Gdy kolejne miasta we Francji płoną, w Polsce trwa kampania wyborcza i straszenie imigrantami. Jarosław Kaczyńskiego ogłosił referendum w sprawie przyjmowania imigrantów. Donald Tusk odpowiedział spotem, w którym mówi, że PiS już wpuścił do Polski 130 tys. cudzoziemców* i zapewnia, że to on obroni Polskę i polskie granice przed najazdem nielegalnych imigrantów (nie dodał, że to legalni pracpownicy, sprowadzeni przez pracodawców). Ani PiS, ani PO nie proponują Polakom poważnej rozmowę na temat imigracji. Tymczasem problemy Francji za kilka lat mogą się przenieść do Warszawy.
- Powinniśmy zrobić wszystko, by taka przyszłość nas nie czekała - mówi Wirtualnej Polsce dr Michał Piekarski, ekspert bezpieczeństwa.
Na ulicach są obywatele Francji, potomkowie przyjezdnych z byłych kolonii francuskich, np. Maroka. Ich rodzice żyją tutaj od lat, mieszkają i pracują. Przyjechali w ramach wielkich fal migracyjnych, które zaczęły się po II wojnie światowej. Kraje Zachodu zapraszały przyjezdnych, bo potrzebowały rąk do pracy, a konkretnie - taniej siły roboczej. Wszystkie kraje Europy Zachodniej miały prosty plan: przyjadą, zarobią, pojadą. Nie pojechali po kilku latach, założyli rodziny i zostali.
Gdzie zaskoczenie?
Gdy wychodzi się z założenia, że to sytuacja tymczasowa, to nie trzeba przygotować państwa na przyjezdnych: systemu szkolnictwa, urzędów, które będą obsługiwały osoby z mniejszą znajomością prawa i języka, a na końcu nie ma miejsc do mieszkania. To pierwszy krok do gettoizacji, która nie pozwala na żadną realną integrację. Są u siebie, bo mają obywatelstwo, ale nie czują się u siebie, bo nie mają nic poza pracą.
I to kiedyś. Przemysł chłonął wszystkich i były miejsca pracy…
… a dziś tego samego przemysłu nie ma, są za to o wiele gorzej miejsca pracy, na przykład w sektorze usług. To kolejne pokolenie trafiło na taką ścianę. Nie miało edukacji, więc pozostało bez szans na dobrze płatne miejsca pracy. Mało tego, we Francji silna jest rejonizacja szkolnictwa, więc wielu pracodawców już na wstępie odrzuca kandydatów z tego powodu - są ze złej dzielnicy.
Ich rodzice mieli prace od szkoły do emerytury - mieli życiową stabilność. I zostali. Mogli liczyć i tak na lepszą opiekę zdrowotną, lepsze wynagrodzenia. Ich dzieci - młodzi z ulic - nie mają nic w kwestii pracy, często zamiast stabilności dostają różne elastyczne formy zatrudnienia. Nie jest to problem wyłącznie Polski, co warto podkreślić. Programy edukacyjne, które miały wyciągać ich i dawać szansę na jakieś zatrudnienie, stygmatyzują. Mechanizmy dyskryminacyjne są we Francji obecne i nie czarujmy się, że jest inaczej. Pochodzenie i rodzina, miejsce zamieszkania, ukończona szkoła stygmatyzuje na tyle, że budzi ogromne frustracje. To one wybuchają raz po raz. Potrzebny jest tylko zapalnik.
(...)
Jesteśmy dokładnie w tym samym momencie, w którym Europa była w latach 50. i 60. Ściągamy tańszą siłę roboczą i moim zdaniem popełniamy dokładnie ten sam błąd: udajemy, że tematu nie ma, udajemy, że ich nie ma.
Z jednej strony mamy publiczne deklaracje, że nie będziemy wpuszczać nikogo. Z drugiej strony mamy oczywistą praktykę ściągania pracowników z zagranicy i politycy doskonale wiedzą, ile tych osób jest. Od ich pracy odprowadzane są składki, ich pobyt tutaj jest silnie regulowany. Mamy szansę uniknąć tych wyzwań, a robimy wszystko, by podążać tą samą drogą.
(pw)
*D. Tusk twierdzi, że rząd Zjednoczonej Prawicy wpuścił w zeszłym roku do Polski 136 000 pracowników z innych państw.
To FAKE NEWS! 🔥🔥🔥
Rzeczywiście urzędy udzieliły pozwoleń na nieco ponad 130 tysięcy pracowników, ale finałem procedury jest uzyskanie wizy. Taki dokument uzyskało 28 000 obcokrajowców!
Spośród tych 28 tysięcy, ponad 80% osób to Ukraińcy i Białorusini.
Zatem pracowników czasowych z innych państw (głównie chrześcijanie z Filipin) z legalną wizą wjechało nie więcej niż 5000! Podkreślmy - LEGALNIE i na MAKSYMALNIE 3 LATA. Pracują, płacą podatki, wracają do swoich ojczyzn.
5 tysięcy, nie ponad 130 tysięcy! Legalnie i jedynie do określonej pracy na umowę!


Skomentuj
Komentuj jako gość