Jak ustalił dziennikarz WP.pl Szymon Jadczak. 20-letni Wiktor P., posługujący sie pseudonimem "Batman", "Batmanik" już jako 16-latek wywoływał fałszywe alarmy. Ostatnie pół roku spędził w areszcie. Sąd wypuścił go na wolność, bo uznał jego groźby za "fantazyjne i oderwane od rzeczywistości". Trzy tygodnie przed tym, jak znów postawił na nogi służby alarmami m.in. w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza. A minister Waldemar Żurek właśnie odwołał prokuratora, który skutecznie dopadł "Batmanika".
W maju 2023 roku "Batmanik" wywołał co najmniej 21 fałszywych alarmów o podłożeniu bomby, stawioając na nogi policje i powodując ewakuacje obiektów.
3 lutego 2025 r. Wiktor P., działając wspólnie z innymi i korzystając z sieci TOR, która miała mu gwarantować bezkarność, miał przesłać do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego fałszywe zgłoszenie o planowanym zamachu, nabyciu broni i materiałów wybuchowych oraz podłożeniu ładunków w budynku mieszkalnym.
Zatrzymano go 21 października 2025 roku. Sąd Rejonowy w Siemianowicach Śląskich po raz pierwszy zastosował wobec niego tymczasowy areszt, który następnie przedłużono do 19 kwietnia 2026 roku. Ale o kolejnym przedłużeniu musiał już decydować sąd właściwy ze względu na miejsce zamieszkania Wiktora P.: w Szczecinie.
14 kwietnia 2026 roku Sąd Rejonowy Szczecin-Prawobrzeże i Zachód nie uwzględnił wniosku o dalsze przedłużenie aresztu. Uzasadnienie: zgromadzono pełny materiał dowodowy, a ryzyko surowej kary "nie ma charakteru realnego". Sąd wskazał też na młody wiek podejrzanego.
Prokurator zaskarżył to postanowienie. Powołał się na wysoki stopień społecznej szkodliwości czynów. Bez skutku. 7 maja 2026 roku Sąd Okręgowy w Szczecinie utrzymał decyzję w mocy.
Sądu drugiej instancji nie przekonał ani koszt weryfikacji fałszywych alarmów, ani powaga zarzutów. Sąd uznał, że ryzyko popełnienia kolejnych przestępstw "nie odbiega od poziomu występującego w większości spraw o podobnym charakterze". I dodał, że kierowane groźby "miały w dużej mierze charakter fantazyjny i były oderwane od rzeczywistości", a podejrzany "nie posiadał realnych możliwości ich realizacji". Zalecił dozór i zakaz korzystania z wybranych usług internetowych.
Trzy tygodnie później
Nie wystarczyło. Między 10 a 15 maja - jak podało MSWiA - doszło do dwunastu interwencji służb związanych ze zgłoszeniami o ładunkach wybuchowych lub zagrożeniu życia.
Lista adresów mówi sama za siebie:
- mieszkanie redaktora naczelnego TV Republika Tomasza Sakiewicza - sygnał o zagrożeniu życia osoby nieletniej;
- posesja Jarosława Kaczyńskiego - rzekome ładunki wybuchowe w ogrodzie prezesa PiS;
- rodzinne mieszkanie Karola Nawrockiego w Gdańsku - fałszywe zgłoszenie o pożarze; służby wyważyły drzwi;
- były szef BBN Sławomir Cenckiewicz - telefon po godz. 2 w sprawie rzekomej dostawy jedzenia.
Minister Marcin Kierwiński poinformował, że zatrzymano trzy osoby. Jedna trafiła do aresztu - to właśnie Wiktor P.
Sąd nazwał groźby Wiktora P. fantazyjnymi. Ale w internecie od miesięcy przed "Batmanikiem" ostrzega bloger Michał Baniowski, który dokumentuje jego działania. Autor opisuje go jako osobę, która ma na koncie "kilka lub kilkanaście" ofiar i odpowiada za postawienie całych miast w stan gotowości fałszywymi alarmami bombowymi.
Wiktor P. zemścił się na Baniowskim, wysłał do niego policję w fałszywym ataku. Baniowski przez Batmanika spędził prawie dwa miesiące w areszcie podejrzany o planowanie ataków terrorystycznych.
Żurek wyrzuca prokuratorów. Tych samych
W tym samym czasie, gdy służby uganiały się za sprawcami fałszywych alarmów, pod koniec kwietnia 2026 roku prokurator generalny Waldemar Żurek odwołał z delegacji w Prokuraturze Krajowej sześciu z dwudziestu prokuratorów śląskiego wydziału ds. przestępczości zorganizowanej. Szerzej pisała o tym "Rzeczpospolita". Odwołani prowadzili najgłośniejsze śledztwa w kraju: sprawę Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, sprawę kryptogiełdy i zaginięcia Sylwestra Suszka, a także postępowania, w których zarzuty usłyszeli politycy obecnej koalicji.
Wśród odwołanych jest prokurator Marcin Rodzaj, który prowadził sprawę "Batmanika". Czystki zażądał nowy naczelnik wydziału Marek Wełna, sprowadzony z Krakowa, który w lutym zastąpił wieloletniego szefa Tomasza Tadlę. Z wniosku odwołanych prokuratorów do Krajowej Rady Prokuratorów, do którego dotarła "Rzeczpospolita", wynika, że Wełna mówił wprost: "nie jest decydentem", przyszedł wykonać "brudną robotę" i dostał zadanie "przewietrzenia tych murów". Miał też przyznać, że pełni "fasadową rolę formalnego inicjatora" odwołań. Kto był decydentem - nie ujawnił.
Zastępczyni prokuratora generalnego Beata Marczak, nadzorująca pion, nie zgodziła się na odwołania. Wnioski podpisał więc sam Żurek, co - jak wskazuje "Rzeczpospolita" - jest niezgodne z ustawą o prokuraturze.
O tym, że Wiktor P. trzy tygodnie wcześniej opuścił areszt, jako pierwszy poinformował reporter RMF FM Krzysztof Zasada.
KOMUNIKAT BKS KOMENDY GŁÓWNEJ POLICJI z 27 MAJA. Zgłoszenia dotyczące bezpośredniego zagrożenia życia, zdrowia lub bezpieczeństwa publicznego wymagają natychmiastowej reakcji i skierowania służb na miejsce zagrożenia oraz błyskawicznego działania. W ostatnim miesiącu mieliśmy do czynienia na terenie kraju z wieloma, jak się okazało później, fałszywymi zawiadomieniami dotyczącymi zagrożenia mienia i życia. Interwencje Policji w takich sytuacjach zawsze traktowane są priorytetowo. Dzięki skutecznej pracy policjantów i doskonałej współpracy z prokuraturą w krótkim czasie zatrzymano już pierwsze osoby związane z fałszywymi alarmami.
Policjanci Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości pod nadzorem Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga w Warszawie realizowali czynności do śledztwa w sprawie zorganizowanej grupy przestępczej, której celem było zawiadamianie różnych publicznych i niepublicznych instytucji o nieistniejących zagrożeniach, m.in. o podłożonych ładunkach wybuchowych czy zagrożeniu zdrowia i życia dzieci. Efekty pracy policjantów i prokuratorów pozwoliły na ustalenie, że członkowie tej grupy zaangażowani byli również w pozostające w zainteresowaniu opinii publicznej zdarzenia z maja 2026 r.
W oparciu o te ustalenia w dniu 21 maja 2026 r. policjanci zatrzymali mężczyznę, któremu zarzucono udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Jego rola, w świetle dotychczas zgromadzonego materiału dowodowego, polegała na wykonywaniu czynności bezpośrednio wywołujących bądź zmierzających do wywołania reakcji służb na fałszywe zgłoszenia. W ten sposób wywołano kilka fałszywych alarmów, na które składały się kaskadowe zgłoszenia do kilkudziesięciu podmiotów publicznych. Sąd zastosował już wobec podejrzanego tymczasowe aresztowanie na okres trzech miesięcy.
W wyniku dalszych czynności w dniu 24 maja 2026 r. zatrzymano kolejnego mężczyznę, któremu prokurator przedstawił zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i wywołanie kilkunastu fałszywych alarmów. Część z tych zgłoszeń miała charakter tzw. kaskady. Prokurator skierował wobec niego wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania. Także wobec niego sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy.
Działania podjęte przez Policję od samego początku były priorytetowe i miały charakter pilny, ponieważ zgłoszenia dotyczyły zagrożenia ludzkiego zdrowia i życia. Gdy tylko funkcjonariusze ustalili, że sytuacje nie miały miejsca, rozpoczęli działania w celu ustalenia sprawców fałszywych alarmów. Czynności prowadzone było wielotorowo i wymagały ścisłej współpracy policjantów zajmujących się zwalczaniem cyberprzestępczości, funkcjonariuszy pionu kryminalnego oraz specjalistów analizujących przepływ informacji w sieci.
W skład grupy zadaniowej powołanej przez Komendanta Głównego Policji i zajmującej się tą problematyką weszli specjaliści z Biura Kryminalnego KGP, Biura Łączności i Informatyki KGP, Głównego Sztabu Policji KGP, Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości i Centralnego Biura Śledczego Policji. Zespół został utworzony w celu koordynacji działań związanych z wykrywaniem sprawców fałszywych alarmów. Kluczowe znaczenie w takich sprawach mają czynności operacyjne oraz szybka wymiana danych pomiędzy jednostkami, na terenie których doszło do zdarzeń. Policjanci musieli m.in. zweryfikować wszystkie okoliczności zdarzenia, wykonać analizy dużej ilości danych, zbadać zabezpieczony sprzęt i współpracować z wieloma podmiotami, także w ramach współpracy międzynarodowej.
Ostatnie zatrzymania to także efekt dobrej współpracy Policji z Prokuraturą Okręgową Warszawa-Praga w Warszawie, której decyzje procesowe były kluczowe dla możliwości działania policjantów CBZC.
Sprawa jest rozwojowa.
(BKS KGP)
Policjanci wtargnęli do mieszkań dziennikarzy TV Republika. A to Polska Tuska właśnie...
Nie przepadam za Telewizją Republika. Swego czasu oglądałam tam głównie programy z Ziemkiewiczem, ale ostatnio też już coraz rzadziej o tym pamiętam.
Kiedyś chętniej coś tam sobie wrzucałam, bo była to po prostu konserwatywna telewizja - z czasem jednak zaczęła coraz bardziej skręcać typowo w stronę PiS, a po porażce w wyborach parlamentarnych w 2023 zupełnie się szaleju najedli.
Ale to, co się ostatnio działo w mieszkaniach dziennikarzy Republiki, jest absurdalne na wielu płaszczyznach. Bo Republika, czy się to komuś podoba czy nie, jest największą telewizją opozycyjną w Polsce, ma milionowe zasięgi, a wielu Polaków właśnie z niej czerpie informacje o tym, co się dzieje.
Można się zastanawiać, czy słusznie, ale ja - szczerze napisawszy - nie wiedziałabym jaką inną telewizję im polecić. Przecież nie TVP czy TVN, Polsatu też nie jestem pewna.
Dziennikarze Republiki twierdzą, że podobnych akcji wśród osób związanych z ich telewizją było kilkadziesiąt.
I tutaj znowu można się zastanawiać, czy nie koloryzują, ale nie da się ukryć, że takie sytuacje miały miejsce.
Opiszmy może dwie najgłośniejsze sprawy. Policjanci mieli wtargnąć do mieszkania Katarzyny Gójskiej i Michała Rachonia, którzy o tej porze byli w pracy. W domu przebywały dzieci i opiekunka. Powód wezwania? Podobno w ich łazience zamknął się islamski terrorysta z pasem Szahida. Wiadomo, że radykalni muzułmanie lubią wybierać sobie różne, najdziwniejsze miejsca do wysadzania się, ale najchętniej robią to w łazienkach naszych mieszkań, jakżeby inaczej?
Ja, za każdym razem, kiedy widzę światło zapalone w swojej, zawsze zastanawiam się, czy to Grzesiek zapomniał wyłączyć, czy Abdullah wciska się w pas; dlatego zawsze wolę zapytać, czy ktokolwiek tam jest, będzie sikał czy wybuchał.
Sami widzicie, że zgłoszenie absurdalne. Wyobrażam sobie, że gdyby ktoś coś podobnego zgłosiłby pod moim adresem, policjanci grzecznie przez próg, by się mnie zapytali, czy czasem ktoś nie chce mi się w kiblu wysadzić, a potem zajęliby się szukaniem żartownisia, ale okazuje się, że nie. Policjanci potraktowali sprawę bardzo poważnie i przeszukali dziennikarzom całe mieszkanie, nie zważając na to, że właścicieli w nim nie ma.
Podobna sytuacja spotkała Tomasza Sakiewicza. W jego przypadku funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie, że ktoś usiłuje w jego domu popełnić samobójstwo. Brzmi bardziej wiarygodnie, ale tutaj również nikt nikomu nie zadawał pytań.
Wtargnęli facetowi do mieszkania, zrobili mu tam kipisz i zakuli w kajdanki jego asystentkę. Dodatkowo policjanci nie chcieli się wylegitymować, mieli usunięte oznaki identyfikacyjne, za to mieli naszywki sugerujące, że przyjechali z... Częstochowy.
Nakazu oczywiście nie mieli, bo kto by o nakazie pamiętał, skoro ktoś tam, za drzwiami, właśnie zakłada sobie pętlę na szyję, prawda?
Oczywiście wiele osób skojarzyło sobie zdanie, w którym padło jednocześnie słowo "szef", "asystentka" czy "mieszkanie" z jedną, konkretną czynnością, jaka mogła się w tym mieszkaniu odbywać. Otóż z tego co wiem, Sakiewicz od dawna ma biuro w mieszkaniu i często właśnie stamtąd prowadzi programy albo udziela wypowiedzi.
Po drugie - aresztowana kobieta była w pełni ubrana. I wreszcie po trzecie - według Sakiewicza w mieszkaniu miały przebywać również jego żona i teściowa. Tutaj już nie wnikam, co komu podpowiada wyobraźnia, ale ja wolę założyć, że ta pani była faktycznie tylko asystentką.
Przy okazji na tę kobietę wylało się chyba najwięcej pomyj. Że się puszcza, że przez łóżko robi karierę, wiele różnych obleśnych oszczerstw. Szkoda mi się jej zrobiło. Sakiewicza, szczerze pisząc, mniej - on już w tym środowisku obraca się od dawna i zdążył wyrobić sobie grubą skórę. Poza tym on sam wielokrotnie razy innym rozdawał, więc automatycznie się narażał.
A ona? Nie pchała się na pierwsze strony gazet, prawdopodobnie chciała sobie szczęśliwie i w miarę spokojnie przeżyć życie, a została pierwszą niewierną Rzeczypospolitej. Bo ta kobieta ma męża i dzieci. I naprawdę takimi insynuacjami niszczy się życie przede wszystkim tym ludziom, bo Sakiewicz wie, jak się bronić.
Chociaż trzeba przyznać, że otoczył on ją swoim parasolem ochronnym, ale mimo wszystko ta kobieta krzywdy nikomu nie zrobiła, nie szukała oklasków i przestępczynią też nie była. Mimo wszystko to ona skończyła w kajdankach, a pewna pani z Kłodzka, która trochę za bardzo kocha psy, chodzi sobie wolno.
Jakby to sobie w ten sposób porównać, to naprawdę żyjemy w państwie z dykty i kartonu. Tylko sobie to ładnie zaszyliśmy agrafkami, żeby nam się nie rozpadło, bo zaczęliśmy się już urządzać.
I parę rzeczy mi się w tej sprawie nie zgadza. Po pierwsze - chyba ponad rok temu Krzysztof Stanowski nagrywał materiał, że jego również spotkały podobne nieprzyjemności. Pewnego dnia pod jego dom zajechała policja, bo podobno sam twórca Kanału Zero dzwonił wcześniej pod numer alarmowy, że chwilę wcześniej poćwiartował swoją żonę.
Innym razem mieli dzwonić do jego żony, że jej syn miał wypadek i właśnie leży z mózgiem wyciekającym z głowy. Pani Stanowska wiedziała już wcześniej, że ktoś robi sobie idiotyczne żarty, ale mimo wszystko żadnej matce chyba nie jest miło usłyszeć takich wieści. W każdym razie policjanci przyjechali pod wskazany adres, zauważyli, że żona Stanowskiego chodzi w jednym kawałku i sprawę udało się załatwić, nie robiąc szumu dookoła.
Dziennikarz później pochwalił w swoim materiale pracę policji, bo w pełni z nią współpracował na dalszym etapie sprawy. Nie wiem, jak ona ostatecznie się zakończyła, ale mimo wszystko zwraca uwagę różnica postępowania funkcjonariuszy wobec założyciela Kanału Zero, a dziennikarzy Republiki.
Druga rzecz - jeśli prawdą jest, że podobnych akcji było ok. 30 (jeśli wierzyć pracownikom Republiki) - to ile takich akcji służby potrzebują, żeby się zorientować, że ktoś w najlepszym wypadku robi sobie durne żarty, a w najgorszych destabilizuje pracę naszych służb?
Naprawdę mam wątpliwości i nie wiem, która opcja byłaby gorsza - że mamy aż tak nieudolne służby czy że ktoś tym służbom kazał interweniować w taki, a nie inny sposób? Najbardziej obawiam się tego, że być może jedno i drugie.
Bo przecież kiedy trzeba było schwytać staruszkę, która coś złego opublikowała na Owsiaka (a potem postawić jej absurdalne zarzuty i skazać na ich podstawie), służby zareagowały wręcz błyskawicznie. Można było się zastanawiać, czy nie zbyt błyskawicznie. A tutaj?
Zatrzymano ostatecznie jakiegoś 53-letniego mężczyznę, ale potem go wypuszczono, bo to nie był on. Przeciwnie, sam padł ofiarą tego oszustwa.
I ostatnia sprawa. Osłupiające jest to, jak lekceważąco potraktowali sprawę min. Kierwiński z min. Kosiniakiem i min. Kamyszem. Jeszcze bardziej osłupiające jest to, że większość ludzi z obecnego obozu pracy potraktowali wszystko jako świetny dowcip. Faktycznie, boki zrywać.
Jak pisałam na początku, Republika to też nie moja bajka. Ale naprawdę bardzo bym chciała, żeby zostało wyjaśnione - jakim cudem funkcjonariusze policji (wszyscy naraz!) doznali pomroczności jasnej i bezkrytycznie wierzyli we wszystkie zgłoszenia (o islamskim terroryście w prywatnej łazience na przykład), na dodatek kompletnie zapominając, jakie mają prawa i obowiązki w przypadku takich zgłoszeń (chociaż to akurat dosyć często się zdarza).
Ja rozumiem, że policjanci mają obowiązek sprawdzić wszystkie zgłoszenia, obojętnie jak absurdalne by się im nie wydawały, ale wystarczyło przyjść, zapukać, zapytać, ewentualnie zapytać, czy mogą sprawdzić chociaż tę łazienkę, a nie włazić z butem ludziom do mieszkania i jeszcze je sobie dokładnie przeszukać.
I fajnie by było wiedzieć, kto tak naprawdę odpowiada za te ataki. To dosyć ważna kwestia, jeśli wziąć pod uwagę, że jesteśmy w stanie wojny hybrydowej z Rosją, a Republika jest największą telewizją opozycyjną.
I chciałam jeszcze o jednej sprawie napisać, ale widzę, że zrobiła to już za mnie Maria Stepan, więc w komentarzu wrzucę Wam link do jej materiału.
Uważajcie na siebie i koniecznie sprawdzajcie, czy akurat nikt nie planuje wysadzić się w Waszych łazienkach, kiedy akurat będziecie chcieli z niej skorzystać. ;)
M.
Autorka bloga na Facebooku Nawiasem pisząc


Skomentuj
Komentuj jako gość