Podziały polityczne były i są na całym świecie, bo na tym polega demokracja. W Polsce, po ponad 30 latach od upadku komunizmu i końca okupacji sowieckiej, patologia w tym zakresie osiągnęła apogeum.
Przyczyną tego stanu jest obecny system ustrojowy, oparty na fatalnej konstytucji RP, uchwalonej za czasów komunisty prezydenta RP A. Kwaśniewskiego w 1997r. oraz obowiązująca ustawa Kodeks wyborczy z 2011r. (Sejm i Senat). Najważniejszy jest jednak głęboki historyczny i kulturowy podział, na Polskę wielkomiejsko-liberalno-lewicową oraz małomiasteczkowo-wiejską-prawicową, a nie na plemiona PO i PiS.
Dla przypomnienia, ustawę zasadniczą uchwaliło Zgromadzenie Narodowe i zatwierdzono w ogólnonarodowym referendum przez 53,8% głosujących, przy 42,8% frekwencji uprawnionych.
Obecnie w trakcie rozpoczętej już kampanii wyborczej do parlamentu, prezydent RP podpisał ustawę o powołaniu komisji ds. zbadania rosyjskich wpływów na polską politykę w l. 2007-22. Totalna opozycja, ustawę tę określiła jako "lex Tusk", a eksperci prawni nazwali ją bublem prawnym.
Aż 61% Polaków, w sondażu Wirtualnej Polski uznało, że wymieniona ustawa PiS, to "przedwyborcza zagrywka, która ma za zadanie dyskredytować przeciwników politycznych". Do ww. ustawy odniósł się nawet Waszyngton, Berlin i Bruksela, które są zaniepokojone tym, że może ona być użyta do ingerencji w wolne i uczciwe wybory w Polsce.
Kibicowałem polityce PiS przez osiem lat uważając, że stwierdzenia totalnej opozycji o końcu demokracji w Polsce jest przesadą, wręcz demagogią, ale teraz została przekroczona granica, za którą widać już tylko "miękki autorytaryzm". Najważniejsze organy w państwie skompromitowały się totalnie.
W odwecie D. Tusk, zorganizował wspólnie z lewicą, PSL, partią Hołowni i agitatorami LGBT marsz 4 czerwca br. w Warszawie, pod hasłem "wolnych wyborów", jak po upadku komuny w Polsce w 1990r. Jak się okazało, był to wiec pogardy, nienawiści i wulgaryzmów pod adresem elektoratu PiS, w którym udział wzięli nielegalnie, nawet sędziowie nie tylko z SN. Świadczy o tym również jego ślubowanie, że rozliczy Zjednoczoną Prawicę za dotychczasowe rządy, a do rozmów z nią może przystąpić, pod warunkiem jej kapitulacji.
Mimo, że jest historykiem z wykształcenia, to w sposób cyniczny, zignorował fakt, że była to również rocznica jego zamachu wspólnie m. in. z L. Wałęsą i W. Pawlakiem, na rząd premiera J. Olszewskiego w 1992r., który chciał przeprowadzić dekomunizację i lustrację w parlamencie.
Wtedy zatrzymał ten fundamentalny i ważny proces dla Polski, a obecnie w podobny sposób chce obalić obecny rząd, podczas barbarzyńskiej wojny na Ukrainie. Wolałbym, aby ten zwodziciel ślubował, że już więcej nie będzie kłamał i szkodził Polsce, wraz z innymi zdrajcami. Wtóruje mu inny historyk, były prezydent RP Bronisław Komorowski, który jako najmądrzejszy z całej WSI, powiedział w TVN, że rząd premiera Jana Olszewskiego sam upadł, bo był tak słaby. O kolejnym oszustwie byłego premiera świadczy również fakt, że najpierw namawiał do wspólnej listy wyborczej lewicę, PSL i Polskę 2050, a na wiecu nie dopuścił ich liderów do zabrania głosu.
O tym, jakie negatywne konsekwencje ma głęboka polaryzacja na polskiej scenie politycznej i nie tylko, napisano już setki publikacji, a temat ten jest większości znany i oczywisty. Dwubiegunowa rywalizacja i walka dwóch partii, na czele których, co jest kuriozum, stoją dwaj nieprzejednani i sfrustrowani emeryci, bardzo osłabia nasze państwo i dzieli Polaków w tragiczny i niespotykany sposób od 2007r.
Wcześniej i w międzyczasie, Polska osiągnęła wielki sukces, została członkiem NATO i UE, poradziła sobie ze skutkami epidemii COVID i kryzysu energetycznego, ale obecnie stoi przed ogromnym zagrożeniem ze strony Rosji i totalnej opozycji. Mimo to, "wojna polsko-polska" nadal trwa, a polscy politykierzy nie wyciągają żadnych wniosków w celu jakiegoś porozumienia, w zakresie poprawy w zarządzaniu i funkcjonowaniu zagrożonego państwa. Nadal w sposób wręcz anarchistyczny i niekompetentny oraz niechlujny administrują Polską, a totalna opozycja i UE to wykorzystuje do swoich celów.
Niezależnie od tego, kto w tym sporze ma rację, jedno jest pewne, nikt nie zna scenariusza kampanii wyborczej i jej wyników jesienią br. oraz jaka koalicja politykierów utworzy nowy rząd. Niektórzy politolodzy twierdzą, że poziom elit politycznych w Polsce jest taki, jak poziom elektoratu i trudno się z tym nie zgodzić.
Na potwierdzenie tej tezy, przypomniało mi się zdarzenie przed wyborami prezydenckimi w 1995r. kiedy to idąc z kościoła do lokalu wyborczego za dwiema starszymi paniami, słyszałem ich rozmowy, na kogo będą głosować. Otóż obie zdecydowanie stwierdziły, że na A. Kwaśniewskiego, bo on taki mądry i przystojny oraz ładnie się ubiera i tańczy oraz za kołnierz nie wylewa.
Uważam, że najlepszą opcją po wyborach, byłaby koalicja Zjednoczonej Prawicy (bez partii Z. Ziobry) z partią PSL i Polska 2050, a wtedy PO zniknie ze sceny politycznej. Ktoś powie, że to nierealne i szalone? Być może, ale w 1989 r. się udało, więc obecnie też może się udać, bo to jest najlepsze dla Polski i już najwyższy czas zakończyć wojnę polsko-polską.
Mimo wszystko dążenie do takiej koalicji i zdecydowanego przegrupowania sił na polskiej scenie politycznej, powinno w końcu nastąpić, a wykonać je powinny ugrupowania patriotyczno-prawicowe i nie tylko, którym najbardziej zależy na silnym polskim państwie i jego suwerenności.
Gdyby podczas wyborów nie tylko parlamentarnych, Polacy kierowali się przede wszystkim – jak powinno być w normalnej demokracji – dobrem Polski i motywami politycznymi, Zjednoczona Prawica i PSL wygrywałyby ze słabą totalną opozycją w cuglach.
Tym bardziej, że twarzą tzw. "demokratów" z opozycji, ostatnio stali się T. Lis i K. Wojewódzki oraz ich twittery o treści odpowiednio: -" Znajdzie się komora dla Dudy i Kaczora" oraz "Czas ruszyć dupę, śmieci same się nie wyniosą". O hańbiącej wypowiedzi aktora A. Seweryna nie wspomnę.
Zdaniem ww. "autorytetów", takie wypowiedzi mają doprowadzić do mobilizacji elektoratu totalnej opozycji, przed zbliżającymi się wyborami i przejęcia władzy.
Nadszedł czas na nową umowę społeczną Polaków
Życiowe motto R. Schumana, dr prawa, byłego ministra i premiera Francji, współtwórcy zalążków UE, było następujące: „Jedność w tym, co konieczne, wolność w sprawach wątpliwych, we wszystkim miłość".
Większość Polaków widzi, że nasza ojczyzna znalazła się w krytycznym momencie. Dlatego, jak po upadku komunizmu, Polska potrzebuje nowej umowy społecznej, jak za czasów "Solidarności" w 1980r., z jasnymi ustrojowymi regułami gry.
Czas skończyć z dotychczasową polską praktyką konstytucyjną - "zwycięzca bierze wszystko", bo jej skutki są fatalne dla państwa i Polaków. System walczących dwóch partii, uległ bezpowrotnej erozji. Polacy są różni, bo nasz kraj leży przecież na styku kultur Zachodu i Wschodu oraz wpływów różnych tradycji religijnych, regionalnych i modeli państwa. Zlikwidujmy stare koleiny duopolu partii, szkodzących państwu i zacznijmy budować nową drogę dla Polski, na miarę obecnego wieku.
Zastanawiające jest, dlaczego w Polsce, nawet od początku obecnego wieku, tylko zajmowano się sprawami polityki bieżącej (podatki, świadczenia socjalne, emerytury, gimnazja, handel w niedzielę, ostatnio zakup uzbrojenia itp.), pomijając to co najważniejsze, czyli przeprowadzenie fundamentalnych reform ustrojowych państwa.
Odpowiedź jest prosta, bo to jest bardzo złożony i trudny proces, który mogą przeprowadzić tylko profesjonaliści w określonym czasie, a nie działacze partyjni. Ci pierwsi potrafią zarządzać, a działacze tylko administrować, wg wytycznych szefa partii. Problem trawiący i rujnujący nasz kraj jest ogromny i nie rozwiąże go jedna "kompleksowa reforma", ani tym bardziej emerytowany polityk z PO z mln euro na koncie, który przyjechał do kraju na białym koniu, z wytycznymi UE.
Przyczyną patologii w zarządzaniu państwem polskim, nie jest problem złych i niekompetentnych polityków lub np. zła społeczna gospodarka rynkowa, problemem jest zły ustrój naszego kraju.
Dlatego Polacy powinni domagać jak najszybszego spotkania przy prostokątnym stole (okrągły źle się kojarzy), ekspertów od zarządzania państwem, naukowców i intelektualistów, z przedstawicielami najważniejszych ugrupowań patriotyczno-prawicowych, korporacji zawodowych, związków zawodowych i nie tylko, w celu podpisania odpowiedniego porozumienia i ustalenia odpowiedniej strategii dot. wyborów parlamentarnych i rozpoczęcia po nich reform ustrojowych państwa.
Czas skończyć z polską tradycją centralistyczną, a zmiana systemu podziału władzy, powinna polegać na instytucjonalnych więziach między gminami, województwami i krajowym szczeblem władzy, co wymaga m. in.:
- zmiany obecnej Konstytucji RP (okręgi jednomandatowe, mniejsza liczba posłów i ich dwu kadencyjność, w Senacie tylko przedstawiciele samorządu terytorialnego (ST) i korporacji zawodowych, reformy Trybunału Konstytucyjnego i Wymiaru Sprawiedliwości, połączenia urzędu marszałkowskiego z wojewódzkim, w jeden urząd marszałka, dwuszczeblowego ST (bez powiatów) i dwu kadencyjności ich organów, zakazu partiom politycznym zarządzania majątkiem publicznym (spółki komunalne i SP), zreformowanie rządu z 60 działami obszarów publicznych i przekazania ich części ST oraz likwidacji agencji rządowych, fundacji i funduszy specjalnych.
Już wszystkie partie obiecywały Polakom wielokrotnie, zmiany oblicza polskiej polityki i głęboką przebudowę ustrojową polskiego państwa.
Mimo tych wszystkich obietnic i prób, wspieranych setkami milionów złotych, publicznych dotacji dla partii politycznych, polska polityka wywołuje niechęć i kontrowersje wśród Polaków. Tym bardziej, że stan organów i instytucji państwowych oraz samorządowych i nie tylko, jest coraz gorszy i budzi wielkie obawy, nie tylko ekspertów w Polsce, ale i za granicą.
Nadchodzące wybory parlamentarne i nie tylko, wygra te ugrupowanie polityczne, które zrobi wszystko, aby na nich głosowali ci wyborcy, którzy dotychczas nie uczestniczyli w wyborach, bo elektorat Zjednoczonej Prawicy oraz totalnej opozycji jest stały i nieprzejednany. Jednak nie sądzę, aby to coś zmieniło na polskiej scenie politycznej, bo i tak dwaj emeryci nadal będą walczyć o władzę.
Kluczem do stabilnej demokracji i określenia odpowiednich zasad funkcjonowania państwa, jest podmiotowość społeczeństwa i jego większe zaangażowanie w życie publiczne. Musimy wyznaczyć ponownie, jakiś początek nowego ustroju i systemu, jak po 1990r., bo nasze państwo tego bardzo potrzebuje. Jednak realizacja celów politycznych, zaczyna się i kończy na właściwym doborze ludzi - fachowców, a nie według klucza partyjnego.
Polska zasługuje na nowy ustrój, który sprawi, że zostaną w końcu zrealizowane marzenia i potrzeby Polaków, zjednoczonych w swojej różnorodności.
Zbigniew Lis 11 czerwca 2023r.


Skomentuj
Komentuj jako gość