Trwa presja koncernów OZE na gminy Warmii i Mazur. Kolej na Korsze
- Szczegóły
- Opublikowano: poniedziałek, 10 listopad 2025 20:15
- Adam Jerzy Socha
Gminy na Warmii i Mazurach podlegają silnej presji ze strony zachodnich koncernów OZE, które chcą budować farmy wiatrowe i fotowoltaiczne. Z reguły władze gmin ulegają skuszone wpływami do budżetu, za to mieszkańcy protestują. Inaczej było w Korszach.
Taki protest wybuchł w gminie Wielbark, gdzie spółka Artimex chce wybudowała największą farmę fotowoltaiczną w Polsce ok. 70 MW, z czego ok. 54 MW w ramach dotacji na OZE oraz "dolinę wodorową" zasilaną energią z farmy wiatrowej.
Trwa protest mieszkańców 9 wsi w gminie Górowo Iławeckie. Na ich terenie ma powstać elektrownia wiatrowa na pow. ok. 500 ha, złożona z 40 turbin o mocy 80 MW i wysokości 120 m. Obecnie w starostwie w Bartoszycach rozpatrywany jest wniosek inwestora o wydanie pozwolenia na budowę.
Koncern Eurowind Energy, w którym 50% udziałów ma duński kapitał zapowiedział budowę farmy wiatrowej o mocy 74,7 MW w gminie Bartoszyce.
Grupa mieszkańców Białej Piskiej zbiera podpisy pod wnioskiem o odwołanie w referendum burmistrza oraz rady miejskiej, w związku z uchwaleniem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który dopuszcza budowę turbin wiatrowych. Inwestorami są dwa powiązane zagraniczne spółki: Greenfuture Energy i Cristallum 45. Wydzierżawili od rolników grunty na których chcą postawić 34 turbiny o mocy 244,8 MW i wysokości 270 metrów.
Na XXII sesji Rady Miasta Korsze w dniu 28 października prezes spółki Lasuno, Wojciech Kawecki (na zdjęciu), reprezentujący niemiecki fundusz inwestycyjny KGAL oraz francuskiej spółki Galileo (australijskie fundusze inwestycyjne), lobbował, by burmistrz i radni zgodzili się na budowę farmy wiatrowej oraz fotowoltaicznej na terenie gminy. W sumie są w posiadaniu na terenie Polski 4,5 tys. ha, postawili OZE o mocy 700 MW i mają pozwolenia na 3 kolejne inwestycje. W gminie Korsze już podpisali umowy z rolnikami na dzierżawę gruntu pod budowę turbin.
Burmistrz Jan Adamowicz, inaczej jak burmistrzowie wyżej wymienionych gmin, oświadczył na sesji, że będzie przeciwny stawianiu wiatraków, gdzie się tylko da. Zgadza się tylko na dogęszczenie turbin na terenie, gdzie już one stoją. Również radni mieli szereg wątpliwości. Radna Anna Bobińska pytała, kto zutylizuje setki ton betonu, turbin i paneli, po okresie eksploatacji? Niemcy pozbywają się tego złomu do Polski.
Prezes Kawecki zapewnił, że z Niemiec już nie przywożą do Polski turbin ze szrotu, toteż ich czas eksploatacji wynosi obecnie 30 lat, ale przyznał, że nie ma jeszcze technologia utylizacji śmigieł turbin i paneli. Natomiast ma nadzieje, że z czasem takie technologie się pojawią. Gwarantem utylizacji będzie bank, który udzieli kredytu na inwestycję.
Wiceprzewodnicząca Irena Stróg wyraziła obawy o stan dróg w gminie, po których będą jeździć ciężkie pojazdy z setkami ton betonu i stali. Prezes Kawecki zapewnił, że spółka naprawi zniszczone drogi.
Radna Małgorzata Zubek podzieliła się swoim doświadczeniem:
- Mieszkam 450 metrów od turbiny i nie życzę tego nikomu. Trzeszczy, zgrzyta, a przy silnym wietrze szum jest okropny. Do tego dochodzi migotanie światła, nawet żaluzje w oknach nie pomagają. Ponadto, jak postawili turbiny to mieszkańcom wsi znikł sygnał telewizyjny. Spółka musiała nam kupić specjalne anteny i wzmacniacze. Ja nie podpiszę tej uchwały – powiedziała stanowczo.
Michalina Kostecka ze spółki Lasuno zapewniała, że nowe turbiny są zupełnie inaczej skonstruowane, pracują cicho.
Prezes spółki Lasuno Kawecki kilkakrotnie w trakcie prezentacji planów inwestycyjnych stwierdził, że „OZE są najtańszymi źródłami energii”. Ani burmistrz, ani nikt z radnych na to zapewnienie nie zareagował. Domyślam się, że nie wiedzą jaka jest prawda? Dlatego wystosowałem do nich List otwarty. Poniżej jego treść.
Szanowna Pani
Grażyna Wojtanis
Przewodnicząca Rady Miasta Korsze,
Szanowni Radni
Pani wiceprzewodnicząca Irena Stróg oraz radni: Pan Krzysztof Bamburek, Pan Andrzeja Służała, Pani Dorota Bartoszuk, Pani Anna Bobińska, Pani Krystyna Borzęcka, Pani Kazimiera Chruścińska, Pani Ilona Czekaj, Pan Tomasz Kowalski, Pan Mateusz Krajewski, Pani Dorota Siwek, Pani Urszula Romańczuk, Pani Małgorzata Zubek i Pan Paweł Zbiciak,
Szanowny Pan
Jan Adamowicz
Burmistrz Miasta Korsze
Wysłuchałem prezentacji prezesa spółki Lasuno Wojciecha Kaweckiego, działającego na zlecenie niemieckiego funduszu inwestycyjnego KGAL oraz francuskiej spółki Galileo, reprezentującej australijskie fundusze inwestycyjne, na XXII sesji Rady Miasta Korsze 28 października. Prezes kilkakrotnie powtórzył, że OZE są najtańszymi źródłami energii.
Prezes Wojciech Kawecki wprowadził Państwa w błąd!
Jeszcze w 2013 roku, za pierwszego rządu Platformy Obywatelskiej, Minister Gospodarki odpowiadając na interpelację poselską nr 19289 Anny Grodzkiej napisał, że „koszty wytwarzania energii elektrycznej w elektrowniach wiatrowych i słonecznych należą do najwyższych spośród wszystkich dostępnych na skalę przemysłową technologii wytwarzania energii pomimo relatywnie niskich kosztów budowy mocy zainstalowanej
Konieczność dotowania OZE z uwagi na wysokie koszty wytwarzania energii znacznie przekraczające ceny rynkowe i niezapewniające zwrotu z inwestycji, z uwagi na konieczność rezerwowania źródłami konwencjonalnymi, gdyż OZE charakteryzuje praca nieregularna, przerywana, zmienna i bardzo trudna do prognozowania, co oznacza, że wymagają jednoczesnej pracy elektrowni węglowej (w polskich warunkach), której używa się do kompensowania wahań generacji w sieci).
Produktywność (procent wykorzystania zainstalowanej mocy) dla el. jądrowych przekracza 90%, (okres eksploatacji co najmniej 60 lat). W przypadku farm wiatrowych oraz słonecznych wg Polskiej Sieci Energetycznej wynosi 18,67%”.
Obecny rząd premiera Donalda Tuska zapisał w Krajowym Planie Energii i Klimatu (KPEiK), że prąd do 2030 roku stanieje nawet o 18 proc., jak tylko zamkniemy ostatnią elektrownię węglową. Ale najpierw musimy zainwestować do 2030 roku 1 bilion 100 miliardów zł w OZE, czyli średnio ok. 216 mld rocznie (dla porównania, dochody budżetu na 2025 rok mają wynieść 632,6 mld zł).
Analizy międzynarodowe wskazują, że Polska potrzebuje do transformacji 10 bilionów złotych, czyli musielibyśmy wydać trzykrotność polskiego PKB na zrealizowanie oczekiwań Komisji Europejskiej. Koszt zielonej rewolucji na każdego pracującego Polaka to 25 tys. zł rocznie przez 27 lat.
"Polityka klimatyczna UE jest dla Polski samobójcza"
Natomiast energetycy i fizycy, naukowcy z polskich politechnik mówią jednoznacznie: polityka klimatyczna UE jest dla Polski samobójcza, bowiem prąd z OZE jest najdroższy a jego dalsze zwiększanie w miksie energetycznym doprowadzi do katastrofy systemu energetycznego (blackoutów, jak 28 kwietnia br. w Hiszpanii i Portugalii), gospodarkę do upadku i do pauperyzacji społeczeństwa, która przyśpieszy wraz z wprowadzeniem w 2028 roku opłat za emisję CO2 dla transportu, mieszkań i rolnictwa (tzw. ETS 2). ETS2 miał wejść w 2027 roku, ale tego roku w szeregu państw są wybory parlamentarne.
Budowa każdego kolejnej turbiny wiatrowej i każdego panelu fotowoltaicznego (PV) to gwóźdź do trumny polskiej gospodarki, gdyż podraża prąd, który już dzisiaj jest najdroższy w Unii Europejskiej (średnia cena prądu w UE jest 3-krotnie wyższa niż w Chinach i 2-krotnie wyższa niż w USA).
Dzisiaj moc wszystkich źródeł energii Polskiego Systemu Elektroenergetycznego to ok. 74 GW, z tego farm wiatrowych prawie 10 GW, fotowoltaiki ponad 22 GW, a więc ponad 48% mocy stanowią OZE, które produkują już 30% prądu, a mimo to prąd ciągle drożeje i trzeba go dla indywidualnego konsumenta „mrozić” (do 30 września na poziomie 0,6212 zł/kWh brutto, prawdziwa cena to 1,11 zł/kWh)? Jak to jest możliwe?
„Wzrost udziału energii z OZE w miksie energetycznym powoduje wzrost kosztów energii o ok. 30,0%. To wariant optymistyczny. W rzeczywistości, przy założeniu zwiększenia się udziału OZE do 75,0%, przy którym możliwa jest dekarbonizacja energetyki, będzie wynosił co najmniej 50,0%” - czytamy w Raporcie NSZZ „Solidarność” "Drapieżny Zielony (nie)Ład".
Subsydia, jakie otrzymują OZE, mają charakter ukryty, a zatem odbiorcy energii nie posiadają informacji o rzeczywistych kosztach jej produkcji z tego źródła. Aż 85 proc. inwestycji w energetyce trafia dziś w obszar źródeł odnawialnych. Społeczeństwo nie widzi pełnego kosztu tej zielonej transformacji, choć to my wszyscy za nią płacimy.
Obecnie koszt produkcji 1 MWh energii elektrycznej bez ETS i z ETS wynosi: • węgiel brunatny – 225 PLN (z ETS - 535,0 PLN) • węgiel kamienny – 352 PLN (610,0 PLN), • farmy wiatrowe – 754,0 PLN, na morzu – ponad 1000 PLN• fotowoltaiczne 819,0 PLN.
Zachód po cichu wycofuje ogromne dotacje do inwestycji w OZE i powraca do elektrowni konwencjonalnych na węgiel, gaz i atom. (TVN24: Duński Vestas zawiesza budowę fabryki turbin wiatrowych w Polsce)
Przestał to być opłacalny biznes, stąd taka presja kapitału zachodniego na Polskę, gdyż nasze państwo nadal suto dotuje OZE i wyda na ten cel w ciągu najbliższych 5 lat 1 bilion 100 miliardów złotych.
(Dla porównania, dług publiczny, według danych z 2023 roku wynosił ok. 1 bln zł (52% PKB), oraz znacznie wyższy dług ukryty, szacowany na 4,96 bln zł (276% PKB). Zgodnie z prognozami, do 2029 roku dług sektora publicznego (według metodologii Eurostatu) może wzrosnąć do 75,3% PKB. W sierpniu 2025 r. zadłużenie Skarbu Państwa wyniosło ok. 1,87 biliona złotych, co stanowiło wzrost o 13,7% w porównaniu do końca 2024 r.)
Węgiel jako źródło energii ma zniknąć z elektroenergetyki po roku 2035. To że mamy prąd zawdzięczamy budowie w dekadzie Gierka ponad 50 bloków energetycznych na węgiel o mocy 200 MW każdy, obecnie nadal pracuje 40 takich bloków o łącznej mocy 10 GW; to połowa naszego zapotrzebowania dobowego na energię elektryczną. Cud, że jeszcze pracują po 45 latach eksploatacji.
Zanim zaczęła się „zielona rewolucja” zdążyliśmy wybudować, po roku 2010, dwa bloki nadkrytyczne, każdy o mocy 900 MW w elektrowni Opole, blok w elektrowni Kozienice o mocy 1075 MW, i blok 910 MW w Jaworznie. Ich sprawność przekracza netto 46%. To oznacza, że nowoczesne turbiny z tej samej ilości węgla produkują półtora razy więcej energii elektrycznej niż ze starych bloków budowanych w okresie Gierka czy jeszcze Gomułki. Ponadto nowoczesne filtry eliminują z emisji szkodliwe związki chemiczne. W tym kierunku powinna była pójść polska energetyka i dzisiaj mielibyśmy najtańszy prąd w Europie.
- Likwidację naszego największego skarbu, jakim jest węgiel, jako źródło energii, można porównać do podcinania sobie żył – mówi prof. dr hab. inż. Władysław Mielczarski, inżynier energetyk, automatyk, profesor nauk technicznych, członek Instytutu Inżynierów Elektryków i Elektroników, wykładowca w Instytucie Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej. – Polska ma zasoby węgla na 200 lat i jest to najtańsze i najbezpieczniejsze źródło energii, bo własne.
Profesorowie nie negują potrzeby zamykania nierentownych kopalni węgla kamiennego, natomiast w woj. lubelskim mamy bogate złoża węgla brunatnego.
Likwidacja elektrowni węglowych oznacza, że Polska w 2035 roku zostanie z deficytem 10 GW mocy. Takiej ilości mocy nie kupimy od państw ościennych. Rząd zakłada, że w roku 2036 uruchomi pierwszy blok Elektrowni Jądrowej „Lubiatowo-Kopalino”, a dwóch kolejnych odpowiednio w 2037 i 2038 r. (moc całkowita 3,75 GW). Koszt budowy około 192 miliardy złotych. Specjaliści mówią, że to jest niewykonalne. Elektrownię jądrową w Finlandii o mocy 1,6 GW, uruchomioną w 2023 roku, budowano 18 lat!
Teoretycznie węgiel można zastąpić gazem ziemnym, ale na wybudowanie bloków na gaz o mocy 10-15 GW trzeba z 10 lat. Poza tym większych złóż gazu w Polsce nie mamy. Jesteśmy skazani na import, co zmniejsza nasze bezpieczeństwo energetyczne.
Do 2030 roku na Bałtyku staną farmy wiatrowe o mocy w sumie ok. 5,9 GW, orientacyjny koszt to 130 mld zł. W sumie z tych farm wiatrowych ma pochodzić 13 proc. energii. Jej żywotność to 15-20 lat. (Po takim okresie musiano rozebrać w Niemczech pierwszą farmę wiatrową na Bałtyku, która wg założeń miała działać 25 lat, do 2035 roku, ale sól zrobiła swoje). Jeśli cena rynkowa energii z tej farmy będzie niższa niż ta z aukcji, różnica zostanie pokryta z opłaty OZE (pobieranej od odbiorców energii).
Dlaczego OZE jest najdroższym źródłem energii?
Ponieważ są to źródła niestabilne. Nie wieje i nie świeci non stop, a w naszej szerokości geograficznej 2-3 razy w roku są 6 dniowe okresy bez wiatru, i co najmniej raz w roku występuje zjawisko „dunkelflaute” – bez wiatru i słońca – trwające 10 i więcej dni, więc ten ubytek musi być natychmiast uzupełniony przez elektrownie konwencjonalne, głównie gazowe, które muszą być cały czas „pod parą”. Za tę gotowość płacimy w rachunku za prąd tzw. opłatę mocową. Od 2026 roku średni wzrost tej opłaty wyniesie 50 procent. Prognozy na 2026 rok wskazują, że suma pobrana z tytułu opłaty mocowej może przekroczyć 10 mld zł.
Ostatnią „dunkelflaute” mieliśmy w listopadzie zeszłego roku, kiedy przez praktycznie 12 dni w sumie OZE produkowało tylko około 5-10% energii. Za włączanie zastępczych szczytowych elektrowni gazowych płacimy ponad 5 miliardów złotych rocznie. Tych kosztów byśmy nie ponosili, gdyby Unia nie narzuciła nam budowę OZE.
Dlatego OZE są nazywane przez energetyków „wampirami energii”. Cały system elektroenergetyczny musi pracować na OZE.
Dane ze strony PSE S.A. z dnia 12 listopada 2024 roku, godzina 16.13. Zapotrzebowanie wynosiło ponad 23 gigawaty. Ponad 17 gigawatów było pokrywane przez elektrownie węglowe, to jest prawie 90% zapotrzebowania, elektrownie gazowe wyprodukowały niecałe 5 gigawatów, 1,6 GW (10%) importowaliśmy, głównie z Niemiec i ze Szwecji.
Z fotowoltaiki tego dnia było 0 watów, bo nie świeciło słońce. Fotowoltaika u nas działa od marca do września. Do tego jak jest ciemno to instalacje fotowoltaiczne same pobierają pewną energię z sieci dla podtrzymania.
Ze źródeł wiatrowych mieliśmy 12 listopada jedynie 27 megawatów, a moc zainstalowana w tych wiatrakach wynosi ponad 10 tysięcy megawatów, czyli wiatraki generowały niecałe 3 promile mocy w nich zainstalowanych! Przez większość roku, przez 300 dni, te wiatraki ledwo się kręcą, a prąd produkują tylko przy odpowiedniej sile wiatru. Pracują więc gdzieś na poziomie około 10% mocy w nich zainstalowanych i jedynie przez 40 do 60 dni w roku, jak przechodzą jakieś silniejsze fronty atmosferyczne, rozwijają one swoją prawie pełną moc.
Gdy świeci i wieje grozi nam blackout
Gdy te kilkadziesiąt dni w roku jest silny wiatr albo latem długo świeci słońce, to mamy inny problem z OZE. Już w tym roku ponad 150 razy Polskie Sieci Elektroenergetyczne musiały ogłosić tak zwane nierynkowe redysponowanie mocy. To jest nakaz odłączenia dużych, wybranych farm fotowoltaicznych albo wiatrowych od systemu, żeby nie doprowadzić do blackoutu. Operator nie może wpuścić do systemu więcej mocy niż wynosi zapotrzebowanie. Jeśli wszyscy odbiorcy energii elektrycznej w danym momencie pobierają 20 GWh energii, to elektrownie nie mogą dać ani mniej, ani więcej energii. Przyjecie takiego nagłego skoku energii do sieci o mocy 20 GW spowodowałoby eksplozję systemu. Cały kraj zostałby pozbawiony prądu na nie wiadomo jak długo.
Tylko część tej energii z OZE, podczas takiego gwałtownego skoku produkcji, są w stanie przyjąć systemy sąsiadów, ale musimy za to zapłacić tzw. cenę ujemną, czyli musimy dopłacić, żeby tę energię przyjęli 1 tys. zł za 1 MW, a było nawet i 4 tysiące złotych. Np. Norwegia za tę opłaconą przez polskiego podatnika energię pompuje sobie wodę do zbiorników wyżej położonych w elektrowniach szczytowo-pompowych (norweski system elektroenergetyczny jest w 90% oparty na wodzie, w Polsce mamy w sumie tylko 6 elektrowni pompowo-szczytowych o łącznej mocy 1,8 GW, ale my w zimie zużywamy 600 GWh. (Czyli gdybyśmy całą dobę mieli bazować na wodnych magazynach energii, to potrzebowalibyśmy ich 300).
Przy tym, jak nie wieje i nie świeci, to właściciel farmy nie traci, bo umowa gwarantuje mu rekompensatę. Na tę rekompensatę składamy się wszyscy.
Sytuacji nie uratują bateryjne magazyny energii,
bo one przyjmą tylko 6% nadwyżki z OZE. Są zbyt małej pojemności, a nie ma technologii budowy większych. Największy magazyn bateryjny litowo-tytanowy postawił Tauron w Cieszanowicach pod Opolem, w ramach eksperymentu. Moc czynna to ponad 3 MW, a pojemność użyteczna wynosi ponad 700 kWh. Stacja stabilizuje pracę oddalonej o 7,5 km farmy wiatrowej o mocy ok. 30 MW, czyli jest w stanie zastąpić farmę na JEDEN bezwietrzny dzień. Trzeba więc byłoby wybudować w Polsce 345 magazynów przy obecnej mocy farm wiatrowych 10 350 MW – podał prof. dr hab. inż. Ziemowit Malecha z Politechniki Wrocławskiej.
Żeby zmagazynować jedną kilowatogodzinę energii elektrycznej potrzeba około 150 gramów litu. Jeżeli byśmy mieli magazynować 600 GWh, to dobowe zużycie energii elektrycznej w Polsce, to potrzeba by było 90 tysięcy ton litu. Problem polega na tym, że na świecie wydobywa się niewiele ponad 100 tysięcy ton litu.
Monopolistą na dostawę kobaltu do budowy baterii litowo-kobaltowych, do magazynów energii, aut elektrycznych i baterii w komórkach są Chiny. Całe wydobycie z Konga – 70% światowego zapotrzebowania przejmują Chiny. Jak wygląda wydobycie kobaltu w Kongo pokazał film „Odnawialne Źródło Pieniędzy”. Wydobywają go dzieci, bez odpowiedniego sprzętu ochronnego, kopiąc ręcznie tunele i kratery. Praca odbywa się w skrajnie niebezpiecznych warunkach, wykonywana przez wiele godzin, a zarobki są minimalne – kilka dolarów dziennie. Długotrwałe narażenie na pył kobaltowy prowadzi do poważnych chorób płuc, znanych jako kobaltoza, oraz chorób skóry. Wyrobiska prowadzą do degradacji gleby, zanieczyszczenia wód i niszczenia siedlisk, co negatywnie wpływa na lokalne ekosystemy.
Czy wyjściem jest wodór?
Wobec tego teraz chce się z tej nadmiarowej energii OZE produkować tak zwany "zielony wodór" w elektrolizerach. Taką pilotażową instalację zbudowano w elektrociepłowni Elbląg kosztem kilku milionów złotych. Moc tego elektrolizera to jest zaledwie 10 kW, więc żeby to miało jakiekolwiek znaczenie, to musiałoby około miliona takich instalacji razy 5 milionów zł, to mamy koszt równy dwukrotności dzisiejszego zadłużenia Polski. Przy tym jeśli w przypadku elektrowni szczytowo-pompowej sprawność cyklu wynosi około 70%, czyli 30% tej energii tracimy. To w przypadku zamiany energii elektrycznej na wodór i z wodoru na energię elektryczną, sprawność takiego cyklu to jest zaledwie 20%.
„Wodór staje się rozwiązaniem na wszystko – kolejna wielka nadzieja rewolucji energetycznej i wspaniałym panaceum na pytania niedowiarków – czytamy w publikacji „Wodór – nowe cudowne rozwiązanie wszystkich problemów energetycznych?” prof. dr hab. inż Konrada Świrskiego, wykładowcy Politechniki Warszawskiej i prezesa firmy Transition Technologies działającej w branży IT. - Jednak fizyczne cechy wodoru, takie jak: penetracja ścian zbiorników i rurociągów, powodowanie kruchości metali oraz wybuchowe spalanie z efektem flash-back (wodór spala się również „do tyłu” powodując uszkodzenia instalacji zasilającej), powodują że i ta ostatnia nadzieja jest płonna.
Mimo to z KPO przeznaczono ponad 2 mld zł na „zielony wodór”
Specjalnie dla OZE budujemy linie przesyłowe
Kolejny ogromny koszt związany z OZE, to konieczność budowy tylko dla nich linii przesyłowych (farmy wiatrowe i fotowoltaiczne powstają na północy a przemysł jest na południu kraju). Sieci, które posiadamy w zupełności wystarczają do przesłania odbiorcom potrzebnej energii elektrycznej. Subsydia w postaci kosztów budowy linii dla producentów OZE wynoszą ok. 10 mld zł rocznie. Koszt np. linii przesyłowej z farm na wybrzeżu w Choczewie do Piły - 230 km, to 600 mln zł.
Za farmy fotowoltaiczne mogliśmy zbudować 5 takich elektrowni jak w Bełchatowie
Łącznie ze spalania różnego rodzaju paliw produkujemy 75% energii elektrycznej, a tylko 25% to są źródła odnawialne. Największy udział w tych 25% ma energetyka wiatrowa, prawie 15%, ale największe moce zainstalowano w fotowoltaice, prawie 25 GW. Dla porównania: moc największej polskiej elektrowni węglowej w Bełchatowie to jest 5 GW, czyli mając 25 GW mocy w fotowoltaice, to tak jakbyśmy wybudowali 5 elektrowni tej wielkości co w Bełchatowie. Ale fotowoltaika daje nam jedynie 9% średniorocznie energii do miksu energetycznego.
Dla porównania, współczynnik wykorzystania mocy zainstalowanej w elektrowniach węglowych jest na poziomie co najmniej 70%, czyli 7 razy większy niż w fotowoltaice. Koszt zainstalowania jednostki mocy w fotowoltaice i w bloku węglowym, jest porównywalny, wynosi około 8 miliardów złotych za 1 GW. Czyli za te pieniądze, które wydaliśmy w Polsce na fotowoltaikę, można było wybudować 5 takich elektrowniach jak w Bełchatowie, które by nam pokryły 100% zapotrzebowania.
Wskaźnik ROI (ang. Return on Investment), oceniający efektywność inwestycji, obliczany jako stosunek zysku do poniesionych kosztów, miara pozwalająca określić, jak opłacalna była dana inwestycja, gdzie dodatni wynik wskazuje na zysk, a ujemny na stratę. Np. w przypadku elektrowni węglowych, gazowych, ROI wynosi około 30, czyli taka elektrownia w ciągu 40 lat zwróciła 30-krotność energii zainwestowanej. W przypadku elektrowni atomowej ROI przekracza nawet 70.
W przypadku paneli fotowoltaicznych przy ogniwach najlepszej jakości z krzemu polikrystalicznego, które montujemy na dachu, ROI wynosi maksymalnie 4.
Za te setki miliardów złotych utopionych w OZE płacimy my, podatnicy. Z KPO, z ok. 256 mld zł (z tego ok. 58% to pożyczki), mamy ok. 41% przeznaczyć na tzw. "cele klimatyczne". To pieniądze, które powinny trafić do służby zdrowia (brakuje 14 mld zł, odwoływane są zabiegi onkologiczne), na naukę, na inwestycje infrastrukturalne i na obronność.
"Bo musimy ratować planetę"
Dlaczego wyrzucamy te setki miliardów złotych w błoto? Bo Komisja Europejska orzekła, że musimy ratować planetę, która spłonie, jeśli nie zredukujemy do zera emisji CO2 a największa emisja CO2 jest z węgla, ropy i gazu. Z państw Unii ta walka z CO2 najbardziej uderza w Polskę, której energetyka opiera się na węglu. (Przypomnę, że bez CO2 nie istniałoby życie na Ziemi).
Główny lider walki z ociepleniem klimaty, najbogatszy człowiek świata Bill Gates, w artykule opublikowanym ostatnio w New York Times ogłosił: „Says Climate Change ‘Will Not Lead to Humanity’s Demise’ In a memo, the Microsoft co-founder warned against climate alarmism and appears to have shifted some of his views about climate change” (Zmiana klimatu „nie doprowadzi do zagłady ludzkości”. W notatce współzałożyciel Microsoftu ostrzegał przed alarmizmem klimatycznym i najwyraźniej zmienił niektóre swoje poglądy na temat zmiany klimatu”).
Kto ile emituje CO2?
W 2024 roku Chiny wyemitowały 33% CO2, USA 13,4%, Indie 8,6%, UE 5,9% w tym Polska 0,5%, Rosja 4,7%, Japonia 3,%. Jeśli w USA i UE z roku na rok emisja spada, to w Chinach i Indiach stale rośnie. Chiny i Indie na potęgę otwierają kolejne elektrownie węglowe oraz budują elektrownie jądrowe. Jeśli Unia w tym Polska „wyzerują” CO2 zgodnie z „Fit for 55”, niszcząc swoje gospodarki, nie będzie to miało żadnego znaczenia dla globalnej emisji CO2.
Adam Socha
Mój tekst oparłem o następujące materiały:
Raport NSZZ „Solidarność” DRAPIEŻNY ZIELONY (NIE) ŁAD
Wykład dr. Inż. Mirosława Gajera z AGH (Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie, Wydział Elektrotechniki, Automatyki, Informatyki i Inżynierii Biomedycznej, Katedra Informatyki Stosowanej) pt. Czy w Polsce zabraknie prądu? Ekspert ujawnia kulisy energetyki!
Wykłady:
Wojciecha Kosmana na stronie Politechniki Śląskiej, Katedra Maszyn i Urządzeń Energetycznych, Wydział Inżynierii Środowiska i Energetykipt. Politechniki Śląskiej pt. Power Belfer
Film „Odnawialne Źródło Pieniędzy” z udziałem prof. dr. hab. inż. Ziemowita Malechy, z Wydziału Mechaniczno-Energetycznego Politechniki Wrocławskiej.
Wywiady z prof. dr hab. inż Władysławem Mielczarskim z Politechniki Łódzkiej, m.in. W Polsce mamy za dużo wiatraków. Dają za dużo energii i destabilizują tak system
Wywiady z prof. dr hab. inż Ziemowitem Malechą z Politechniki Wrocławskiej, m.in. Energia z wiatraków jest bardzo droga i nie może być tania. Trzeba trzymać się węgla
Wywiad z dr. inż Jerzym Majchrem, niezależnym doradca energetycznym pt. „Tania energia z wiatraka to fałsz. Najlepiej jakby energii z OZE w ogóle nie było”
Wywiad z dr. Piotrem Naimskim, któremu zawdzięczamy budowę Baltic Pipe (gazociąg z Norwegii i Danii): „Musimy postawić na węgiel i budować elektrownie węglowe”
Czytaj więcej: Trwa presja koncernów OZE na gminy Warmii i Mazur. Kolej na Korsze






https://dakowski.pl/putin-zaatakuje-po...
... zegar tyka ...