„Do was mówię, emeryci”, „Ta pani”, „Ten kraj”, „Jeśli oni dorwą się do władzy” - Takim językiem posługuje się premier Polski, która chce nadal Polską rządzić i straszy Polaków rządami PiS. Takie debaty, jak ta Szydło – Kopacz, mają to do siebie, że sztaby nie są w stanie tak wytresować swoich faworytów, żeby w jakimś momencie, po freudowsku, nie wyszła z nich słoma z butów. I tak właśnie tu się stało.
Przewodnicząca partii rządzącej PO, która zdaniem sobotniej „Gazety Wyborczej” ma niemal uratować Polskę przed hitleryzmem, która to partia ma uosabiać wyższą kulturę, wyższy poziom cywilizacji wobec „ciemnogrodu” i średniowiecza”, odsłoniła swoje prawdziwe oblicze, pełne pogardy i wyższości wobec swojej rywalki i wobec mas, które powinny być wdzięczne, że tak wspaniała partia, jak PO chce nimi rządzić.
To pierwsza refleksja, po obejrzeniu pojedynku telewizyjnego Kopacz – Szydło.
Druga wiąże się z obietnicą, którą złożyła Ewa Kopacz, a którą przebiła obietnice wszystkich partii w tej kampanii razem wzięte. Mianowicie, na pytanie Justyny Pochanke (TVN), "jak zatrzymają panie 25-latków, by nie emigrowali z Polski?", Ewa Kopacz obiecała im pensje na poziomie zachodnim („Będziecie zarabiać, jak Wasi rówieśnicy na Zachodzie”)! Pomnóżcie sobie obecne pensje przez 4. Tyle będziesz, droga Polko, drogi Polaku zarabiać po 25 października, według Ewy Kopacz!
Trzecia refleksja wiąże się z największa aferą 25-lecia. Nigdy byście Państwo nie wpadli na to, że największą aferą 25-lecia nie była wyprzedaż majątku narodowego za 10% własności, pozbawienie państwa własnego przemysłu, oddanie sektora bankowego i handlu w obce ręce, to nie były afery, których bardzo długą listę każdy znajdzie w Googlach, za które odpowiada rząd PO+PSL, a które kosztowały państwo miliardy złotych. Nie, to nie była infoafera, gdy policja wyprowadzała w kajdankach wiceministrów rządu Donalda Tuska (bo aferę wykryła FBI a nie CBA), ani gazowa, ani hazardowa, ani stoczniowa, ani Amber Gold, ani zegarkowa, ani podsłuchowa. Ani zadłużenie budżetu państwa oficjalnie na ponad 1 bilion złotych (patrz licznik Balcerowicza), nieoficjalnie na 4 biliony złotych. Zdaniem premier Ewy Kopacz największą aferą 25-lecia była afera... SKOK-ów. Właśnie wydawca tygodnika WPROST, który ją wywołał, bo miała ona miejsce w tym tygodniku a nie w realu, zamieścił przeprosiny wobec twórcy SKOK-ów Grzegorza Biereckiego.
Poza tym, debata była poprawna. Na pewno plus się należy Beacie Szydło za odwagę. Jej zgodę na debatę w stacjach telewizyjnych będących tubą propagandową rządu PO, prowadzoną przez czołowych propagandystów rządu (Piotr Kraśko, Justyna Pochanke, Jarosława Gugałę Polsat wycofał), wielu prawicowych komentatorów krytykowało. Przeważała obawa, iż Beata Szydło może zniweczyć zwycięstwo PiS, będące w zasięgu ręki, przez jedno zachowanie, jedno słowo, jak Wałęsa w debacie prezydenckiej z Kwaśniewskim czy Jarosław Kaczyński podczas debaty z Donaldem Tuskiem. Tutaj nic takiego się nie stało, tak z jednej, jak i drugiej strony. Ani Beata Szydło nie popełniła żadnej gafy, ani Ewa Kopacz nie wpadła w histerię, chociaż nerwy jej puszczały, przerywała wypowiedzi Beaty Szydło.
Na plus Beacie Szydło trzeba zapisać, że nareszcie pokazała, że potrafi się uśmiechać i jest to uśmiech naturalny, co kontrastowało z zacięta twarzą Ewy Kopacz.
W pierwszej odsłonie dotyczącej gospodarki i spraw społecznych obie panie niczym nie zaskoczyły. Powtórzyły hasła powtarzane od wielu dni w kampanii. Beata Szydło zmarnowała okazję, by wybić na plan pierwszy stworzenie miejsc pracy poprzez reindustralizację Polski, repolonizację bankowości, handlu i mediów, budowanie silnej gospodarki w oparciu o polskie firmy. Za to celnie Beata Szydło ripostowała przypominając, że procedurę nadmiernego deficytu UE nałożyła na rząd Donalda Tuska w 2009 roku, a zdjęła tylko dlatego, że rząd załatał dziurę budżetową miliardami zabranymi z OFE.
Najbardziej ogólnikowo obie panie odpowiadały na pytania dotyczące polityki zagranicznej, zwłaszcza w kontekście odbudowującej swoją mocarstwowość Rosji. Zaskoczyło po stronie Beaty Szydło przemilczenie, iż to PiS prawidłowo wiele lat temu rozpoznał, jakie zagrożenie grozi nam ze strony Rosji i kim jest Putin. Natomiast błędem z jej strony było nazwanie Rosji „przeciwnikiem”. Również Beata Szydło nie docisnęła Ewy Kopacz w sprawie imigrantów/uchodźców.
Przy pytaniu Doroty Gawryluk o aferę podsłuchową, właśnie w tym momencie Ewa Kopacz stwierdziła, że największą aferą 25-lecia była afera SKOK-ów!
Przy pytaniu, co udało się przez 26 lat w Polsce zrobić dobrze, Ewa Kopacz miała do powiedzenia tyle: zbudowaliśmy piękny kraj, boiska, Stadion Narodowy, Polskę nowoczesną i poczucie wolności.
Pytanie Justyny Pochanke o błędy PiS-u, których, jeśli wygra wybory, nie powtórzy, Beata Szydło „ograła” znakomicie, przypominając, że za krótkich rządów PiS wzrost gospodarczy wynosił prawie 7% rocznie, podatki zostały obniżone, dzięki czemu rząd PO przeszedł przez kryzys światowy suchą stopą. Przypomniała też hasło wyborcze Platformy sprzed 8 lat: „By żyło się lepiej. WSZYSTKIM”.
W ostatnim wystąpieniu Beata Szydło zaprezentowała projekty ustaw, które zgłosi w ciągu pierwszych 100 dni jej rządu: prawo rodziów do decydowania, kiedy posłać 6-latki do szkoły, 15% podatek CIT, rodzina 500+. Jeszcze raz powtórzyła, co było jej główną myślą przewodnią przez całą debatę - jej rząd jest gwarantem dobrej współpracy z prezydentem państwa i spokojnej realizacji programu dla dobra wszystkich Polaków.
Po 8 latach afer i nieudolnych rządów PO, przewodnicząca tej partii nie powie Wam niczego poza straszeniem opozycją i statystykach, których nie można włożyć do garnka. Czas odejść na ławkę rezerwowych, pani przewodnicząca! (…) Te wszystkie projekty można zrealizować. Pan prezydent Andrzej Duda ma program naprawy Polski - będzie możliwy do realizacji, gdy rząd pójdzie tą samą drogą. Polacy zasługują na to, Polska na to zasługuje - z prezydentem, z rządem, z Wami wszystkimi - damy radę!
Natomiast Ewa Kopacz zakończyła strasząc Polaków, co czyniła przez całą debatę, rządami PiS: "Jeśli oni dorwą się do władzy, to będzie fanatyzm i republika wyznaniowa. Tylko Platforma Obywatelska może zatrzymac tych ludzi idących po władzę!"
Stoję przed Wami i nikogo nie udaję. Stoję z wadami i zaletami, nie muszę się za nikim chować. Wypełniłam swoje zobowiązania. (…) Chcę Wam zaproponować coś, co będzie dobre dla Polaków: prosty podatek, który pozwoli Wam dobrze zarabiać, pozwoli wam żyć w tym kraju. Dzisiaj mówię o szacunku dla Waszej pracy. Chcę jednolitego kontraktu zatrudnienia.
Chcę silnej gospodarki. Proponuję zdrowy rozsądek, a nie fanatyzm i republikę wyznaniowa. (…) Proponuję solidarność międzypokoleniową. I nie obietnice darmowych leków. Nie marnujcie głosu - oddajcie głos na Platformę, pokornie Was o to proszę. Jesteśmy jedyną partią, która może zatrzymać ludzi, którzy idą do władzy po samą władzę.
Jak obliczył jeden z socjologów, ta debata była adresowana do 300 tysięcy wahających się wyborców, którzy mogą dać Prawu i Sprawiedliwości samodzielne rządy. Czy te 300 tysięcy Polek i Polaków udało się zastraszyć Ewie Kopacz, czy zobaczyli kryjących się za Beatą Szydło niemal Goebbelsa, Himmlera i Hitlera, których dojrzała sobotnia "Gazeta Wyborcza" piórem Adama Michnika i Tomasza Lisa, czy przeciwnie, zobaczyli uśmiechniętą, kulturalną, opanowaną premier, która gwarantuje im harmonijną współpracę z prezydentem i wspólnie z nim, spokojną realizację programu wybicia się Polski na kraj dobrobytu, dla wszystkich?
Przekonamy się 25 pażdziernika.
Adam Socha


Skomentuj
Komentuj jako gość