Jako pełniący kiedyś jakieś tam kierownicze, samodzielne stanowiska, musiałem podejmować decyzje, które dotyczyły także innych osób. Dziś bardziej odpowiada mi rola mentora i faktycznie czasami takową dziennikarze spełniają. Pełnienie funkcji premiera to duża odpowiedzialność za kraj, choć czasem dzielony z innymi członkami rządu i chyba z prezydentem także (przynajmniej tak być powinno). Sytuacja pandemiczna zmieniła świat i ciągle go zmienia, choć coraz bardziej obawiamy się kierunku tych zmian. Co bym zrobił jako premier w tej ciągle dynamicznej, nieprzewidywalnej sytuacji covidowej?
Przede wszystkim podzieliłbym się odpowiedzialnością za sytuację medyczną jaka się wytworzy. Niewątpliwie Rada Medyczna przy premierze składająca się z wybitnych specjalistów lekarskich (takowa jest) winna przedstawiać z medycznego punktu widzenia rozwiązanie sytuacji pandemicznej, choć to nie ona powinna być ciałem decydującym, lecz tylko doradczym. Do tego potrzebny jest sztab kryzysowy wyłącznie zajmujący się covidem19, w skład którego powinni wejść matematycy, dyrektorzy szpitali, osoby zajmujące się statystyką i prognostyką, logistycy i inni specjaliści. Każda placówka dyplomatyczna powinna wyznaczyć jedną osobę, która wyłącznie zajmowałaby się monitorowaniem przebiegu i zapobieganiem pandemii w danym kraju i raportowała o tym czynniki rządowe. Trzeba też uczyć się od innych. Wzorem USA mianowałbym osobę, nawet w funkcji wicepremiera, która wyłącznie byłaby odpowiedzialna za całość polityki antycovidowej państwa. Premier ma za dużo obowiązków, aby być skupionym na jednej sprawie. Przeprowadziłbym dogłębne badania socjologiczne mające odpowiedzieć na pytania, dlaczego Polacy nie chcą się szczepić? Znając powody (niewątpliwie różne) można poprzez przemyślane akcje propagandowe na te wątpliwości w pełni odpowiedzieć. Trzeba jednak do tego zatrudnić fachowców, a nie ministerialnych urzędników. Jak bardzo rząd przegrywa przez nietrafną propagandę, trudno obliczyć, ale przydrożne bilbordy przedstawiające grubego, zarośniętego mężczyznę w białym kitlu i podpis: „zaszczep się”, bardziej odpychają niż zachęcają do szczepień.
Będąc premierem zdobyłbym się na expose, w którym wprost wyłożyłbym jakie są perspektywy kraju przy kolejnej fali pandemii. Przyznałbym, że nawet naukowcy popełniali błędy, a za ich podpowiedziami czynili to rządzący. Obietnice, że zaszczepieni nie zachorują na covid19, a jeżeli nawet, to będzie to tylko 1 procent chorych (co utrwalano na bilbordach), okazały się nieprawdziwe. Trzeba przyznać się do błędów, inaczej nie odzyska się wiarygodności. Należy wprost powiedzieć, że szczepionki są w jakimś sposób zapobiegające pandemii lub osłabiają jej skutki podczas zarażenia, ale trzeba też było uruchomić wszelkie możliwe działania, aby znaleźć skuteczny lek na tę chorobę. I tu trzeba było dać zielone światło na wszelkie eksperymenty, a nie dyscyplinować lekarzy, którzy podejmowali takie próby. Trzeba Polakom wprost powiedzieć: mamy przygotowane 40 tys. łóżek covidowych, maksymalnie możemy mieć ich 60 tys., ale wtedy osiągniemy granicę wydolności służby zdrowia, bo zabraknie sprzętu, a przede wszystkim personelu medycznego do obsługi chorych. Niech wtedy nikt nie narzeka, że państwo zawiodło, bo zawsze są granice możliwości, których przekroczyć nie można. Jeżeli społeczeństwo nie chce zapobiegać pandemii, to przy jej wzmożeniu, niech nie oskarża potem państwa. To jest uświadomienie obywatelom, że sami są odpowiedzialni za swoje zdrowie, jeżeli świadomie o nie nie dbają, muszą ponieść też tego konsekwencje, czasami bardzo tragiczne.
Trzeba po prostu ludziom mówić prawdę. Niestety, w ciągu dwóch lat, tych publicznych półprawd było za dużo, a polski przekorny charakter jeszcze bardziej to uwypukla. Gdy mnie pytają, czy należy się szczepić, czy nie, odpowiadam, że raczej tak i pytam, jakie są wątpliwości w tej sprawie. A tych bywa sporo. Uważam, że przymusu szczepień na covid 19 wprowadzać nie należy, a jak to ocenił prof. Marcin Więcek, rzecznik praw obywatelskich: Obowiązek szczepień jest przewidziany w przepisach prawa, ale tylko w stanie klęski żywiołowej i może być wprowadzony tylko ustawą, a nie rozporządzeniem premiera czy Rady Ministrów. Na wprowadzenie stanu klęski żywiołowej nas nie stać, choć domagali się tego już na początku pandemii politycy PO i SLD, aby jeszcze bardziej pogrążyć ekonomicznie nasz kraj. Ponadto, jak wyegzekwować ewentualny przymus szczepień? Emerytom i rencistom, którzy się nie zaszczepią odebrać ich nabyte uprawnienia, a pracujących nie wpuszczać do zakładów pracy? Upadną firmy, bo już dziś brakuje ludzi do pracy. Prawo, którego nie można wyegzekwować demoralizuje społeczeństwo, a nie wychowuje. Pozostaje tylko perswazja. Mądra, uczciwa, z logicznymi argumentami.
Jan Rosłan
Były redaktor naczelny „Posłańca Warmińskiego”, obecnie redaktor naczelny „Debaty”, publicysta, autor sześciu książek


Skomentuj
Komentuj jako gość