Posłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego, Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji złożyli w Sejmie projekt uchwały ustanawiającej rok 2027 Rokiem Objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. „Sejm RP podkreśla, że "ruch gietrzwałdzki" był jednym z fundamentów odzyskania niepodległości w 1918 roku. (…) Maryja, mówiąc po polsku, przywróciła rodakom godność i prawo do ojczystej mowy, czyniąc z Gietrzwałdu duchową stolicę polskości. (…) Sejm Rzeczypospolitej Polskiej zachęca instytucje państwowe, samorządowe, organizacje społeczne oraz placówki edukacyjne do upamiętnienia tego jubileuszu” - czytamy w projekcie uchwały.
Reprezentantem wnioskodawców została Urszula Pasławska.
Inicjatywę posłów skrytykował dziennikarz TVN24 Patryk Michalski, który opublikował na platformie X dwa wpisy dot. inicjatywy posłów. W jednym z nich określa objawienia maryjne w Gietrzwałdzie „rzekomymi”, a w kolejnym utyskuje, że „miał być rozdział Kościoła od państwa”. Dodatkowo gorączkował się, że posłowie zajmują się takimi sprawami zamiast chociażby związkami partnerskimi.
Sejm miałby uznać, że rzekome objawienie i przemówienie Maryji w języku polskim to fakt i zachęcać, by szkoły i instytucje państwowe urządzały obchody objawień. Związki partnerskie i prawa kobiet mogą poczekać i przez cześć ludowców są określane jako „sprawy światopoglądowe”, których nie należy narzucać, ale rzekome objawienia to fakt — bulwersował się Michalski”.
W kolejnym wpisie Michalski pisze o koalicjantach, których ta inicjatywa miała „zirytować”. Szczególnie Lewicę.
Inicjatywa zirytowała koalicjantów, głównie Lewicę, którzy mówią, że ludowcy nie godzili się, żeby ludzie blokowali związki partnerskie i blokowali, by nosili wspólne nazwisko, a teraz dyskutują o objawieniach — czytamy.
„To po prostu wyraz braku kultury”
Wpisy Michalskiego nie przeszły bez odpowiedzi. Zareagował wicepremier Władysław Kosiniak-Kamasz:
Wokół projektu uchwały, ustanowienia 2027 r. „Rokiem Objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej” w 150. rocznicę objawień rozpętano zupełnie niepotrzebny spór polityczny.@nowePSL od lat pokazuje, że Sejm jest miejscem dla różnych tradycji i wrażliwości. W 2017 roku składaliśmy…
— Władysław Kosiniak-Kamysz (@KosiniakKamysz) April 23, 2026
Wokół projektu uchwały, ustanowienia 2027 r. „Rokiem Objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej” w 150. rocznicę objawień rozpętano zupełnie niepotrzebny spór polityczny.
@nowePSL
od lat pokazuje, że Sejm jest miejscem dla różnych tradycji i wrażliwości. W 2017 roku składaliśmy uchwałę upamiętniającą 500-lecie Reformacji, ważną dla milionów Polaków. Parlament wielokrotnie przyjmował uchwały odnoszące się do wydarzeń religijnych i nikt nie traktował tego jako naruszania zasad państwa świeckiego.
Pojawia się dziś zarzut o „łamanie rozdziału Kościoła od państwa”. Tyle że ta zasada oznacza neutralność światopoglądową państwa, a nie wymazywanie z przestrzeni publicznej wszystkiego, co ma wymiar religijny. To nieodłączna część polskiej tradycji, fundament na którym budowano Polskę przez wieki. Uchwały rocznicowe niczego nie narzucają. Nie tworzą prawa, nie ingerują w wolność obywateli. Są formą upamiętnienia wydarzeń, które miały znaczenie także historyczne i społeczne.
Gietrzwałd to nie tylko wymiar religijny. W czasach zaborów był miejscem, gdzie spotykali się Polacy ze wszystkich trzech zaborów. To wzmacniało wspólnotę narodową i budowało postawy, które 41 lat później pomogły odzyskać niepodległość.
Ta uchwała ma wymiar patriotyczny, historyczny i duchowy. Może też realnie promować Polskę i region na świecie. Gietrzwałd ma potencjał, by stać się rozpoznawalnym miejscem jak Fatima, Lourdes czy Medjugorje.
Zamiast szukać konfliktu, warto szukać tego, co łączy. To inicjatywa ponadpartyjna, będąca wyrazem szacunku dla naszej wspólnej historii, a nie próba narzucania komukolwiek światopoglądu. Będziemy stać na straży wartości, które wyznajemy od pokoleń!
Były ambasador RP w USA Marek Magierowski przypomnia, że objawiania w Gietrzwałdzie zostały uznane przez Stolicę Apostolską.
To nie tylko 150. rocznica objawień, lecz także okazja do przypomnienia budującej historii walki o niepodległość pod zaborem pruskim. Objawienia w Gietrzwałdzie zostały uznane przez Stolicę Apostolską, tak jak podobne wydarzenia w Guadalupe, Fátimie czy Lourdes — podkreślił.
Nie trzeba w nie wierzyć (domyślam się, że autor poniższego komentarza nie jest katolikiem), niemniej pisanie o nich per „rzekome” jest po prostu wyrazem braku szacunku dla religii oraz braku szacunku dla miliona pielgrzymów, odwiedzających co roku to warmińskie miasteczko. A zwięźlej: to po prostu wyraz braku kultury.
Nie wyobrażam sobie, żeby redaktor Michalski nazwał „rzekomym” rozstąpienie Morza Czerwonego podczas ucieczki Żydów z Egiptu. Albo użył tego określenia, opisując Al-Miradż, wniebowstąpienie proroka Mahometa. Chyba że moja wyobraźnia jest zanadto ograniczona — zakończył swój wpis Magierowski.
Ten nierozsądny wpis red. Michalskiego brzydko się zestarzeje. Np. za dwa lata — stwierdził ks. Przemysław Śliwiński, były rzecznik archidiecezji warszawskiej.
Podstawą cywilizacji zachodniej jest filozofia grecka, prawo rzymskie i chrześcijaństwo właśnie. Chociażby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość, chrześcijaństwo należy do tradycji narodu polskiego od ponad 1000 lat.
Pamiętając o poglądach przedstawicieli innych wyznań, które występują w mniejszości oraz ateistów, warto podkreślać to, co jest elementem naszej tożsamości, a zatem tradycję katolicką.
W szczególności jak za naszą zachodnią granicą łokciami rozpycha się wojujący Islam, a na wschodzie imperialistyczne i zwulgaryzowane komunizmem Prawosławie w wydaniu rosyjskim
— napisał z kolei mec. Bartosz Lewandowski.
To pokazuje raczej twoja niewiedzę niż problem z projektem.
Objawienia w Gietrzwałdzie z 1877 r. są jedynymi w Polsce uznanymi przez Kościół katolicki objawieniami maryjnymi. Ich znaczenie historyczne wykracza daleko poza sam wymiar religijny: w czasie zaborów Matka Boża mówiła do polskich dzieci po polsku, co miało ogromne znaczenie dla podtrzymania tożsamości narodowej pod germanizacją.
Rok po objawieniach do Gietrzwałdu pielgrzymowało już ok. 300 tys. ludzi z wszystkich zaborów. Był to jeden z największych pokojowych zrywów polskości w XIX wieku.
Upamiętnienie takiego wydarzenia przez państwo nie jest „narzucaniem światopoglądu”, tylko uznaniem ważnego elementu historii i kultury narodu – podobnie jak państwo upamiętnia wydarzenia religijne w wielu krajach Europy.
Warto znać historię, zanim zacznie się ją ironicznie komentować — napisał Wiktor Strzelczyk.
Rany, Patryś, pij co rano melisę zamiast kawy. Dla wierzących objawienia uznane przez Kościół są faktem, a pisanie o nich per „rzekome” jest dla katolików obraźliwe. Muzułmanom też byś napisał, że objawienia Mahometa na górze Hira są „rzekome”, czy taki odważny nie jesteś? — zapytał Cezary Krysztopa.
"Rzekome"? Spór o rok objawień w Gietrzwałdzie
Podważanie znaczenia objawień Maryi w Gietrzwałdzie może świadczyć o niezrozumieniu roli, jaką wiara odegrała w budowaniu polskiej tożsamości. Ale jest też druga możliwość – że nie chodzi o historię, lecz o próbę zepchnięcia wiary do sfery, w której przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
Są takie spory w polskiej debacie publicznej, które więcej mówią o nas samych niż o ich formalnym przedmiocie. Dyskusja wokół ustanowienia roku 2027 Rokiem Objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej jest właśnie jednym z nich. Bo w istocie nie chodzi tu tylko o uchwałę Sejmu. Chodzi o język, pamięć i zdolność rozumienia własnej historii.
Najpierw słowa. Dziennikarz TVN24 Patryk Michalski napisał na platformie X:
PSL pod rękę z PiS i Konfederacją proponuje, by Sejm ustanowił 2027 rok Rokiem Objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Sejm miałby uznać, że rzekome objawienie i przemówienie Maryi w języku polskim to fakt i zachęcać, by szkoły i instytucje państwowe urządzały obchody objawień. Związki partnerskie i prawa kobiet mogą poczekać i przez część ludowców są określane jako »sprawy światopoglądowe«, których nie należy narzucać, ale rzekome objawienia to fakt.
To zestawienie brzmi efektownie, ale jest logicznie chybione. Uchwała okolicznościowa nie ma żadnego przełożenia na tempo prac legislacyjnych, a przekonanie, że regulacje dotyczące związków partnerskich są najpilniejszą sprawą państwa, nie jest poglądem powszechnym – i nie musi nim być.
W tym krótkim wpisie zawiera się też cała oś sporu – i zarazem jego problem. Użyte przez Michalskiego słowo „rzekome” nie jest neutralne. Jest oceną. I to oceną krzywdzącą dla milionów wierzących, ale także zwyczajnie nieprecyzyjną. Objawienia gietrzwałdzkie zostały uznane przez Kościół katolicki za autentyczne. Można w to nie wierzyć – i to jest oczywiste prawo każdego człowieka. Ale czym innym jest niewiara, a czym innym podważanie faktu uznania tych wydarzeń przez instytucję, która dla wielu Polaków pozostaje ważnym autorytetem. W przestrzeni publicznej warto rozróżniać jedno od drugiego.
Reklama
Rok 1877. Polska nie istnieje na mapie. Germanizacja i rusyfikacja nie są abstrakcyjnymi pojęciami z podręcznika, lecz codziennością. I nagle w niewielkiej warmińskiej wsi dwie dziewczynki twierdzą, że słyszą Matkę Bożą – mówiącą po polsku. To właśnie ten element jest kluczowy. Nie teologiczny, lecz kulturowy. W świecie, w którym język był jednym z głównych pól walki o tożsamość, fakt, że „Maryja mówi po polsku”, miał znaczenie niemal symbolicznego aktu oporu.
Setki tysięcy pielgrzymów zaczęły przybywać do Gietrzwałdu. Ludzie z różnych zaborów, często po raz pierwszy doświadczający wspólnoty ponad granicami narzuconymi przez obce państwa. Czy naprawdę trzeba wiary, by dostrzec w tym fenomen narodowotwórczy? Czy naprawdę trzeba być katolikiem, by zobaczyć w Gietrzwałdzie pokojowy, oddolny przejaw polskości?
Projekt uchwały sejmowej – co zresztą jasno wynika z jego treści – nie jest próbą „narzucania wiary”. Nie ustanawia dogmatów. Nie zmusza nikogo do modlitwy. Jest symbolicznym gestem przypomnienia, że w historii Polski religia i tożsamość narodowa były ze sobą splecione w sposób, którego nie da się dziś rozdzielić prostym hasłem o „rozdziale Kościoła od państwa”.
Reklama
Zresztą nawet wewnątrz środowisk politycznych popierających projekt widać napięcia. W podcaście Patryka Michalskiego posłanka PSL Agnieszka Kłopotek mówiła:
Lewica nie jest zadowolona z tego projektu. Wcale się nie dziwię. Ja również uważam, że rozdział Kościoła od państwa jest potrzebny. Pewnie jestem w mniejszości w moim klubie, jeśli chodzi o takie spojrzenie.
To ważny głos – pokazujący, że spór nie przebiega wyłącznie między partiami, ale także wewnątrz nich. Jednocześnie rodzi się pytanie: czy każda forma upamiętnienia wydarzenia o religijnym charakterze jest automatycznie naruszeniem zasady rozdziału Kościoła od państwa?
Bo jeśli przyjąć taką logikę, należałoby wymazać sporą część polskiej historii. Od chrztu Polski, przez Jasną Górę, aż po rolę Kościoła w czasach PRL. A przecież nikt rozsądny tego nie postuluje.
Spór o Gietrzwałd pokazuje jeszcze jedną rzecz: jak łatwo współczesne konflikty polityczne przesłaniają zdolność do spokojnego namysłu nad przeszłością. Zamiast rozmowy o znaczeniu wydarzeń z 1877 roku mamy szybkie etykiety, ironiczne komentarze i przerzucanie się zarzutami o hipokryzję.
Reklama
Tymczasem można – i warto – spojrzeć na to inaczej. Ustanowienie roku 2027 Rokiem Objawień Gietrzwałdzkich nie musi być aktem religijnej dominacji. Może być zaproszeniem do refleksji nad tym, jak różne wymiary polskości – także ten religijny – kształtowały wspólnotę w czasach, gdy państwa nie było.
Nie trzeba wierzyć w objawienia, by zrozumieć ich znaczenie. I nie trzeba się ich obawiać, by pozwolić o nich pamiętać.
Karol Białkowski


Skomentuj
Komentuj jako gość