują domy na Zachodzie, głównie na południu Europy (Portugalia, Hiszpania), by się ewakuować z Polski. To "kibole" karmieni "toksyczną papką katolicko-narodowo-wyzwoleńczą", chodzący na Marsze Niepodległości, uczęszczający na kursy strzeleckie, wstępujący do Wojsk Obrony Terytorialnej, by,  jak wróg "kolbą w drzwi załomocze, stanąć u drzwi".

Identycznie zachowa się, jak 24 stycznia 2022 roku, ukraińscy "kibole" z pułku Azow, którzy obronili niepodległość , jako pierwsi idąc do walki.

Adam Socha

Na zdjęciu odpust w Gietrzwałdzie  13 września 2026 roku

(korzystałem z pomocy AI)

Czytaj więcej: "Krytyka Polityczna" ostrzega: Rok Matki Bożej Gietrzwałdzkiej = władza dla Brauna

Komentarz (1)

Jak elity europejskie zmarnowały dorobek pokoleń. BILANS UPADKU

Szczegóły
Opublikowano: piątek, 02 październik 2026 20:43
Wacław Domanus

GEOPOLITYCZNY I STRUKTURALNY BILANS UPADKU: JAK ELITY ZMARNOWAŁY DOROBEK POKOLEŃ

Współczesna Europa, w tym Polska, znajduje się w punkcie krytycznym, który w podręcznikach historii zostanie zapisany jako wielki zmierzch cywilizacyjny Starego Kontynentu. Przez ostatnie półtorej dekady zachodnia architektura polityczna, sterowana przez brukselskie elity i wspierana przez akademicki establishment, wdrożyła w życie potężny pakiet ideologiczny. Pakiet ten – oparty na dogmatach liberalno-lewicowych, radykalnym feminizmie, globalizmie rynkowym oraz zielonym mesjanizmie – doprowadził do systemowego, ekonomicznego i demograficznego paraliżu kontynentu.

Aby zrozumieć mechanizm tego upadku, należy odrzucić wszelkie filtry poprawności politycznej i przyjrzeć się twardym prawom makroekonomii oraz socjologii ewolucyjnej. System zaserwował społeczeństwu, a w szczególności wchodzącemu w dorosłość Pokoleniu Z i młodszym Milenialsom potężne dopaminowe znieczulenie w postaci iluzji dobrobytu. Masowa dostępność taniej elektroniki, flagowych smartfonów, tanich lotów na weekendy, odzieży fast-fashion i cyfrowych subskrypcji stworzyła powierzchowne wrażenie bogactwa. Ta konsumpcyjna zasłona dymna zamaskowała jednak twardy, strukturalny proces: całkowite wywłaszczenie młodego pokolenia z aktywów trwałych, które jako jedyne gwarantują realną niezależność życiową.

I. FILARY IDEOLOGICZNEGO DESTRUKTORA: ANATOMIA SYSTEMOWEGO UPADKU

Proces ubożenia i strukturalnego demontażu dotychczasowej stabilności Europy opiera się na czterech konkretnych, wzajemnie uzupełniających się procesach:

1. Dogmat anty-własnościowy i pułapka rynku najmu

Przez piętnaście lat uniwersyteckie elity i media głównego nurtu sączyły młodym ludziom narrację, według której posiadanie czegokolwiek na własność to archaizm, zbędny ciężar i ekologiczne obciążenie dla planety. Hasła typu „Kredyt to współczesne niewolnictwo” czy promowane przez globalne fora gospodarcze „Nie będziesz posiadał niczego i będziesz szczęśliwy” zostały opakowane w nowoczesny celofan „mobilności” i „elastycznego nomadyzmu”.
Młodzi ludzie uwierzyli, że rezygnacja z dążenia do własnego M2 to przejaw wolności. Ten idealizm został bezwzględnie wykorzystany przez rynek komercyjny. Podczas gdy młodym wmawiano minimalistyczny styl życia, miliardowe, globalne fundusze inwestycyjne oraz prywatni rentierzy hurtowo skupowali nieruchomości w Warszawie, Krakowie, Berlinie czy Paryżu. Liberalny system finansowy zalał rynki pustym pieniądzem z dodruku, wywołując potężną inflację aktywów.

W efekcie cena metra kwadratowego mieszkania w metropoliach całkowicie oderwała się od realnych zarobków:

W roku 2000 (pokolenie rodziców): Średnia pensja netto wynosiła ok. 1350 zł, a metr kwadratowy mieszkania w dużym mieście kosztował ok. 2100 zł. Za jedną miesięczną wypłatę na rękę można było kupić 0,64 m² nieruchomości. Zakup 50-metrowego lokalu wymagał odłożenia 78 pełnych pensji.

W roku 2026 (pokolenie wchodzące na rynek): Przy nominalnie wysokiej średniej krajowej na poziomie ok. 6800 zł netto, metr kwadratowy w dużym mieście kosztuje średnio 17 000 – 18 000 zł. Dzisiejsza pensja na rękę pozwala na zakup zaledwie 0,38 m². Zakup tego samego lokalu 50 m² wymaga już oddania aż 125 pełnych wypłat netto.

Bariera wejścia wzrosła o blisko 70%, a w zestawieniu z pokoleniem dziadków, którzy uwłaszczali się na własności za ułamek ich realnej wartości, regres wynosi ponad 95%. Młodzież stała się „Generacją Abonamentową” – co miesiąc oddają połowę pensji na czynsz, transferując miliardy do kieszeni funduszy i tracąc zdolność do budowania jakichkolwiek oszczędności.

2. Radykalny feminizm, atomizacja i eksodus kobiet z prowincji

Tradycyjna rodzina była najefektywniejszą, podstawową komórką ekonomiczną w historii. Połączenie dwóch budżetów pod jednym dachem generowało potężną ekonomię skali – opłacano jeden czynsz, jedne rachunki za media, a wspólne gospodarowanie pozwalało na drastyczne cięcie kosztów i szybką akumulację kapitału.

Radykalna ideologia feministyczna i liberalna uderzyła w ten model, promując skrajny indywidualizm oraz narrację, że małżeństwo i macierzyństwo to patriarchalna opresja, uwiązanie i ograniczenie samorozwoju. Promowany kult „niezależnej singielki w wielkim mieście” okazał się jednak ekonomiczną pułapką. Życie w pojedynkę w metropolii to najdroższy możliwy model egzystencji – samotna osoba musi z jednej pensji pokryć 100% kosztów stałych najmu kawalerki, co pożera do 60% jej dochodu netto.

Co gorsza, ta zmiana kulturowa wywołała katastrofalne pęknięcie demograficzno-migracyjne. Młode kobiety, zaszczepione pogardą do prowincji i wsi (co kulminowało podczas masowych protestów społecznych), masowo uciekły do największych aglomeracji, by zasilić najniższe, biurowe szczeble w korporacjach. W efekcie w grupie wiekowej 18–30 lat na polskiej wsi powstała gigantyczna asymetria – przypada tam średnio ok. 115–120 młodych mężczyzn na zaledwie 100 kobiet.

Uciekając do miast, młode kobiety dobrowolnie porzuciły darmowy, potężny kapitał startowy – wielkie, murowane domy i działki wybudowane przez rodziców i dziadków na prowincji. Wybrane przez nie samotne życie w drogich kawalerkach zamiast zamożności i stabilizacji w rodzinnych stronach oznaczało rezygnację z kapitału. Przeniesienie do miast zamieniło naturalne, darmowe wsparcie bliskich w komercyjny, potężny haracz.

3. Zielony Ład jako gospodarczy taran deindustrializacji

Forsowany przez Brukselę Europejski Zielony Ład miał być w zamyśle elit „lotem na Księżyc” i moralnym zwycięstwem ekologicznym Europy. W rzeczywistości stał się taranem niszczącym konkurencyjność kontynentu. Unijne regulacje, opłaty za emisję CO2, biurokracja oraz restrykcyjne normy budowlane drastycznie podniosły koszty energii i produkcji.
W rolnictwie i budownictwie wdrożenie dyrektyw podniosło koszty wznoszenia budynków o 35–40% w ciągu kilku lat. Młody człowiek płaci za te unijne marzenia ukryty podatek klimatyczny zawarty w cenie mieszkania i energii. Przemysł motoryzacyjny i ciężki w Europie zaczął gwałtownie tracić grunt w starciu z USA i Chinami, gdzie koszty energii są kilkukrotnie niższe. Likwidacja tradycyjnej produkcji wymusiła ucieczkę młodego pokolenia do sektora niestabilnych usług i tak zwanej ekonomii zleceń, pozbawiając ich stabilności zatrudnienia i jakiejkolwiek wiarygodności kredytowej w bankach.

4. Masowa, niekontrolowana imigracja i erozja bezpieczeństwa

Ostatnim elementem demontażu europejskiej stabilności było pełne otwarcie granic na masową, nielegalną imigrację z odmiennych kulturowo regionów świata. Pod hasłami humanitaryzmu i tolerancji, brukselskie elity zignorowały elementarne zasady bezpieczeństwa wewnętrznego i spójności społecznej.

Wprowadzenie milionów ludzi niebędących w stanie lub niechcących zintegrować się z europejskim rynkiem pracy i kulturą prawną doprowadziło do potężnego przeciążenia systemów socjalnych, opieki zdrowotnej i edukacji. Nałożenie na to narastającej przestępczości i powstawania stref zamkniętych w zachodnich metropoliach drastycznie obniżyło poziom bezpieczeństwa fizycznego, w pierwszej kolejności dotykając młodego pokolenia, które na co dzień funkcjonuje w przestrzeni publicznej. Koszty utrzymania rozrastającej się infrastruktury socjalnej dla imigrantów zostały przerzucone na pracujących obywateli w postaci wyższych podatków i ukrytej w inflacji utraty siły nabywczej.

II. STRUKTURALNY PARALIŻ: BIOLOGICZNY I PSYCHICZNY KLINCZ

Wszystkie te czynniki zamknęły pętlę wokół młodego pokolenia, generując zjawiska, które paraliżują tkankę społeczną:

Epidemia „depresji mieszkaniowej”: Świadomość, że mimo wyższego wykształcenia, znajomości języków i pracy po 10 godzin dziennie w biurze, zakup własnego kąta jest matematycznie niemożliwy, rodzi apatię. Życie w permanentnym braku stabilizacji i modelu subskrypcyjnym wywołuje chroniczny lęk – młody człowiek wie, że jest jedną podwyżkę opłat lub utratę pracy od bezdomności.

Strajk prokreacyjny: W wynajmowanej kawalerce o powierzchni 25 m², za którą płaci się połowę pensji, fizycznie i ekonomicznie nie ma przestrzeni na wychowanie dziecka. Model kulturowy odsuwający macierzyństwo na rzecz korporacyjnej wegetacji sprawił, że wskaźnik dzietności w Polsce i Europie spadł do krytycznych, alarmujących poziomów.

Katastrofa emerytalna ZUS: Z powodu braku dzieci i śmieciowego rynku pracy, system emerytalny oparty na zdefiniowanej składce zmierza ku ścianie. Oficjalne prognozy mówią, że stopa zastąpienia dla Pokolenia Z spadnie do zaledwie 20–25% ostatniej pensji. Przejście na emeryturę bez własnego mieszkania, z głodowym świadczeniem rzędu 1500 zł na dzisiejsze pieniądze, przy konieczności płacenia komercyjnego czynszu za pokój, oznacza dla dzisiejszych 20- i 30-latków masową nędzę i bezdomność na starość.

III. CO MUSI ZROBIĆ UNIA EUROPEJSKA I POLSKA, ABY ODWRÓCIĆ UPADEK?

Zatrzymanie tej destrukcyjnej spirali i uratowanie przyszłości młodego pokolenia wymaga natychmiastowego, radykalnego odejścia od utopijnych dogmatów i powrotu do bezwzględnego realizmu gospodarczego i narodowego. Aby odwrócić negatywne zmiany, należy wdrożyć program naprawczy oparty na twardych krokach:

1. Całkowity demontaż ideologii antymieszkaniowej i uderzenie w fundusze

Polska i kraje UE muszą natychmiast wprowadzić zakaz hurtowego zakupu mieszkań przez zagraniczne fundusze inwestycyjne i spekulacyjny kapitał. Mieszkanie musi przestać być towarem na giełdzie, a stać się ponownie dobrem podstawowym. Należy wprowadzić wysokie podatki od posiadania więcej niż kilku nieruchomości pod wynajem (podatek katastralny dla korporacji) oraz zaoferować młodym stałe programy tanich kredytów opartych na zerowym procencie, gwarantowane bezpośrednio przez państwo, ale wyłącznie dla par budujących gospodarstwa domowe.

2. Likwidacja Zielonego Ładu i powrót do taniej energii

Europa musi natychmiast zamrozić i zrewidować unijne dyrektywy klimatyczne, które sztucznie podnoszą koszty życia. Należy cofnąć zakazy dotyczące silników spalinowych, zatrzymać unijne podatki od ogrzewania budynków oraz uprościć normy budowlane, co automatycznie obniży koszt wznoszenia mieszkań o kilkadziesiąt procent. Priorytetem państwa musi być tania i stabilna energia (węgiel, atom, gaz), która pozwoli na odbudowę przemysłu i stworzenie stabilnych, dobrze płatnych miejsc pracy na etat, dających młodym ludziom realną zdolność kredytową i życiowe bezpieczeństwo.

3. Rewolucja edukacyjna: Odwrót od masowych studiów do rzemiosła

Należy drastycznie ukrócić finansowanie pseudo-kierunków uniwersyteckich, które masowo produkują bezużyteczne na rynku dyplomy. Państwo musi przenieść strumień pieniędzy na odbudowę prestiżu i infrastruktury szkolnictwa zawodowego i technicznego. Młodzi ludzie muszą odzyskać kulturowy szacunek do realnego rzemiosła i pracy fizycznej, która tworzy twardą wartość, zamiast godzić się na głodowe pensje w biurach za cenę wielkomiejskiego złudzenia awansu.

4. Zamknięcie granic i ochrona spójności społecznej

Należy natychmiast zatrzymać masową, nielegalną imigrację oraz bezwzględnie deportować osoby przebywające w Europie nielegalnie lub łamiące prawo. Środki budżetowe marnowane na infrastrukturę socjalną dla migrantów muszą zostać w 100% przekierowane na systemy wsparcia dla młodych, rodowitych rodzin w postaci ulg podatkowych oraz darmowej infrastruktury opiekuńczej (żłobki, przedszkola), co zdejmie z barków młodych par komercyjny ciężar finansowy.

5. Decentralizacja kraju i rewitalizacja prowincji

Polska musi zatrzymać pompowanie kapitału wyłącznie w kilka największych metropolii. Poprzez ulgi podatkowe dla firm przenoszących się do mniejszych miast, rozbudowę infrastruktury transportowej oraz dotacje na start, należy uczynić prowincję atrakcyjnym i modnym miejscem do życia. Powrót młodych ludzi do rodzinnych stron pozwoli im na wykorzystanie darmowej bazy mieszkaniowej zbudowanej przez rodziców i uzdrowi rozbity demograficznie rynek matrymonialny.

IV. ZAKOŃCZENIE: JAK ELITY ZMARNOWAŁY KREW I TRUD NASZYCH PRZODKÓW

W całym tym geopolitycznym i ekonomicznym dramacie najgłębszy smutek, żal i poczucie historycznej niesprawiedliwości budzi fakt, jak potwornie i bezlitośnie zmarnowano gigantyczny wysiłek oraz heroiczną, ciężką pracę naszych rodziców i dziadków.

Kiedy Polska i kraje Europy Środkowej zrzucały jarzmo komunizmu na przełomie lat 80. i 90., naród ten wystartował z pozycji absolutnego ubóstwa materialnego. Nasi ojcowie i matki nie mieli dostępu do zachodnich technologii, modnych ubrań, egzotycznych podróży czy globalnych rynków finansowych. Byli biedni w sposób widoczny na pierwszy rzut oka. Posiadali jednak coś, czego dzisiejszemu pokoleniu całkowicie zabrakło: niezłomną wolę walki, etos ciężkiej pracy i jasny, wielki cel – dogonić Zachód, zbudować stabilną bazę i zabezpieczyć przyszłość swoich dzieci.

To było pokolenie, które nie pytało o work-life balance ani o samorozwojowe pasje. Nasi rodzice pracowali fizycznie i umysłowo na dwie, a często i trzy zmiany. Ojciec brał nadgodziny w fabryce, na budowie czy w rzemieśle, a matka po etacie w biurze czy sklepie prowadziła lokalny handel lub zajmowała się domem, byle tylko zdobyć kapitał. Przez ćwierć wieku ten naród, dzięki wyrzeczeniom, oszczędności, ascezie konsumpcyjnej i rezygnacji z bieżących przyjemności, dokonał bezprecedensowego w historii świata skoku cywilizacyjnego.

Budowali domy systemem gospodarczym, kupowali ziemię, odkładali każdy grosz na książeczki mieszkaniowe, a potem inwestowali wszystko w edukację swoich dzieci, wierząc w nienaruszalną obietnicę systemu: „Jeśli moje dziecko skończy dobre studia, pozna języki i wejdzie do nowoczesnego świata, to będzie żyło bezpiecznie, godnie i bogato we własnym państwie”.

I w momencie, gdy ten cel był już na wyciągnięcie ręki – gdy Polska i kraje regionu realnie zbliżyły się do zachodnich poziomów zamożności, a młode pokolenie weszło na rynek jako najlepiej wykształcona, elokwentna i nowoczesna generacja – nastąpiło ideologiczne i strukturalne tąpnięcie, które ten cały, pokoleniowy dorobek obróciło w niwecz.

Wielkomiejskie, oderwane od realnego życia elity brukselskie i akademickie, w imię chorych, utopijnych dogmatów, otworzyły wrota dla globalnego kapitału, który wywłaszczył młodzież z nieruchomości. Dowaliły gospodarce taran Zielonego Ładu, który zarżnął konkurencyjność i stabilne miejsca pracy, oraz wpuściły fale migracyjne, które zniszczyły poczucie bezpieczeństwa fizycznego. Co najgorsze, poprzez inżynierię społeczną i media, zaszczepiły w młodych ludziach, a zwłaszcza w kobietach masowo uciekających do miast, pogardę dla ich własnych korzeni, dla tradycyjnej rodziny i dla tej skromnej, ale twardej własności, którą ich rodzice budowali krwią i potem.

Najgłębszy dramat polega na tym, że krew, pot, nieprzespane noce i zniszczone zdrowie naszych rodziców, którzy harowali ponad siły, by dać nam lepszy start, zostały bezczelnie skonwertowane przez system w zyski globalnych funduszy inwestycyjnych i opłaty czynszowe dla miejskich rentierów. Majątek, który miał płynąć w dół pokoleniowej sztafety i dać Polakom wieczną niezależność finansową, został zamrożony, opodatkowany unijnymi dekretami lub rozmieniony na drobne w pętli bieżącej, powierzchownej konsumpcji.

Młodzież została zmanipulowana: pozwolono im podróżować, kupować markowe gadżety i robić zdjęcia na portalach społecznościowych, odbierając w zamian grunt pod nogami. Jesteście najlepiej ubraną, najbardziej wykształconą i jednocześnie najbardziej bezbronną ekonomicznie i samotną generacją w historii nowożytnej Europy – generacją, która na własnej skórze przekonuje się, że modernizacja w wydaniu liberalno-globalistycznym okazała się nie awansem, lecz wielką operacją wywłaszczenia z wolności i bezpiecznej przyszłości.

Wacław Domanus

Czytaj więcej: Jak elity europejskie zmarnowały dorobek pokoleń. BILANS UPADKU

Komentarz (1)

Prezydent RP: Obniżki cen paliw na stacjach mają nastąpić od razu

Szczegóły
Opublikowano: czwartek, 01 październik 2026 21:29

Orędzie Prezydenta RP Karola Nawrockiego wygłoszone 1 października 2026r.

Szanowni Państwo,

Drodzy Rodacy,

na progu jesieni w polskich domach pojawia się pytanie: Czy damy radę? Czy zapłacimy wszystkie rachunki? Czy będzie nas stać, żeby zatankować samochód? Czy wystarczy na prąd? Czy zimą wystarczy na gaz, na węgiel, na pellet? Takie pytania zadaje sobie wielu obywateli: pracownik jadący do pracy i właściciel firmy transportowej, który musi zatankować samochód. Zadaje je mama odwożąca dzieci do szkoły i rolnik, który jest w trakcie jesiennych prac polowych.

Państwo nie może odpowiadać na te pytania kolejną polityczną awanturą, bo od tego paliwo nigdy nie stanie się tańsze, a żaden rachunek nie zrobi się niższy.

Dzisiaj ceny paliw są najwyższe, odkąd pamiętamy. Na stacjach cena benzyny przekracza 8 złotych za litr, a olej napędowy przebił już 9 złotych. Cena paliw wpływa na wszystko – jest obecna w cenie chleba dowożonego do sklepu, mleka, produktów dla dzieci czy materiałów budowlanych.

Dlatego od miesięcy domagam się rozwiązań, które mają prowadzić do realnego obniżenia kosztów paliw. Wszyscy pamiętamy te kampanijne obietnice: tylko nas wybierzcie, a benzyna będzie po 5,19. Obecny premier przekonywał, że wie, jak to zrobić, i że to jest jedna, prosta decyzja, że wystarczy obniżyć podatek VAT. Dziś jednak tych prostych decyzji jakoś nie może podjąć, a zamiast tego zasłania się ustawą.

Gdy trzeba było zorganizować nielegalne zaprzysiężenie wobec marszałka do kolumny, zaciągać miliardowe zobowiązania na pokolenia czy wprowadzać przywileje podatkowe dla par jednopłciowych, to nie byłem rządzącym do niczego potrzebny. Teraz sytuacja się zmieniła i trwa festiwal przerzucania odpowiedzialności, który jest wyłącznie politycznym spektaklem rządzących.

Pierwszą rządową ustawę dotyczącą nowego podatku paliwowego skierowałem do kontroli konstytucyjnej. Oczekiwałem opamiętania się rządu i przedstawienia poważnego projektu, który realnie rozwiązuje problem.

W kolejnym kroku, widząc, że rządzący nie chcą wdrożyć planu obniżki cen paliw, zaproponowałem rozwiązanie, które byłoby dobre dla budżetu i skuteczne w obniżaniu cen. Przedstawiłem ustawę obniżającą marże, czyli zyski koncernów paliwowych. Taki mechanizm oznaczałby natychmiastowy spadek ceny paliwa o ponad 2 złote na litrze. Marszałek Sejmu jednak mrozi ten projekt.

Zamiast obniżania cen rząd woli zarabiać na podatkach od paliw, bo olej napędowy po 9 złotych to więcej pieniędzy w budżecie z VAT–u i większy zysk dla Orlenu, który potem wypłaci ministrowi finansów solidną dywidendę. Te dodatkowe dochody budżetu to rzeczywisty powód zwlekania z wprowadzeniem pakietu obniżki cen, bo przecież rząd mógłby dzisiaj – bez nowych przepisów ustawowych – obniżyć ceny na stacjach, tak jak zrobił to w sierpniu i wcześniej wiosną. Zamiast tego przysłali na moje biurko ustawę, która nie zawiera mechanizmów przekazania środków z nowego podatku na obniżki cen paliw.

Drodzy Państwo,

realizowana polityka gospodarcza rządu to główny powód, dla którego zdecydowałem się zwrócić do Państwa w tej formie.

Polska dochodzi dziś do finansowej ściany. Ostatnio agencja Moody’s obniżyła Polsce rating, czyli ocenę naszej wiarygodności, na którą pracowaliśmy przez 35 lat. Efekty tej decyzji będą bolesne, bo oznaczają droższe pożyczanie pieniędzy przez państwo i niebezpieczeństwo dla wielu inwestycji. Polski cud gospodarczy zaczyna być podważany i w obliczu decyzji obecnego rządu staje się poważnie zagrożony.

W ciągu ostatnich trzech lat zbliżyliśmy się do wszystkich progów ostrożnościowych, a niektóre już wprost przekraczamy. Ostrzega przed tym nawet powołana przez większość rządową Rada Fiskalna. Dochody z podatków są niższe od zakładanych, a dziura budżetowa po sierpniu to ponad 150 miliardów złotych.

Po dobrym czasie, gdy były środki na inwestycje samorządowe, na ochronę zdrowia, na wsparcie dla rodzin i seniorów, zbliżamy się do momentu, kiedy zaczyna brakować na wszystko. Dziś nie ma środków na reakcję na rynku paliw i dla szpitali, a jutro może zabraknąć na zbrojenia i wypłaty emerytur.

To efekt błędnej polityki, która wymaga wyciągnięcia odpowiedzialności. Ten rząd w ciągu czterech lat zwiększa nasze zadłużenie o ponad bilion złotych. To ponad 26 tysięcy złotych długu na każdego Polaka: na pracownika, emeryta, rolnika i przedsiębiorcę. Także na dziecko, które urodziło się dzisiaj w polskiej rodzinie i jeszcze nie zdążyło wypowiedzieć słowa „mama”, a obecny rząd już dopisał mu dług na 26 tysięcy.

Niestety to nie wszystko. Spodziewam się, że w najbliższym czasie na moje biurko trafią kolejne propozycje podwyższenia nawet kilkunastu podatków. To niebezpieczna seria. Obywatel nie może być zakładnikiem i bankomatem rządzących, a ja nie pozwolę na zasypywanie katastrofy finansowej rządu środkami wprost z kieszeni obywateli.

Szanowni Państwo,

każda moja decyzja jest zapisana w tym zdaniu: „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”. Nie patrzę na prawne kruczki i polityczne kalkulacje, tylko na efekty, jakie dane rozwiązanie przynosi Polakom. Gdy w grudniu zeszłego roku rząd wziął na zakładników pacjentów i oczekiwał 3 miliardów złotych z prezydenckiego funduszu, to nie wahałem się ani chwili, żeby przekazać środki do NFZ.

Teraz – przy okazji paliw – rząd premiera Tuska po raz kolejny stosuje szantaż! Nie, nie wobec mnie. Stosuje go wobec wszystkich tych, którzy zmagają się z wysokimi cenami paliw i rosnącymi kosztami życia – polskich rodzin, rolników czy firm transportowych. To polityczny plan premiera i jego ekipy. Liczą, że ustawa przepadnie, a oni dalej będą mogli zarabiać na podatkach i marżach od paliw.

Nie pozwolę rządowi dłużej odsuwać od siebie odpowiedzialności za tę trudną sytuację. Podpisałem ustawę dotyczącą nadmiarowych zysków koncernów paliwowych i zakończę proces ustawiania Polaków w roli politycznych zakładników. To rząd ponosi pełną odpowiedzialność za ceny paliw.

W imieniu Polaków stawiam przy tym konkretne oczekiwania: obniżki na stacjach mają nastąpić od razu i powinny doprowadzić ceny paliw do poziomu obiecanego Polakom w kampanii wyborczej. Każda złotówka pozyskana dzięki tej ustawie musi zostać wydana na obniżenie cen paliw. Nie za miesiąc. Nie po następnej politycznej awanturze. Nie za tydzień czy dwa. Paliwo ma być tańsze teraz, a wszystkie te rozwiązania powinny obowiązywać do czasu, gdy ceny nie wrócą do poziomu bezpiecznego dla społeczeństwa. Tego będę się domagał i tego będę w imieniu Polaków pilnował.

Środki muszą trafić także bezpośrednio do polskich rolników. Wiem, jak ogromnym obciążeniem dla polskiej wsi są wysokie ceny paliw. Dlatego oczekuję zwiększenia zwrotu za paliwo rolnicze do poziomu pozwalającego przywrócić opłacalność produkcji.

Oczekuję także od Sejmu rozpoczęcia prac nad moim projektem ustawy, który doprowadzi do rzeczywistego obniżenia cen paliw i prawdziwego ograniczenia zysków koncernów. Zamiast nieudanej protezy musi powstać system gwarantujący niższe ceny na stacjach.

Szanowni Państwo,

chcę również jasno powiedzieć, że podpisując ustawę, nie wycofuję swoich zarzutów dotyczących jej niekonstytucyjności. Jako Prezydent Rzeczypospolitej zwrócę się do Trybunału Konstytucyjnego o jej zbadanie w trybie następczym.

Podkreślam, że to rząd ponosi odpowiedzialność za utrzymywane miesiącami wysokie ceny paliw oraz za konstytucyjność rozwiązań, które proponuje. Rząd ma prawo proponować swoją politykę. Prezydent ma prawo ją oceniać. Ale rachunku za polityczne błędy nie można po prostu położyć na stole polskiej rodziny i powiedzieć: „teraz wy płacicie”.

Szanowni Państwo,

obok kontekstu ekonomicznego tego wystąpienia chcę krótko odnieść się także do sytuacji międzynarodowej i naszej troski o bezpieczeństwo.

Chcę przestrzec, że nie wolno pomylić trudnego czasu ze słabą Polską. Odpowiedzialność za Polskę nie może wiązać się z dystrybucją strachu, z której cieszą się nasi wrogowie, ale musi się wiązać z konsekwentnym i codziennym budowaniem odporności naszej Ojczyzny. Polityka wzbudzania obaw nie może być narzędziem tłumaczenia i usprawiedliwiania braku działania w sprawach dla Polaków ważnych.

Drodzy Rodacy,

nie chcę Polski nieustannej wojny politycznej. Nie chcę kraju, w którym każda trudność staje się pretekstem do następnej awantury. Nie interesuje mnie polityczny szach. Interesuje mnie polski dom i to, czy jutro Polak zapłaci mniej za paliwo. Interesuje mnie człowiek, który o szóstej rano wsiada do samochodu i jedzie do swojej pracy.

Przed nami jesień i zima. Ale musimy pamiętać, że po każdej zimie przychodzi wiosna. I jestem przekonany, że Polska może wyjść z obecnych trudności jeszcze silniejsza. Będzie to możliwe szybko, jeżeli rząd przestanie zajmować się polityczną wojną, a ponownie zajmie się tym, do czego został powołany.

Jutro musi być lepsze!

Prezydent RP Karol Nawrocki

Donald Tusk: weta Karola Nawrockiego to strategia "im gorzej, tym lepiej"

Premier Donald Tusk, na kilka godzin przed orędziem prezydenta Karola Nawrockiego, nagrał długie wystąpienie, w którym mówił o wetach Karola Nawrockiego. Jego zdaniem te weta to strategia polityczna Nawrockiego, zgodnie z którą prezydent specjalnie doprowadza do złej sytuacji w Polsce, aby rząd miał kłopoty.

Hasło Prezydenta nieco się zmieniło. Dziś brzmi: „Po pierwsze szkodzić Polsce, po pierwsze szkodzić Polakom." pic.twitter.com/rxdFRWverk

— Donald Tusk (@donaldtusk) October 1, 2026

 

"Hasło Prezydenta nieco się zmieniło. Dziś brzmi: 'Po pierwsze szkodzić Polsce, po pierwsze szkodzić Polakom'" - napisał we wpisie na X szef rządu. Hasło Nawrockiego w czasie kampanii wyborczej brzmiało: "Po pierwsze Polska! Po pierwsze Polacy!".

- Wetoman, wetomat, prezydent Karol Weto-Nawrocki. Trochę to jest pół żartem, pół serio. Niektórzy traktują to jako polityczną złośliwość, partyjną zagrywkę. Niektórzy bardziej krytycznie uważają to za jakiś błąd czy głupotę. A ja nie mam żadnych wątpliwości i za chwilę to udowodnię, że mamy do czynienia z przemyślaną strategią postępowania - oświadczył Tusk w nagraniu.

Strategia "im gorzej, tym lepiej"

Zdaniem premiera strategia prezydenta ma "kilka celów i kilka źródeł". - Wszystkie są bardzo niepokojące. Ta strategia to im gorzej, tym lepiej - powiedział.

- Z punktu widzenia Karola Nawrockiego zła sytuacja w Polsce, zła sytuacja w polskich domach, to większe kłopoty dla rządu, dla polskiego rządu. I dlatego nie waha się używać tego prezydenckiego przywileju w sposób absolutnie bezprecedensowy - mówił Tusk.

W ocenie szefa rządu mamy do czynienia z "metodą blokowania za wszelką cenę wszystkich dobrych zmian, które wymagają zmiany prawa".

- Słuchajcie, te statystyki mówią naprawdę wszystko o strategii Nawrockiego. Zawetował 45 ustaw w ciągu pierwszego roku swojej prezydentury. (...) Aleksander Kwaśniewski w ciągu 10 lat użył weta 35 razy. Dokładnie przez 10 lat Nawrocki, gdyby miał dwie kadencje, użyłby prawdopodobnie weta 450 razy, jeśli weźmiemy to jego dotychczasowe tempo blokowania - policzył Tusk.

Nawrocki "nawet naraził się swojemu środowisku"

Jak powiedział premier w nagraniu, stosowanie weta przez Nawrockiego to próba uzyskania władzy, która mu się nie należy z punktu widzenia konstytucji.

Tusk podał różne przykłady zawetowanych ustaw - jak ta, która ograniczała możliwość stosowania aresztu tymczasowego. Przypomniał, że to weto rozsierdziło środowiska kibolskie. - Nawet naraził się swojemu środowisku - powiedział szef rządu.

- Ja nie mam żadnych wątpliwości po tym roku, że to hasło [prezydenta - red.] naprawdę powinno brzmieć: po pierwsze szkodzić państwu polskiemu, po drugie służyć interesom innych państw albo interesom gospodarczym na pewno niepolskim - ocenił Tusk.

Zdaniem premiera Nawrocki "ożywia się tak pozytywnie", kiedy chodzi o interesy jakiejś firmy czy branży. Mówił, że prezydent miał ostatnio pomysł, aby w Polsce każdy, podobnie jak w USA, mógł kupić broń. - Ja nie muszę nikomu tłumaczyć, jakie to by przyniosło konsekwencje - dodał.

Strategia "na osłabianie Polski"

Jak policzył Tusk, bezpośredni koszt wet prezydenta Nawrockiego to ponad 8 miliardów złotych. Ocenił, że apelowanie do głowy państwa nie przyda się na nic.

- Tak jak powiedziałem, to jest negatywna strategia. Nie jakiś zestaw pomyłek. To już nawet nie jest tylko taka partyjna gra, żeby wesprzeć PiS i Konfederację przeciwko Koalicji Obywatelskiej. To jest, tak jak powiedziałem, strategia na osłabianie Polski, na godzenie w takie polskie interesy. I ta strategia "im gorzej, tym lepiej" z całą pewnością będzie przez Karola Nawrockiego kontynuowana - skomentował premier.

Szef rządu zadeklarował, że lobbing w Pałacu Prezydenckim będzie monitorowany. - Państwo polskie musi się bronić przed tego typu praktykami - zastrzegł.

Apel Tuska do Polaków

Donald Tusk na koniec wystąpienia wspomniał, że lepiej układała mu się współpraca z prezydentami Lechem Kaczyńskim, a nawet Andrzejem Dudą. - Nawet z prezydentem Dudą czasami udało się coś ustalić - podkreślił.

Jak wskazał premier, Polacy muszą dać do zrozumienia Nawrockiemu, że wetuje wbrew nim. - Wszyscy musimy mu dać do zrozumienia jednoznacznie, że nie godzimy się na niszczenie państwa polskiego przy pomocy tych narzędzi, jakie prezydent ma w ręku. Wasza aktywność i wasza determinacja będzie naprawdę bezcenna - zapewnił.

Tusk oświadczył, że w wielu przypadkach rządowi uda się ominąć blokady stawiane przez prezydenta Nawrockiego, ale nie zawsze. - Ale chciałbym bardzo, żebyście państwo dokładnie przypatrywali się temu, co robi, i podejmowali w przyszłości, bliższej, dalszej, swoje decyzje, swoje wybory, z pełną świadomością, kto, dlaczego i w jaki sposób Polsce szkodzi - zaapelował.

Źródło: tvn24.pl

Czytaj więcej: Prezydent RP: Obniżki cen paliw na stacjach mają nastąpić od razu

Komentarz (6)

„Czy polski sąd czeka na moją śmierć?” – pyta 101-letni b. więzień Auschwitz St. Zalewski

Szczegóły
Opublikowano: czwartek, 01 październik 2026 08:29
Lech Obara, Aneta Markowska

Dziś, 1 października Stanisław Zalewski skończył 101 lat. Przeżył Auschwitz, Mauthausen i Gusen. Od dziewięciu lat walczy o prawdę po użyciu przez niemieckie media określenia „polski obóz zagłady”. Teraz przegrał kolejną walkę – nie z pozwanym, ale z czasem i procedurą. Sąd nie zgodził się na rozdzielenie roszczeń materialnych (pieniądze na Związek Byłych Więźniów KL, którego St. Zalewski jest honorowym prezesem) i niematerialnych (o przeprosiny, które czekają w Sądzie Najwyższym na wcześniejsze rozstrzygnięcie). Mimo apeli pełnomocników i Rzecznika Praw Obywatelskich. Kasacja została więc wycofana.

I pozostaje pytanie coraz trudniejsze do przemilczenia: na co właściwie czeka sąd? Bo w przypadku człowieka, który za kilka dni rozpocznie 102 rok życia, każde kolejne miesiące postępowania mają zupełnie inne znaczenie niż w zwykłej sprawie cywilnej.

Tu czas oznacza życie.

Stanisław Zalewski pozwał niemieckie media w 2017 roku. Miał wtedy 91 lat. Chodziło o nazwanie niemieckiego obozu zagłady w Treblince „polskim obozem zagłady”.

Dziewięć lat później nadal nie doczekał ostatecznego rozstrzygnięcia.

Sąd nie zgodził się rozdzielić sprawy

Pełnomocnicy Zalewskiego - mec. Lech Obara i mec. Szymon Topa z olsztyńskiej kancelarii prawnej i działającego przy niej Stowarzyszenia Patria Nostra zabiegali o rozdzielenie roszczeń majątkowych i niemajątkowych. Nie był to zabieg czysto proceduralny.Rozdzielenie spraw otworzyłoby drogę do wcześniejszego dochodzenia w Polsce roszczeń materialnych, niezależnie od sporu dotyczącego roszczeń niematerialnych, które czekają w kasacji na rozstrzygnięcie SN.

Te ostatnie – obejmujące m.in. przeprosiny – na obecnym etapie mogą być dochodzone przed sądami niemieckimi – jak twierdzi TSUE. Przynajmniej dopóki w polskim orzecznictwie nie zostanie przełamana przeszkoda związana z immunitetem jurysdykcyjnym państwa. W tym przypadku Niemiec.

Sąd Apelacyjny w Warszawie na rozdzielenie postępowań jednak się nie zgodził. Nie pomogły argumenty pełnomocników. Nie pomogły apele. Nie pomogła również interwencja Rzecznika Praw Obywatelskich, Marcin Wiącek. W efekcie dalsze prowadzenie kasacji oznaczałoby kolejne lata oczekiwania. Dlatego została wycofana. Nie dlatego, że Stanisław Zalewski zrezygnował z walki, ale dlatego, że może nie mieć już czasu, by czekać na jej kolejne etapy.

„Mam wrażenie, że sąd czeka na moją śmierć”

Jeszcze kilka miesięcy temu te słowa mogły brzmieć jak wyraz rozgoryczenia człowieka zmęczonego wieloletnim procesem. Dziś brzmią znacznie bardziej dramatycznie.

– Coraz częściej mam wrażenie, że polski sąd po prostu czeka na moją śmierć. Wiedząc, że dziś mam już 101 lat, nie przyspiesza postępowania. A wtedy problem rozwiąże się sam – ocenia Stanisław Zalewski.

Trudno przejść obok tych słów obojętnie. Bo nie wypowiada ich człowiek domagający się specjalnego traktowania. Wypowiada je były więzień Auschwitz, Mauthausen i Gusen, który od dziewięciu lat próbuje uzyskać sądową ochronę przed określeniem przypisującym Polsce odpowiedzialność za niemieckie obozy zagłady.

RPO apelował. Bez rezultatu

O pilne potraktowanie sprawy występował również Rzecznik Praw Obywatelskich. Podkreślał jej wyjątkowy charakter oraz znaczenie nie tylko dla samego Stanisława Zalewskiego, lecz również dla ochrony pamięci historycznej i godności byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych.

RPO wskazywał także na możliwość wykorzystania instrumentów nadzorczych przewidzianych w § 79 ust. 2 i 3 Regulaminu urzędowania sądów powszechnych, służących zapewnieniu sprawności postępowania. W korespondencji z mec. Lechem Obarą wyraził nadzieję, że w sprawie „wreszcie dojdzie do jej niezwłocznego rozpoznania”, bo – jak zaznaczył – wymaga tego „zwykła przyzwoitość i szacunek wobec pana Stanisława”.

Sąd swojego stanowiska jednak nie zmienił.

– Szkoda, że Sądu Apelacyjnego nie przekonały nawet argumenty Rzecznika Praw Obywatelskich. Ta sprawa już dawno przestała być zwykłym sporem procesowym. Jeżeli osoba w wieku ponad 100 lat nie może doczekać się finału postępowania, to trzeba postawić pytanie o realną skuteczność ochrony sądowej – mówi mec. Lech Obara.

„To skandal nad skandalami”

Jeszcze ostrzej sytuację ocenia Elżbieta Rybarska, prezes Stowarzyszenia Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych.

– To skandal nad skandalami. Człowiek, który przeżył Auschwitz, Mauthausen i Gusen, musi dziś walczyć nie tylko o prawdę historyczną, ale z biologicznym zegarem. I robi to we własnym kraju – mówi.

Jak podkreśla, dla rodzin ofiar i byłych więźniów szczególnie bolesne jest to, że sprawa dotyczy sformułowania „polskie obozy”.

– Od lat prowadzimy w Austrii misję pod hasłem: prawda, godność i pamięć. Tym trudniej zaakceptować sytuację, w której były więzień niemieckich obozów nie może doczekać się sprawiedliwości, gdy jego czas po prostu się kończy – dodaje.

Kasacja wycofana. To nie dezercja, lecz pesel pana Stanisława

Jeszcze niedawno pełnomocnicy zapowiadali, że będą walczyć przed Sądem Najwyższym o prawo do polskich sądów dla „polskich obozów” w sprawach o przeprosiny za te obelżywe słowa. Tymczasem już od kilkunastu miesięcy sprawę odszkodowania pieniężnego na Związek, można by było ponownie zacząć rozstrzygać. Tak prawo Kancelaria mec.
Obary wywalczyła przed SN zmieniając wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE, który polskim sądem odebrał wszelkie prawa do rozstrzygania spraw tzw. „polskich obozów”. Dziś, skarga kasacyjna została wycofana, co umożliwia „zabranie się” Sądów do spraw o odszkodowanie od Mittelbayerischer Zeitung z Monachium. Powód jest brutalnie prosty. Kolejne postępowanie przed Sądem Najwyższym mogłoby trwać lata. A Stanisław Zalewski nie ma przed sobą luksusu wieloletniego oczekiwania.

- Teraz znów czekamy i czekamy na formalne zatwierdzenie „cofnięcia” kasacji. To otworzyłoby drogę do dalszej sądowej walki – mówi mec. Obara, prezes Stowarzyszenia Patria Nostra. – Skarga jaką złożyliśmy do prezesa Sądu Apelacyjnego w Warszawie na opieszałość Sądu, także nie „obudziła” sędziów - dodaje.

Co ważne - to nie jest zmiana stanowiska prawnego pełnomocników St. Zalewskiego.

- To konsekwencja sytuacji, w której procedura zaczyna wygrywać z człowiekiem. Jeżeli kolejne środki prawne miałyby oznaczać następne lata, trzeba było zadać sobie pytanie, czy pan Stanisław w ogóle będzie miał szansę zobaczyć rezultat tej walki – mówi mec. Szymon Topa.

Jeszcze niedawno pełnomocnicy ironicznie wyliczali, że przy obecnym tempie postępowań Zalewski musiałby dożyć 110, może nawet 115 lat, aby zobaczyć finał wszystkich możliwych procedur. Dziś ten rachunek przestaje być groteskowy...

Miał 91 lat, gdy poszedł do sądu. Dziś kończy 101 lat!

Przez dziewięć lat w sprawie pojawiały się kolejne orzeczenia, odwołania, pytania prejudycjalne przed Trybunałem Europejskim, postępowania przed naszym Sądem Najwyższym i ponowne rozpoznawanie sprawy.

Kiedy 18 lutego 2025 roku Sąd Najwyższy uchylał wcześniejsze rozstrzygnięcie i nakazywał ponowne zbadanie sprawy, Stanisław Zalewski miał 99 lat.

Dziś kończy 101. Wyroku nadal nie ma. Sąd milczy...

– Najbardziej dramatyczne w tej sprawie jest to, że nie dyskutujemy dziś o zasadności roszczeń, lecz o tym, czy 101-letni były więzień Auschwitz doczeka wyroku. To pytanie w ogóle nie powinno paść w demokratycznym państwie prawa. Polscy sędziowie, wreszcie obudźcie się – apeluje mec. Lech Obara.

Oprac: Lech Obara, AnetaMarkowska.

„Czy polski sąd czeka na moją śmierć?” – pyta 101-letni Stanisław Zalewski. – Mój poprzednik, 98-letni Karol Tendera nie doczekał końca swojej walki

– Coraz częściej mam wrażenie, że polski sąd, rozstrzygający sprawy „polskich obozów” po prostu czeka na moją śmierć. Wiedząc, że mam już ponad 100 lat, nie przyspiesza rozpraw. A wtedy ten problem rozwiąże się sam – mówi Stanisław Zalewski, były więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz oraz systemu obozów Mauthausen Gusen. Prezes Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych.

To zdanie brzmi dramatycznie. Ale historia pokazuje, że podobny scenariusz już się wydarzył.

Przez lata, bo od 2015r. Karol Tendera, były więzień Auschwitz, reprezentowany przez olsztyńską Kancelarię Prawną mec. Lecha Obary i Stowarzyszenie Patria Nostra, prowadził zwycięskie procesy przeciwko potężnej niemieckiej telewizji ZDF za używanie zwrotu „polskie obozy”.

Dodajmy, że przez lata kancelaria mec. Lecha Obary oraz Stowarzyszenie prowadziły równolegle procesy przeciwko innym największym niemieckim mediom – m.in. dziennikowi Die Welt (od 2012r.) i portalowi Focus Online (od 2015r.) za używanie określenia „polskie obozy”. Polskie sądy co do zasady przyznawały rację byłym więźniom niemieckich obozów koncentracyjnych i nakazywały „przeprosiny”.

Najbardziej znanym symbolem tej walki stał się wspomniany Karol Tendera. Zmarł w 2019 roku w wieku 98 lat, gdy batalia o wykonanie prawomocnego wyroku przeciwko telewizji ZDF znajdowała się już na etapie postępowania przed niemieckim Federalnym Trybunałem Konstytucyjnym.

Dziś „pałeczkę” przejął Stanisław Zalewski. Wydaje się, że jego największym przeciwnikiem nie jest jednak niemiecki wydawca. Jest nim czas…

2017 rok. Stanisław Zalewski ma 91 lat

W wieku 91 lat Stanisław Zalewski pozywa znaczące regionalne bawarskie media: Mittelbayerischer Verlag KG (wydawca portalu www.mittelbayerische.de) oraz rozgłośnię radiową Bayerischer Rundfunk. Powodem są publikacje, w której niemiecki obóz zagłady w Treblince nazwano „polskim obozem zagłady”.

Dla byłego więźnia Auschwitz nie jest to jedynie błędne określenie. To przypisywanie Polakom odpowiedzialności za zbrodnie III Rzeszy i naruszenie jego godności oraz tożsamości narodowej.

Domaga się „przeprosin” oraz zapłaty 50 tys. zł na rzecz swojego Związku Byłych Więźniów.

Sprawa trafia do Sądu Okręgowego w Warszawie (sygn. I C 88/18). Sąd ten – jak wszystkie sądy dotychczas - przyjmuje, że to polskie sądy mają jurysdykcję do rozpoznania w pełnym zakresie spraw przeciwko niemieckim wydawcom. Tak o przeprosiny (zadośćuczynienie moralne) jak i o kwotę pieniężną (zadośćuczynienie materialne).

2019 rok. Stanisław Zalewski ma już 93 lata

Sprawa trafia do drugiej instancji. Sąd Apelacyjny w Warszawie nie przechodzi do rozpoznania meritum sprawy. Sędzia powzięła bowiem wątpliwość – której wcześniej nie miały inne sądy - czy to polski sąd, czy może raczej niemiecki jest tu właściwy do rozstrzygania sprawy o kłamstwo „polskich obozów”.

W październiku 2019 r. kieruje pytania prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Od tej chwili proces przestaje dotyczyć przede wszystkim słów „polski obóz zagłady”. Najważniejszym pytaniem staje się: czy obywatel Polski może skutecznie dochodzić przed polskim sądem ochrony swoich dóbr osobistych wobec zagranicznego wydawcy, którego publikacja wywołała skutki w Polsce. A tymczasem Stanisław Zalewski liczy sobie już 93 lata. I czeka…

Wyrok TSUE. Mijają kolejne lata. Stanisław Zalewski ma już 95 lat

W czerwcu 2021 TSUE wskazał – wbrew opinii swojego Rzecznika Generalnego, co się rzadko zdarza - że, najkrócej mówiąc, sprawy „polskich obozów” mają się toczyć nie przed polskimi, ale przed niemieckimi sądami. Oparł się na innych swoich orzeczeniach, w których rozstrzygał o właściwości sądów w międzypaństwowych sporach obywateli.

Opierając się na orzeczeniu TSUE, warszawski Sąd Apelacyjny odrzucił pozew przyjmując, że do wszystkich tego typu spraw właściwe są sądy niemieckie. Tu: Monachium.

Dla Stanisława Zalewskiego oznaczało to sytuację trudną do zaakceptowania. Pan Stanisław nie załamał się jednak wyrokiem TSUE, tak jakby to uczyniła większość osób, dla których wyrok TSUE to „świętość”.

Pan Stanisław przy wsparciu kancelarii mec. Lecha Obary postanowił walczyć dalej. W 2022r. wspólnie wnieśli skargę kasacyjną od orzeczenia Sądu Apelacyjnego do Sądu Najwyższego. Pełnomocnicy St. Zalewskiego wskazali w niej, że polski sąd powinien chronić dobra osobiste obywatela polskiego, jeśli skutki naruszenia wystąpiły w Polsce, a ewentualne przeprosiny i związane z tym inne roszczenia mogą zostać dostosowane do zakresu polskiej jurysdykcji. Wskazali przy tym na pominiętą przez TSUE inną linię orzeczeń zapadłych w podobnych międzypaństwowych sprawach. Skargę, co ważne, poparł Rzecznik Praw Obywatelskich, przedstawiając Sądowi swój pogląd w sprawie.

18 lutego 2025 roku. Sprawę rozstrzyga Sąd Najwyższy. Stanisław Zalewski ma 99 lat!

18 lutego 2025 r. Sąd Najwyższy uchylił wcześniejsze postanowienie Sądu Apelacyjnego z 16 lipca 2021 r. i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. SN wyrokiem potwierdził stanowisko pełnomocników Stanisława Zalewskiego, iż niezbędne jest jednak ponowne zbadanie sprawy. Czyli – czy może on przed polskim sądem domagać się rekompensaty materialnej i niematerialnej (majątkowej i niemajątkowej) za „krzywdy” wywołane na terenie Polski. Szeroko to uzasadniając.

Po kilku latach postępowania proces wraca właściwie do punktu wyjścia. A Stanisław Zalewski ma już 99 lat!

Październik 2025 roku. Zalewski kończy 100 lat!

Po ponownym rozpoznaniu sprawy Sąd Apelacyjny uznaje, że polski sąd może rozpoznawać sprawy o świadczenia pieniężne. Tu 50 tys. złotych na Związek Byłych Więźniów. Jednocześnie odrzuca pozew w części dotyczącej przeprosin, uznając, że te roszczenia powinny być dochodzone przed sądem właściwym dla siedziby wydawcy. To jest niemieckim sądem.

Pełnomocnicy Stanisława Zalewskiego nie składają broni. Wnoszą kolejną skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, argumentując, że taka interpretacja pozbawia byłego więźnia Auschwitz i Gusen realnej ochrony jego godności i tożsamości narodowej. To jest prawa do polskiego sądu.

Tymczasem w październiku 2025 r. Stanisław Zalewski kończy 100 lat.

2026 rok. Rozpoczyna się wyścig z czasem

Pełnomocnicy wiedzą, że rozpoznanie kolejnej skargi kasacyjnej może potrwać wiele, wiele lat. Tymczasem na swoje rozpoznanie przed polskim sądem czeka sprawa roszczenia pieniężnego na Związek Byłych Więźniów. Rozstrzygając bowiem obie sprawy po kolei, Stanisław Zalewski musiałby dożyć przynajmniej 110 - 115 lat!

Dlatego 2 stycznia 2026 r. składają do Sądu Apelacyjnego w Warszawie wniosek o wyodrębnienie roszczenia majątkowego do odrębnego postępowania, nie czekając na rozstrzygnięcie kasacji. Tak, aby przynajmniej ta część sprawy mogła zostać rozpoznana szybciej.

Mijają kolejne tygodnie. Sąd podejmuje decyzję… Odmowną! Kancelaria mec. Obary i Stowarzyszenie Patria Nostra zwracają więc się do jak zawsze życzliwego w tych sprawach Rzecznika Praw Obywatelskich. Proszą o wsparcie w maksymalnym przyspieszeniu postępowania ze względu na wyjątkowy wiek Stanisława Zalewskiego oraz w rozdzieleniu spraw. Tak, aby roszczenie majątkowe mogło zostać rozpoznane niezależnie od dalszego postępowania kasacyjnego. Bo na tym etapie Sąd faktycznie optymistycznie prognozuje, że St. Zalewski jednak doczeka się sprawiedliwości. Tyle że w wieku 110 plus.

3 marca 2026 roku. Interweniuje RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich podejmuje interwencję.

3 marca 2026 r. zwraca się do Sądu Okręgowego w Warszawie o informacje dotyczące sprawy prowadzonej przed Sądem Apelacyjnym pod sygnaturą V ACz 811/25. Pyta przede wszystkim o los wniosku z 2 stycznia 2026 r. o wyodrębnienie roszczenia majątkowego.

Argumentuje, że cyt.: „Każdy kolejny miesiąc zwłoki w merytorycznym rozpoznaniu sprawy - niezależnie od jej ostatecznego wyniku - stwarza ryzyko, że konstytucyjne prawo powoda do sądu (przez wzgląd na zaawansowany wiek powoda, który ukończył 100 lat) pozostanie niemożliwe do urzeczywistnienia”.

Odpowiedzi nie otrzymuje.

29 kwietnia 2026 roku. RPO ponawia wystąpienie

Mijają kolejne tygodnie. Rzecznik nadal nie otrzymuje odpowiedzi. Dlatego 29 kwietnia 2026 r. ponownie zwraca się do sądu, domagając się informacji o aktualnym stanie sprawy. Wprost wskazuje, że jego wcześniejsze wystąpienie pozostało bez odpowiedzi! Reakcji ze strony Sądu do dziś brak…

Oznacza to, że na „obudzenie” sądu bezskutecznie czekają już nie tylko pełnomocnicy Stanisława Zalewskiego i Stowarzyszenie Patria Nostra, ale również sam Rzecznik Praw Obywatelskich.

Skarga Stowarzyszenia Patria Nostra. St. Zalewski ma już 100 lat i 8 miesięcy

Dlatego też prawnicy kancelarii działający w Stowarzyszeniu Patria Nostra w czerwcu złożyli skargę do Prezesa Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Proszą w niej o osobiste zajęcie się sprawą. Tak, by skłonić SA do działania. Chociażby ze względu na konstytucyjny szacunek do Rzecznika Praw Obywatelskich. Ale też szacunek dla jednego z nielicznych żyjących byłych więźniów obozów zagłady. A St. Zalewski ma już 100 lat i 8 miesięcy!

Dziś…

Historia Karola Tendery pokazuje, że w takich procesach największym przeciwnikiem bywa nie druga strona sporu, lecz czas.

Dlatego pytanie Stanisława Zalewskiego nie brzmi już tylko:

– Czy wygram?

Brzmi znacznie prościej:

– Czy doczekam wyroku?

Opr.: Lech Obara, Aneta Markowska

Na zdjęciu, od lewej Stanisław Zalewski i Lech Obara. Brama niemieckiego obozu zagłady Auschwitz, 

Czytaj więcej: „Czy polski sąd czeka na moją śmierć?” – pyta 101-letni b. więzień Auschwitz St. Zalewski

Komentarz (1)

Więcej artykułów…

  1. Premier Donald Tusk tumani, uwodzi, szczuje, manipuluje, kłamie i straszy. A Polska tonie...
  2. Uchwałą sejmu Rok 2027 Rokiem Objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

Strona 1 z 547

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Cwaniaczko :-) i do tego 100 tys premii czyli 8,3 tys na miesiąc. Razem daje 13,3 tys zł i to jest już git. Do tego paliwo, auto, gabinet, telefon, ko...
Prezes WFOŚiGW w Olsztynie odw...
1 dzień temu
Ja biorę za 5000 brutto. I co, zatkało?
Prezes WFOŚiGW w Olsztynie odw...
1 dzień temu
Co za fryzurka. Do jakiego ukr fryzjera chodzi ten w niebieskiej koszuli?
Do szpitala rehabilitacyjnego ...
1 dzień temu
https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/furia-czyli-prymus-pryncypala,216135
https://opinie.olsztyn.pl/olsztyn/furia-czyli-prymus-pryncypala/
"Krytyka Polityczna" ostrzega:...
1 dzień temu
A jakby starym komuchom naprawdę nie chciało się przenieść szubienic na Czarci Ostrów, to powinny sobie przypomnieć, że obecnie:
"Taki jest nakaz p...
Wkrótce wyrok NSA w sprawie na...
1 dzień temu
Mieszkańcy Olsztyna zafundowali sobie i okolicznym gminom duży problem. Ogródki działkowe na Wójtowej Roli są najbardziej narażone na emisje.
Ogromne przekroczenia emisji w...
1 dzień temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • PILNE / MONIT: Żądanie interwencji poselskiej – Międzynarodowe śledztwo EPPO a milczenie elit politycznych
  • Abp Filipazzi: Treść przesłania gietrzwałdzkiego można streścić w trzech słowach: nawrócenie, pokora i zaufanie
  • Premier Donald Tusk tumani, uwodzi, szczuje, manipuluje, kłamie i straszy. A Polska tonie...
  • Prezes WFOŚiGW w Olsztynie odwołany. Czy jest ofiarą walki pomiędzy Centrum a Partią2050?
  • Neurochirurg-celebryta z Olsztyna Grabarczyk zarabiał nawet 1000 zł za 5-19 minut w Piszu
  • We wrześniowej „Debacie” Bachmura o zamordyzmie KO, Socha demaskuje Tuska a Kowalczyk mówi „Tak dla imigracji”
  • Radni KO odrzucili prawo mieszkańców Olsztyna do głosu na sesjach
  • Ile jest prawdy w oskarżeniach Serafina: „Macie brudne łapy, PSL-owskie świnie”?
  • Ofierska twierdzi, że "Deb@ta" naruszyła jej dobra, żąda przeprosin i 500 zł. ODMAWIAMY
  • Teatr Narodowy im. Donalda Tuska: Jak przedszkolaki bawią się w rządzenie państwem
  • Prokuratura ściga "Debatę", a nie rozdawnictwo milionów na solaria

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

    • Wkrótce wyrok NSA w sprawie nakazu rozbiórki olsztyńskich "szubienic". Wiemy jaki będzie

      Adam Jerzy Socha 2026-10-07 09:42:03

      Olsztyński ratusz już otrzymał projekty parkingu podziemnego z funkcją miejsca ukrycia –...

    • Prezes WFOŚiGW w Olsztynie odwołany. Czy jest ofiarą walki pomiędzy Centrum a Partią2050?

      2026-10-06 19:42:15

      Bartosz Nowicki został odwołany ze stanowiska prezesa Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i...

    • Ofierska twierdzi, że "Deb@ta" naruszyła jej dobra, żąda przeprosin i 500 zł. ODMAWIAMY

      Adam Jerzy Socha 2026-10-05 11:19:41

      Dostaliśmy od Marcina Rurysa, pełnomocnika Małgorzaty Ofierskiej Wezwanie do zaniechania...

Wiadomości region

  • Region

    • Ogromne przekroczenia emisji w olsztyńskiej spalarni. Gdzie trafiają niebezpieczne popioły?

      Adam Jerzy Socha 2026-10-08 11:50:25

      Usiłuję od 15 stycznia 2025 roku, a więc od daty uruchomienia Instalacji Termicznego...

    • Neurochirurg-celebryta z Olsztyna Grabarczyk zarabiał nawet 1000 zł za 5-19 minut w Piszu

      2026-10-07 10:49:59

      Wyniki kontroli NFZ tylko w jednym szpitalu, w którym zabiegi wykonywał neurochirurg-celebryta z Olsztyna...

    • Do szpitala rehabilitacyjnego w Górowie Ił. nie trafią ukraińscy żołnierze

      Adam Jerzy Socha 2026-09-28 09:52:25

      Portal Sestry.eu poinformował, że "Trzydziestu ukraińskich weteranów przejdzie rehabilitację w...

Wiadomości Polska

  • Polska

    • "Krytyka Polityczna" ostrzega: Rok Matki Bożej Gietrzwałdzkiej = władza dla Brauna

      Adam Jerzy Socha 2026-10-05 14:14:35

      W organie polskich leninistów-marksistów „Krytyce Politycznej”, finansowanej przez niemieckie...

    • Jak elity europejskie zmarnowały dorobek pokoleń. BILANS UPADKU

      Wacław Domanus 2026-10-02 20:43:01

      GEOPOLITYCZNY I STRUKTURALNY BILANS UPADKU: JAK ELITY ZMARNOWAŁY DOROBEK POKOLEŃ Współczesna...

    • Prezydent RP: Obniżki cen paliw na stacjach mają nastąpić od razu

      2026-10-01 21:29:28

      Orędzie Prezydenta RP Karola Nawrockiego wygłoszone 1 października 2026r. Szanowni Państwo, Drodzy...

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.