Zarzuty, które posłużyły do aresztowania dziennikarza Leszka Kraskowskiego oparto na poszlakach, a nie dowodach – ustaliły dziennikarki „Rzeczpospolitej). Nie zbadano kluczowych metadanych maila z pogróżkami, bo „był długi weekend”. Broń, którą miał posiadać, dostał kilka godzin wcześniej od poznanego w sieci „instruktora strzelectwa” po tym, jak został napadnięty przez nieznanego mężczyznę.
Przypomnijmy, iż 6 czerwca Leszek Kraskowski, znany dziennikarz śledczy i freelancer, zajmujący się aferą Polnordu i udziałem w niej Romana Giertycha, został zatrzymany przez policję. Na policyjnym protokole z zatrzymania wpisano godzinę 19.40, ale jako zakończenie czynności – godzinę 21.05.
Jak pisał w sieci, kilka miesięcy temu ktoś ostrzelał z broni myśliwskiej samochód jego i jego żony – prokuratura umorzyła postępowanie z powodu niewykrycia sprawcy. „Strzelano również do domu ogrodowego naszych dzieci, w oknie jest przestrzelina, framugi okien naszpikowane są śrutem” – opisywał. To po tym zdarzeniu po raz pierwszy, jeszcze w ubiegłym roku, wyjechał na trzy miesiące do Albanii.
W kolejnym wpisie, 23 maja, a więc dwa tygodnie przed zatrzymaniem napisał na platformie X, że został zaatakowany w Piasecznie przez mężczyznę uzbrojonego w nóż i gaz pieprzowy (dziennikarz zgłosił to na policji). Twierdził, że napastnik groził mu słowami: „Zadarłeś z niewłaściwymi ludźmi. Masz 7 dni na opuszczenie kraju, a jak nie, to cię dojedziemy. Wywalimy cię z domu. Zajebiemy. Spierdalaj do Albanii”. We wpisie opisał także, że mężczyzna pokazywał mu laptop ze stroną zatytułowaną „Cała prawda o Leszku Kraskowskim”. Według relacji napastnik miał twierdzić, że posiada prywatne informacje dotyczące życia dziennikarza i jego rodziny.
„Mamy nagrane nawet twoje kłótnie z żoną, twoje SMS-y. Wszystko mamy. Wiemy, że leczyłeś się na depresję i CHAD. Wiemy, że pisałeś do żony, że masz wszystkiego dosyć i chcesz popełnić samobójstwo” – cytował słowa agresora Kraskowski na X. „To się dzieje naprawdę. Nie zwariowałem. Nie żartuję” – pisał dziennikarz. - Proszę Was wszystkich o pomoc. Nie dam się zastraszyć, bo nigdy się nie dałem nawet mafii pruszkowskiej. , ale naprawdę boję się, że obudzę się jutro z nożem w brzuchu, a policja oświadczy: »Kraskowski chorował na depresję. Brak dowodów udziału osób trzecich. Popełnił samobójstwo«”.
Kilka godzin przed zatrzymaniem 6 czerwca , z adresu mailowego Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript., Kraskowski – według prokuratury – miał wysłać list do komendanta policji w Piasecznie z groźbą, że go zastrzeli.
To dziwna sprawa, bowiem Kraskowski od lat używa maila – z nazwiskiem w adresie – ale w domenie „gmail.com”. Natomiast konto na proton.me założył na żądanie informatora, który na to konto miał mu przesłać tajne materiały. Kraskowski nigdy jednak z niego nie korzystał!
Zatrzymanie Leszka Kraskowskiego nastąpiło w momencie, gdy wracał ze sklepu Auchan w Piasecznie. W drodze powrotnej zauważył, że śledzą go jacyś mężczyźni w samochodzie. Był przekonany, że ktoś chce mu zrobić krzywdę, gdyż już wcześniej jakiś mężczyzna mu groził, więc zaczął uciekać w kierunku komisariatu w Prażmowie. Zatrzymał się, gdy okazało się, że w aucie są umundurowani policjanci.
W hondzie Kraskowskiego podczas przeszukania znaleziono pistolet gazowy produkcji włoskiej Bruni Modi i 54 sztuki amunicji. Biegły stwierdza, że jest on nielegalny – obecnie trzeba mieć na niego pozwolenie. Jeszcze kilka lat temu przepisy były inne i byłby on całkowicie legalny. Kraskowski – co jest zaskakujące – miał otrzymać tę broń od „instruktora strzelectwa spod Radomia” zaledwie kilka godzin wcześniej. Owego instruktora miał z kolei poznać w sieci, gdzie dwa tygodnie wcześniej na portalu X opisywał swoje kłopoty, w które wpadł w efekcie m.in. pracy dziennikarza śledczego. To z powodu posiadania tej broni Kraskowski został aresztowany na trzy miesiące – decyzję podjął Sąd Rejonowy w Piasecznie na wniosek miejscowej prokuratury.
Dziennikarki "Rz" Izabela Kacprzak i Grażyna Zawadka pytają:
1. Czy Kraskowski stojąc w kolejce do kasy wysyłałby e-maila z pogróżkami do komendanta policji? Jakie warszawska prokuratura ma dowody na to, że wulgarnego, pełnego inwektyw maila do szefa policji w Piasecznie wysłał znany, bezkompromisowy dziennikarz śledczy i jeszcze się pod nim podpisał? Czy ktoś, kto kilka godzin wcześniej wysłałby maila z groźbami zastrzelenia szefa miejscowej policji, pojechałby jakby nic się nie stało do sklepu, a widząc, że „ma ogon” skierowałby się prosto na komisariat? I to jeszcze z nielegalną bronią w samochodzie?
– Będziemy wnosić o zabezpieczenie monitoringu z galerii handlowej w Piasecznie. Wniosę również o zgodę prokuratury na publiczne ujawnienie treści rzekomego maila skierowanego do komendanta. Moim zdaniem to wiele powie o tej sprawie. Więcej na tę chwilę nie mogę powiedzieć – mówi nam mec. Pawelski.
2. Prokuratura i sąd dysponowały jedynie opinią biegłego dotyczącą broni. Ale nie posiadały kluczowej i najważniejszej ekspertyzy – z zakresu informatyki śledczej, która wskazałaby, kiedy, z jakiego urządzenia i o jakim adresie IP wysłano maila z pogróżkami oraz czy mógł to zrobić Leszek Kraskowski. Metadane wiadomości zawierają aż kilkadziesiąt informacji. W dzisiejszych czasach, kiedy hakerzy włamują się na cudze konta, podszywają się pod inne osoby, brak takiej weryfikacji – a więc i dowodu, że groźby wysłał Kraskowski, jest zdumiewający. On sam twierdzi – to wiemy od mec. Łukasza Pawelskiego, jednego z jego obrońców – że nie tylko nie wysłał tego maila, ale od lat używał innego konta mailowego.
3. Dziennikarz wydał policji swój telefon komórkowy i podał do niego hasła. Czy zrobiłby to, gdyby był winny i gdyby użył telefonu do wysłania gróźb?
Mec. Pawelski: – Mój klient bez problemu udostępnił służbom swój sprzęt elektroniczny. To raczej dowód na to, że nie ma nic do ukrycia.
4. Gdy po zatrzymaniu dziennikarzy zaczęli protestować inni dziennikarze, od lewa do prawa, a także Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Rzecznik Praw Obywatelskich, prokuratura dołączyła zarzut znęcania się nad rodziną. Dlaczego dopiero teraz prokuratura postawiła ten zarzut, skoro jego żona, która ma już innego partnera, już dużo wcześniej składała takie skargi?
Wątpliwości jest więcej – jak chociażby ta, że podczas przeszukania domu dziennikarza jako „osobę przybraną” (taka osoba ma czuwać nad prawidłowością przebiegu czynności) wzięto jego żonę, z którą jest skonfliktowany. Czy i w tym zakresie nie naruszono jego praw?
W środę 17 czerwca jego (jeszcze) żona, też dziennikarka Violetta Kraskowska opublikowała oświadczenie, w którym twierdzi, że powodem aresztowania nie było prowadzenie przez jej męża śledztw dziennikarskich a znęcanie się od wielu lat nad rodziną. Jeśli to prawda, jeśli przemoc trwa od lat, dlaczego dopiero teraz dochodzi do aresztowania? Dlaczego ten zarzut prokuratury pojawił się dopiero, gdy wybuchły protesty? Pierwotnie powodem zatrzymania było posiadanie nielegalne broni gazowej i grożenie komendantowi policji w Pisaczenie poprzez maila.
Ponadto Prokuratura w komunikatach sugeruje, że Kraskowski jest chory i „zaniechał leczenia”, więc planuje zlecić biegłym jego badanie sądowo-psychiatryczne. Czy chory człowiek zamiast do aresztu nie powinien trafić do szpitala psychiatrycznego?
Dziennikarz na sali sądowej, gdzie decyduje się jego los – trzymiesięczne aresztowanie jest sam, pozbawiony pomocy obrońcy, bo sąd nie wyznacza obrońcy z urzędu. Obrońcom udaje się dostać do Kraskowskiego dopiero po kilku dniach. Dziennikarz siedzi w areszcie na Białołęce. Został tam zabrany Kraskowski w krótkich spodenkach i koszulce, bez możliwości zabrania podstawowych rzeczy. Inny z aresztowanych pożyczył mu skarpetki.
W czteroosobowej celi został pogryziony przez pluskwy. Na co wiceminister sprawiedliwości Maria Ejchart odpowiedziała na swoim X: "Administracja otrzymała zgłoszenie o pojawieniu się pluskiew w czteroosobowej celi, w której przebywał podejrzany" – napisała. Jak zaznaczyła, pojawianie się pluskiew w zakładach karnych nie jest wynikiem zaniedbań, lecz "specyfiki takich obiektów". "Pluskwy w jednostkach penitencjarnych – podobnie jak w innych miejscach zbiorowego pobytu – pojawiają się najczęściej poprzez przenoszenie ich na odzieży czy w rzeczach osobistych. Rotacja osadzonych sprzyja ich rozprzestrzenianiu" – stwierdziła.
– Mamy do czynienia z postępowaniem poszlakowym i jak dotąd wszystkie poszlaki wskazują, że to podejrzany wysłał maila z pogróżkami – odpowiada „Rz” prok. Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. I dodaje, że obecnie w tym zakresie jest prowadzona weryfikacja. – Żeby to stwierdzić trzeba uzyskać odpowiedzi od operatorów mailowych – wyjaśnia.
Prok. Skiba przyznaje, że informacji potwierdzających wprost, że mail z groźbami wysłał Kraskowski, prokuratura ani sąd w momencie, kiedy decydowano o areszcie, nie posiadały.
Dlaczego więc prokuratura kategorycznie stwierdza, że „Zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na duże prawdopodobieństwo, że Leszek K. popełnił zarzucane mu przestępstwa” i że mail „został wysłany ze skrzynki należącej do Leszka K.”?
Jak Kraskowski ocenia to, co go spotkało?
Mec. Janus: – Według niego wszystko to było ukartowane. Ten napad, potem pojawił się instruktor z bronią. Uważa, że trzeba dotrzeć do tego człowieka, prokuratura powinna wyjaśnić ten wątek. Jako obrońcy czekamy na dostęp do pełnych akt sprawy – mówi adwokat.
– Uważa, że jest to celowa gra kogoś, a on sam jest ofiarą wielopiętrowej prowokacji – relacjonuje nam mec. Janus. Kto rozgrywa tę grę? Nie ujawnia.
Kraskowski od dawna dreptał po piętach także Marianowi Banasiowi, prezesowi NIK i jego synowi Jakubowi. Powołując się na swoich informatorów, opowiadał, że w NIK funkcjonował system określany jako „kubusiowe” polegający rzekomo na pobieraniu 10 proc. od premii niektórych pracowników.
Wcześniej napisałem:
Sąd Rejonowy w Piasecznie zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla znanego dziennikarza śledczego Leszka Kraskowskiego. Sprawa wywołuje ogromne emocje, ponieważ Kraskowski to autor głośnych tekstów uderzających m.in. w Romana Giertycha oraz badających kulisy afery Polnordu i nieprawidłowości w NIK. Komentatorzy wprost pytają, czy prokuratura nie stała się narzędziem politycznej zemsty.
Zarzuty i policyjny nalot
Oficjalnym powodem zatrzymania dziennikarza miało być posiadanie broni gazowej kalibru 9 mm bez wymaganego zezwolenia oraz kierowanie gróźb karalnych wobec komendanta policji w Piasecznie. Sprawę na antenie Radia Wnet szczegółowo opisał dziennikarz Jakub Pilarek, który dotarł do kulis tej bulwersującej sprawy.
– Posiadanie broni gazowej o małym kalibrze to sprawa, która w większości przypadków kończy się warunkowym umorzeniem. Nikt z tego powodu nie trafia za kraty – podkreślił Jakub Pilarek.
Drugim filarem oskarżenia jest mail z groźbami, który miał trafić do komendanta policji. Zirytowany bezczynnością mundurowych Kraskowski miał rzekomo zapytać w wiadomości, co by się stało, gdyby użył wobec komendanta przemocy. Prokuratura do dziś nie zweryfikowała, czy maila rzeczywiście wysłał dziennikarz, czy też była to hakerska prowokacja.
– Gdyby się okazało, że są tam jakieś wątpliwości, czy to w ogóle Leszek Kraskowski tego maila wysłał, to byłaby to straszliwa wpadka organów ścigania – dodał Pilarek.
Tajemnica dziennikarska?
Największy niepokój budzi jednak to, co stało się podczas przeszukania domu dziennikarza. Służby zabezpieczyły jego nośniki elektroniczne, komputery i telefony. Urządzenia te zawierają dane informatorów i materiały ze śledztw, które chroni tajemnica dziennikarska.
Istnieje uzasadnione podejrzenie, że cała akcja mogła być pretekstem do przejęcia wrażliwych materiałów śledczych Kraskowskiego. Dodatkowo proces zatrzymania obnażył poważne błędy proceduralne. Wyznaczony z urzędu adwokat otrzymał powiadomienie tuż przed samym posiedzeniem i fizycznie nie zdołał wziąć udziału w rozprawie aresztowej.
– Państwo używa siły przeciwko dziennikarzowi śledczemu, który prowadził tak poważne sprawy, jak afera Polnord czy afera w NIK-u – alarmuje Krzysztof Skowroński, szef Radia Wnet i były prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP).
Skowroński zwraca uwagę, że Kraskowski to w polskim środowisku medialnym postać wyjątkowa.
– To jest samotny wilk. Za nim nie stoi żadna wielka redakcja czy potężna siła korporacyjna. On te wszystkie śledztwa prowadził z wewnętrznej potrzeby opisywania zła – wyjaśnił Krzysztof Skowroński.
Sojusz ponad podziałami. List red. Czuchnowskiego do min. Żurka
Aresztowanie Kraskowskiego wywołało jednak efekt, którego autorzy nagonki prawdopodobnie się nie spodziewali. W obronie dziennikarza, kojarzonego z prawą stroną sceny politycznej, stanął m.in. Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”. Publicysta wystosował list otwarty do Ministra Sprawiedliwości i zaoferował osobiste poręczenie za Kraskowskiego.
Sprawa aresztowania Leszka Kraskowskiego @LKraskowski nie daje mi spokoju. Poniżej mój list otwarty do ministra sprawiedliwości i deklaracja poręczenia za LK. Jeśli ktoś z dziennikarzy chce mnie poprzeć, zachęcam do kontaktu na DM, maila (Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.) lub…
— czuchnowski (@czuchnowskiw) June 10, 2026
Zareagował też dziennikarz Onet.pl Jacek Harłukowicz
Z Leszkiem Krasowskim @LKraskowski nie miałem kontaktu z 20 lat, kiedy nasze drogi zawodowe się rozeszły. Nie do końca podobała mi się jego ostatnia twórczość. I choć nie znam szczegółów, to jednak tymczasowy areszt dla dziennikarza, nawet jeśli rzeczywiście posiadał broń gazową…
— Jacek Harłukowicz 🏴☠️ (@JHarlukowicz) June 9, 2026
– To jest bardzo dobre świadectwo, bo być może uda się zbudować solidarność ponad podziałami. Być może sprawdzimy, czy rzeczywiście mamy do czynienia z opresyjnym państwem, które w sposób mafijny wykorzystuje swoje struktury do straszenia dziennikarzy – skomentował ten krok Krzysztof Skowroński.
Szef Radia Wnet zapowiedział już, że SDP poinformuje o sprawie Światową Federację Dziennikarzy, a samo radio rozpocznie własne, niezależne śledztwo dziennikarskie w tej sprawie.
Reakcja politycznego świata
Sprawa błyskawicznie urosła do rangi kryzysu politycznego. Głos zabrał prezes PiS Jarosław Kaczyński, który w mediach społecznościowych bezpardonowo uderzył w obecną władzę. Szef opozycji stwierdził, że zamykanie niezależnych dziennikarzy w więzieniach to dowód słabości, a Polska „weszła na drogę Łukaszenki i Putina”.
Zupełnie inaczej sprawę widzi koalicja rządząca. Nad ranem do zarzutów odniósł się Roman Giertych, który ostro skrytykował solidarność środowiska dziennikarskiego. Poseł Koalicji Obywatelskiej stwierdził, że dziennikarze przedkładają lojalność zawodową nad prawo, a gdyby podobne groźby pod adresem policji kierował ksiądz, polityk czy magazynier, reakcja mediów byłaby zupełnie inna.
Wcześniej, w odpowiedzi na materiały dziennikarza poseł i adwokat Roman Giertych podjął kroki prawne. Zapowiedział lub skierował pozwy oraz zawiadomienia przeciwko osobom kolportującym i powielającym tezy o jego rzekomym udziale w przestępstwach, a także starał się ścigać internautów za udostępnianie filmów Kraskowskiego na jego temat.
W maju 2026 roku sam Leszek Kraskowski poinformował opinię publiczną, że został napadnięty, a napastnik miał mu grozić słowami "zadarłeś z niewłaściwymi ludźmi".
Sprawa aresztowania Leszka Kraskowskiego dopiero się rozpoczyna. Dziennikarze zapowiadają walkę o jego uwolnienie i domagają się od prokuratury pełnej transparentności, w tym natychmiastowego ujawnienia nagrań z zatrzymania oraz treści rzekomego maila z groźbami.
Żródło: Radio Wnet Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich opublikowało oświadczenie dotyczące aresztowania dziennikarza Leszka Kraskowskiego.
Rzecznik Praw Obywatelskich odniósł się do sprawy aresztowania dziennikarza Leszka Kraskowskiego.
Biuro Rzecznika zwróciło uwagę, że kwestia tymczasowego aresztowania od lat budzi poważne zastrzeżenia. Jak podkreślono, "nadużywanie tymczasowego aresztowania jest w Polsce trwającym od lat problemem systemowym, potwierdzanym przez kolejnych Rzeczników Praw Obywatelskich, Europejski Trybunał Praw Człowieka, a także organizacje pozarządowe".
Rzecznik zwrócił również uwagę na praktykę stosowania tego środka. Jak napisano, "wielokrotnie w Polsce tymczasowe aresztowanie jest stosowane automatycznie, jako domyślny środek zapobiegawczy". Autorzy oświadczenia podkreślili przy tym, że "areszt powinien być poprzedzony wnikliwą analizą, czy pozbawienie wolności człowieka – objętego domniemaniem niewinności – jest rzeczywiście konieczne".
Osobny fragment stanowiska poświęcono sytuacji, gdy aresztowanie dotyczy dziennikarza. W ocenie RPO jest to "szczególny przypadek", ponieważ "mając na uwadze fundamentalne zasady demokracji, do których należy wolność prasy, organy państwa powinny wyjaśnić opinii publicznej przyczyny aresztowania – na tyle, na ile jest to możliwe z uwagi na dobro postępowania".
Areszt formą represji?
Rzecznik zaznaczył również, że konieczne jest rozwianie wszelkich wątpliwości dotyczących motywów działań organów państwa. "W szczególności konieczne jest rozwianie wszelkich wątpliwości co do tego, czy wniosek o tymczasowe aresztowanie nie był pretekstem do zastosowania represji za krytykę formułowaną przez dziennikarza względem władzy i jej organów" – napisano.
W końcowej części oświadczenia RPO ponowił apel o reformę przepisów regulujących stosowanie tymczasowego aresztowania. Jak wskazano, zmiany powinny uwzględniać standardy państwa demokratycznego, stanowiska organizacji pozarządowych oraz orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Rzecznik zwrócił się także do prokuratury o przedstawienie opinii publicznej powodów, które doprowadziły do skierowania wniosku o areszt wobec dziennikarza śledczego. Jak podkreślono, prokuratura powinna wyjaśnić zarówno "podstawy prawne i faktyczne, które zostały uznane za uzasadniające wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania", jak i przyczyny, "dla których nie uznano za wystarczające zastosowanie innego typu środków zapobiegawczych".
Zdecydowany sprzeciw SDP
Zrobimy co tylko w naszej mocy, żeby wesprzeć red. Kraskowskiego i pomóc mu w tej sytuacji. To jest szykana polityczna przeciwko komuś, kto publikuje niewygodne informacje dla obozu rządzącego. Nie mam żadnych wątpliwości
— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dr Jolanta Hajdasz.
Prezes SDP nie ma wątpliwości, że aresztowanie red, Kraskowskiego to próba jego zastraszenia.
- Powiem absolutnie stanowczo, że to jest wyjątkowo bulwersujące i kontrowersyjne. To co się stało, jest absolutnie naruszaniem zasady wolności słowa i niezależności dziennikarskiej. Nie ma żadnego wiarygodnego oświadczenia prokuratury, które by wyjaśniało tę sytuację i uzasadniało aresztowanie na trzy miesiące dziennikarza śledczego Leszka Kraskowskiego, zajmującego się tak poważnymi sprawami. Wszystkie okoliczności tego zdarzenia są wyjątkowo bulwersujące. Jako Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich będziemy w sposób zdecydowany protestować i domagać się poszanowania praw tego dziennikarza, prawa do zachowania tajemnicy dziennikarskiej i poszanowania jego nietykalności osobistej, jego dóbr osobistych we wszystkich możliwych aspektach.


Skomentuj
Komentuj jako gość