Rozmowa z Maciejem Wąsikiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Okręgu nr 35. Rozmawia Adam Jerzy Socha.
W pierwszej naszej rozmowie zacząłem od oskarżeń byłego agenta CBA i posła PiS Tomasza Kaczmarka pod adresem pana, panów Mariusza Kamińskiego i Ernesta Bejdy. Ponownie muszę od tej sprawy zacząć, bo Kaczmarek znów wywołał panów do odpowiedzi. Najpierw, po 19 latach od sprawy willi Kwaśniewskich, minister Waldemar Żurek kieruje wniosek do Parlamentu Europejskiego o odebranie immunitetu panu Mariuszowi Kamińskiemu. Zaraz po informacji w mediach o tym wniosku TVP Info w likwidacji przeprowadziła wywiad z Tomaszem Kaczmarkiem, w którym twierdzi, że panowie przekształcili CBA w zorganizowana grupę przestępczą w celu niszczenia przeciwników politycznych PiSu.
Panowie zareagowaliście zapowiedzią pozwu zbiorowego przeciwko Kaczmarkowi.
„Agent Tomek” pozwany przez b. szefów CBA Kamińskiego, Wąsika i Bejdę
Zacznijmy od wniosku min. Żurka. Jak pan go odebrał?
„Polityczne paliwo rządu Tuska się wypala”
Maciej Wąsik: Pan redaktor i czytelnicy „Debaty”, którzy obserwują życie publiczne, zdają sobie sprawę, że dzisiaj jedynym realnym paliwem Donalda Tuska są igrzyska w postaci rzekomego rozliczania rządów Prawa i Sprawiedliwości. Nie jest to rozwiązywanie podstawowych problemów, które ma Polska, ale właśnie igrzyska. To jest paliwo polityczne rządu Donalda Tuska. Kiedy ministrem był pan Bodnar, to zaczął z grubej rury, wsadzając mnie i Mariusza Kamińskiego do więzienia. Później były kolejne areszty, nawet ze złamaniem immunitetu, mówię tutaj o pośle Marcinie Romanowskim, byłym wiceministrze sprawiedliwości, ale zaczęło się to paliwo wypalać.
I właśnie dlatego został zmieniony minister sprawiedliwości, gdyż zaplecze Donalda Tuska, także ludzie, którzy go najgoręcej popierają w postaci internetowej sekty, „Silnych Razem”, inspirowanej przez Romana Giertycha, domagali się krwi. I Żurek zastąpił ministra Bodnara właśnie dlatego, żeby organizować całe to igrzysko. Nie po to, żeby reformować wymiar sprawiedliwości, nie żeby przyspieszać postępowanie w sądach, ale po to, żeby organizować igrzyska.
Przypomnę, że pan Żurek, były rzecznik KRS-u, stał na czele grupy sędziów Iustitia atakujących wszystkie reformy Prawa i Sprawiedliwości i sam rząd PiS. Od początku sędzia Żurek przewodził tej partii politycznej sędziów, którzy buntowali się przeciwko reformom, które miały zerwać z postkomunistyczną przeszłością polskiego sądownictwa i przyspieszyć postępowania sądowe; sprawić, żeby sprawiedliwość przed sądem pojawiała się szybciej.
Ale ostatni czas to był zły okres w mediach dla obozu rządzącego. Przypomnę, że wybuchła afera kłodzka związana ze skazaniem byłej działaczki, pełnomocniczki w wyborach Platformy Obywatelskiej, za pedofilię i zoofilię. Trzeba więc było wymyślić tematy, które odwrócą uwagę od tej strasznej historii. Dlatego po 19 latach sięgnął Żurek po zapomnianą już sprawę willi Kwaśniewskich w Kazimierzu Dolnym i uznał, że należy postawić zarzuty Mariuszowi Kamińskiemu, byłemu szefowi CBA. Przyznam się, że to jest kuriozalne, po 19 latach i po ujawnieniu wszystkich materiałów na temat tej sprawy, z którymi mogła zapoznać się opinia publiczna, i każdy mógł sobie na ich podstawie wyrobić zdanie, jak to naprawdę wyglądało i kto był właścicielem tej willi. W mojej ocenie właścicielem willi w Kazimierzu Dolnym byli państwo Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy, którzy w owym czasie nie mogli wykazać się dochodami, które by dawały im możliwość zakupu tej willi.
„Willa Kwaśniewskich była zakupiona na słupa”
Ta willa była zakupiona na tzw. słupa. Tym słupem był już obecnie były prezes firmy Budimex, prywatnie przyjaciel małżeństwa Kwaśniewskich. Kwaśniewscy dysponowali tą willą osobiście. Podejmowali wszystkie kluczowe decyzje. W pewnym momencie chcieli ją sprzedać, kiedy media zaczęły się sprawą tej willi interesować, po publikacji w „Rzeczpospolitej” o nagranej rozmowie pomiędzy Aleksandrem Gudzowatym a Józefem Oleksym, w dniu 14 września 2006 roku, w której Oleksy mówił o tej willi, że należy do Kwaśniewskich, i że w życiu nie wytłumaczą się przed Urzędem Skarbowym, skąd wzięli na to pieniądze. W związku z tym CBA przygotowało operację specjalną kontrolowanego zakupu. Czynności operacyjne zostały zaakceptowane przez ówczesnego prokuratora generalnego Andrzeja Czumę. Operatorem (funkcjonariuszem działającym pod przykryciem) w tej sprawie był Tomasz Kaczmarek, „agent Tomek”. Zatrzymaliśmy wykonawców, czyli osoby, które stały po dwóch stronach aktu notarialnego i pojechaliśmy z tym do prokuratury. Przestraszona prokuratura katowicka zabroniła funkcjonariuszom CBA, na zatrzymanie kogokolwiek z rodziny Kwaśniewskich, twierdząc, że przyjdzie na to czas po postawieniu zarzutów. Ale to był już czas, w 2009 roku, rządów Donalda Tuska i ta sprawa została skręcona, co do tego nie mam wątpliwości, przez prokuraturę.
Przed sądem stanęły tylko płotki, które były słupami. Natomiast pieniądze miały trafić do żony Aleksandra Kwaśniewskiego, Jolanty, która instruowała swoich współpracowników, że trzeba je wymienić na walutę. Na początku miała być to waluta euro, czyli „buty w rozmiarze europejskim”, a później dolary, czyli „buty w rozmiarze amerykańskim”. Współpracownik fundacji Jolanty Kwaśniewskiej chodził do kantoru i umawiał transakcję wymiany na następny dzień. My mieliśmy te pieniądze, jako CBA, sfotografowane, policzone, numery banknotów były spisane, żeby nie dopuścić do sytuacji, że te dowody znikną w kantorze. Doświadczeni funkcjonariusze stwierdzili, że trzeba na tym etapie już zrobić realizację, bo mogą nam zniknąć istotne dowody. A mamy dowodów tak dużo, różnego typu, zdobytych metodami operacyjnymi, że willa należała do Kwaśniewskich, zatem nie powinno być problemu z postawieniem im zarzutów.
Zapłacono kwotę przewidzianą w akcie notarialnym, mało tego, żeby uniknąć wysokiego podatku od czynności cywilno-prawnej, na prośbę osoby sprzedającej, część pieniędzy poszło pod stołem. Z kwoty 3,5 miliona, 1,5 miliona poszło pod stołem. W akcie notarialnym znalazła się kwota tylko 2 milionów
CBA prowadziło świadome działania i akcja nie została zdekonspirowana, tylko prokuratora katowicka, działając według mnie w duchu pewnej poprawności politycznej i ochrony „Nietykalnych Trzeciej Rzeczpospolitej” tę sprawę, nie zawaham użyć się tego słowa, skręciła w trakcie późniejszego śledztwa.
Jeszcze taki smaczek z tej sytuacji. Marek Z.*, bliski współpracownik Jolanty Kwaśniewskiej, zeznał naszym funkcjonariuszom, że miał te pieniądze zawieźć Jolancie Kwaśniewskiej.
- Mając tak mocne dowody w ręku, dlaczego po dojściu do władzy PiSu ta sprawa nie została przez prokuraturę wznowiona?
Maciej Wąsik: Bo się przedawniła. W tamtym okresie „Agent Tomek” napisał nawet o tej operacji książkę, ale w pewnym momencie zdecydowanie zmienił front.
„Kaczmarek nas szantażował”
- Chciałbym przejść do tej zmiany frontu. Tomasz Kaczmarek pojawia się w historii Olsztyna w 2013 roku, wówczas złożył zeznanie w sądzie, potwierdzając, że willa należała do Kwaśniewskich. W tym samym czasie rozbija małżeństwo, żeni się z prezes Helpera Katarzyną i nadal jest lojalny wobec PiS-u, jest posłem PiS-u, jego żona wcześniej była działaczka PiSu, dyrektorką biur poselskich posłów PiS w Olsztynie, pracownicą centrali partii na Nowogrodzkiej, dzięki PiS piastowała różne stanowiska. Ich nastawienie zmienia się w 2015 roku, gdy zaczyna się śledztwo w sprawie podejrzenia przywłaszczenia dotacji publicznych na prowadzenie Środowiskowych Domów Samopomocy, co skutkuje zablokowaniem przez służby powołanie Katarzyny K. na stanowisko wiceminister rodziny i pracy.
W mojej ocenie Tomasz Kaczmarek zaczyna atakować panów w 2017 roku, gdy wojewoda Warmińsko-Mazurski odcina dotacje Helperowi. Wówczas Kaczmarek zwołał konferencje prasową w holu urzędu wojewódzkiego, powiedział, że jedzie poinformować premiera i zanim wróci, to wojewoda zostanie wyprowadzony z urzędu w kajdankach. Ale nic w Warszawie nie wskórał i wówczas zaczyna narrację, że odcięcie dotacji i śledztwo w sprawie Helpera, to zemsta polityczna Mariusza Kamińskiego, Ernesta Bejdy i pana za zeznanie w prokuraturze, że on pod naciskiem panów fałszował raporty służbowe w sprawie operacji „willa Kwaśniewskich”. Czy pan też tak to postrzega?
Maciej Wąsik: Tomasz Kaczmarek sam zrezygnował z bycia posłem, z powodów wizerunkowych, pojawiał się w Warszawie samochodem Porsche Cayenne. Media zainteresowały się, skąd miał na takie auto pieniądze? Złożył więc mandat i gdzieś tam zniknął, zaczął robić jakieś biznesy.
- Oprócz tego auta tygodnik „Wprost” opublikował nagranie z imienin poseł Iwony Arent w pensjonacie skarbniczki Helpera w Olsztynie, na których Kaczmarek wulgarnie zaatakował wówczas jeszcze męża Katarzyny Sz. i groził mu pobiciem. Oficjalnie tłumaczył zrzeczenie się mandatu posła tym, że na świat przyszła jego córeczka i chce skupić się na rodzinie.
Maciej Wąsik: Tych okoliczności nie znam, ale w roku 2016 albo 2017 Tomasz Kaczmarek pojawił się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i poprosił Mariusza Kamińskiego o spotkanie. Z tego co wiem, był też u Ernesta Bejdy w CBA. Mariusz Kamiński poprosił mnie, żebym ja w jego imieniu, byłem jego zastępcą, spotkał się z Kaczmarkiem. Rozmowa z Tomaszem Kaczmarkiem wyglądała mniej więcej tak. On mówił, „mam problem, bo wojewoda się na mnie uwziął, ja tutaj ze swoją żoną prowadzę takie domy opieki społecznej, wszystko jest zgodnie z prawem, wszystko dobrze robimy, tak jak trzeba, ale wojewoda się uwziął i wszczyna jakieś postępowania karne wobec nas, złożył zawiadomienie do prokuratury. To jest oczywiście „platformerska” intryga” itd.
Ja powiedziałem mu jedną rzecz. „Za wszystko, co robiłeś jako funkcjonariusz CBA, bierzemy odpowiedzialność. Za to co robisz na własną rękę, tej odpowiedzialności nie możemy wziąć. Bo my nie znamy żadnych szczegółów, w żaden sposób w tym nie uczestniczymy. Ale wierz mi, że nie ma w rządzie PiS żadnych sił, które dążyłyby do postawienia ci za wszelką cenę zarzutów. Jeżeli działałeś zgodnie z prawem obronisz się, ale musisz bronić się sam”.
- No i broni się teraz w sądzie narracją, że to zemsta panów, za to, że on nagle doznał wyrzutów sumienia i w akcie ekspiacji opowiedział najpierw w prokuraturze, a następnie TVN i Wyborczej, że CBA to „zorganizowana grupa przestępcza”, której celem było niszczenie politycznych przeciwników PiSu, pod fałszywymi oskarżeniami.
Agent Tomek: Jesteśmy ofiarami zemsty Ziobry, Kamińskiego, Wąsika i Bejdy
Maciej Wąsik: Ale kolejność była dokładnie inna. Mówiąc otwartym tekstem, Tomasz Kaczmarek oczekiwał, że będziemy interweniować w prokuraturze w jego sprawie, żeby umorzyć postępowanie w sprawie Helpera. Tego oczekiwał Tomasz Kaczmarek.
Nie chcieliśmy oczywiście czegoś takiego zrobić. Nie wiem, czy w ogóle byłaby taka skuteczna możliwość, ale odmówiliśmy, mówiąc prostym językiem, że jeśli jest niewinny, to na pewno się wybroni. Nikt w prokuraturze, za wszelką cenę, wbrew faktom, nie będzie mu stawiał żadnych zarzutów, jeśli nie ma ku temu żadnych przesłanek.
- Jego narracja szła tak daleko, że minister Mariusz Kamiński spowodował, iż prokuratorem regionalnym w Białymstoku została funkcjonariuszka CBA, Elżbieta Pieniążek z zadaniem zniszczenia Kaczmarka.
Maciej Wąsik: Ona rzeczywiście przez krótki czas pracowała w zarządzie operacyjno-śledczym, kiedy Mariusz Kamiński był szefem CBA. To zresztą jest bardzo dobra prokuratur. Gdy później odeszła z CBA, powróciła do prokuratury, prowadziła sprawy VAT-owskie, ale także trafiła do niej sprawa Helpera. W tym czasie Kaczmarek jechał do jakiegoś postępowania, do Katowic i jeszcze z drogi zadzwonił do Ernesta Bejdy i powiedział, „słuchaj, macie jeszcze chwilę, ja zaraz będę w prokuraturze i jeżeli tego nie zrobicie, to ja was będę obciążał”. To był czysty szantaż, ewidentnie. Mało tego, wysłał jeszcze Ernestowi SMS: „albo mi pomożecie, albo ja zmienię kierunek”. Ernest go zachował jako dowód w tej sprawie i chyba przekazał nawet do prokuratury. Nie pomogliśmy i on zmienił kierunek i zaczął regularnie co pewien czas atakować CBA najgorszymi, najbardziej obrzydliwymi rzeczami.
My byliśmy zawsze atakowani przez wiele osób, od środowisk politycznych, poprzez środowiska związane z dziką reprywatyzacją w Warszawie, byliśmy stale pod ostrzałem medialnym. Nienawidził nas Giertych, nienawidził Tusk, nienawidziła nas Gronkiewicz-Waltz i wiele innych środowisk. Wylewały się na nas tony pomyj. Przyznam się, że nie chciało nam się wytaczać seryjnie ileś spraw o naruszenie dóbr czy zniesławienie. Tym bardziej, że uważamy, że nasza zdolność wygrywania jest ograniczona przez nastawienia środowiska sędziowskiego pod ministrem Żurkiem. Ale teraz, gdy Tomek Kaczmarek zaatakował nas personalnie oraz całą formację, że CBA, to była „grupa przestępcza”, gdzie każdy miał swoją rolę i wszyscy o tym wiedzieli i wykonywali rozkazy wiedząc, że jest to działanie polityczne, co jest oczywiście nieprawda, uznaliśmy, że musimy zareagować. Zrobiliśmy rozeznanie w środowisku naszych byłych funkcjonariuszy, którzy są dzisiaj w różnych miejscach Polski, w różnych sytuacjach zawodowych, to ponad 50 funkcjonariuszy, którzy chcą dołączyć się do procesu i pójść wspólnie przeciwko „agentowi Tomkowi”, bo to, co on powiedział, ubliża im wszystkim.
Jesteśmy już umówieni z prawnikiem, który dostał ten materiał, i po konsultacji zdecydujemy, w jakiej formie wystąpimy do sądu. Musimy bronić dobrego imienia CBA, świetnej formacja, która wiele zmieniła w Polsce i spowodowała, że Polska w rankingu korupcji ze szczytu spadła na dół. Ofiarna praca funkcjonariuszy została zdeprecjonowana przez Tomasza Kaczmarka w imię jego planu, że on chce zostać świadkiem koronnym, za to, że będzie obciążał PiS, Kamińskiego, Bejdę i Wąsika. Będzie mówił wszystko, co oni tylko chcą, po to, żeby zostać świadkiem koronnym i uniknąć odpowiedzialności za swoje czyny.
„Poseł Arent nie zwracała się do nas”
- Bardzo zaangażowana w obronę Helpera była poseł Iwona Arent, oskarżała prokuratora okręgowego w Olsztynie, policjantów z gospodarczego, urzędników wojewody, na końcu pozwała mnie. Była też z Tomaszem Kaczmarkiem u prokurator Pieniążek w Białymstoku. Czy poseł Arent również interweniowała u pana, u ministra Kamińskiego?
Jak posłanka Iwona Arent broniła Helpera
Maciej Wąsik: Nie, nigdy nie mieliśmy żadnej interwencji ze strony pani poseł Iwony Arent. Żadnej sugestii, w ogóle nigdy na ten temat nie rozmawiałem.
- Pierwszy mąż Katarzyny K., Arkadiusz Sz. zeznał najpierw w prokuraturze (wystąpił o status małego świadka koronnego), następnie potwierdził swoje zeznanie w sądzie, że jego żona płaciła wojewodzie Marianowi P. z PSL prowizje od przyznanych dotacji, a poseł Arent za ochronę polityczną i lobbowanie na rzecz Helpera. Poseł nie była przesłuchana przez prokuratora. Oskarżony w sprawie Helpera były prezydenta Olsztyna Piotr Grzymowicz wniósł do sądu o jej przesłuchanie. Mnie poseł odpowiedziała, że zeznanie Arkadiusza Sz., to pomówienia i linia obrony zdradzonego męża.
Maciej Wąsik: Ja nic na ten temat nie wiem. Poseł Arent w żaden sposób nie zwracała się do nas, bo gdyby to zrobiła zostałaby odprawiona z kwitkiem, tak jak Tomasz Kaczmarek. Nie chcę rozstrzygać, czy to są prawdziwe informacje, które ten pan złożył przed sądem, ale były mąż czy była żona nie są najbardziej obiektywnymi świadkami. Po prostu to są emocje i urazy.
- Czyli rozumiem, że w PIS-ie nie stosowano doktryny Neumanna? Bo w Platformie ta doktryna działa, czego dowodem jest wycofanie oskarżenia wobec Giertycha, Grodzkiego czy Nowaka
Maciej Wąsik: Moim najlepszym przyjacielem, był człowiek, który był bratem głównego oskarżonego w aferze reprywatyzacyjnej w Warszawie Jakuba R. Ze strony rodziny czułem oczekiwanie pomocy ze względu na długoletnią znajomość od szkoły średniej, razem studiowaliśmy, świadkowaliśmy sobie, trzymaliśmy dzieci do chrztu itd. Ta przyjaźń się skończyła w momencie, kiedy okazało się, że brat mojego przyjaciela został zatrzymany przez CBA i siedział dwa lata w areszcie.
Pomimo tej znajomości, przekazałem stosowne materiały do CBA. Wylały się wówczas na nas, piórem redaktora Wojciecha Czuchnowskiego, ogromne ilości obrzydliwych materiałów, łącznie ze zdjęciami sugerującymi, że jestem homoseksualistą. Były to zdjęcia z naszych młodzieńczych wygłupów różnego typu. Jeżeli ktoś chce powiedzieć, że w PiS też obowiązywała doktryna Neumanna, to dlaczego nie zadziałała w przypadku Tomasza Kaczmarka, czy chociażby Jakuba R.?
„Prezydent zawetuje ustawę o likwidacji CBA”
- Jak pan odbiera, w kontekście naszej rozmowy, decyzję rządu Donalda Tuska o likwidacji CBA z dniem 1 października?
Maciej Wąsik: Dzięki pracy CBA Polska zaczęła zmieniać swoją pozycję w indeksie postrzegania korupcji, prowadzonym przez organizacje międzynarodowe. To znaczy, że dzisiaj problem korupcyjny nie jest aż tak duży, nie jest tak powszechny, jak było to kiedyś. CBA powstało na bazie emocji po aferze Rywina. Mariusz Kamiński był głównym inicjatorem powstania tej służby. Jednym z pomysłodawców był też śp. Władysław Stasiak, który zginął w katastrofie Smoleńskiej. CBA działało przez wiele lat. Ścigało korupcję tam, gdzie nigdy Policja Polska nie mogła sięgnąć, czyli na szczytach władzy. Nie bała się sięgać po skorumpowanych polityków wszelkiej maści. Od lewicy do prawicy. Donald Tusk w pewnym momencie nazwała CBA policją polityczną, uznał, że będzie chciała ją zlikwidować. Jeżeli rozproszymy działania antykorupcyjne i główny ciężar spocznie na policji, to z całym szacunkiem do instytucji policji i jej wielkiego dorobku, uważam, że różnego typu powiązania lokalne na poziomie komendantów wojewódzkich, ale także brak specjalistycznego szkolenia, które jest niezbędne do ścigania korupcji, kwestia zrozumienia spraw gospodarczych, spółek, transakcji biznesowych sprawi, że ta walka z korupcją będzie nieskuteczna. Jest to tylko i wyłącznie wendetta obozu Donalda Tuska i pokazanie także funkcjonariuszom innych formacji, nie sięgajcie za wysoko, bo dostaniecie po łapach. Dostał Wąsik i Kamiński za aferę gruntową, teraz ma dostać Bejda za Pegasusa, a CBA, które sięgało po korupcję wśród nietykalnych, będzie rozwiązane i rozproszone. To będzie miało fatalne skutki, jeśli chodzi o ściganie korupcji w Polsce i generalnie na funkcjonowania służb.
- Ile trzeba będzie czasu, żeby taką służbę odbudować, gdyby prawica wróciła do władzy?
Maciej Wąsik: Proszę się nie obawiać, ta służba nie zostanie rozwiązana, bo prezydent Karol Nawrocki na to nie pozwoli, już są deklaracje urzędników Kancelarii Prezydenta. Co prawda ta służba zostanie zagłodzona, co do tego nie ma wątpliwości, myślę, że nie będzie miała większych sukcesów na poziomie ścigania przestępstw na szczytach władzy, tylko gdzieś tam na obrzeżach życia publicznego. Możemy sobie wyobrazić, że nastroje w takiej służbie jak CBA, która jest ciągle ścigana, wylewa się na nią pomyje, nie są najlepsze.
„Jakie wnioski dla PiS z porażki Orbana?”
- Panie pośle, chciałbym zmienić temat i zapytać Jakie wnioski, według pana posła, powinna wyciągnąć Prawo i Sprawiedliwość z porażki Orbana?
Maciej Wąsik: Prawdziwą porażką Orbana byłoby, gdyby nie chciał oddać władzy, a proszę zauważyć jak się Orban zachował. Natychmiast, jeszcze nie było oficjalnych wyników, ale było już jasne, że przegrał wybory, pogratulował swojemu przeciwnikowi i zapowiedział, że ustąpi i odda władzę.
Ale oczywiście Orban przegrał wybory zdecydowanie 53 do 38, to jest 15 punktów procentowych. Niemniej jednak wynik 38% w każdym innym państwie europejskim dawałby samodzielne rządy. Nie pamiętam kiedy, któraś z partii niemieckich uzyskała taki wynik, wydaje mi się, że tam wygrywa się wybory z 30-ma kilkoma procentami.
Ordynacja wyborcza sprawiła, że w zasadzie TISZA będzie miała większość konstytucyjną. Jakie wnioski? Wydaje mi się, przynajmniej takie dochodziły informacje medialne, nie wiem na ile prawdziwe, że jednak trzeba walczyć z korupcją we własnych szeregach. Ja nie jestem w stanie tego ocenić bardzo dokładnie, ale wydaje mi się, że ogólne postrzeganie korupcji ludzi władzy było tam dosyć powszechne. Druga rzecz, w te wybory ewidentnie ingerowała Unia Europejska, w sensie politycznym i finansowym, bo blokowano także, tak jak w Polsce KPO, wiele programów na Węgrzech, mówiąc „dostaniecie pieniądze jak odejdzie Orban”.
Trzecia rzecz, to co mi przeszkadzało od 2022 roku w Orbanie, to jednak polityka miękka wobec Rosji. Oczywiście trzeba sobie zdawać sprawę z uwarunkowań węgierskich, 80% ich paliw pochodzi z Rosji, to jest błąd Orbana, że nie zdywersyfikował tych źródeł dostaw, ale proszę zauważyć pierwsze wypowiedzi Magyara, który wcale nie odcina się od Putina , tylko mówi, „jesteśmy tu gdzie jesteśmy, kupujemy paliwo od tych ludzi, od których kupujemy i musimy unormować stosunki z Rosją”. To nie jest tak, że Magyar jest proukraiński. Na Węgrzech nastroje antyukraińskie są ogromne, od dawna problem mniejszości węgierskiej na Rosji zakarpackiej jest oczywisty, te konflikty są gorące. Niemniej jednak przypomnę, że Orban otworzył ukraińską granicę w 2022 roku i dawał opiekę tym uchodźcom z Ukrainy, którzy uciekali przez granicę węgierską i chwała mu za to. No i ostatnia rzecz, proszę pamiętać, że był to chyba ostatni rząd w Europie, który rządził po COVID-zie, prawda? Nigdzie w Europie nie ma już rządu, który rządził w COVID-zie, jednak problemy gospodarcze Węgier wynikające z COVID-u czy z innych elementów, na pewno rzutowały na to, że tam potrzebna była zmiana. Kiedyś Orban musiał przegrać, taka jest demokracja, nie ma partii, która rządzi wiecznie. Ale 16 lat rządów, jest to bardzo długi czas w Europie.
Jaka powinna być polityka PiS wobec Komisji Europejskiej?
- Prezes Klubu Jagiellońskiego Paweł Musiałek twierdzi, że ogromnym błędem, polskiej prawicy było sklejenie się z Orbanem, który zbudował u siebie państwo mafijne i przez to PiS, na własne życzenie spowodował, że był cały czas w mediach pod pręgierzem, Zjednoczona Prawica była wrzucana do jednego worka z Węgrami. Tymczasem ta realna pomoc Orbana dla Polski rządzonej przez PiS w Unii Europejskiej to była kompletna iluzja, to była tylko retoryka, a nie rzeczywiste działania. Po drugie PiS idiotycznie skleił Magyara z Tuskiem, co Tusk doskonale wykorzystał politycznie. Tymczasem Magyara z Tuskiem łączy tylko to, że stworzył partię jeszcze bardziej wodzowską niż Tusk, bo z naboru w internecie, ludzi no name, którzy będą całkowicie mu podporządkowani i ulegli. Magyar jest konserwatystą, a nie żadnym liberałem, żadnym progresistą, on nie będzie żadnej rewolucji gender wprowadzał na Węgrzech.
Maciej Wąsik: Ale dzisiaj nie o to idzie gra w Europie. Proszę sobie wyobrazić, że do następnej perspektywy budżetowej Ursula von der Leyen chce wpisać twardo mechanizm warunkowości. Czym jest mechanizm warunkowości? Nie jest elementem poprawy praworządności w państwach członkowskich, jest elementem władzy Brukseli nad państwami członkowskimi. Kto się sprzeciwi temu budżetowi w takiej formie, jeżeli nie będzie Orbana? Skąd przekonanie, że Magyar się sprzeciwi? Co do sklejenia Magyara z Tuskiem. Czy mógłby pan przytoczyć jakąkolwiek wypowiedź polityka Prawa i Sprawiedliwości atakującą Magyara?
- No przecież prezes PiS, jako jedyny lider partii w Unii Europejskiej, nie pogratulował Magyarowi, bo to człowiek, który „upiekł szczenię w mikrofalówce”. Kto prezesowi takie fejki podsuwa? Jako że musi pan kończyć, bo zaraz zaczyna posiedzenie komisji, to zapytam jeszcze o stosunek PiS do Unii Europejskiej. PiS pracuje mocno na wizerunek partii, która prze do Polexitu. Wzmacnia ten wizerunek przekaz kandydat na premiera Przemysława Czarnka, wszystko z Unii do kosza, OZE sroze, ETS – sretees itp. A co robi Meloni? Mówi Ursuli von der Leyen: „OK, chcesz dalej walczyć z ociepleniem klimatu, dalej ma obowiązywać ETS? Proszę bardzo”. Pobiera podatek ETS i następnie zwraca go firmom energetycznym. Orban, który był dysponentem polityki niemieckiej i miał sztamę z Merkel, skazał się na marginalizację, bo przyjął kurs skrajnie konfrontacyjny, wyleciał z EPP i znalazł się na marginesie. Paweł Musiałek przestrzega, nie idźcie drogą Orbana. Wejdźcie do jądra Unii, budujcie sojusze i tak zatrzymajcie kurs lewicy na państwo centralistyczne.
Maciej Wąsik: Panie redaktorze, ja nie przyjmuję tego argumentu. Celem partii politycznej jest rządzenie i realizacja swoich postulatów ideowych, gospodarczych itd. Dzisiejsza koalicja, która rządzi w Komisji Europejskiej, w Brukseli, jest daleka od realizacji postulatów państwa konserwatywnego, które postuluje Prawo i Sprawiedliwość.
Dzisiejsza koalicja buduje centralne państwo europejskie. To jest dzisiaj główna oś sporu, czy Unia Europejska ma być nad państwami, superpaństwem, czy ma być Europą ojczyzn, gdzie państwa członkowskie suwerennie decydują o swojej przyszłości.
- No to trzeba działać na zmianę tego kursu, a nie Liberum Veto.
Maciej Wąsik: Nie, to nieprawda. My żeśmy poparli ostatnie rozwiązania Komisji dotyczące imigracji, chodzi o cofanie imigrantów do państw trzecich, razem z EPP. Cała prawica poparła, patrioci, ESN, EKR, w którym jest PiS wbrew Lewicy. To nie jest bycie opozycją totalną. Te rozwiązania, które są korzystne z punktu widzenia europejskiej polityki emigracyjnej, popieraliśmy. Ale rozwiązania, które sprawiają, że będziemy mieli coraz mniej władzy w Polsce, bo decyzje za nas będą podejmowali ludzie w Brukseli, nie jesteśmy w stanie poprzeć, bo my chcemy, żeby Polska była krajem suwerennym. Nie można takiego kosztu zapłacić tylko po to, żeby grzać się w jądrze władzy w Brukseli.
„Czy zapisze się pan do stowarzyszenia Morawieckiego?”
- Na koniec proszę jeszcze o pana deklarację, czy zapisze się pan do stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego i jak pan ocenia decyzję byłego premiera? Jakie ona rodzi skutki dla prawicy w kontekście wyborów parlamentarnych w 2027 roku?
Maciej Wąsik: Wstępowałem do PiS, jako patriotycznej, konserwatywnej partii postulującej oczyszczenia życia publicznego z korupcji, zerwanie z układami polityczno-biznesowymi, walczącej z oligarchizacją państwa i jednocześnie stawiającej na dynamiczny rozwój i wyrównanie różnic społecznych. Ja chcę być w takim PiS. Nie interesuje mnie polityka frakcyjna. Tylko w jedności jesteśmy w stanie wygrać z Tuskiem i jego akolitami
Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał Adam Jerzy Socha
Rozmowa została przeprowadzona 15.04.2026r.
O Marku Z., który prowadził Jolancie Kwaśniewskiej agencję handlu nieruchomościami Royal Wialnów można przeczytać TUTAJ
W najnowszym odcinku Magazynu Anity Gargas gościem jest Ernest Bejda, były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Tematem rozmowy jest głośna sprawa willi Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich w Kazimierzu Dolnym, kulisy działań CBA, pytania o rzeczywistych właścicieli nieruchomości, a także wątpliwości dotyczące pochodzenia pieniędzy, które pojawiają się w tej historii.
Czy willa w Kazimierzu była formalnie zapisana na inne osoby, a faktycznie pozostawała w dyspozycji byłej pary prezydenckiej? Jaką rolę odegrali pośrednicy, podstawione osoby i pieniądze przekazywane poza oficjalnym obiegiem? Dlaczego sprawa, która miała dotyczyć majątku i przepływu pieniędzy, po latach została odwrócona przeciwko ludziom prowadzącym działania operacyjne?


Skomentuj
Komentuj jako gość