Trauma katastrofy smoleńskiej była unikalną okazją do zmian, które poprawiłyby funkcjonowanie wspólnoty i demokracji. Niestety, została zaprzepaszczona – napisał dr Rafał Matyja w ostatnim dodatku do „Rz” „Plus Minus”. Naukowiec wyliczył, co należało po katastrofie w funkcjonowaniu państwa poprawić, a czego zaniechano.
Problemy, wobec jakich stanęło państwo rankiem 10 kwietnia 2010 roku, powinny skutkować solidną pracą wielu instytucji, myślących pragmatycznie o własnych czarnych scenariuszach. I to nie tylko tych, których troską jest bezpieczeństwo państwa i jego władz. Powinny zakończyć epokę infantylnej lekkomyślności. Dowodów na to, że tak się nie stało, mamy aż nadto. Dodajmy do tej tezy autora ustalenia wp.pl opublikowane 10.04.2017 roku. Wynika z nich, że po katastrofie smoleńskiej rządzący nadal lekceważyli w lotach elementarne zasady bezpieczeństwa, transport lotniczy traktują jak taksówki powietrzne. wp.pl podaje przykład min. Sikorskiego, który wielokrotnie kazał lądować na trawniku przed swoim dworem w Chobielinie! Obecna ekipa niczym się w tym względzie nie różni, wystarczy przywołać pękniętą oponę w aucie wiozącym prezydenta RP Andrzeja Dudę, czy powrót premier Beaty Szydło z Londynu. Jedyną sferą państwa, w której czarne scenariusze odegrały pewną rolę perswazyjną, jest niezależność energetyczna kraju.
Rywalizujące siły grają interesem Polski
Po katastrofie nadal nie określono granic politycznego konfliktu. Przeciwnie, niemal codziennie łamie się kolejne bariery i zasady – obyczaju parlamentarnego, obowiązującą w polemice granicę przyzwoitości czy ograniczanie zakresu zmian personalnych do niezbędnego minimum. Co więcej, łamiącym kolejne zasady wydaje się, że gra ta jest bezkarna. Że można ją prowadzić w nieskończoność. I że zawsze wygrywa ten bardziej bezczelny.
To błędne koło można było przerwać po katastrofie – twierdzi Rafał Matyja. Gestem, którego zabrakło latem 2010 roku, było przekazanie choćby jednego opróżnionego po katastrofie stanowiska osobie związanej z Prawem i Sprawiedliwością. Co straciłby obóz władzy, zgadzając się na rzecznika praw obywatelskich na przykład w osobie Zbigniewa Romaszewskiego lub innej cieszącej się powszechnym szacunkiem osoby krytycznej wobec rządów PO? Nie chodzi przy tym o podział stanowisk, ale o budowanie minimum zaufania między politycznymi rywalami. Tymczasem zamiast tego doszło do skwapliwego wykorzystania okazji do przejmowania instytucji, jak choćby zmiany, które dokonały się w KRRiT, a następnie w mediach publicznych.
Z drugiej strony opozycja zamiast na czele zespołu analizującego przyczyny katastrofy smoleńskiej postawić osobę dociekliwą, ale powszechnie szanowaną postawiła Antoniego Macierewicza – wytyka Rafał Matyja. Wiadomo więc było, że nie będzie chodziło o jakiekolwiek rzeczowe wyjaśnienia. Tragedia smoleńska miała stać się przedmiotem ostrego sporu politycznego. Dlatego próba podjęta przez prof. Michała Kleibera wyjęcia wyjaśniania przyczyn katastrofy poza pole konfliktu politycznego została faktycznie zignorowana. Smoleńskie emocje okazały się cenniejsze od faktów.
Obecnie polityczna wojna przeniosła się z podwórka krajowego na forum międzynarodowe. Rywalizujące siły grają interesem Polski. Doprowadziły do zaniku konsensusu w sprawach bezpieczeństwa i obronności. Sposób, w jaki kształtują opinię publiczną w sprawach naszego położenia międzynarodowego czy interesów w Unii Europejskiej, zwiększa ryzyko dezorientacji w sytuacji kryzysu wywołanego świadomą kampanią dezinformacyjną z zewnątrz.
Nawa państwowa została podporządkowana interesom partii
Trzecia posmoleńska korekta powinna była dotyczyć stosunku do instytucji. Przede wszystkim kluczowych organów władzy – Kancelarii Prezydenta RP i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Tymczasem nadal w zbyt wielu codziennych działaniach polskich rządów aż nadto widoczny jest duch improwizacji, szczególnie tam, gdzie w grę wchodzi polityka, chęć zdobycia medialnej przewagi, instrumentalizacji działań administracji.
(...) Cynizm rządzących – nastawionych na ścisłe podporządkowanie nawy państwowej interesom partii – natrafia na coraz słabszy opór elit urzędniczych i eksperckich. W 2005 roku w sposób manifestacyjny zrezygnowano z systemowego wsparcia ze strony tych ostatnich. Symboliczne znaczenie tej daty nie wiąże się przy tym z czyimkolwiek zwycięstwem wyborczym, ale z faktem likwidacji przez rząd Kazimierza Marcinkiewicza Rządowego Centrum Studiów Strategicznych i niezastąpieniu go po dziś dzień żadną instytucją, która mogłaby stanowić swego rodzaju mózg, pamięć i oczy rządu. Najwyraźniej obecne pokolenie polityków tego nie potrzebuje, wystarczy mu rozum partyjny, kalkulujący wyniki sondaży, planujący operacje propagandowe i formułujący przekazy dnia.
Brak politycznej odpowiedzialności
Czwarta korekta, do której powinno dojść po Smoleńsku, to inne postawienie kwestii odpowiedzialności politycznej. Do niczego takiego nie doszło. Utrzymał się groteskowy obyczaj, w ramach którego poważne złe skutki nie obciążają nikogo, a przyczyną dymisji może być jedynie łatwa do zweryfikowania, drobna sprawa.
Nie potrafimy, nie tylko zresztą w instytucjach politycznych, pozbyć się ludzi, którzy popełnili błędy niemające charakteru przestępstw, których niekompetencja czy bezczynność bywa ostentacyjna, ale „przecież nie robią nic złego". Liderzy partii próbują nas przekonać swoimi nominacjami, że każdy może zostać ministrem czy ważnym urzędnikiem państwowym. Każdy bez względu na kompetencje formalne i rzeczywiste umiejętności, na posiadane doświadczenie i dorobek. Drugą stroną tego mechanizmu selekcji jest brak merytorycznych reguł oceny i egzekwowania politycznej odpowiedzialności.
Zniszczenie mediów publicznych jako niezależnych arbitrów
PO katastrofie nadal nie uznano konieczności istnienia niezależnych arbitrów politycznej rywalizacji. Można było podjąć próbę – po fatalnych rządach PiS i jej sojuszników w mediach publicznych 2006–2010 – naprawy dokonanej w pewnym politycznym konsensusie. Nie dokonano tego – piosze Rafał Matyja. - Z trudnych – coraz trudniejszych do zrozumienia powodów – politycy wierzą, że kluczem do dalszych zwycięstw jest kontrolowanie mediów publicznych i używanie ich jako strony w politycznej wojnie.
Skutek jest między innymi taki, że nie istnieje żaden obiektywizujący mechanizm rywalizacji politycznej, nie istnieje granica politycznej odpowiedzialności, której przekroczenie skutkuje dymisją. Znikają kolejne granice przyzwoitości. Trudno sądzić, że kolejna zmiana władzy przyniesie zatrzymanie się tych zjawisk. Smoleńsk był okazją, by sprawy te przemyśleć i skorygować zasady gry. Okazją niewykorzystaną.
Pogłębiające się pęknięcie
Nie mam poczucia, że – jak lubią powtarzać niektórzy – „państwo zdało egzamin", że ostatnie siedem lat było próbą wyciągnięcia wniosków z katastrofy – podsumowuje Rafał Matyja. - Dla części polityków i komentatorów zarówno ten fakt, jak i sama katastrofa stały się okazją do sformułowania na nowo własnej tożsamości. Nie tyle programu koniecznych zmian, ile dość specyficznego tytułu do potępiania przeciwników politycznych.
Dynamika zdarzeń, do których doszło po katastrofie, jest niepokojąca. Z roku na rok zanika bowiem państwo rozumiane jako kontekst obiektywizujący partykularyzmy, a nie narzędzie do ich wzmacniania. Słabnie państwo, które wobec rywalizujących grup politycznych powinno stać się niezależnym arbitrem zdolnym do ich okiełznania. Traci moc przywołania do porządku tych, którzy popadając w nadmierną stronniczość, zagrażają interesom szerszej całości. Samo myślenie o państwie jako zasobie, który rywalizujące strony powinny szanować i ochraniać, jest dziś traktowane niemal wyłącznie jako przejaw politycznej naiwności. W wymiarze przekonań i emocji instynkt plemienny wygrał z wyczuciem racji stanu.
Katastrofa smoleńska nie istnieje w języku politycznym jako argument na rzecz naprawy państwa, zdolności zawierania kompromisów dotyczących jego nadrzędnych interesów. Przeciwnie, jest jednym z najsilniejszych symboli podziału, pęknięcia wspólnoty politycznej i kryzysu obiektywizującej roli instytucji publicznych. W przyszłości zostanie oceniona zapewne jako zlekceważona przestroga.
Rafał Matyja, polski historyk i politolog, doktor habilitowany nauk społecznych, twórca i wieloletni prodziekan Wydziału Studiów Politycznych i kierownik Zakładu Studiów Politycznych Wyższej Szkoły Biznesu – National Louis University w Nowym Sączu, publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Praktyka Polityczna”. Autor hasła budowy IV Rzeczypospolitej, obecnie jest wykładowcą Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie


Skomentuj
Komentuj jako gość