Polska podzielona na pół, nienawiść między obozami politycznymi sięga zenitu. Państwo jest na krawędzi wojny domowej. Rząd walczy z prezydentem a prezydent z rządem. Wojna pomiędzy sędziami. Państwo z kartonu, które poległo przy powodzi, a 15 lat wcześniej dopuściło do śmierci 96 najważniejszych osób w państwie, na czele z prezydentem RP, w katastrofie samolotu i nie wyciągnęło z tego żadnego wniosku.
Brak przygotowania wojska do obrony, co pokazał test dronowy ze strony Rosji, nie mówiąc o kompletnym nieprzygotowaniu do wojny społeczeństwa. Budżet państwa w dramatycznym stanie a rząd całą energię skupia na polowanie na polityków opozycji, dysząc żądzą zemsty. To idealny moment, żeby w takie państwo uderzyć. Rozleci się jak gliniany garnek.
Po ataku na granicę z użyciem nielegalnych imigrantów, po którym ówczesna opozycja z całą energię dołączyła do wojny hybrydowej z Polską, po stronie Białorusi i Rosji, po serii podpaleń, po atakach dronowych o wartości kilkadziesiąt tysięcy złotych, na które nie mamy żadnej broni, oprócz rakiet po 2 mln dolarów sztuka, przyszła kolej na kolej.
Adam Socha
Tylko dzięki temu to, że jeden z trzech ładunków podłożonych na torach nie odpalił, nie doszło do tragedii.
12 kompromitacji D. Tuska w sprawie dywersji na kolei. Zobaczcie sami ⤵️ pic.twitter.com/XwwyEcTpjr
— Mateusz Morawiecki (@MorawieckiM) November 20, 2025
Tymczasem, najpierw z samego rana wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski w Radiu ZET plótł bzdury, że za uszkodzenie torów może odpowiadać ktoś, kto „zrealizował jakiś zakład, albo inne wyzwanie, które było takim nowoczesnym challengem”. Gawkowski wykluczył też, by na miejscu doszło do wybuchu.
Niedługo po słowach Gawkowskiego sam premier Donald Tusk potwierdził, że doszło do aktu dywersji na trasie kolejowej Warszawa-Lublin. Do próby wykolejenia pociągu doszło w niedzielę w miejscowości Mika (powiat garwoliński, województwo mazowieckie), maszynista zauważył uszkodzone torowisko. Wybuch usłyszał w niedzielę o 21.oo mieszkający w pobliżu mężczyzna, zawiadomił policję. Tłumaczyli później, że z powodu ciemności niczego nie odkryli.
To już pewne. Mamy do czynienia z aktem dywersji. pic.twitter.com/GASvlDz3iy
— Donald Tusk (@donaldtusk) November 17, 2025
Weekend się skończył, więc na miejscu zjawili się premier Donald Tusk, szef MSWiA Marcin Kierwiński, minister-koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak oraz komendant główny policji gen. insp. Marek Boroń.
Szef rządu poinformował, że „doszło do aktu dywersji” i że „eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy”.
– Jesteśmy w miejscu eksplozji niedaleko Garwolina niedaleko stacji Mika, eksplozji, która miała najprawdopodobniej na celu wysadzenie pociągu na trasie Warszawa-Dęblin – powiedział premier w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych. Zaznaczył, że chodzi o trasę wykorzystywaną także do przewozu uzbrojenia na Ukrainę.
– Nie ma niestety wątpliwości, że mamy do czynienia z aktem dywersji. Na szczęście nie doszło do tragedii, ale sprawa jest bardzo poważna – podkreślił. Zapewnił, że służby badają „każdy szczegół” sprawy.
– Niestety, jak wiemy już w tej chwili, do podobnego zdarzenia mogło dojść również na południowy wschód od tego miejsca, na tej samej trasie kolejowej, gdzie również mieliśmy do czynienia z próbą destabilizacji i zniszczenia infrastruktury kolejowej, która także mogła doprowadzić do katastrofy kolejowej. Sprawa jest bardzo rozwojowa, trwa badanie, ale nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z zamierzonym działaniem, z aktem dywersji – mówił Donald Tusk.
W siedzibie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w poniedziałek odbyło się spotkanie ministra Kierwińskiego i kierownictwa służb odpowiadających za bezpieczeństwo państwa, w którym brali udział także minister Siemioniak, minister infrastruktury Dariusz Klimczak oraz minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek. O godz. 14.00 ministrowie wystąpili na konferencji prasowej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
– W ten weekend mieliśmy do czynienia z dwoma aktami dywersji – oświadczył szef MSWiA, dodając, że jeden, potwierdzony, miał miejsce w miejscowości Mika, a drugi był „bardzo prawdopodobny”, choć ustalenia służb jeszcze trwają.
Szef MSWiA mówi, że zabezpieczono wiele dowodów
– Wczoraj około godz. 7.30 na trasie kolejowej jeden z pociągów zatrzymał się, ponieważ zauważono wyrwę w torze kolejowym. Ponad wszelką wątpliwość w tej sprawie możemy powiedzieć, że doszło do odpalenia ładunku wybuchowego, który uszkodził tory kolejowe – mówił Kierwiński. Minister zaznaczył, że w niedzielę eksperci potwierdzili to „ponad wszelką wątpliwość”.
Szef MSWiA zapewnił, że w sprawie zabezpieczono „bardzo obfity materiał dowodowy”, który „pozwoli z całą pewnością bardzo szybko zweryfikować sprawców tego haniebnego aktu dywersji”. Jak relacjonował, zabezpieczono monitoring z okolicznych kamer, znaleziono także „liczne materiały”, które mogą pomóc w identyfikacji sprawców.
Marcin Kierwiński powiedział na konferencji, że w niedzielę ok. godz. 21.30 potwierdzono także dwa inne wydarzenia na kolei. – Weryfikacja trwa – zastrzegł. Dodał, że chodzi o tę samą linię kolejową co w powiecie garwolińskim: uszkodzenie trakcji energetycznej na długości ok. 60 metrów, a kilkaset metrów dalej o metalową obejmę, która była zainstalowana na torach i która została, według relacji szefa MSWiA, przecięta przez przejeżdżające pociągi.
Analizy zdarzenia trwają – zapewnił Kierwiński. – Od pierwszych minut po tym wydarzeniu wszystkie służby państwowe były na miejscu, działały, zabezpieczały materiał dowodowy. Teren został obstawiony przez policję – dodał.
Kierwiński przekazał także, że policja otrzymała pierwszy sygnał od mieszkańców powiatu garwolińskiego w sobotę ok. godz. 22.00. Wpłynęło wówczas zgłoszenie o huku. Skierowany na miejsce patrol nie znalazł niczego podejrzanego, ale, zaznaczył minister, było ciemno, zaś działania wznowiono rano.
Minister-koordynator służb specjalnych mówił, że „od stycznia 2024 r. mierzymy się z aktami dywersji, podejmowanymi na terytorium Polski na zlecenie obcych służb”. – Od tego czasu 55 osób zostało zatrzymanych, kilkanaście aresztowanych, kilka skazanych, wiele wydalonych z Polski – dodał.
Odnosząc się do aktu dywersji na torach Tomasz Siemoniak oświadczył, że funkcjonariusze ABW uczestniczyli w oględzinach, „bo prawdopodobieństwo, że dzieje się to na zlecenie obcych służb jest bardzo wysokie”. – Decyzje prokuratury, kwalifikujące to zdarzenie, również to potwierdzają – zaznaczył.
– Te zdarzenia pokazują, że zleceniodawcy postanowili rozpocząć nowy etap zagrażania infrastrukturze kolejowej. Najlepsi funkcjonariusze, najlepsi eksperci z naszych służb specjalnych zostali skierowani do tej sprawy po to, aby tak skutecznie, jak w poprzednich przypadkach, dojść i do tych, którzy są sprawcami, ale przede wszystkim do zleceniodawców – mówił. – Doprowadzimy do tego żeby sprawców i zleceniodawców zamachu postawić przed sądem w Polsce – zadeklarował.
– Chciałbym zapewnić opinię publiczną, że jest to dla nas dla wszystkich, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa zadanie absolutnie priorytetowe. Nasze bezpieczeństwo na ulicach, w pociągach, na drogach to jest nasz priorytet i zrobimy wszystko, żeby je zapewnić – oświadczył Siemoniak.
Waldemar Żurek: Nie będzie miejsca na Ziemi, gdzie taka osoba się ukryje
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował, że został powołany specjalny zespół, który koordynuje prace. – Dwóch bardzo doświadczonych prokuratorów, którzy zajmowali się tego typu sprawami, przedstawiciel CBŚP, ABW. Wszczęto już postępowanie przygotowawcze, prowadzi je Mazowiecki Zamiejscowy Wydział Prokuratury Krajowej – dodał.
– Prokuratura będzie bezwzględnie ścigać tego typu akty i przestrzegamy tych, którzy mają takie zamiary wobec państwa polskiego, że nie będzie miejsca na Ziemi, gdzie taka osoba się ukryje – zadeklarował buńczucznie Żurek. Dodał, że trwają oględziny. – Musimy zebrać bardzo skrupulatnie cały materiał dowodowy – tłumaczył.
Minister Żurek zastrzegł, że postępowanie jest niejawne, a informacje będą podawane „w sposób oględny”. – Służy to także do tego, żeby łatwiej było prowadzić postępowanie wobec potencjalnych sprawców. Musimy mieć świadomość, że to jest element wojny hybrydowej. Jesteśmy państwem frontowym i musimy zachować zasady, że na pewnym etapie nie możemy mówić o szczegółach – stwierdził.
Minister infrastruktury: Maszynista ostrzegł o nierówności na torze
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak przekazał, że do aktu dywersji doszło na linii kolejowej nr 7, która prowadzi od Warszawy przez Lublin do granicy państwa. – To linia kolejowa, którą dobowo uczęszcza około 115 pociągów. To linia w dużej części zmodernizowana do prędkości pociągów 160 km/h – wskazał.
W jaki sposób wykryto, że doszło do dywersji na kolei? – Maszynista PKP Intercity w poniedziałek rano o godz. 6.40 przekazał informację o nierówności na torze. Ta informacja została natychmiast przekazana przez dyżurnego ruchu z Dęblina do maszynisty kolejnego pociągu, Kolei Mazowieckich. I to właśnie ten maszynista zatrzymał się w tamtym miejscu – relacjonował polityk, zapewniając, że „wszystkie procedury zadziałały”.
Według relacji Klimczaka, trwają przygotowania na torach w rejonie Dęblina, zaś na odcinku w okolicy Puław Azoty naprawy już się rozpoczęły. Oba dostępne tory mają być przejezdne w nocy z poniedziałku na wtorek.
– Polskie Linie Kolejowe przystąpiły do intensyfikacji objazdów kontroli wespół ze Strażą Ochrony Kolei. Wszystkie posterunki zostały wzmocnione, wszystkie zespoły zostały wzmocnione. Wszyscy zachowują się czujnie, profesjonalnie, zachowują zimną krew. Nasze służby nie dadzą się przestraszyć – powiedział minister, podkreślając, że „ten akt dywersji jest groźny”.
Wyborcza: dywersanci rozmieścili trzy ładunki, jeden nie odpalił
Wyborcza ustaliła, że na torach pod Garwolinem dywersanci rozmieścili trzy ładunki co kilkadziesiąt centymetrów przy śrubach mocujących szyny - wynika z naszych ustaleń.
– To fachowa robota – uważa informator Wyborczej, który poznał wstępne ustalenia śledztwa. – Od pirotechników wiemy, że na wojnie w Ukrainie obie strony konfliktu dokładnie w taki sposób wykolejają pociągi. Plastyczny materiał wybuchowy rozmieszcza się co kilkadziesiąt centymetrów przy mocowaniach szyny z podkładem.
Dwa eksplodowały zgodnie z planem dywersantów, trzeci zawiódł.
– Wybuchł, ale nie spowodował takich zniszczeń, jak się spodziewali. Dzięki temu po uszkodzonym torowisku nadal przejeżdżały pociągi, żaden się nie wykoleił – słyszymy.
Informator nie chce zdradzić, dlaczego trzeci ładunek nie zadziałał tak, jak planowali dywersanci. – Mogę tylko powiedzieć, że mieliśmy szczęście jak cholera – ucina.
Gdyby plan się powiódł, pierwszy pociąg, który wjechałby na uszkodzony odcinek torowiska, wykoleiłby się i wywrócił. Precyzując: uszkodzony fragment szyny okazał się za krótki – pociągi przejeżdżały po nim, a maszyniści odczuwali tylko coś, co jeden z nich nazwał nierównością.
Według naszego rozmówcy ładunki umieszczono przy śrubach mocujących szyny z podkładami kolejowymi. Chodziło o to, by uszkodzić szynę, ale jednocześnie nie zostawić zbyt dużego śladu. Gdyby była to duża wyrwa, maszyniści mogliby ją z wyprzedzeniem dostrzec.
(opracował as)


Skomentuj
Komentuj jako gość