Czy w Polsce AD 2026 spełnią się słowa św. Marka: „Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom się nie ostanie”?
Za niecałe dwa lata odbędą się wybory parlamentarne. Politycy PiS i Konfederacji zdecydowanie za wcześnie uznali, że porażka K13G w kolejnych wyborach jest niemal pewna i walczą między sobą o przyszłą władzę, zamiast ustalić warunki przyszłej koalicji. Ostatnie badania sondażowe wykazały, że jak PiS mocno atakuje Konfederację, to obie partie tracą, tylko Konfederacja bardziej.
W PiS nie czas na rywalizację frakcji "maślarzy" i "harcerzy", absurdalne pomysły typu premier nie może być starszy niż 50 lat, budowa nowego portu na Bałtyku lub liczenie na blamaż Grzegorza Brauna. O byłym wicepremierze A. Lepperze też mówiono, że „buntownik”, a jednak był w rządzie premiera J. Kaczyńskiego. Oczywistym jest, że najlepszym kandydatem na przyszłego premiera jest Mateusz Morawiecki (57 lat), bo ma duże doświadczenie jako premier, jest znany w UE oraz jest lepszy merytorycznie od 4 maślarzy razem wziętych, ale o fotelu premiera należy rozmawiać po wygraniu wyborów parlamentarnych.
Aby to potwierdzić, Morawiecki musi spełnić podstawowy warunek, nie może być ponownie wasalem J. Kaczyńskiego. Na to nie będzie jednak zgody prezesa PiS, bo on wciąż chce być panem i władcą na prawicy, nie będąc chyba świadomym tego ze względu na wiek, że to już nie są te same czasy, jak w 2015r.
W innym przypadku finał będzie taki, że przyszłe wybory wygra ponownie PiS, a rządzić będzie K13G z czterokrotnym premierem Tuskiem na czele, czyli czeka nas niechybnie powtórka z rozrywki. Dla młodszego pokolenia przypomnę tylko, że taką nazwę nosił w czasach PRL program satyryczno-rozrywkowy, nadawany w III programie radia.
Nauczką dla prawej strony sceny politycznej powinien być fakt, że taka kanapowa partia jak Polska 2050 licząca kilkaset osób uprawnionych do wyboru szefa partii, będąc koalicjantem K13G, posiada stanowisko marszałka/wicemarszałka Sejmu, drugą osobę w państwie, kilku ministrów i 33 posłów.
Skończyć z chaosem i utworzyć koalicję partii opozycyjnych
Obecnie nadszedł odpowiedni moment, aby na prawicy skończyć z chaosem i utworzyć koalicję partii opozycyjnych. Należy szybko zaprzestać absurdalnej walki i rozpocząć integrację sprzyjających im przedstawicieli środowisk politycznych, społecznych i kulturalnych. Tylko w ten sposób będzie można odsunąć od władzy fatalny rząd K13G największego w historii manipulanta D. Tuska, który jako jedyny w UE mówi publicznie, że nie będzie przestrzegać prawa, bo sytuacja tego wymaga.
Innym pomysłem powinno być powołanie stowarzyszenia o nazwie, np. Obrona Praworządności (OP) pod patronatem Karola Nawrockiego Prezydenta RP.
Bardzo wskazane jest również zawarcie paktu senackiego na prawicy, przed wyborami do senatu. Należy sprawić, aby do odsunięcia od władzy K13G wykorzystać aktywność wyborców głosujących na prezydenta K. Nawrockiego, która pozwoli na powrót demokratycznych w państwie wartości prawnych i ustrojowych.
Przypomnę tylko, że po przegranych wyborach przez PO w 2015r. w celu odsunięcia od władzy PiS, powołano Komitet Obrony Demokracji (KOD). Minęły dwa lata od zmiany władzy i okazało się, że mamy do czynienia z jeszcze większym bezprawiem i anarchią w państwie w wykonaniu K13G. Tymczasem KOD jest bierny i nie wywiązuje się ze swoich statutowych zadań, do których należy m. in. przeciwdziałanie łamaniu przez organy państwowe konstytucji, zasad praworządności, przekraczaniu przez nie swoich uprawnień oraz kompetencji.
Senat hucznie obchodził jubileusz 10-lecia jego istnienia w grudniu ub. r. To były kuriozalne i żenujące wydarzenia, bo odbyły się przy akceptacji i w obecności m. in. marszałka Senatu M. Kidawy-Błońskiej, ministrów Sprawiedliwości A. Bodnara i W. Żurka oraz byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego J. Stępnia.
Powtórka z rozrywki
W przekazie medialnym mamy wyścigi nie na jak najlepsze rozwiązania dla Polski i Polaków, czyli takie, które realnie rozwiązują ich jakieś problemy, tylko „wrzutki” medialne rozpalające nasze emocje do czerwoności.
Tak było za prezydenta RP dr. A. Dudy i jest jeszcze gorzej, gdy niespodziewanie dla K13G głową państwa został dr Karol Nawrocki, czyli mamy powtórkę z rozrywki. Bardzo przygnębiające i zdumiewające jest to, że dotyczy to tzw. osób zaufania publicznego. Mam tu na myśli niektórych intelektualistów (A. Michnik), prawników (profesorowie A. Zoll i M. Safjan) i różnej maści prezenterów telewizyjnych charakteryzujących się głupotą przekazu (M. Olejnik, K. Piasecki, A. Gozdyra, M. Czyż, D. Wysocka-Schneph) oraz artystów (o nich poniżej), którzy w groteskowy sposób ciągle angażują się politycznie po stronie obecnej nieudolnej K13G.
Jest to tym bardziej żenujące dla tych elit, bo trzeci już rząd Tuska kolejny raz nie wykorzystuje swojej szansy i w ciągu ponad dwóch ostatnich lat nic ważnego dla Polski nie zrobił, poza sianiem nienawiści i chaosu. Premier Tusk jedyne co ma narodowi do zaproponowania to rozliczenia i doprowadzenie do unicestwienia opozycji.
W tym scenariuszu wspiera go ogromna liczba ogarniętych szałem nienawistników spod znaku ośmiu gwiazdek. Premier nie dość, że nie ma pomysłu i strategii działania, to jeszcze chodzi na smyczy lewackiej UE zdominowanej przez Niemcy, w dowód wdzięczności za pomoc w odsunięciu PiS od władzy i przyznanie środków z KPO.
Aktorzy stali się klakierami władzy
Establishment zamiast świecić dobrym przykładem i być „przewodnią siłą narodu”, eskaluje polaryzację oraz jest „hamulcowym” w procesie dalszego rozwoju Polski i naprawy ustroju państwa oraz walczy w sposób daleki od cywilizacji z obecnym prezydentem RP i opozycją oraz poniża ich wyborców.
Wśród wybitnych aktorów i reżyserów zapanowała jakaś histeria, bo swoimi żenującymi wypowiedziami o prezydencie RP i jego wyborcach, nie przynoszą splendoru i chwały ani sobie, ani Polsce. Należy tu wymienić tak znane nazwiska, jak m. in. A. Holland, K. Janda, D. Olbrychski, M. Stuhr, M. Komorowska, i J. Szczepkowska.
Ci sami aktorzy, którzy niegdyś grali wybitne role w filmach i teatrach, od prawie dwudziestu lat sprawiają wrażenie, jakby występowali w jakimś amatorskim teatrze. Stali się klakierami obecnej władzy. Za czasów reżyserów E. Axera, K. Dejmka i Z. Hübnera aktorów, w teatrach też dzieliły poglądy artystyczne i polityczne, lecz łączyło ich poczucie odpowiedzialności za ojczyznę i rodaków.
W środowisku artystów najbardziej nie może pogodzić się z wygraną K. Nawrockiego w wyborach prezydenckich, oszalała i komiczna Joanna Szczepkowska głowę państwa nazywa „rezydentem” pałacu prezydenckiego. Ostatnio się skompromitowała swoją ignorancją na temat historii Polski, atakując prezydenta Nawrockiego, który w 107. rocznicę Powstania Wielkopolskiego powiedział:
„(…) to tu, na Ziemi Wielkopolskiej, tysiąc lat temu wielki król Bolesław Chrobry przyjął koronę, która jest wciąż z nami w XXI wieku. Koronę, która jest symbolem suwerenności i niepodległości państwa polskiego, która jest zwycięskim symbolem Rzeczpospolitej”.
Na to aktorka pouczyła historyka, z tytułem doktora:
„Korona Bolesława Chrobrego nie jest symbolem suwerenności i niepodległości Państwa Polskiego. Chrobry bowiem nie bronił Polski, tylko skutecznie najeżdżał i łupił obce tereny. Polska Chrobrego, to nie była Polska powstańcza, tylko Polska najezdcza”.
Prof. Andrzej Nowak, jak zwykle z wielką kulturą i taktem udzielił ojkofobom lekcji historii Polski:
„kronikarz saski Thietmar z Merseburga, (...) przedstawia najdokładniej (i zdecydowanie krytycznie wobec władcy piastowskiego) 15-letnie zmagania wojenne, w których Bolesław mierzył się z królestwem niemieckim. I w których obronił – tak jest: obronił – swoją niezależność jako władcy i granicę zachodnią tegoż władztwa. Koronę królewską przyjął tuż przed swoją śmiercią, w roku 1025 – ku zgrozie i oburzeniu kilku kronikarzy klasztornych w krajach niemieckich. Dla nich, a oni jako jedyni odnotowali ten fakt, koronacja Chrobrego była zuchwałym naruszeniem zwierzchnictwa królów niemieckich nad ich wschodnim, piastowskim sąsiadem. To był więc symbol niepodległości państwa piastowskiego, z którym oni – w imieniu swoich panów, królów niemieckich i zarazem cesarzy – się nie godzili. Tyle mówią źródła, krytyczne. Innych nie ma”.
(…) „Gdyby nie było Chrobrego, którego wojowie przez 15 lat walczyli o utrzymanie granicy władztwa swego pana, granicy, która stała się granicą polskiego domu; gdyby następnie ta granica nie była broniona przez następne pokolenia – to nie byłoby tej kultury. Nie byłoby języka polskiego jako jej nośnika najwyższych lotów”
Na inne jej kontrowersyjne wypowiedzi i epitety szkoda czasu, bo jej urojenia, komentarze i pastwienie się nad naszym prezydentem RP przynoszą odwrotny skutek. Jej polityczne występy to kicz, czyli „zło w systemie wartości sztuki”. To jest żenujące, że aktorka odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w 2007r. oraz osoba, która przeszła do historii swoją wypowiedzią w 1989r., że w Polsce skończył się komunizm, obecnie znieważając prezydenta RP, kończy jako osoba opętana przez nienawiść.
Ponieważ za obrazę głowy państwa grozi kara do 3 lat więzienia, prokuratura nadzorowana przez „niezawisłego” prokuratora generalnego W. Źurka powinna wszcząć postępowanie, jak w przypadku wypowiedzi ukraińskiego dziennikarza Witalija Mazurenki z polskim obywatelstwem. On porównał prezydenta RP K. Nawrockiego do „pachana”, czyli kryminalnego przywódcy w Rosji.
Obecnie widać, że słowa aktorki o upadku komunizmu były przedwczesne, bo postkomuniści i byli funkcjonariusze służby bezpieczeństwa nie dość, że nie zostali ukarani (niedawno odzyskali swoje emerytury, dzięki Tuskowi, co kosztowało budżet państwa 3 miliardy zł), to od ponad 30 lat należą do elity III RP; pełnili i pełnią najwyższe funkcje w państwie, jak postkomuniści m.in. Kwaśniewski, Miller i Cimoszewicz a teraz Czarzasty, marszałek sejmu, druga osoba w państwie. Obecnie udają socjaldemokratów o nienagannym szlifie prozachodnim, ale ich podstawowy cel nie uległ zmianie, czyli walka z polskością i Kościołem, tak jak w czasach PRL.
Mimo tej bezprecedensowej i haniebnej sytuacji w historii III RP, aktorka nie dość, że ją akceptuje, to jeszcze nie może zrozumieć dlaczego wyborcy prawicy, nie widzą klasy i kultury D. Tuska oraz różnicy między nim, a prezydentem RP K. Nawrockim „kibolem i sutenerem”. „Klasę i wysoką kulturę” premier Tusk pokazał umieszczając w sieci filmik, jak je zupę, uśmiecha się szelmowsko do SilnychRazem i mówi:
„Niezły ten żurek, co? A jeszcze będzie drugie danie i deser”.
Boki zrywać! Minister (nie)Sprawiedliwości zaraz go zmałpował, też nagrał filmik, jak je żurek, i zapewnia Zbigniewa Ziobro, że w polskich aresztach też podają „najlepszą zupę świata”, a jak Ziobro nie skorzysta z zaproszenia, to przywiezie go z Budapesztu w bagażniku. „Maładiec”, pochwaliłby go Łukaszenko
Aktorka jest zachwycona tym pokazem zidiocenia klasy politycznej. Człowiek w takiej sytuacji się zastanawia, czy ci fani „żurka” naprawdę zdołają nas obronić przed agresją ze strony barbarzyńcy Putina, o przywróceniu praworządności, naprawie służby zdrowia i oświaty nie wspomnę. Liczę więc na to, że niedługo wyborcy sprawią, że żurek przestanie być strawny.
Jeszcze niedawno kłamstwo postrzegano jako kłamstwo, a do kin i teatrów chodziło się z przyjemnością. Jednak już od dawna niektórzy artyści swoją postawą, tą przyjemność nam w sposób głupi i brutalny odebrali.
Kończę cytatem z Jerzego Niecikowskiego, filozofa i krytyka filmowego:
„W pewnym sensie wielki aktor jest istotą bezcielesną. Nie chodzi o to, że nie ma ciała. Ma, oczywiście, ale robi z nim coś takiego, że to ciało przestaje istnieć, jako materialny przedmiot.” Niestety, wraz z ciałem znika też rozum niektórych aktorek i aktorów.
Zbigniew Lis
22 stycznia 2026r.


Skomentuj
Komentuj jako gość