logodebata

Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez prawie 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

piątek, styczeń 23, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Świat

Świat

Walka o prawa rodziców w Hiszpanii

Szczegóły
Opublikowano: piątek, 06 marzec 2020 18:57
Grażyna Opińska

Socjalistyczny rząd Hiszpanii zagroził procesem sądowym skierowanym przeciwko wszelkim inicjatywom, które – jak powiedział – naruszają prawo do edukacji i cenzorują działalność ośrodków edukacyjnych i nauczycieli. Chodzi o tzw. weto rodzicielskie (pin parental), mechanizm kontroli rodziców treści przekazywanych w szkołach publicznych na zajęciach uzupełniających. Te zajęcia odbywają się w godzinach lekcyjnych i są obowiązkowe, a dotyczą tematyki gender, feminizmu i różnorodności afektywno-seksualnej. Naucza personel spoza ośrodków edukacyjnych, najczęściej aktywiści organizacji LGTBI.

Mechanizm kontrolny weta to nic innego, jak uprzednie informowanie rodziców przez dyrekcje szkół o dodatkowych lekcjach i czego dotyczą. Rodzice mieliby wyrazić pisemną zgodę na uczestniczenie w nich dziecka, zgodnie ze swoim światopoglądem, lub odmówienie takiej zgody.

Prawo do blokowania przez rodziców zajęć dodatkowych, przekazujących treści LGTBI, było jedną z głównych obietnic wyborczych konserwatywnej partii Vox, która w ostatnich wyborach powszechnych zdobyła 15 proc. głosów w parlamencie (3,6 mln głosujących). Partia ta domaga się także ujawnienia nazwisk i kwalifikacji merytorycznych i pedagogicznych osób udzielających lekcji, co wywołało oburzenie środowisk gender.

Prawo do do weta rodzicielskiego na razie obowiązuje tylko w autonomicznym regionie Murcji, ale może zostać wprowadzone także w Madrycie i w Andaluzji, gdzie koalicyjne rządy prawicy utrzymują się dzięki poparciu Vox.

Ze względu na wprowadzenie weta, sekretarz generalny ds. Organizacyjnych Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE), Jose Luis Abalos określił Murcję jako laboratorium ultraprawicy i faszyzmu, gdzie nie respektuje się mandatu konstytucyjnego ani Konwencji Praw Dziecka.(...) To zamach na edukację, która czyni nas równymi- powiedział. Trzeba zapewnić wolność dzieci, a nie wolność rodziców – podkreślił.

Weto jest instrumentem cenzury, której nie możemy tolerować w naszych szkołach – powiedziała minister ds. Oświaty, Isabel Celaa na konferencji prasowej (17 stycznia). – Absolutnie nie możemy myśleć, że dzieci należą do rodziców – podkreśliła. – Tutaj mówimy o interesie nieletniego, o prawach konstytucyjnych nieletnich. Rodzice nie muszą zgadzać się z materią, której nauczane są dzieci. To ministerstwo pójdzie do sądu w obronie praw wszystkich – zagroziła.

Ciekawostką jest, że dwie córki minister Celaa ukończyły elitarną, katolicką szkołę średnią kolo Bilbao, Las Irlandesas, uznaną za jedną z najlepszych. W tej szkole obowiązuje spódniczka dla dziewczynek i spodnie dla chłopców, co dwa tygodnie celebruje się mszę, a codziennie, o godz. 9 rano jest odmawiana przez megafon modlitwa. Sama minister Celaa uczęszczała w latach młodości do katolickiej Sagrado Corazon.

Wszystko, przeciwko czemu teraz walczy. Prawo rodziców do wyboru szkoły (religijnej lub nie) nie wynika z wolności nauczania sensu stricte, zapisanej w art. 23 Konstytucji Hiszpanii – oceniła.

Według minister nowoutworzonego w Hiszpanii Ministerstwa ds. Równości, Irene Montero, edukacja inkluzywna, w wartościach (sic!), nie należy do praw rodziców, ale jest prawem dzieci zagwarantowanym przez Konwencje Praw Dziecka ONZ. Ministerstwo Równości skierowane jest przeciwko potężnym (w domyśle: bogatym i mającym władzę) mężczyznom, a jego celem jest feminizacja kraju – powiedziała tuż po objęciu urzędu. W ramach ministerstwa utworzono Dyrekcję Generalną ds. Różnorodności Seksualnej i LGTB.

Zdaniem socjalistycznego rządu w Madrycie, weto rodzicielskie jest rodzajem cenzury prewencyjnej stosowanej wobec zajęć zaplanowanych przez szkoły, sprzecznej z prawem uczniów do otrzymania edukacji i ograniczającej działalność ośrodków edukacyjnych oraz pracę nauczycieli.

Innego zdania jest partia Vox, która twierdzi, że to rodzice wiedzą najlepiej, co jest dobre dla ich dzieci. Zdaniem opozycyjnych partii prawicowych, Partii Ludowej (PP) i Vox, przekazywane przez aktywistów LGTBI treści w szkołach mają charakter indoktrynalny, korumpują nieletnich i są sprzeczne z ideą wolności ideologicznej. Partia Vox ujawniła video przedstawiające lekcje uzupełniające w regionie La Rioja, zaproponowane rodzicom przez organizację Usługi Seksuologiczne La Rioja (SERISE). Zajęcia skierowane są do dzieci poniżej sześciu lat. Dwie aktywistki mówią w nim o łamaniu stereotypów, różnorodności seksualnej i języku inkluzywnym. Na podstawie przedstawionego podręcznika dla dzieci od trzech lat, tłumaczą i pokazują na rysunku, jak dochodzi do zapłodnienia i szczegółowo omawiają infantylne zabawy erotyczne. Jeżeli jest jakiś narożnik, o który (dziecko) lubi się ocierać, a może to zranić jego genitalia (w oryginale: wymienione), spróbuj zamienić to miejsce na inne, a jeżeli zawsze tam idzie, połóż tam gąbkę – doradzają. Opowiadają o rzekomo obserwowanych w przedszkolach zabawach erotycznych maluchów, i stwierdzają, że wszystko jest w porządku, jeżeli nie istnieje zbyt duża rozbieżność wiekowa miedzy dziećmi. Nie będę opisywać tych „zabaw”, gdyż byłby to opis pornograficzny. Dodam, że – według aktywistek – nawet dwulatki mają swoje gusta erotyczne…

Ręce precz od naszych rodzin – napisał na Twitterze lider partii prawicowej PP, Pablo Casado. – Moje dzieci są moje, nie należą do państwa (hiszpańskiego), i będę walczył, aby ten radykalny i sekciarski rząd nie narzucał rodzicom, jak mają edukować swoje dzieci.

Depczecie prawo do wolnej edukacji. Chcecie kształtować dzieci podług waszego szaleństwa i waszego sektaryzmu. Ale my nadal będziemy chronić nasze rodziny przed tymi totalitarnymi zapędami. Zostawcie nasze dzieci w spokoju – napisał na Twitterze lider Vox, Santiago Abascal.

Z ramienia (prawicowej) PP, będziemy podkreślać prawo naszych dzieci do nie bycia indoktrynowanymi przez ten socjalistyczno-komunistyczny, ultralewicowy rząd – dodał wicesekretarz ds. Polityki Terytorialnej PP, Antonio Gonzalez Terol.

To jest głęboka walka ideologiczna – podkreślił Jose Luis Abalos z PSOE. I tylko w tym miał rację.

Grażyna Opińska
Pracowała 12 lat dla PAP z Hiszpanii. Free lancer.

Czytaj więcej: Walka o prawa rodziców w Hiszpanii

Komentarz (3)

Deformacja historii

Szczegóły
Opublikowano: środa, 05 luty 2020 22:49
Tadeusz Pardej

„Mówić prawdę” (Dabru emet) – pod takim tytułem w 2000 roku została podpisana przez 270 rabinów i uczonych żydowskich deklaracja, w której wystąpili do swoich wyznawców z propozycją zmiany myślenia o chrześcijaństwie. Mówić prawdę oznacza, że powinno się przedstawiać zdarzenia w warunkach i okolicznościach takich, w jakich miały miejsce, niczego nie ujmując ani też dodając. Dotyczy to historii w ogóle. Tak jednak w praktyce nie było i nie jest. Najczęściej przedstawia się fakty w takich okolicznościach, że zasługują jedynie na potępienie, bo wzbudzają odrazę. Innym razem dokonuje się gloryfikacji. Pisząc o tych samych zdarzeniach autorzy znający się na socjotechnikach propagandowych, najczęściej dopuszczają się uogólnień bądź przemilczeń niektórych okoliczności.
Uogólnienia, niestety, nie mogą służyć prawdzie. Można spotkać się ze stanowiskiem, że każde pokolenie „podejmuje trud własnego pisania historii”. Tu właśnie tkwi największe niebezpieczeństwo jej deformacji. Nie trudno przecież o ”historyków dyżurnych”, którzy na doraźne potrzeby polityków potrafią zinterpretować te same fakty w sposób zupełnie odmienny. Raz można być bohaterem, innym razem szubrawcem. A tak naprawdę życie ludzkie nie jest wyłącznie białe, albo czarne, posiada bowiem różne odcienie szarości. Twierdzenie o ciągle pielęgnowanym w Polsce antysemityzmie jest piramidalną wręcz bzdurą. W powojennej historii Polski, jak nigdy dotąd, dostępne były Żydom wszystkie stanowiska. Tylko po 1990 roku ministrami spraw zagranicznych były trzy osoby pochodzenia żydowskiego. Proszę, niech mi ktoś poda choćby jeden przykład z Izraela wzięty, że tam ministrem czy generałem był niekoniecznie Polak, ale Anglik, Francuz, Włoch, Turek czy inny goj. Judaizm jest nadal bardzo atrakcyjną wizją dla swoich wyznawców. Obiecuje im przyjście Mesjasza, który da im władzę nad całym światem. Kiedy przyszedł Chrystus, oni nie uznali Go za Mesjasza i oczekują nadal na przyjście. Żydzi, którzy przyjęli Chrystusa za Mesjasza stali się wrogami judaizmu. Z czasem zaczęto ich nazywać chrześcijanami. Stąd u Żydów dominowała zawsze myśl antychrześcijańska u chrześcijan zaś antyjudaizm.
Pogląd ten Żydzi starają się przedstawiać jako rasizm, używając do tego celu pojęcia „antysemityzm”. Jakakolwiek krytyka Żydów bądź polityki izraelskiej takim właśnie mianem jest określana i wokół takiego przypadku wzbudza się ogromny rwetes. Pamiętamy radość jaka ogarnęła kraje, zwłaszcza Europy Środkowej, po upadku muru berlińskiego, a jego fragmenty zabierano do muzeów i do domów niczym relikwie. Wkrótce zaczęto znowu wznosić mury, tym razem Izrael odgradzał się od reszty Palestyńczyków. I żadne z państw, poza państwami arabskimi, nie miało odwagi krytykować takich poczynań. Niechętnych izraelskiej polityce, a także mentalności wybranego narodu, znaleźć można nie tylko w Polsce i innych krajach, ale także w Stanach Zjednoczonych i nie mało ich jest w samym Izraelu. Niechęć do siebie wzbudzają sami Żydzi przeświadczeni o wyjątkowości holokaustu, ciągłym i wszędzie podkreślanym przeświadczeniem o swojej nadzwyczajności, ponieważ są narodem wybranym przez Boga. W ten sposób wytworzył się u nich kompleks wyższości, dlatego też posiadają inne normy etyczne przy postępowaniu w stosunku do gojów, których Talmud traktuje w sposób poniżający, choć w praktyce, będąc w diasporze, nadużywać tego jawnie nie mogą ze względów oczywistych. Całość tej problematyki reguluje Talmud. Część społeczeństwa żydowskiego nie poddaje się tym regułom. Wielu spośród nich ma na te same sprawy opinie często diametralnie różne. Karol Marks w Kwestii Żydowskiej pisał, że komercyjny duch żydowski całkowicie zatriumfował nad duchem chrześcijańskim. Chodziło mu zapewne o to, że prawdziwym bogiem jest pieniądz, przed którym wszyscy się uginają.
Ilia Erenburg pisał dumnie w swoim wierszu, że słowo Żyd sąsiadowało zawsze z wielkim słowem komunista. Przesada, jak wiadomo, zawsze towarzyszy poetom. Niektórzy twierdzą, że Żydzi tak bardzo chętnie brali udział w rewolucji sowieckiej, ponieważ nie byli dopuszczani do udziału w życiu społecznym, sobą zaś prezentowali alternatywną elitę.
W tym coś jest na rzeczy, albowiem w USA nie było rewolucji, rozkułaczania i nie było Czeka, a Żydzi posiadają największe banki, środki masowego przekazu, wymiar sprawiedliwości, największe firmy produkcyjne i tak dalej.
Avi Beker, członek zarządu Yad Vashem tak pisał w książce Dispersion and Globalization: The Jews and the Internacional Economy: Rozproszenie żydowskiego ludu, jego skoncentrowanie w pewnych dziedzinach ekonomiki, jego parcie do centrów ekonomicznych, i być może nawet jego narodowe i religijne charakterystyki, dały mu pewne przewagi wymagane w ekonomice globalnej. W ciągu setek lat, egzystencja Żydów w diasporze była oparta na globalizacji, a zatem i dzisiaj, tak jak w przeszłości, Żydzi poparli idee globalizacji i stali się jej przedstawicielami.
A w innym miejscu tak pisał: Rozpatrywanie historii gospodarczej różnych okresów wielokrotnie potwierdza wyjątkowy wpływ Żydów na rozwój ekonomiczny, a szczególnie na ich rolę w kierowaniu ekonomiki na bardziej globalne tory. Z perspektywy historycznej wydaje się, że rozproszenie Żydów, ich koncentracja w pewnych gałęziach gospodarki, ich ruch ku centrom ekonomicznym, i być może nawet ich narodowe oraz religijne cechy, dawały im w różnych okresach historycznych pewne przewagi niezbędne w gospodarce globalnej.
Saadiya Grama (żydowski teolog z USA) pisał: Żydowskie sukcesy w świcie są całkowicie uwarunkowane niepowodzeniami innych ludzi. Jedynie nie-Żydzi (goje ) stają wobec totalnej katastrofy, Żydzi doświadczają dobrego losu.
Twierdzi on również, że: Różnica pomiędzy narodem Izraela i narodami świata jest zasadnicza. Żyd ze względu na swoje pochodzenie i samą swoją istotę jest całkowicie dobry. Goj ze względu na swoje pochodzenie i samą swoją istotę jest całkowicie zły. Nie jest to sprawa różnic religijnych, lecz są to raczej dwa całkowicie różne gatunki.
Choć jest to wyraz wielu Żydów, to jednak na pewno nie wszystkich. Clement Greenberg, żydowski krytyk sztuki pisał: Być może według światowych norm historycznych, Żyd europejski przedstawia sobą wyższy typ człowieczeństwa niż jakikolwiek inny dotychczas osiągnięty.
Ten typ żydowskiego myślenia wynika z wiary ich wybraństwa przez Boga. Rabin Yaacov Perrin powiedział, że jeden milion Arabów nie jest wart żydowskiego paznokcia. To szokująca wypowiedź i na wskroś rasistowska.
Być może dlatego Żydzi opanowali w USA produkcję filmową, choć wydaje się, że świat mógłby się obejść bez Terminatora czy Seksu w wielkim mieście. Trudno by znaleźć w tych wytwórniach naprawdę wiele wartościowych filmów.
Mam pełną świadomość, że niniejszy tekst nie jest wolny od uproszczeń, choćby dlatego, że nie cytowałem wypowiedzi wielu znanych intelektualistów pochodzenia żydowskiego jak: Norman Filkenstein, Israel Shamir, czy Antony Chomsky.
Wspomnę jeszcze, że nie tak dawno w polskim sejmie rozgorzała dyskusja nad zakazem uboju zwierząt bez ogłuszania, chodziło o ubój rytualny. Sprawa ta nie była wcale nowym problemem obecnego sejmu, ponieważ przerabiano to II RP.
W 1935 roku Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami stało się głównym ośrodkiem przeciwników takiego uboju. Otrzymało ono poparcie wszystkich stowarzyszeń chrześcijańskich mających swoich posłów, a także przez narodową demokrację. W tej sytuacji sejm powołał ekspertów w osobach Hilela Seidmana i księdza Stanisława Trzeciaka.
Jedna strona zarzucała antysemityzm, druga zaś, że prawo mojżeszowe nic nie mówi o uboju zwierząt, i że to wszystko wymyślili rabini w Talmudzie. W roku 1937 weszła w życie ustawa o ograniczeniu uboju rytualnego wyłącznie do potrzeb ludności żydowskiej.
Dzisiejsi przeciwnicy uboju rytualnego podnoszą, że zakaz taki nie ma nic wspólnego z działaniem przeciw jakiejkolwiek religii, lecz przeciw cierpieniom zwierząt. Wymóg uboju rytualnego, jaki wymagany jest przez judaizm powoduje długie męki zwierząt dopóki nie dojdzie do całkowitego wykrwawienia po przecięciu jedynie aorty szyjnej. Żydzi i chrześcijanie wierzą podobno w tego samego Boga. Ci drudzy bywają mocno zdziwieni, że żydowski Bóg chce cierpienia zwierząt, ich zaś Bóg nakazuje łagodne traktowanie zwierząt.
Można by machnąć ręką na te swary, gdyby nie oświadczenie izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w którym była mowa „o szkodzeniu procesowi przywracania żydowskiego życia w Polsce” oraz „jawnego zamachu na religijną tradycję narodu żydowskiego”. Takie oświadczenie to dużo więcej aniżeli nietakt dyplomatyczny. To także tradycyjne już podkreślanie swojej nadzwyczajności w stosunku do innych. Na tę arogancką wypowiedź nie zareagowały u nas jedynie urzędowe media.
Na koniec wypada wtrącić następującą uwagę. Wszystko to, o czym pisał Jan T. Gross, było z podziwem odnotowywane w mediach głównego nurtu jako coś nadzwyczajnego i odkrywczego. Recenzje o jego książkach można było czytać także w prasie prowincjonalnej.
Ostatnio wpadła mi w ręce, całkiem przypadkowo, książka wydana pod tytułem Dam im imię na wieki. Autorami są: Edward Kopówka i ks. Paweł Rytel-Andrianik. Jest to rzecz o mieszkańcach Treblinki ratujących Żydów. Podawane są fakty bez zbędnych komentarzy. Książka ta wydana została przez Drohiczyńskie Towarzystwo Naukowe i Kurię Diecezjalną w Drohiczynie w 2011 roku (!). Do tej pory nie spotkałem na temat tej książki żadnej recenzji. Po Grossowym Strachu i Sąsiadach dobrze by było przeczytać tę książkę. Dla równowagi.
Tadeusz Pardej
Urodzony w Mołodecznie w 1935 r. Od 1946 r. cała rodzina zamieszkała w Piszu. Od 1971 r. do przejścia na emeryturę w 1993 r. był kierownikiem Zakładu Graficznego w Piszu

Czytaj więcej: Deformacja historii

Komentarz (3)

Każdy sobie rzepkę skrobie

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 21 grudzień 2019 21:25
Magdalena Piórek

W 70. rocznicę swego istnienia NATO trzeszczy w szwach. W stabilność Paktu wielu powątpiewało już wcześniej, ale dopiero teraz jedność Sojuszu Turcja uczyniła przedmiotem politycznego targu. Ankara postawiła w wątpliwość plany militarne NATO dotyczące obrony członków jego wschodniej flanki – Litwy, Łotwy, Estonii i Polski – w razie spodziewanego konfliktu ze strony Rosji. Swoją ewentualną zgodę na udział w potencjalnym konflikcie uzależniła od spełnienia tureckich oczekiwań wobec Syrii i zagwarantowania jej niechybnego przyjścia, w razie czego z pomocą, w pierwszej kolejności. W sojuszniczych stolicach natychmiast się zagotowało, a na Kremlu zaczęły strzelać korki od szampana.

Z jednej strony buntownicze tureckie pomruki są pokłosiem jej niezadowolenia z powodu niepowodzeń planów Ankary wobec powojennej Syrii, z drugiej – wpisują się w szereg problemów trawiących całe NATO. Sojusz już od dawna przeżywa swój kryzys. Poczynając od prób zdefiniowania na nowo swojej tożsamości po zakończeniu zimnej wojny, po partykularne interesy każdego z członków z osobna. Pierwotnie NATO miało przecież chronić USA i jej najbliższych zachodnich sojuszników przed wojskami bloku wschodniego. Potem ZSRR się rozpadł, a Europa Środkowo-Wschodnia weszła w skład Sojuszu Północnoatlantyckiego. Osłabiona Rosja nie mogła temu wtedy skutecznie zapobiec. Ale Władimir Putin to nie Borys Jelcyn i nikt nie ma wątpliwości, że gdyby to dziś ważyły się losy Polski w NATO, to Polska w swoich staraniach nie miałaby wielkich szans. Tak jak nie ma ich obecnie Ukraina, którą mami się obietnicami integracji, mimo że amerykańcy analitycy mówią wprost: wejście Ukrainy do NATO oznacza wojnę z Rosję. Rosja nie rzuca słów na wiatr, co pokazała w 2014 roku po aneksji Krymu. Putin słusznie się obawiał, że po wygaśnięciu ukraińsko-rosyjskiej umowy na dzierżawę wojskowych baz na Krymie, będą się tam chcieli zainstalować amerykańscy marines. Byłby to cios w miękkie podbrzusze Rosji, na co Moskwa absolutnie nie mogła pozwolić.

Błyskawiczna inkorporacja Krymu wywołała na Zachodzie konsternację i ochłodziła nieco entuzjazm. Każde państwo w Europie zaczęło z powrotem spoglądać na mapę i oceniać odległości. Waszyngton – niezależnie od tego, jak bardzo jest lub nie jest silny – znajduje się za daleko, natomiast Moskwa usadowiona jest tuż za miedzą. Bo prędzej czy później, w razie czego, to właśnie z Putinem przyjdzie się układać. Węgry wiedzą to już od dawna, a Francja i Niemcy coraz skrupulatniej liczą zyski z wymiany handlowej. Nawet estońska prezydent przypomniała sobie ostatnio, że z Petersburga do Tallina jest niecałe pięć godzin jazdy samochodem i Donald Trump – nawet gdyby się bardzo, bardzo starał – przyjść z pomocą nie zdąży. Estońsko-rosyjskie ocieplenie stosunków wywołało nawet niezadowolenie Litwy, która szczególnie intensywnie podnosi kwestię rosyjskich zagrożeń na agendzie międzynarodowej. Trudno się dziwić Tallinowi, że nie chce niepotrzebnie nadstawiać głowy, skoro szybko może być o tę głowę skrócony. Hegemonia USA i przynależność państw bałtyckich do NATO dawała im gwarancję niepodległości. Ale Rosja rośnie w siłę, USA walczy o zachowanie wpływów, a sam Sojusz jest podzielony w ocenach. Francja i Niemcy nie bardzo chcą umierać za Warszawę, a co dopiero za małą Estonię. Zachód niechętnie patrzy na jakiekolwiek plany siłowe, bo Europa zrobiła się zbyt wygodna i zbyt leniwa, by zdobyć się na jakikolwiek wysiłek. Ewentualna wojna oznacza koniec wygodnego życia na kredyt, obcięcie wydatków socjalnych i rozsierdzenie tej części społeczeństwa, która z pomocy socjalnej żyła. Oprócz Putina, Europa miałaby również na głowie wojnę domową.

Putin wie, że Zachód boi się naruszenia swojej strefy komfortu i on się tego Zachodu nie boi. Nie boi się też Turcji, która chciałaby być regionalnym mocarstwem z wpływami na Bliskim Wschodzie, ale po wszelkie ustalenia Recep Erdogan i tak musi jeździć do Waszyngtonu i do Moskwy. Co więcej, ustalenia z USA na temat Syrii muszą mocno Ankarę uwierać, skoro podważyła bezpieczeństwo całego Sojuszu. Po aneksji Krymu w 2014 roku, z inicjatywy Polski i państw bałtyckich NATO zaczęło opracowywać dla nas procedury bezpieczeństwa w razie ewentualnej wojny z Rosją. Tzw. plany ewentualnościowe opisują zasady postępowania na wypadek ataku ze wschodu i regulują między innymi użycie stacjonujących w naszym kraju wojsk NATO. Przedstawiają też poszczególne etapy stopniowej odpowiedzi i przewidują konkretne działania poszczególnych członków Sojuszu, którzy mogliby przyjść z pomocą. Plany dla Polski i krajów bałtyckich powstawały stopniowo, a ostatecznie miały być ukończone i podpisane w 70. rocznicę powstania NATO. Niespodziewanie Turcja ogłosiła, że żadnych ustaleń nie podpisze, dopóki nie zostaną spełnione jej warunki. Chcąc nie chcąc, nagle staliśmy się zakładnikiem gry mocarstw na Bliskim Wschodzie. Turcja nie ma do nas nic personalnie, a nawet deklaruje, że jej dyplomacja zjedzie z przeprosinami w najbliższych tygodniach do Warszawy, ale nie widzi innego sposobu dogadania się z Trumpem. Ankara bowiem nie przestaje się domagać większego wsparcia w walce z kurdyjską milicją na północy Syrii. Jednym z warunków jest formalne uznanie przez państwa członkowskie, że kurdyjska milicja to terroryści. Wątpliwe, żeby USA wyraziło na to zgodę, a polska dyplomacja została postawiona przed ścianą. Warszawa pociesza się tym, że Turcja sama też potrzebuje szczegółowych rozwiązań, które chroniłyby ją jako członka NATO w ewentualnym konflikcie z Rosją, dlatego impas w negocjacjach nie może trwać zbyt długo. Prędzej czy później Turcja przestanie blokować istotne dla Polski ustalenia, ale nikt nie wie, jakim to się odbędzie kosztem.

Szantaż turecki jest tylko wierzchołkiem góry lodowej problemów NATO. Bowiem sam Trump wspomniał kilka razy za zamkniętymi drzwiami, że Waszyngton za Sojusz przepłaca. Obecny budżet NATO wynosi 2,5 miliarda dolarów i do tej pory USA zapewniały około 22 procent bezpośredniego finansowania Sojuszu – na pokrycie kosztów utrzymania kwatery głównej w Europie, wspólnych inwestycji w bezpieczeństwo i wielu połączonych operacji wojskowych. Poza wspólnym budżetem istnieje też podział obciążeń związany z wydatkami na obronność poszczególnych państw. Każdy kraj członkowski miał zwiększyć własne wydatki na obronę do 2 procent PKB, ale kwestia finansowa podzieliła sojuszników. Większość państw zachodnich nie stosowała się do wymagań, zrzucając koszty na Waszyngton. USA nie zgadza się finansowanie ich bezpieczeństwa z własnej kieszeni. Mało tego, stara się też zmniejszyć swój wkład w ogólnym budżecie tak, by część wydatków przerzucić też na sojuszników. Przy sporach o pieniądze, dochodzą do głosu odrębne interesy poszczególnych państw. Włochy czy Portugalia nie widzą potrzeby wykładania większej ilości pieniędzy, bo nie mają bezpośredniego zagrożenia pod bokiem. Francja chowa się za swym atomowym parasolem, Wielka Brytania zrzuca wszystko na problem z Brexitem, a ujawniony niedawno opłakany stan niemieckiej armii jeży włosy na głowie.

Siłą rzeczy to Polska zostaje na placu boju sama. Siły militarnych państw bałtyckich Moskwa nie bierze na poważnie i zbywa ją śmiechem. Każda modernizacja polskiej armii niesie za sobą rosyjską odpowiedź. Rosja dostosowuje swoje plany obrony i ataku pod możliwości Polski, bo wie, że to z nią przyjdzie się w razie czego zmierzyć jako pierwszą. Polska armia ma się bić tak długo, żeby móc spokojnie doczekać przyjścia NATO z pomocą. Co może brzmi ambitnie w ustaleniach na papierze, ale rzeczywistość może nas gorzko rozczarować. Wcale nie jest powiedziane, że armia USA zdąży i nie jest przesądzone również, że będzie miała pełną możliwość ruszyć nam z pomocą. Morze Bałtyckie w razie ewentualnego konfliktu będzie wyłączone z działań kompletnie – rosyjskie systemy rakietowe nie pozwolą na operacje w tym rejonie. Zostaje zatem droga lądowa. Żeby móc swobodnie dostać się na terytorium Polski, USA musiałyby dostać się do nas z dwóch stron – Niemiec i Turcji. Niemcy przypominają, że artykuł piąty NATO wcale nie zobowiązuje ich bezpośrednio do pomocy militarnej. Umożliwia im za to przepuszczenie amerykańskich wojsk w stronę Warszawy. Ale Warszawa po cichu nie przestaje sobie zadawać pytania, czy Berlin faktycznie by ten ruch wykonał. Niemcy zbyt dużo włożyły wysiłku i pieniędzy w gazowo-finansowy sojusz z Rosją w ostatnich latach, żeby pozbyć się wynikających z tego korzyści bez żalu. Zablokowanie przemarszu amerykańskich wojsk w stronę Polski przesądziłoby o wyniku wojny na korzyść Rosji.

Amerykańska flota napotkałaby też poważne problemy na Morzu Czarnym. Nawet jeśli udałoby się w końcu obłaskawić Turcję na tyle, żeby zapewnić sobie jej życzliwą neutralność i uzyskać pozwolenie na przejście przez Bosfor i Dardanele, wcale nie jest powiedziane, że Rosja będzie się temu tylko przyglądać. Nie po to Putin zajmował Krym, żeby na tym tylko poprzestać. Krym już jest strategiczną bazą wypadową dla rosyjskich sił, a Moskwa nie zawaha się z pewnością, żeby – jeśli zajdzie taka potrzeba - sięgnąć po wschód i południe Ukrainy. Kontrolowanie wybrzeży Morza Czarnego dałoby Moskwie możliwość swobodnego operowania na Morzu Czarnym. Jeśli to oni będą kontrolowali okolicę, USA nie będzie miało czego tam szukać. Zostaniemy sami.

Obserwując dynamikę geopolitycznych przemian, nie można nie zadać sobie pytania, czy mimo wszystko i tak Polska nie zostanie pozostawiona samej sobie. Amerykanie nie ukrywają, że ich priorytetem pozostaje Daleki Wschód i czekająca ich konfrontacja z Chinami. USA nie dadzą rady walczyć na wszystkich frontach jednocześnie. Jeśli będą musiały odpuścić sobie Bliski Wschód i Europę, żeby wygrać rozgrywkę w Azji, to zrobią to bez wahania. W kolejce po pomoc już ustawiają się Korea Południowa, Australia i Japonia, które wiedzą, że to w ich rejonie dojdzie do ostatecznego przetasowania sił. Polska miała co prawda swoje pięć minut przy amerykańskim uchu, ale uwaga hegemona skupia się obecnie na innym celu. USA – żeby dalej grać główną rolę na świecie - muszą zabezpieczyć swoje interesy na Wschodzie. Do tego celu będą potrzebowały Rosji jako cennego sojusznika. Chociaż Rosja nie widzi na razie potrzeby konfrontacji z Chinami, to jej wahanie nie będzie trwało wiecznie. Póki co, gra toczy się o to, jak wiele uda się uzyskać Moskwie od USA w zamian za pozyskanie jej przychylności. Samo pozostawienie Ukrainy przez Zachód może już nie wystarczyć. Stawką mogą być państwa bałtyckie, a potem rozciągnięcia parasola rosyjskich wpływów nad Polską. Berlin i Paryż się nie sprzeciwią, jeśli taka będzie wola Waszyngtonu. Trump już głośno mówi, żeby Polska dogadała się z Putinem, ale łatwo to powiedzieć, a trudniej wykonać. Polskę i Rosję dzieli tysiąc lat ciągłej rywalizacji, a Putin na pewno nie będzie rozmawiał z nami jak równy z równym. Tym bardziej, że i tak dostanie wszystko co chce. Dogadując się z kim innym ponad naszymi głowami.

Magdalena Piórek
Absolwentka Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego

Czytaj więcej: Każdy sobie rzepkę skrobie

Komentarz (2)

Piękna kwitnąca korupcja

Szczegóły
Opublikowano: wtorek, 03 grudzień 2019 23:48
Grażyna Opińska

W Hiszpanii wybuchła polemika w związku z ujawnieniem przez Sąd Najwyższy ponad 50 tysięcy stron dokumentacji dotyczącej wielkiej afery korupcyjnej znanej pod nazwą „caso Guertel”. Afera dotyczy działającej od ponad 10 lat siatki korumpującej polityków i urzędników związanych z największą, obecnie opozycyjną prawicową Partią Ludową (PP).

Śledztwo w tej sprawie rozpoczął w lutym ub. roku sędzia Sądu Krajowego, Baltazar Garzon, w wyniku oskarżenia wniesionego pod koniec 2007 r. przez byłego radnego PP w regionie Madrytu, Jose Luisa Penasa.

Dla dobra sprawy, dochodzenie objęto tajemnicą. W październiku 2009 r. Sąd ujawnił 1/3 akt, a dopiero teraz udostępnił resztę dokumentacji, ujawniając nowe dowody przestępstw dotyczących działalności organizacji kryminalnej, na czele której stał Francisco Correa, alias „Don Vito”. Wraz z kilkoma „zaufanymi” osobami, w tym Alvaro Perezem, alias „El Bigotes” (Wąsacz), Pablo Crespo, galicyjskim politykiem PP i Antoine Sanchezem zbudował ogromny „konglomerat biznesowy” w celu pozyskiwania funduszy publicznych od niektórych urzędów miast i regionów autonomicznych rządzonych przez prawicę, jak Madryt, Walencja czy Galicja. Celem było także omijanie uregulowań prawnych w dziedzinie urbanistyki i ochrony środowiska, ograniczających możliwości biznesowe siatki w sektorze nieruchomości.

Tylko w regionie Madrytu przeprowadzono śledztwo w sprawie ponad 500 przyznanych kontraktów publicznych.

Francisco Correa stał się osobą wpływową w PP po wybraniu go przez byłego prawicowego premiera Hiszpanii, Jose Marię Aznara, do organizowania mityngów, inauguracji, prezentacji i innych imprez partyjnych.

Aby otrzymywać korzyści i przywileje kierowana przez Correę siatka przykupywała wysoko postawionych urzędników związanych z PP i dawała im drogie prezenty – samochody, markowe ubrania, luksusowe zegarki, a nawet opłacała wesela i podróże poślubne do egzotycznych krajów.

Wiadomo, że obecny deputowany z ramienia PP, Martin Vasco otrzymał kilkanaście biletów samolotowych, i opłacono mu podróż z narzeczoną do Polinezji i Stanów Zjednoczonych, o wartości w sumie ok. 350 tys. euro.

W latach 1999-2007 organizacja zebrała i podzieliła między swoich współpracowników i urzędników ok. 27 mln euro.

Siatka działała poprzez liczne firmy – przykrywki, co pozwalało uniknąć oskarżeń o faworyzowanie w milionowych przetargach tylko jednej grupy. Każda z tych firm prowadziła podwójną księgowość, mając tzw. „kasę B”, z której środki służyły do przekupywania polityków. Z akt sprawy wynika, że ilość gotówki była tak duża, iż organizacja nabyła do jej liczenia kilka maszyn bankowych.

Wśród oskarżonych o korupcję znajdują się osoby bliskie obecnemu liderowi PP, Mariano Rajoy’owi, jak  Luis Barcenas, były skarbnik PP.

Zgodnie z deklaracjami policji, skarbnik PP, Luis Barcenas otrzymał za pośrednictwo w partii na rzecz  przyznania intratnych kontraktów konstrukcyjnych firmom- przykrywkom ponad 1, 3 mln euro „prowizji”. Wśród podejrzanych o pośredniczenie na rzecz organizacji znajdują się także były sekretarz ds. organizacji  PP, Pablo Crespo, były sekretarz generalny PP, Javier Arenas, były burmistrz Pozuelo (koło Madrytu), Jesus Sepulveda, obecny premier lokalnego rządu Walencji Francisco Camps i wielu innych polityków prawicy.

Organizacja Francisca Correa prała brudne pieniądze za granicą – miała powiązania z jedenastoma firmami w sześciu krajach – w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Holandii, Szwajcarii, Kolumbii i Panamie.

Przywódcy siatki, podejrzewając o prowadzeniu przeciwko nim śledztwa, opłacali „informatora” w policji i  sądzie, zniszczyli dokumentację i materiał informatyczny, sprzedali firmy - przykrywki oraz zakontraktowali  kancelarię adwokacką do opracowania „strategii obrony”.

„Don Vito” przygotowywał ucieczkę do Panamy, kiedy został aresztowany.

Jego współpracownikom zarzuca się oszustwa podatkowe, przekupstwo, wykorzystywanie wpływów politycznych dla osiągania korzyści osobistych i utworzenie nielegalnej organizacji.

Grażyna Opińska
Pracowała 12 lat dla PAP z Hiszpanii.Free lancer

Czytaj więcej: Piękna kwitnąca korupcja

Komentarz (0)

Więcej artykułów…

  1. Sojusznik
  2. Demokracja. Prognozy i przepowiednie

Strona 9 z 32

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

O tym, dlaczego używam określenia "neobolszewicy" pisałem w ostatnich latach wielokrotnie, o zasadach tworzenia prawa i jego strukturze dowiedziałem s...
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
22 godzin(y) temu
Ja jestem ciemnym ludem i szlak mnie trafia co te barany wyrabiają.to jest jakaś choroba
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
22 godzin(y) temu
https://x.com/Supermeming/status/2014087446091243689
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
1 dzień temu
Rozśmieszasz mnie "henie" ale i przerażasz także , bo tyle w tobie pychy i zwykłego ludzkiego draństwa objawiających się rzucaniem tutaj na tym foru...
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
1 dzień temu
zestaw podręczny prokuratora koalicji 13 grudnia: łom, wiertarka i oprychy do obstawy
... zegar tyka ...
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
1 dzień temu
Ależ zdziwienie...
Kiedy lata temu neobolszewicka ekipa łamiąc - wspólnie z ówczesnym lokatorem Pałacu - Konstytucję RP majstrowała przerabiając na s...
Paleo-sędzia z Giżycka unieważ...
około 2 dni temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • Radny J.Babalski: "PiS to już nie jest moja partia, ale jestem prawicowcem"
  • Radny pyta prezydenta Olsztyna: kto zapłaci za awaryjną dostawę ciepła: spalarnia czy mieszkańcy?
  • Pracownik MOKu "ma w d...e chwałę polskiego oręża" w ramach "innych form działalności kulturalnej"
  • Dlaczego prof. Traba nie podpisał Listu w sprawie książki oskarżającej Polaków o Holocaust
  • Protest pod urzędem marszałkowskim przeciwko konsolidacji szpitali
  • W nocy 30.12. na drodze S7 państwo zawiodło, Polacy zdali egzamin
  • Co ukrywa posłanka PSL Urszula Pasławska?
  • Operatora Term Warmińskich licytuje komornik
  • W styczniowej "Debacie": prezeska Helpera oskarża w sądzie red. Sochę
  • Paleo-sędzia z Giżycka unieważnił rozwód, bo orzekał neo-sędzia
  • Protest w gminie Jeziorany przeciwko budowie fermy drobiu

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.