logodebata

Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez prawie 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

piątek, styczeń 23, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Region

Region

Resztki rosyjskiego drona doleciały pod Elbląg

Szczegóły
Opublikowano: środa, 10 wrzesień 2025 16:04

W Oleśnie koło Elbląga (woj. warmińsko-mazurskie) odnaleziono części rosyjskiego drona — poinformowało MSWiA podczas konferencji prasowej.

To najdalej na północ wysunięte tego typu znalezisko. Kawałki pozostałych rosyjskich dronów do tej pory znajdywane były na Lubelszczyźnie oraz w województwie łódzkim.

"W miejscowości Oleśno koło Elbląga odnaleziony został jeden dron. Według stanu na godz. 11.00, w całym kraju służby odnalazły siedem tego typu maszyn oraz resztki jednego pocisku niewiadomego pochodzenia" — przekazała podczas konferencji prasowej Karolina Gałecka, rzeczniczka MSWiA.
Według serwisu „Malbork Nasze Miasto”, dron miał zatrzymać się na polu w pobliżu kluczowej dla regionu linii kolejowej Elbląg–Malbork. Oleśno znajduje się około 70 km od strategicznego przekopu przez Mierzeję Wiślaną.

Rosyjskie drony nie zakłóciły pracy lotniska

Jak informuje Radio Olsztyn, w związku z atakiem dronów największe lotnisko w województwie, port w Szymanach pracuje normalnie. "Nasze lotnisko Olsztyn-Mazury pracuje normalnie. Wszystko jest pod kontrolą. Dzisiaj odlatuje Antalya, także jest tam troszeczkę opóźnienia, ale ono wynika z całkowicie innych powodów, niż te, które są szeroko podawane w mediach" – poinformował Radio Olsztyn rzecznik portu lotniczego Olsztyn-Mazury Dariusz Naworski.

Jak dodała Gałecka, pozostałe drony zostały odnalezione głównie na Lubelszczyźnie, a jeden w województwie łódzkim.

Jak rosyjskie dron trafił pod Elbląg?
W nocy z wtorku na środę Rosja przeprowadziła ofensywę przeciwko Ukrainie. W związku z tym kilkanaście dronów Kremla naruszyło polską przestrzeń powietrzną. Polska armia zdecydowała, że zestrzeli najniebezpieczniejsze z nich. Rzeczniczka MSWiA nie wykluczyła, że służby będą odkrywać kolejne rosyjskie maszyny.

Czytaj więcej: Resztki rosyjskiego drona doleciały pod Elbląg

Komentarz (18)

Proces "Helperowców" oskarżonych o przywłaszczenie 33 mln zł, czyli "Love & Money” (cz. 1)

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 07 wrzesień 2025 17:12
Adam Jerzy Socha

Już prawie pół roku trwa proces Helpera, największy w historii Sądu Okręgowego w Olsztynie. Jeśli na pierwszą rozprawę 17 lutego przybyli tłumnie reporterzy (rozczarowani, bo nie stawili się Katarzyna K. i Tomasz Kaczmarek (wyraził zgodę na publikację nazwiska i wizerunku), to obecnie śledzę proces samotnie, wysłuchując wystąpień szefów „zorganizowanej grupy przestępczej”, która jest oskarżona o wyłudzenie w latach 2010-17, ponad 71 mln zł środków publicznych na remonty i prowadzenie siedmiu środowiskowych domów samopomocy w czterech gminach, z czego mieli przywłaszczyć ponad 33 mln zł, na podstawie fikcyjnych faktur i innych poświadczających nieprawdę dokumentów.

Akt oskarżenia z Prokuratury Regionalnego w Białymstoku wpłynął w 2021 roku. Ale sędziowie Sądu Okręgowego w Olsztynie przez 4 lata rękoma i nogami bronili się przed przyjęciem tej sprawy, bowiem liczy niemal 500 tomów akt, 100 tys. kart dokumentów. Sam akt oskarżenia ma ponad 2000 stron. Łącznie jest 42. oskarżonych z ponad 140 zarzutami. Przesłuchać trzeba kilkuset świadków. Proces w pierwszej instancji potrwa co najmniej 3 lata.

4. akta Helpera

Helper, czyli zorganizowana grupa przestępcza

Rozprawy odbywają się w największej sali sądu, na parterze, żeby mogła pomieścić 42 oskarżonych wraz z obrońcami. (Ława byłaby dłuższa, ale 13 oskarżonych w 2022 roku przyznało się do winy i dobrowolnie poddało karze). Jednak po pierwszym tygodniu w ogromnej sali jest tylko oskarżony, który składa wyjaśnienie, dwoje-troje obrońców, prokurator, jeden lub dwoje oskarżycieli posiłkowych, pełnomocników poszkodowanych gmin oraz oskarżony Arkadiusz Sz. (pierwszy mąż Katarzyny K.), który z kamienną twarzą przysłuchuje się wyjaśnieniom pozostałych oskarżonych no i ja, jako jedyny dziennikarz.

Główne osoby oskarżone o zorganizowanie grupy przestępczej, to kobiety: 46-letnia Katarzyna K. (27 zarzutów), z wykształcenia prawnik, matka 4. dzieci (dwójki z pierwszego małżeństwa), prezes stowarzyszenia Europejskie Centrum Wsparcia Społecznego Helper oraz 50-letnia Marzena H. (18 zarzutów), skarbnik Helpera, prowadząca z mężem 51-letnim Jackiem (członkiem komisji rewizyjnej Helpera) luksusowy pensjonat wraz z restauracją nad jednym z olsztyńskich jezior. Katarzyna K. i Marzena H. to zarazem wspólniczki spółki PLAZA (powołanej w 2013 roku).
W skład tej grupy przestępczej mieli wchodzić w różnych okresach czasu także 51-letni Jacek H. (9 zarzutów), mąż skarbnik Helpera, Arkadiusz Sz., pierwszy mąż Katarzyny K. (8 zarzutów), członek stowarzyszenia, kierownik pierwszej placówki prowadzonej przez Helpera w Marcinkowie (gm. Purda), do 30 listopada 2013 r., obecnie bezrobotny, po upadłości konsumenckiej. Jako jedyny z tej grupy przyznał się do winy i współpracuje z prokuratorem. 48-letni Henryk Cz. z Bartoszyc (15 zarzutów), który w 2012 roku zarejestrował spółkę DKM, a w 2024 DORBUD i te spółki pełniły rolę „słupa” do wystawiania faktur oraz 49-letni Tomasz Kaczmarek (19 zarzutów), zatrudniony przez Helper od 1 czerwca 2014 roku, a od 2017 roku prezes Helpera. Obecnie prowadzi Instytut Neurorehabilitacji Animus przy ul. Gietkowskiej 5 (prokurator zarzuca, że obiekt został zakupiony i wyremontowany za pieniądze z dotacji, tutaj też miały trafić meble i sprzęt wywieziony przez Helperowców w 2017 roku ze środowiskowych domów, gdy wojewoda odciął ich od środków publicznych).

Oprócz działania w zorganizowanej grupie przestępczej na oskarżonych ciąży również wiele innych zarzutów: oszustwa, przywłaszczenia mienia, poświadczania nieprawdy w wystawianych dokumentach, wyłudzenia poświadczenia nieprawdy, nakłaniania świadków do składania fałszywych zeznań, czy też prania brudnych pieniędzy.
Na ławie oskarżonych zasiedli też: były wojewoda z PSL Marian P. (w latach 2010-15 roku) za przyznawanie środków Helperowi bez analizy potrzeb gmin na prowadzenie środowiskowych domów, bez procedur ich przyznawania oraz brak kontroli celowości wydawania przyznanych dotacji oraz samorządowcy, którzy podpisywali z Helperem umowy na prowadzenie domów, za brak nadzoru: były prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz, umowy na trzy domy przy ul. Kuronia 14, 16 i 18, szkoda majątkowa 25 mln zł, a także Małgorzata B.-B. jako trzeci zastępca prezydenta Olsztyna, szkoda ponad 18 mln zł, b. wiceprezydent Jarosław S., - szkoda ponad 8 mln zł, Monika M. jako dyrektor w Urzędzie Miasta w Olsztynie oraz pełnomocnik prezydenta Olsztyna ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi, szkoda na ponad 16 mln zł, byli wójtowie Purdy Jerzy L. (szkoda ponad 14 mln zł) i jego następca Piotr P. (szkoda 6 mln zł), którzy zawarli umowy na prowadzenie domów w Marcinkowie i Prejłowie, b. wójt Jedwabna Krzysztof O., umowa na 1 dom, szkoda ponad 5 mln zł i jego następca Sławomir A., szkoda na 2 mln zł, Marek J. jako burmistrz Reszla, umowy na dwa domy, szkoda na 17,5 mln zł.

Pozostali oskarżeni to 13. przedsiębiorców – za wystawianie fikcyjnych lub zawyżonych faktur za remonty oraz 8. pracowników domów – za fałszowanie list obecności klientów tych domów (za każdego przyjętego Helper dostawał 1000 zł i 1200 zł miesięcznie za chorego na Alzheimera, (obecnie stawka wynosi 2483,20 zł) oraz pomoc w fałszowaniu dokumentów stowarzyszenia, jako jego członkinie (zapisały się do Helpera pod presja Katarzyny K.). Sprawy 6. oskarżonych pracownic, wobec ich przyznania się do winy i zgody na dobrowolne poddanie się karze, sąd skierował do odrębnego rozpoznania.

Oskarżeni wystawiają sobie laurki

Obecnie proces jest nadal na etapie składania przez oskarżonych wyjaśnień. To prezentacja ich linii obrony. W tym czasie nie wolno im zadawać pytań, jeśli sobie tego nie życzą (nie życzą sobie pytań prokuratora). Sąd nie ogranicza im czasu, toteż rekordziści, jak Piotr Grzymowicz czy Tomasz Kaczmarek już w sumie przemawiali po kilkanaście dni.

Godzinami słucham opowieści głównych oskarżonych, dzieląc czas pomiędzy salę rozpraw a Czytelnią Akt, gdzie czytam akta sprawy 13 oskarżonych przedsiębiorców, b. dyrektor Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego Edyty J. i jej męża, Stanisława J., którego firma wykonywała prace w remontowe na początku działalności Helpera, w Marcinkowie i Olsztynie (wszyscy przyznali się do winy i dobrowolnie poddali się karze).

Konfrontacja tych dwóch światów – wyjaśnień członków „zorganizowanej grupy przestępczej” z zeznaniami przedsiębiorców, pracowników i podopiecznych środowiskowych domów oraz protokołów kontroli finansów Helpera przeprowadzonych przez Urząd Kontroli Skarbowej i Urząd Celno-Skarbowy - jest porażająca. To zderzenie świata wirtualnego, wykreowanego przez kierownictwo Helpera ze światem faktów.

Na sali sądowej słucham, jak podli politycy, mając na swoje usługi policjantów, urzędników, prokuratorów i media (w tym mnie, jako dziennikarza), zniszczyli życie szlachetnym, empatycznym ludziom, których życiową misją stało się niesienie pomocy ludziom wykluczonym, starym, chorym psychicznie i na Alzheimera. Oddani byli podopiecznym całym sercem i duszą. Stworzyli im luksusowe warunki, żeby chociaż na koniec życia zaznali komfortu. Działali transparentnie i uczciwie. Ich wieloletnia, ciężka praca, którą wykonywali z najwyższym oddaniem, z miłości do cierpiących i chorych, została gwałtownie przerwana 30 czerwca 2015 roku, gdy na wszystkie domy jednocześnie o 6 rano, najechali uzbrojeni po zęby policjanci z urzędnikami skarbówki i zabrali dokumenty. (W rzeczywistości policjanci przyjechali w cywilu, bez broni, żeby nie wystraszyć pensjonariuszy).

Oskarżeni dyktują swoje wyjaśnienia z przygotowanych wcześniej tekstów, spokojnie, powoli, bez cienia emocji (poza Katarzyną K., która swoją kreację oparła głównie na graniu na emocjach). Słucha tego z kamienną twarzą od 9.15 do 14.30 (z półgodzinną przerwą sędzia Iwona Litwińska-Palacz i prokurator Piotr K. Bilewicz.

(Prokurator raz nie wytrzymał i się uśmiechnął na twierdzenie Tomasza Kaczmarka, że podjął się śledztwa za awans. Kaczmarek zbeształ go za ten uśmiech. Prok. Piotr K. Bilewicz w chwili podjęcia pracy w Prokuraturze Regionalnej w Białymstoku miał 15-letni staż, wcześniej dwukrotnie był delegowany do prokuratury okręgowej, do wydziału gospodarczego. Jego trzecia delegacja była do prokuratury regionalnej. W prokuratorze rejonowej pracował w wydziale śledztw gospodarczych. Ma stopień doktora nauk prawnych i jest wykładowcą w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie).

Ile Helperowcy zarabiali?

Następnie z sali sądowej idę parę kroków dalej, do czytelni sądowej i tam z akt dowiaduję się, że audytorzy Izby Administracji Skarbowej, badając gospodarowanie dotacjami za okres 2015-2017, ustalili, iż Katarzyna K. i Marzena H. zatrudniły siebie „na papierze” na 0,16 do 0,25 etatu, jako kierowniczki środowiskowych domów (nie mając do tego przygotowania kierunkowego) i dyrektorki finansowe (jak w jednym domu K. była kierowniczką, to H. dyrektorką finansową i vice versa), a Tomasza Kaczmarka jako „dyrektora ds. organizacyjnych”. (Rozporządzenie ministra pracy w ogóle nie przewiduje w środowiskowych domach stanowisk dyrektora ds. finansowych czy organizacyjnych jedynie kierownika, księgowego, psychologa, pedagoga, pracownika socjalnego oraz instruktorów terapii zajęciowej).

Z tytułu zatrudnienia przez Helper w środowiskowym domu samopomocy w Reszlu ul. Podzamcze 1:
Tomasz Kaczmarek uzyskał w latach 2015-2017 wynagrodzenie w wysokości 152.800,57 zł,
Katarzyna K. w latach 2016-2017 - 86.609,25 zł,
Marzena H. w latach 2015-2017 - 187.667,24 zł.

Z tytułu zatrudnienia przez Helper w środowiskowym domu samopomocy w Reszlu ul. Podzamcze 1a:
Tomasz Kaczmarek w latach 2016-2017 - 63.075,57 zł,
Katarzyna K. w latach 2016-2017 - 21.361,58 zł,
Marzena H. w latach 2016-2017 - 82.500,85 zł,

Z tytułu zatrudnienia przez Helper w środowiskowym domu samopomocy w Jedwabnie:
Tomasz Kaczmarek w latach 2015-2017 - 166 572,75 zł,
Katarzyna K. w latach 2013-2017 - 150.390,99 zł,
Marzena H. w latach 2013-2017 - 231.136,89 zł,

Z tytułu zatrudnienia przez Helper w środowiskowym domu samopomocy „Dar Serca” w Olsztynie, ul. Kuronia 14:
Tomasz Kaczmarek w latach 2015-2017 - 177.274,73 zł,
Katarzyna K. w latach 2015-2017 - 85.931,81 zł,
Marzena H. w latach 2015-2017 - 210.930,74 zł,

Z tytułu zatrudnienia przez Helper w środowiskowym domu samopomocy w Marcinkowie i Prejłowie (gm Purda):
Tomasz Kaczmarek w latach 2015-2017 - 155.122,21 zł,
Katarzyna K. w latach 2011-2017 - 226.624,07 zł,
Marzena H. w latach 2011-2017 - 340.059,14 zł,
Tomasz Kaczmarek w Prejłowie, w latach 2015-2017 -183.699,39 zł,
Katarzyna K. w Prejłowie w latach 2013-2017 - 160.798,86 zł,
Marzena H. w Prejłowie w latach 2013-2017 - 292.533,41 zł.

Ponadto osoby te wypłaciły sobie wynagrodzenie za „koordynację prac remontowych” (co leżało w ich obowiązkach jako kierowników domów) w ramach umowy o dzieło: Tomasz Kaczmarek i Marzena H. po 82.236 zł, Katarzyna K. mniej, bo dużo czasu była na chorobowym i na urlopie macierzyńskim - 59.052.

W sumie zarobili:
Tomasz Kaczmarek - 980.780 zł (zapytany przez swojego obrońcę, jak usprawnił pracę, jako dyrektor ds. organizacyjnych, odparł, że m.in. wprowadził karty drogowe dla kierowców).

Katarzyna K. - 906.160 zł. (w tym wyłudzone z ZUS świadczenia za fikcyjne zatrudnienie 202 tys. zł)

Marzena H. - 1.427.061.

Koszty wynagrodzenia kierownictwa Helpera w stosunku do całego budżetu na bieżącą działalność domów np. w Reszlu wyniosły ok. 70%, gdy wydatki na żywność – 3%.

Jak wykonywali umowę o pracę?

Jak zeznali pracownicy domów, widzieli kierownictwo Helpera tylko na samym początku w Marcinkowie i Prejłowie, gdy te domy były remontowane, później tylko dwa razy w roku, gdy zjawiali się na „pokazówki” z okazji świąt, organizowane dla włodarzy gmin i wojewody. Faktyczną pracę wykonywały panie zatrudnione jako zastępcy kierownika z pensją ok. 2 -3 tys. zł. (Katarzyna W. jako zastępca kierowniczka domu DAR SERCA – a więc faktycznie nim kierująca zarabiała w 2015 roku – 2.097 zł brutto, na pełny etat!).

Audytorzy ustalili, że w tym samym okresie w 32 domach środowiskowych w woj. warmińsko-mazurskim, aż w 28 przypadkach kadrę stanowiły wyłącznie kierowniczki i gł. księgowe, z tym że 7. domów obsługiwała księgowa zatrudniona w MOPS. Wynagrodzenie kierowniczek w 2015 roku było od 2.630 zł (przy 30 podopiecznych) do 6.898 zł brutto (przy 110 podopiecznych).

Audytorzy stwierdzili, że prowadzenie domów nie stanowi działalności gospodarczej i nie może być formą zysku, gdyż finansowane jest ze środków publicznych. Wynagrodzenia, które sobie kierownictwo Helpera wyznaczało, za stanowiska, które nie miały prawa istnieć i wykonując pracę jedynie „na papierze”, było „rażąco wysokie” i powinny zostać zwrócone.
Helper zatrudniał prawników i psychiatrę.

Dotacje służyły też Helperkom do opłacania z dotacji na chorych psychicznie i na Alzheimera - wbrew prawu – prawników: Joannę Sadłowską, płacąc za lata 2015-16 - 59.584 zł i Jarosława Szczechowicza, płacąc za lata 2015-17 – 129.160 zł.
Na fikcyjnym etacie „specjalisty ds. audytu medycznego” zatrudnili pielęgniarkę ze szpitala wojewódzkiego Joannę M., płacąc 11.452 zł miesięcznie (w sumie zarobiła 195.426 zł i z ZUSu wyłudziła 157.095 zł). Przyznała się do winy i dobrowolnie poddała karze. Otrzymała wyrok 1 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata, grzywnę w wysokości 1500 zł. Zobowiązana została do zapłacenia odszkodowania gminie Purda – 19.116 zł, gm. Jedwabno – 9.67 zł, gminie Reszel 8.465 zł i do zwrotu ZUSowi 157.095 zł.

Helperki zatrudniły też psychiatrę (zastępcę dyrektora Woj. Szpitala Psychiatrycznego w Olsztynie Małgorzatę Borkowską-Sztachańską), bowiem środowiskowe domy powołano dla osób chorych psychicznie i konieczne były skierowania. Katarzyna K. urządzała więc „łowy” po wsiach, żeby zapełnić domy. Następnie kierowcy zawozili takie osoby do Olsztyna, do Borkowskiej-Sztachańskiej. Lekarka po kilkuminutowej rozmowie wpisywała rozpoznanie „cechy ograniczonych zaburzeń osobowości” albo „łagodne zaburzenie procesów poznawczych”. Korzystający z domów, o tym, że są „chorzy psychicznie” dowiedzieli się dopiero podczas przesłuchań na prokuraturze.

Pracownicy placówek ciągle byli przymuszani do zdobywania podpisów nieobecnych na zajęciach podopiecznych, pod groźbą utraty pracy. Musieli podpisać oświadczenia o zachowaniu w tajemnicy wszystkiego co zobaczą i usłyszą w domach środowiskowych, pod groźbą wysokiej kary finansowej. Katarzynę K. zapamiętali jako wyniosłą, arogancką, wzbudzającą ich lęk oraz przymilną i słodką dla włodarzy i polityków, których zapraszała w święta.

Grosze na prowadzenie domów

Na prowadzenie środowiskowych domów z 40-60 podopiecznymi zastępcy kierowników dostawali początkowo po 2-3 tys. zł, a w 2017 roku po 5-7 tys. zł. (W tamtym czasie stawka miesięczna na jednego podopiecznego wynosiła 1000 zł, a na chorego na Alzheimera – 1200 zł, czyli na 40 pensjonariuszy – 40 tys. zł, a na 60 – 60 tys. zł. Faktycznie kierujące domami panie nie wiedziały, na jakiej zasadzie domy są finansowane i ile kosztuje ich utrzymanie).

Otrzymując tak nędzne środki musiały więc same organizować brakujące wyżywienie, jeśli nie starczyło z darów oraz materiały na zajęcia z podopiecznymi. Po tym jak media podały, że kierownictwo Helpera za dziesiątki tysięcy złotych kupowało drogie perfumy i kosmetyki takich marek jak Armani, Gabana, Gucci, Lauder, Lancome oraz ekskluzywną bieliznę i odzież marki Calvin Klein, pracownice dostały w paczkach na święta perfumy Bi-Es, które w markecie kosztują 20 zł i po szamponie. Raz przyjechał do nich transport używanej odzieży z niemieckiego Czerwonego Krzyża. Była w transporcie też pościel, ale nie nadawała się do użytku. Na oczy nie widziały dronów, kamer, aparatów fotograficznych, elektrycznych deskorolek…

Czym jeździł „dyrektor Tomek” i kto za to płacił?

Podopieczni z innych miejscowości byli dowożeni busami-rzęchami, które co najmniej raz w miesiącu się psuły i zastępcy kierowników musieli płacić za naprawy z tych kilku tysięcy, które dostawali na miesięczne prowadzenie domów. Helperki wynajmował te busy od spółek Public Promo Media i Plaza, których były właścicielkami, za 1.500 zł miesięcznie plus za paliwo i Helper pokrywał te koszty z dotacji.

Dla siebie i Tomasza wynajmowały Mercedes-Benz Klasy V 250 CDI (w 2025 roku cena waha się w przedziale od 388 518 PLN do 485 727 PLN) oraz skromne Audi Q5 (obecna cena wersji podstawowej to 224 tys. zł), płacąc z dotacji swojej spółce PLAZA 5 tys. zł miesięcznie plus za paliwo i naprawy. Tomasz Kaczmarek na sali sądowej tłumaczył potrzebę takiego auta tym, że musiał jeździć do placówek Helpera rozsianych po województwie, do których drogi były w fatalnym stanie. Tymczasem pracownicy zeznali, że ujrzeli go na oczy dopiero w 2016 roku podczas przyjazdu policji i prokuratury. Po tym zdarzeniu przyjeżdżał do środowiskowych domów z walizkami i nocował (prawdopodobnie wywoził dokumenty).

Jacek H.: „Nie mam sobie nic do zarzucenia”
Jako pierwszy z Helperowców wyjaśnienia składał 51-letni Jacek H., mąż głównej oskarżonej Marzeny H., skarbniczki Helpera. Oświadczył, że obecnie, jak kilku innych oskarżonych przedsiębiorców, jest na utrzymaniu żony. Prokurator postawił mu 9 zarzutów. Głównie miał ułatwić przywłaszczenie środków z dotacji poprzez manipulacje fakturami, które przepuszczał przez spółkę PUBLIC PROMO MEDIA, jako jej prezes i udziałowiec (drugim prezesem była Katarzyna K. a członkiem zarządu Tomasz Kaczmarek) oraz spółkę PLAZA (własność jego żony i Katarzyny K.)

Tak się złożyło, że wraz z remontem pierwszego obiektu w Marcinkowie, przekazanego Helperowi przez gminę Purda w 2010 roku, ruszył też remont domu, pensjonatu i restauracji Marzeny i Jacka H. Jednocześnie Katarzyna i Arkadiusz Sz. (pierwszy mąż Katarzyny) zakupili i remontowali swój dom na Radiowej (wcześniej mieszkali w domu jednorodzinnym rodziców Arkadiusza Sz. na Dajtkach).

Później remontu wymagał też ogromny obiekt byłego kasyna wojskowego w Koszarach Dragonów, przy ul. Gietkowskiej 5, który Katarzyna K. i Marzena H,. jako spółka PLAZA nabyli w 2012 roku.

Po związaniu się w 2013 roku z „agentem Tomkiem” i rozwodzie, Katarzyna i Tomasz Kaczmarek kupili willę dla siebie w Redykajnach, a także połowę domu dla rodziców Tomasza przy Kajakowej, których syn ściągnął z Wrocławia, i też je remontowali. (Ten ostatni remont opisywały tabloidy, którym poskarżyła się rodzina zajmująca parter tego domu, że Kaczmarek kazał budowlańcom zrobić im „piekło”, aby zmusić do odsprzedaży i wyniesienia się). Trzeba też było po rozwodzie, żeby sprzedać dom na Radiowej, kupić mieszkanie Arkadiuszowi Sz. Następnie swoje potrzeby lokalowe musiał zaspokoić główny „słup” do wystawiania faktur Henrtyk Cz. Z Bartoszyc. Kupił w 2013 roku willę w Brzezinach i w 2014 roku remontował dom teścia pod Bartoszycami.

W sumie w latach 2010-15 remontowali więc 12 obiektów: 5. prywatnych i 7. należących do gmin. Wykonawcy remontów zeznali później, że wykonywali prace na wszystkich tych obiektach. Audytorzy z Urzędu Kontroli Skarbowej i Urzędu Celno-Skarbowego ustalili, że wyposażenie i sprzęt zamawiany przez Helper do środowiskowych domów, trafiał też bezpośrednio do pensjonatu i restauracji oraz domu H.

Jacek H. w śledztwie odmówił składania zeznań. Dopiero na sali sądowej złożył wyjaśnienie a właściwie je dyktował z kartki. Za pulpitem stanął niepozorny, szczupły mężczyzna, nieśmiały, ledwie było go słychać.

- Ja nie mam sobie nic do zarzucenia – oświadczył. - Ja nie brałem aktywnego udziału ani w pracach Stowarzyszenia, ani w tworzeniu i prowadzeniu ośrodków Helpera, byłem tylko szeregowym członkiem. Doraźnie pomagałem, kiedy zostałem o to poproszony, jak coś się zepsuło w Środowiskowym Domu, to naprawiałem.

Jako wolontariusz, póki Helper nie zatrudnił kierowcy, woził żonę do pracy w Helperze oraz podopiecznych z Marcinkowa na badania psychiatryczne do Olsztyna. Twierdzi, że dawał bezpłatnie ze swojej restauracji catering na uroczystości otwarcia domów oraz na jubileusz 5-lecia Helpera w 2015 roku oraz zapłacił z własnej kieszeni 3.320 zł Bankowi Żywności. Helper otrzymywał ogromne ilości darmowej żywności z Banku Żywności, na zaopatrzenie placówek prowadzonych przez stowarzyszenie. W latach 2011-14 otrzymał ponad 103 tony (2 tony miesięcznie). W zamian miał wpłacić 5% darowizny od wartości żywności.

Jacek H. twierdzi, że jedyne wynagrodzenie jakie pobrał od Helpera, to za prace rozbiórkowe i porządkowe w Marcinkowie. Dziwi się, dlaczego Arek Sz. zeznał, że tych prac nie wykonywał, bo ponoć nie zna na budownictwie, gdyż z zawodu jest złotnikiem, a przecież zrobił Katarzynie i Arkowi na Radiowej łazienki od A do Zet. Odnośnie tego, że ci sami wykonawcy remontowali obiekty Helpera oraz ich pensjonat, restaurację i dom, oświadczył:

- Wszystkie prace wykonane na mojej inwestycji zostały opłacone z moich prywatnych środków. Wykonawcy, którzy świadczyli usługi zarówno dla Helpera jak i dla mnie, wystawiali faktury na pracę na moim obiekcie, na mnie i ja te faktury opłacałem. Wysoki Sądzie, jeszcze raz oświadczam, że nie popełniłem żadnego przestępstwa, a od lat czuję się ofiarą w tej sprawie. Nie mam sobie nic do zarzucenia i proszę, żeby Wysoki Sąd oczyścił mnie z zarzutów. To wszystko, co mam do powiedzenia.

Marzena H.: „Arek Sz. odegrał się na nas, za stratę żony”

5. zeznaje Marzena H

Po mężu wyjaśnienia składała jego żona 50-letnia Marzena H., skarbnik Helpera. Za pulpitem stanęła niska, korpulentna blondynka i spokojnym głosem, bez cienia emocji, dyktowała z kartki. Jej zdaniem do zniszczenia ich „wzorcowej” działalności na rzecz ludzi wykluczonych, doprowadził Arkadiusz K. pierwszy mąż Katarzyny K.

- Niestety, jak to bywa w życiu, doszło do rozstania małżeństwa Katarzyny i Arkadiusza. To było bardzo emocjonalne rozstanie, z którym Arek, moim zdaniem, do dziś sobie psychicznie nie poradził – dyktowała Marzena H. - Arek, pozostawiony przez żonę, która związała się z nowym partnerem, obwiniał nas, mojego męża Jacka i mnie, że nie reagowaliśmy jako przyjaciele na jej nowy związek. Oczekiwał od nas, że będziemy namawiali ją do pozostania w małżeństwie. Z czasem, jak zobaczył, że nie chcemy się mieszać w ich prywatne sprawy, uznał, że nie tylko żona go zdradziła, ale też my z mężem. Było widać, że chce się na nas odegrać. Zaczął nas straszyć, że pożałujemy tego, że zemści się na nas, żebyśmy cierpieli, tak jak on. I rzeczywiście, w niedługim czasie działalność prowadzona przez mojego męża zaczęła być kontrolowana przez niemal wszystkie możliwe urzędy. Trudno mi się wyzbyć takiego przekonania np. czytając jego wyjaśnienia w przedmiotowym postępowaniu, gdzie stwierdza, że nasza firma to największa pralnia pieniędzy w Olsztynie.

Zdaniem Marzeny H. kontrole UKS były tendencyjne, kontrolerzy nie przyjmowali do wiadomości faktur, z których jasno wynikało, że zakupy wyposażenia pensjonatu pochodziły z ich środków, jak również za remonty płacili własnymi pieniędzmi.

- Pisali, że czarne jest białe i nic nie dało się z tym zrobi – mówiła z żalem w głosie Marzena H. - Jednak każdy kolejny organ, w tym gminy oraz prokurator, przyjęli te wyniki niemal całkowicie bezrefleksyjnie. Od razu na ich podstawie, bez żadnego sprawdzenia, zostały wydane przez gminy decyzje o zwrocie dotacji wypłaconych na ŚDS-y.

Dlatego teraz ma nadzieję, że sąd powoła niezależnych biegłych do wyceny i zinwentaryzowania wszystkich prac budowlanych, wykonanych i opłaconych w środowiskowych domach samopomocy.

- Wysoki sądzie, ja nie chcę dostać wyroku skazującego tylko dlatego, że prokurator i policja nie mieli środków albo nie chcieli ich przeznaczyć na zlecenie rzetelnej opinii – stanowczo podkreśliła Marzena H.

Helperowcy kwestionują opinie biegłych i domagają się powołania przez sąd nowych. Ich zdaniem niemożliwa była rzetelna wycena kosztów remontów przez biegłych, przy tak małym ich wynagrodzeniu.

"W toku śledztwa zasięgnięto opinii szeregu biegłych z zakresu budownictwa i kosztorysowania dotyczących prawidłowości i jakości wykonanych robót w budynkach środowiskowych domów samopomocy prowadzonych przez „Helper” – informuje Prokuratura Regionalna w Białymstoku. - Każda z tych opinii w uwagach wstępnych zawierała zastrzeżenie, iż dla dokładnego określenia wartości kosztorysowej poszczególnych budynków wymagane było dokonanie dokładnego i wiarygodnego obmiaru – co z uwagi na zakończenie budowy i zakrycie części prac było niemożliwe – a tym samym biegli zmuszeni byli opierać się wyłącznie na analizie istniejących dokumentów lub wykonać wycenę wskaźnikową w oparciu m.in. o powierzchnię użytkową z zastosowaniem cen jednostkowych wykonania remontów podobnych obiektów budowlanych o tożsamej budowie, kubaturze, konstrukcji i technologii budowy oraz przeznaczenia. Jednocześnie biegli podkreślali, że w przedmiotowej sprawie na podstawie przedstawionej dokumentacji projektowej oraz dokumentów księgowo-finansowych nie było możliwości dokładnego stwierdzenia faktycznie poniesionych kosztów wykonanych w obiektach prac budowlanych, m.in. z powodu, iż część faktur opisanych zostało bardzo ogólnikowo, przykładowo „za roboty budowlane” i nie posiadały w żaden sposób dopracowanego zakresu, za który zostały wystawione.

Np. wartość przyznanej Stowarzyszeniu w latach 2011-2013 dotacji na adaptację budynku położonego przy ul. Kuronia 14 w Olsztynie wynosiła łącznie kwotę przekraczającą 11.000.000 zł. Kwota 2.540.000 zł obejmowała jedynie dotację przyznaną w 2011 r. na pierwszy etap remontu nieobejmujący wszystkich kondygnacji budynku.

Urząd Celno-Skarbowy nie uznał wyceny biegłego powołanego przez prokuraturę inż. Ryszarda Neugebaura w przypadku wyceny kosztu remontu domu w Reszlu przy u. Podzamcze 1a, bwoiem biegły przyjął za punkt wyjścia średnią cenę BUDOWY mieszkań w tamtym okresie w stanie deweloperskim i wyliczył ten koszt na 4.758 tys. zł, ale sam podważył tę wycenę pisząc, że budynek z mieszkaniami powstaje od zera i w cenę wchodzi koszt jego konstrukcji, co w przypadku remontu nie ma miejsca. Ponadto audytorzy zarzucili biegłemu, że nie sporządził samodzielnego, niezależnego kosztorysy. Natomiast w przypadku wyceny kosztów remontu obiektów przy ul. Kuronia 14 i 16 oparł się na Biuletynach Cen Modernizacji i te wyceny UCS uznał za prawidłowe i również własną wycenę budynku 3-kondygnacyjnego byłej szkoły w Reszlu oparł na BCM, doliczył koszt montażu urządzeń, 23% VAT i 15% zysku dla wykonawcy. Wyszła kwota 1,5 mln zł, natomiast dotacja wyniosła ponad 10 mln zł.

Co odkryli w pensjonacie Marzeny i Jacka H. audytorzy z UKS i UCS?

Kontrolerzy z UKS na podstawie analizy porównawczej zdjęć z 30 czerwca 2015 roku w mieszkaniu i pensjonacie nad jeziorem Marzeny i Jacka H., z dokumentacją zakupów Helpera w 2012 roku stwierdzili, że część sprzętu pochodzi z zakupów Helpera. Np. w 28 grudnia 2012 roku firma Krzesła LU z Elbląga wystawiła fakturę na rzecz Active Company Okuniew na kwotę 21.586 zł brutto za sprzedaż 100 krzeseł Apart XS. Następnie Active Company przekazała fakturę oskarżonemu „słupowi” Helperowców, firmie DKM Henryk Cz. z Bartoszyc na 23.999 zł, który dokonywał zakupów wyposażenia domów prowadzonych przez Helpera za przelane na jego konto dotacje.

1 .apartament zbicza Tomasz Gajewski z Active Company zeznał, że poinformował telefonicznie Luize Kanię z firmy Krzesła LU, że pojawi się inwestor Marzena H. i dokona wyboru. Pojawiła się i wybrała krzesła. Luiza Kania na zdjęciach z pensjonatu Marzeny H. Je rozpoznała. Sprzedane krzesła z zakładu w Rychlikach odbierali Jacek lub Marzena H.

Marzena H. zamówiła też bezpośrednio 25 krzeseł Apart XS na rzecz pensjonatu. Luiza Kania zeznała, że Marzena H. pokazała jej zdjęcia pensjonatu, radząc się jako rodzaj krzesła i tkanin będzie najlepiej pasował do lokalu. Tymczasem w pomieszczeniu restauracyjnym oraz pensjonatu na zdjęciach widocznych jest 40 krzeseł.

2. domek krzesla dywan
Kontrolerzy ustalili, że z firmy Comfort Pur do pensjonatu zakupiono wyposażenia za 66.839 zł (faktura z datą 28.12.2012 rok) – czytamy w protokole UKS. - komfortowe łóżka, materace sprężynowe, boksy z wkładem sprężynowym, obicie nubuk, sukienki na dolną część łóżka, nakładki na materace, mikrofibra, poduszki. Towar zamawiała Marzena H. Transport trafił do obiektu zakupionego przez spółkę PLAZA Marzeny H. i Katarzyny K przy ul. Gietkowskiej 5. Odebrał zakupiony towar Jacek H. Na zdjęciach z pensjonatu zidentyfikowano te łóżka i materace (Marzena H. twierdzi, że zakupiła je 3 miesiące wcześniej).

3. pokoj deluxe
Przedsiębiorca Jacek S., zeznał, że Marzena H. narzuciła mu, że ma kupować materiały na remonty w hurtowni Vinsar. Wpłacił hurtowni zaliczkę w kwocie 458 tys. zł. Vinsar podczas kontroli przedstawił tylko wuzetki (dowód magazynowy potwierdzający wydanie towarów). Na WZ są jedynie adnotacje „Hotel u Jacka 66”, „Hotel u Jacka”, „U Jacka”, na niektórych widnieje podpis Arkadiusza Sz.. Kontrolerzy stwierdzili, że faktury wystawione przez Digital Electric zostały zawyżone, a za zakupione za nadwyżkę materiały trafiły na prywatne budowy. Jacek S. zeznał, że Arkadiusz Sz. Pobrał z tej hurtowni towar za 100 tys. zł. „Szacuję, że towar za 50-60 tys. zł nie trafił na budowy Helpera”.

W protokole UKS czytamy, że kierownictwo Helpera utrudniało i uniemożliwiało rozliczenie wyposażenia zakupionego do domów środowiskowych bezpośrednio przez nich lub przez DKM Henryka Cz. na zlecenie Helpera. Np. 100 krzeseł Apart zakupionych dla Helpera przez Active Company, które znajdują się też pensjonacie Marzeny H., figuruje w protokole likwidacyjnym z 5 stycznia 2015 roku, dotyczącym zniszczonego wyposażenia w zalanych piwnicach domów środowiskowych.

Dodajmy, że część mebli do środowiskowych domów przekazały charytatywnie firmy IKEA i Szynaka.

Armatura łazienkowa zamówiona przez firmę "Pokoje gościnne Marzeny i Jacka H."

Prokuratura ustaliła, że Mqarzena i Jacek H. zamówili ogromne ilości armatury łazienkowej w firmie BR Konsorcjum w Białymstoku. Wpłacili zaliczkę 307.266 zł. Jako wykonawca figuruje spółka "słup" Henryka Cz. Odebrano:

Glazurę Opoczno - 501 mkw, stargres gres Meksyk beż 12 mkw., 

Tubądzin GL Parma 400,18 mkw

Tubądzin D Parma - 80 sztuk

Tubądzin terrakota Parma R. 180 mkw.

Tubądzin terrakota Travertino 200,20 mkw,

Excellent wanna Magnus lewa, nogi WaexMa - 3 sztuki.

Excellent obudowa wanny Magnus lewa - 3 sztuki,

Pool Spa wanna Katalina Oceanwave opal, obudowa plastic sosna - 1 sztuk za 31.693 zł.

AquaForm umywalka Lily - 2 sztuki.

Kludi Logo Neo, bateria umywalki - 2 sztuki,

Kludi Logo Neo, bateria wannowa natryskowa - 1 sztuka,

Aquaform Amsterdam szafka podumywalkowa biała 2 sztuki,

Cersanit Set zestaw z szafką Bianco - 5 sztuk,

Franke zlew bateria Bahia beż - 1 sztuka,

Grohe Dock stelaż podtynkowy do WC Rapid - 1 sztuka,

Szafka Cosmopolitan chrom - 20 sztuk,

Roca Meridian Compacto, deska WC wolnoopadająca - 20 sztuk,

Roca Meridian Compacto miska podwieszana - 20 sztuk,

Kludi syfon wanny Rotexa - 3 sztuki,

Mealpine syfon brodzik czyszczący od góry niski - 20 sztuk,

Fres-Lex zestaw natryskowy termostatyczny z deszczownicą,

Sopro FF elastyczna zaprawa klejowa - 80 sztuk,

Sapro FDF uszczelka - 5 sztuk.

Audytorzy z IAS oraz UCS w żadnym z ŚDS-ów nie znależli wanny Oceanwave. Ustalili też, że spółka Henryka Cz. DKM nie świadczyła w tym czasie w pensjonacie Marzeny i Jacka H. żadnych usług. Właściciele firmy BR Konsorcjum z Białegostoku poinformowali audytorów, że często dokonywano zmiany w zamówieniach. Ostatni towar wydano 7 października 2014 roku.

Piwnice Helpera ze sprzętem ciągle były zalewane...

Piwnice domów przekazane przez gminy Helperowi przeszły serię "zalań". Pech chciał, że zalania miały miejsce w momencie, gdy przywieziono do nich z marketów masę sprzętu AGD i RTV na wyposażenie kuchni i pracowni. W 2011 roku przyczyną zalania piwnicy w Marcinkowie rzekomo było pęknięcie rury kanalizacyjnej. Jako przyczynę zalania piwnicy budynku przy Kuronia 14, prezes Helpera we wniosku o dodatkową dotację z tego tytułu z datą 28 lutego 2012, podała uszkodzenie przyłącza wody do budynku. Wniosek Helpera o dodatkową dotację na usunięcie skutków awarii na kwotę 299.714 tys. zł, bez załączonego kosztorysu inwestorskiego oraz wniosek na zakup zniszczonego sprzętu na kwotę 120 tys. zł, bez wykazu zniszczonego sprzętu, zaakceptował wiceprezydent Olsztyna Jarosław Słoma.

Rzeczoznawca z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, wezwany, by ustalić przyczynę białych nalotów na elewacji budynku przy Kuronia 14, stwierdził, że to wynik braku izolacji ścian w piwnicach, co skutkuje zawilgoceniem i grzybami. Nie stwierdził śladu po zalaniu.

Naprawę rzekomo zalanej piwnicy miały wykonywać firmy ZEN-BUD, ONYX, Digital Electric i osoba fizyczna za w sumie 314 tys. zł.

Firma ZEN-BUD, która wystawiła fakturę z datą 30.03.2012, nie mogła usuwać w tym czasie skutków zalania, gdyż w tym czasie właściciel firmy Zenon Ż. pracował w obiektach Michelin. Przyznał się do wystawiana szeregu fikcyjnych faktur, dzięki którym Helper dostawał dotacje. Poddał się dobrowolnie karze w 2022 roku. Otrzymał wyrok 1 rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata, grzywnę w wysokości 5 tys. zł oraz miał zapłacić gminie Olsztyn 14 tys. zł w ramach odszkodowania.

Jacek S., który robił kanalizację deszczową, sanitarna i cieplną przy ul. Kuronia 14 i później w domu w Prejłowie, zeznał:

„Z powodu błędu w projekcie kanalizacji deszczowej poniosłem wyższe koszty. Domagałem się od Marzeny H. zwrotu. Późną wiosną 2012 roku Marzena H. powiedziała, żebym część tych kosztów mógł sobie pokryć, to proponuje zgłoszenie awarii i uzyskanie pieniędzy za zlikwidowanie nieistniejącej awarii. Chciałem, żeby był aneks do umowy na te koszty, ale się odżegnywali od tego, nie wiem dlaczego. Wszystkie rozmowy prowadziłem z Marzeną H., niektóre w ich pensjonacie. Podejrzewałem, że chcą wyciągnąć jakieś pieniądze z ubezpieczenia czy fundusze, ale nie widziałem kwitów. Marzena H. powiedziała, że oni zgłaszają fikcyjną awarię przyłącza wodnego do budynku przy Kuronie 14, gdzie robiłem instalację i chcą, żebym ja wystawił faktury na koszty tej awarii. Będę mógł część tej kwoty zatrzymać za poniesienie wyższych kosztów. . Reszta kwoty miała trafić do stowarzyszenia Helper. Moje koszty to 15 tys. zł. Marzena H. podała we wrześniu 2012 roku kwotę do faktury 58 tys. zł, z tego dla mnie miało być 15 tys. zł plus koszt podatku.

Na koniec września lub na początku października 2012 roku w pensjonacie Marzena H. dała mi oświadczenie do podpisu, że była awaria, a awarii faktycznie nie było, tylko zawilgocenie budynku. W trakcie moich prac na Kuronia 14 nastąpiło jedynie pęknięcie rury grzewczej a nie przyłacza. To pęknięcie nie wiązało się z zalaniem i od ręki je naprawiłem. To był kruciec przyłączeniowy kotła c.o.. Instalacja jeszcze nie była uruchomiona i woda wylała się do kratki ściekowej. Tego nie można nazwać zalaniem. Dałem jej fakturę nr 4-10/2012 z datą 19 października 2012. Wypłaciła mi tylko na podatek za 15 tys. zł. Należne mi 15 tys. zł miałem dostać później, jak wpłynie im dotacja. Byłem wtedy pod ścianą. Ich inwestor zastępczy firma P. mi nie zapłaciła za wykonane na Kuronia 14 prace, a ja miałem na głowie komornika i długi w hurtowniach. Tej kwoty do dzisiaj nie otrzymałem”.

To samo zeznał właściciel firmy ONYX, piwnica była zawilgocona a nie zalana i nie widział w niej żadnego sprzętu AGD. Łukasz M. zeznał, że okazana mu faktura na usunięcie skutków zalania piwnicy przy Kuronia 14 na 100 tys. zł jest fikcyjna, nie widnieje na niej jego podpis. On jest Łukasz, a nie Łukasz Jacek czy Jacek M. Nie wykonywał wymiany instalacji elektrycznej. Nie miał takich uprawnień. Ani prac ziemnych na zewnątrz. Jedynie na Kuronia 14 szpachlował ściany w piwnicy i częściowo na parterze, ze 100 tys. miał dostać 50 tys. zł ale nie dostał. Mężczyzna, który go zatrudniał nie odbierał telefonu, a on musiał od tej kwoty zapłacić podatek. Umowa była ustna więc nie mógł wnieść roszczeń do Helpera.

Tymczasem faktura opiewała na roboty w zalanej piwnicy, wymianę instalacji elektrycznej i prace ziemne z wymianą przyłącza wodociągowego. Protokołu odbioru robót dokonała 30 marca 2012 roku komisja w składzie prezes Helpera Katarzyna Sz., skarbnik Helpera Marzena H., Karol Brdys - kierownik budowy i jakiś „Jacek Michalski”.

Ewa Bertrandt-Zdzierska z Urzędu Miasta Olsztyna zeznała, że urząd nie posiada żadnej dokumentacji związanej z utylizacją sprzętu, który rzekomo został zalany w piwnicy 12 lutego 2012 roku, na co zostały przyznane znaczne środki w kwocie 419.714 zł.

Wiceprezydent Olsztyna Małgorzata Bogdanowicz-Bartnikowska potwierdziła, że wnioski Helpera o zwiększenie dotacji, na zakup rzekomo zniszczonego sprzętu, nie były weryfikowane. „Nikt z pracowników Wydziału Polityki Społecznej nie posiadał kwalifikacji w tym zakresie”. Byli przekonani, że to wojewoda dokona oceny rzetelności oraz „ufali beneficjentowi”.

„Niezrozumiały jest brak reakcji ze strony dysponenta dotacji – czytamy w raporcie UKS. - Była kontrola z Urzędu Miasta Olsztyna od 5 listopada do do 30 listopada. 2012 roku Piotra Jurańca w zakresie efektywności i jakości wykonanych prac na Kuronia 14, po zalaniu, który stwierdził w piwnicy wilgoć i korozję i mimo ogólnikowych wyjaśnień Helperowców, że konieczne są dalsze nakłady na izolację budynku, nie podjął żadnych czynności, by wyjaśnić celowość wcześniej poniesionych wydatków w 2011 roku w kwocie 2.540 tys. zł. Dokonał jedynie formalnego sprawdzenia przedłożonych przez Helper dokumentów i przeprowadził rozmowę z kierownictwem.
Również w domach pozostałych gmin dochodziło do „zalania”. Jednak tak jak w Olsztynie, tak i tam przesłuchani przedsiębiorcy i robotnicy pracujący w tym czasie przy remontach w tych domach oraz zatrudnieni w nich pracownicy zeznali, że nic nie wiedzą o zalaniach, które doprowadziły do zniszczenia drogiego sprzętu AGD i RTV. Gdyby piwnice były zalewane, to zniszczeniu uległyby przede wszystkim materiały budowlane w nich składowane. Owszem, w piwnicach była wilgoć i czuć było grzyb, ale bez związku z jakimś zalaniem.

Skarbnik Urzędu Gminy Purda zeznała, że „Nie raz słyszałam o zalaniach piwnicy w Marcinkowie w 2011 roku, ale nie widziałam żadnego protokołu zalania. Gdyby było poważne zalanie, to gmina wystąpiłaby do ubezpieczyciela”. Natomiast oskarżony wójt Jerzy L. twierdzi, że zalanie nastąpiło na skutek pęknięcia rury kanalizacyjnej i osobiście widział fekalia w piwnicy na wysokości 1 metra.
Przedsiębiorca Sylwester D. przyznał się, że wystawił fikcyjne rachunki za remont piwnicy w Marcinkowie po rzekomym zalaniu na skutek awarii kanalizacji ściekowej.

„Z Arkiem Sz. poznałem w składzie budowlanym. Wymieniliśmy się wizytówkami. Po pewnym czasie zadzwonił, że ma dla mnie zlecenie w Marcinkowie. Pokazał mi tam piwnicę, która była wilgotna, ale nie zalana fekaliami. Zaproponował skucie i wylanie nowych posadzek. Zaproponował bardzo dobrą cenę, ale musiałem wystawić faktury z góry. Rachunek na 56 tys. zł wystawiłem 20 grudnia 2011 roku, jednak taki remont nie miał miejsca. Arek dał mi 5 tys. zł na opłacenie podatku, bo to był koniec 2011 roku. Następnie zadzwonił, że na Kuronia 14 też są zalane piwnice i uszkodzone przyłącze na wodę. Tak samo jak w Marcinkowie była w tych piwnicach wilgoć, ale nie były zalane. Arek zaproponował 25 tys. zł. Byłem wtedy w strasznie trudnym położeniu. Kazał mi wpisać remont przyłącza, które już było zrobione. Zaproponował mi tylko pokrycie podatku. Prac nie wykonywałem. W końcu dał mi pracę w swoim domu na Radiowej – robiłem schody do budynku i opaskę wokół budynku z kamienia. Rachunek wystawiłem na Helper, został opłacony przelewem. Jeszcze raz chciał, żebym mu wystawił fikcyjną fakturę, ale się nie zgodziłem. Poznałem też na Radiowej jego żonę Katarzynę”.

Sylwester D. dobrowolnie poddał się karze. Otrzymał wyrok 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata i miał zapłacić gminie Olsztyn kwotę 25 tys. zł tytułem odszkodowania.

Wojewoda Marian P. zapytany przez kontrolerów z Urzędu Celno-Skarbowego, na jakiej podstawie dokonał zwiększenia kwot dotacji na rzecz Marcinkowa odparł, że na usunięcie skutków zalania z powodu ulewnych deszczy.

W Prejłowie, jak zeznali pracownicy raz trochę zalało ścianę w stołówce po ulewnym deszczu, bo dach przeciekał, a gdy wlała się woda przez okienko piwniczne czy to z powodu ulewnego deszczu, czy z powodu roztopów, to zaraz wypompowywali. Kierowca zatrudniony w domu w Prejłowie zeznał, że raz została zalana piwnica, bo zerwał się wąż do mycia, gdzie stały pralki. Zalany był skład opału z węglem i częściowo pomieszczenie, w którym stał piec. Jednak nie wymagał naprawy. Pomieszczenie wymagało jedynie osuszenia.

Komisja spisuje protokół likwidacyjny

W okresie 9-15 października 2014 roku audytorzy Urzędu Kontroli Skarbowej dokonali oględzin wszystkich środowiskowych i domów i stwierdzili ogromne braki w wyposażeniu. Kontrolerzy porównując spis sprzętu z natury w domach prowadzonych przez Helpera z fakturami stwierdzili „ogromne niedobory w sprzęcie”. Brakowało też dokumentów pozwalających na identyfikację zakupionego sprzętu. Księga inwentarzowa budynku przy Kuronia 14 nie zawierała żadnych danych umożliwiających ustalenie daty zakupu oraz źródła pochodzenia, wpisy dokonywano ołówkiem, bez numeru i bez podpisu.

Wówczas, 5 stycznia 2015 roku, prezes Helpera Katarzyna K. i skarbnik Marzena H powołały Komisję Likwidacyjną w składzie prezes Helpera Katarzyna K, skarbnik Marzena H. i Mirosław B., zatrudniony jako kierowca w środowiskowym domu w Marcinkowie, brat rodzony Katarzyny K. 

Napisali, że w piwnicach trzymali zakupiony sprzęt AGD, który po remoncie miał trafić do sal na górze, ale po zalaniu do niczego się nie nadawał. Komisja stwierdzała, że zniszczeniu uległ następujący sprzęt w ilościach hurtowych:

pralki, chłodziarki do zabudowy, chłodziarko-zamrażarki, kuchenki mikrofalowe, piece gastronomiczne z grillem, płyty indukcyjne, piekarniki, okapy, zestawy kina domowego, zestawy muzyczne, wieże radiowe, baterie do radioodtwarzaczy, zegary, ekspresy do kawy, suszarki, zmywarki, kamery, telefony komórkowe, odkurzacze, wózki gastronomiczne, fotele bujane, huśtawki, leżanki, stoły, maszyny do szycia, umywalki, parawany łazienkowe i meble łazienkowe, komplety wypoczynkowe, lustra, meble, łóżka, krzesła itp. W 2014 roku „zlikwidowano” aż 34 telewizory plazmowe!

„Likwidacja sprzętu w latach 2011-14 – czytamy w protokole kontroli UKS. - miało uniemożliwić rozliczenie wyposażenia ośrodków. Zakupiony sprzęt za setki tysięcy złotych nie został opisany i zewidencjonowany. Kierownictwo Helpera jedynie raz wystąpiło o odszkodowanie do AVIVY, 18 listopada 2014 roku, w wysokości 1.191,50 zł za uszkodzoną płytę indukcyjną w domu przy Kuronia 14”.

Audytorzy przypuszczają, że kierownictwo Helpera nie zwracało się do ubezpieczyciela o odszkodowanie za pozostały sprzęt, bo wówczas ubezpieczyciel zażądałby oględzin tego sprzętu, celem ustalenia przyczyny uszkodzenia.

Prokuratura Regionalna w Białymstoku ustaliła, że kierownictwo Helpera 5 stycznia 2015, stworzyło protokoły likwidacyjne: jeden za 2011 rok, trzy za 2012, po jednym za 2013 i 2014 rok. Powołali się w nich na zużycie ogromnych ilości sprzętu w wyniku eksploatacji oraz zniszczenia na skutek awarii.
Adam Socha
*Tytuł "Love & Money" jest parafrazą tytułu artykułu Cezarego Gmyza w tygodniku „DoRzeczy” pt. „Love & PiS”, z listopada 2013 roku. Dziennikarz wziął w obronę b. agenta CBA Tomasza Kaczmarka, po tym jak tabloidy ujawniły, iż miał w Warszawie stłuczkę, prowadząc porsche cayenne. Tabloidy wywęszyły, że „b. agent Tomek”, obecnie poseł PiS, jechał autem należącym „do firmy olsztyńskiej bizneswoman Katarzyny Sz., z którą ma romans. Para do tej pory ukrywała się z nim, bo Katarzyna jest mężatką, ma dwoje dzieci”. Uwielba luksusową bieliznę i markowe perfumy. Tomasz wyznał Gmyzowi, że jest w niej zakochany po uszy. Poznali się w Sejmie. Kasia jest działaczką PiS, prawniczką, pracuje jako ekspertka komisji śledczej. „Koledzy się śmieją, że nasz związek to Love & PiS”.

W artykule Gmyza czytamy: „34-letnia olsztynianka zasiada w zarządzie firmy Plaza sp. z o.o., w której ma połowę udziałów. Firma zajmuje się między innymi marketingiem i nie korzystała z publicznych pieniędzy. Oprócz tego w Olsztynie jest znana z działalności w stowarzyszeniu Europejskie Centrum Wsparcia Społecznego Helper i charytatywnie wspomaga biednych, starych, chorych psychicznie i na Alzheimera, prowadząc dla nich specjalne domy opieki na Warmii. Jest w Olsztynie nazywana „Matką Teresą z Olsztyna”.

Zdjęcia:

Marzena i Jacek H. przed swoim pensjonatem, rok 2016, zdjęcie z pisma Made in Poland

Wyjaśnienia składa skarbnik Helpera Marzena H. Fot. A.Socha

Pokoje w pensjonacie Marzeny i Jacka H. (zdjęcia ze strony pensjonatu).

Akta sprawy Helpera, od lewej Tomasz Kaczmarek, prezes Katarzyna K. i skarbnik Marzena H. Fot. A.Socha

W części II opublikuję wyjaśnienia Katarzyny K. i Tomasza Kaczmarka.

Czytaj więcej: Proces "Helperowców" oskarżonych o przywłaszczenie 33 mln zł, czyli "Love & Money” (cz. 1)

Komentarz (16)

Do Olsztynka można przenieść jeden pylon, najlepiej z krasnoarmiejcem

Szczegóły
Opublikowano: środa, 27 sierpień 2025 10:41
Bogdan Bachmura

Nigdy nie przypuszczałem, że w sprawie Pomnika Wdzięczności Armii Radzieckiej, zwanego „szubienicami”, okażę się większym radykałem niż Wojtek Kozioł. Zwłaszcza po lekcji bezkompromisowości, jakiej nam udzielił, walcząc o usunięcie pomnika z centrum Olsztyna (o pomniku gen. Czerniachowskiego w Pieniężnie nie wspominając). Pewnie usłyszę jego charakterystyczne: „nie przeginaj”, ale mam poważny kłopot z akceptacją pomysłu przeniesienia „szubienic” do Olsztynka.

Nawiązuję oczywiście do wywiadu jakiego udzielił Wojtek na łamach Gazety Wyborczej, gdzie wręcz entuzjastycznie odniósł się do inicjatywy przeniesienia „szubienic” do Olsztynka, deklarując nawet swój udział w przywróceniu dziełu Xawerego Dunikowskiego sierpa i młota.

(Wywiad przeczytasz tutaj: „Szubienice” ponad podziałami)

Skąd moje wątpliwości? Nie z przyczyn formalno – prawnych oczywiście, bo te określa tzw. ustawa dekomunizacyjna. Cezurą dla mojej percepcji tego pomnika był dzień napaści Rosji na Ukrainę. Nie tylko dla mojej zresztą. Także prezydent Piotr Grzymowicz, późniejszy dzielny obrońca pamiątki po „wyzwolicielach”, z tego właśnie powodu chciał zrobić z nim porządek. Podobnie zaczęło wtedy myśleć wiele osób. Przypomnę, że właśnie w związku z atakiem Rosji na Ukrainę formuła polskiej racji stanu stała się argumentem do usunięcia Pomnika Wdzięczności Armii Radzieckiej z rejestru zabytków.

Rosjanie nigdy nie ukrywali, że Armia Czerwona, gloryfikowana dziełem Dunikowskiego, jest dla nich archetypem i ciągłością obecnej Armii Federacji Rosyjskiej. Problem w tym, że ta armia stała się teraz dla nas bezpośrednim zagrożeniem. To z powodu jej potęgi pomagamy Ukrainie i wydajemy kolosalne pieniądze na zbrojenia. To dlatego Rosja, jeszcze przed napaścią na Ukrainę, stawiała nam warunki ograniczające naszą suwerenność i zdolności obronne.

Mając to wszystko na uwadze, trzeba zadać sobie pytanie o priorytety. Choć Putinowi udało się Europę uśpić perspektywą demokratyzacji Rosji i wspólnych interesów, to dzisiaj już wiemy, że zagrożenie z jej strony pozostanie z nami na długo. Patrząc z tej perspektywy przenoszenie z pietyzmem i za ogromne środki pomnika wroga, pozostającego w nieutulonym żalu po ZSRR, gloryfikującego armię, dzięki której polscy komuniści mogli rządzić Polską, wygląda jak sen wariata. Patrzenie w tej sytuacji na „szubienice” przez pryzmat „świadka historii” przestało odpowiadać rzeczywistości, bo nie da się od niej „odkleić”.

A usprawiedliwienie istnienia pomnika z racji dzieła sztuki? Ktoś, kto nie widział, a tylko słucha i czyta na ten temat, mógłby sadzić, że mamy do czynienia z obiektem wpisanym na listę UNESCO. Z wielkością, którą należy za wszelką cenę chronić i przenosić w bezpieczne miejsce, nawet gdy zagrożą mu lecące na Polskę rosyjskie pociski. Publicystyczna przesada? Bynajmniej. Wielokrotnie, publicznie oraz prywatnie, zadawałem pytanie obrońcom Pomnika Wdzięczności Armii Radzieckiej o granice obrony tego typu dzieł z powodów artystycznych. Posługiwałem się przykładem hipotetycznego, ocalałego pomnika Wehrmachtu, dzieła równie wielkiego co Dunikowski artysty. Nigdy nie uzyskałem pozytywnej odpowiedzi, bo każdy z nich szybko wietrzy osobiste zagrożenie poparciem hitlerowskich Niemiec. Tutaj sztuka i świadectwo pamięci nagle mają znaczenie wtórne, choć Niemcy są dzisiaj naszym sojusznikiem.

Skąd więc ta dysproporcja?

Spór, którego symbolem jest sam Dunikowski, to dla jednych przede wszystkim wielki artysta, dla innych zaś kolaborant, wysługujący się komunistom za duże pieniądze w czasach mrocznego stalinizmu. Przyznaję, że ta druga ocena jest mi bliższa. Twórczego zaangażowania Wisławy Szymborskiej w stalinizm czy Martina Heideggera po stronie Hitlera nikt dzisiaj ze względu na jakość formy ich dzieł nie rozgrzesza. Prawo każdego do błędu nie wyklucza jego oceny. Podobne przykłady można mnożyć.

Kłopot z odpowiedzią na pytanie o pomnik Wehrmachtu rodzi wątpliwość, o co tak naprawdę tyle czasu się spieramy? Czy naprawdę chodzi tylko o sztukę, czy też również o stosunek do komunistycznej przeszłości? Nikomu nie imputuję miłości do komunizmu, ale tak się składa, że mamy akceptować artystycznie oprawionego „świadka historii” tego ustroju, z zasady wykluczając świadka drugiego systemu totalitarnego. Dlaczego?

Pytam nie bez powodu, bo przecież entuzjastów (o obrońcach nie wspominając) wyburzenia pomnika gen. Czerniachowskiego w Pieniężnie, gloryfikującego zbrodniarza betonowego potworka, wśród dzisiejszych obrońców „szubienic” zbyt wielu nie było. A może – parafrazując J. Korwina – Mikke – gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o… wyzwolenie? Argument, który wprost ma odwagę podnosić jedynie prof. Robert Traba, ale jest uporczywie przemycany (także w oficjalnych dokumentach) pod postacią wymyślonej nazwy Pomnik Wyzwolenia Ziemi Warmińsko-Mazurskiej.

Skoro upływ czasu i kurz historii przykrył świeżość klimatu naszego „wyzwolenia”, to skąd mamy tylu ślepych na planowane przez Putina „wyzwolenie” Ukrainy? Wtedy w miejsce dopiero co zburzonych, posowieckich pomników, powstaną na Ukrainie nowe, niektóre artystycznie nienaganne. I zapewne znajdą swoich licznych obrońców.

Mówiąc krótko: wolę pomnik wczorajszych „wyzwolicieli”, dzisiaj „niosących pokój Ukrainie”, w formie „dekonstrukcji” na części zaproponowanej przez prezydenta Szewczyka, niż w postaci na nowo, z kawałków skonstruowanej całości. Zwłaszcza na cmentarzu, gdzie pomnik ku czci zamordowanych żołnierzy wielu narodowości już istnieje, a teraz miałby tam stanąć drugi, z cmentarzem jako przechowalnią. Choć i tutaj widzę możliwość kompromisu pomiędzy prezydentem Szewczykiem, a burmistrzem Waraksą. Można do Olsztynka przenieść jeden z pylonów pomnika, najlepiej ten z żołnierzem, bo pasowałby do klimatu cmentarza. Flaga bez sierpa i młota i pylon bez reszty pomnika nie powinny stanowić kolizji z ustawą dekomunizacyjną. Taniej i łatwiej z powodów formalno-prawnych, choć „dzieło” niewątpliwie ucierpi. Dla „dekonstrukcyjnych” planów prezydenta Szewczyka wystarczyłby drugi pylon, a pewnie trochę pozostałoby dla Olsztynka.

To mój prywatny, nie konsultowany ze środowiskiem „Debaty” pogląd, ukształtowany po tym, jak następca Związku Radzieckiego powrócił do „wyzwalania bratnich narodów z rąk faszystowskich rządów”. Niczym się w tych kwestiach z Wojtkiem Koziołem nie różnimy. Wojtek jest po prostu lepszym ode mnie człowiekiem. Pryncypialnym, ale bardziej otwartym na kompromis niż wielu sądzi.
Z planami burmistrza Olsztynka i Towarzystwa Przyjaciół Olsztynka zagospodarowania terenu dawnego mauzoleum Hindenburga, z udziałem Pomnika Wdzięczności Armii Radzieckiej, nie zamierzam walczyć, ani w ich realizacji przeszkadzać. Życzę powodzenia, choć wolałbym, aby kamień użyty do budowy „szubienic” wrócił tam po ich uprzedniej „dekonstrukcji”.

Bogdan Bachmura

Na zdjęciu: fotomontaż, na tle cmentarza ofiar Stalagu IB, pylon z Pomnika Wdzięczności Armii Radzieckiej w Olsztynie, z krasnoarmiejcem

Czytaj więcej: Do Olsztynka można przenieść jeden pylon, najlepiej z krasnoarmiejcem

Komentarz (6)

„Szubienice” ponad podziałami

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 24 sierpień 2025 11:55
Bogdan Bachmura

Burmistrz Olsztynka Robert Waraksa, wspierany przez Towarzystwo Miłośników Olsztynka, proponuje prezydentowi Olsztyna „przejęcie” od Gminy Olsztyn Pomnika Wdzięczności Armii Radzieckiej. Swoje drugie życie „szubienice” rozpoczęłyby jako element kompleksu składającego się z parku, który powstał przy okazji budowy pomnika upamiętniającego bitwę pod Tannenbergiem z 1914 r., byłego niemieckiego obozu jenieckiego Stalag IB oraz cmentarza wojennego na Sudwie, gdzie spoczywa ok. 50 ofiar zamęczonych przez Niemców w pobliskim obozie. To wszystko składałoby się na promowaną od lat przez TMO ideę tzw. Europejskiego Parku Historii i Pamięci.

Szczegóły tego pomysłu przedstawił na łamach Gazety Wyborczej red. Tomasz Kurs, zarazem członek TMO. Powołał się przy tym na poparcie tej idei przez Wojciecha Kozioła, który od lat walczy o usunięcie "szubienic" z centrum Olsztyna, za co kilkakrotnie stawał przed sądem. Wyborcza w wydaniu głównym opublikowała wywiad red. Kursa z Koziołem (publikuję go pod tekstem).

Choć idea ta pojawiała się już wcześniej w przestrzeni publicznej, lansowana głównie przez red. Kursa, jednak tym razem burmistrz Waraksa zapowiada wysłanie w tej sprawie oficjalnego pisma. Na razie wiemy tyle, co napisał red Kurs, a ten, ustami Bogumiła Kuźniewskiego z Towarzystwa Miłośników Olsztynka przekonuje, że pomnik Musi pozostać na tej ziemi, aby stać się symbolem dramatycznej wojennej i powojennej przeszłości regionu oraz przestrogą na przyszłość.

Wielokrotnie już wyrażałem swój stosunek do mistycznej wiary w cudowne przeistoczenie przesłania „szubienic” pod wpływem podobnych zaklęć. Jednak tym razem nie to jest najważniejsze, więc zostawiam ten wątek na marginesie. Natomiast na to, że – jak to określił pan Kuźniewski – przeniesienie pomnika w pobliże mogił na Sudwie pozbawi stronę rosyjską argumentu, że władze polskie celowo niszczą pomniki poświęcone Armii Czerwonej, specjalnie bym nie liczył.

Pomijając kwestie symboliczne, powodzenie inicjatywy burmistrza Olsztynka oraz TMO wymaga rozwiązania kilku istotnych problemów. I choć są one oczywiste, a ponadto doskonale znane autorowi artykułu, to red. Kurs pominął je milczeniem.

Po pierwsze: miejsce relokacji pomnika. Zgodnie z tzw. ustawą dekomunizacyjną pomniki uznane za obiekt propagujący komunizm bądź inny ustrój totalitarny mogą być wystawione na widok publiczny jedynie na cmentarzach lub – jak to określa ustawa – w ramach działalności edukacyjnej, kolekcjonerskiej, naukowej lub o podobnym charakterze. W rozmowie telefonicznej red. Kurs powiedział mi, że w pierwszym wariancie ma to być teren cmentarza na Sudwie, natomiast plan B przewiduje uzyskanie formalnego statusu miejsca przewidzianego ustawą dekomunizacyjną.

Po drugie: pieniądze. Rzeczona ustawa obciąża kosztami usunięcia pomnika właściciela czyli Gminę Olsztyn. Kompletne przeniesienie pomnika, a o takim zamiarze powiedział mi red. Kurs, to najdroższa z możliwych wersja usunięcia pomnika. W grę zatem wchodzi ewentualnie częściowa partycypacja Gminy Olsztyn w kosztach całej operacji. Co z resztą? Olsztynek zapewne tego nie udźwignie. Może Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego? Minister Piotr Gliński był na to gotowy, byleby „szubienice” zniknęły z przestrzeni publicznej. Wtedy na drodze stanął zdeterminowany prezydent Piotr Grzymowicz. Może dla obecnej minister Marty Cienkowskiej szykuje się sprawdzian z woli ratowania dzieła Xawerego Dunikowskiego?

Po trzecie: co z „dekonstrukcją” Pomnika Wdzięczności Armii Radzieckiej? Propozycja burmistrza Olsztynka to sprawdzian, na ile prezydent Robert Szewczyk jest przywiązany do swojej idei zagospodarowania Placu Dunikowskiego z udziałem elementów „szubienic”. Podczas ostatniego spotkania Zespołu doradczego ds. zagospodarowania Placu prezydent mówił o przekazaniu Olsztynkowi pozostałych po dekonstrukcji elementów pomnika, o co władze miasta miały wystąpić. O innej wersji mowy nie było.

Idea dekonstrukcji „szubienic” z zamiarem usunięcia pylonów z oczywistych powodów dla obrońców pomnika jest nie do przyjęcia. Peregrynacja pomnika z Olsztyna do Olsztynka nie zmieni przesłania, jakie nadali mu jego twórcy. Jednak widziany z perspektywy cmentarza lub muzeum, ma utracić swój wyraz propagandowy. Tak przynajmniej zakłada ustawa dekomunizacyjna. Propozycja burmistrza Olsztynka otwiera możliwość kompromisu zwolenników usunięcia i zachowania pomnika. Dla pierwszych byłaby spełnieniem warunków ustawy pisanej za rządów PiS, dla drugich oznaczałaby możliwość zachowania dzieła sztuki i świadka historii, ale z utratą walorów założenia pomnika, nad czym będą ubolewali głównie architekci i urbaniści. Wszystko wskazuje na to, że tym razem losy dzieła X. Dunikowskiego rozstrzygną się ponad politycznymi podziałami. Deklaracja Wojtka Kozioła o poparciu dla idei przeniesienia pomnika zapowiada, że rozstrzygnięcie zapadnie pomiędzy prezydentem Szewczykiem, a burmistrzem Waraksą. Czyli na jednym, politycznym boisku. O tym czy to cokolwiek ułatwi przekonamy się już niedługo.

Bogdan Bachmura

Na zdjęciu: cmentarz ofiar Stalagu IB w Sudwie pod Olsztynkiem, zdjęcie z Wikipedii - Halibutt

Poniżej wywiad red. Tomasza Kursa z Wojciechem Koziołem na Wyborcza.pl

"Uratować dzieło Dunikowskiego. Największy przeciwnik pomnika: "Pomogę w zbiórce"

Czy uda się ocalić olsztyńskie dzieło Dunikowskiego? Nawet przeciwnicy Pomnika Wdzięczności Armii Czerwonej nie chcą jego destrukcji.

(...)

Wojciech Kozioł od lat konsekwentnie walczy o usunięcie pomnika autorstwa Xawerego Dunikowskiego z centrum Olsztyna. Jest uznawany za "twarz" tej inicjatywy, za co był krytykowany przez zwolenników ocalenia monumentu. Teraz okazuje się, że Wojciech Kozioł w sprawie pomnika jest mniej radykalny od prezydenta Olsztyna, bo chciałby uniknąć "dekonstrukcji". Dlatego popiera pomysł, żeby przenieść dzieło do gminy Olsztynek, a nawet jest gotów finansowo wesprzeć tę inicjatywę, o czym mówi w rozmowie z naszą redakcją.

Tomasz Kurs: Co sądzi pan o propozycji przeniesienia "szubienic" na teren gminy Olsztynek?

Wojciech Kozioł: Każde rozwiązanie, które spowoduje, że "szubienice " znikną z centrum Olsztyna przyjmę z zadowoleniem!
Nie wolałby pan, żeby pomnik zburzyć?

- Nigdy nie dążyliśmy, jako środowisko "Debaty" [olsztyński, prawicowy miesięcznik historyczno-polityczny - red.], do zgruzowania szubienic, gdyż obiekt ten miał ochronę konserwatorską, a cieszyły nas propozycje przeniesienia, ze względu na autora, do jakiegoś muzeum.

Władze Olsztyn mówią o dekonstrukcji, co oznaczać może po prostu zburzenie.

- Zdaję sobie sprawę, że ze względu na koszty najłatwiej będzie ten obiekt zniszczyć. Nawet rozczłonkowanie go po placu będzie decyzją fatalną i według mnie zaśmieci to ważne miejsce w centrum Olsztyna.
Jakie są pozytywne aspekty propozycji z Olsztynka?

- Wspieram w pełni dążenia władz Olsztynka do tego, aby Dunikowski w całości, uczciwie opisany, stanął na terenie gminy Olsztynek, wszak powstał także z materiału będącego własnością tejże gminy. Mam prawo sądzić, że moi przyjaciele i koledzy z "Debaty" podzielają ideę, która nie niszczy a łączy.


Podziela pan wszystkie argumenty zwolenników przeniesienia pomnika do Olsztynka?

- Najmniej interesuje mnie zadowolenie propagandy rosyjskiej. To dla mnie zupełnie nieistotne. Poza tym bardziej podoba mi się lokalizacja w pobliżu dawnego mauzoleum niż na cmentarzu na Sudwie.
Warto wydać pieniądze na relokację?

- Każde przeniesienie w całości, choć drogie i trudne technicznie, jest rozwiązaniem, które uratuje, dla mnie osobiście brzydkie, dzieło Dunikowskiego. Postawienie go w Olsztynku przyczyni się do uatrakcyjnienia tego miejsca, np. po mauzoleum Hindenburga. Jestem gotów sfinansować kamieniarza, który odtworzy skuty z pomnika sierp i młot lub pomóc w zorganizowaniu zbiórki na przeniesienie pomnika do Olsztynka".

Czytaj też na ten temat:

"Szubienice" z napisem: RAZ SIERPNIEM, RAZ MŁOTEM, CZERWONĄ CHOŁOTĘ

Czytaj więcej: „Szubienice” ponad podziałami

Komentarz (2)

Więcej artykułów…

  1. NIK: remont Piskiego Domu Kultury to skandal. Odpowiadała za niego obecna wicemarszałek
  2. Potrzebowała kasy na remont domu na Mazurach. Dostała ją z KPO. Radny uważa, że to wyłudzenie

Strona 7 z 284

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

KO=PIS -LISTA ZDRAJCOW - ktorzy sponsorują oligarchow z Ukradniny i zlote sedesy zadluzajac Polskę na wieki

https://dakowski.pl/putin-zaatakuje-po...
Róbcie tak dalej, a wybory w 2...
1 godzinę temu
O tym, dlaczego używam określenia "neobolszewicy" pisałem w ostatnich latach wielokrotnie, o zasadach tworzenia prawa i jego strukturze dowiedziałem s...
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
23 godzin(y) temu
Ja jestem ciemnym ludem i szlak mnie trafia co te barany wyrabiają.to jest jakaś choroba
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
23 godzin(y) temu
https://x.com/Supermeming/status/2014087446091243689
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
1 dzień temu
Rozśmieszasz mnie "henie" ale i przerażasz także , bo tyle w tobie pychy i zwykłego ludzkiego draństwa objawiających się rzucaniem tutaj na tym foru...
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
1 dzień temu
zestaw podręczny prokuratora koalicji 13 grudnia: łom, wiertarka i oprychy do obstawy
... zegar tyka ...
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
1 dzień temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • Radny J.Babalski: "PiS to już nie jest moja partia, ale jestem prawicowcem"
  • Radny pyta prezydenta Olsztyna: kto zapłaci za awaryjną dostawę ciepła: spalarnia czy mieszkańcy?
  • Pracownik MOKu "ma w d...e chwałę polskiego oręża" w ramach "innych form działalności kulturalnej"
  • Dlaczego prof. Traba nie podpisał Listu w sprawie książki oskarżającej Polaków o Holocaust
  • Protest pod urzędem marszałkowskim przeciwko konsolidacji szpitali
  • W nocy 30.12. na drodze S7 państwo zawiodło, Polacy zdali egzamin
  • Co ukrywa posłanka PSL Urszula Pasławska?
  • Operatora Term Warmińskich licytuje komornik
  • W styczniowej "Debacie": prezeska Helpera oskarża w sądzie red. Sochę
  • Paleo-sędzia z Giżycka unieważnił rozwód, bo orzekał neo-sędzia
  • Protest w gminie Jeziorany przeciwko budowie fermy drobiu

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.