Rzeczywiście, tak zwana pandemia koronawirusa postawiła zwłaszcza rządy państw przed trudnym zadaniem. Należało reagować, wyjaśniać, podejmować decyzję. Sądzę, że na początku pandemii, a więc w 2020 r. reakcja rządzących była słuszna – maksymalne zachowanie ostrożności, poszukiwanie przyczyn tego stanu, oddzielanie ziarna od plew, czyli spekulacji od faktów, przyglądanie się jak sobie radzą inne państwa, szukanie ekspertów, wsłuchiwanie się w głos ludzi, którzy byli zaniepokojeni sytuacją i chcieli się czuć bezpiecznie. Nie warto tego powtarzać, ponieważ wszyscy to znamy.
Te etapy mamy już za sobą. Mamy dużo więcej badań, znamy fakty, wielu fachowców temat ten nam przybliżyło, wyjaśniło, pojawiły się nowe okoliczności, pierwotny strach opadł, choć konsekwencje, niejednokrotnie dramatyczne, pozostały. Mając tę wiedzę, a przede wszystkim znając konsekwencje wcześniejszych działań, dziś już można podejmować wyważone decyzje.
Przede wszystkim, mając na oku minimalizowanie ryzyka zachorowań, zaprzestać jednak stosowania jakiegoś zbiorowego lockdownu, który już przechodziliśmy. Osobiście ten czas był dla mnie wyjątkowy i nie narzekałam na przymusowe przebywanie w domu, ale dla większości skończył się on fatalnie. Mam tu na myśli zubożenie ludzi, pozamykane firmy, odseparowanie starszych bliskich od rodzin, nieleczenie pacjentów (choć w gabinetach prywatnych już tak i to chętnie), pozamykanie kościołów i szkół, dewastacja psychiki młodych ludzi żyjących poza naturalnym środowiskiem innych uczniów, nauczycieli, zwiększona liczba rozwodów. Długo można wymieniać te negatywne konsekwencje.
Natomiast co do przymusowego szczepienia, to jestem absolutną przeciwniczką takich propozycji. Wystarczy spojrzeć na kraje, gdzie albo jest przymus szczepień, albo za wszelką cenę dąży się do niego, niestety, tam wysoki poziom wyszczepień nie przekłada się na zatrzymanie choroby ani nawet na jej zniwelowanie. Wcale się nie dziwię demonstracjom, manifestacjom, protestom ludzi, którzy nie życzą sobie segregacji, sanitarnego terroryzmu, argumentów siły. Można nie być specjalistą w dziedzinie wirusologii czy medycyny, aby dostrzec, że prawo siły w tej materii nie tylko nie przekłada się na korzyści zdrowotne, ale tworzy klimat swoistej przemocy psychicznej, a nawet, jak w Australii, przemocy fizycznej. Jestem przeciw imperatywowi szczepień, które na tym etapie badań są wciąż eksperymentem, co zresztą przyznał prezydent Andrzej Duda. Wciąż istnieją rozliczne wątpliwości co do składu tych medykamentów, transportu do placówek, przechowywania ich, miejsc ich podawania. Czy rzeczywiście iniekcja przebiega w warunkach, które są odpowiednie? Okazuje się bowiem, że dziś można je przyjąć niemal na każdym winklu, parkingu, pod namiotem i tam, gdzie ktoś sobie coś wymyśli, nawet pod parawanem na dożynkach przy temperaturze +28 stopni w cieniu. Za skutki uboczne ich działań nikt nie bierze odpowiedzialności, podobnie jak za fakt, że są one po prostu nieskuteczne. Jak należy się odnieść do kolejnego zachorowania na Covid 19 Pierwszego Obywatela RP? Okazuje się, że po trzeciej dawce, którą Pan Prezydent, podobnie, jak i dwie pozostałe przyjął w warunkach największego rygoru sanitarnego, można po prostu tak samo zachorować. A na OIOMACH, choćby w Siemianowicach Śląskich, co potwierdził publicznie przed kamerami pan prezydent miasta Rafał Piech, leży więcej osób chorych na Covid 19 zaszczepionych niż niezaszczepionych. Do tego dochodzą liczne komplikacje poszczepienne, które znamy tylko z prywatnych relacji, gdyż niestety te pojawiające się oficjalnie w internecie są szybko kasowane. Niestety, nikt nam też nie powiedział jak dokładnie mogą wyglądać odległe działania niepożądane, które mogą ujawnić się za kilka lat. Co, jeśli teorie tak zwanych foliarzy w przyszłości sprawdzą się?
Zaskakuje mnie fakt nachalnego promowania szczepień, a nawet przymuszania pewnych grup zawodowych do zaszczepiania się, lub, jak ma to miejsce obecnie w Polsce, przygotowywania ustaw, aby wymusić szczepienia podczas, gdy tak mało o nich wiemy, np. o ich skutkach ubocznych i działaniach niepożądanych. Jacy to genialni naukowcy odkryli te szczepionki w błyskawicznym tempie, po kilkunastu miesiącach poszukiwań? Podczas, gdy pracuje się latami nad różnymi lekarstwami, szczepionkami, którym nie poddają się choroby lepiej rozpoznane. Nie ma skutecznego leku na wyleczenie AIDS, nad którego wynalezieniem ślęczą zespoły badaczy od kilkudziesięciu lat, natomiast cudem, znaleziono „skuteczne” szczepionki na wirusa, którego dopiero się poznaje i który wciąż mutuje. Jak w tym kontekście można zmuszać, choćby pośrednio, do przyjmowania tych niezbadanych do końca preparatów? Zaskakująca jest też sytuacja, że z taką łatwością knebluje się uczonych, badaczy, lekarzy, którzy mają inne zdanie na tematy szczepień niż oficjalnie promowane przez rząd. Dlaczego nie może spokojnie pracować Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców, dlaczego odmawia się im kompetencji, zastrasza ich, ich rodziny, pomawia o to, że stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia obywateli w Polsce? A może obywatele powinni znać inne stanowiska, a nie tylko te oficjalne? Dlaczego publicznie szkaluje się dra Zbigniewa Hałata, wirusologa, specjalistę epidemiologa, byłego głównego inspektora sanitarnego, negując jego wiedzę i wieloletnie doświadczenie? Dlatego, że ośmiela się wyrażać zdanie odrębne wobec ministerstwa zdrowia, a może dlatego, że często występuje w telewizji o. Rydzyka lub wypowiada się w „Naszym Dzienniku”? A dlaczego nie prowadzi się szeroko zakrojonych badań w kierunku skuteczności amantadyny, dręcząc i szydząc z dra Włodzimierza Bodnara? A jeśli ma rację? Prawdopodobnie, gdyby nie ten lek, moje przechorowanie koronawirusa mogłoby być poważniejsze. Czy tak powinno zachowywać się najwyższe polskie gremium, któremu zależy na dobru obywateli?
W istniejących realiach pan premier i rząd, na czele którego stoi powinien dać pełną wolność w zakresie szczepień. Możliwość szczepień przecież istnieje, nawet po kilka razy, szczepienia są darmowe i kto chce powinien z nich korzystać. Ludzie dorośli powinni sami o tym decydować! Natomiast nie ma prawa, w świetle tego, o czym mówiłam wyżej, zmuszać kogokolwiek do przyjmowania preparatów, zwłaszcza, że są one podawane każdemu jak leci, bez żadnych ograniczeń, bez rozeznania medycznego, bez wywiadu, etc. Mogą one przynieść w dłuższej perspektywie ogromne straty ludzkie. Nie wolno nikogo też zastraszać, czy nawet sugerować, że gdy nie przyjmie produktu, którego wpływ na organizm ludzki jest nadal nieznany, będzie miał potencjalne kłopoty na przykład z pracą, jak również nie wolno segregować ludzi na tych, którzy mogą uczestniczyć w pełni w życiu społecznym, kulturalnym, uprawiać turystykę, korzystać z gastronomii i na tych, którzy muszą rezygnować z podstawowych praw i wolności. Jeśli dojdziemy do tego stanu, to będzie to zwykły, mówiąc kolokwialnie „zamordyzm”, czyli pewna forma totalitaryzmu zwana przez niektórych już kowidianizmem. Nie wolno też powielać kłamstw i pomówień, które deprecjonują w jakikolwiek inny sposób ludzi niezaszczepionych na przykład, że przez nich inni chorują i umierają. Na pewno nie tylko przez osoby niezaszczepione, gdyż okazuje się, że to również zaszczepieni, mając certyfikaty i będąc poza podejrzeniami, niekontrolowani bo są rzekomo bezpieczni, przenoszą niejednokrotnie wirusa. Doktor Zbigniew Hałat twierdzi nawet, że to zaszczepieni mogą być potencjalnie groźni dla niezaszczepionych, gdyż mogą zarażać białkiem szczytowym, które sami produkują osoby niezaszczepione. Nie bez powodu w Japonii osoby zaszczepione nie mogą być dawcami krwi, bo białko kolca może przedostawać się przez krew do organizmu krwiobiorców. A warto przypomnieć, że białko kolca jest toksyczne i ma zdolność uszkadzania naczyń, serca i układu nerwowego oraz może wywoływać mnóstwo chorób neurologicznych. Warto o tym poczytać i prosić ekspertów, aby to wyjaśniali prostym językiem.
Rząd powinien powstrzymać się od kampanii społecznych zachęcających do przyjmowania szczepionek, zwłaszcza dzieci i młodzieży, gdyż jest to po prostu niemoralne, zwłaszcza gdy się wie, że dzieci i młodzież choruje po szczepionkach przeciw covidowi, zapadając na poszczepienne zapalenie mięśnia sercowego. Czy ci młodzi nie skończą tak jak wielu znanych, utalentowanych sportowców, którzy już nie żyją, mimo fachowej opieki lekarskiej? Poza tym istnieje jeszcze jeden ważny argument, którego nie będę rozwijać. Jest pewne grupa osób, które nie mogą przyjąć tych szczepionek z powodów etycznych, gdyż nie wchodząc w szczegóły, są one obciążone związkiem z materiałem z komórek pochodzenia ludzkiego otrzymanych w wyniku zabiegu indukowanego poronienia. Tak więc, podsumowując, jest wystarczająco dużo informacji, które powodują mój sprzeciw wobec przymusu szczepień. Jednego jestem pewna: rząd nie powinien przykładać ręki ani do zachęcania, ani do zniechęcania ludzi do szczepienia się, nie powinien wpisywać się w tę żałosno-absurdalną narrację lewackiego pochodzenia, wedle której nie może być zakazu aborcji, gdyż „moje ciało, mój wybór” (choć ciąża to nie kwestia tylko jednego ciała), natomiast w sytuacji szczepienia kwestionuje się możliwość autonomicznego decydowania o swoim organizmie, odmawia się ludziom prawa do tego wyboru, a w konsekwencji odbiera się im wolność do samostanowienia i używania własnego rozumu.
Zdzisława Kobylińska
Dr hab. nauk humanistycznych, adiunkt na Wydziale Humanistycznym UWM, poseł na Sejm III kadencji, członek Rady Naukowej Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris


Skomentuj
Komentuj jako gość