„Zawiedliśmy się na osobach, które z pozoru, wyglądu, usposobienia, wydawały się, że są uczciwe (...) okazało się, że mamy do czynienia z osobami, które z prowadzenia środowiskowych domów samopomocy uczyniły sobie złodziejski sposób na życie” – wyznał w sądzie były prezydent Olsztyna Piotra Grzymowicz (na zdjęciu), w holu sądowym), który nie rozumie, tak jak pozostali samorządowcy, dlaczego objął go akt oskarżenia? Uważa się za ofiarę Helpera.
Prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz (obecnie prezes Energa Operator O/Olsztyn), wójtowie Purdy Jerzy L. i Piotr P. (PSL, obecnie dyrektor O/Olsztyn KRUS), Jedwabna Krzysztof O. i Sławomir A. oraz burmistrz Reszla Marek J., zdaniem prokuratora Piotra Bilewicza z Prokuratury Regionalnej w Białymstoku nie dopełnili swoich obowiązków, nie podejmowali działań kontrolnych, które pozwoliłyby na wykrycie nieprawidłowości w wydatkowaniu dotacji, nie dopełnili obowiązku dbałości o prawidłową gospodarkę finansową gmin (art. 231 kk).
Funkcjonowanie ŚDS-ów określają ustawy: o pomocy społecznej (z 12 marca 2004 r.). To główny akt regulujący: czym są ŚDSy (ośrodki wsparcia dla osób z zaburzeniami psychicznymi), kto może z nich korzystać, zasady finansowania (w tym dotacje z budżetu państwa), kompetencje samorządów i administracji rządowej oraz Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego. Rozporządzenie ministra pracy w sprawie ŚDSów (z 9 grudnia 2010 r.) to najważniejszy dokument „operacyjny”, który określa m.in.: standardy usług i zajęć, minimalne zatrudnienie kadry, tryb przyjmowania uczestników.
Samorządowcy z zarzutów prokuratora tłumaczą się na dwa sposoby:
1. Dotacje przyznawał wojewoda i on je przekazywał na konto gmin, które miały obowiązek je przelać na konto Helpera, więc to na wojewodzie spoczywał obowiązek rozliczenia stowarzyszenia z celowości wydatków.
2. Przepisy nie dawały podstaw gminom do kontroli finansów Helpera. Gminy, nie posiadają takich służb, uprawnień i kompetencji, jakie posiadają takie organy jak Inspekcja Administracji Skarbowej, policja gospodarcza, CBA czy urząd wojewódzki.
Kto ma kontrolować celowości wydatków z dotacji na ŚDSy regulują: Ustawa o pomocy społecznej (art. 22 pkt 8 oraz przepisy o nadzorze) oraz Ustawa o finansach publicznych. Wynika z nich, że głównym organ kontroli jest wojewoda (jako dysponent środków budżetu państwa). W praktyce kontrolę wykonują wydziały polityki społecznej w urzędach wojewódzkich.
Samorząd kontroluje głównie: zgodność realizacji zadania z umową oraz prawidłowość wykorzystania przekazanych środków.
Jak ustaliło śledztwo, wojewoda Marian P. (PSL) w ogóle nie stworzył pisemnych procedur przyznawania dotacji i ich kontrolowania. Takie procedury powstały dopiero za wojewody Artura Chojeckiego z PiS. Dopiero ten wojewoda powołał specjalny zespół do rozpatrywania wniosków o dotacje.
Wojewoda Marian P. twierdził w śledztwie, że wnioski o dotacje składane przez Helper musiały zatwierdzić gminy i one też zatwierdzały sprawozdania stowarzyszenia, więc to one powinny były rozliczać Helper.
Jak czytamy w akcie oskarżenia, w przypadku Helpera brak nadzoru ze strony wojewody wynikał z jego udziału w procederze grabieży publicznych dotacji. Jak zeznał Arkadiusz Sz., pierwszy mąż prezes Helpera, wojewoda otrzymywał od każdej dotacji „prowizję”.
O tym, że samorządy miały możliwość kontroli celowości wydatkowania dotacji świadczy przykład ŚDS "Dom Świętego Mikołaja" w Klebarku Wielkim, gmina Purda, prowadzony przez Związek Polskich Kawalerów Maltańskich, zanim pojawił się w tej gminie Helper. Gmina po jednej z kontroli wystąpiła o zwrot dotacji, zarzucając nieprawidłowości w jej realizacji.
Dlaczego samorządowcy „przyklepywali” wnioski Helpera?
Bierność samorządów w przypadku Helpera wynikała głównie z sygnałów płynących od wojewody Mariana P. oraz z Wydziału Polityki Społecznej (WPS) Urzędu Wojewódzkiego, że mają o nic nie pytać, tylko przelewać dotacje na konto stowarzyszenia. Gdy były jakieś opóźnienia, to urzędniczki telefonicznie ponaglały gminy (prezes i skarbnik Helpera były zaprzyjaźnione z dyrektorką wydziału Edytą Jędrzejewską). Jak zeznał burmistrz Reszla Marek J. Helper wcześniej od gminy wiedział, że dostanie od wojewody dotację i urzędniczki z WPS nękały skarbnik gminy telefonami, żeby natychmiast przelała dotację.
Kontrole z gmin i WPS ograniczały się jedynie do sprawdzenia, czy prowadzone ŚDSy odpowiadają standardom zapisanym w rozporządzeniu ministerstwa pracy, a więc czy stan obiektu i jego wyposażenie są na odpowiednim poziomie, czy kadra ma odpowiednie kwalifikacje, czy uczestnicy zajęć mają skierowanie od psychiatry oraz czy zajęcia się odbywają.
Jak zeznała kierowniczka oddziału budżetu i analiz WPS Joanna Kozłowska:
„Była jakaś pisemna opinia prawna z Helpera, że nie możemy wchodzić z kontrolą finansową do organizacji pozarządowych. Miałam wątpliwości wraz z inspektor Anną Sobczyńską co do wniosków Helpera na adaptacje obiektów i ich wyposażenie, zgłaszałyśmy je przełożonym, ale kazali nam wnioski tego stowarzyszenia załatwiać pozytywnie. Wojewoda nie reagował na audyty z gmin, które też wskazywały na jakieś nieprawidłowości, nie zareagował nawet na notę ostrzegawczą Urzędu Kontroli Skarbowej z 2 kwietnia 2015 roku”.
Wojewoda zabronił gminom kontrolować Helper
Jedynie wójt Jedwabna Krzysztof O. próbował od samego początku objąć kontrolą działalność i wydatki Helpera.
- Prezes Katarzyna K. i skarbnik Helpera Marzena H. powiedziały mi, że wojewoda ma środki na dotację na uruchomienie w naszej gminie ŚDS – wyjaśniał w sądzie wójt Jednabna O. – Pokazały nam Dom w Marcinkowie. Byliśmy zachwyceni, piękny budynek, podopieczni chwalili zajęcia, więc rada gminy wyraziła zgodę. Jednak, jak przy każdej inwestycji, chciałem powołać inspektora nadzoru, by reprezentował interes gminy. Wówczas dyrektorka WPS zwołała konferencję w urzędzie wojewódzkim z udziałem wszystkich samorządowców, w których gminach działała Helper i ostrzegła nas, że próba zatrudnienia kogoś do kontroli stowarzyszenia lub finansowania takiej kontroli, będzie skutkowało złożeniem przez wydział wniosku do Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych o ukaranie takiego samorządu, gdyż nie można do zadania zleconego organizacji pozarządowej wydatkować środków własnych gminy. To zgasiło mój zapał do realizacji tego pomysłu. Nadzór mógł sprawować tylko kierownik budowy zatrudniony przez Helper.
Jak zażądałem od Helpera szczegółowego opisywania faktur, to dostałem z urzędu wojewódzkiego maila, że taki poziom szczegółowości faktur od Helpera ich nie interesuje i proszę tak dokładnie opisanych faktur więcej do nich nie wysyłać.
Raz przyszła do mnie kierownik GOPSu, że ze sprawozdaniem Helpera jest coś nie tak, gdyż stowarzyszenie wpisało na listę uczestników osoby, których nie zakwalifikował GOPS i których fizycznie nie było na zajęciach. Poleciłem wstrzymać przelew dotacji do czasu wyjaśnienia tej kwestii. Natychmiast zadzwoniła do mnie prezes Helpera Katarzyna Sz., że wytypowani podopieczni są poza ośrodkiem, gdyż w ramach treningu przygotowawczego, trzeba ich najpierw odwszawić i umyć oraz zakupić im ubrania, i że urząd wojewódzki to zaakceptował – wyjaśniał w sądzie wójt Krzysztof O.
Na co Helper „łowił” gminy?
Schemat pozyskiwania gmin przez Helpera do zgody na otwarcie na ich terenie ŚDSu był w przypadku każdej z nich identyczny. Helper składał ofertę tylko tym gminom, które miały pusty, niszczejący obiekt i brak środków na jego remont i adaptację. Toteż oferta składana osobiście przez prezes Katarzynę Sz. (później K.) i skarbnik Marzenę H.: wyremontujemy obiekt, wyposażymy, zatrudnimy kadrę, stworzymy miejsca dla 60-80 mieszkańców, którym zapewnimy transport, zajęcia i dwa posiłki dziennie; cały koszt pokrywa Helper, była nie do odrzucenia, zwłaszcza dla zadłużonych gmin z wysokim bezrobociem. Panie jawiły się włodarzom niczym św. Mikołaj.
Toteż podpisywali umowy na długoletnią, bezpłatną dzierżawę obiektów, następnie ogłaszali konkurs na remont i prowadzenie Domu, który był fikcją, bo kto mógł złożyć ofertę poza Helperem, skoro to Helper był w posiadaniu obiektu.
Następnie bez wnikania, akceptowali podsuwane wnioski o dotacje. Pierwsze wnioski określały koszt remontu i adaptacji na poziomie ok. 500 tys. zł (jedynie na Dom przy Kuronia 14 w Olsztynie wpisali kwotę 620 tys. zł) i termin otwarcia Domu na koniec tego samego roku, w którym gmina podpisała umowę. Nie trzeba było dużego doświadczenia, by zdawać sobie sprawę, że niemożliwe jest dotrzymanie terminu otwarcia, jeśli umowa została podpisana np. w lipcu 2010 roku, jak w przypadku pierwszego Domu w Marcinkowie gmina Purda, czy jak w przypadku Domu w Olsztynie przy ul. Kuronia 14, dla którego konkurs odbył się we września 2011 roku a remont miał się zakończyć 31 grudnia tego samego roku. W Jedwabnie pozwolenie na budowę zostało wydane 9 września 2013 roku.
„Na papierze” Helper za każdym razem wykazywał zakończenie remontu na 31 grudnia danego roku i otwarcie na 1 stycznia nowego roku, w rzeczywistości kończył remont kilka miesięcy później. Jednocześnie występował o kolejną dotację, twierdząc że koszty remontu okazały się wyższe z uwagi na to, że kilka obiektów było w rejestrze zabytków (W rzeczywistości Katarzyna K. nie miała problemów z Wojewódzką Konserwator Zabytków, która była jej przyjaciółką).
NIEDOTRZYMANIE TERMINU I PRZEKROCZENIE ZADEKLAROWANEGO KOSZTU REMONTU OBLIGOWAŁO GMINY DO NATYCHMIASTOWEGO WYPOWIEDZENIA UMOWY.
Ale kto zarzyna „kurę znoszącą złote jaja” dla gminy? Włodarze przyklepywali fikcyjne sprawozdania Helpera i przekazywali je do wojewody, a ten przyznawał kolejne dotacje idące w sumie w miliony złotych.
Jak zeznała kierownik oddziału budżetu, planowania i analiz WPS Joanna Kozłowska, najpierw ministerstwo pracy zawiadamiało wojewodów o możliwości ubiegania się o środki z rezerwy celowej na rozwój sieci ośrodków wsparcia dla osób z zaburzeniami psychicznymi. Na tej podstawie wojewodowie wysyłali pisma do gmin, że mogą składać wnioski, jeśli mają odpowiednią liczbę kwalifikujących się do pomocy mieszkańców (z zaburzeniami psychicznymi). Wnioski z gmin wpływały do WPS. Następnie były przesyłane do ministerstwa. Jeśli wartość wniosków przekraczała wysokość środków, to był telefon z ministerstwa, żeby ograniczyć ich liczbę. Decydował o tym wojewoda wraz z dyrektorką WPS. Najwięcej środków dostawał Helper”
Na „pierwszy ogień” poszła gmina Purda
Prezes Helpera Katarzyna Sz. i skarbnik Marzena H. rozpoczęły realizację swojego planu od gminy Purda, w którym władzę przejął Jerzy Laskowski. Jak tłumaczył w sądzie, przejął gminę z tak wysokim zadłużeniem, że na wynagrodzenia dla urzędników i nauczycieli gmina musiała brać kredyt. Na dodatek gmina przejęła obiekty po wojsku w Marcinkowie, które niszczały i nie miał żadnych szans na pozyskanie z zewnątrz środków na ich remont.
W momencie gdy zgłosiły się do niego panie z Helpera w gminie już kilku lat istniał świetnie działający ŚDS „Dom Świętego Mikołaja” w Klebarku Wielkim prowadzony przez Zakon Maltański. Widocznie wypełniał zapotrzebowanie na miejsca dla mieszkańców gminy z zaburzeniami psychicznymi, skoro gmina nie zgłaszała wniosku na kolejny Dom. Zresztą żadna z gmin, w której Helper prowadził Dom, wczesnie sama z siebie nie zgłaszała takiego zapotrzebowania a to powinno być podstawą do wystąpienia do wojewody o przyznanie dotacji.
Dlatego w przypadku gminy Purda, aby zapełnić 60 miejsc w Marcinkowie, wójt podpisał umowę z sąsiednimi gminami Barczewem i Stawigudą na przyjmowanie także od nich „chorych psychicznie”.
Następnie, jak zeznał pierwszy kierownik Domów w Marcinkowie i Prejłowie gmina Purda, Arkadiusz Sz., pierwszy mąż Katarzyny, jeździł po tych gminach wraz z pracownicą Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, by „zwerbować” klientów.
Produkowanie osób „z zaburzeniami psychicznymi”
Skierowania wystawiała zatrudniona przez Helpera na etat lekarz psychiatra, Małgorzata Borkowska-Sztachańska, zastępca dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Olsztynie. Jak zeznał Arkadiusz Sz., zajmowało to pani doktor kilka minut „od głowy”. Prokurator zakwestionował zatrudnienie lekarki (tak jak i fikcyjne zatrudnienie pielęgniarki Joanny M., żony brata Jacka H., męża skarbniczku Helpera Marzeny H.). Do Domów powinny trafiać osoby, które miały wcześniej zdiagnozowaną chorobę psychiczną i były w trakcie leczenia. Wielu klientów Domów dopiero podczas przesłuchania w prokuraturze dowiadywało się, że są „chore psychicznie”.
Gdy w przypadku Marcinkowa oferta pań potwierdziła się na 100 procent i wojewoda przyznawał za każdym razem dotacje w wysokości wskazanej we wniosku, wójt Purdy Jerzy L. sam zaproponował Helperowi przejęcie kolejnego obiektu, po zlikwidowanej szkole w Prejłowie. By go zapełnić nagle kontrola w Domu w Klebarku Wielkim wykryła „zagrożenie pożarowe”, Dom został zamknięty a podopieczni wraz ze sprzętem przeszli do Prejłowa.
Sytuacja powtórzyła się w Olsztynie, w którym działało już kilka takich Domów. Jak zeznała Justyna Jagurzewska, zatrudniona jako opiekunka w jednym z Domów Pomocy Społecznej „Kombatant” o nazwie „Leśna Chata” w Olsztynie, placówkę rozwiązano (oficjalnie z powodu za małej powierzchni na liczbę przyjętych uczestników zajęć) i pensjonariusze zostali przeniesieni do pierwszego z dwóch otwartych przez Helpera Domów, przy ul. Kuronia 14 „Dar Serca”, dla chorych na Alzheimera, chociaż nie mieli takiego rozpoznania. Ona po trzech miesiącach pracy w „Darze Serca” została następnie przeniesiona do Prejłowa. Mając porównanie z poprzedniego miejsca pracy od razu zauważyła dużo gorszy standard tego Domu w porównaniu z „Leśną Chatą”. Np. podopieczni byli przywożeni rotacyjnie, co drugi dzień, ale na listach wykazywano ich obecność codziennie i pobierano za cały miesiąc dotacje (po brakujące podpisy jeździli do domów kierowcy, biorąc podpisy niby jako pokwitowanie za paczkę żywnością z Banku Żywności).
Kaloryfery były ledwo ciepłe, więc podopieczni musieli być grubo ubrani i dodatkowo dogrzewali ich kocami.
Zakupione przez Helper meble-antyki, były drogie i niefunkcjonalne (Jak zeznali Helperowcy, antyki sprowadzali z Francji i Belgii, porcelanę z Anglii, by zapewnić „domową atmosferę placówki”. (Po wstrzymaniu w 2017 roku dotacji przez wojewodę Artura Chojeckiego, Helper zabrał najcenniejsze meble i wyposażenie). Pralka się zepsuła i została wywieziona a zmywarka do naczyń stała w garażu.
Pracownie były ubogo wyposażone w sprzęt. Zajęcia trwały do 6 godzin. Posiłki były jednodaniowe, raz zupa, raz drugie, gdy w „Leśnej Chacie” – były dwudaniowe.
Gdy była kontrola, to Tomasz Kaczmarek tak prowadził rozmowę z kontrolującym, żeby tylko on miał możliwość odpowiedzi na pytania a nie pracownik” – zeznała świadek Jagurzewska.
Burmistrz Reszla: „Dyrektorka powiedziała, że ŚDS musi prowadzić stowarzyszenie”
„Wysoki sądzie. Wyjaśnię, dlaczego podjęliśmy decyzje o uruchomieniu ŚDS. W 2012 roku gmina Reszel nabyła od starostwa powiatowego zabytkowe obiekty po zespole szkół. Ale nie mieliśmy środków na ich remont. Jakimś dziwnym trafem, kilka miesięcy po przejęciu tych budynków pojawił się u mnie Grzegorz Prokop, pracownik urzędu pracy w Kętrzynie (obecnie dyrektor, w 2015 roku, po zwycięstwie PiS w wyborach był kandydatem poseł Iwony Arent na wojewodę, ale przegrał z Arturem Chojeckim, kandydatem szefa PiS na WiM Jerzego Szmita. Plan przewidywał, że po zwycięstwie PiS w 2015 roku Katarzyna K. zostanie wiceministrem pracy i zapewni dotacje dla Helpera, który będzie otwierał kolejne ŚDSy w całym województwie, a środki będzie przekazywał ich wojewoda – przypis A.Socha).
- Prokop poinformował mnie, że jest możliwość pozyskania środków na wyremontowanie tych budynków oraz na stworzenie w nich miejsc pracy, no i objęcia opieką osób, które tego potrzebują – wyjaśniał w sądzie burmistrz Reszla. - Umówił spotkanie w Marcinkowie. Pani prezes i skarbnik Helpera oprowadziły mnie po Domu. Następnie pokazały Dom w Olsztynie „Dar Serca” przy ul. Kuronia. Byłem pod ogromnym wrażeniem. Budynki pięknie, wyremontowane, pięknie wyposażone, dobra opieka. Moi współpracownicy sprawdzili, że w mediach społecznościowych były o Helperze same pozytywne informacje, wręcz superlatywy. Umówiłem wizytę u pana wojewody. Pan wojewoda przyjął mnie w swoim gabinecie i wyraził zgodę. Skierował mnie do wydziału polityki społecznej do pani dyrektor Jędrzejewskiej, żebym tam uzgodnił szczegóły. Pani dyrektor miała tylko jedną uwagę, że powinno to prowadzić Stowarzyszenie. Oczywiście nie wymieniła jakie Stowarzyszenie, tylko że ma to być organizacja pozarządowa. Dzisiaj już wiem, że gmina może sama prowadzić takie domy”.
J. Słoma: „Nagła gorliwość wojewody i służb budziła nieufność”
Najdłużej, bo prawie 20 dni wyjaśnienia w sądzie składał b. prezydent Piotr Grzymowicz. Głównie odczytywał różne akty prawne, które jego zdaniem świadczyły, iż wywiązywał się z nałożonych przez przepisy obowiązków względem ŚDSów. Oferta Helpera „spadła mu z nieba”, gdyż gmina ma w posiadaniu dużo zabytkowych obiektów w byłych Koszarach Dragonów, które niszczeją a gmina nie ma środków na ich remont oraz chętnych na kupno czy dzierżawę.
Obok byłego prezydenta Olsztyna Piotra Grzymowicza na ławie oskarżonych zasiedli były wiceprezydenci Olsztyna Jarosław Słoma (obecnie radny wojewódzki PO, wiceprezes spółki komunalnej PWiK w Olsztynie) i Małgorzata B.-B. oraz Monika M., odpowiedzialna za współpracę z NGO-ami. Słomie bezpośrednio podlegała dyrektorka Wydziału Zdrowia i Opieki Społecznej Ewa Bertrand-Zbierska, która przeprowadzała „konkursy” na prowadzenie ŚDSów i zatwierdzała sprawozdania podmiotów je prowadzących.
Słoma, tak jak Piotr Grzymowicz twierdził, że nie mieli możliwości dokonywania kontroli krzyżowych wobec Helpera, gdyż takie posiada tylko Krajowa Administracja Skarbowa. Dlatego uważa, tak jak prezydent Grzymowicz, że znaleźli się na ławie oskarżonych z powodów politycznych. Prezydent, za to, że krytykował rząd PiSu a on jako polityk PO.
- Jesteśmy ofiara patologii toczącej wymiaru sprawiedliwości w czasach rządów PiS – grzmiał na sali sądowej Słoma. - Nad śledztwem był sprawowany nadzór polityczny. Zadałem sobie pytanie, czy zdjęcie politycznego parasola ochronnego nad Helperem i „Agentem Tomkiem”, to wynik walk frakcyjnych w PiS, czy działania podjęte w oparciu o informacje instytucji kontrolnych i organów ścigania? Prezes Helpera Katarzyna K. i wojewoda Artur Chojecki należeli do zaciekle zwalczających się frakcji PiS w Olsztynie, w walce o władzę, więc nagła gorliwość służb wojewody wobec Helpera budziła nieufność i wątpliwości, co do szczerości intencji ich zaangażowania. Ciężko było uwierzyć w autentyczność nawrócenia, stąd też i moje ówczesne wątpliwości, czy mamy do czynienia z nowym rozdziałem kłótni w pisowskiej rodzinie i wynikającym z tego zleceniem na Helpera, czy też autentycznie chodziło o dbałość o finanse publiczne? Stąd też ostrożność samorządu, żeby nie dać się wykorzystać do walk wewnętrznych w PiSie – wyjaśniał Słoma.
Zarówno Piotr Grzymowicz, jak i pozostali samorządowcy podnosili w swojej obronie, że wojewoda Marian P. nie przekazał im noty sygnalizacyjnej UKS z 2 kwietnia 2015 roku, informującej o podejrzeniu wyłudzenia dotacji budżetowych przez Helper.
Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Białymstoku potwierdził mi, że „Nie ustalono, aby Wojewoda przekazał notę Gminom, tym niemniej z wyjaśnień jednej z podejrzanych wynikało, że Prezydent Olsztyna Piotr G. dowiedział się o nocie sygnalizacyjnej na początku czerwcu 2015 r”.
W ślad za tą notą nowy wojewoda Artur Chojecki polecił swoim służbom przeprowadzenie kontroli finansów Helpera, które potwierdziły nadużycia na ogromna skalę. Na tej podstawie wezwał samorządy do rozwiązania umów z Helperem. Te jednak stwierdziły, że wobec braku oficjalnego dokumentu nie mogą tego zrobić. Wobec tego w 2017 roku wojewoda wstrzymał dotacje dla gmin i położył tym kres działalności Helpera.
„Prezes J. Kaczyński pytał w prokuraturze o Helpera”
Czytelnicy wypytują mnie, po lekturze tekstu „Czy Katarzyna K. opłacała poseł Iwonę Arent i wojewodę Mariana P.?”, dlaczego prezes J. Kaczyński nie usunie jej z partii? Poseł Arent odpowiedziała na to pytanie red. Tomaszowi Kursowi z Wyborczej Olsztyn, który nawiązał do mojego artykułu w tekście pt. „Obciążył posłankę PiS. Prokuratura nie chce jej nawet przesłuchać”. Cytuję: „Arent przekonuje, że jej przesłuchanie nie miałoby sensu, bo nie ma żadnej głębszej wiedzy o mechanizmach funkcjonowania Helpera. - Skąd mogę wiedzieć coś więcej, skoro przychodziłam na uroczystości organizowane przez stowarzyszenie, tak jak inne VIP-y? - Arent odpowiada pytaniem na nasze pytanie. I dodaje: „Prezes Kaczyński, kiedy usłyszał o aferze Helpera, dopytał się w prokuraturze białostockiej, jaki jest mój udział w tym wszystkim. I dowiedział się, że żaden. To politycznie zamknęło temat dotyczący mojej osoby”.
Adam Socha (Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.)
Za miesiąc o tym, jakie są możliwości odzyskania przez Skarb Państwa ponad 34 mln zł przywłaszczonych przez Helperowców z dotacji.
-
Zabrany przez Helper sprzęt Kuchenny z SDS ul. Kuronia 14 w Olsztynie
Zabrany przez Helper sprzęt Kuchenny z SDS ul. Kuronia 14 w Olsztynie
-
po opróźnieniu pomieszczeń Helperowcy wymazali sprayem na tapetach napis "Helper"
po opróźnieniu pomieszczeń Helperowcy wymazali sprayem na tapetach napis "Helper"
-
ŚDS przy Kuronia 14 w Olsztynie
ŚDS przy Kuronia 14 w Olsztynie
-
ŚDS w Jedwabnie
ŚDS w Jedwabnie
-
ŚDS w Reszlu
ŚDS w Reszlu
-
meble antyki kupowali we Francji i Holandii
meble antyki kupowali we Francji i Holandii
-
wyjaśnienie w sądzie skłąda Tomasz Kaczmarek
wyjaśnienie w sądzie skłąda Tomasz Kaczmarek
https://www.debata.olsztyn.pl/wiadomoci/region/9936-dlaczego-samorzadowcy-zasiedli-na-lawie-oskarzenia-w-procesie-helpera-najnowsze-slajd-kafelek.html#sigProId0089676874


Skomentuj
Komentuj jako gość