Dlatego ja – jako wierzący pośród wierzących – zapraszam do kontemplacji w obliczu Syna „wspaniałego człowieczeństwa”, które rzuca także światło na epokę AI. W Chrystusie rozumiemy, że człowiek jest powołany, by być współpracownikiem w dziele stworzenia, a nie zrezygnowanym widzem procesów technologicznych, które ograniczają jego wolność i odpowiedzialność.
Mam nadzieję, że te słowa pochodzące z zakończenia Encykliki Papieża Leona XIV „Magnifica humanitas (Wspaniałe człowieczeństwo). O trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji” zachęcą do jej lektury nie tylko osoby wierzące. Jeżeli bowiem narzekamy na niedostatek głosu Kościoła w sprawach istotnych procesów społecznych, i politycznych, to dzieło Leona XIV jest próbą odpowiedzi na to zapotrzebowanie.
Nie jest to podręcznik gotowych rozwiązań, lecz wezwanie do właściwego rozeznania i działania w obliczu skutków niezwykłego, ekonomiczno-technologicznego panowania nad ludzką świadomością. Procesu, którego AI bynajmniej nie zapoczątkowała, ale jest jego szczególnie niebezpieczną kontynuacją. O ile godność ontologiczna człowieka – zauważa papież - jako dar niezbywalny, bo pochodzący od Boga, jest nienaruszalna, to godność wynikająca i gwarantowana przez prawa człowieka wydaje się dzisiaj poważnie zagrożona. Właśnie dlatego w naszym sumieniu stajemy przed rozstrzygającymi pytaniami, których nie można już dłużej uchylać: Dokąd zmierzamy? Ku jakiemu celowi pragniemy się skierować? Jaki kierunek powinniśmy obrać jako wspólnota ludzka i jako narody? – pyta Leon XIV. Co począć, gdy godność braci bywa oszpecana, gdy polityka nie odpowiada na dramaty ludzkości, gdy ekonomia zwraca się przeciwko człowiekowi, albo nauka przekracza granice własnej metody?
Stwierdzenia zawarte w tych pytaniach to mocne oskarżenie współczesnego świata. Nie pierwsze w nauczaniu społecznym Kościoła. Oferta jaką składa Leon XIV światu stąd właśnie pochodzi – z dorobku jaki zgromadziło nauczanie społeczne Kościoła, począwszy od papieża Leona XIII. Jej filary, których istotę Leon XIV przypomina, to zasada dobra wspólnego, zasada powszechnego przeznaczenia dóbr, zasada pomocniczości, zasada solidarności oraz zasada sprawiedliwości społecznej.
Sygnalizując problematykę Encykliki i zachęcając Państwa do lektury, chciałbym się podzielić kilkoma refleksjami będącymi pokłosiem debaty jaką miałem zaszczyt prowadzić w Kościele Chrystusa Króla w Olsztynie. Wątpliwości jakie nasuwają się po lekturze Encykliki nie dotyczą trafności diagnozy dokonanej przez Leona XIV, czy też propozycji wyjścia z ogarniającego świat chaosu. Pytanie dotyczy raczej adresata, czyli osoby ludzkiej, o którą tak niepokoi się papież. Kondycji człowieka, którego Leon XIV wzywa do kontemplacji oraz porzucenia roli zrezygnowanego widza procesów technologicznych. Czy jesteśmy do tego zdolni?
Max Weber napisał, że sednem kapitalizmu jest alienacja jednostki ze świata. Aktywność, której sednem jest troska o własne ja. Gdy ekonomia zysku zastąpiła ekonomię potrzeb, dobra materialne zaczęły wywierać na człowieku niespotykaną w dziejach presję. Ceną za nowe podejście do pracy i wynikający stąd dobrobyt było złożenie w ofierze samego człowieka. Jak pisała Hannach Arendt – nastąpiło hierarchiczne odwrócenie relacji pomiędzy kontemplacją, a działaniem. Kontemplacja stała się czymś pozbawionym sensu.
Czy ten wyalienowany ze świata „ostatni człowiek”, z zadowoleniem dziecka zanurzony w świecie technologicznych doznań, jest w stanie go mentalnie opuścić? Wyjść z roli – jak apeluje papież - zrezygnowanego widza procesów technologicznych, które ograniczają jego wolność i odpowiedzialność? Trudno być optymistą zważywszy, że pierwsze wydanie słynnej „Ucieczki od wolności” Ericha Fromma ukazało się w 1941 r., a więc w obliczu zupełnie innego zniewolenia. Sukcesy jej kolejnych wydań pokazały, że nie była to książka o konkretnym, nazistowskim czy komunistycznym zniewoleniu, ale dobrowolnym poddawaniu się człowieka każdemu zniewoleniu, które daje poczucie bezpieczeństwa i oddala samotność. Być może przemyślenia Ericha Fromma teraz właśnie, w dobie AI, zyskały największą aktualność. Trudno przecież zaprzeczyć słowom Leona XIV, że AI grozi utratą pragnienia rzeczywistego szukania drugiego człowieka. Może właśnie sztuczna inteligencja jest odpowiedzią kapitalizmu na zachwianie międzyludzkich relacji, empatii, przyjaźni i miłości? Odpowiedzią na zapotrzebowanie, które sam stworzył? Godną czasów, kiedy to rynek, trafnie odczytany przez proroków z Doliny Krzemowej, daje odpowiedź na nasze pragnienia. Czy nie jest to kolejny, tym razem milowy krok, w kierunku „nowego wspaniałego świata”?
Ale nie tylko w naszym powrocie do Boskich źródeł „wspaniałego człowieczeństwa” widzi nadzieję Leon XIV. Celem zapobieżenia patologiom i zagrożeniom ze strony współczesnych technologii papież proponuje daleko idące, instytucjonalne ingerencje państw, począwszy od etapu projektowania transformacji. Ten postulat ochrony naszych wolności przez państwo nikogo oczywiście dzisiaj nie dziwi. Ludzie wolno urodzeni w starożytności oraz szlachetnie urodzeni w średniowieczu potrafili bronić swojej wolności przed zakusami władzy. Teraz jest odwrotnie: wszyscy nazywamy się ludźmi wolnymi w naszej godności, ale gdy jest ona zagrożona przez ludzi Big Techu, papież odwołuje się do rządzących!
Pytanie, czy świat polityki jest zainteresowany „rozbrojeniem AI” oraz władny to zrobić, skoro sztuczna inteligencja została uznana przez państwa za podstawę rozwoju, a dwa światowe imperia widzą w niej źródło rywalizacji i dominacji nad światem? Świat polityki nie jest przecież białą, niezapisaną przed epoką AI kartą. Rosnący kosztem tzw. ciał pośredniczących zakres władzy państwa dawno uczynił martwymi podnoszone przez papieża zasady dobra wspólnego i pomocniczości. Leon XIV słusznie zauważa, że Dezinformacja nie narodziła się wraz z AI. Katastrofalne dla tożsamości człowieka skutki internetu, zwłaszcza tzw. mediów społecznościowych, zostały przez polityków „odkryte” po kilkudziesięciu latach wykorzystywania jako narzędzia masowej manipulacji. To nie przypadek, ponieważ władza technologii nad człowiekiem żywi się jego destrukcją, a nie wzrastaniem. Dlaczego na dzisiejszej sztucznej inteligencji, będącej dopiero zwiastunem jej przyszłych możliwości, ten proces miałby się zakończyć?
Prawda a demokracja, czy prawda o demokracji
Te same pytania można postawić, gdy papież zestawia prawdę z demokracją, pisząc, że Poszukiwanie prawdy stanowi istotny element demokracji, która sama jest narzędziem uczestnictwa w dobru wspólnym. Kiedy pytanie o to, co jest prawdziwe, przestaje budzić zainteresowanie, a górę bierze pragmatyzm, zadowalający się tym, co wydaje się użyteczne albo skuteczne, życie demokratyczne słabnie (…) Obojętność wobec prawdy powoli, choć nieuchronnie, prowadzi ku totalitaryzmowi, dla którego – jak napisała filozof Hannach Arendt – idealnym poddanym jest nie tyle człowiek ideologicznie przekonany, ile „człowiek, dla którego nie istnieje już rozróżnienie między fałszem a zmyśleniem (…) i rozróżnienie między prawdą a fałszem”.
To ważny cytat, bo pokazujący nie tylko relację pomiędzy prawdą a demokracją, ale stosunek Kościoła do prawdy o demokracji. Warto przypomnieć, że ta sama Hannach Arendt jeszcze przed śmiercią w 1975 r. nazwała system w którym żyjemy Demokratycznym rytuałem, zespolonym z technokratyczną dyktaturą. Można zapytać, po jakie słowa sięgnęłaby dzisiaj? Ale ważniejsze jest dlaczego Leon XIV, używając (podobnie jak 35 lat temu św. Jan Paweł II) mocnego argumentu zagrożenia totalitaryzmem, nadal utrzymuje, że poszukiwanie prawdy stanowi istotny element demokracji, która sama jest narzędziem uczestnictwa w dobru wspólnym. Jeśli drogowskazem ma być dla nas klasyczne pojęcie prawdy jako zgodności myśli z rzeczywistością, to ta ostatnia dobitnie pokazuje, że to fałsz jest istotnym elementem demokracji, a dobro wspólne jednym z jej głównych wrogów. Dopiero takie spojrzenie na demokrację jest spójne z zagrożeniem totalitaryzmem, wspólnym dla H. Arendt, św. Jana Pawła II i Leona XIV.
Myślenie Kościoła o demokracji w kategoriach „błędów i wypaczeń”, to spuścizna posoborowego pogodzenia się z demokracją. To pozycja sprzyjająca świętemu spokojowi i wierze, że kruche, lecz ponętne fundamenty systemu można zastąpić chrześcijańskimi – solidnymi, lecz wymagającymi. Mam nadzieję, że przełomowa w tej kwestii encyklika społeczna jeszcze przed nami, choć pewnie nie za mojego życia.
Wieża Babel czy mury Jerozolimy?
Zdecydowanie wart przemyślenia, także w kontekście historycznych sporów polsko – ukraińskich, jest ostatni rozdział Encykliki Leona XIV: „Kultura potęgi a cywilizacja miłości”. To głęboka i aktualna refleksja nad powracającym w historii człowieka przekonaniem o nieuchronności wojny jako rozwiązania istniejących problemów. Leon XIV dostrzega, że Dziś jesteśmy świadkami prawdziwej zmiany paradygmatu w dyskursie publicznym i w decyzjach dotyczących zbrojeń, wraz z niepokojącą rehabilitacją wojny jako narzędzia polityki międzynarodowej. Towarzyszy temu niepokój o skutki zastosowania sztucznej inteligencji na polu walki, która eliminuje rolę sumienia, osobistej odpowiedzialności i uznanie drugiego człowieka za osobę.
„Rzekomy realizm polityczny”, „Rozbroić słowa”, „Spojrzeć oczami ofiar”, „Pielęgnować zdrowy realizm”, to tylko niektóre tytuły podrozdziałów wyznaczające tropy myślenia Leona XIV. Gdyby politycy demokratyczni, tak chętnie odwołujący się do wartości chrześcijańskich, choć odrobinę skrócili dystans pomiędzy nauczaniem Kościoła a partyjną wykładnią politycznego realizmu, nasz świat wyglądałby znacznie spokojniej. Ale czy o to im właśnie chodzi, tu pewności nie ma.
Podpowiadając kierunek jaki powinniśmy obrać jako wspólnota ludzka i jako narody w dobie sztucznej inteligencji, papież odwołuje się do dwóch obrazów biblijnych: budowy wieży Babel i odbudowy murów Jerozolimy. Pierwszy, to dzieło ludzkiej pychy, wyrasta z absolutyzacji tego, co ludzkie, i z ludzkiego roszczenia samowystarczalności, poświęca godność osób na rzecz skuteczności i pragnie dosięgnąć nieba bez błogosławieństwa Boga – pisze papież w „Magnifica humanitas”.
Drugi obraz to odbudowa Jerozolimy po powrocie Żydów z niewoli babilońskiej przez Nehemiasza. Opowiadanie ukazuje, że miasto odradza się nie dzięki inicjatywie pojedynczej osoby, lecz przez wspólną odpowiedzialność całego ludu (…) Jest to dzieło, które ma w centrum Boga i odbudowuje więzi jeszcze wcześniej niż kamienie (…) Dlatego pierwszym wyborem nie jest wybór między „tak” a „nie” dla technologii, lecz między budowaniem wieży Babel a odbudową Jerozolimy; między władzą, która rości sobie pretensję do panowania nad niebem, a ludem, który – w obecności Boga – podejmuje zgodnie pracę nad odbudową braterskiego współistnienia -kontynuuje papież.
Metafora tych dwóch biblijnych obrazów pokazuje, że rzeczywisty zamysł Encykliki „Magnifica humanitas” daleko wybiega poza kwestię sztucznej inteligencji. AI należy tu raczej traktować jako ostatnie (przynajmniej na razie) piętro współczesnej wieży Babel. Tymczasem szykowane są dalsze rusztowania, ale losu pychy kroczącej przed upadkiem to nie zmieni.
PS. Na koniec o łyżce dziegciu w tym udanym miodzie Encykliki Leona XIV. Chodzi o kolejne przeprosiny w imieniu Kościoła. Tym razem za niewolnictwo. Papież wprawdzie przyznaje, że wydarzeń przeszłości nie można osądzać w oderwaniu od kontekstu historycznego. Za co więc konkretnie przeprasza? Za opóźnienia, z jakim Kościół i społeczeństwo potępiły plagę niewolnictwa. Od kiedy liczone? Od epoki nowożytnej, kiedy to instytucje kościelne pozbyły się niewolników i Stolica Apostolska, pobudzana prośbami władców, jedynie je wspierała i uprawomocniała. Tak więc gdy instytucje Kościoła posiadały niewolników, kontekst historyczny niewolnictwo usprawiedliwiał. Gdy Kościół niewolnictwo tylko wspierał, kontekst historyczny przestał być wystarczający, i trzeba przepraszać.
Kierując się taką logiką, powodów do przeprosin wystarczy papieżom na długie lata. Następna w kolejce może kara śmierci. Tylko po co to wszystko, i dla kogo? Jeśli to kolejna, posoborowa próba przypodobania się światu, zgodnie z jego obecną logiką i modami, papież może to robić w imieniu Kościoła, ale beze mnie.
Bogdan Bachmura


Skomentuj
Komentuj jako gość