Takie pytanie red. Patryka Słowika z Zero.pl, padło podczas debaty w Kanale Zero pt. „Ile powinni zarabiać lekarze?” z udziałem poseł Partii Razem Marceliny Zawiszy (członka sejmowej komisji zdrowia) b. prezesa NFZ, eksperta Konfederacji ds reformy zdrowia; posła Klubu „Centrum” Rafała Komarewicza; posła PiS, byłego ministra cyfryzacji i wiceministra zdrowia Janusza Cieszyńskiego, oraz sekretarza Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie Jacka Sowińskiego.
Właśnie do wypowiedzi sekretarza ORL Sowińskiego, który twierdził, że pion odpowiedzialności zawodowej lekarzy walczy z patologiami w tym środowisku, po ich ujawnieniu, odniósł się red. Patryk Słowik, który ujawnił patologie w Szpitalu Południowym w Warszawie.
- Podam tylko jeden przykład, jak samorząd lekarski walczy z patologiami – zaczął red. Słowik. - Pięć lat temu opisywaliśmy (na WP.pl – przypis A.Socha) historię z panem prof. Wojciechem Maksymowiczem. Ta historia składała się z trzech elementów:
1. Prof. Maksymowicz wykazał, że jest na dyżurze (w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym UWM w Olsztynie – przypis A.Socha), a był w tym czasie w Sejmie jako poseł.
2. Był wpisany jako operator podczas operacji, ale go nie było na tej operacji. Pacjentka nie przeżyła. Kobieta zmarła a Maksymowicza nie było. Był za to młody lekarz (Mariusz S. – przypis A.Socha), który nie miał uprawnień do samodzielnego wykonywania takiego zabiegu.
3. Prof. Maksymowicz na konferencji prasowej wymachiwał pismem konsultanta krajowego (d.s radiologii i diagnostyki obrazowej prof. dr hab. med. Jerzego Waleckiego z Zakładu Radiologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie – przypis A.Socha), w którym konsultant rzekomo dopuścił lek. Sowę do takich zabiegów. Konsultant powiedział, że to pismo zostało sfałszowane.
(Napisałem o tym w tekście: Kto sfałszował podpis na dokumencie, na który powołał się prof. Maksymowicz? - przypis A.Socha)
- Minęło 5 lat. Czy wasz pion odpowiedzialności zawodowej rozliczył pana prof. Maksymowicza, czy nie rozliczył? - zapytał red. Słowik. - Może pion potrzebuje na to nie 5 a 15 lat?
- Jest pan z wykształcenia prawnikiem – zwrócił się sekretarz ORL dr Sowiński do red. Słowika. - Doskonale pan wie, jak jest uregulowany nasz pion odpowiedzialności zawodowej, w tym okresy przedawnienia.
- Przecież w interesie waszego środowiska powinno być to, żeby ten człowiek jak najszybciej przestał być lekarzem – podkreślił red. Słowik.
- Mam żal do samorządu lekarskiego, że nie rozliczamy „czarnych owiec” – sumitował się dr Sowiński.
Red. Słowik zapytał, kto jest warszawskim Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej i odpowiedział: Krzysztof Jankowski. Pion odpowiedzialności zawodowej w samorządzie lekarskim to jest jedna wielka fikcja- podsumował red. Słowik.
Przypomnę, że pierwszy opisałem historię operacji w USK, która zakończyła się śmiercią Marii Ukarmy, w „Debacie” w 2021 roku.
Poniżej fragment mojego tekstu: „Mama zmarła przez błędy lekarzy szpitala uniwersyteckiego”
"Sąd Okręgowy w Olsztynie ustalił też, że do wykonania zabiegu przez rezydenta Mariusza Sowę, dopuścił kierownik Kliniki Neurochirurgii prof. Wojciech Maksymowicz, „mimo braku zdanego egzaminu ze specjalizacji neurochirurgia, braku kwalifikacji do zabiegów endowaskularnych (wewnątrznaczyniowych) i nie spełnienia dodatkowych wymogów do wykonywania samodzielnie takich zabiegów, ponieważ Mariusz Sowa nie posiadał udokumentowanego stażu pracy, poświadczonego przez konsultanta wojewódzkiego do spraw radiologii i diagnostyki obrazowej” – czytamy w uzasadnieniu wyroku.
Sąd napisał: „Stosowanie do treści art. 430 k.c. kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonaniu tej czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby przy wykonywaniu powierzonej jej czynności…”.
Sąd zasądził od USK i PZU na rzecz Lidii Ukarmy i jej Taty kwotę po 40 tys. zł zadośćuczynienia. Obie strony odwołały się od tego wyroku.
NFZ potwierdza odpowiedzialność prof. Maksymowicza za nieprawidłowości na oddziale neurochirurgicznym
Oprócz Sądu pracę Kliniki Neurochirurgii skontrolował olsztyński NFZ. Do kontroli doszło na wniosek konsultanta krajowego prof. dr hab. n. med. Tomasza Trojanowskiego i Wojewody Olsztyńskiego, których o nieprawidłowościach w tej klinice zawiadomiła pani Lidia. Kontrola została przeprowadzona w 2018 roku i objęła okres od 2012 roku, a więc od momentu podpisania przez USK umowy z NFZ na wykonywanie zabiegów wewnątrznaczyniowych wewnątrzczaszkowych, do 2016 roku.
W wystąpieniu pokontrolnym z 5 marca 2018 roku NFZ negatywnie ocenił fakt udzielania przez klinikę zabiegów endowaskularnych. Kontrola wykazała, że USK nie spełniał wymagań do wykonywania takich zabiegów. Takie zabiegi mogą przeprowadzać tylko kliniki spełniające najwyższe standardy, posiadające wysoko kwalifikowaną kadrę doświadczonych lekarzy. NFZ płaci za nie 54 tys zł, są więc opłacalne dla szpitali. Do ich wykonywania szpital musi zadeklarować minimum dwóch dyspozycyjnych lekarzy całodobowo, całotygodniowo. Jako takich USK wskazał dr hab. Anatola Dowżenkę, dr Monikę Barczewską i lek. Mariusza Sowę.
O ich kwalifikacjach miało świadczyć pismo konsultanta krajowego d.s radiologii i diagnostyki obrazowej prof. dr hab. med. Jerzego Waleckiego z Zakładu Radiologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie, przedstawione kontrolerom przez p.o. dyrektora USK dr Łukasza Grabarczyka. Kontrolerzy zwrócili uwagę, że pismo było bez znaku, daty, adresata, opatrzone jedynie pieczątką z danymi i nieczytelnym zygzakiem. Pismo wzbudziło ich podejrzenie, więc okazali je prof. Waleckiemu, a ten zaprzeczył, by je podpisał!
Jako że analiza wykazała, że zabiegi endowaskularne na naczyniach mózgowych wykonuje samodzielnie lek Mariusz Sowa (był wykazany jako operator w 30 skontrolowanych dokumentach medycznych pacjentów hospitalizowanych w Klinice Neurochirurgii), kontrolerzy zażądali od niego okazania dokumentów potwierdzających jego kwalifikacje i posiadanie odpowiedniego doświadczenia. Jednak do dnia zakończenia kontroli lekarz takich dokumentów nie okazał.
Wobec tego NFZ 11 stycznia 2018 roku wezwał dyrekcję USK do zaprzestania samodzielnego wykonywania tych zabiegów przez lekarza Mariusza Sowę, do czasu okazania stosownych zaświadczeń, gdyż wykonywanie tych zabiegów przez niego „może stwarzać zagrożenie dla pacjentów”.
Oprócz braku kwalifikacji lek. Sowy, zgłoszeni przez USK do umowy z NFZ dr Barczewska i dr hab. Dowżenko nie spełniali wymogu całodobowej, całotygodniowej dyspozycyjności, gdyż mieszkali w Warszawie, dr Barczewska pracowała w USK od poniedziałku do środy, a w przypadku 77-letniego dr Dowżenki „Oddział NFZ nie może jednoznacznie stwierdzić, czy uczestniczył w zabiegach operacyjnych pełniąc rolę „asysty”, z uwagi na brak potwierdzenia jego udziału przez pielęgniarkę operacyjną w protokole, czy też przez lekarza anestezjologa w karcie znieczulenia”. Dr Dowżenko za „asystę na papierze” dostawał 6 tys zł miesięcznie. Podczas rozpraw sądowych z pozwu pani Lidii na salę musiano go wnosić, nie był już w stanie samodzielnie chodzić, zmarł w 2020 roku.
W wyjaśnieniach dla NFZ p.o. dyrektora USK Łukasz Grabarczyk potwierdził, że zabiegi endowaskularne na naczyniach mózgowych prowadził głównie jeden lekarz, natomiast asystent był poza salą. Prof. Wojciech Maksymowicz był w tym czasie pochłonięty prowadzeniem kampani wyborczej do Senatu RP (wystartował z poparciem PSL). W dniu operacji Marii Ukarmy otwierał biuro wyborcze w Dywitach.
Kto naprawdę operował?
NFZ negatywnie też ocenił, ze względu na kryterium legalności i rzetelności, rozbieżności w zakresie udokumentowanego składu zespołu operacyjnego. Na podstawie dokumentów nie sposób stwierdzić, kto tak naprawdę brał udział w operacjach? Brak podpisów w dokumentacji operacyjnej dyrektor Grabarczyk tłumaczył udziałem personelu w kilku operacjach pod rząd oraz jego zmęczeniem. To tłumaczenie uznał Fundusz za nie do przyjęcia. „Wątpliwości budzi organizacja pracy w klinice, skoro mimo tak wielkiego zmęczenia ze strony personelu i brak możliwości złożenia podpisu, po odbytym zabiegu, pozwala się ponownie na udział tych osób w kolejnych zabiegach operacyjnych” – czytamy w wystąpieniu pokontrolnym.
Na fakt fałszowania dokumentacji w zabiegach wewnątrznaczyniowych na dużą skalę wskazywał też w swoim zawiadomieniu do Prokuratury Rejonowej w Olsztynie dyrektor USK Andrzej Włodarczyk, mówiąc o wpisywaniu osób asystujących przy zabiegu innych niż w rzeczywistości, a także o wykonywaniu przez lekarzy prywatnych operacji na koszt szpitala. Po tym zawiadomieniu rektor Ryszard Górecki i prorektor ds. Collegium Medicum Wojciech Maksymowicz „rozstali się” z dyr. Włodarczykiem, prokuratura umorzyła postępowanie, a Andrzej Włodarczyk na skutek przeżytego stresu wkrótce po tym zmarł (w 2018 roku).
NFZ negatywnie ocenił też sposób rozliczenia świadczeń podlegających kontroli. Kontroli poddano dokumentacje medyczna 30 pacjentów hospitalizowanych w Klinice Neurochirurgii w okresie 2012-17, w 20 przypadkach udzielone świadczenia zakwalifikowano nieprawidłowo. W konsekwencji NFZ nakazał zwrot ponad 265 tys zł.
Z uwagi na liczbę i wagę nieprawidłowości z zakresu świadczeń w zakresie neurochirurgia-hospitalizacja NFZ nałożył też karę w wysokości 43.567 zł. NFZ podkreślił, że lekarzem kierującym Kliniką Neurochirurgii, w której świadczeń udzielali lekarze bez wymaganych uprawnień, jest od 1 stycznia 2012 roku prof. Wojciech Maksymowicz i jako taki odpowiadał za organizację i jakość świadczeń udzielanych w tej klinice".
Dodam, że Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy wyrok Sądu Okręgowego w Olsztynie. Napisałem o tym w tekście:
Zapadł prawomocny wyrok w sprawie Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie
Dodam do tego tekstu sprzed 5 lat, że córka śp. Marii Ukarmy, Lidia Ukarma, po przejściu na emeryturę skończyła prawo, po to, żeby doprowadzić na ławę oskarżonych lek. Mariusza S. i prof. Wojciecha Maksymowicza. Prokuratura umorzyła postępowanie. Pani Lidia zaskarżyła tę decyzje do Sądu Rejonowego w Olsztynie. Obecnie czeka na decyzję sądu w tej sprawie.
Dodam jeszcze, że o pomstę do nieba woła bezkarność profesorów medycyny, którzy za ciężkie pieniądze sprzedawali śmiertelnie chorym ludziom na nieuleczalne choroby, jak np. stwardnienie zanikowe boczne (SLA), „cudowny lek na wszystko” tzw komórki macierzyste, w ramach odpłatnego eksperymentu medycznego, bez żadnego klinicznego dowodu na skuteczność tego preparatu produkowanego z galarety Whartona sznura pępowinowego.
Zaprotestował przeciwko temu procederowi żerowania przez profesorów medycyny na śmiertelnie chorych ludziach, którzy rujnowali się, by kupić wstrzyknięcie „cudownego leku”, prof. dr hab. Józef Dulak, w ramach Polskiej Akademii Nauk. Został za to pozwany do sądu przez producenta preparatu spółkę PBKM. Prof. Dulak wygrał w I instancji.
Napisałem o tym w tekście:
Protest naukowców PAN przeciw rewelacjom wiceministra Maksymowicza
Prof. Dulak z kolei oskarżył PBKM o zniesławienie poprzez publiczne postawienie zarzutu profesorowi, że swój artykuł naukowy na temat tzw komórek macierzystych jako „cudownego leku”, napisał będąc w konflikcie interesów. Tę sprawę w I instancji prof. Dulak też wygrał.
Niestety, jak mi zasygnalizował, mimo potępienia przez Naczelną Radę Lekarską odpłatnego oferowania niesprawdzonych terapii w ramach eksperymentu medycznego, ten proceder się znów odradza. Mimo że NRL wydała zalecenia dla Komisji Bioetycznych, by od lekarzy występujących o zgodę na podanie tzw komórek macierzystych w ramach eksperymentu medycznego, żądać wyników badań klinicznych potwierdzających skuteczność tej terapii.
Pisałem o tym procederze w dziesiątkach tekstów w „Debacie”:
Jak UWM zarabia na śmiertelnie chorych na SLA
Kto stworzył „folwark” w szpitalu uniwersyteckim?
Czy komórki macierzyste to lek na koronawirusa?
Prof. Maksymowicz grozi procesem, prof. Dulak komentuje i proponuje rozmowę
Zmarła Małgorzata Zielska, „leczona” komórkami w ITK SA
TOK FM: Komórki jako lek na wszystko. W Olsztynie chcieli eksperymentować na niemowlętach i chorych na COVID
TOK FM o eksperymentach prof. Maksymowicza czyli o cudach w Olsztynie za pieniądze chorych
Naczelna Rada Lekarska potępiła biznes komórkowy w Polsce
SLAPP i "gish gallop". Tak biznes komórkowy ucisza krytykę. "Strasznie się na mnie zemścili"
"Nie można pobierać opłat za udział w eksperymencie medycznym". Czy to koniec biznesu komórkowego?
Proces w sprawie pacjentów, którzy stracili wzrok po wstrzyknięciu "komórek"
Obecnie, od roku toczy się proces przed sądem warszawskim z prywatnego oskarżenia grupy pacjentów prywatnej kliniki okulistycznej w Warszawie, w której chorzy mieli odzyskać wzrok a przynajmniej wstrzyknięcie "komórek" miało zatrzymać rozwój choroby oczu, a po zabiegu stracili wzrok bezpowrotnie. Prokuratura umarzała ich zawiadomienia, więc wnieśli prywatny akt oskarżenia.
Co dzisiaj porabia prof. Wojciech Maksymowicz?
Po wypadnięciu z polityki (był wiceministrem nauki w rządzie PiS, następnie przeszedł do opozycyjnej wówczas partii Szymona Hołowni), nadal uczy studentów Wydziału Lekarskiego UWM jako kierownik Katedry Neurochirurgii oraz etyki, przyjmuje pacjentów prywatnie w Warszawie, zasiada w radzie nadzorczej i wspiera działalność Kliniki Budzik dla Dorosłych przy Fundacji Ewy Błaszczyk, zajmującej się pacjentami w śpiączce, pisze książki („Propaganda, która zabija. Kulisy walki z pandemią w Polsce”, wyd. 2021; "Inni" pierwszy tom sagi rodzinnej, wyd. 2025) i udziela wywiadów (ostatnio w "Rz").
Adam Socha (Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.)


Skomentuj
Komentuj jako gość