Mój artykuł o zatrudnieniu w Urzędzie Wojewódzkim w Olsztynie, przez wojewodę Radosława Króla (PSL) działacza PiS, wiceprzewodniczącego Rady Miasta Olsztyna, 52-letniego Grzegorza Smolińskiego, wywołał gwałtowną reakcję po stronie koalicjanta PSL – polityków KO.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że po lekturze mojego artykułu
Czy Grzegorz Smoliński "zdradził" PiS zatrudniając się w UW?
wicewojewoda z KO Marcin Szauer wsiadł w auto i pojechał do Warszawy, do ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego. Interwencję wicewojewody Szauera u ministra potwierdza Wyborcza Olsztyn w artykule „Działacz PiS przyjęty na posadę w instytucji podległej rządowi. Takie cuda w Olsztynie”.
(Przypomnę, że Wyborcza przed wyborami do parlamentu w 2023 roku opublikowała listy proskrypcyjne z nazwiskami działaczy PiS zatrudnionymi w instytucjach, urzędach państwowych oraz spółkach Skarbu Państwa, a następnie skrupulatnie pilnowała, by po przejęciu władzy przez Koalicję 15X/13XII, stracili pracę)
W artykule Tomasza Kursa czytamy:
„Z naszych informacji wynika, że sprawą Smolińskiego miał się zainteresować Marcin Kierwiński, minister spraw wewnętrznych i administracji, odpowiedzialny za urzędy wojewódzkie, oraz szef PSL, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Ten pierwszy miał być za zwolnieniem działacza PiS, drugi starał się łagodzić sytuację. Ostatecznie skończyło się na tym, że Smoliński zawiesi swoje członkostwo w PiS”.
Oburzenie olsztyńskich działaczy Koalicji Obywatelskiej jest zrozumiałe, w kontekście celu wyznaczonego przez szefa partii Donalda Tuska, który zapowiedział, że PiS już nigdy nie wróci do władzy. Jednym ze sposobów, oprócz odebrania subwencji, planu postawienia w stan oskarżenia i aresztowania jak największej grupy posłów PiS, jest zagłodzenie działaczy PiS i osób z tą partią sympatyzujących. Toteż jeszcze w III RP nie było czystek na taką skalę jak obecnie.
Chyba nawet komuniści nie byli tak bezwzględni. Np. w latach 80. XX wieku jeden z czołowych działaczy olsztyńskiej „Solidarności”, historyk, nauczyciel akademicki w Wyższej Szkole Pedagogicznej Wojciech Ciesielski, po wyjściu z internowania nie mógł wrócić na uczelnię i obronić pracy doktorskiej, natomiast władze przymknęły oko na zatrudnienie go w Muzeum Warmii i Mazur, jako szeregowego pracownika.
Smoliński należy do najbardziej znanych działaczy PiS, ale głównie z racji zajmowanych stanowisk, a nie z powodu twardej postawy politycznej wobec przeciwników. Nie pamiętam ani jednego jego wystąpienia, w którym krytycznie by się odnosił do polityki PO.
Może dlatego, w przeciwieństwie do kolegów, jak były dyrektor Agencji Rezerw Materiałowych Zbigniew Żujewski czy były dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Olsztynie Adam Roczniak, którzy dostali pracę, pierwszy w wojsku, drugi w Nadleśnictwie Ostrołęka, ale na krótko. Po donosie do władz partii rządzącej, natychmiast stracili pracę, chociaż też wcześniej nie angażowali się działania polityczne olsztyńskiego PiSu.
Poseł Pasławska broni decyzji wojewody Króla
Smoliński miał szczęście, że wojewoda Radosław Król jest człowiekiem poseł PSL, wiceprzewodniczącej partii i niedawno wybranej na szefową PSL na Warmii i Mazurach Urszuli Pasławskiej. Poseł stanęła w obronie decyzji wojewody o zatrudnieniu działacza PiS w podległym urzędzie, jako kierownika ds. administracji budynku. W wywiadzie udzielonym portalowi tko.pl stwierdziła, że nie zgadza się na stosowanie w polityce zasady „kto nie z nami, ten przeciw nam”:
TKO: Dlaczego PSL zdecydował się poprzeć zatrudnienie radnego PiS w urzędzie wojewódzkim?
Urszula Pasławska: – To nie polityka, tylko człowiek. Smoliński to urzędnik z doświadczeniem, który po prostu podjął pracę. Nie każda decyzja kadrowa musi być interpretowana przez pryzmat partyjnych wojen. Jeśli chcemy zakończyć czas podziałów, trzeba zatrudniać fachowców za kompetencje, nie za barwy polityczne.
Ale emocje są. To znane nazwisko z PiS.
-Bo w Polsce wciąż myślimy „plemiennie”: kto z kim. A przecież pan Smoliński pracował i z Platformą, i z rządem. Liczy się to, że potrafi zarządzać i zna się na robocie. Nie ma znaczenia, jaką legitymację kiedyś miał w kieszeni.
W tle pojawia się wątek ludzki – samotny ojciec po stracie żony. Czy to ma znaczenie?
– Ogromne. Polityka bez empatii staje się okrutnym teatrem. Pan Smoliński wychowuje córkę sam, po śmierci żony. Jeśli ktoś dziś go atakuje za to, że znalazł pracę, to naprawdę warto się zastanowić, dokąd doszliśmy jako społeczeństwo.
Niektórzy mówią, że to „ręka wyciągnięta do PiS”. PSL łagodzi podziały?
-Ja zawsze widzę w rywalu człowieka. Wojewoda Król od początku mówi jasno: w administracji ma być współpraca, nie nienawiść. To nie gest polityczny, tylko gest normalności. Polska potrzebuje dziś mniej emocji, a więcej zdrowego rozsądku.
Portal „Debata” przypomniał, że po Smolińskim stanowisko w Energa Operator objął były prezydent Olsztyna, Piotr Grzymowicz, który wspierał KO. Czy to nie pokazuje podwójnych standardów?
-Właśnie o to chodzi, by skończyć z tą logiką. Polacy są zmęczeni polityką „kto nie z nami, ten przeciw nam”. Dla mnie to nie temat o stołkach, tylko o przywróceniu szacunku i zaufania. Wojewoda Król i pan Smoliński pokazują, że można inaczej – normalnie, po partnersku, z myśleniem o regionie, nie o partii.
Czy wojewoda Król postąpił słusznie?
-Tak, po ludzku i po partnersku. Właśnie w tej kolejności. Polityka z sercem zawsze jest bliżej ludzi. I ja tylko w taką politykę wierzę.
52-letni Grzegorz Smoliński naraził się też niektórym działaczom PiS w Olsztynie, którzy tak jak Smoliński za PiS mieli stanowiska, które utracili po objęciu władzy przez koalicję Donalda Tuska. Uznali to za „nielojalność” wobec partii, a nawet za jej „zdradę”.
Tej oceny nie podzielił szef PiS na Warmię i Mazury, poseł Artur Chojecki.
Adam Socha


Skomentuj
Komentuj jako gość