Według ostatnio opublikowanego raportu Work Service opracowanego na podstawie badań Millward Brown aż 2,8 mln dorosłych Polaków deklaruje wyjazd z kraju w przyszłym roku, a 0,7 mln jest przekonanych, że na pewno to zrobi.
W 2013 r. 15% absolwentów szkół wyższych przed 30 rokiem życia pozostawało bez pracy. Bezrobocie wśród osób w wieku 25-29 lat wynosiło aż 20%. Jednocześnie w 2013 r. na emigrację wyjechało z Polski ok. 70 tys. mieszkańców, zaś w sumie poza granicami naszego kraju żyje już 2,2 miliona Polaków.
Powyższe dane pochodzą z opublikowanego w 2014 r. raportu „Bilans Kapitału Ludzkiego", opracowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości i Uniwersytet Jagielloński oraz z badań Głównego Urzędu Statystycznego. Co więcej, jak wynika z raportu „2 mld. Sposób na bezrobocie", powstałego w 2013 r., w ramach poszukiwania efektywnych i skutecznych sposobów wydatkowania na młodych 2 mld zł z Unii Europejskiej, dzisiejsi dwudziestolatkowie postrzegają siebie jako stracone pokolenie. Jakie są przyczyny dramatycznej sytuacji młodych Polaków na rynku pracy? Czy dzisiejsi licealiści również skazani są na podobne problemy?
Polska – fabryka magistrów
Od ponad 10 lat Polaków goni pęd do wiedzy. Rezultatem tego jest fakt, że już prawie 30% Polaków aktywnych zawodowo posiada tytuł magistra. Odsetek ten jest najwyższy wśród osób w wieku 25-35 lat i przewyższa nawet średnią unijną. Polska znajduje się w czołówce krajów świata z największą liczbą absolwentów szkół wyższych. Wydaje się, że po czasach PRL, kiedy zdobycie wyższego wykształcenia wiązało się z dużymi trudnościami, ale przy tym dawało realną nadzieję na lepszy byt, uwierzyliśmy w magiczną moc dyplomu jako gwaranta stabilnego, dobrze płatnego zatrudnienia. Przy tym, zdecydowana większość osób ze średnim wykształceniem wybiera kierunki humanistyczne (np. lingwistyka, pedagogika, dziennikarstwo, prawo, politologia) oraz społeczne (np. zarządzanie, turystyka) – w 2013 r. łącznie studia o ww. charakterze podjęło 39% studentów. Najmniejszą popularnością cieszą się nauki ścisłe wykładane na politechnikach. Jednocześnie odeszliśmy od modelu kształcenia zawodowego, stopniowo zamykając licea profilowane, technika uzupełniające, zasadnicze szkoły zawodowe dla dorosłych i technika zawodowe.
Okazuje się jednak, że dla wielu pracodawców absolwenci europeistyki czy socjologii nie są atrakcyjnymi kandydatami na pracownika. Rynek pracy jest bowiem nimi przesycony, brakuje zaś specjalistów, inżynierów z takich dziedzin jak IT, motoryzacja, logistyka, zarządzanie jakością, osób z wykształceniem zawodowym. Często dochodzi do sytuacji, gdy dyplomem magistra politologii może pochwalić się ekspedientka w markecie czy magazynier. Jednocześnie osobom z wykształceniem humanistycznym zarzuca się m.in. brak praktycznych umiejętności oraz słabą znajomość języków obcych. Winę za to ponoszą w dużej mierze uczelnie, które nie dostosowały programów studiów do trendów i wymogów rynkowych, przepełniając je przedmiotami teoretycznymi o marginalnym znaczeniu w połączeniu z brakiem ofert efektywnych praktyk. Sam poziom nauczania również pozostawia wiele do życzenia. Na wielu uniwersytetach celem nie jest wypuszczenie z murów szkoły absolwentów z solidną wiedzą, lecz „wyprodukowanie" jak największej liczby magistrów. Z tym bowiem wiążą się profity finansowe – uczelnie są dotowane m.in. za liczbę kształconych studentów.
Sami studenci żyją często złudzeniem, że dyplom magistra wystarczy do podjęcia dobrej pracy. Na studiach skupiają się więc głównie na zaliczaniu egzaminów i dobrej zabawie, zamiast podejmować pierwsze kroki w życiu zawodowym i zdobywać niezbędne doświadczenie.
Paweł1, absolwent prawa na Uniwersytecie Warszawskim, o zatrudnienie starał się przez 8 miesięcy. Podkreśla jednak, że był wybredny w wybieraniu ofert pracy. Jego zdaniem rynek jest trudny, bo panuje ogromna konkurencja, ale przy tym „młodzi mają wygórowane ambicje, zwłaszcza finansowe, i zerowe umiejętności, zaś pracodawcy traktują młodych nie jako potencjalnego pracownika, którego trzeba przeszkolić i czerpać zyski z jego pracy, ale jako problem".
Zbyt duża liczba magistrów, gwałtownie spadający poziom nauczania na uczelniach oraz przewaga teorii nad praktyką w kształceniu zawodowym, spowodowały deprecjację dyplomu uczelni wyższej, a z tym związany spadek wartości absolwentów uniwersytetów na rynku pracy.
Brak programu praktyk i staży
Ola, absolwentka studiów licencjackich z kosmetologii, od roku ma problem ze znalezieniem pracy w zawodzie. Twierdzi, że większość ofert pracy skierowana jest do osób z kilkuletnim doświadczeniem. „A jak ja mam je zdobyć, skoro salony kosmetyczne nie są zainteresowane przyjęciem do pracy stażystów za wynagrodzeniem?" – pyta. Niestety, w Polsce nie istnieje de facto efektywna polityka prowadzenia wysokojakościowych praktyk i stażów zawodowych. Tzw. obowiązkowe praktyki studenckie to często mit. Student na praktykach nie ma żadnego mentora, który uczyłby go, wyznaczał cele, kontrolował postępy. Na porządku dziennym praktykant to osoba od kserowania, robienia kawy, posprzątania i innych najprostszych czynności, których wykonanie nie wymaga wyższego wykształcenia.
Sytuacja niewiele lepiej prezentuje się w wypadku staży zawodowych. Finansowany przez państwo program staży absolwenckich sprowadza się zasadniczo do zapewnienia niewielkiego (ok. 1000 zł) stypendium na czas trwania stażu u pracodawcy, którego absolwent znalazł samodzielnie lub do którego skierował go urząd pracy. Podobnie jednak jak w przypadku praktykantów, stażysta nie może liczyć na pomoc i opiekę mentora zawodowego. Ponadto, absolwent ma prawo skorzystać z ww. programu jedynie w ciągu 12 miesięcy od ukończenia studiów i przed osiągnięciem 27 roku życia.
Wiele firm proponuje staże zawodowe poza ww. trybem. Nierzadko jednak wymagania dla kandydata na staż przypominają wymagania dla... doświadczonego pracownika. Tymczasem staż to pozyskiwanie wiedzy w praktyce i zdobywanie kompetencji zawodowych – z założenia więc nie powinno się oczekiwać od stażysty np. doświadczenia w zawodzie. Pracodawcy – zwłaszcza duże korporacyjne przedsiębiorstwa - wykorzystują również desperację bezrobotnych młodych. Przykładowo, proponują bezpłatną praktykę z możliwością zatrudnienia po bliżej nieokreślonym czasie. Do takiego działania zachęcają jednak i rozpoczynający karierę, którzy często oferują swoją pracę za darmo – skoro oni sami nie szanują swojego czasu i wysiłku, to dlaczego ma je cenić pracodawca? Ania, studentka 5 roku prawa na Uniwersytecie Warszawskim przez ponad rok pracowała na 4/5 etatu w kancelarii prawnej bez wynagrodzenia. Z jednej strony czekała na ruch ze strony zatrudniającego, z drugiej zaś bała się, że upomnienie się o jakąkolwiek formę pensji spowoduje jej „zwolnienie". Kiedy zebrała się w końcu na odwagę, okazało się, że jej obawy okazały się bezpodstawne.
Inne negatywne działanie pracodawców polega na zwodzeniu stażysty, że po odbyciu stażu zostanie on zatrudniony na stałe. W rzeczywistości zaś pracodawcy nierzadko traktują stażystę jako tanią siłę roboczą, którą należy wykorzystać do granic możliwości, dając niewiele w zamian. Nie martwią się o reputację czy utratę zdolnego pracownika – następni chętni zawsze czekają w długiej kolejce.
Wysokie koszty pracownicze
Kolejną barierą dla bezrobotnych absolwentów szukających pracy są wysokie koszty pracownicze, jakie w Polsce ponosi zatrudniający. W 2014 r. do minimalnego wynagrodzenia brutto w wysokości 1680 zł pracodawca musi dołożyć jeszcze dodatkowo 348,43 zł. Na kwotę tę składają się składki na ubezpieczenie emerytalne, rentowe, chorobowe, wypadkowe, Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. W sumie więc zatrudniając pracownika z minimalnym wynagrodzeniem netto w wysokości ok. 1300 zł, pracodawca ponosi koszt w wysokości ok. 2000 zł.
Zdaniem niektórych ekonomistów, m.in. z Centrum im. Adama Smitha, sama instytucja płacy minimalnej zniechęca również do dawania szansy na rynku pracy osobom słabo wykształconym i o najmniejszych umiejętnościach. Istnieją bowiem czynności, za których wykonywanie nie opłaca się ponosić tak wysokich kosztów pracowniczych. Okazuje się również, że wykształcenie niewykwalifikowanego pracownika jest zbyt kosztowne dla pracodawcy.
Szansa na poprawę?
Pomimo iż sytuacja młodych Polaków na rynku pracy jest trudna, to nie można stwierdzić, że nie widać szans na poprawę. Wiele zależy jednak od świadomości i aktywności samej młodzieży. Przede wszystkim powinni oni wyciągnąć wnioski z problemów swoich starszych kolegów i wybierać kierunki studiów odpowiadające potrzebom rynku. Warto też już w czasie studiów, będąc jeszcze na utrzymaniu rodziców, organizować praktyki zawodowe w celu zdobycia umiejętności i doświadczenia niezbędnego do uzyskania stałego, dobrze płatnego zatrudnienia po studiach.
Potrzeba również zmiany podejścia pracodawców w Polsce. Dopóki będą oni traktowali młodych ludzi jako problem, a nie jako potencjalnego dobrego pracownika, w którego wyszkolenie warto zainwestować, dopóty szukający pracy – zwłaszcza ci bez doświadczenia zawodowego - będą w ogromnym stopniu skazani na porażkę.
Łatwiejsze wejście na rynek pracy przez absolwentów w dużej mierze uzależnione jest od przemyślanej polityki państwa i uniwersytetów. W maju 2014 r. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zapowiedziało zmianę systemu finansowania uczelni wyższych od 2015 r. Według nowych planów przypływ gotówki dla szkół wyższych ma zależeć od jakości kształcenia, którą oceniać się będzie m.in. poprzez uczestnictwo w polskich i europejskich projektach oraz nowy system oceniania studentów. Władze mają pomóc w uzyskiwaniu unijnych grantów naukowych; ruszył również „Program rozwoju kompetencji", mający wspierać sensowne praktyki dla studentów. Czas pokaże, czy przedsięwzięte środki zaradcze zdadzą egzamin i czy za 5-10 lat dzisiejsi licealiści i gimnazjaliści nie uznają siebie za kolejne pokolenie stracone z punktu widzenia zdobycia pracy i rozwoju zawodowego.
Magdalena Olek
fot. sxc.hu
Tekst z grudniowego numeru miesięcznika "Debata"


Skomentuj
Komentuj jako gość