W wielu gminach na Warmii i Mazurach trwają protesty mieszkańców przeciwko budowie elektrowni OZE. Ostatnio protestują m.in. mieszkańcy wsi Skajboty w gminie Barczewo przeciwko elektrowni fotowoltaiczncyh (PV). Nie wiem, czy protestujący zdają sobie sprawę, że nie walczą tylko o krajobraz warmiński i komfort swojego życia, ale także o zatrzymanie zbiorowego samobójstwa Polski. Bowiem każdy kolejny wiatrak i panel rujnuje naszą gospodarkę i zrobi z nas żebraków.
Minister Energii Miłosz Motyka (PSL) w mediach łgał w żywe oczy, że prąd od 1 stycznia 2026 roku nie zdrożeje. Oszustwo polega na tym, że cena samej energii jest zbliżone do poziomów z 2025 roku, ale realne rachunki dla większości gospodarstw domowych wzrosły o około 50-66%. Wynika to głównie z drastycznego wzrostu opłaty mocowej, jakiej do tej pory nie było. Dla firm to wzrost o około 55 procent, co przełoży się na wzrost ceny towarów na półkach sklepowych. Rośnie też opłata przesyłowa i kogeneracyjna (połączenie produkcji energii elektrycznej i ciepła). To podwójne uderzenie w portfele Polaków.
Już jest drogo, a będzie jeszcze drożej. Dlaczego?
Opisałem to w „Deb@cie” w tekście pt.
Czy premier Tusk budując wiatraki obniży ceny prądu?
oraz w tekście pt.
Trwa presja koncernów OZE na gminy Warmii i Mazur. Kolej na Korsze
Ale doszły nowe fakty.
Dlaczego Unia Europejska ma najdroższy prąd w świecie (trzykrotnie droższy niż w USA),
a w ramach Unii najdroższy prąd ma Polska zaraz za Czechami (Premier Czech Andrej Babiš wezwał do pilnej rewizji systemu handlu emisjami ETS. Podkreślał, że w ciągu ostatnich dwóch lat przemysł w jego kraju stracił około 10 proc. mocy produkcyjnych). W rezultacie gospodarka UE, w tym Polski stale się kurczy. PKB USA to ok. 32 bln USD, UE ok. 20 bln USD, a jeszcze w 2008 roku obie gospodarki były na tym samym poziomie. Obecnie rośnie przepaść technologiczna i inwestycyjna między kontynentami, która się pogłębi, gdyż prezydent Trump zakończył walkę z „globalnym ociepleniem” i drastycznie ograniczył lub zlikwidował dotacje podatkowe dla energii wiatrowej i słonecznej,
Ta przepaść na dobre powstała w wyniku uchwalenia w 2019 roku „Europejskiego Zielonego Ładu”,
którego celem jest zeroemisyjność CO2 wytwarzanego przez węgiel, ropę i gaz. Żeby zmusić państwa UE do likwidacji źródeł energii opartych o surowce kopalne, Bruksela obłożyła je podatkiem zwanym ETS. Na domiar złego zezwoliła, by ta opłata stała się przedmiotem obrotu na rynkach finansowych, a więc spekulacyjnego. To spowodowało, że prognozowana w 2020 r. przez Komisję Europejską cena uprawnień na poziomie 26,50 euro za tonę CO₂ w 2025 r., wynosi obecnie 90 euro. Pozyskane w ten sposób środki zostają przekierowane w formie dotacji w inwestycje w OZE.
Pomimo, że zlecony przez Komisję Europejską Raport Draghiego z 2024 stwierdził, że gospodarka UE utraciła konkurencyjność i jest w „stanie agonii”, to były prezes Europejskiego Banku Centralnego i były premier Włoch Mario Draghi, zalecił jeszcze więcej tego samego. Toteż pod koniec 2025 r. instytucje UE ustaliły 90% redukcję emisji netto gazów cieplarnianych do 2040 r. w porównaniu z poziomem z 1990 roku.
Gdy Chiny, Indie, a teraz USA zwiększają na potęgę emisje CO2, to UE zarżnęła swoją gospodarkę „Zielonym (nie)Ładem”, obniżając CO2 do 7%, co nic nie znaczy w walce z „globalnym ociepleniem”. Bruksela wpędza miliony obywateli UE w nędzę a i tak „planeta spłonie”. Teraz Bruksela objęła (w ramach polityki: jeszcze więcej tego samego zielonego szaleństwa) CBAM-em (Carbon Border Adjustment Mechanism), czyli granicznym podatkiem węglowym, wszystkie towary importowane spoza Unii Europejskiej, ze śladem CO₂, co dodatkowo uderzy w konsumentów UE.
Nie zmienia się też merit order, czyli zasada obliczania ceny granicznej prądu w UE, w oparciu o koszt wytworzenia najdroższej jednostki energii, czyli kosztu elektrowni gazowej, a z gazu energię głównie produkują Niemcy (po likwidacji elektrowni jądrowych). Pierwszeństwo wpuszczania do sieci ma prąd z OZE, potem z węgla, a na końcu z gazu, więc jak na początku lutego z OZE było tylko 1,2% prądu, to cena za prąd gwałtownie podskoczyła, bo nie może być niższa od ceny prądu wytworzonego z gazu.
Tymczasem amerykańcy naukowcy, po analizie opracowań, na podstawie których oparto przeświadczenie, że z powodu produkcji przez człowieka CO2 „planeta spłonie”, odkryli, że autorzy 96 proc. tych prac, nie udostępnili swoich kodów ani swoich danych, na podstawie których wyciągnięto wnioski. Czyli nie ma żadnej przejrzystości i żadnej otwartości kodów źródłowych swych danych, żeby inni naukowcy mogli je zweryfikować – stwierdził prof. Ziemowit Malecha, fizyk z Politechniki Wrocławskiej. Jak ostatnio ujawniły zachodnie media, ci naukowi hochsztaplerzy byli opłacani przez niemiecką fundację, finansowaną przez Komisję Europejską, która następnie na ich wynikach oparła swój „Zielony Ład”.
Natomiast rzetelne wyniki badań są niedopuszczane do publikacji. Doświadczyli tego naukowcy z Instytutu Optoelektroniki WAT Kubicki Jan, Kopczyński Krzysztof, Młyńczak Jarosław Szymon, którzy wykazali eksperymentalnie, że atmosfera ziemska fizycznie nie pozwala na wystąpienie efektu cieplarnianego, a CO2 praktycznie nie jest w stanie absorbować promieniowania podczerwonego ze względu na jego niewielką ilość. Ze względu na znikomy wpływ podwojenie stężenia CO2 może prowadzić do maksymalnej zmiany temperatury na powierzchni o 0,015°C. Efekt ten „nawet nie byłby mierzalny”.
Ostatnio New York Times opublikował artykuł „papieża” religii klimatycznej Billa Gatesa, że osiągnęliśmy już cel redukcji CO2 i nie grozi nam „katastrofa klimatyczna”, a przewodnicząca Ursula von der Leven nadal pcha nas na ścianę.
Podkreślam, nawet jeśli zgodzimy się, że to człowiek, jako producent CO2, jest winny globalnemu ociepleniu, to jego redukcja przez Unię Europejską o 90% do 2040 roku, w najmniejszym stopniu nie zmniejszy globalnej emisji CO2, która stale rośnie, natomiast doprowadzi do upadku gospodarki Europy i w pierwszej kolejności do nędzy Polaków (nim gruby schudnie, to chudy umrze).
Dlaczego w lutym 2026 roku Polska nie zamarzła?
W czasie największych mrozów w Polsce dochodzących do – 30 st C., w dniach 2-6 lutego, OZE produkowały tylko 1,2% energii. Tymczasem 8 lutego padł rekord zapotrzebowania na energię elektryczną w Polsce: 27,7 GW. Gdyby w Polsce, zgodnie z życzeniem Komisji Europejskiej w tym momencie elektrownie węglowe nie istniały, Polska by zamarzła, nastąpiłby paraliż państwa. Uratowały nas, pobudowane jeszcze za Gierka, wyeksploatowane 200 MW bloki energetyczne na węgiel.

Co to jest „opłata mocowa”?
Jak to jest, że mamy w Polsce coraz więcej wiatraków i paneli, a prąd drożeje i będzie nadal drożał, wbrew kłamstwom rządu Donalda Tuska, że jak w 2036 roku zamkniemy ostatnią kopalnię węgla, to cena prądu spadnie o 18%?
Bo wyrzucamy z budżetu państwa ogromne miliardy w błoto (w sumie plan przewiduje wydanie 1 biliona 100 mld zł do 2036 roku), czyli na OZE. Nawet jeśli obecną moc OZE potroimy, to nie ma żadnego znaczenia, bo nie uzyskamy z zainstalowanej mocy ani 1 kWh, jeśli nie wieje z odpowiednią siłą wiatr i nie świeci słońce (w nocy, niestety nie świeci). W ujęciu całorocznym wiatr wieje z taką siłą kinetyczną, który pozwala, by turbiny pracowały z pełną mocą, przez około 1800-2200 godzin rocznie, co odpowiada ok. 75-90 dniom pełnej pracy, a rok liczy 8760 godzin i 365 dni. To oznacza, że wykorzystujemy tylko około 20-25% mocy zainstalowanej.
Podobnie jest z panelami. Średnia suma godzin słonecznych (usłonecznienie) w Polsce wynosi zazwyczaj od 1600 do 1900 godzin rocznie. Efektywność wynosi 15-25%. Jednak wysoka temperatura powyżej 25°C obniża sprawność o ok. 0,3-0,5% na każdy stopień. Po 10 latach panele zazwyczaj zachowują ok. 90-95% pierwotnej mocy.
Co się dzieje przez większość roku, jak np. przez 10-12 dni w listopadzie, gdy nie ma wiatru i słońca? Na koniec 2025 roku łączna moc zainstalowana w odnawialnych źródłach energii (OZE) w Polsce wyniosła ponad 37,7 GW (37 777 MW), osiągając historyczny poziom 50,04% całkowitej mocy w systemie. Największy udział ma fotowoltaika (ponad 24 GW), a następnie energetyka wiatrowa 10,5 GW.
Tymczasem średnie zapotrzebowanie na moc waha się zazwyczaj w granicach 20-28 GW (niemal 60 proc. pochodziło z elektrowni spalających węgiel kamienny i brunatny, a trochę ponad 21 proc. ze źródeł odnawialnych, niecałe 14 proc. ze źródeł gazowych), czyli zainstalowana moc w OZE już prawie dwukrotnie przekroczyła zapotrzebowanie Polskiej Sieci Elektroenergetycznej.
Co wtedy, jak nie wieje i nie świeci? Ano musimy, my podatnicy, utrzymywać na takie okresy w gotowości stabilne źródła energii, czyli oparte na „przeklętym” przez Brukselę węglu i gazie. I za tę gotowość do natychmiastowego ich włączenia, jak OZE produkuje 0,0% energii, płacimy w rachunkach za prąd w postaci „opłaty mocowej”. Dlatego wzrost tej opłaty o ponad połowę sprawia, że rachunki za prąd w 2026 roku są wyższe dla domowych budżetów.
Powtarzam, jeśli nawet zwiększymy moc w OZE do 90%, to nie ma znaczenia, gdy przestaje wiać i świecić słońce.
Czy wobec tego polski rząd, posługując się logiką, fizyką i ekonomią stwierdza, że skoro nie mamy złóż uranu ani gazu, to jedynie węgiel, którego mamy na 200 lat zapewnia nam bezpieczeństwo energetyczne oraz jako jedyny surowiec suwerenność energetyczną, buduje nowe kopalnie węgla brunatnego na Lubelszczyźnie i elektrownie węglowe o wysokiej sprawności? NIE! Rząd pcha naród w zbiorowe samobójstwo.
„Idzie wielka DEKARBONIZACJA. Oto NOWY plan dla Polski!”
Ogłosił z triumfem na swoim podkaście „Elektryfikacja” lobbysta OZE Jakub Wiech. „Za 10 lat nie będzie węgla, za to potroimy moc w wiatrakach i PV” – mówi w euforii, cytując plany Polskiej Sieci Elektroenergetycznej. Czytamy tam, że już za 10 lat polska energetyka ma zmienić się nie do poznania. Będziemy mieli prawie 3x więcej wiatraków na lądzie, 2x więcej fotowoltaiki oraz SMR-y (Jedynie Kanada buduje prototypowy modułowy reaktor jądrowy o mocy poniżej 300 MW, który ma być oddany do użytku w 2030 roku). Co wypadnie z systemu? Przede wszystkim węgiel. Mimo, że, jak przyznaje PSE, krajowy system elektroenergetyczny opiera się w dużej mierze na konwencjonalnych jednostkach wytwórczych opalanych węglem kamiennym i brunatnym. „Charakteryzują się one dużą mocą zainstalowaną, zdolnością do pracy w podstawie obciążenia i stabilnością dostaw energii, co czyni je kluczowym elementem w kontekście bezpieczeństwa energetycznego”.
Ale niestety, czytamy dalej „źródła te charakteryzują się także wysoką emisyjnością dwutlenku węgla, a tym samym obciążone są wysokimi kosztami uprawnień do emisji CO2”. A CO2 to śmiertelny wróg komunistów, socjalistów, zielonych i chadeków w Komisji Europejskiej.
Jednak, żeby utrzymać stabilność zaopatrzenia kraju w prąd, wraz z wyłączaniem bloków węglowych musimy budować coraz więcej bloków na gaz, żeby móc je natychmiast włączyć, gdy nie wieje i nie świeci. Toteż PSE zakontraktowało dodatkowych 17 bloków gazowych o łącznej mocy ok. 8,5 GW, więc „opłata mocowa” będzie stale rosła mimo, że pobudujemy wszędzie wiatraki i postawimy na każdym polu panele.
PSE podkreśla też występowanie sytuacji odwrotnej: „Należy mieć na uwadze, że znaczący przyrost mocy OZE będzie okresowo powodował nadpodaż energii elektrycznej w systemie elektroenergetycznym, szczególnie w okresach wietrznych i dużego nasłonecznienia. To z kolei przełoży się na konieczność ograniczania produkcji tych źródeł celem zapewnienia stabilnej pracy”. Rozumiecie? Nie ma wiatru i słońca, trzeba uruchamiać najdroższe elektrownie na gaz. Jak świeci i wieje też źle, bo system energetyczny nie może przyjąć nadprodukcji energii ponad moc zapotrzebowaną w danej chwili. Jeśli by przyjął, jak to się stało w Hiszpanii, to cały system pada, państwo zostaje pozbawione prądu.
Co na to PSE? „inwestycje w elektrownie wiatrowe oraz źródła fotowoltaiczne bez odpowiednich instalacji magazynowania energii w ograniczonym stopniu wpływają na poprawę bilansu mocy”. Nie mamy technologii, która by zapewniała pełne pokrycie braków energii z OZE energią z baterii litowych. Dlatego najpewniejszym magazynem energii w przypadku Polski jest hałda węgla. Budowę elektrowni jądrowej mamy zacząć za 5 lat. W Finlandii jej budowa trwała 18 lat. Oznacza to, że po wyłączeniu ostatniej elektrowni na węgiel w 2036 roku zabraknie nam pokrycia ok. 50% energii.
Mimo to Polska ma wydać od 2,8 do 3,5 BILIONA złotych na OZE. Były prezes Orlenu Daniel Obajtek szczyci się tym, że zapoczątkował budowę Baltic Power. Premier Donald Tusk nakręcił filmik na tle pierwszych turbin na morzu, przypisując ten „sukces” swojemu rządowi. W październiku 2025 roku 418 posłów (poza posłami obu Konfederacji) zagłosowało za wsparciem dla morskiej energetyki wiatrowej, w postaci gwarancji kupna 1 MWh za minimum 500 zł, co przełoży się na cenę 1000 zł dla indywidualnego odbiorcy. Prezydent Karol Nawrocki podpisał tę ustawę.
Tymczasem z nowych badań opublikowanych w Communications Earth & Environment z portfolio Nature wynika, że wielkoskalowe farmy wiatrowe na Morzu Północnym, przestają być tylko źródłem energii – stają się czynnikiem, który niszczy lokalne warunki przyrodnicze.
Autorzy wskazują, że rozwój offshore może spowalniać prądy morskie nawet o 20 proc., badacze piszą wprost o „basin-scale physical footprint”, czyli fizycznym śladzie odczuwalnym w skali całego akwenu. Dodatkowo symulacje wskazują na długotrwałe ocieplenie powierzchni wody na obszarach farm.
Ten aspekt prof. Ziemowit Malecha, energetyk z Politechniki Wrocławskiej uznaje za szczególnie istotny:
Ustawienie tak dużej ilości przeszkód w płynącej wodzie powoduje, że ta woda będzie inaczej płynęła. To oznacza osłabienie prądów morskich, wpływ na dynamikę przepływów i odpływów, zmianę dynamiki mieszania się i zmianę natlenienia wody. Dotyczy to też wielkich farm wiatrowych na lądzie. Turbiny odbierają energię kinetyczną wiatru i to powoduje nawet setki kilometrów za wiatrakami zmianę parowania i ocieplenie.
Czy Skajboty zatrzymają inwestycję fotowoltaiczną?
Protest mieszkańców Skajbot jest skazany na przegraną, gdyż koncerny OZE mają takie gwarancje państwowe na zysk, że użyją każdej metody, by osiągnąć swój cel. Po pierwsze otrzymują jawne dotacje unijne i ukryte subwencje rządowe, po drugie ich prąd ma pierwszeństwo w zakupie przez PSE, a jak PSE musi odciąć elektrownie wiatrowe i PV z uwagi na skok produkowanej energii, która by rozwaliła system, to i tak państwo, czyli my, im płacimy. Czy nie jest to złoty interes?
Inwestycja we wsi Radosty gmina Dywity inwestycja o mocy 120 MW na 85 ha już uzyskała decyzję środowiskową. Planowana inwestycja w Skajbotach miała obejmować 24 hektary, jednak najpierw inwestor chciał zbudować na 7 ha panele o mocy 8 megawatów. Po uwagach Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska inwestor ograniczył projekt do 2 hektarów i 4 megawatów.
- To wybieg – mówi sołtys Skajbot Ruciński. – Jak postawią panele na 2 ha, to następnie wystąpią o zezwolenie na rozbudowę na kolejnych hektarach, aż zabudują całą działkę. Przecież nie zmieszczą 4 MW na 2 ha. Już zniszczyli nam środowisko. Rów melioracyjny poszerzyli z 70 cm do 3 metrów. Osuszyli bagienka z żeremiami, oczka wodne, spadł poziom wody w jeziorze. Nie wiem, czy właściciel tej łąki na tym dobrze wyjdzie. Przez 5 lat brał wyższą dotację za ochronę gatunków. Jak dotacja się skończyła, to wydzierżawił inwestorowi, ale musi zarejestrować podmiot gospodarczy i zapłacić podatek. Łąkę zabudują mu podstawami betonowymi pod panele. Po 10 latach zostanie z tymi panelami
Mimo że burmistrz Barczewa Grzegorz Matłoka popiera protest mieszkańców Skajbot i mówi: „Uważam, że jest to dewastacja naszego krajobrazu, który jest w gminie Barczewo naprawdę bardzo ładny”, to przyznaje, że nie jest w stanie tej inwestycji zatrzymać, bo „obowiązkiem gminy jest jednak przygotowanie dla inwestycji decyzji środowiskowej. Ta procedura ma zakończyć się w czerwcu” – powiedział burmistrz.
Decyzję środowiskową już dostał inwestor na elektrownię PV w tej samej gminie, we wsi Radosty o mocy 200 MW.
Dobiją nas ETS2,
który miał wejść w życie w 2026 roku, ale żeby Koalicja Obywatelska nie przegrała wyborów, to przesunęli na 2028 rok. Dyrektywa zakłada:
1. Wszystko nowe budynki od 2030 roku muszą być bezemisyjne. Zakaz budowy budynków ogrzewanych paliwami kopalnymi (węgiel, gaz, olej opałowy) - od 2028 roku w ramach gmachów instytucji publicznych, a od 2030 prywatnych domów.
2. Całkowity zakaz używania paliw kopalnych od 2040 roku! Zdecydowana większość budynków w Polsce ogrzewana jest węglem i gazem. Koszty przejścia na ,,czystą energię” będzie nie do udźwignięcia dla wielu polskich rodzin!
3. Budynki o najgorszej charakterystyce energetycznej zostaną w pierwszej kolejności poddane PRZYMUSOWYM remontom. W jaki sposób emeryta stać będzie na remont klimatyczny, którego koszty mogą wynieść nawet setki tysięcy złotych? Średni wiek budynków w Polsce to dalej ok. 50 lat!
4. Artykuł 10 dyrektywy wprowadza obowiązek instalowania fotowoltaiki!
Koszt dyrektywy budynkowej może wynieść nawet 2 biliony złotych, poniosą go głównie wiecznie niedofinansowane samorządy i niemal wszystkie polskie rodziny! Które samorządy stać będzie, żeby przedszkola, żłobki, szkoły i inne instytucje były bezemisyjne? Kogo będzie stać na budowę i utrzymanie domów? Średni koszt termomodernizacji na dom jednorodzinny to 70 tys. zł.
A co jeśli ktoś się na to nie zgodzi lub nie stać go na renowację własnego domu? Kary! ,,Skuteczne, proporcjonalne i odstraszające”. Po to właśnie wprowadza się Krajowy Plan Renowacji Budynków i pełną paszportyzację, żeby urzędnicy mogli obciążać gigantycznymi karami wszystkich właścicieli domów i innych budynków.
„To jest systemowe zubożenie obywateli, to jest działanie przeciwko polskiej gospodarce; przeciwko polskim rodzinom; przeciwko emerytom i rencistom. Przeciwko tak naprawdę wszystkim! – napisała europosłanka Anna Bryłka. - A już wkrótce wchodzą w życie ETS2, podatki od aut spalinowych, droższa żywność…"
TYMCZASEM NIEMCY OGŁOSIŁY, ŻE WYCOFUJĄ SIĘ Z OGRANICZANIA PIECÓW GAZOWYCH i OLEJOWYCH!
Możemy sparafrazować hasło Lenina:„Komunizm to władza radziecka plus elektryfikacja całego kraju” na „Eurokomunizm to władza Brukseli plus zeroemisyjność”.
Adam Socha (priv mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.)
JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami.
Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B


Skomentuj
Komentuj jako gość