I znów rzesze chętnych, z roku na rok coraz większe, pragną zrealizować swoje marzenia o karierze. Oczywiście w polityce. Nieliczni zainteresowani wiedzą, że jest to twardy kawałek chleba, lecz mimo to podejmuje się tej pracy jako wyraz odpowiedzialności za przestrzeń życia publicznego. Inni sądzą, że polityka daje spokój finansowy na cztery lata, apanaże, przywileje, darmowe przejazdy, nietykalność i wysoką pozycję. Można się też za nią ukryć jak za parawanem. Jeszcze inni po prostu marzą o polityce jako zwieńczeniu swej kariery. Po prostu. Takie marzenie. Tymczasem mało kto z tych osób zastanawia się nad tym, czy ma potrzebne predyspozycje, kompetencje i kwalifikacje do uprawiania polityki. Zwłaszcza…aksjologiczne.
A to znaczy, czy wyznaje i przede wszystkim praktykuje określone wartości, bez których w polityce nie ma czego szukać. Jak bowiem uczy doświadczenie polityk ich pozbawiony, wcześniej czy później, jeśli nie stanie się obiektem organów ścigania, to stanie się obiektem drwin, szyderstw i rechotu mediów i wyborców.
Uczciwość
Osoba mająca jakikolwiek kłopot z tą wartością powinna od polityki trzymać się z daleka. Historia i życie pokazują jednak, że niestety jest wprost przeciwnie. Polityka bowiem pociąga jako dość łatwa droga tak zwanego „kręcenia lodów” na własną rękę. Znałam kogoś, kto wydał niebotyczną sumę pieniędzy na kampanię wyborczą, aby w parlamencie przeforsować ustawę, która torowała drogę w robieniu dalszych interesów. Ktoś inny w ten sposób zabezpieczał swój biznes
, gdyż potencjalni kontrolerzy, wedle jego mniemania, mieliby inaczej traktować posła niż przedsiębiorcę. Takie podejście z góry zakłada pragmatyczne rozumienie polityki jako źródła realizacji czy osiągnięcia tylko wyłącznie swojego dobra, nie bacząc na dobro wspólne. Ponieważ będąc politykiem z konieczności zna się wielu decydentów, to istnieje pokusa, aby wykorzystać swoją i ich pozycję do załatwiania własnych spraw. Uczciwość, czyli prawość, niezdolność do oszustwa, wywiązywanie się z danego słowa to fundament polityki. Uczciwość polityka jest ważniejsza niż jego inteligencja czy nawet genialność. Niestety, takich polityków mamy niewielu.
Odwaga
Ludzie, którzy boją się, którzy nie potrafią postępować zgodnie z wyznawanymi zasadami, niezależnie od konsekwencji powinni jak ognia unikać polityki. Lękliwego polityka zawsze można łatwo zastraszyć, zmanipulować, owinąć wokół palca. Oparciem dla odwagi jest pewność własnych przekonań i poglądów. Jeśli ktoś wierny jest swoim przekonaniom i nie boi się ich bronić nawet za stratę, przysłowiowego już, pierwszego miejsca na liście wyborczej (to dziś najważniejsze kryterium oceny polityka), to znaczy że jest człowiekiem predysponowanym do polityki. Dziwię się prezesom partii, którzy promują polityków uległych i nie mówiących własnym głosem, z takich nie będą mieli wiele pożytku. Michał Kamiński, polityczny globtroter, to przykład moralnego tchórza, który bojąc się stracić swoją pozycję w polityce potrafił unieważnić swoje poglądy, sprzedać przyjaciół i środowisko, które go wypromowało. Turystom politycznym brakuje odwagi, aby trwać przy swoich przekonaniach czy światopoglądzie. Są w stanie wyrzec się nawet Dekalogu, aby zachować pozycję. Teresa Piotrowska, z wykształcenia katechetka, a obecnie minister PO, bez mrugnięcia okiem naciskała przycisk w tych głosowaniach, które ewidentnie sprzeczne były z nauczaniem Kościoła. Ktoś inny może nie znać doktryny Kościoła dotyczącej początku życia, rozumienia małżeństwa, rodziny, trudno to jednak powiedzieć o wykształconej teolog. Brak jednak odwagi stanięcia w prawdzie, a strach przed tym co powie zarząd partii jest mocniejszy niż konsekwencje dla życia duchowego, które zaciąga się tchórzliwym działaniem. Odwaga jest wartością, która wpływa na losy indywidualne i zbiorowe społeczeństw, czasami trzeba umieć podjąć ostrą walkę, aby otworzyć drzwi prawu, prawdzie i sprawiedliwości.
Czas
Czas jest także wartością, choć często tak o nim nie myślimy. Chcąc być w polityce musimy mieć taki czas, który nie będzie niejako wykradany naszym bliskim. Matki małoletnich dzieci, ojcowie rodzin wielodzietnych wchodząc w politykę muszą mieć świadomość, że polityka wchłania niemal całość czasu zainteresowanego. A ponieważ miłość to czas dawany drugiemu człowiekowi, więc automatycznie czas ten, a więc i siebie, odbiera się swojej rodzinie. Politykiem nie jest się, jak w innym zawodzie, od 7 do 15, 5 dni w tygodniu. Jest się nim 24 godziny na dobę. Trzeba być gotowym na przerwanie urlopu, na nieobecność na uroczystościach rodzinnych, wywiadówkach dzieci, na pracę w nocy, w wolne i świąteczne dni, o każdej porze. Wiele osób nie bierze pod uwagę faktu, że okres zajmowania się polityką separuje człowieka na dni i tygodnie od rodziny, że we własnym domu zaczynają pojawiać się jak goście. Konsekwencją tego stanu bywają zdrady małżeńskie, ponowne związki, zaniedbane dzieci, nadwątlone więzi rodzinne, powolne odchodzenie od zainteresowania przyziemnymi sprawami domowymi. Gdyby nie polityka i czas jej poświęcany prawdopodobnie dziś Kazimierz Marcinkiewicz nadal byłby wzorowym mężem i ojcem, a nie bohaterem kolorowej prasy.
Przejrzystość
Jeśli ktoś ma wiele na sumieniu, a nie chciałby, aby publicznie było to znane, powinien polityki unikać. Inaczej, wcześniej czy później, to co jest teraz zakryte na dachach „rozgłaszać będą”. Zawsze znajdzie się ktoś, nawet z własnego obozu politycznego, kto doprowadzi do ujawnienia mniejszych i większych grzechów przy pomocy sprytnego detektywa czy przekupnych paparazzich, którzy bez zażenowania zrobią z ukrycia każde zdjęcie, wyjawią każdą tajemnicę, a nawet dołożą to i owo preparując dokumenty. Mając dzisiejsze środki techniczne można o bliźnich dowiedzieć się niemal wszystkiego. A zatem kto prowadzi podwójne życie, które mogłoby go kompromitować, to musi liczyć się z tym, że politykowi zostanie to wytknięte. A najbardziej temu, kto publicznie głosi zasady, które następnie sam łamie. Takiego człowieka nazywa się hipokrytą. Pół biedy, jeśli o braku przejrzystości mówimy w odniesieniu do polityków tych obozów politycznych, które wyznają relatywizm etyczny i aksjologiczny. Im można więcej wybaczyć. Nie upierają się bowiem przy niezmienności zasad, norm i wartości. Nie deklarują ani nie praktykują wiary religijnej. Postępują tak, jak jest im wygodnie w danym momencie. Gorzej jest z tymi, którzy obwieszczają przywiązanie do konserwatywnych czy religijnych wartości, a które są niestety przykrywką ich niegodziwego postępowania lub którzy maskują nieprawość postępowania pozorami cnoty. Nikogo nie dziwi polityk, który niegdyś był konfidentem i nadal działa w strukturach wygenerowanych przez te służby, natomiast budzi niesmak ten, który teraz na swych sztandarach ma wypisane „Bóg, honor, Ojczyzna”, lub nosi wizerunek Matki Bożej w klapie marynarki, a który wcześniej był kapusiem otrzymującym gratyfikacje za donosy. Kolejna żona posła Kalisza nie robi na nikim wrażenia, jednak nowa partnerka polityka prawicy, który unika płacenia alimentów, jak to było z posłem Dornem, jest powodem do publicznej dyskusji. Biskup Krasicki zabiegając o demaskowanie niezgodności pomiędzy deklarowanymi słowami i czynami, chciał przypomnieć, aby wartości religijnych nie instrumentalizować, nie posługiwać się nimi w sposób przewrotny, gdyż taka postawa szkodzi wierze religijnej i wierzącym, a także może być źródłem zawstydzenia.
Wiedza
Celowo nie piszę mądrość, bo to dar Boży i nie zależy on tylko od nas, jednak wiedza i doświadczenie w jakiejś dziedzinie, które w większym stopniu zależą od nas samych, są niezbędne, aby zabierać się do polityki. Człowiek, który nie wie co ze sobą zrobić, nie ma pomysłu na siebie i własne życie, a chciałby tylko żyć lekko, przyjemnie, tanim kosztem, niewiele robiąc od razu znajduje się na straconych pozycjach. Będzie tylko maszynką do głosowania, klakierem, numerkiem na sejmowym fotelu. Brak wiedzy, rozeznania, pewnych umiejętności szybko skompromituje takiego polityka i obróci się przeciwko niemu, także medialnie. Owszem, znam takich parlamentarzystów, którzy są nimi i trzecią i czwartą kadencję, intelektualnie jednak pozostają na miernym poziomie, nawet mimo pośpiesznie robionej matury czy zaocznych studiów. Są oni tylko wojskiem jednego czy drugiego prezesa lub przewodniczącego partii, nie wnosząc żadnego merytorycznego wkładu ani w prace sejmowe ani w działalność regionu. Co najwyżej specjalizują się potem w utrzymaniu swej pozycji poprzez sieć lokalnych układów, drobne „załatwiactwo”, bywanie na lokalnych imprezach zakrapianych alkoholem, który fraternizuje towarzystwo. Specjalizacja w jakiejś dziedzinie albo przynajmniej pewna charyzma potrzebna, aby działać społecznie, co daje pewną praktyczną wiedzę jest niezbędna do tego, aby realizować się jako polityk. Są też tacy, którzy, owszem, są znani i publicznie lubiani, bo ładnie śpiewają, szybko jeżdżą samochodem, umieją opowiadać dowcipy i odgrywać skecze, dobrze kopią piłkę, mają inne preferencje seksualne, bawią się w przebieranki, czym przyciągają ciekawskich, lub są znani z tego, że są znani, ale czyż w pewnym sensie nie są to mandaty zmarnowane? A zatem pewne minimum kompetencji jest konieczne, aby z czasem nie wyjść na głupca.
A zatem, wybierając za kilkadziesiąt godzin naszego reprezentanta, zastanówmy się, czy nasz głos zostanie właściwie spożytkowany. Czy z naszej strony będzie to też właściwy aksjologicznie, a więc wartościowy wybór! Bo nowa szansa pojawi się dopiero aż za cztery lata.
Zdzisława Kobylińska
Doktor habilitowany nauk filozoficznych, była posłem RP III kadencji


Skomentuj
Komentuj jako gość