logodebata

Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez prawie 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

piątek, styczeń 23, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Region

Region

Trwa presja koncernów OZE na gminy Warmii i Mazur. Kolej na Korsze

Szczegóły
Opublikowano: poniedziałek, 10 listopad 2025 20:15
Adam Jerzy Socha

Gminy na Warmii i Mazurach podlegają silnej presji ze strony zachodnich koncernów OZE, które chcą budować farmy wiatrowe i fotowoltaiczne. Z reguły władze gmin ulegają skuszone wpływami do budżetu, za to mieszkańcy protestują. Inaczej było w Korszach. 

Taki protest wybuchł w gminie Wielbark, gdzie spółka Artimex chce wybudowała największą farmę fotowoltaiczną w Polsce ok. 70 MW, z czego ok. 54 MW w ramach dotacji na OZE oraz "dolinę wodorową" zasilaną energią z farmy wiatrowej.

Trwa protest mieszkańców 9 wsi w gminie Górowo Iławeckie. Na ich terenie ma powstać elektrownia wiatrowa na pow. ok. 500 ha, złożona z 40 turbin o mocy 80 MW i wysokości 120 m. Obecnie w starostwie w Bartoszycach rozpatrywany jest wniosek inwestora o wydanie pozwolenia na budowę.

Koncern Eurowind Energy, w którym 50% udziałów ma duński kapitał zapowiedział budowę  farmy wiatrowej o mocy 74,7 MW w gminie Bartoszyce. 

Grupa mieszkańców Białej Piskiej zbiera podpisy pod wnioskiem o odwołanie w referendum burmistrza oraz rady miejskiej, w związku z uchwaleniem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który dopuszcza budowę turbin wiatrowych. Inwestorami są dwa powiązane zagraniczne spółki: Greenfuture Energy i Cristallum 45. Wydzierżawili od rolników grunty na których chcą postawić 34 turbiny o mocy 244,8 MW i wysokości 270 metrów.

Na XXII sesji Rady Miasta Korsze w dniu 28 października prezes spółki Lasuno, Wojciech Kawecki (na zdjęciu), reprezentujący niemiecki fundusz inwestycyjny KGAL oraz francuskiej spółki Galileo (australijskie fundusze inwestycyjne), lobbował, by burmistrz i radni zgodzili się na budowę farmy wiatrowej oraz fotowoltaicznej na terenie gminy. W sumie są w posiadaniu na terenie Polski 4,5 tys. ha, postawili OZE o mocy 700 MW i mają pozwolenia na 3 kolejne inwestycje. W gminie Korsze już podpisali umowy z rolnikami na dzierżawę gruntu pod budowę turbin.

Burmistrz Jan Adamowicz, inaczej jak burmistrzowie wyżej wymienionych gmin, oświadczył na sesji, że będzie przeciwny stawianiu wiatraków, gdzie się tylko da. Zgadza się tylko na dogęszczenie turbin na terenie, gdzie już one stoją. Również radni mieli szereg wątpliwości. Radna Anna Bobińska pytała, kto zutylizuje setki ton betonu, turbin i paneli, po okresie eksploatacji? Niemcy pozbywają się tego złomu do Polski.

Prezes Kawecki zapewnił, że z Niemiec już nie przywożą do Polski turbin ze szrotu, toteż ich czas eksploatacji wynosi obecnie 30 lat, ale przyznał, że nie ma jeszcze technologia utylizacji śmigieł turbin i paneli. Natomiast ma nadzieje, że z czasem takie technologie się pojawią. Gwarantem utylizacji będzie bank, który udzieli kredytu na inwestycję.

Wiceprzewodnicząca Irena Stróg wyraziła obawy o stan dróg w gminie, po których będą jeździć ciężkie pojazdy z setkami ton betonu i stali. Prezes Kawecki zapewnił, że spółka naprawi zniszczone drogi.

Radna Małgorzata Zubek podzieliła się swoim doświadczeniem:

- Mieszkam 450 metrów od turbiny i nie życzę tego nikomu. Trzeszczy, zgrzyta, a przy silnym wietrze szum jest okropny. Do tego dochodzi migotanie światła, nawet żaluzje w oknach nie pomagają. Ponadto, jak postawili turbiny to mieszkańcom wsi znikł sygnał telewizyjny. Spółka musiała nam kupić specjalne anteny i wzmacniacze. Ja nie podpiszę tej uchwały – powiedziała stanowczo.
Michalina Kostecka ze spółki Lasuno zapewniała, że nowe turbiny są zupełnie inaczej skonstruowane, pracują cicho.

Prezes spółki Lasuno Kawecki kilkakrotnie w trakcie prezentacji planów inwestycyjnych stwierdził, że „OZE są najtańszymi źródłami energii”. Ani burmistrz, ani nikt z radnych na to zapewnienie nie zareagował. Domyślam się, że nie wiedzą jaka jest prawda? Dlatego wystosowałem do nich List otwarty. Poniżej jego treść.

Szanowna Pani
Grażyna Wojtanis
Przewodnicząca Rady Miasta Korsze,
Szanowni Radni
Pani wiceprzewodnicząca Irena Stróg oraz radni: Pan Krzysztof Bamburek, Pan Andrzeja Służała, Pani Dorota Bartoszuk, Pani Anna Bobińska, Pani Krystyna Borzęcka, Pani Kazimiera Chruścińska, Pani Ilona Czekaj, Pan Tomasz Kowalski, Pan Mateusz Krajewski, Pani Dorota Siwek, Pani Urszula Romańczuk, Pani Małgorzata Zubek i Pan Paweł Zbiciak,
Szanowny Pan
Jan Adamowicz
Burmistrz Miasta Korsze

Wysłuchałem prezentacji prezesa spółki Lasuno Wojciecha Kaweckiego, działającego na zlecenie niemieckiego funduszu inwestycyjnego KGAL oraz francuskiej spółki Galileo, reprezentującej australijskie fundusze inwestycyjne, na XXII sesji Rady Miasta Korsze 28 października. Prezes kilkakrotnie powtórzył, że OZE są najtańszymi źródłami energii.

Prezes Wojciech Kawecki wprowadził Państwa w błąd! 

Jeszcze w 2013 roku, za pierwszego rządu Platformy Obywatelskiej, Minister Gospodarki odpowiadając na interpelację poselską nr 19289 Anny Grodzkiej napisał, że „koszty wytwarzania energii elektrycznej w elektrowniach wiatrowych i słonecznych należą do najwyższych spośród wszystkich dostępnych na skalę przemysłową technologii wytwarzania energii pomimo relatywnie niskich kosztów budowy mocy zainstalowanej

Konieczność dotowania OZE z uwagi na wysokie koszty wytwarzania energii znacznie przekraczające ceny rynkowe i niezapewniające zwrotu z inwestycji, z uwagi na konieczność rezerwowania źródłami konwencjonalnymi, gdyż OZE charakteryzuje praca nieregularna, przerywana, zmienna i bardzo trudna do prognozowania, co oznacza, że wymagają jednoczesnej pracy elektrowni węglowej (w polskich warunkach), której używa się do kompensowania wahań generacji w sieci).

Produktywność (procent wykorzystania zainstalowanej mocy) dla el. jądrowych przekracza 90%, (okres eksploatacji co najmniej 60 lat). W przypadku farm wiatrowych oraz słonecznych wg Polskiej Sieci Energetycznej wynosi 18,67%”.

Obecny rząd premiera Donalda Tuska zapisał w Krajowym Planie Energii i Klimatu (KPEiK), że prąd do 2030 roku stanieje nawet o 18 proc., jak tylko zamkniemy ostatnią elektrownię węglową. Ale najpierw musimy zainwestować do 2030 roku 1 bilion 100 miliardów zł w OZE, czyli średnio ok. 216 mld rocznie (dla porównania, dochody budżetu na 2025 rok mają wynieść 632,6 mld zł). 

Analizy międzynarodowe wskazują, że Polska potrzebuje do transformacji 10 bilionów złotych, czyli musielibyśmy wydać trzykrotność polskiego PKB na zrealizowanie oczekiwań Komisji Europejskiej. Koszt zielonej rewolucji na każdego pracującego Polaka to 25 tys. zł rocznie przez 27 lat.

"Polityka klimatyczna UE jest dla Polski samobójcza"

Natomiast energetycy i fizycy, naukowcy z polskich politechnik mówią jednoznacznie: polityka klimatyczna UE jest dla Polski samobójcza, bowiem prąd z OZE jest najdroższy a jego dalsze zwiększanie w miksie energetycznym doprowadzi do katastrofy systemu energetycznego (blackoutów, jak 28 kwietnia br. w Hiszpanii i Portugalii), gospodarkę do upadku i do pauperyzacji społeczeństwa, która przyśpieszy wraz z wprowadzeniem w 2028 roku opłat za emisję CO2 dla transportu, mieszkań i rolnictwa (tzw. ETS 2). ETS2 miał wejść w 2027 roku, ale tego roku w szeregu państw są wybory parlamentarne.

Budowa każdego kolejnej turbiny wiatrowej i każdego panelu fotowoltaicznego (PV) to gwóźdź do trumny polskiej gospodarki, gdyż podraża prąd, który już dzisiaj jest najdroższy w Unii Europejskiej (średnia cena prądu w UE jest 3-krotnie wyższa niż w Chinach i 2-krotnie wyższa niż w USA).

Dzisiaj moc wszystkich źródeł energii Polskiego Systemu Elektroenergetycznego to ok. 74 GW, z tego farm wiatrowych prawie 10 GW, fotowoltaiki ponad 22 GW, a więc ponad 48% mocy stanowią OZE, które produkują już 30% prądu, a mimo to prąd ciągle drożeje i trzeba go dla indywidualnego konsumenta „mrozić” (do 30 września na poziomie 0,6212 zł/kWh brutto, prawdziwa cena to 1,11 zł/kWh)? Jak to jest możliwe?

„Wzrost udziału energii z OZE w miksie energetycznym powoduje wzrost kosztów energii o ok. 30,0%. To wariant optymistyczny. W rzeczywistości, przy założeniu zwiększenia się udziału OZE do 75,0%, przy którym możliwa jest dekarbonizacja energetyki, będzie wynosił co najmniej 50,0%” - czytamy w Raporcie NSZZ „Solidarność” "Drapieżny Zielony (nie)Ład".

Subsydia, jakie otrzymują OZE, mają charakter ukryty, a zatem odbiorcy energii nie posiadają informacji o rzeczywistych kosztach jej produkcji z tego źródła. Aż 85 proc. inwestycji w energetyce trafia dziś w obszar źródeł odnawialnych. Społeczeństwo nie widzi pełnego kosztu tej zielonej transformacji, choć to my wszyscy za nią płacimy.

Obecnie koszt produkcji 1 MWh energii elektrycznej bez ETS i z ETS wynosi: • węgiel brunatny – 225 PLN (z ETS - 535,0 PLN) • węgiel kamienny – 352 PLN (610,0 PLN), • farmy wiatrowe – 754,0 PLN, na morzu – ponad 1000 PLN• fotowoltaiczne 819,0 PLN.
Zachód po cichu wycofuje ogromne dotacje do inwestycji w OZE i powraca do elektrowni konwencjonalnych na węgiel, gaz i atom. (TVN24: Duński Vestas zawiesza budowę fabryki turbin wiatrowych w Polsce) 

Przestał to być opłacalny biznes, stąd taka presja kapitału zachodniego na Polskę, gdyż nasze państwo nadal suto dotuje OZE i wyda na ten cel w ciągu najbliższych 5 lat 1 bilion 100 miliardów złotych.

(Dla porównania, dług publiczny, według danych z 2023 roku wynosił ok. 1 bln zł (52% PKB), oraz znacznie wyższy dług ukryty, szacowany na 4,96 bln zł (276% PKB). Zgodnie z prognozami, do 2029 roku dług sektora publicznego (według metodologii Eurostatu) może wzrosnąć do 75,3% PKB. W sierpniu 2025 r. zadłużenie Skarbu Państwa wyniosło ok. 1,87 biliona złotych, co stanowiło wzrost o 13,7% w porównaniu do końca 2024 r.)

Węgiel jako źródło energii ma zniknąć z elektroenergetyki po roku 2035. To że mamy prąd zawdzięczamy budowie w dekadzie Gierka ponad 50 bloków energetycznych na węgiel o mocy 200 MW każdy, obecnie nadal pracuje 40 takich bloków o łącznej mocy 10 GW; to połowa naszego zapotrzebowania dobowego na energię elektryczną. Cud, że jeszcze pracują po 45 latach eksploatacji.

Zanim zaczęła się „zielona rewolucja” zdążyliśmy wybudować, po roku 2010, dwa bloki nadkrytyczne, każdy o mocy 900 MW w elektrowni Opole, blok w elektrowni Kozienice o mocy 1075 MW, i blok 910 MW w Jaworznie. Ich sprawność przekracza netto 46%. To oznacza, że nowoczesne turbiny z tej samej ilości węgla produkują półtora razy więcej energii elektrycznej niż ze starych bloków budowanych w okresie Gierka czy jeszcze Gomułki. Ponadto nowoczesne filtry eliminują z emisji szkodliwe związki chemiczne. W tym kierunku powinna była pójść polska energetyka i dzisiaj mielibyśmy najtańszy prąd w Europie.

- Likwidację naszego największego skarbu, jakim jest węgiel, jako źródło energii, można porównać do podcinania sobie żył – mówi prof. dr hab. inż. Władysław Mielczarski, inżynier energetyk, automatyk, profesor nauk technicznych, członek Instytutu Inżynierów Elektryków i Elektroników, wykładowca w Instytucie Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej. – Polska ma zasoby węgla na 200 lat i jest to najtańsze i najbezpieczniejsze źródło energii, bo własne.

Profesorowie nie negują potrzeby zamykania nierentownych kopalni węgla kamiennego, natomiast w woj. lubelskim mamy bogate złoża węgla brunatnego.

Likwidacja elektrowni węglowych oznacza, że Polska w 2035 roku zostanie z deficytem 10 GW mocy. Takiej ilości mocy nie kupimy od państw ościennych. Rząd zakłada, że w roku 2036 uruchomi pierwszy blok Elektrowni Jądrowej „Lubiatowo-Kopalino”, a dwóch kolejnych odpowiednio w 2037 i 2038 r. (moc całkowita 3,75 GW). Koszt budowy około 192 miliardy złotych. Specjaliści mówią, że to jest niewykonalne. Elektrownię jądrową w Finlandii o mocy 1,6 GW, uruchomioną w 2023 roku, budowano 18 lat!

Teoretycznie węgiel można zastąpić gazem ziemnym, ale na wybudowanie bloków na gaz o mocy 10-15 GW trzeba z 10 lat. Poza tym większych złóż gazu w Polsce nie mamy. Jesteśmy skazani na import, co zmniejsza nasze bezpieczeństwo energetyczne.

Do 2030 roku na Bałtyku staną farmy wiatrowe o mocy w sumie ok. 5,9 GW, orientacyjny koszt to 130 mld zł. W sumie z tych farm wiatrowych ma pochodzić 13 proc. energii. Jej żywotność to 15-20 lat. (Po takim okresie musiano rozebrać w Niemczech pierwszą farmę wiatrową na Bałtyku, która wg założeń miała działać 25 lat, do 2035 roku, ale sól zrobiła swoje). Jeśli cena rynkowa energii z tej farmy będzie niższa niż ta z aukcji, różnica zostanie pokryta z opłaty OZE (pobieranej od odbiorców energii).

Dlaczego OZE jest najdroższym źródłem energii?

Ponieważ są to źródła niestabilne. Nie wieje i nie świeci non stop, a w naszej szerokości geograficznej 2-3 razy w roku są 6 dniowe okresy bez wiatru, i co najmniej raz w roku występuje zjawisko „dunkelflaute” – bez wiatru i słońca – trwające 10 i więcej dni, więc ten ubytek musi być natychmiast uzupełniony przez elektrownie konwencjonalne, głównie gazowe, które muszą być cały czas „pod parą”. Za tę gotowość płacimy w rachunku za prąd tzw. opłatę mocową. Od 2026 roku średni wzrost tej opłaty wyniesie 50 procent. Prognozy na 2026 rok wskazują, że suma pobrana z tytułu opłaty mocowej może przekroczyć 10 mld zł.

Ostatnią „dunkelflaute” mieliśmy w listopadzie zeszłego roku, kiedy przez praktycznie 12 dni w sumie OZE produkowało tylko około 5-10% energii. Za włączanie zastępczych szczytowych elektrowni gazowych płacimy ponad 5 miliardów złotych rocznie. Tych kosztów byśmy nie ponosili, gdyby Unia nie narzuciła nam budowę OZE.

Dlatego OZE są nazywane przez energetyków „wampirami energii”. Cały system elektroenergetyczny musi pracować na OZE.

Dane ze strony PSE S.A. z dnia 12 listopada 2024 roku, godzina 16.13. Zapotrzebowanie wynosiło ponad 23 gigawaty. Ponad 17 gigawatów było pokrywane przez elektrownie węglowe, to jest prawie 90% zapotrzebowania, elektrownie gazowe wyprodukowały niecałe 5 gigawatów, 1,6 GW (10%) importowaliśmy, głównie z Niemiec i ze Szwecji.

Z fotowoltaiki tego dnia było 0 watów, bo nie świeciło słońce. Fotowoltaika u nas działa od marca do września. Do tego jak jest ciemno to instalacje fotowoltaiczne same pobierają pewną energię z sieci dla podtrzymania.

Ze źródeł wiatrowych mieliśmy 12 listopada jedynie 27 megawatów, a moc zainstalowana w tych wiatrakach wynosi ponad 10 tysięcy megawatów, czyli wiatraki generowały niecałe 3 promile mocy w nich zainstalowanych! Przez większość roku, przez 300 dni, te wiatraki ledwo się kręcą, a prąd produkują tylko przy odpowiedniej sile wiatru. Pracują więc gdzieś na poziomie około 10% mocy w nich zainstalowanych i jedynie przez 40 do 60 dni w roku, jak przechodzą jakieś silniejsze fronty atmosferyczne, rozwijają one swoją prawie pełną moc.

Gdy świeci i wieje grozi nam blackout

Gdy te kilkadziesiąt dni w roku jest silny wiatr albo latem długo świeci słońce, to mamy inny problem z OZE. Już w tym roku ponad 150 razy Polskie Sieci Elektroenergetyczne musiały ogłosić tak zwane nierynkowe redysponowanie mocy. To jest nakaz odłączenia dużych, wybranych farm fotowoltaicznych albo wiatrowych od systemu, żeby nie doprowadzić do blackoutu. Operator nie może wpuścić do systemu więcej mocy niż wynosi zapotrzebowanie. Jeśli wszyscy odbiorcy energii elektrycznej w danym momencie pobierają 20 GWh energii, to elektrownie nie mogą dać ani mniej, ani więcej energii. Przyjecie takiego nagłego skoku energii do sieci o mocy 20 GW spowodowałoby eksplozję systemu. Cały kraj zostałby pozbawiony prądu na nie wiadomo jak długo.

Tylko część tej energii z OZE, podczas takiego gwałtownego skoku produkcji, są w stanie przyjąć systemy sąsiadów, ale musimy za to zapłacić tzw. cenę ujemną, czyli musimy dopłacić, żeby tę energię przyjęli 1 tys. zł za 1 MW, a było nawet i 4 tysiące złotych. Np. Norwegia za tę opłaconą przez polskiego podatnika energię pompuje sobie wodę do zbiorników wyżej położonych w elektrowniach szczytowo-pompowych (norweski system elektroenergetyczny jest w 90% oparty na wodzie, w Polsce mamy w sumie tylko 6 elektrowni pompowo-szczytowych o łącznej mocy 1,8 GW, ale my w zimie zużywamy 600 GWh. (Czyli gdybyśmy całą dobę mieli bazować na wodnych magazynach energii, to potrzebowalibyśmy ich 300).

Przy tym, jak nie wieje i nie świeci, to właściciel farmy nie traci, bo umowa gwarantuje mu rekompensatę. Na tę rekompensatę składamy się wszyscy.

Sytuacji nie uratują bateryjne magazyny energii,

bo one przyjmą tylko 6% nadwyżki z OZE. Są zbyt małej pojemności, a nie ma technologii budowy większych. Największy magazyn bateryjny litowo-tytanowy postawił Tauron w Cieszanowicach pod Opolem, w ramach eksperymentu. Moc czynna to ponad 3 MW, a pojemność użyteczna wynosi ponad 700 kWh. Stacja stabilizuje pracę oddalonej o 7,5 km farmy wiatrowej o mocy ok. 30 MW, czyli jest w stanie zastąpić farmę na JEDEN bezwietrzny dzień. Trzeba więc byłoby wybudować w Polsce 345 magazynów przy obecnej mocy farm wiatrowych 10 350 MW – podał prof. dr hab. inż.  Ziemowit Malecha z Politechniki Wrocławskiej.

Żeby zmagazynować jedną kilowatogodzinę energii elektrycznej potrzeba około 150 gramów litu. Jeżeli byśmy mieli magazynować 600 GWh, to dobowe zużycie energii elektrycznej w Polsce, to potrzeba by było 90 tysięcy ton litu. Problem polega na tym, że na świecie wydobywa się niewiele ponad 100 tysięcy ton litu.

Monopolistą na dostawę kobaltu do budowy baterii litowo-kobaltowych, do magazynów energii, aut elektrycznych i baterii w komórkach są Chiny. Całe wydobycie z Konga – 70% światowego zapotrzebowania przejmują Chiny. Jak wygląda wydobycie kobaltu w Kongo pokazał film „Odnawialne Źródło Pieniędzy”. Wydobywają go dzieci, bez odpowiedniego sprzętu ochronnego, kopiąc ręcznie tunele i kratery. Praca odbywa się w skrajnie niebezpiecznych warunkach, wykonywana przez wiele godzin, a zarobki są minimalne – kilka dolarów dziennie. Długotrwałe narażenie na pył kobaltowy prowadzi do poważnych chorób płuc, znanych jako kobaltoza, oraz chorób skóry. Wyrobiska prowadzą do degradacji gleby, zanieczyszczenia wód i niszczenia siedlisk, co negatywnie wpływa na lokalne ekosystemy.

Czy wyjściem jest wodór?

Wobec tego teraz chce się z tej nadmiarowej energii OZE produkować tak zwany "zielony wodór" w elektrolizerach. Taką pilotażową instalację zbudowano w elektrociepłowni Elbląg kosztem kilku milionów złotych. Moc tego elektrolizera to jest zaledwie 10 kW, więc żeby to miało jakiekolwiek znaczenie, to musiałoby około miliona takich instalacji razy 5 milionów zł, to mamy koszt równy dwukrotności dzisiejszego zadłużenia Polski. Przy tym jeśli w przypadku elektrowni szczytowo-pompowej sprawność cyklu wynosi około 70%, czyli 30% tej energii tracimy. To w przypadku zamiany energii elektrycznej na wodór i z wodoru na energię elektryczną, sprawność takiego cyklu to jest zaledwie 20%.

„Wodór staje się rozwiązaniem na wszystko – kolejna wielka nadzieja rewolucji energetycznej i wspaniałym panaceum na pytania niedowiarków – czytamy w publikacji „Wodór – nowe cudowne rozwiązanie wszystkich problemów energetycznych?” prof. dr hab. inż Konrada Świrskiego, wykładowcy Politechniki Warszawskiej i prezesa firmy Transition Technologies działającej w branży IT. - Jednak fizyczne cechy wodoru, takie jak: penetracja ścian zbiorników i rurociągów, powodowanie kruchości metali oraz wybuchowe spalanie z efektem flash-back (wodór spala się również „do tyłu” powodując uszkodzenia instalacji zasilającej), powodują że i ta ostatnia nadzieja jest płonna.

Mimo to z KPO przeznaczono ponad 2 mld zł na „zielony wodór”

Specjalnie dla OZE budujemy linie przesyłowe

Kolejny ogromny koszt związany z OZE, to konieczność budowy tylko dla nich linii przesyłowych (farmy wiatrowe i fotowoltaiczne powstają na północy a przemysł jest na południu kraju). Sieci, które posiadamy w zupełności wystarczają do przesłania odbiorcom potrzebnej energii elektrycznej. Subsydia w postaci kosztów budowy linii dla producentów OZE wynoszą ok. 10 mld zł rocznie. Koszt np. linii przesyłowej z farm na wybrzeżu w Choczewie do Piły - 230 km, to 600 mln zł.

Za farmy fotowoltaiczne mogliśmy zbudować 5 takich elektrowni jak w Bełchatowie

Łącznie ze spalania różnego rodzaju paliw produkujemy 75% energii elektrycznej, a tylko 25% to są źródła odnawialne. Największy udział w tych 25% ma energetyka wiatrowa, prawie 15%, ale największe moce zainstalowano w fotowoltaice, prawie 25 GW. Dla porównania: moc największej polskiej elektrowni węglowej w Bełchatowie to jest 5 GW, czyli mając 25 GW mocy w fotowoltaice, to tak jakbyśmy wybudowali 5 elektrowni tej wielkości co w Bełchatowie. Ale fotowoltaika daje nam jedynie 9% średniorocznie energii do miksu energetycznego.

Dla porównania, współczynnik wykorzystania mocy zainstalowanej w elektrowniach węglowych jest na poziomie co najmniej 70%, czyli 7 razy większy niż w fotowoltaice. Koszt zainstalowania jednostki mocy w fotowoltaice i w bloku węglowym, jest porównywalny, wynosi około 8 miliardów złotych za 1 GW. Czyli za te pieniądze, które wydaliśmy w Polsce na fotowoltaikę, można było wybudować 5 takich elektrowniach jak w Bełchatowie, które by nam pokryły 100% zapotrzebowania.

Wskaźnik ROI (ang. Return on Investment), oceniający efektywność inwestycji, obliczany jako stosunek zysku do poniesionych kosztów, miara pozwalająca określić, jak opłacalna była dana inwestycja, gdzie dodatni wynik wskazuje na zysk, a ujemny na stratę. Np. w przypadku elektrowni węglowych, gazowych, ROI wynosi około 30, czyli taka elektrownia w ciągu 40 lat zwróciła 30-krotność energii zainwestowanej. W przypadku elektrowni atomowej ROI przekracza nawet 70.

W przypadku paneli fotowoltaicznych przy ogniwach najlepszej jakości z krzemu polikrystalicznego, które montujemy na dachu, ROI wynosi maksymalnie 4.

Za te setki miliardów złotych utopionych w OZE płacimy my, podatnicy. Z KPO, z ok. 256 mld zł (z tego ok. 58% to pożyczki), mamy ok. 41% przeznaczyć na tzw. "cele klimatyczne". To pieniądze, które powinny trafić do służby zdrowia (brakuje 14 mld zł, odwoływane są zabiegi onkologiczne), na naukę, na inwestycje infrastrukturalne i na obronność.

"Bo musimy ratować planetę"

Dlaczego wyrzucamy te setki miliardów złotych w błoto? Bo Komisja Europejska orzekła, że musimy ratować planetę, która spłonie, jeśli nie zredukujemy do zera emisji CO2 a największa emisja CO2 jest z węgla, ropy i gazu. Z państw Unii ta walka z CO2 najbardziej uderza w Polskę, której energetyka opiera się na węglu. (Przypomnę, że bez CO2 nie istniałoby życie na Ziemi).

Główny lider walki z ociepleniem klimaty, najbogatszy człowiek świata Bill Gates, w artykule opublikowanym ostatnio w New York Times ogłosił: „Says Climate Change ‘Will Not Lead to Humanity’s Demise’ In a memo, the Microsoft co-founder warned against climate alarmism and appears to have shifted some of his views about climate change” (Zmiana klimatu „nie doprowadzi do zagłady ludzkości”. W notatce współzałożyciel Microsoftu ostrzegał przed alarmizmem klimatycznym i najwyraźniej zmienił niektóre swoje poglądy na temat zmiany klimatu”).

Kto ile emituje CO2?

W 2024 roku Chiny wyemitowały 33% CO2, USA 13,4%, Indie 8,6%, UE 5,9% w tym Polska 0,5%, Rosja 4,7%,  Japonia 3,%. Jeśli w USA i UE z roku na rok emisja spada, to w Chinach i Indiach stale rośnie. Chiny i Indie na potęgę otwierają kolejne elektrownie węglowe oraz budują elektrownie jądrowe. Jeśli Unia w tym Polska „wyzerują” CO2 zgodnie z „Fit for 55”, niszcząc swoje gospodarki, nie będzie to miało żadnego znaczenia dla globalnej emisji CO2.
Adam Socha

Mój tekst oparłem o następujące materiały:

Raport NSZZ „Solidarność” DRAPIEŻNY ZIELONY (NIE) ŁAD

Wykład dr. Inż. Mirosława Gajera z AGH (Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie, Wydział Elektrotechniki, Automatyki, Informatyki i Inżynierii Biomedycznej, Katedra Informatyki Stosowanej) pt. Czy w Polsce zabraknie prądu? Ekspert ujawnia kulisy energetyki!

Wykłady:

Wojciecha Kosmana na stronie Politechniki Śląskiej, Katedra Maszyn i Urządzeń Energetycznych, Wydział Inżynierii Środowiska i Energetykipt. Politechniki Śląskiej pt. Power Belfer

Film „Odnawialne Źródło Pieniędzy” z udziałem prof. dr. hab. inż. Ziemowita Malechy, z Wydziału Mechaniczno-Energetycznego Politechniki Wrocławskiej.

Wywiady z prof. dr hab. inż Władysławem Mielczarskim z Politechniki Łódzkiej, m.in. W Polsce mamy za dużo wiatraków. Dają za dużo energii i destabilizują tak system

Wywiady z prof. dr hab. inż Ziemowitem Malechą z Politechniki Wrocławskiej, m.in. Energia z wiatraków jest bardzo droga i nie może być tania. Trzeba trzymać się węgla

Wywiad z dr. inż Jerzym Majchrem, niezależnym doradca energetycznym pt. „Tania energia z wiatraka to fałsz. Najlepiej jakby energii z OZE w ogóle nie było”

Wywiad z dr. Piotrem Naimskim, któremu zawdzięczamy budowę Baltic Pipe (gazociąg z Norwegii i Danii): „Musimy postawić na węgiel i budować elektrownie węglowe”


Czytaj więcej: Trwa presja koncernów OZE na gminy Warmii i Mazur. Kolej na Korsze

Komentarz (4)

Prezydent Karol Nawrocki oddał w Kętrzynie hołd Obrońcom Ojczyzny

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 08 listopad 2025 21:07

W sobotę w Kętrzynie gościł Prezydent RP Karol Nawrocki, gorąco witany przez mieszkańców, swoich wyborców. Nawrocki był pierwszy raz w Kętrzynie zimą, jako kandydat na prezydenta.

Wizyta miała charakter oficjalny i zaczęła się przed godziną 12. Prezydent złożył wieniec przy Pomniku w Hołdzie Poległym, Pomordowanym i Zamęczonym Polakom – Obrońcom Ojczyzny 1939–1956 na placu Armii Krajowej. Uroczystość zgromadziła licznych mieszkańców, którzy powitali prezydenta okrzykami „Karol” oraz napisami z hasłem wyborczym Nawrockiego „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”, przedstawicieli władz samorządowych oraz kombatantów. Prezydent oddał hołd ofiarom walk o niepodległość i w krótkim wystąpieniu podkreślił znaczenie pamięci o historii w życiu lokalnych społeczności.

Swoje wystąpienie Karol Nawrockit rozpoiczął od przypomnienia swojej wizyty w Kętrzynie w lutym 2025 roku, jako kandydat na prezydenta

- Mam wielki zaszczyt i ogromną przyjemność być dzisiaj z Wami, ale nie po raz pierwszy w Kętrzynie, bowiem nigdy nie zapomnę naszego spotkania z lutego 2025 roku. W roku 2025 mam wielką przyjemność być dwa razy w Kętrzynie: zimą tego roku jako kandydat na Urząd Prezydenta, a dziś już jako Prezydent Polski. I pamiętam wówczas, że było bardzo zimno, bardzo mroźno, i byliście Wy, przyjaciele patrioci: z pełnym przekonaniem, że zaprowadzimy Polskę do tego momentu, w którym jesteśmy dzisiaj – a więc do głębokiego umiłowania ojczyzny, naszej tożsamości, naszego dziedzictwa kulturowego – i że będziemy mieli Prezydenta, który zadba też o to, co pięknie wypisane jest na Waszym kętrzyńskim pomniku: „Bóg, Honor, Ojczyzna - mówił prezydent pod pomnikiem.

– Dziękuję za to, że ten pomnik tutaj stoi. Powstał w roku 2009 roku, został odsłonięty w roku 2010 i jak wiem, kilka razy w roku staje się on miejscem pielęgnowania pamięci o naszej przeszłości, naszej historii. Gdzie jak nie w Kętrzynie przypominać o tym, jak wiele musiało się stać, abyśmy mogli używać języka polskiego, modlić się i dziękować Bogu za niepodległość, móc przychodzić tutaj z biało-czerwoną flagą. Jesteśmy dzisiaj tutaj na tym placu – biało-czerwoni i szczęśliwi przed Świętem Niepodległości. Już dzisiaj wspólnie z Wami rozpoczynam to świętowanie. Warmia i Mazury są przykładem na to, że polskość będzie trwała – powiedział Karol Nawrocki.

Prezydent przypomniał też postać Wojciecha Kętrzyńskiego,patrona miasta.

- Trwaliśmy jako naród, mimo że nie było Polski na mapach. Trwaliśmy i walczyliśmy o to, aby Bóg, honor i ojczyzna zaprowadziły nas do naszej niepodległości. Wiedział o tym też patron tego miasta. Wy tę wolność, polskość, wybór polskości macie, Panie Burmistrzu, drodzy mieszkańcy, w swojej nazwie, bo przecież Wojciech Kętrzyński był Polakiem z wyboru. Musiał stać się Wojciechem Kętrzyńskim, odnaleźć swoją polską tożsamość, zrozumieć, czym jest Polska, jak wielką niesie w sobie wartość, i dopiero później uznał, że chce nazywać się Wojciech Kętrzyński, jak sam napisał. Po administracyjnej zmianie swojego imienia i nazwiska powiedział: „Odtąd jestem już nie tylko Polakiem z przekonania, ale jestem Polakiem z nazwiska”. Ten wielki patron jest w nazwie Kętrzyna i pokazuje, że Polska to jest wielka wartość, ale że Polska to jest też ogromne zobowiązanie nas wszystkich. Dlatego jeszcze raz dziękuję Wam jako Prezydent Polski, że tutaj ze mną jesteście.

- Tego pragnienia polskości i Polski w naszych sercach ani nie zabrała niemiecka okupacja po roku 1939, ani nie wybili nam z głowy naszej wolności Sowieci, którzy w roku 1945 zniszczyli miasto Kętrzyn, co nie było zupełnie potrzebne, bo nie nieśli wolności, tylko nieśli kolejny system totalitarny. A dziś my tu jesteśmy. Na tym placu, biało–czerwoni, szczęśliwi, w przededniu kolejnej rocznicy 11 listopada i naszej niepodległości. To pragnienie naszej niepodległości i radość z tego jest tak wielka, że zawsze zaczynamy świętować wcześniej. A ja dziś rozpoczynam z Wami, Panie Burmistrzu, Panie Starosto, Drodzy Państwo, wielkie świętowanie naszej kolejnej rocznicy niepodległości, a Wasze miasto, Warmia i Mazury, i my wszyscy jesteśmy najlepszym dowodem na to, że Polska będzie trwała jako wolna, suwerenna i niepodległa i będzie wielka; to stoi przed nami.

Odpowiedziało mu skandowanie widzów „Tu jest Polska!”

- Tu jest Polska i to widać, to czuć, to słychać, moi kochani Rodacy, a Prezydent Polski będzie zawsze stał po stronie Polaków, tak jak na tamtym banerze. "Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy". Niech żyje polski Kętrzyn, niech żyje Polska! – zakończył  Karol Nawrocki.

Na stadionie miejskim prezydent wręczał medale i nagrody uczestnikom biegów, którzy w ten sposób, na sportowo, czcili święto narodowe.

– Granica Kętrzyn idzie w górę w rozgrywkach, słynie z zapaśników dobrych – mówił prezydent, podkreślając, że zna ten klub sportowy i jego zawodników. Dziękując za taką formę świętowania niepodległości, przypomniał, że w taki sposób była ona fetowana już w czasach międzywojnia.

Prezydent Nawrocki podczas przemówienia na stadionie Granicy Kętrzyn powiedział, że zdaje sobie sprawę z tego, że jest pierwszym prezydentem kraju, który po 1989 roku odwiedził to miasto.

11 listopada w Warszawie prezydent Karol Nawrocki wraz z małżonką wezmą udział w obchodach Narodowego Święta Niepodległości.

(sa)

Zdjęcia Marek Borowski/KPRP oraz z Facebooka Dariusza Wasieli

  • Click to enlarge image Kaminski Wasiela Ketrzyn.jpg
  • Click to enlarge image Narowcki baner szpital Biskupiec.JPG
  • Click to enlarge image Nawrocki Ketrzyn ludzie 1.jpg
  • Click to enlarge image Nawrocki biegacze.jpg
  • Click to enlarge image Nawrocki dzieci.jpg
  • Click to enlarge image Nawrocki ketrzynianie.jpg
  • Click to enlarge image Nawrocki ludzie 2.jpg
  • Click to enlarge image Nawrocki nagrodzone dzieci.jpg
  • Click to enlarge image Nawrocki piatka.jpg
  • Click to enlarge image Nawrocki stadion Ketrzyn.jpg
  •  
View the embedded image gallery online at:
https://www.debata.olsztyn.pl/wiadomoci/region.html?start=12#sigProIdb16145a86f

 

Czytaj więcej: Prezydent Karol Nawrocki oddał w Kętrzynie hołd Obrońcom Ojczyzny

Komentarz (7)

Burmistrz Korsz: Dzieci ze wsi nie powinny chodzić do szkoły w mieście...

Szczegóły
Opublikowano: wtorek, 04 listopad 2025 21:56

... są gorzej ubrane i to będzie powodem ich traumy, gdyby trafiły do szkoły w mieście, w Korszach, dlatego proponuję przenieść uczniów ze szkoły w Sątocznie do szkoły w Łankiejmach. Ta wypowiedź burmistrza Korsz Jana Adamowicza na sesji Rady Miejskiej w Korszach - 28 października wywołała oburzenie rodziców. Burmistrz jeszcze na tej sesji się zreflektował i przeprosił, ale część mieszkańców gminy uważa, że należy odwołać go w referendum.

Burmistrz z ciężkim sercem uzasadniał na sesji konieczność likwidacji Szkoły Podstawowej w Sątocznie, w której uczy się 42 dzieci. Trzy lata wcześniej było 57 dzieci. W gminie są cztery podstawówki, a ich utrzymanie kosztuje 8 mln zł rocznie. Gmina jest zadłużona na 29 mln zł i nie ma pieniędzy na inwestycje w 2026 roku i kolejne lata, gdyż skończyły się środki z programu Polski Ład.

- Nasze cztery szkoły powinny funkcjonować, ale czy jako 8-klasowe? – zapytał burmistrz. - Może pozostawić szkołę w Sątocznie jako filię z klasami I-III, jako punkt społecznej integracji, a pozostałych uczniów przenieść do szkoły w Łankiejmach. Uzyskalibyśmy 1,5 mln zł na inwestycje. Mógłbym tego problemu nie ruszać i przetrwać do końca kadencji zamiast mierzyć się się z hejtem, wyzwiskami, ale uważam, że nie mogę tego problemu odkładać.

Burmistrz, by uzasadnić, dlaczego proponuje przeniesienie uczniów starszych klas do Łankiejm a nie do szkoły w Korszach, gdzie miałyby bliżej, stwierdził, że w Korszach czułyby się gorzej z tego powodu, że trafią do większego środowiska oraz z powodu... ubogiego ubioru.

- Wiem, że dla wielu rodziców i uczniów będzie to trauma. Rodzice boją się, że jak dzieci trafią do większego środowiska, to mogą się zagubić, ale będą tacy, którzy się znakomicie odnajdą. W Sątocznie część rodziców to rolnicy, a część to mieszkańcy bloków popegeerowskich. Gdy byłem w szkole zauważyłem po ubiorze, że dzieci są biedne, ich rodziców nie stać na kupno im lepszych ubrań. Co innego jest mieć kolegów ze wsi, a co innego z miasta. Może lepiej sytuowanych, może lepiej ubranych. Jak bardzo te dzieci się różnią. Z zewnątrz, bo może wewnętrznie te dzieci są takie same. Ich ubiór pokazuje, że ci rodzice nie mają pieniędzy. Widać po nich, z jakiego środowiska pochodzą. Wrzucenie tych dzieci teraz do szkoły w Korszach to dla wielu byłoby traumą. A Łankiejmy są podobnym środowiskiem - powiedział burmistrz Adamowicz.

Występująca po burmistrzu pani Katarzyna, matka ucznia z Sątoczna, wyrażnie poruszona, zareagowała na słowa burmistrza:

- Odniosę się do tego, co burmistrz powiedział na początku o szkole w Sątocznie, że nasze dzieci są gorzej ubrane. Czyli mam rozumieć, że nasze dzieci mają trafić do szkoły w Łankiejmach, bo tam też uczniowie są gorzej ubrani? Pewnie nie było to pana intencją, ale tak to zabrzmiało.

Burmistrz natychmiast się zreflektował, ale brnął dalej:

- Chciałem przeprosić, jak ktoś się poczuł urażony uwagą o ubraniu. Powiedziałem tak, bo widziałem siebie, gdy w 1977 roku jako chłopak ze wsi trafiłem do I klasy w Olsztynie. Dzieci wiejskie bardzo się odróżniali swoim wyglądem od dzieci miejskich. Chłopcy we wranglerach. Dla mnie była to trauma. W szkole w Łankiejmach zauważyłem, że jedynie dwie dziewczynki były lepiej ubrane od reszty uczniów.

"Nie ocenia się ludzi po wyglądzie"

Po przeprosinach głos zabrała radna Ilona Czekaj, zarazam matka ucznia z Sątoczna:

- Pan burmistrz przeprosił. Ja urodziłam się na wsi i jestem z tego dumna. Nie ocenia się ludzi po wyglądzie, a tym bardziej, jak są ubrane.

Radna apelowała o pozostawienie w Sątocznie szkoły 8-klasowej z uwagi na to, że wśród uczniów są dzieci niepełnosprawne, autystyczne i to z tego powodu przenosiny będą dla nich traumą, bo źle się aklimatyzują w nowym środowisku.

Burza w sieci i w gminie po słowach burmistrza

Mimo przeprosin, słowa burmistrz wywołały burzę w sieci. We wpisach internetowych (nagranie jest dostępne w sieci) niektórzy mieszkańcy domagają się referendum w sprawie odwołania Adamowicza z funkcji. Inni uważają, że wypowiedź tak go skompromitowała, że sam powinien ustąpić z urzędu.

"Nie ubiór świadczy o człowieku. Masz garnitur, a zero empatii" – napisała jedna z mieszkanek w komentarzu pod relacją z sesji. "Dzielisz dzieci, jakby lepszy był ten, kto ma nowy sweterek czy buty. Wstyd, panie burmistrzu." - grzmiał kolejny mieszkaniec.

– Gdy idę na zakupy, ludzie mnie o tę sytuację pytają, a ja się wstydzę. Jedni uważają, że to skandal, innym żal burmistrza, że pada ofiarą hejtu. To jest sytuacja tak przykra, że nie ma słów, by ją opisać – mówi radna z Korsz Krystyna Borzęcka, która od razu po wypowiedzi burmistrza chciała się do tych słów odnieść, ale – co widać na nagraniach z sesji – nie udzielono jej głosu.

Są i tacy, którzy uważają, że nie ma o co robić awantury: "Przecież powiedział prawdę, o co ten szum?" - napisał kolejny internauta.

Po kilku dniach burmistrz zamieścił też przeprosiny w Internecie.

"Podczas uzasadniania propozycji utworzenia w Sątocznie filii Szkoły Podstawowej w Łankiejmach, a nie filii Szkoły w Korszach użyłem słów i określeń, którymi uraziłem wiele osób. Nie powinienem tak mówić. Przeprosiłem za moją wypowiedź już podczas sesji Rady Miejskiej. Teraz poprzez ten portal społecznościowy jeszcze raz bardzo, bardzo mocno wszystkich przepraszam" - napisał.

– Moim celem przede wszystkim było, żeby te dzieci chronić właśnie przed taką sytuacją i dlatego, że chciałem uzasadnić, dlaczego te dzieci powinny trafić do mniejszej szkoły, do mniejszego środowiska. Może troszeczkę źle powiedziałem – ocenił w późniejszej rozmowie z PAP burmistrz Adamowicz.

I zapowiedział, że do tych stwierdzeń odniesie się jeszcze na najbliższej sesji. Nie wybiera się jednak do Sątoczna, by porozmawiać z dziećmi i rodzicami, tłumaczy, że „nie widzi na razie takiej potrzeby" i dodaje, że nikt go tam nie zaprasza.

"Nasze dzieci najgorzej to przeżywają"

Zapytany przez PAP, co miał na myśli, mówiąc, że dzieci z Sątoczna i Łankiejm są "z tego samego środowiska", Adamowicz powiedział, że to, że są to wsie popegeerowskie. Wielu mieszkańców tych wsi, jak dodał, od lat nie podejmuje pracy i żyje z pomocy społecznej. Przyznał jednocześnie, że w Korszach jest kilkunastoprocentowe bezrobocie, a gmina aktywizuje bezrobotnych, zatrudniając niektórych z nich do robót publicznych.

– Mnóstwo osób wyjechało za pracą, zdobyło nowe kwalifikacje. Wracają do nas, kupują lokale po swoich sąsiadach, mimo że nadal pracują za granicą, ale to celowo, bo mają zamiar powrócić do nas i wielu z tych ludzi odnalazło się w nowej rzeczywistości. Ale jest pewna grupa, która się, no niestety, nie odnalazła i nadal jej głównym źródłem utrzymania jest opieka społeczna – stwierdził Adamowicz.

Burmistrzem Korsz jest on od 2022 roku. Wtedy wygrał przedterminowe wybory po śmierci poprzedniego burmistrza, potem reelekcję zapewnił sobie już w pierwszej turze. Startował z lokalnego komitetu wyborczego, w którego skład wchodził także obecny starosta kętrzyński Michał Kochanowski, który tak ocenia sprawę: - Taka wypowiedź nie powinna się panu burmistrzowi zdarzyć, ale przeprosił za nią.

Matka jednego z uczniów z Sątoczna powiedziała, że zamieszczone w internecie przeprosiny burmistrza jej nie satysfakcjonują. Oczekuje, że burmistrz publicznie przeprosi rodziców i uczniów.

– Nasze dzieci najgorzej to przeżywają, bo czytają o tym w internecie - podkreśla kobieta. - Jedno drugiemu pokazuje, co burmistrz o nich powiedział. Radni niektórzy się boją zadrzeć z burmistrzem, ludzie żałują go, że pada ofiarą hejtu. Zaraz burmistrza gotowi będą przepraszać, a nasze dzieci? Ich krzywdy, ich wstydu nikt nie widzi?.

Kobieta zapytana, czy w jej ocenie dzieci z Sątoczna faktycznie są gorzej ubrane od tych z Korsz, odpowiada, że nie: – Dziś dzieci noszą za duże bluzy i porwane spodnie, czy to wieś, czy miasto. Burmistrz na dziecięcej modzie się nie zna i skrzywdził nas i nasze dzieci.

Referendum w gm. Barciany w sprawie odwołania wójt. Powód? Likwidacja szkół

Przypomnijmy, iż 7 grudnia odbędzie się pierwsze referendum samorządowe w woj. warmińsko-mazurskim w 2025 roku, w sprawie odwołania wójt gminy Barciany Marty Kamińskiej, też powiat kętrzyński, właśnie z powodu planu likwidacji szkół 

Inicjatorem głosowania jest komitet pod nazwą „Gmina Barciany – czas na zmiany”. Jak wyjaśniła członkini komitetu Monika Jasek, jednym z powodów zorganizowania referendum był zamiar likwidacji trzech z czterech szkół podstawowych działających w gminie.

- Podstawą naszego działania była walka o utrzymanie funkcjonowania szkół w gminie Barciany. Plany ich likwidacji pojawiły się niemal natychmiast po rozpoczęciu drugiej kadencji wójt Marty Kamińskiej. Uważam, że prawdziwą inwestycją w przyszłość są nasze dzieci. Jeśli będziemy koncentrować się tylko na inwestycjach drogowych, to jest to droga donikąd – stwierdziła.

Wójt gminy Barciany Marta Kamińska przyznała, że podjęła niepopularną decyzję, ale – jak podkreśla – była ona konieczna ze względów finansowych i demograficznych.

- Sama się o to prosiłam. Podejmując decyzję o likwidacji trzech z czterech szkół, liczyłam się z taką reakcją mieszkańców, ale nie miałam wyjścia w związku z ówczesną sytuacją demograficzną i finansową gminy. Ktoś musi myśleć przyszłościowo. Mogliśmy „zacisnąć pasa” i utrzymać te szkoły do końca mojej kadencji. I co dalej? Przyjdzie ktoś po mnie i będzie miał to samo zmartwienie – dodała.

Justna Żarnowska, pełnomocnik komitetu referendalnego twierdzi, że jednym z najważniejszych zarzutów wobec urzędującej wójt jest nadmierne zadłużanie gminy.

- Pani wójt w 2018 roku, zanim po raz pierwszy została wójtem w naszej gminie, obiecała w wywiadzie, że jednym z priorytetów będzie oddłużenie gminy. Zadłużenie gminy wzrosło w sposób ogromny i bardzo szybko. Żadna gmina w naszym powiecie nie zadłużała się tak szybko i w tak krótkim czasie
– powiedziała.

Wójt Marta Kamińska odpiera zarzut. Według niej dzięki zaciągniętym kredytom możliwe były dalsze inwestycje w gminie.

Barciany wojt Kaminska sesja

 

Na zdjęciu sesja w Barcianach, pierwsza od lewej wójt Marta Kamińska.

- Powiem więcej, Marta Kamińska przez 6 i pół roku bycia wójtem zaciągnęła kredyty w wysokości 24 mln zł, z czego ponad 13 mln zł spłaciłam tych niekorzystnych kredytów zaciągniętych przez mojego poprzednika, zostało 9 mln zł. Zadłużyłam gminę Barciany na 9 mln zł, ale przy tym zrealizowałam inwestycje za niemal 70 mln zł – dodała wójt.

Na plakatach informujących o zamiarze przeprowadzenia referendum organizatorzy tej inicjatywy zarzucili wójt m.in. znaczny wzrost zadłużenia gminy, dążenie do zamknięcia trzech z czterech szkół podstawowych, brak dialogu z mieszkańcami, podwyżki lokalnych opłat i "puste obietnice".

Barciany referendum plakat

Wójt Marta Kamińska mówi, że będzie namawiać mieszkańców, by nie poszli na to głosowanie, a podczas spotkań w kampanii referendalnej zamierza odpierać zarzuty inicjatorów referendum. Dodaje, że liczy na mądrość wyborców.

- Mamy demokrację, mieszkańcy mają oczywiście prawo do inicjatywy referendalnej, czas pokaże jaki będzie wynik – przyznaje.
I ocenia, że sama przyczyniła się w pewien sposób do tego referendum, ponieważ - jak tłumaczy - odważnie powiedziała, że chce zlikwidować trzy placówki oświatowe (wszystkie nadal funkcjonują). Podkreśla przy tym, że jest to uzasadnione ze względów demograficznych i ekonomicznych, a jej zależy na przyszłości gminy.

- Barcian nie stać na cztery placówki. Demografia od 15 lat nieubłaganie spada, ubyło nam 40 proc. dzieci

- wyjaśnia.

Marta Kamińska jest wójtem Barcian drugą kadencję. W wyborach w 2024 roku wygrała w pierwszej turze, uzyskując 50,99 proc. (1257) głosów. Startowała jako kandydatka bezpartyjna z komitetu "Razem możemy więcej - Koalicja Samorządowa".

Gminne referendum w Barcianach będzie pierwszym tego typu głosowaniem w obecnej kadencji samorządu w województwie warmińsko-mazurskim.

Wniosek grupy mieszkańców gminy w sprawie referendum wpłynął 22 września. Wymagane było zebranie podpisów 10 proc. uprawnionych do głosowania, czyli 458 osób. Dostarczono 717 prawidłowych podpisów.

Aby referendum było ważne musi uczestniczyć w nim co najmniej 3/5 osób, biorących udział wyborze wójta. W wyborach samorządowych w 2024 roku zagłosowały 2494 osoby. Dlatego referendum będzie ważne, jeżeli weźmie w nim udział nie mniej niż 1497 uprawnionych do głosowania. Wójt zostanie odwołana, jeśli w ważnym referendum za jej odwołaniem zostanie oddanych więcej niż połowa głosów.

(sa)

Czytaj więcej: Burmistrz Korsz: Dzieci ze wsi nie powinny chodzić do szkoły w mieście...

Komentarz (2)

Zapalcie światełko Mazurom

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 01 listopad 2025 21:29

Przesyłam prośbę Waldemara Mierzwy. Ze swojej strony myślę, że warto zapalić znicze na opuszczonych cmentarzach w Polsce i dawnych Kresach.

Zapalcie światełko Mazurom. Jak co roku proszę Was, byście znaleźli w tych dniach czas, by pójść na stare mazurskie cmentarze. Znajdźcie wśród stert jesiennych liści, porozbijanych mogił, poniszczonych krzyży i poskręcanych ogrodzeń miejsce na Wasz znicz. Przystańcie na chwilę, skłońcie głowę lub po prostu pomilczcie, a potem zapalcie, proszę, światełko Mazurom. Ta ziemia była także ich małą ojczyzną. Pamiętajmy o tym chociaż raz w roku. Waldemar Mierzwa.

Na zdjęciu: Krzyż z mazurskiego cmentarza z okładki książki Janusza Małłka „Zanik ludu mazurskiego”. Fot. Hubert Jasionowski.

Ja, jeśli tylko jestem 1 listopada w Olsztynie, to jade na cmentarz w Olsztynie przy ul. Poprzecznej, by zapalić świeczkę pod pomnikiem poświęcoym zamordowanym w Katyniu, Miednoje i Charkowie, pod pomnikiem poświęconym żołnierzom AK, a także pod pomnikiem bohaterskich redaktorów "Gazety Olsztyńskiej" zamordowanych przez niemieckich nazistów. Przy okazji odnotowuję, ile zniczy pali się pod pomnikiem "utrwalaczy władzy ludowej" - funkcjonariuszom UB i MO. Jeszcze na ządnym cmentarzu w Polsce nie spotkałem takiego pomnika oraz vis a vis pomnika bohaterów z AK.

Pomnik Katyn

Pomnik AK edytowany 1

pomnik UB edytowany 1

Zmarli w 2025 roku, znani olsztynianie:

Po ciężkiej chorobie zmarła w wieku 65 lat Elżbieta Syniec-Jaryńska, działaczka olsztyńskiej Solidarności, internowana w stanie wojennym a po zwolnieniu w dalszym ciągu represjonowana i zwalniana z pracy.

Mirosław Łoszewski — olsztyński muzyk, wokalista, autor tekstów i muzyki, a także aranżer, związany w przeszłości m.in. z kabaretem Kaczki z Nowej Paczki. Mirosław Łoszewski współpracował z wieloma twórcami regionalnej sceny. Jednym z nich jest jazzman Edward Bierdziewski, z którym artysta koncertował w ostatnich latach swojej działalności. Miał 73 lata.

Profesor Andrzej Drożyner — badacz i nauczyciel akademicki związany z olsztyńskim środowiskiem inżynierskim. Łączył fascynację niebem (astronomia, geodezja satelitarna) z praktyką pomiarów na ziemi. Był wykładowcą, który umiał zarazić precyzją i ciekawością, a jednocześnie dbał o czytelność przekazu. Pozostawił prace i uczniów, którzy niosą dalej jego sposób myślenia. Zmarł w lutym 2025 r.

Marta Łożyńska — wieloletnia prezes Polskiego Związku Niewidomych na Warmii i Mazurach z siedzibą w Olsztynie. Działała bardzo rzeczowo. Walczyła o dostępność przestrzeni, komunikacji i instytucji, prowadziła poradnictwo i integrację środowiska. Jej telefon był pierwszym numerem, pod który dzwonili potrzebujący wsparcia. Zapamiętana została jako osoba łącząca wrażliwość z organizacyjną skutecznością. Zmarła 16 kwietniu 2025 r.

Edward Cyfus — pisarz, gawędziarz i strażnik warmińskiej pamięci, przez lata związany z Olsztynem i regionalnymi mediami, autor „Po naszamu”. Popularyzował gwarę i historię codzienną Warmii, przypominając wybory i losy tutejszych rodzin. Zawsze wybierał Polskę — choć nie zawsze był to wybór łatwy; dawał temu świadectwo w tekstach i wystąpieniach. Odszedł jako autorytet kultury lokalnej. Zmarł 31 maja 2025 r.

Piotr Połoniewicz — sędzia piłkarski związany z Warmińsko-Mazurskim ZPN w Olsztynie, wychowawca młodych arbitrów i promotor zasad fair play. Na boisku stanowczy, poza nim życzliwy i pomocny. Budował środowisko, które uczyło szacunku do gry i ludzi. Jego odejście silnie poruszyło regionalną piłkę. Zmarł w maju 2025 r.

Tomasz Radzik — fotoreporter i dokumentalista związany z Olsztynem, autor tysięcy kadrów z życia miasta i regionu. Fotografował sport, przyrodę i codzienność z czułością dla bohaterów i cierpliwością do światła. Pracował dla „Gazety Olsztyńskiej” oraz ogólnopolskich mediów, ale zawsze wracał do miejsc, od których zaczynał. Jego zdjęcia stały się częścią lokalnej pamięci. Zmarł 30 lipca 2025 r.

Wacław Sklinsmont — trener kajakarstwa i nauczyciel akademicki UWM, twórca sukcesów zawodników z Olsztyna na akwenach całej Polski. Miał dar łączenia twardych wymagań z troską o rozwój młodych. Uczył charakteru i radości pracy. Jego imię pojawia się przy wielu medalach i sportowych życiorysach. Zmarł pod koniec lipca 2025 r.

Regina Żuk — wieloletnia pracownica administracji Wydziału Rolnictwa i Leśnictwa UWM, dobry duch dziekanatu. Spinała uczelniane wymogi z życiową wrażliwością i pomagała studentom z uśmiechem i spokojem przechodzić przez formalności. Dzięki niej uczelnia jest blisko ludzi, ich spraw i problemów. Zmarła 30 lipca 2025 r.

Ksiądz Wiesław Zagórowski — kapłan archidiecezji warmińskiej, pielgrzym i duszpasterz, który łączył wymaganie z ciepłem. Przez lata posługiwał w parafiach regionu, także w Olsztynie. Był rozpoznawalny z obecności na szlakach pątniczych. Pozostawił wspomnienie księdza z drogi, bliskiego sprawom ludzi. Zmarł 22 lipca 2025 r.

Mirosław Korzunowicz — artysta, aktor, reżyser performer, twórca Teatru Form Korzunowiczów, a dla mieszkańców niezastąpiony Święty Jakub — patron Olsztyna. Był absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej Warszawie. Po obronie dyplomu związał się z Olsztynem. W 1993 r. założył Niezależny Teatr Animacji. Zmarł 27 lipca 2025 r.

Doktor Anita Samek-Krymkowska — lekarka Miejskiego Szpitala Zespolonego w Olsztynie, ceniona za kompetencję i serdeczność wobec pacjentów. Wybitna ginekolog, położna i specjalistka od endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości. Zginęła tragicznie wraz ze swoim 7-letnim synkiem w wypadku drogowym podczas wakacji w Egipcie.

Aleksander Reisch, jeden z założycieli i wieloletni prezes Warmińsko-Mazurskiego Zrzeszenia Przewoźników Drogowych (zm. 16 stycznia)

Ks. Krzysztof Bambul, wieloletni proboszcz parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Męczenników w Wójtowie i budowniczy miejscowego kościoła (zm. 23 stycznia)

Bogdan Król, legendarny paraolimpijczyk, honorowy obywatel Ornety i założyciel IKS „SMOK” (zm. 30 stycznia)

Jan Harhaj, były starosta powiatu lidzbarskiego (zm. 8 lutego)

Jerzy Borowik, architekt, urbanista i wieloletni dyrektor Wojewódzkiego Wydziału Architektury oraz innych instytucji związanych z urbanistyką i architekturą Olsztyna (zm. 5 sierpnia)

Arcybiskup Józef Kowalczyk – kapłan związany z województwem warmińsko-mazurskim (zm. 20 sierpnia)

Karol Rubin, żołnierz Wojsk Specjalnych, sportowiec i legenda ekstremalnego Biegu Tygrysa (zm. 19 września)
Pochodzący z Orzysza wojskowy, operator jednostki GROM, zginął podczas szkolenia spadochronowego w Stanach Zjednoczonych.

Ireneusz Iwański, dziennikarz i producent radiowy (zm. 25 września)

Radosław Ciecholewski, aktor, kompozytor, pieśniarz i wieloletni uczestnik Ogólnopolskich Spotkań Zamkowych „Śpiewajmy Poezję” w Olsztynie (zm. 27 października)

Czytaj więcej: Zapalcie światełko Mazurom

Komentarz (0)

Więcej artykułów…

  1. Urszula Pasławska prezesem PSL na Warmię i Mazury
  2. Związkowcy wnoszą o wyłączenie Szpitala Wojewódzkiego w Olsztynie z konsolidacji

Strona 4 z 284

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

KO=PIS -LISTA ZDRAJCOW - ktorzy sponsorują oligarchow z Ukradniny i zlote sedesy zadluzajac Polskę na wieki

https://dakowski.pl/putin-zaatakuje-po...
Róbcie tak dalej, a wybory w 2...
52 minut(y) temu
O tym, dlaczego używam określenia "neobolszewicy" pisałem w ostatnich latach wielokrotnie, o zasadach tworzenia prawa i jego strukturze dowiedziałem s...
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
23 godzin(y) temu
Ja jestem ciemnym ludem i szlak mnie trafia co te barany wyrabiają.to jest jakaś choroba
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
23 godzin(y) temu
https://x.com/Supermeming/status/2014087446091243689
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
1 dzień temu
Rozśmieszasz mnie "henie" ale i przerażasz także , bo tyle w tobie pychy i zwykłego ludzkiego draństwa objawiających się rzucaniem tutaj na tym foru...
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
1 dzień temu
zestaw podręczny prokuratora koalicji 13 grudnia: łom, wiertarka i oprychy do obstawy
... zegar tyka ...
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
1 dzień temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • Radny J.Babalski: "PiS to już nie jest moja partia, ale jestem prawicowcem"
  • Radny pyta prezydenta Olsztyna: kto zapłaci za awaryjną dostawę ciepła: spalarnia czy mieszkańcy?
  • Pracownik MOKu "ma w d...e chwałę polskiego oręża" w ramach "innych form działalności kulturalnej"
  • Dlaczego prof. Traba nie podpisał Listu w sprawie książki oskarżającej Polaków o Holocaust
  • Protest pod urzędem marszałkowskim przeciwko konsolidacji szpitali
  • W nocy 30.12. na drodze S7 państwo zawiodło, Polacy zdali egzamin
  • Co ukrywa posłanka PSL Urszula Pasławska?
  • Operatora Term Warmińskich licytuje komornik
  • W styczniowej "Debacie": prezeska Helpera oskarża w sądzie red. Sochę
  • Paleo-sędzia z Giżycka unieważnił rozwód, bo orzekał neo-sędzia
  • Protest w gminie Jeziorany przeciwko budowie fermy drobiu

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.