To dobrze, że prezydent Karol Nawrocki powołał Radę Nowej Konstytucji. To znacznie poważniejsza inicjatywa dotycząca polskiej Konstytucji niż podjęty w 2017 r., i szybko porzucony przez prezydenta Andrzeja Dudę, pomysł referendum konstytucyjnego.
Potrzebę zmian w liczącej niemal 30 lat ustawie zasadniczej podnoszono wielokrotnie, jednak argument o „braku momentu konstytucyjnego” ucinał wszelkie konkretne inicjatywy. W kwestii owego „braku”, jeśli rozumieć go jako zgodę głównych sił politycznych na dyskusję o zmianach, nic się nie zmieniło. Donald Tusk jasno deklaruje, że „mniej więcej system jaki mamy w tej chwili dobrze służy polskim sprawom”. Oznacza to, że realnych zmian na razie nie będzie, ale powołanie Rady tworzy instytucjonalne centrum debaty na temat Konstytucji, czego owocem ma być ogłoszony za pięć lat projekt nowej ustawy zasadniczej.
Powołane w skład Rady osoby, a ściślej mówiąc te, które na udział w jej pracach wyraziły zgodę, to w zdecydowanej większości ludzie związani z prawicą, a w szczególności z poprzednim ośrodkiem władzy. Największym, i najbardziej obiecującym zaskoczeniem, jest obecność prof. Ryszarda Piotrowskiego, człowieka, który jako ekspert wyróżnił się rzadko spotykanym obiektywizmem w ocenie prawno-konstytucyjnych poczynań tak poprzedniej, jak i obecnej władzy.
Podstawową przesłanką do zmiany konstytucji jest przekonanie, że dotychczasowy fundament ustrojowy, ze względu na zmianę okoliczności zewnętrznych lub wewnętrznych, nie odpowiada aktualnym wyzwaniom i potrzebom państwa. Destabilizacja dotychczasowego i kształtowanie się nowego ładu geopolitycznego są wyzwaniem na który architekci nowej konstytucji nie mogą być obojętni. Ta nowa, dynamicznie rozwijająca się sytuacja, skłania do oparcia systemu o jeden, silny ośrodek władzy. Pierwsze komentarze polityków oraz ekspertów potwierdzają, że głównym obszarem zmian będzie wybór pomiędzy systemem parlamentarnym (kanclerskim), a prezydenckim.
Pierwszy oznacza silny ośrodek władzy skupiony wokół premiera, drugi – zdecydowane wzmocnienie kompetencji prezydenta jako ośrodka władzy wykonawczej. Który z nich jest bliższy prezydentowi Nawrockiemu nie trudno odgadnąć.
Przeciwnicy zmiany Konstytucji, na czele z Donaldem Tuskiem, przekonują, że naszym problemem nie jest zła Konstytucja, lecz notoryczne łamanie jej zapisów. W takim myśleniu jest niewątpliwie ziarno prawdy, ponieważ szacunek dla obecnej ustawy zasadniczej oszczędziłby państwu polskiemu wielu kryzysów i perturbacji. Kłopot w tym, że negatywna diagnoza Donalda Tuska dotyczy wszystkich, poza jego obozem politycznym. Tymczasem wrażenie konieczności zmiany Konstytucji powstało głównie z powodu lawinowo narastającego procesu jej łamania, a zmiana władzy okazała się tylko dodatkowym impulsem. To pokazuje, że najsłabszym ogniwem państwa, determinującym wszystkie inicjatywy uzdrowicielskie, są ci, na barkach których spoczywa odpowiedzialność za państwo.
Wobec nieodpartej woli łamania konstytucji przez polityków nawet najlepsi konstytucjonaliści są bezradni. Dotykamy tu innego, tym razem wewnętrznego problemu zmian (choć dotyczy on nie tylko Polski), jakie dokonały się w obrębie ustroju, który nazywamy liberalną demokracją. Zmian, które doprowadziły do powstania, za ustrojową fasadą państwa prawa i trójpodziału władz, rzeczywistej władzy partyjnych oligarchii. Władzy poza konstytucyjnej, która ma nie tylko przemożny wpływ na sprawy państwa, ale podporządkowuje sobie jego wszystkie najważniejsze instytucje.
Powyższy problem poruszaliśmy na łamach „Debaty” wielokrotnie. Wokół niego ogniskowały się nasze propozycje zmian w Konstytucji wydane dziewięć lat temu w formie oddzielnej publikacji. Wracam do tego w przekonaniu, że jakakolwiek nowa konstytucja, bez zmierzenia się z tym problemem, będzie dla partyjnych oligarchii równie łatwym łupem jak obecna. Silna władza premiera stojącego na czele sejmowej większości jest tak samo groźna jak ustrój prezydencki, gdy interes państwa jest podporządkowany interesowi partii.
Problem mutacji komunistycznego genu partyjniactwa w nowej, demokratycznej rzeczywistości, podnosił od początku swojej politycznej kariery Paweł Kukiz. To jedno z haseł, moim zdaniem najważniejsze, które wyniosło go do poziomu 20 proc. poparcia. Dzisiejszy Kukiz to cień polityka zapowiadającego kiedyś wywrócenie politycznego stolika. Mniejsza o to czym kierował się prezydent Nawrocki zapraszając go do współpracy nad nową konstytucją. Ważne czy Paweł Kukiz będzie nadal głośno artykułował potrzebę odpartyjnienia państwa, i co ważniejsze, czy tym razem opatrzy to hasło konkretnymi propozycjami.
Powołując Radę Nowej Konstytucji prezydent Karol Nawrocki odwołał się do symboliki Konstytucji 3 Maja. Nie on pierwszy przecież. W tym mamy równie wielką wprawę jak w unikaniu analizy jej treści. Napisano ją – jak głosi preambuła - długim doświadczeniem poznawszy zadawnione rządu naszego wady. Z tego doświadczenia narodziło się 20 stron, na których znajdziemy oddzielenie źródeł władzy i prawa oraz wskazanie źródła autorytetu. Na tym polega sens pisania konstytucji: na trafnym rozpoznaniu dotychczasowych błędów. Jeżeli to się w III RP nie uda, to wniosek może być taki, że w ojczyźnie pierwszej europejskiej Konstytucji konstytucjonalizm się nie przyjął.
Bogdan Bachmura


Skomentuj
Komentuj jako gość