logodebata

JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

sobota, kwiecień 18, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Świat

Świat

Czy Trump ma rację w sprawie NATO?

Szczegóły
Opublikowano: czwartek, 14 kwiecień 2016 21:16
Adam Kowalczyk

Żyjemy w kraju, którego kolejny już rząd za jedyną podstawę, gwarancję i samą istotę bezpieczeństwa uważa sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Przekonani, że poparcie ze strony USA jest stałe i altruistyczne zaogniamy jak możemy stosunki z Rosją nie zostawiając sobie żadnej furtki na wypadek zmiany sytuacji. Przecież nic nam nie grozi. Czyżby? Ponieważ nie zamierzam opowiadać nikomu co ktoś tam chciał powiedzieć, postanowiłem zamieścić opinię znanego amerykańskiego publicysty, polityka, kandydata na prezydenta i doradcy trzech prezydentów Patricka Buchanana. Zwróćcie uwagę, że w kontekście stosunków amerykańsko-rosyjskich Polska nie jest nawet wymieniana.
Adam Kowalczyk

Czy Trump ma rację w sprawie NATO?

pixlr GOP 2016 Trump

Donald Trump

Nie jestem izolacjonistą ale uważam, że Ameryka ma pierwszeństwo [America First!], powiedział Donald Trump w wywiadzie dla New York Times w zeszłym tygodniu. Lubię być wyrazisty powiedział.
NATO, gdzie trzy czwarte kosztów obrony Europy ponoszą Stany Zjednoczone, nazwał „nieuczciwym w stosunku do USA” i dodał „Nie damy się już dłużej oskubywć”.
Usłużne media mogą być osłupiałe z powodu twitterowej wojny na żony i zarzuty niewierności ale Trump przewietrzył idee i powinny one zainicjować narodową debatę nad amerykańskimi zobowiązaniami zamorskimi – zwłaszcza NATO.
Ideom Trumpa nie brakuje poparcia autorytetów.
Pierwszy naczelny dowódca NATO, gen. Eisenhower, powiedział w lutym 1951 roku o sojuszu: „Jeżeli w ciągu 10 lat wszyscy amerykańscy żołnierze stacjonujący w Europie w celach obronnych nie wrócą do USA, to będzie znaczyło, że cały ten projekt zawiódł.” Jak relacjonuje biograf JFK, Richard Reeves, dekadę później prezydent Eisenhower pouczał prezydenta-elekta z powodu NATO „Eisenhower powiedział swojemu następcy, że czas już zacząć zabierać żołnierzy z Europy.” Ameryka dźwiga o wiele więcej niż jej udział w obronie wolnego świata. Już czas żeby pozostali członkowie NATO wzięli na siebie ciężar własnej obrony.””
Żaden zimnowojenny prezydent nie podążył za radą Ike'a.
Lecz gdy wraz z upadkiem imperium radzieckiego, rozpadem Układu Warszawskiego i podziałem Związku Radzieckiego na 15 państw, zakończyła się zimna wojna, rozpoczęła się też nowa dyskusja. Koalicja konserwatywna, która zawiązała się podczas zimnej wojny, rozsypała się. Część z nas argumentowało, że skoro żołnierze rosyjscy wrócili z Europy do domu, amerykańscy żołnierze również powinni wrócić do domu.
Czas żeby ludna i ciesząca się dobrobytem Europa zaczęła bronić się sama.
Zamiast tego Bill Clinton i George W. Bush zaczęli rozdawać członkostwo w NATO, tzn. wojenne gwarancje byłym członkom Układu Warszawskiego a nawet republikom bałtyckim będącym wcześniej częścią Związku Radzieckiego.
W historycznie prowokacyjnym akcie USA przesunęły ich „czerwoną linię” przekroczenie, której da powód do wojny z Rosją z Łaby w Niemczech na granicę estońsko-rosyjską, niewiele mil od Sankt Petersburga.
Zadeklarowaliśmy światu, że jeśli Rosja będzie próbować odbudowy jej hegemonii nad jakąkolwiek częścią jej starego imperium, będzie miała wojnę ze Stanami Zjednoczonymi.
Żaden zimnowojenny prezydent nawet nie rozważał dania gwarancji wojennych takiej wagi, nakładając tym samym na naszą Ojczyznę ryzyko wojny nuklearnej w obronie Łotwy czy Estonii.
Przypomnijmy sobie. Ike nie interweniował żeby ratować Węgrów walczących o wolność w 1956 roku, Lyndon Johnson nie ruszył się żeby ratować Czechów, gdy armie Układu Warszawskiego miażdżyły praską Wiosnę w 1968, Regan odmówił interwencji gdy gen. Wojciech Jaruzelski, na rozkaz Moskwy, zniszczył Solidarność w 1981 roku. Dla tych prezydentów Ameryka była najważniejsza. Oni wszyscy radowali się z uwolnienia Europy wschodniej. Ale żaden z nich nie wciągnąłby nas w wojnę mocarstwem nuklearnym takim jak Rosja po to by to zagwarantować.
A teraz był George W. Bush oświadczając, że jakiekolwiek rosyjskie posunięcie przeciwko Łotwie czy Estonii oznacza wojnę z USA. John McCain chciał rozciągnięcia gwarancji na Gruzję i Ukrainę. To było szaleństwo zrodzone z nieposkromionej pychy.
Wśród tych, którzy przestrzegali przed przesunięciem NATO na rosyjskie przedpole był największy amerykański geostrateg, autor doktryny powstrzymywania*, George Kennan.

„Rozszerzenie NATO może być najfatalniejszym błędem polityki amerykańskie ery post-zimnowojennej. Należy się spodziewać, że taka decyzja skieruje politykę rosyjską w kierunku zdecydowanie dla nas nieprzyjemnym.”

Ostrzeżenia Kennana potwierdziły się. Przez odmowę traktowania Rosji tak samo jak innych krajów, które odrzuciły ideologię Lenina, stworzyliśmy Rosję, której się obawiamy, uzbrojony naród przepełniony urazami.
Rosjanie gdy zobaczyli, że ich przyjaźnie wyciągnięta ręka została odtrącona, ucieszyli się z usunięcia uprzejmego Borysa Jelcyna i nadejścia mocnego człowieka, autokraty, który mógł ponownie uczynić Rosję godną szacunku. My wszyscy przygotowaliśmy drogę Władimirowi Putinowi.
Podczas gdy Trump skupia się na tym, że Ameryka ponosi zbyt wysokie koszty obrony Europy, istnieje ryzyko, że my, przyjmując to za najważniejsze, ryzykujemy coś czego żaden zimnowojenny prezydent nie śmiał zaryzykować.

Dlaczego Ameryka ma walczyć z Rosją, która rządzi w republikach bałtyckich czy w Rumunii albo Bułgarii?
Od kiedy to suwerenność tych krajów jest tak ważna żebyśmy ryzykowali konflikt militarny, który może eskalować w wojnę nuklearną?
Dlaczego ciągle jeszcze jesteśmy zobowiązani walczyć dla mnóstwa krajów na pięciu kontynentach?

Trump jest wyzwaniem dla sposobu myślenia elit polityki zagranicznej, których myślenie zastygło w świecie, który zaniknął około 19991 roku. Proponuje on nową politykę zagraniczną gdzie USA będą zobowiązane do wojny jedynie gdy będą zaatakowane lub gdy ich żywotne interesy będą zagrożone. Oraz, ze gdy zgodzimy się bronić inne narody, będą one ponosić pełen udział w kosztach ich własnej obrony.
Czasy wolnych jeźdźców skończyły się.
Hasło Trumpa „America First!” dobrze do tego pasuje.

Pat Buchanan  http://buchanan.org/blog/trump-right-nato-125052
Tłum. Adam Kowalczyk

Patrick Joseph Buchanan (ur. 2 listopada 1938) – amerykański konserwatywny polityk i publicysta. W 2000 roku ubiegał się o urząd prezydenta USA z ramienia Partii Reform. W 1992 i 1996 starał się bez powodzenia o nominację w wyborach prezydenckich przez Partię Republikańską.
Syn Williama Baldwina Buchanana i Catherine Elizabeth (Crum) Buchanan. Jego ojciec był pochodzenia szkockiego, angielskiego i irlandzkiego, a matka niemieckiego.
Buchanan był starszym doradcą trzech amerykańskich prezydentów: Richarda Nixona, Geralda Forda oraz Ronalda Raegana. Był również współzałożycielem dwutygodnika The American Conservative.
Buchanan krytykuje również dominującą wśród Republikanów linię neokonserwatyzmu i wpływy lobby proizraelskiego w USA. Oświadczył sarkastycznie, że „Waszyngton to terytorium znajdujące się pod okupacją Izraela”. Zdaniem Buchanana to nie kto inny, jak proizraelscy neokonserwatyści sformułowali koncepcję prewencyjnego uderzenia na Irak, która została zrealizowana. (zaczerpnięte z Wikipedii)


*Doktryna powstrzymywania (ang. containment), miała na celu powstrzymywanie wzrostu wpływów ZSRR, a później również Chin, przez niedopuszczenie do ekspansji komunizmu na świecie. Teoretyczne zasady polityki containment stworzył George Kennan w anonimowym artykule z 1947 r.
Kennan za główny cel polityki USA uznał zapobieganie rozprzestrzenianiu się komunizmu do krajów nim nieogarniętych, przez tworzenie systemu sojuszy wojskowych. Containment było jednym z głównych celów doktryny Trumana, a jego efektem m.in. powstanie NATO (1949), a później: ANZUS (1951), SEATO(1954) oraz CENTO(1955).

Czytaj więcej: Czy Trump ma rację w sprawie NATO?

Komentarz (19)

Orban: Narody Europy obudziły się!

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 20 marzec 2016 23:34
Adam Kowalczyk

„Narody Europy obudziły się, uporządkowują się i niedługo wstaną. Narody Europy zrozumiały, że chodzi o ich przyszłość. Nie tylko dobrobyt i wygodne życie, praca, ale nasze bezpieczeństwo i pokój jest zagrożony. Śpiące w dobrobycie narody Europy wreszcie zrozumiały, że zagrożone są zasady, na których Europa została zbudowana” – powiedział Viktor Orban w przemówieniu z okazji święta narodowego Węgier.
Panie i Panowie! Rodacy! Węgrzy na całym świecie!
Z uszytą przez żonę kokardą na swoim sercu, z tomikiem poezji w kieszeni, z myślami o strasznych wrażeniach z rewolucji w głowie witał Sándor Petőfi 15 marca w swoim dzienniku. „Bądź pozdrowiona węgierska wolność, w dniu twych urodzin!” Dziś po 168 latach z radością i wiosennym optymizmem, z wielkimi nadziejami i podniesioną duszą świętujemy w całym Basenie Karpat. Od Beregszász po Szabadkę, od Rimaszombat po Kézdivásárhely. Każdy Węgier, z jednym sercem, jedną duszą, jedną wolą.
Węgierskie serca radują się również tym, że jak w decydujących bitwach powstania węgierskiego, obecnie też jest z nami legion polski. Witam rozentuzjazmowanych potomków generała Bema. Witamy przedstawicieli wielkiego narodu polskiego. Jak zawsze podczas wspólnej tysiącletniej historii, tak teraz też jesteśmy z Wami w walce, którą prowadzicie za wolność i niepodległość Waszej ojczyzny! Razem z Wami zawiadamiamy Brukselę: więcej szacunku dla Polaków, więcej szacunku dla Polski! Bóg Was tu przyprowadził! xxx polsko-węgierskiej wspólnoty losów, jest to, że 60 lat temu nasza druga chwalebna rewolucja w ’56 urodziła się pomiędzy pomnikiem Bema a placem Kossutha. Powstała z wielką siłą chwalebnych przodków i na wieczór wyrwała wielkiego generalissimus Sowietów.
Szanowni Państwo! Szanowni Świętujący!
Węgier występuje w obronie swojej prawdy, kiedy trzeba. Jak musi, nawet walczy. Nie szuka bez powodu problemów. Wie, że lepiej zachować spokój, niż wyciągać szable. Dlatego, rzadko bierzemy się za rewolucję. Podczas 170 lat dwa razy tak postąpiliśmy. Mieliśmy powody. Czuliśmy, że nie wytrzymamy dalej. Europa zachowała nasze rewolucje z 1848 i 1956 wśród chwały świata.
Chwała bohaterom! Szacunek dla odważnych! Historycy zapisali rewolucję z 1918-19, ale nie na stronach chwalebnych, lecz w leksykonie o bolszewickim zamieszaniu z którego wybuchła rewolucja antywęgierska dla celów i interesów obcych. My Węgrzy mamy dwie tradycje rewolucyjne. Jedna prowadzi od 1848, przez 1956 i zmiany ustroju do nowej Konstytucji i obecnego porządku konstytucyjnego. Druga wywodzi się od jakobinów, przez 1919 do komunizmu powojennego. Dzisiejszy porządek urządzili spadkobiercy rewolucji z 1848 i 1956.
Ta tradycja kieruje dzisiejszym światem polityki, gospodarką i życiem intelektualnym narodu. Równość przed prawem, odpowiedzialne ministerstwa, bank narodowy, wspólny podział obciążenia, wolność, odpowiedzialność, szacunek ludzkiej godności, zjednoczenie narodu. Bądźmy za to wdzięczni, że tak się stało. Soli Deo gloria!
Szanowni Państwo!
Nawet wyniosłość święta nie pozwala nam zapomnieć, że tradycja 1919 nadal żyje z nami, na szczęście już tylko osłabiona, ale jeszcze tu się snuje. Jeżeli nie dostanie wsparcia z zagranicy, to uschnie w węgierskiej ziemi, która nie przyjmuje internacjonalizmu. Tak jest dobrze.
Szanowni Państwo!
Porządny, wychowujący dzieci i pracujący obywatel raczej nie zostaje rewolucjonistą. Osoba myśląca i pewna siebie wie, że z zamieszania rzadko wynikają dobre rzeczy. Osoba pogodna i pragnąca rozwoju wie, że nie można na raz robić dwa kroki, bo się potknie o własne nogi. Jednak właśnie tacy mieszczanie z Pesztu zostali zwolennikami rewolucji i maszerowali w pierwszych rzędach, tuż za młodymi studentami.
To oni dali większość rewolucji i walk wolnościowych, za honor Węgrów zapłaciliśmy ich krwią. Każda rewolucja jest taka, jak ci, którzy ją robią. Naszą rewolucję robili porządni mieszczanie, oficerowie, prawnicy, pisarze, lekarze, inżynierowie, rzemieślnicy, chłopi i robotnicy o narodowych uczuciach.
Nie ma śladu nieudanych wizji nieudanych filozofów czy intelektualistów. Rewolucjoniści z 1848 z kamieni po zburzonym absolutyzmie nie chcieli zbudować świątyni nowej tyranii. Pieśni węgierskiej rewolucji nie pisano na ostrze gilotyny ani na struny szubienicy. Nasze pieśni nie śpiewa tłum linczujący, przemieniony w kata, poematy nie są poświęcone zemście ani krwi. Pełnym godności momentem rewolucji z 1848, kiedy znów rozkwitały rany węgierskiego narodu. Żądano uzyskanie i odzyskanie praw konstytucyjnych, zabranych narodowi.
Szanowni Państwo!
A wy co robicie? – pyta się Sándor Petőfi w ostatnim liście do Jánosa Aranya trzy tygodnie przed swoją śmiercią. Pyta się też nas. A wy co robicie? Co robicie z dziedzictwem? Czy Węgrzy są godni swego wielkiego imienia? Czy znacie prawo dawnych Węgrów, że to co czynicie, musicie mierzyć nie tylko miarą pożyteczności, lecz też miarą absolutu, ponieważ te czyny muszą zająć swoje miejsce w wieczności.
Szanowni Świętujący!
Dziedzictwo jest, Węgrzy żyją, Buda stoi. Jesteśmy kim byliśmy, będziemy kim jesteśmy. Znają nas, jesteśmy szanowani przez mądre narody. Zachowujemy dawne prawa. Czy odniesiemy sukces, czy powstanie niezależna, poszanowana na świecie ojczyzna, o którą walczyli w 1848, jeszcze nie wiemy. Wiemy, że gwiazdy Europy są chwiejne, więc czekają nas próby. Obecne czasy zadają nam pytanie, czy mamy być niewolnikami, czy wolni? Los Węgrów jest powiązany z narodami Europy, dziś żaden naród nie może być wolny, jeżeli Europa nie jest wolna. Europa jest bezsilna, jest jak więdnący kwiat zjadany przez tajne robactwo. 168 lat po wiośnie ludów, nasza wspólna ojczyzna, Europa, nie jest wolna.
Szanowni Świętujący!
Europa nie jest wolna, wolność zaczyna się wypowiedzeniem prawdy. Dziś w Europie zakazane jest powiedzieć prawdę. Kaganiec jest kagańcem, nawet z jedwabiu. Jest zakazane powiedzieć, że dziś nie przybywają uchodźcy, lecz Europie zagraża wędrówka ludów. Jest zakazane powiedzieć, że dziesięciomilionowe tłumy czekają w gotowości, żeby ruszyć w naszym kierunku. Jest zakazane powiedzieć, że migracja przynosi przestępstwo i terror do naszych krajów.
Jest zakazane powiedzieć, że tłumy innej cywilizacji są zagrożeniem dla naszego stylu życia, kultury, zwyczajów, tradycji chrześcijańskich. Jest zakazane powiedzieć, że ci co wcześniej przybyli zamiast integracji zbudowali własny świat, z własnymi prawami, ideami, które rozwierają tysiącletnie ramy Europy. Jest zakazane powiedzieć, że to nie łańcuch przypadkowych i nieumyślnych konsekwencji, lecz zaplanowana akcja, tłum ludzi prowadzonych na nas.
Jest zakazane powiedzieć, że w Brukseli dziś pracują nad tym, żeby jak najszybciej przywieźli i zasiedlili u nas obcych. Jest zakazane powiedzieć, że celem zasiedlenia jest przerysowanie wzorów religijnych i kulturalnych Europy i przebudowanie etnicznych podstaw, usuwając ostatnie bariery internacjonalizmu, czyli państwa narodowe. Jest zakazane powiedzieć, że Bruksela zabiera kawałki naszej narodowej suwerenności, że w Brukseli pracują nad planem Stanów Zjednoczonych Europy, do czego nikt, nigdy ich nie uprawnił. Dzisiejszy przeciwnicy wolności są inni niż dawni władcy, czy władcy systemu sowieckiego. Innymi metodami zmuszają do poddania się. Dziś nie zamykają w więzieniach, nie zabierają do łagrów, nie okupują czołgami państwa przywiązane do własnej wolności. Dziś wystarczą ataki prasy światowej, stygmatyzacja, straszenie i szantaż. Czy raczej wystarczyło.
Do tej pory.
Narody Europy obudziły się, uporządkowują się i niedługo wstaną. Narody Europy zrozumiały, że chodzi o ich przyszłość. Nie tylko dobrobyt i wygodne życie, praca, ale nasze bezpieczeństwo i pokój jest zagrożony. Śpiące w dobrobycie narody Europy wreszcie zrozumiały, że zagrożone są zasady, na których Europa została zbudowana.
Europa to chrześcijaństwo, wspólne życie wolnych i niezależnych narodów, równouprawnienie kobiet i mężczyzn, wyścig fair, solidarność, honor, pokora, sprawiedliwość i miłosierdzie. To niebezpieczeństwo nie atakuje nas jak wojny i katastrofy nagle. Wędrówka ludów to cicha woda, która wytrwale rwie brzegi. Pokazuje się, jako sprawa humanitarna, lecz jej prawdziwa natura, to zajęcie przestrzeni. To co dla nich jest zajęciem przestrzeni, dla nas jest utratą przestrzeni.
Wojownicy praw człowieka czują potrzebę, aby nas pouczać i oskarżać. Ponoć jesteśmy ksenofobiczni i wrodzy. Prawda jest taka, że nasza historia, to historia przyjmowań i łączenia kultur. Kto zgłaszał się jako nowy członek rodziny, sojusznik, czy przybysz uciekający aby przeżyć, tego wpuściliśmy i znalazł u nas nową ojczyznę. Kto przybył, aby zmienić nasz kraj, uformować nasz naród na własną modłę, kto przybył z agresją i wbrew naszej woli, zawsze spotkał sprzeciw.
Przemówienie Victora Orbana w dniu Święta Niepodległości Węgier.
Budapeszt, 15 marca 2016 r.
http://www.konserwatyzm.pl/

Czytaj więcej: Orban: Narody Europy obudziły się!

Komentarz (12)

Czy niedźwiedź wystawi smoka?

Szczegóły
Opublikowano: piątek, 08 styczeń 2016 20:05
Michał Lubina

Hongkong i Singapur miały zastąpić Rosjanom Londyn i Nowy Jork. Okazało się jednak, że banki azjatyckie nie chcą finansować rosyjskich inwestycji i po cichu przyłączają się do zachodnich sankcji.
Rosja czeka na nowe rozdanie z Ameryką, zakopanie wojennego topora w sprawie Ukrainy i ułożenie się na Bliskim Wschodzie. Wiedzą o tym w Pekinie: to Chiny straciłyby najwięcej na nowym resecie amerykańsko-rosyjskim. Na szczęście dla Państwa Środka Waszyngton nie jest jeszcze gotowy, by na nowo ułożyć się z Rosją. To sprawia, że Moskwa czeka, czeka i nie może się doczekać.
Minął zwrot
Rok temu wiodącym tematem w rosyjskiej polityce zagranicznej był tzw. „zwrot na Wschód”. Moskwa dumnie głosiła reorientację na Azję–Pacyfik i obiecywała podczepienie się do tego najbardziej dynamicznie rozwijającego się regionu świata. Minął rok i… minął zwrot. A właściwie zastygł w próżni – poza retoryką niewiele się wydarzyło. Wręcz przeciwnie, w dynamice stosunków Rosji z Azją można zaobserwować regres. Można nawet złośliwie powiedzieć, że „zwrot na (Daleki) Wschód” został zastąpiony „zwrotem na Bliski Wschód”.
Bliskowschodnie zaangażowanie Rosji, choć istotne, jest jednak drugorzędne. Mówiąc ściślej, jest funkcją sytuacji na Ukrainie czy szerzej – na obszarze postsowieckim. Bo to właśnie reintegracja b. ZSRS była, jest i będzie najważniejszym wektorem polityki zagranicznej Rosji. Wszystko jest podporządkowane temu celowi, będącemu zarazem środkiem prowadzącym do niezmiennego priorytetu narodowego – odbudowy mocarstwowego statusu.
By istnieć, Rosja musi być mocarstwem. To truizm, wręcz banał, warto jednak go powtarzać, by się utrwalił i by ostatecznie odrzucić szkodliwe złudzenia. Rosja mocarstwem być musi, bo przemawiają za tym zarówno względy „obiektywne”, tj. jej geograficzna nieobronność, oznaczająca konieczność uzyskania strategicznej głębi między rosyjskim rdzeniem a zewnętrznymi wrogami (obszar rdzeniowy Rosji, Moskwa, nie jest chroniony przez naturalne bariery, takie jak rzeki, morza, bagna czy góry, przez co był wielokrotnie najeżdżany; z tego wynika strategia konieczności zajmowania wielkiej ilości ziemi, by w razie najgorszego mieć terytorium, na którym agresor się wykrwawi), jak i „subiektywne”, czyli mentalnościowe. Ekspansja terytorialna zawsze pełniła w Rosji rolę kompensacyjną, wynagradzała Rosjanom zacofanie gospodarcze. Myślenie w kategoriach mocarstwowych pozostaje narzędziem wykorzystywanym przez władze w celu podtrzymania spójności i integralności rosyjskiego społeczeństwa – brak swobód obywatelskich, uprzedmiotowienie mieszkańców i niski standard życia są kompensowane poczuciem przynależności do imperialnej potęgi. Co prawda trudno powiedzieć, co jest tu jajkiem, a co kurą, tj. gdzie kończy się chłodne myślenie realistyczne, a zaczyna wielkomocarstwowa mania (autoteliczna potrzeba bycia mocarstwem dla samego poczucia wielkości), jednak efekt końcowy jest ten sam: Rosja musi być mocarstwem.
Moskwa gospodarczo i kulturowo ma światu niewiele do zaoferowania. Dlatego tak ważne są dla niej konflikty i sytuacje kryzysowe. Wtedy liczą się te dziedziny, w których Rosja jest mocna: dyplomacja i wojsko
To zaś oznacza, że w polityce zagranicznej Rosja zrobi wszystko, by utrzymać i wzmocnić swój mocarstwowy status. Z powodu jej słabości gospodarczej i cywilizacyjnej nie jest to jednak proste – Moskwa gospodarczo i kulturowo (soft power) ma światu niewiele do zaoferowania i przez to nie jest atrakcyjna. Stąd tak ważne są dla niej konflikty i sytuacje kryzysowe. Wtedy liczą się bowiem te dziedziny, w których Rosja jest mocna: dyplomacja i wojsko, gospodarka zaś schodzi na drugi plan. Następuje „prymat polityki nad gospodarką”, co pozwala Rosji grać ponad stawkę i zyskiwać znacznie więcej niż wskazywałby na to jej potencjał gospodarczy. Dlatego właśnie żywiołem Rosji jest wojna, nie pokój.
Putin wraca do gry
W skali mikro można to obserwować, przyglądając się sytuacji bliskowschodniej. Bez Syrii Moskwa była na Bliskim Wschodzie de facto nieobecna. Dziedzictwo aktywnej polityki ZSRS na tym obszarze zostało po 1991 roku przez FR odrzucone, gdyż była ona świadoma własnej słabości. Realnie rzecz biorąc, w 2015 roku Rosja wcale nie stała się na Bliskim Wschodzie silniejsza, ale po tym, jak włączyła się do wojny w Syrii, jej pozycja polityczna poszybowała w górę. Znacząco ingerując w konflikt, Moskwa stała się ponownie istotnym aktorem wydarzeń bliskowschodnich: ważnym, bo proponującym jakieś rozwiązanie (mniejsza o to, czy dobre), dającym zatem Bliskiemu Wschodowi konkret, czego nie da się powiedzieć o mocarstwach zachodnich. Upodmiotowienie Rosji na Bliskim Wschodzie przełamało z kolei próbę międzynarodowej izolacji Moskwy: już nie można udawać, że z Putinem rozmawiają tylko BRICS i mniejsi bądź więksi satrapowie Trzeciego Świata. Rosyjski przywódca powraca na zachodnie salony, ponieważ jest potrzebny. Tym sposobem Rosja poprzez wejście do wojny syryjskiej nie tylko zneutralizowała część negatywnych następstw zaangażowania na Ukrainie, lecz także ponownie znalazła się przy globalnym stole, dzięki czemu może się targować również w innych, istotniejszych dla niej sprawach.
W skali makro mechanizm ten można dostrzec w wyczekiwaniu Rosji na konfrontację amerykańsko-chińską. Moskwa jest światowym rewizjonistą, marzy o odwróceniu geopolitycznych następstw zimnej wojny. Obecnie, w warunkach hegemonii amerykańskiej, jest to niemożliwe. Jednak pozycja USA słabnie i zdaniem wielu amerykańskie władztwo nad globem za chwilę się skończy. Wyłoni się nowy, wielobiegunowy świat. Jak się to stanie – nie wiadomo. Dla Rosji najkorzystniejszy byłby scenariusz konfliktu amerykańsko-chińskiego, gdyż wtedy obie strony barykady dramatycznie potrzebowałyby wsparcia Moskwy i byłyby skłonne drogo zań zapłacić.
Na razie jednak globalna wojna amerykańsko-chińska jest sprawą w miarę odległą (choć zdaniem niektórych, na przykład Jacka Bartosiaka, niebezpieczeństwo „oddolnego” wybuchu konfliktu na Morzu Południowochińskim jest duże). Na pewno nie chcą jej obecnie ani USA, ani Chiny. Władze nad Potomakiem mają nadzieję, że prędzej czy później uda się ustawić Chiny do pionu i uczynić z nich „odpowiedzialnego udziałowca”, niekwestionującego amerykańskiego władztwa nad spółką Glob S.A. z siedzibą główną w Waszyngtonie. Nad Jangcy zaś wiedzą, że Chiny nie są jeszcze gotowe na wyniszczającą konfrontację totalną: potrzebują czasu i pokoju dla dalszej modernizacji. Dlatego oba mocarstwa, nie chcąc wojny, stosują inny repertuar środków. Amerykanie próbują ograniczać Chiny w regionie Azja–Pacyfik (stąd amerykański zwrot ku Azji w 2011 roku i stąd najnowsze TPP), Chińczycy zaś chcą wyrwać się z okrążenia poprzez budowę Nowego Jedwabnego Szlaku.
Odpuścić Chiny
Z punktu widzenia Rosji – mającej ambiwalentny stosunek do Nowego Jedwabnego Szlaku – Amerykanie już dawno powinni się z Moskwą ułożyć. Przecież – rozumują Rosjanie – najważniejsze interesy amerykańskie są nad Pacyfikiem i na nich Amerykanie powinni się skoncentrować całkowicie, w czym mieliby pełne moralne wsparcie Moskwy. Problem polega na tym, że Amerykanie, po pierwsze, przechodzą kryzys swojego przywództwa, po drugie zaś – uważają, że mimo trudności są w stanie utrzymać wszystko po staremu. Co prawda godzą się na konieczne ustępstwa, takie jak Iran, Birma czy Kuba, jednak zasadniczo są przekonani, że uda im się utrzymać status quo. A skoro tak, to nie ma potrzeby czynić koncesji na rzecz Rosji. Dlatego też, wbrew nadziejom Moskwy, Waszyngton wciąż nie przehandlował Syrii za Ukrainę ani też nie kupił jeszcze zgody Rosji na zablokowanie Nowego Jedwabnego Szlaku.
Chiny z jednej strony robią wszystko, by dołączyć Rosję do Nowego Jedwabnego Szlaku, z drugiej zaś porozumiewają się z Kazachstanem i Turcją w sprawie Transkaspijskiego Szlaku Transportowego
Ale Rosja wciąż ma nadzieję, że kupi. Bo w Moskwie po cichu przyznają, że z tą Azją tak trochę nie wyszło. Półtora roku od szumnej wizyty Putina w Szanghaju w maju 2014, po której w rosyjskim establishmencie zaczęło się wszem i wobec deklarować „zwrot na Wschód”, zorientowano się, że – by zacytować Aleksandra Gabujewa – nastąpił „zwrot donikąd”. Marzenia o równoważeniu Zachodu Azją spełzły na niczym. Gospodarczo nie udało się sprawić, by Azja zastąpiła Zachód w roli głównego partnera handlowego i motoru rozwoju. Przeszkodziły czynniki niezależne, takie jak niskie ceny surowców (nie tylko ropy) i kłopoty gospodarcze Chin, rzeczywiste przyczyny braku porozumienia znajdują się jednak głębiej. Rosja poza ropą, gazem i bronią nie ma Azji wiele do zaoferowania. A tymczasem liczono na cud. Wierzono, że Hongkong czy Singapur zastąpią Rosjanom – jako finansowe centra – Londyn i Nowy Jork. Okazało się jednak, że banki azjatyckie nie chcą finansować rosyjskich inwestycji i że de facto po cichu przyłączają się do zachodnich sankcji (a jeśli już udzielają kredytów, jak dwa banki chińskie, to na gorszych niż lichwiarskie warunkach). W tej sytuacji, jak szczerze przyznają Rosjanie, łatwiej już omijać sankcje zachodnie niż męczyć się w Azji. Politycznie sprawa nie wygląda lepiej – Rosja nie zdołała naprawić stosunków z Japonią ani wzmocnić relacji z Koreą Południową (te dwa państwa, a szczególnie Japonia, są kluczem do powrotu Rosji do gry w Azji), a kontrakt gazowy z Chinami czy ostatnia sprzedaż Su-35 tylko wzmocniły azjatycką percepcję Rosji jako pekińskiego wasala. Rozczarowanie pogłębiły działania samego Putina, wyraźnie sfrustrowanego brakiem wyników na odcinku azjatyckim (odpuścił szczyty Azji Wschodniej i APEC, a podczas szczytu wschodniego we Władywostoku wolał zwiedzać oceanarium ze Stevenem Seagalem niż rozmawiać z inwestorami). Na Kremlu zdano sobie sprawę z niemożności równoważenia Zachodu Azją, przynajmniej na razie. A to prowadzi do prostej konkluzji – skoro „zwrot do Azji” (czyli de facto zwrot ku Chinom) niewiele dał, to spokojnie można Chiny odpuścić, utrudniając lub nawet blokując Jedwabny Szlak, na przykład w zamian za zniesienie sankcji i powrót do statusu sprzed wojny na Ukrainie.
Ufaj, ale sprawdzaj
Chiny obserwują to z mieszaniną spokoju i lęku. Nauczyły się, że na Rosji nie można polegać – stosują więc maksymę Dzierżyńskiego: „ufaj, ale sprawdzaj”. Z perspektywy chińskiej Rosja to partner ograniczonej użyteczności i jeszcze bardziej ograniczonego zaufania. Chiny nauczyły się Rosji – wiedzą, że nie jest mądrze na niej polegać, gdyż nigdy nie można mieć pewności, czy nie poświęci któregoś z porozumień dla kolejnej wolty w relacjach z Zachodem. Pekin w stosunkach z Rosją daje więc dowody swego słynnego pragmatyzmu – przyjął utylitarną zasadę, by „brać, co jest” i nie przejmować się zbytnio retoryką. Dla Chin liczy się konkret, a tym jest w sferze wielkiej polityki Nowy Jedwabny Szlak. Dlatego z jednej strony robią wszystko, by dołączyć Rosję do tego projektu, z drugiej zaś porozumiewają się z Kazachstanem i Turcją w sprawie Transkaspijskiego Szlaku Transportowego, omijającego Rosję. Ta druga opcja jest jednak dla Chin w naturalny sposób mniej korzystna, gdyż na jej trasie występuje znacznie większy potencjał destabilizacji. Pekin liczy więc na to, że poprowadzenie Nowego Jedwabnego Szlaku będzie się Rosji opłacać zarówno gospodarczo, jak i politycznie (zwiększy bowiem rosyjskie możliwości oddziaływania). A poza tym – że uda się Moskwę po prostu kupić.
Na razie kalkulacje te sprawdzają się z paradoksalnej przyczyny, jaką jest niechętna Moskwie polityka USA. Amerykę drażni rewizjonizm Rosji i jej konsekwentna niechęć do grania wyznaczonej jej przez Waszyngton roli globalnego junior partnera. Do tego dochodzą uprzedzenia samej administracji Obamy, pamiętającej historię resetu, Snowdena czy Syrię z roku 2013. Jest to niechęć skrywająca tak naprawdę brak pomysłu na Rosję, zakamuflowana wizerunkowym lekceważeniem. Jest też konflikt ideologiczny – podczas gdy Waszyngton przyspiesza na odcinku liberalno-lewicowej nadbudowy światopoglądowej, Rosja próbuje montować „konserwatywną międzynarodówkę” w oporze przeciwko amerykańskim siłom postępu (co te ostatnie mocno irytuje). To wszystko spaja spora doza emocji, skutecznie utrudniająca znalezienie porozumienia. Ale przecież w polityce wieczne są tylko interesy, więc stan ten nie utrzyma się na zawsze. Prędzej czy później się zmieni. Pytanie tylko: kiedy?
Na razie skutek jest jeden – jako że Amerykanie nie chcą się układać z Rosją, to ta nie bardzo ma miejsce na manewr. Rosyjski niedźwiedź może i by chciał, ale przynajmniej przez jakiś czas nie jest w stanie wystawić chińskiego smoka do wiatru.
Michał Lubina   http://www.nowakonfederacja.pl/czy-niedzwiedz-wystawi-smoka/

Czytaj więcej: Czy niedźwiedź wystawi smoka?

Komentarz (4)

Rosjo – jaka jesteś?

Szczegóły
Opublikowano: piątek, 08 styczeń 2016 19:54
Jacek Pachucki

Nie potrafię celniej od Michała Lubiny ująć, czym na arenie światowej jest dzisiejsza, putinowska Rosja. Tezy poniższego artykułu, wraz z bibliografią rozwinięte są w pierwszych rozdziałach książki Michała Lubiny "Niedźwiedź w cieniu smoka", która wciąż jeszcze czytam i trudno mi się oderwać od tej składnicy wiedzy. Prowokuje ona podczas czytania do sięgania w międzyczasie do innych źródeł, aby lepiej zrozumieć myśl autora. Zwłaszcza jeśli czytający jest z wykształcenia i większości doświadczenia zawodowego inżynierem technologiem żywności.

Niedźwiedź nie wystawi smoka. Smok realizuje program rozpisany na dekady, mając za sobą doświadczenia tysiącleci. Początki cywilizacji chińskiej sięgają XVII wieku z tym, że przed naszą erą. Chińska myśl sztuki wojennej liczy sobie dwa i pół tysiąclecia. Klasyka chińskiej sztuki wojennej mistrza Sun Zi obrosła przez te wieki w przypisy i komentarze.
Smok jest zaprzeczeniem niedźwiedzia. Prawdziwe zwycięstwo smoka jest bez rozlewu krwi. Otoczony, osłabiony i zdezorientowany przeciwnik poddaje się - tak wygląda zwycięstwo w wersji chińskiej. Tak też wygląda obecna sytuacja na Morzu Południowochińskim, Wschodniochińskim.
Wyspa Damanskij, o którą w 1969 roku walczyły Chińska Republika Ludowa ze Związkiem Socjalistycznych Republik Sowieckich jest od lat chińska. Wszystkie sporne wyspy wzdłuż chińsko-rosyjskiej granicy są od 2008 roku chińskim terytorium. Wraz z cmentarzami żołnierzy rosyjskich z czasów wojny rosyjsko-japońskiej 1905 roku i 1945 roku. Gorzka to była pigułka do przełknięcia dla rosyjskich patriotów na Dalekim Wschodzie Rosji. Niepokorni zostali spacyfikowani, przyjaźń rosyjsko-chińska nie obywa się bez ofiar.
Nowością w relacjach chińsko-rosyjskich jest nieujawnianie cen ropy i gazu sprzedawanego ChRL. Wiadomo jedynie, że Putin ogłaszał w 2001 roku, że będą to ceny europejskie. Chińczycy oferowali za gaz i ropę połowę cen europejskich. Możemy się jedynie domyślać, że skoro na prośbę Rosjan ceny nie zostały ujawnione, nie mają się oni czym pochwalić.

Pewna analogia względem cen ropy występuje również w relacjach polsko-rosyjskich. Orlen po podpisaniu umów o dostawach ropy z krajów Zatoki Perskiej otrzymał obecnie bardziej elastyczne propozycje strony rosyjskiej. Uczymy się cierpliwości i konsekwencji od chińskiego smoka ?

Czy Chiny zdążą zbudować Nowy Jedwabny, czy też USA z sojusznikami uprzedzą ich i zdołają wcześniej wykoleić chińska gospodarkę? Na pewno podejmą próby.
Rosja nie liczy się w tej grze, ona chciałaby jedynie coś ugrać dla siebie. Jest na przegranej. Bo nie da się pogodzić Projektu Euroazjatyckiego i Jedwabnego Szlaku 2.0. Zatem, podróż Prezydenta Dudy na spotkanie premierów formatu "16+1" po zeszłorocznym afroncie premierzycy Kopaczowej było bardzo rozsądną decyzją, a Chiny ją doceniły. Przepadła niemiecka propozycja hubu transportowego na "naszej" odnodze jedwabnego szlaku. Propozycja odgałęzienia do Skandynawii po niemieckiej stronie granicy i ożywienia gospodarczego wschodnich landów. Są nawet głosy, że skoro nie braliśmy udziału w Wojnach Opiumowych, a Niemcy owszem, to ...... . Aktualna jest jedna mała chińska prośba; Nie zapraszajcie Dalajlamy, bo ten uśmiechnięty i niewinnie wyglądający człowiek jest groźnym wywrotowcem i separatystą utrudniającym walkę z biedą i wyciągnięciem Tybetu z biedy i zacofania.

Jacek Bartosiak opisywaną w artykule Michała Lubiny sytuację obrazuje jako scenkę w saloonie, grę w pokera dostojnych i zasobnych jegomościów. Grze towarzyszy dyskusja co, kto, komu, kiedy i za ile? Główny rozgrywający podbija co raz stawkę i mało komu przychodzi do głowy by go sprawdzić. Ale do baru wpada Rosja. Nie stać ją na wejście do gry, ale jest na tyle bezczelna, żeby wywracać stolik, nawet jeśli za chwilę wyleci na pysk. Więc dla świętego spokoju trzeba z nią rozmawiać, wiadomo, że nie przy stoliku dostojnych jegomościów, ale rozmawiać trzeba.

Dlaczego ten artykuł jest dla nas ważny, bo w telegraficznym skrócie pomaga zrozumieć nasze własne położenie, zwłaszcza w kontekście dylematów w dyskursie politycznym, na jakiej opcji powinniśmy oprzeć naszą przyszłość. Przynajmniej, mnie prowokuje do takich rozmyślań. Czy opcja niemiecko-rosyjska, amerykańska, a może chińska? Jacek Bartosiak odpowiada: Zostawić wszystkie opcje otwarte!, Każda jeszcze będzie mogła się przydać. Możliwości rozwoju gospodarczego Polski dotychczas realizowanej opcji niemiecko-rosyjskiej właśnie się wyczerpują. Społeczeństwo polskie wyczuło tym razem w swojej zbiorowej mądrości potrzebę zwrotu. Bartosiak namawia: Rozmawiajmy ze wszystkimi, żadnych drzwi nie zatrzaskujmy! Natomiast zbrójmy się i podnieśmy koszt ataku na nas potencjalnemu przeciwnikowi do nieakceptowalnego z jego punktu widzenia poziomu. Budujmy autonomiczność wywiadu, rozpoznania i możliwości odwetu.

Artykuł Michała Lubiny dedykuję panom Bogdanowi Bachmurze i Adamowi Kowalczykowi.

Zbiorę siły i odniosę się do tez zawartych w odpowiedzi obu panów ma mój list otwarty. Proszę o cierpliwość. Tymczasem garść uwag, aby obalić zarzut, że uchylam się od zawartych w odpowiedziach obu panów uwag. Akceptuję propozycję unikania osobistych wycieczek ad personam. Na koniec wyjaśniam, że nie jest moim celem prezentowanie poglądów Ruchu Narodowego (proszę nie mylić z ugrupowaniem Pawła Kukiza). Mam własne poglądy, na ogół zbieżne z programem Ruchu Narodowego. Na tyle zbieżne, że na razie nie usłyszałem prośby, aby przy podpisywaniu swoich tekstów raczej unikać podawania mojej przynależności politycznej.

Pozdrawiam

Jacek Pachucki
Ruch Narodowy - Olsztyn

Link do artykułu: http://www.nowakonfederacja.pl/czy-niedzwiedz-wystawi-smoka/

Czytaj więcej: Rosjo – jaka jesteś?

Komentarz (0)

Więcej artykułów…

  1. Wojna na horyzoncie
  2. USA i Rosja chcą znów razem zbawiać świat

Strona 22 z 32

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Ta cała czapa w Olsztynie to robi jedną wielką rozpierduche. A Pan redaktor nie zaczerpnęł informacji szrzej
Awantura w PiS-ie pomiędzy sze...
11 godzin(y) temu
https://bip.warmia.mazury.pl/nabor/992/ogloszenie-id-992-departament-kultury-i-edukacji-inspektor-etatow-1-etat.html
Syn wojewody Radosława Króla (...
15 godzin(y) temu
Bardzo ładne zdjęcie, gdzie można takie kupić?
Zobacz jakie premie dostali pr...
21 godzin(y) temu
A ile wynagrodzenia zmiennego otrzymał prezes Tumasz w 2025 r.? Więcej niż którykolwiek z prezesów miejskich spółek? Należy mu się, przecież zarządza ...
Posłowie z WiM: Semeniuk-Patko...
1 dzień temu
Nudy. Strefa ekonomiczna dokonała zakupu budynku przy ulicy Barczewskiego 1. Pytanie, po co skoro zgodnie z ustawą Strefy działają tylko do końca roku...
Posłowie z WiM: Semeniuk-Patko...
1 dzień temu
Czekamy na Jerzego i Darka Rödnicka
Oni powrócą
Posłowie z WiM: Semeniuk-Patko...
1 dzień temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • PiS grozi prezydentowi Olsztyna referendum. Prezydent: Apeluję - działajmy wspólnie!
  • Starcie studentów UWM z europosłem Patrykiem Jakim: SAFE, OZE, Trump, Niemcy, imigracja
  • Spór o plan rozwoju Gietrzwałdu: stać się Lourdes czy strefą przemysłową?
  • STANOWISKO W SPRAWIE PROJEKTU PLANU OGÓLNEGO GMINY GIETRZWAŁD
  • Awantura w PiS-ie pomiędzy szefem partii w Szczytnie Żuchowskim a poseł Arent
  • Czy Katarzyna K. opłacała Iwonę Arent i wojewodę Mariana P.?
  • R. Zawadzki: "Nie byłem związany z Galwanotechniką w 2014 roku"
  • Tymiński ma pomóc Braunowi w wyborach na Warmii i Mazurach
  • Syn wojewody Radosława Króla (PSL) dostał pracę w starostwie olsztyńskim
  • B. poseł SLD Monika Falej zasiliła kadry WM Specjalnej Strefy Ekonomicznej
  • Zobacz jakie premie dostali prezesi spółek miejskich w Olsztynie

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.