logodebata

Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000337806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

czwartek, czerwiec 18, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Region

Region

W referendum mieszkańcy gminy Purda sprzeciwili się oddaniu części gminy Olsztynowi

Szczegóły
Opublikowano: poniedziałek, 28 kwiecień 2025 12:29


W niedzielnym referendum 28 kwietnia mieszkańcy gminy Purda opowiedzieli się przeciwko planom włączenia części ich terenów do Olsztyna. Wójt gminy, Teresa Chrostowska, poinformowała w poniedziałek, że frekwencja wyniosła 33,18 proc. co oznacza, że głosowanie jest ważne i jego wynik jest rozstrzygający. Jednak nie jest zobowiązujący dla ministra spraw wewnętrznych, do którego należy wydanie zgody na rozszerzenie granic gminy.

Referendum dotyczyło pytania: "Czy zgadzasz się na przejęcie przez miasto Olsztyn gruntów leżących w gminie Purda?". Spośród 6,6 tys. uprawnionych do głosowania, 2271 osób sprzeciwiło się zmianom, a jedynie 68 było za przyłączeniem terenów do miasta.

Pełnomocnik komitetu referendalnego Katarzyna Maziec powiedziała, że "wynik niedzielnego głosowania pokazuje, jak istotna jest to sprawa dla społeczności lokalnej podolsztyńskiej gminy".

— Frekwencja ponad 30 proc. wskazuje, jak ważne są więzi społeczne i spójność terytorialna. Mówimy jednym głosem: jesteśmy przeciwko przyłączeniu części naszej gminy do Olsztyna. W niedzielę nasi mieszkańcy odłożyli swoje prywatne sprawy na rzecz obowiązku obywatelskiego. Jest to nasz ogromny sukces —podkreśliła Maziec.

- Zadecydowaliśmy – powiedzieliśmy NIE Olsztynowi i jego władzom. Nie godzimy się na poszerzenie granic miasta naszym kosztem. Będziemy bronić integralności naszej gminy

- podkreśliła wójt Chrostowska w mediach społecznościowych, dziękując jednocześnie mieszkańcom za zaangażowanie wszystkim, którzy wsparli gminę.

Referendum kosztowało gminę 30 tys. zł. Natomiast Urząd Miasta w Olsztynie podał, że koszty kampanii informacyjno-promocyjnej dotyczącej olsztyńskich konsultacji społecznych wyniosły 15,8 tysięcy złotych.

Przewodniczący Rady Miasta Olsztyna Łukasz Łukaszewski (PO) ocenił, że "referendum w gminie Purda to wyraz demokratycznych procesów, które szanuje jako samorządowiec".

— Było to referendum o charakterze opiniodawczym, niewiążącym prawnie. Jako przewodniczący Rady Miasta Olsztyna muszę zauważyć, że przeprowadzenie pełnego referendum generuje znaczne koszty dla budżetu gminy, podczas gdy konsultacje społeczne, które przeprowadziliśmy w Olsztynie, są równie skutecznym, a zdecydowanie bardziej ekonomicznym narzędziem badania opinii mieszkańców — zaznaczył Łukaszewski.

Łukaszewski podkreślił, że rozumie obawy władz gminy Purda.

— Jednak z pełnym przekonaniem mogę zapewnić mieszkańców Starego Olsztyna, że włączenie ich terenów w granice miasta przyniesie im wymierne korzyści. Olsztyn jako stolica regionu oferuje możliwości rozwojowe, infrastrukturalne i usługowe na poziomie niedostępnym w innych gminach województwa warmińsko-mazurskiego — dodał.

Pomysł zmiany granic wyszedł na początku roku od prezydenta Olsztyna, Roberta Szewczyka. Plan zakłada włączenie do miasta ok. 235 hektarów terenu między południową granicą Olsztyna a obwodnicą, obecnie należących do gminy Purda. Znajduje się tam wieś Stary Olsztyn, ogrody działkowe i 170 ha należących do KOWR. Dla tych terenów gmina opracowała plan zagospodarowania miejscowego, który przewiduje tam lokalizację centrów logistycznych. Władze gminy podkreślają, że to ich jedyne tereny inwestycyjne a gmina jest bardzo biedna.

Wójt Teresa Chrostowska zwróciła uwagę, że tereny, które miałyby zostać przejęte przez Olsztyn, to "jedyne dostępne tereny inwestycyjne gminy, kluczowe dla jej dalszego rozwoju". Ich utrata oznaczałaby poważne ograniczenia w realizacji planowanych inwestycji.

Mieszkańcy gminy oraz wsi Stary Olsztyn już wcześniej protestowali przeciwko inicjatywie prezydenta Olsztyna Roberta Szewczyka poszerzenia granic miasta ich kosztem. W tym celu pikietowali posiedzenia rady miasta Olsztyna, na którym radni podejmowali uchwałę aprobującą decyzję prezydenta.

Prezydent wystąpił z inicjatywą poszerzenia granic Olsztyna bez uchwały Rady Miasta Olsztyna, co było złamaniem prawa, gdyż jedynym organem uprawnionym do wszczęcia takiej inicjatywy jest samorząd. Dopiero ex post Rada Miasta Olsztyna podjęła stosowną uchwałę.

Sprawę inicjatywy prezydenta Olsztyna poszerzenia granic miasta, bez uchwały rady miasta, starostwo powiatowe i rada gminy Purda zgłosiły wojewodzie, jako organowi nadzoru nad uchwałami samorządów. Starosta olsztyński Andrzej Abako potwierdził „Debacie”, że jeśli prezydent Szewczyk będzie metodami politycznymi chciał uzyskać poszerzenie granic Olsztyna, to również sięgnie po metody polityczne, czyli m.in. rozważy zgłoszenie do prokuratury podejrzenie popełnienia tzw przestępstwa urzędniczego przez prezydenta Szewczyka.

W ogłoszonych na podstawie uchwały rady miasta konsultacjach społecznych wzięło udział tylko 2,5 tys. osób na 150 tys. uprawnionych mieszkańców Olsztyna. Ponad 70% głosujących poparło powiększenie miasta.

Po podjęciu uchwały przez samorząd Olsztyna grupa mieszkańców gminy Purda powołała komitet referendalny. Jeszcze przed referendum zaprosili na spotkanie prezydenta Szewczyka. Na tym spotkaniu odrzucili zdecydowanie jego argumenty.

Prezydent Szewczyk argumentował, że poszerzenie granic stolicy Warmii i Mazur jest niezbędne, by zapewnić dalszy rozwój miasta jako regionalnego centrum gospodarczego i usług publicznych.

Władze miasta planują na przejętym terenie m.in. budowę Miasteczka Prawa, tj. przeniesienia tam wszystkich siedzib sądów, prokuratur, policji i aresztu. Ma to wspierać starania o powołanie sądu apelacyjnego w Olsztynie.

Ministerstwo sprawiedliwości odpowiedziało „Debacie”, że znana jest im wizja prezydenta Olsztyna budowy Miasta Prawa, ale resort nie podjął żadnych kroków celem jej realizacji. Resort nie wie więc, czy taka operacja jest zasadna i ile by kosztowała.

Olsztyńska Izba Radców Prawnych jest przeciwna, wskazuje na utrudnienia w pracy kancelarii prawnych zlokalizowanych w sąsiedztwie sądów. Prawnicy zainwestowali duże pieniądze w swoje lokale. Prawnicy i ich klienci korzystają z lokali gastronomicznych w centrum, klienci odwiedzają też halerie handlowe. Te biznesy upadną, gdy sądy i kancelarie przeniosą się pod wieś Stary Olsztyn.

Prezes izby podniósł też sprawę komunikacji dla ich klientów oraz sądów, prokuratur i policji. Z dworca PKP klienci mają parę kroków do sądów i kancelarii.

Na to władze Olsztyna mówią, że wystarczy od już zbudowanych rond poprowadzić ok. 1 km drogi do Miasteczka Prawnego. Prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie Krzysztof Krygielski w piśmie do Debaty stwierdził, że na nowym terenie mogłoby powstać nowe centrum Olsztyna, z uwagi na bezpośrednie sąsiedztwo z największymi sypialniami Olsztyna Pieczewem, Jarotami i Nagórkami, wystarczy doprowadzić tam tramwaj.

Olsztyński architekt i urbanista z długoletnim stażem Stanisław Sosak na spotkaniu Rady Programowej Wydziału Prawa i Administracji UWM z udziałem prezesów sądów, prokuratorów, szefów policji i dyrektora aresztu, na którym prezydent Olsztyna zaprezentował koncepcję Miasta Prawa, skrytykował ten pomysł, gdyż spowoduje on upadek centrum Olsztyna. Swoją krytykę powtórzył na konferencji „Metropolia Olsztyn”. Wskazał, że miasto nadal ma działki w śródmieściu, na których mogą powstać nowy, większy gmach sądu rejonowego oraz prokuratury okręgowej, które zgłosiły władzom miasta, że obecna powierzchnia jest za mała. Np. po wyprowadzce aresztu ten obiekt można zaadaptować dla sądu.

Ja z kolei wskazałem nieruchomość przy ul. Dąbrowszczaków tuż przy sądach, do niedawna użytkowaną przez policję, a obecnie stoi pusta, gdyż policja przeniosła się na ul. Pstrowskiego.

Rozmawiałem z głosującymi we wsi Giławy. Byli oburzeni arogancją władz Olsztyna.

- Biedna gmina wzięła kredyt na budowę na tamtym terenie, który chce odebrać prezydent, infrastruktury. Teraz prezydent Olsztyna chce nam ten teren zabrać a nas zostawić ze spłatą kredytu. Tego by nawet pruski zaborca nie wymyślił – powiedział mi jeden z głosujących.

Dowiedziałem się też, że liczna grupa mieszkańców wybiera się na więc w śroidę w Olsztynie Rafała Trzaskowskiego, by tam kontynuować swój protest (Robert Szewczyk jest działaczem PO).

Mieszkańcy i władze gminy maja świadomość, że ostateczną decyzję w sprawie poszerzenia granic podejmie minister spraw wewnętrznych, polityk PO, który nie musi uwzględniać wyniku referendum. Od decyzji ministra nie służy zaskarżenie do sądu administracyjnego. Dlatego wójt gminy Purda Teresa Chrostowska uczestniczy w ruchu samorządowym, który domaga się zmiany prawa tak, żeby decyzja ministra byłą zaskarżalna. Decyzja ministra jest niezaskarżalna.

as

Na zdjęciu: głosują w referendum mieszkańcy wsi Giławy, gmina Purda, fot. A.Socha

 

(as)

Czytaj więcej: W referendum mieszkańcy gminy Purda sprzeciwili się oddaniu części gminy Olsztynowi

Komentarz (10)

Po raz trzeci wystawiono na sprzedaż „Termy Warmińskie”

Szczegóły
Opublikowano: poniedziałek, 28 kwiecień 2025 11:37
Paweł Wolski

Po raz trzeci rada lidzbarskiego powiatu podjęła uchwałę o sprzedaży Term Warmińskich za kwotę nie niższą niż 40 mln zł. Rzeczoznawca wycenił wartość nieruchomości na 33,1 mln zł oraz środki trwałe i wyposażenie na 1,9 mln zł. To już trzecia próba zbycia nieruchomości przez powiat, dwa poprzednie przetargi nie wzbudziły żadnego zainteresowania (nikt nie przystąpił do przetargu).

Inwestycja kosztowała ok. 100 mln zł i została zrealizowana głównie za dotację unijną. Pierwszy przetarg miał miejsce w 2022r. z ceną wywoławczą 48,1 mln zł. Co ciekawe wycena nieruchomości przez rzeczoznawcę wyniosła wówczas 46,2 mln oraz 1,9 mln za wyposażenie. Z powyższego wynika, że w ciągu ok. 3 lat wartość nieruchomości spadła o 13mln zł! (ponad 4 mln zł rocznie). W drugim przetargu obiekt wystawiono za 41,3mln za całość. Zainteresowanych brak.

Rada Powiatu 22 lutego 2025r. podjęła niejednomyślnie uchwałę w sprawie akceptacji ceny sprzedaży Term Warmińskich.

Jak informuje portal Nasz Lidzbark, powołując się na prywatne rozmowy z radnymi powiatu, w przypadku kolejnego niepowodzenia przetargu, to powiat i miasto przejmą prowadzenie Term. Obiekt nadaje się do kapitalnego remontu.

Przypomnijmy, że „Debata” jako pierwsza, jeszcze zanim zrobiono odwiert, poinformowała, że w Lidzbarku Warmińskim nie ma gorących źródeł. Tak wynikało bowiem z ekspertyzy zamówionej przez starostę lidzbarskiego, sekretarza generalnego PO na WiM śp. Jana Harhaja.

Ówczesna minister w rządzie Donalda Tuska – Elżbietra Bieńkowska nie podzieliła obaw „Debaty” o opłacalność inwestycji. Absurdalność ekonomiczną inwestycji wskazywała też w  interpelacji poseł PO Lidia Staroń.

Jednak odwiert potwierdził ekspertyzę, woda na wypływie miała zaledwie 17 stopni C. Termy uznaje się za opłacalne, gdy woda na wypływie ma co najmniej 60 stopni C.

Mimo to ówczesny marszałek województwa, baron PO na WiM Jacek Protas przyznał środki unijne na budowę term. Również za jego kadencji wybudowano lotnisko w Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej, w Szymanach, do którego samorządu wojewódzkiego dopłaca rocznie 20 mln zł. Następnie Protas wygrał wybory do Sejmu. Obecnie jest europosłem PO.

Obecnie taką nietrafioną inwestycją samorządu wojewódzkiego za marszałka z PSL Gustawa Marka Brzezina i wicemarszałka z PO, mieszkańca Górowa Iławeckiego Mirona Sycza, któremu podlegały środki unijne, stało się „Uzdrowisko Górowo Iławeckie” we wsi Nowa Wieś Iławecka, wybudowane i wyposażone za w sumie 57 mln zł. Stoi puste, gdyż nie ma inwestora, który chciałby tam, 1 km od granicy z obwodem królewieckim, wybudować obiekt sanatoryjno-hotelowy.
(sa)

Czytaj więcej: Po raz trzeci wystawiono na sprzedaż „Termy Warmińskie”

Komentarz (10)

Po 5 latach procesu sąd uniewinnił prezesa mleczarni w sprawie o zanieczyszczenie Łyny

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 26 kwiecień 2025 12:14

Sąd Rejonowy w Lidzbarku Warmińskim w dniu 27 marca 2025 r. wydał wyrok uniewinniający wobec Przemysława M. oskarżonego o zanieczyszczenie rzeki Łyna w związku z działalnością zakładu mleczarskiego w Lidzbarku Warmińskim. Wyrok w tej sprawie nie jest prawomocny.

Do zanieczyszczenia doszło w 2017 roku, proces ruszył w 2019, ale był dwa razy wznawiany w innych składach.

Sąd uniewinnił prezesa Przemysława M., bo zdaniem sądu był on prezesem zakładu w Lidzbarku bardzo krótko a za nadzór nad oczyszczalnią ścieków w Zakładzie Mleczarskim w Lidzbarku Warmińskim, odpowiadały inne osoby. Ponadto biegły oprał się na próbkach chwilowych wody z Łyny, pobranych przez straż pożarną, a próbki powinny były być pobrane w sposób ciągły.

Prokurator Prokuratury Rejonowej w Lidzbarku Warmińskim w dniu 11 grudnia 2018 r. skierował do Sądu Rejonowego w Lidzbarku Warmińskim akt oskarżenia przeciwko Przemysławowi M.

Przemysław M. został oskarżony o to, że w okresie od 1 marca 2017 r. do dnia 18 marca 2018 r. jako prezes zarządu zakładu mleczarskiego w Lidzbarku Warmińskim nie utrzymywał w należytym stanie technicznym urządzeń zabezpieczających wodę przed zanieczyszczeniem wytwarzanym przez tenże zakład produkcyjny.

W wyniku tego miało dojść do wylewania się ścieków z urządzeń oczyszczalni wprost do gruntu oraz wielokrotnego zrzutu kolektorem ściekowym dużych ilości substancji niedostatecznie oczyszczonych o stężeniu przekraczającym dopuszczalne wartości określone pozwoleniem zintegrowanym.

W ocenie prokuratora Przemysław M. takim działaniem doprowadził do zanieczyszczenia Łyny i istotnego obniżenia jakości wody w tej rzece (tj. czyn z 182 §1 i 3 kk w zw. z art. 185 §1kk w zw. z art. 186 §1kk w zw. z art. 11 §2 kk w zw. z art. 12 kk).

Proces w tej sprawie rozpoczął się w dniu 7 maja 2019 r. przed Sądem Rejonowym w Lidzbarku Warmińskim. Przemysław M. nie przyznał się wówczas do popełnienia zarzucanego mu czynu i złożył obszerne wyjaśnienia. Z uwagi na to, że w kolejnych latach skład orzeczniczy w tej sprawie dwukrotnie uległ zmianie, sprawa w 2021 r. była prowadzona od nowa.

W toku tego procesu odbyło się łącznie 11 terminów rozprawy, w trakcie których przesłuchanych zostało blisko 40 świadków. Ponadto, Sąd musiał kilkakrotnie odraczać rozprawę ze względu na długotrwałe oczekiwanie na sporządzenie pisemnych opinii przez biegłych z zakresu ochrony środowiska oraz mykologii.

Wyrok w tej sprawie zapadł w dniu 27 marca 2025 r. Sąd Rejonowy w Lidzbarku Warmińskim uniewinnił Przemysława M. od popełnienia zarzucanego mu czynu, a kosztami postępowania obciążył Skarb Państwa.
Sąd w pisemnym uzasadnieniu wyroku wskazał między innymi, że na terenie zakładu mleczarskiego w Lidzbarku Warmińskim znajdowały się instalacje do obróbki i przetwórstwa mleka oraz do przeróbki serwatki. Była tam również instalacja oczyszczalni ścieków przystosowana do oczyszczania ścieków poprodukcyjnych, ścieków bytowych i wód pochłodniczych.

Sąd ustalił, że oskarżony Przemysław M. swoje obowiązki prezesa w zakładzie mleczarskim w Lidzbarku Warmińskim pełnił do 1 czerwca 2017 r., a formalnie do 21 czerwca 2017 r., kiedy to został powołany na prezesa całej spółki mleczarskiej, w skład której wchodził zakład produkcyjny w Lidzbarku Warmińskim jako oddział spółki. Zarzut postawiony oskarżonemu obejmuje natomiast okres od 1 marca 2017 r. do 18 marca 2018 r. Wynika z tego, że w znacznym okresie objętym zarzutem oskarżony w ogóle nie wykonywał czynności prezesa w zakładzie mleczarskim w Lidzbarku Warmińskim. W zakresie swoich obowiązków nie miał nadzoru nad oczyszczalnią ścieków w Zakładzie Mleczarskim w Lidzbarku Warmińskim. Ponadto, ze struktury organizacyjnej spółki i zeznań wielu świadków wynika, że za nadzór nad pracą oczyszczalni, utrzymywanie oczyszczalni ścieków w należytym stanie technicznym oraz kontrole ścieków odpowiedzialne były inne zatrudnione w spółce osoby, w tym osoby zatrudnione na stanowisku głównego mechanika czy specjalisty do spraw ochrony środowiska.

Sąd dał wiarę wyjaśnieniom oskarżonego konsekwentnie nie przyznającego się do popełnienia zarzucanego mu czynu w zakresie także tego, że zachowanie jego miałoby doprowadzić do zanieczyszczenia wody znajdującej się w rzece Łyna tj. istotnego obniżenia jakości wody. Sąd zwrócił uwagę, że Przemysławowi M. zarzucono, że nie utrzymywał w należytym stanie technicznym urządzeń zabezpieczających wodę przed zanieczyszczeniem wytwarzanym przez zakład produkcyjny. Zdaniem Sądu, nie znajduje to odzwierciedlenia w zebranym w sprawie materiale dowodowym. Budynki i obiekty budowalne wchodzące w skład oczyszczalni ścieków nie znajdowały się bowiem w ciągłym stanie awaryjnym i nie były niewłaściwie eksploatowane.

W ocenie Sądu, zarzut aktu oskarżenia w głównej mierze został oparty na treści pisemnej opinii biegłego sądowego z zakresu ochrony środowiska, której to Sąd pierwszej instancji nie podzielił w żadnym stopniu. W ocenie Sądu, wnioski zawarte w opinii tego biegłego pozostają w sprzeczności z zebranym w sprawie materiałem dowodowym, w tym w szczególności z dopuszczoną przez Sąd nową pisemną i uzupełniającą ustną opinią biegłej z zakresu ochrony środowiska i zasobów naturalnych, jak również z zeznaniami osób, które sporządziły prywatną pisemną opinię dotyczącą oceny wpływu odprowadzanych ścieków na stan jakości wody.

Sąd zwrócił uwagę, że wnioski zawarte w opinii tego biegłego zostały oparte jedynie na próbkach chwilowych pobranych z rzeki przez funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej w Lidzbarku Warmińskim i przedstawicieli Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Olsztynie (i to tylko tych próbkach chwilowych, w których wystąpiły przekroczenia norm), a nie próbkach średniodobowych. Tymczasem wyniki pomiarów próbek chwilowych nie mogą stanowić podstawy dokonania ustalenia, czy doszło do przekroczenia wartości wskaźników zanieczyszczeń określonych w decyzji Starosty Lidzbarskiego udzielającej pozwolenia zintegrowanego.

Sąd wskazał, że do przekroczenia dopuszczalnych wartości zanieczyszczeń określonych w decyzji Starosty Lidzbarskiego ocenionych na podstawie próbek ścieków przedłożonych przez zakład mleczarski w Lidzbarku Warmińskim (w okresie od 1 marca 2017 roku nawet do 21 czerwca 2017 roku) doszło w dniach 24 kwietnia i 21 czerwca 2017 roku. Z opinii biegłej i zeznań świadków wynika jednak, że z uwagi na brak badań biochemicznych oraz inwentaryzacji składu gatunkowego organizmów żywych niemożliwe jest ustalenie, jaki wpływ na środowisko miało funkcjonowanie oczyszczalni ścieków w tamtym okresie.
Wyrok w tej sprawie nie jest prawomocny.

Przypomnę, że o zanieczyszczaniu Łyny zawiadamiał Sanepid wielokrotnie redaktor portalu „Nasz Lidzbark” Andrzej Pieślak. Nakręcał filmy, co zakład mleczarski wypuszcza z rury do Łyny (na zdjęciu), która ma być atrakcją turystyczną dla kajakarzy i wędkarzy, gdy miasto uzyska status uzdrowiska. To na skutek jego interwencji w końcu Sanepid wszczął kontrole. Ale co z tego. Nikt nie jest winny.

Czy prokurator, który tak spartaczył śledztwo, poniesie jakieś konsekwencje?

Adam Socha

Zrzut z mleczarni do Łyny, fot. Andrzej Pieślak

Czytaj więcej: Po 5 latach procesu sąd uniewinnił prezesa mleczarni w sprawie o zanieczyszczenie Łyny

Komentarz (0)

Co chce ukryć prezes olsztyńskiej spalarni? Dlaczego popioły chcą wozić do Bisztynka?

Szczegóły
Opublikowano: piątek, 18 kwiecień 2025 12:54

Prezes olsztyńskiej spalarni Krzysztof Witkowski od ponad roku nie chce odpowiedzieć na pytania dotyczące funkcjonowania Instalacji Termicznego Przekształcania Odpadów Komunalnych, prowadzonej przez spółkę „Dobra Energia dla Olsztyna”. Domagam się odpowiedzi na pytania istotne z punktu widzenia zdrowia i życia mieszkańców Olsztyna.

Przypomnę, że w tej „najnowocześniejszej i najbezpieczniejszej na świecie instalacji” – jak twierdzi spółka i władze Olsztyna - przy ul. Bublewicza, wybudowanej za ok. 1 miliard zł, w trzecim miesiącu trwania rozruchu, w nocy z 18 na 19 lutego 2024 roku, wybuch silos, w którym gromadzony był pospalarniowy popiół, żużel i sorbenty. Po tym pożarze Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego wstrzymał budowę dwóch silosów magazynowych i nałożył obowiązek na inwestora m.in. wymiany całego uszkodzonego silosa ,, A".

Na wysłane wówczas pytania nie otrzymałem odpowiedzi. Pytania dotyczyły przyczyn wybuchu, skali zniszczeń, czy spalarnia jest wyposażona w instalacje monitorujące i alarmowe, co robią z toksycznym żużlem i popiołem oraz pytałem o organizację nadzoru i kosztów wynagrodzeń zarządu i rady nadzorczej (z otrzymanych informacji wynikało, że są one kolosalne, co przekłada się na cenę za spalanie), Prosiłem o pomoc instytucje finansujące tę inwestycję, NFOŚiGW i Polski Fundusz Rozwoju oraz MPEC i prezydenta Olsztyna. Bez skutku.

Mieszkańcy Olsztyna mają o tyle szczęście, że spalarnię zlokalizowano przy obwodnicy S16, w sąsiedztwie fabryki Michelin. Obawiać się mogą mieszkańcy wsi Ostrzeszewo, oddalonej w prostej linii o 1 km od spalarni.

„Istnieje poważne ryzyko związane z akumulacją metali ciężkich, węglowodorów oraz WWA”

Spółka Dobra Energia i MPEC po kilku miesiącach od pożaru, jedynie wydały suchy komunikat, w którym jako przyczynę pożaru wskazały „samozapłon w silosie gromadzącym produkt z instalacji oczyszczania spalin. Złożyła się na to między innymi zbyt duża ilość dozowanego węgla aktywnego wykorzystywanego w procesie oczyszczania spalin". Prezes spółki Krzysztof Witkowski w tym komunikacie zapewnił: „Incydent nie spowodował żadnych negatywnych skutków dla olsztynian i środowiska”.

Prezes Witkowski przez szereg miesięcy blokował Wojewódzkiemu Inspektoratowi Ochrony Środowiska w Olsztynie ujawnienie mi wyników badań laboratoryjnych pobranych po pożarze próbek wody. W końcu je otrzymałem, ale bez opisu. Zwróciłem się do Towarzystwa na rzecz Ziemi, które m.in. monitoruje spalarnie i dysponuje ekspertami, o wydanie opinii. Ekspert Towarzystwa Andrzej Filipowicz w podsumowaniu napisał:

„Krótkoterminowe zagrożenia związane z popiołami wydają się umiarkowane, ale w dłuższym okresie istnieje poważne ryzyko związane z akumulacją metali ciężkich, węglowodorów oraz WWA (Wielopierścieniowe Węglowodory Aromatyczne. Są uznawane za jedne z najbardziej niebezpiecznych zanieczyszczeń). Związki WWA i węglowodory mają tendencję do długotrwałego zalegania w glebie i wodzie. Ich rakotwórcze i mutagenne właściwości mogą prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych, takich jak nowotwory, szczególnie w przypadku długotrwałego narażenia.

Skutki: Zanieczyszczenie gleby i wód tymi związkami może mieć długofalowe konsekwencje dla zdrowia publicznego oraz dla ekosystemów. Zaleca się długoterminowy monitoring oraz działania prewencyjne mające na celu minimalizację skutków tego zanieczyszczenia”.

Przypadkowo otrzymałem informację, że 15 stycznia 2025 roku obędzie się uroczystość otwarcia spalarni. Pojechałem na nią z nadzieją, że może uda mi się osobiście zadać pytania prezesowi Witkowskiemu . Na uroczystość przybyły władze województwa i miasta, olsztyńscy radni i parlamentarzyści PO i PSL. Na placu zjawili się dziennikarze wszystkich olsztyńskich redakcji, lecz pytali o informacje oczywiste, które można przeczytać na stronie spółki, ile spalają i co produkują. Mnie prezes nie udzielił wywiadów, natomiast obiecał, że tym razem odpowie na moje pytania wysłane mailem.

2. wstega 3

 

Na zdjęciu, drugi od lewej prezes Krzysztof Witkowski, fot. A.Socha.

Zaskoczyło mnie, że w programie uroczystości nie było zwiedzania spalarni. Jedynie po przyjęciu w restauracji „Przystań”, gdy już zapadły ciemności, przywieziono do spalarni autokarem grupkę osób związanych z inwestycją. Jedynym radnym był Jarosław Babalski: „Zaprowadzono nas tylko do sterowni. Przez szybkę niewiele mogliśmy zobaczyć, bo było bardzo duże zapylenie w bunkrze z odpadami. I to było całe zwiedzanie”.

Na pytania (poniżej) wysłane do prezesa Witkowskiego 23 stycznia do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi:

1. O ile zostało opóźnione uruchomienie ITPOK (oddanie instalacji do eksploatacji) przez wybuch i pożar silosu w nocy z 18 na 19 stycznia 2024 roku?

2. Jaką stratę poniosła spółka z tytułu zniszczeń wywołanych wybuchem, naprawą i wykonaniem zaleceń PINB i straży pożarnej oraz wstrzymaniem eksploatacji?

3. Czy tę stratę w całości uznał ubezpieczyciel i ją pokrył?

4. Czy obecnie w silosach, do których zrzucany jest odpad pospalarniowy, są zainstalowane czujniki temperatury?

5. Czy obecnie spalarnia została wyposażona w system sygnalizacji pożarowej, połączony z Komendą Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Olsztynie?

6. Czy uroczystość otwarcia w dniu 15 stycznia 2025r. oznacza, iż spalarnia osiągnęła swą maksymalną moc eksploatacyjną?

7. Ile trwał rozruch technologiczny spalarni do momentu uzyskania pełnej mocy eksploatacyjnej?

8. Czy w okresie rozruchu technologicznego oraz wygaszania procesu spalania (na czas konserwacji czy awarii) włączane są filtry emisji spalin?

9. Czy istnieje techniczna możliwość wyłączenia filtrów w trakcie spalania odpadów?

10. Jaki w koszcie ogólnym eksploatacji spalarni jest koszt działania systemu oczyszczania spalin (działania filtrów)?

11. Co jaki czas filtry będą wymieniane?

12. Czy spalarnia prowadzi non stop monitoring zawartość pyłów, CO2, tlenku azotu, dwutlenku siarki, dioksyn i furanów emitowanych do powietrza?

13. Dlaczego, tak jak w innych spalarniach (np. w Wiedniu) przed bramą nie jest zainstalowany monitor podający non stop wielkość emisji pyłów, CO2, tlenku azotu, dwutlenku siarki, dioksyn i furanów emitowanych do powietrza?

14. Czy spółka ma obowiązek publikowania danych z monitoringu emisji spalin na stronie internetowej spółki?

15. Ile razy w roku będą pobierane próbki emisji dioksyn i furanów i w jakim laboratorium będą badane?

16. Gdzie docelowo trafią popioły i żużel z zawartością metali ciężkich, dioksyn i furanów oraz zawartość worków filtracyjnych?

17. Czy spółka ma już podpisane umowy na odbiór popiołów i żużli i z kim?

18. Czy odpady komunalne otrzymywane do spalania są zgodne z umową zawartą z MPEC Olsztyna pod względem kaloryczności i wilgotności? O jakiej kaloryczności i wilgotności odpady są dostarczane do spalarni?

19. Ile obecnie odpadów spala dziennie i miesięcznie spalarnia? Jaką produkuje moc cieplną oraz elektryczna?

Prosiłem też prezesa o umożliwienie mi zobaczenie całego procesu technologicznego spalania odpadów w ITPOK. Taką możliwość dostali raz, przed pożarem, tylko dziennikarze mediów powiązanych z władzami miasta i regionu. Zrobili z tej wizyty laurki.

Rok temu złożyłem skargę na prezesa Witkowskiemu do prokuratury, w związku z brakiem odpowiedzi. Niedawno prokuratura umorzyła postępowanie. Nie zaskarżałem tej decyzji licząc, że prezes dotrzyma słowa i na ponowione pytania, wysłane po uroczystym otwarciu spalarni, odpowie. Nie odpowiedział wobec tego ponownie złożę skargę do prokuratury.

Spalarnie działają poza realną kontrolą

Spółka „Dobra Energia” (nazwa jak z Orwella) w zasadzie, jeśli nie dojdzie do kolejnej katastrofy działa poza wszelką kontrolą. Jak powiedział mi anonimowo inspektor WIOŚ, mają za małe moce przerobowe, za małą kadrą i nie mają laboratorium, by móc skutecznie monitorować najniebezpieczniejsze instalacje w regionie. Na dodatek takim niebezpiecznym instalacjom sprzyja prawo. Spalarnie same wybierają sobie laboratorium i decydują w jakim momencie może ono pobrać próbki. Nie zdarzyło się, by jakieś laboratorium wykazało przekroczenie wartości toksycznych emisji określonych w pozwoleniu zintegrowanym. Wiedza WIOŚ opiera się więc na sprawozdaniach właściciela instalacji.

Tego braku kontroli doświadczyli mieszkańcy Korsz, którzy przez wiele lat musieli toczyć walkę z właścicielem zakładu utylizacji akumulatorów i z władzami oraz instytucjami powołanymi niby do ich ochrony. Dopiero gdy zatrute ołowiem dzieci trafiły do szpitala, wybuchł tak silny protest społeczny, że musiano przeprowadzić rzetelne badania, które wykazało trwałe, wieloletnie trucie mieszkańców. Wtedy dopiero zakład zlikwidowano a jego szefostwo stanęło przed sądem.

Podobnie było ze spalarnią odpadów medycznych w Bielsku-Białej, w centrum jednego z największych blokowisk. Mieszkańcy zaczęli chorować na nowotwory a kobiety roniły ciąże. Dopiero gdy mieszkańcy zaczęli okupować ratusz, wojewoda zlecił niezależnemu laboratorium badania, które potwierdziło gigantyczne przekroczenie norm emisyjnych. Dopiero wtedy spalarnię, dzierżawiona przez spółkę niemiecką, zamknięto.

Para wodna czy dioksyny i furany w kominie?

Nowotwory u mieszkańców Bielska i poronienia u kobiet wywoływały powstające w wyniku spalania dioksyny i furany, najbardziej trujące związki chemiczne, znane naukowcom, tysiąc razy silniejsze od cyjanku. Przenikają do organizmu wraz z pokarmem i kumulują się w jego organach. Wywołują szereg chorób, w tym nowotwory. W glebie okres półtrwania tych związków może sięgać nawet 100 lat, a w organizmie człowieka do 11 lat. Dlatego spalarnie muszą instalować specjalne filtry do ich absorpcji. W kosztach ogólnych eksploatacji spalarni, największy udział mają właśnie filtry, od 30 do nawet 60%. Rodzi to pokusę czasowego ich wyłączania.

Że tak się dzieje udowodniła holenderska organizacja ToxicoWatch, która zbadała w 2011 roku, co emituje spalarnia REC w Harlingen, "awangardowa instalacja", najlepsza w Zachodniej Europie, produkująca prąd ze spalanych odpadów, z której rząd holenderski był dumny. Jednak, gdy sąsiadujący ze spalarnią mieszkańcy poczuli się zaniepokojeni tym, że po nocy okna ich domów i szyby aut są pokryte pyłem, rząd sfinansował długoterminowe badania tego, co emituje spalarnia.

Dotychczas pobierano próbki, tak jak to teraz robi się w Polsce, dwa razy w roku przez 6-8 godzin, w terminie, który wyznacza spalarnia. Eksperci ToxicoWatch wkraczali znienacka i przez dłuższy czas pobierali próbki. Wyniki pokazały, że emisja dioksyn przekracza dopuszczalny poziom od 460 do 1290 razy! Dioksyny znaleziono też w glebie w promieniu 2 km od spalarni. ToxicoWatch odkryło, że spalarnia w okresie rozruchów i wyłączeń emitowała spaliny bez ich filtrowania. Dlatego, że wymiana filtrów jest kosztowną operacją. Po ukazaniu się raportu ToxicoWatch, rząd holenderski zabronił budowy kolejnych spalarni.

Szkodliwość zawartości worków po filtracyjnych porównywana jest do szkodliwości zużytych materiałów radioaktywnych z elektrowni atomowych. Popiołów z worków jest 2,5% ogólnej masy odpadów pospalarniowych (czyli w przypadku spalarni olsztyńskiej ok. 6 tys. ton rocznie).

Z państw UE, z Niemiec, Austrii, Francji, a z Polski jedynie z poznańskiej spalarni, toksyczne odpady wysyła się za ciężkie pieniądze do nieczynnych sztolni kopalni soli w b. NRD, w Philippstahl. Ale i tam powstał ruch protestu zainicjowany przez miejscowego geologa i geochemika Ralfa Kruppa.

- Na razie kopalnia jest sucha – mówi Ralf, - ale w tej kopalni istnieje duży problem przesiąkania wody. Pewnego dnia woda dosięgnie toksycznych odpadów a następnie spłynie do wód gruntowych. Te odpady mogą być toksyczne przez tysiące lat. Walczę z tym szaleństwem od lat...

Co zawierają pospalarniowe popioły i żużle?

Spalone odpady komunalne nie zamieniają się w całości w ciepło i energię elektryczną oraz parę wodną. Pozostają po nich niebezpieczne żużle i popioły. Właściciel olsztyńskiej spalarni określił ich ilość na ponad 40 tys. ton rocznie, pozostałych po spaleniu 110 tys. ton odpadów komunalnych

Jak wykazały badania naukowców z Instytut Maszyn Przepływowych im. Roberta Szewalskiego Polskiej Akademii Nauk popioły lotne pochodzące ze spalania odpadów komunalnych i przemysłowych charakteryzują się dużą zawartością chloru i metali ciężkich. "Obecność chloru w popiołach lotnych z równoczesną obecnością węgla w postaci sadzy może wskazywać na tworzenie się dioksyn i furanów w procesie spopielania. Podczas spopielania wszelkich odpadów należy się liczyć z możliwością emisji cząstek submikronowych, które nie są wychwytywane przez urządzenia odpylające".

Jak spalarnie w Polsce pozbywają się żużlu i popiołu?

Jak ustaliło Towarzystwo na rzecz Ziemi, wszystkie spalarnie wybudowane za unijne środki, powinny być wyposażone w instalacje do chemicznej stabilizacji i zestalania pyłów z oczyszczania spalin. Unieszkodliwione w ten sposób odpady w formie cementowych bloków, powinny trafiać na składowiska odpadów przemysłowych. Dziwnym trafem takie instalacje, jak np. w Krakowie, albo nie zostały uruchomione, albo wyłączono je po początkowym okresie działania. W efekcie, jak donosiły media, toksyczne odpady z krakowskiej spalarni trafiły na budowę zbiornika rekreacyjnego w Będzinie, z bydgoskiej do producenta pustaków, a ze spalarni w okolicach Warszawy do żwirowni w Dąbrówce k. Zgierza.

Od czasu gdy odbiorem i unieszkodliwianiem niebezpiecznych pyłów m.in. ze spalarni zaczęła zajmować się firma Mo-bruk S.A. w Wałbrzychu, która teoretycznie produkuje z pospalarniowych popiołów granulat budowlany do budowy dróg, brak było informacji o sposobie ich zagospodarowania.

Aż do momentu odkrycia hałd toksycznych odpadów nad rzeką Białą w Jankowej (woj. małopolskie). Biorąc pod uwagę powierzchnię i głębokość nielegalnego składowiska, do Jankowej mogła trafić ilość odpadów odpowiadająca rocznej „produkcji” krakowskiej "Ekospalarni" (ok. 9 tys. ton). Hałdy toksycznych odpadów pospalarniowych, w formie granulatu cementowego, odkryto także na prywatnej działce nad rzeką Pławianka w Grybowie (woj. małopolskie).

WIOŚ odkrył w odpadach duże ilości metali ciężkich. Opary i pyły tych metali wywołują nowotwory, głównie płuc i błon śluzowych nosa. Skażona gleba i narażenie mieszkańców na wdychanie szkodliwych substancji to jedno. Istnieje też ryzyko, że metale ciężkie dostaną się do wody. Miejsce składowania szkodliwych odpadów to teren zalewowy Białej. Niżej znajduje się ujęcie wody dla Bobowej. W sytuacji powodzi i zalania tego terenu, miasto zostałoby bez dostępu do wody pitnej. Właściciele działki trafili na ławę oskarżonych, natomiast Mo-bruku o nic nie oskarżono, gdyż zgodnie z certyfikatem produkuje „materiał do budowy dróg”.

Mieszkańcy Bisztynka nie chcą odpadów z olsztyńskiej spalarni

3. Bisztynek Protest

Władze Olsztyna są dumne ze spalarni. Obiekt został nominowany w konkursie Top Inwestycje Komunalne 2025 organizowanym przez Portal Samorządowy. Konkurs wygra ta inwestycja, która otrzyma najwięcej głosów czytelników, toteż władze Olsztyna namawiały do udziału w głosowaniu internetowym.

Tego zachwytu nie podzielają mieszkańcy gminy Bisztynek. Przeciwnie, przeżywają dramat od momentu, gdy w 2023 roku wyszło na jaw, że ich burmistrz Marek Dominiak, jako jedyny w regionie zgodził się na lokalizację w gminie składowiska odpadów niebezpiecznych pospalarniowych ze spalarni w Olsztynie, za plecami radnych i sprzedał działkę gminną spółce Altervita z Nowej Soli (Lubuskie) za 20 mln zł, na takie składowisko.

Pytają, dlaczego składowisko nie powstanie w Olsztynie, gdzie jest spalarnia? Wożenie toksycznych odpadów pospalarniowych pod Bisztynek, prawie 50 km, to i większy koszt, i proszenie się o katastrofą ekologiczną.

Współwłaściciel Altervity wziął udział w pracach Grupy Roboczej ds. aktualizacji Wojewódzkiego Planu Gospodarki Odpadami. Po spotkaniu, do urzędu marszałkowskiego wpłynął formalny wniosek o wpis inwestycji w gm. Bisztynek do planu gospodarki odpadami na lata 2023-2028.

Mieszkańcy powołali Stowarzyszenie Nasz Bisztynek i wystosowali petycję, z 4,5 tysiącami podpisów (na 6299 osób zamieszkujących miasto i gminę) do burmistrza i rady gminy, marszałka województwa, wojewody, RDOŚ, WIOŚ, do ministrów, premiera i marszałka Sejmu RP, pt „Bisztynek nie dla odpadów!”

W wyborach samorządowych w 2024 roku burmistrz, który wpuścił Altervitę do gminy i jego radni, przegrali z kretesem. Mieszkańcy wybrali na burmistrza przeciwnika składowiska odpadów niebezpiecznych Zbigniewa Filipczaka.

Nowe władze gminy wraz ze Stowarzyszeniem Nasz Bisztynek przeprowadzili rozmowy w urzędzie marszałkowskim z wicemarszałek Marią Bąkowską (PSL) i dyrektorami Departamentu Ochrony Środowiska. Ich protest został tylko w części „uwzględniony” w ostatecznym brzmieniu Planu, który został uchwalony przez Sejmik w lutym 2025 roku. Ograniczono wielkość składowiska z 600 000 ton (m3) do wielkości dopuszczalnej przepisami prawa, oraz rocznego przerobu popiołów pospalarniowych z 60 000 ton (Mg) do 40 000 ton (Mg).

„ To jest traktowanie nas jak idiotów i mydlenie oczu – skomentowali na swojej stronie na FB działacze Stowarzyszenia. - Nie tylko zignorowano nasze postulaty, ale zwiększono de facto możliwą wielkość składowiska do wartości nieokreślonej, czyli DOWOLNEJ! Pani wicemarszałek Bąkowska na spotkaniu, ZOBOWIĄZAŁA się do OGRANICZENIA wielkości składowiska do wielkości z poprzedniego WPGO, to jest do 158 000 ton (m3). Tymczasem proponowana wielkość składowiska w obecnym projekcie Planu, po 20 latach daje 800 000 ton – „troszkę” więcej niż postulowane przez Altervitę 600 000 ton.

Argumentem Marszałka jest to, że Olsztyn gdzieś musi składować popioły. Ok. Gdzieś musi. Ale dlaczego u NAS??? My tego nie chcemy. Skoro to Olsztyn korzysta z energii elektrycznej i ciepła z tych odpadów, to niech Olsztyn zagospodaruje powstające w wyniku tego procesu odpady niebezpieczne!!! Nie będziemy umierać za Olsztyn. Aż tak heroiczni nie jesteśmy”.

Mieszkańcy gminy ostatnią nadzieję pokładają w ocenie oddziaływania na środowisko składowiska odpadów niebezpiecznych oraz instalacji solidyfikacji (zestalania popiołów). Konsultacje społeczne zakończyły się 17 marca. Wpłynęło 53 pism z poważnymi zastrzeżeniami. Teraz władze gminy czekają na opinie Wód Polskich, Sanepidu i Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Nawet jeśli decyzja środowisko będzie dla inwestycji Altervity negatywna, czy to ją zatrzyma? - zapytałem burmistrza Zbigniewa Filipczyka.

- Wydaje mi się, że nie, gdyż Wojewódzki Plan Gospodarki Odpadami, do którego trzykrotnie zgłaszaliśmy nasze wnioski i uwagi i niestety nic konkretnego nie zostało z nich uwzględnione - mówi burmistrz Filipczyk. - Nasz radca prawny tłumaczy, że nawet jeżeli wydam decyzję negatywną, to i tak nie zatrzymam inwestycji. Liczę jeszcze, że pomogą mi Wody Polskie, RDOŚ czy Sanepid. Mamy też umówione konsultacje z fachową firmą, która oceni wniosek Altervity i liczę, że wskaże nam jakieś wyjście. Radni złożyli skargę do prokuratury, ale odpisali, „czego wy chcecie, skoro gmina zarobiła ekstra 20 milionów?” Chętnie je oddam, ale Altervita nie chce się wycofać, bo prawda jest taka, że oprócz nas, to praktycznie wszystkie władze w województwie chcą tego składowiska i żeby było jak najdalej od Olsztyna. Argument, że transport tak niebezpiecznych materiałów pospalarniowych stwarza ogromne zagrożenie, nie dociera do nikogo. Uspokajają nas, że jak na składowisku wydarzy się coś złego, to wkroczy WIOŚ.
Adam Socha

PS. Wysłałem link do tekstu do olsztyńskich radnych, z prośbą o zgłoszenie moich pytań w formie interpelacji do prezydenta Olsztyna. Prezydent ma możliwość, poprzez spółkę MPEC, która jest partnerem spółki spalarniowej, uzyskania odpowiedzi na moje pytania. Ale także poprosiłem o wysłanie tych pytań bezpośrednio do prezesa Krzysztofa Witkowskiego. Może radnym odpowie? Poprosiłem też radnych, żeby wystąpili do prezesa o umożliwienie mi zapoznanania się z całym procesem technologicznym spalarni.

 

Czytaj więcej: Co chce ukryć prezes olsztyńskiej spalarni? Dlaczego popioły chcą wozić do Bisztynka?

Komentarz (2)

Więcej artykułów…

  1. Wójt Górowa Iławeckiego porównał na sesji red. Sochę do prostytutki
  2. Polecamy arcyciekawy numer kwietniowej „Debaty”

Strona 25 z 293

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Ile to już roczników opuściło mury tych szkół w Bartoszycach i Górowie? Miejmy tylko nadzieję, że nie wszyscy absolwenci nasiąknęli toksyną i nie wpis...
Dyrektorka SP nr 8 w Bartoszyc...
1 godzinę temu
Czy będzie salonik VIP?
"Uzdrowisko Górowo Iławeckie" ...
5 godzin(y) temu
Prawda jest taka że w tej szkole od zawsze gloryfikowano banderę, do tej pory tak jest. Przedszkolaki już mają wpajane że bandera był taki wspaniały, ...
Dyrektorka SP nr 8 w Bartoszyc...
18 godzin(y) temu
Sprawdźcie kto w ostatnim okresie dokonał zakupu okolicznych działek i dlaczego czekał do ostatniej chwili.
"Uzdrowisko Górowo Iławeckie" ...
19 godzin(y) temu
A do kogo należały te grunty, na których wybudowano to bezużyteczne sanatorium?
"Uzdrowisko Górowo Iławeckie" ...
20 godzin(y) temu
Obecnie w TV są popularne programy pod hasłem obalamy mity. Przyjrzyjmy się kilku takim widącym mitom, na jakich kanwie "banderowcy" budują nienawiść ...
Radni wojewódzcy PiS domagają ...
23 godzin(y) temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Dziennikarza Kraskowskiego aresztowano na podstawie naciąganych poszlak, ustaliła "Rz"
  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • Dyrektorka SP nr 8 w Bartoszycach złożyła zawiadomienie o znieważeniu jej jako Ukrainki
  • Wójt i radni Gietrzwałdu odpowiedzieli agresją na apel Kamińskiego
  • Radny: „Czy szkoła w Bartoszycach (...) uczy, że Bandera jest bohaterem...”
  • Od 3 lat wywołuje fałszywe alarmy, sąd go wypuścił i Wiktor P. nasłał policję na dziennikarzy TV Republika
  • LIST OTWARTY związkowców do poseł Urszuli Pasławskiej w sprawie konsolidacji szpitali
  • Rekonstrukcja pałacu w Klewkach za 9 mln zł przez dekonstrukcję?
  • Radni wojewódzcy PiS domagają się kontroli w ukraińskich szkołach
  • Dlaczego samorządowcy zostali oskarżeni w procesie Helpera?
  • Ks. Alfred Borski: "Pani Urszula Pasławska jest żoną Marka Michniewicza"
  • Spalarnia śmieci w Olsztynie nie powstrzymała kolejnej podwyżki za odpady

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.