„Nie ważne jak zaczynasz, ale jak kończysz”. To motto byłego zmurszałego premiera z przeszłością komunistyczną, który też chciał ratować swoją partię PZPR, tylko nie za środki z UE, ale za ruble z Moskwy.
Donald Tusk miał być zbawcą narodu, kiedy to w 2021r. ponownie powrócił do krajowej polityki i w ramach „prawyborów” namaścił się szefem PO. Później został premierem tylko dzięki poparciu partii Trzecia Droga oraz miliardom zł z UE w ramach KPO, w nagrodę za odsunięcie od władzy niesfornego rządu premiera Morawieckiego.
W rzeczywistości okazało się, że bardzo rozczarowuje, bo faktycznie chodziło mu tylko o ponowną władzę w walce z „pisiorami” i kasę dla swoich. Rządzenie państwem nie jest jego najmocniejszą stroną, o czym świadczy kolejna porażka jego kandydata w wyborach prezydenckich w br.
Mimo odpowiedzialności D. Tuska za klęskę w tych wyborach, to K13G nadal realizuje szaleńczy pomysł jej lidera. Ma on głównie polegać na przetrwaniu premiera do wyborów parlamentarnych w 2027r., walce z obecnym prezydentem RP za pomocą rozporządzeń, odwecie na obozie prawicy oraz przejęciu najważniejszych instytucji w państwie, celem poddaniu Polaków liberalno-lewicowej reedukacji. To będzie stagnacja w rozwoju Polski oraz dysfunkcjonalne i dewastujące dla państwa.
Tak w ogóle patrząc na jego dokonania w polityce oraz wiarygodność, to one są fatalne i gorszące. On miał szansę odegrać historyczną i ważną rolę w polskiej transformacji po upadku PRL w 1990r., ale zgubiła go zła taktyka. Zawsze stawiał na tych, którzy popierali go ze strachu i dla apanaży, niż tych, którzy popierali go z przekonania.
Strach pozostaje, ale przekonania się zmieniają. Teoretycznie on niby zawsze walczył z mową nienawiści i namawiał oponentów do współpracy, to praktycznie nie dość, że daje na nią przyzwolenie, ale sam ciągle atakuje tych, z którymi się nie zgadza.
Nie można na takim życiorysie trzykrotnego premiera RP i jego zaskakującej oraz żenującej aktywności na portalu X wychowywać młode pokolenie, ludzi oddanych i wiarygodnych.
Ta jego aktywność ma pokazać jak jest sprawczy i ważny oraz że jest blisko elektoratu K13G. Jednak skutek jego takich działań jest odwrotny od zamierzonego, bo jego zachowanie nie licuje z pełnionym urzędem czwartej osoby w państwie.
Podział i skłócanie naszego społeczeństwa odbywało się i nadal trwa metodycznie podczas bulwersującej wojny polsko-polskiej. W dobie internetu najważniejszą w niej rolę odgrywają media i marketing polityczny. Odpowiednie kreowanie postępowania i wizerunku polityków oraz partii sprawia różne reakcje i decyzje u wyborców.
Dlatego obaj przywódcy wymienionej wojny, od Polaka myślącego wolą Polaka emocjonalnego, bo takim wyborcą lepiej się manipuluje i zarządza w mediach społecznościowych. Efektem tego jest obecna polaryzacja, która sprawiła, że rodacy za swoje problemy i niezadowolenie z rządzących mogą winić wyłącznie siebie.
Zaczęła się ona od pierwszej porażki D. Tuska w wyborach prezydenckich w 2005r., w których startował pod hasłem „Człowiek z zasadami”. Później w sposób wyrachowany i z premedytacją rozpoczął pierwszą fatalną dla Polski kohabitację z prezydentem RP śp. Lechem Kaczyńskim, zakończoną katastrofą smoleńską w 2010r.
Będąc premierem najpierw był współodpowiedzialny za skandaliczne przygotowanie podróży polskiej delegacji do Rosji, a następie w sposób bulwersujący oddał Putinowi przeprowadzenie śledztwa w tej sprawie, w wyniku czego do dzisiaj nie ustalono winnych i przyczyn wymienionej katastrofy.
Podczas swojej drugiej kadencji w 2014., D. Tusk porzucił stanowisko szefa polskiego rządu i uciekł na intratne stanowisko szefa Rady Europejskiej, reprezentując w fatalny sposób polskie interesy.
W tym roku mija 20 lat od tamtej porażki i historia zatoczyła koło. Obecnie D. Tusk przez swoją indolencję jest zmuszony po raz czwarty współpracować z prezydentem RP, tym razem z dr Karolem Nawrockim, który reprezentuje opozycję.
Jeszcze nie minął miesiąc od ostatnich wyborów głowy państwa, a już widać, że obecna kohabitacja będzie z dotychczasowych najtrudniejsza dla premiera, amatora piłki nożnej, z obecnym prezydentem RP, uprawiającym pięściarstwo.
To jest zdumiewające, bo nie będący politykiem K. Nawrocki ma już przewagę w tym starciu, do którego w żenujący sposób zmierza D. Tusk. Wynika to z tego, że prezydent RP ma za sobą sympatię i poparcie większości wyborców za dotrzymywanie przedwyborczych obietnic. Obecne groteskowe zachowanie i wypowiedzi premiera Tuska, sprawiają wrażenie, że on nadal nie może pogodzić się z porażką i dla niego nie skończyła się jeszcze kampania prezydencka.
Wygranie wyborów prezydenckich przez K. Nawrockiego, sprawiło, że K13G nie doczekała się upragnionego „domknięcia systemu” i niektórzy obrażeni jej członkowie wciąż podważają ich wynik.
Stąd m. in. minister sprawiedliwości A. Bodnar oraz jego następca W. Żurek i nadprokurator generalny R. Giertych, uznali, że ich porażka wynikała ze sfałszowania wyborów przez obecną opozycję.
Ktoś powie no dobrze, ale to trudno ogarnąć umysłem. Gdyby to miało miejsce, to nie wiadomo by było, jak wówczas należałoby ogłosić prezydentem R. Trzaskowskiego, który przegrał, skoro wybory były nieważne, bo sfałszowane.
Obecnie widać jednoznacznie, że lider K13G jest zagubiony oraz stracił inicjatywę, a jego autorytet gaśnie nie tylko wśród własnego elektoratu. Jego kłopoty zauważył nawet niemiecki Der Spiegel, który napisał, że premier jest zmęczony i rozdrażniony oraz nie wiadomo, czy obecna władza dotrwa do najbliższych wyborów parlamentarnych. To jest jak najbardziej trafna ocena, bo premier Tusk nawet oficjalnie nie pogratulował dr Karolowi Nawrockiego wyboru na stanowisko głowy państwa.
Niedawno wypowiedział się, że jako premier współpracował dotychczas z trzema prezydentami RP. Jak będzie z czwartym? Poradzimy sobie. Jak sobie radzi, to wynika z żenującego spotkania ze swoim elektoratem w Pabianicach, podczas którego stwierdził, że "nie pozwoli nowemu prezydentowi pohulać".
Jak zapowiedział tak robi, co widać było przed wizytą prezydenta RP K. Nawrockiego w USA. Premier Tusk z wicepremierem Sikorskim, zwanym w Białym Domu "Mr. Applebaum", zamiast służyć Polsce i rodakom, pokazali butę i ignorancję, obrażając głowę państwa w mediach.
Jest to tym bardziej kuriozalne, bo wizyta prezydenta Nawrockiego okazała się sukcesem dla Polski, w sytuacji braku od dwóch lat normalnych relacji dyplomatycznych rządu Tuska ze Stanami Zjednoczonymi.
Może więc zaczną K. Nawrockiego traktować poważnie i z uznaniem. Jednak jest to mało realne, bo swoistym sabotażem należy nazwać rezygnację obu premierów z reparacji wojennych od Niemiec, wbrew stanowisku prezydenta RP w tej sprawie.
Katastrofą rządu Tuska są również kompromitujące działania nowego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego W. Żurka. Niektóre media podejrzewają go o fanatyzm prawniczy, ponieważ on nie zamierza wywiązać się z obietnicy zrezygnowania z funkcji prokuratora generalnego. Z troski o dobro Polski będzie sprawował nadal obie funkcje, ponieważ jego poprzednik senator KO A. Bodnar przez 1,5 roku nie znalazł jakiejś podstawy prawnej do zreformowania wymiaru sprawiedliwości.
W I połowie br. doczekaliśmy się kolejnej wpadki rządu Tuska podczas polskiej prezydencji w Radzie UE. Był to sprzyjający czas na zgłoszenie podczas niej dobrych propozycji dla Polski, ale w tej sprawie nawet nie zorganizowano spotkania w Warszawie. Mimo to premier Tusk ogłosił prezydencję sukcesem i w „nagrodę” cofnął ministra Adama Szłapkę z Brukseli, który teraz jako rzecznik nieudolnego rządu, ma informować o jego osiągnięciach.
Wobec spadku notowań obecnego rządu, Sejm udzielił premierowi zaufania, w związku z już trzecim jego wnioskiem złożonym w dotychczasowej nieudolnej karierze na stanowisku szefa rządu. To jednak nie poprawiło tych notowań. Dlatego bardzo strapiony, zgorzkniały i coraz mniej uśmiechnięty lider K13G uznał, że nie ma wyjścia i czas na groteskową reanimację rządu, przypominającą pomysły z filmów S. Barei.
Zaczęło się od likwidacji dwóch ministerstw, w tym zniknęło po 500 dniach istnienia Ministerstwo Przemysłu w Katowicach, którego zorganizowanie kosztowało podatników 28 mln zł.
Spektakularny i zabawny był obrót i powrót w ciągu półtora roku komicznego Marcina Kierwińskiego. Zaczynał karierę jako minister SWiA, aby przez Parlament Europejski i pełnomocnika rządu ds. likwidacji skutków powodzi, powrócić ponownie na szefa tego resortu. Moim zdaniem nadszedł już czas, aby zrezygnował z funkcji ministra i również godnie zastąpił gen. W. Pawlaka na stanowisku szefa OSP.
Następnie stanowiska straciły dwie ministry – K. Kotula i A. Porowska, bo rodacy nie wiedzieli czym się zajmowały. Dlatego przydzielono im również odpowiedzialne zadania w Komitecie Politycznym Rady Ministrów, na stanowisku sekretarek stanu, tzn. sekretarzy.
Sensacją odświeżenia rządu, był awans M. Berka na ministra nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu, oczywiście bez określenia mu zakresu obowiązków, w obawie przed reakcją aż trzech wicepremierów. Finałem reanimacji rządu było złożenie antypisowskim radykałom w ofierze ministra A. Bodnara, wyznaczając na jego miejsce W. Żurka.
Jest takie powiedzenie: jak nie idzie to nie idzie, bo doczekaliśmy się kolejnej afery obecnego rządu. Dotyczy ona defraudacji ponad miliarda zł ze środków KPO, za którą odpowiada nietykalna ministra K. Pełczyńska-Nałęcz, bo w razie jej dymisji, rozpadnie się K13G. Tusk w swoim stylu, podczas posiedzenia rządu, najpierw przywitał się z „ministrą” i pogratulował jej w sposób zazdrosny „popularności”.
Następnie jak nigdy nic stwierdził, że: „100% odpowiedzialności za kłopoty z wydatkowaniem pieniędzy z KPO ponosi PiS, przez jego idiotyczną, agresywną, antyeuropejską politykę i kradzież czasu. Oni nie tylko kradli pieniądze, ale ukradli Polsce bezcenny czas”. Prawda jest jednak taka, że KPO zamiast być największym atutem rządów K13G, odbija jej się czkawką i stał się „Kompromitacją Platformy Obywatelskiej”.
To czy przetrwa rządząca K13G, zależy chyba już tylko od tego, czy ona wyśle Tuska w „stan spoczynku”, bo on sam nie zrezygnuje. Będzie nadal służył Niemcom, wg rekomendacji jaką przekazał prezydentowi K. Nawrockiemu przed wyjazdem do Waszyngtonu: „Relacje z USA muszą być jak najbardziej przyjazne, partnerskie, z podniesioną głową, nie na kolanach, jak do przyjaciół, ale ze świadomością, że jesteśmy państwem dumnym i suwerennym”.
Ewentualny jego następca R. Sikorski, na pewno nie wyrazi zgody zostać szefem rządu, ze względu na fatalny obecny stan państwa zarządzany przez premiera Tuska. Ma on również w pamięci to, że przez niego nie zamienił swojego pałacu w Chobielinie, na pałac prezydenta RP.
Jednak najgorsze dla Polski jest to, że lider K13G po sobie zostawi opóźnienia w realizacji strategicznych inwestycji, decydujących o wyrównaniu poziomu cywilizacyjnego z Zachodnią Europą. Stąd wniosek, że D.Tusk sfrustrowany i bez opamiętania już tylko dryfuje do skompromitowanej UE, bo „Polskość to nienormalność”, a K13G bez lidera, na własne życzenie zejdzie ze sceny politycznej.
Zbigniew Lis
4 września 2025r.


Skomentuj
Komentuj jako gość