W przeddzień ogłoszenia rekonstrukcji rządu w Polsce, głównodowodzący amerykańskich wojsk NATO w Europie gen. Alexus Grynkewich, potwierdził amerykańskie ekspertyzy, że Rosja będzie gotowa do konfrontacji z Europą już w 2027 r. Tymczasem premier RP Donald Tusk, prezentując nowy skład swojego rządu, zapowiedział kontynuację wojny wewnętrznej, z "politycznymi łajdakami".
Co prawda, podczas całego wystąpienia z ust premiera Tuska ani razu nie pada słowo „PiS”, ale jest oczywiste, kogo miał na myśli mówiąc:
„15 października to nie był koniec konfrontacji dobra i zła. (...) To tak naprawdę był początek. I ten etap, w jakim jesteśmy w tej chwili, nie jest łatwiejszy niż tamten w roku 2023”.
Jak mówił, niebezpieczeństwo czyha ze strony aktorów zagranicznych, ale też wróg czai się wewnątrz Polski, to V kolumna Putina i Łukaszenki:
- Zagrożenie ma dwie twarze: tę twarz zagraniczną – to jest twarz Putina czy Łukaszenki – ale to jest [też] twarz tych, którzy w Polsce chcą zdestabilizować państwo. (...) Ci, którzy chcą przeszkadzać; ci, którzy mają zupełnie inną wizję polityki zagranicznej i polityki wewnętrznej od tej, którą my prezentujemy; ci, którzy trzymają kciuki za Rosję i źle życzą Ukrainie; ci, którzy nienawidzą Unii Europejskiej; ci, którzy chcą Polskę odgrodzić nie od oczywistych wrogów, ale także od Europy i świata Zachodu – nie są słabi – ostrzegał Tusk i zapowiedział „twardą i zdecydowaną walkę” z „politycznymi łajdakami, którzy są gotowi z każdego problemu, z każdego lęku, z każdego strachu robić polityczne złoto. I oni też stanowią problem dla polskiego bezpieczeństwa i porządku w naszym kraju, ale my nie będziemy ulegali histerii, tylko będziemy w sposób twardy i zdecydowany przeciwdziałać tym wszystkim działaniom – zapowiedział stanowczo premier Tusk.
Gdy w dowództwie NATO ds. Wsparcia Bezpieczeństwa i Szkolenia Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Grynkewich oświadczył, że "Stany Zjednoczone i Unia Europejska mają półtora roku na przygotowanie się do potencjalnego globalnego konfliktu zbrojnego z Chinami i Rosją", podkreślając, że
"będziemy potrzebować każdej sztuki uzbrojenia, sprzętu i amunicji, które możemy zdobyć, aby być gotowym", Tusk zagrzewał swoich towarzyszy partyjnych do walki z wrogiem wewnętrznym, na śmierć i życie, stawiając za wzór hiszpańskiego konkwistadora, zdobywcę Meksyku Hernána Cortésa, który mordował rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej i zniszczył ich kulturę.
„Okręty spalone, zostawiliśmy je na plaży i tak jak kiedyś Cortés idziemy wyłącznie do przodu” – mówił twardo Tusk w czasie ogłaszania rekonstrukcji rządu.
Te słowa wywołały lawinę komentarzy w mediach społecznościowych. Dlaczego premier nawiązuje do hiszpańskiego zdobywcy Meksyku? - pytali internauci. „Czyli Donald Tusk uważa się za agresora z zewnątrz, a nas za autochtonów, których zamierza zniewolić” - czytamy w komentarzach.
„Cortez swoje okręty zatopił, tak gwoli ścisłości. Poza jednym, który wyładowany złotem wysłał do Hiszpanii. Niezła to alegoria obecnej koalicji - nachapać, a teraz iść po wszystko – skomentował na X działacz partii Razem z Olsztyna Bartosz Grucela. - Cortez i Hiszpanie nie miał drogi odwrotu. Mogli albo zabić i wygrać, albo dać się zabić. Fatalne jest to porównanie - szczególnie trawiącej Polskę wojny POPiSu. Wolałbym by premier szukał porozumienia, a nie bezwzględnego podboju w stylu konkwistadorów”.
„A więc wojna” – komentowali inni słowa Tuska, cytując aktora Józefa Małgorzewskiego, który 1 września 1939 roku w Polskim Radiu poinformował o napaści Niemiec na Polskę.
Na pierwszą linię tej wojny Tusk wysłał sędziego-polityka Waldemara Żurka, którego życiowym celem jest krwawa zemsta na „ziobrystach”, likwidacja neo-KRS, neo-Sądu Najwyższego i neo-Trybunału Konstytucyjnego oraz wyrzucenie ze stanu sędziowskiego wszystkich sędziów powołanych przez prezydenta Andrzeja Dudę (w tej chwili to 4.699 sędziów). Jego zbrojnym ramieniem ma być, ponownie powołany na stanowisko ministra spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński, który nie wahał się zablokować prezydenta Andrzeja Dudy przed wjazdem do Pałacu Prezydenckiego, by umożliwić policjantom aresztowanie ministrów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.
Premier Tusk na koniec konferencji, zwrócił się do Polaków:
- Uwierzcie na nowo w Polskę, nawet jak czasem dopada was zwątpienie. To są świetni ludzie, jak zespół komandosów - wiedzą, jakich zadań się podjęli. Mówił, że pierwszy test już zdali, bo nikt nie zastanawiał się nad przyjęciem propozycji premiera dłużej niż minutę. A mottem ma być "jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy". - Przepraszam za patos, ale powołujemy dziś ludzi do ważnych zadań, jeszcze się zdziwicie – zapowiedział.
Nominację sędziego Żurka na naczelnego wodza wojny z „politycznymi łajdakami”, z radością na łamach „Wyborczej” powitał Bartosz Kramek, przewodniczący Rady Fundacji Otwarty Dialog(!), który w 2017 r. zaprezentował instrukcję „wyłączenia” rządu PiS, w 2021 r. wezwał do zniszczeniem zabezpieczeń na granicy polsko-białoruskiej i wrzucił nagranie do sieci, jak osobiście niszczy zasieki i teraz w nagrodę dostał od Senatu RP 700 tys. zł..
„Koniec miękkiej gry w prokuraturze i w sądach – zapowiedział Kramek w "Wyborczej". - Albo dorżniemy watahę, albo stracimy demokrację, jaką znamy”.
Wygląda na to, że chyba 1,5 roku wystarczy Tuskowi, żeby do 2027 roku „dorżnąć watahę”. A w 2027 roku wejdzie do Polski Putin, parafrazując Tuska:
„Jeszcze Polska nie zginęła, ale zginąć musi”.
Adam Socha
Szymon Hołownia: Wielokrotnie sugerowano mi przeprowadzenie zamachu stanu
- Wielokrotnie proponowano, sugerowano mi przeprowadzenie zamachu stanu - powiedział w "Gościu Wydarzeń" PolsatNews Szymon Hołownia, odnosząc się do sytuacji związanej z zaprzysiężeniem prezydenta elekta Karola Nawrockiego. - Uniknęliśmy rozpadu państwa - dodał marszałek Sejmu.
Marszałek Hołownia powiedział to w PosatNews nie w emocjach, spontanicznie, tylko z epłną świadomością wagi wypowiadanych oskarżeń. Przypomnę, że wiele dni wcześniej o sugestiach odłożenia w czasie zaprzysiężenia Karola Nawrockiego, które były kierowane w stronę Szymona Hołowni, opowiadał w podcaście Interii "Polityczny WF" Marcin Fijołek. Wówczas w sieci posypały się komentarze polityków. Domagano się od marszałka albo potwierdzenia newsa red. Fijołka, albo dementi. Jednak marszałek milczał aż do piątku 25 lipca. Miał więc dużo czasu, by przemyśleć, co chce społeczeństwu powiedzieć, odpowiadając na pytanie red. Fijołka, który zapytał swojego gościa o różnego rodzaju sugestie, które padały w kierunku marszałka po zwycięstwie Karola Nawrockiego.
- Wielokrotnie proponowano mi, sugerowano, rozpytywano mnie czy jestem gotowy przeprowadzić zamach stanu, bo do tego się to sprowadza - skomentował Hołownia.
Zapytany o konkretne nazwiska stwierdził, że "przyjdzie czas, że będziemy o tym rozmawiać". - Zamachu stanu ze mną się nie zrobi. Nie głosowałem na Karola Nawrockiego, to nie był mój kandydat, natomiast jako marszałek Sejmu jestem zobowiązany uszanować wolę większości wyborców, odebrać przysięgę od prezydenta, zapewnić ciągłość zwierzchnictwa sił zbrojnych, władzy w Polsce i rozmawiać z prezydentem, z którym mamy rozbieżne poglądy na bardzo wiele spraw - podkreślił.
- Ja to nazywam zamachem stanu. To oczywiście nie wypełnia kryteriów prawdopodobnie prawnych zamachu stanu, ale ja mówię o zamachu stanu, mając na myśli sytuację, w której prezydent został wybrany, a ja mówię: no nie podoba mi się ten prezydent, to może ja go nie zaprzysięgnę - kontynuował marszałek Sejmu.
"Uniknęliśmy rozpadu państwa". Hołownia o propozycjach w sprawie Karola Nawrockiego
Mimo tego, że lider Polski 2050 nie podał konkretnych nazwisk, to zaznaczył jednocześnie, że przychodzili do niego "politycy, prawnicy, różni ludzie, którzy byli (...) sfrustrowani wynikiem wyborów prezydenckich". - Ale z tego powodu, że wygrał nie ten kandydat, który mi się podobał, nie wynika, że można państwo zawiesić i robić jeszcze raz wybory i będziemy sobie wybierać do skutku - wyjaśnił.
- Uniknęliśmy rozpadu państwa, dezintegracji państwa - dodał.
- To było testowanie, co ja zrobię. Mieliśmy też na ten temat rozmowę w gronie liderów i kiedy (...) padło ze strony premiera Donalda Tuska takie pytanie - "no to panowie, pojawiają się takie głosy, co robimy?" - chcę powiedzieć, że ja miałem jednolite zdanie z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i Włodzimierzem Czarzastym - wyjaśnił Hołownia.
- Tu muszę powiedzieć, że w 100 proc. się zgadzaliśmy także z innymi liderami koalicji - podkreślił.


Skomentuj
Komentuj jako gość