Dopiero po 22 latach od zamordowania dziennikarza śledczego Jarosława Ziętary, prokuratura wskazała zleceniodawcę tego mordu – b. senatora RP Aleksandra G. Stało się to możliwe dopiero po przeniesieniu śledztwa z Poznania do Krakowa. Krakowska Prokuratura Apelacyjna, prowadząca śledztwo w sprawie zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary, wystąpiła z wnioskiem o aresztowanie byłego senatora Aleksandra G., podejrzanego o podżeganie do tego zabójstwa.
Zakończono czynności procesowe na terenie Poznania z podejrzanym Aleksandrem G. Wymieniony zostanie przewieziony do Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie, gdzie planowane jest sporządzenie i skierowanie do sądu wniosku o jego tymczasowe aresztowanie
— poinformował w komunikacie zamieszczonym na stronie prokuratury prowadzący śledztwo prok. Piotr Kosmaty.
Były senator Aleksander G. został zatrzymany wczoraj rano w miejscu zamieszkania. W poznańskiej prokuraturze przedstawiono mu zarzut podżegania do zabójstwa. Podejrzany nie przyznał się do zarzutu i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Za podżeganie do zabójstwa grozi od ośmiu lat więzienia do dożywocia.
Jak poinformował na wtorkowej konferencji prasowej szef Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie Artur Wrona,
żmudne czynności śledcze powiązane z szeregiem czynności procesowych oraz pracą operacyjną funkcjonariuszy pozwoliły na zgromadzenie takiego materiału dowodowego, który upoważnił prokuratora do postawienia zarzutu podżegania do zabójstwa J. Ziętary zatrzymanemu we wtorek Aleksandrowi G..
Myślę, że jesteśmy blisko wyjaśnienia faktycznego przebiegu zdarzeń i osób, które są odpowiedzialne za śmierć Jarosława Ziętary
— zaznaczył prokurator. Ocenił, że wszystkie niezbędne czynności w tej sprawie zostaną wykonane do końca roku.
Będziemy mieć wtedy pogląd co do tego, jaki będzie wynik tego postępowania oraz czy to jest jedyna osoba, która w tej sprawie będzie podejrzana lub oskarżona
— mówił.
Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym „Gazety Poznańskiej" (wcześniej „Wprost" i „Gazety Wyborczej"). Pisał o aferach gospodarczych. Zaginął 1 września 1992 r. w drodze do pracy. Miał 24 lata.
W 1998 r. poznańska prokuratura uznała, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany. Rok później śledztwo umorzono, bo nie udało się odnaleźć ciała. W czerwcu 2011 r. śledztwo podjęto na nowo w poznańskiej prokuraturze i przedłużono; decyzją prokuratora generalnego przekazano je do Krakowa. W toku śledztwa krakowska prokuratura zmieniła kwalifikację prawną śledztwa z uprowadzenia na zabójstwo.
We wrześniu tego roku Prokuratura Apelacyjna w Krakowie ustaliła rysopis mężczyzny, który może mieć związek z zabójstwem Ziętary. Według prokuratury może to być osoba posługująca się językiem rosyjskim.
Jak informował wtedy prok. Piotr Kosmaty z PA w Krakowie, na początku lat 90. XX w. mężczyzna ten był wielokrotnie widywany w Poznaniu w towarzystwie polskiego biznesmena. Prokuratura ustaliła, że pochodził zza wschodniej granicy Polski.
Aleksander G. w 1989 r. zrobił fortunę na uruchomieniu sieci kantorów wymiany walut. Po ucieczce z kraju szefów Art-B, Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego, został prezesem tej spółki. Później był także krótko szefem upadającej wtedy fabryki ciągników Ursus. Od 1993 do 1997 r. był senatorem. Publicznie przyznawał, że w latach 70. pracował w SB.
W 2009 roku b. senator opuścił przedterminowo więzienie, gdzie odbywał karę dziewięciu lat więzienia za założenie grupy przestępczej, której celem było wyłudzanie podatku VAT. Suma wyłudzeń sięgnęła 9,5 mln zł. Kierowana przez G. grupa za pośrednictwem sklepu z papierosami w Słubicach w 1999 i 2000 r. uprawiała proceder fikcyjnej sprzedaży papierosów cudzoziemcom i ich wywozu za granicę. W ten sposób dochodziło do wypłacania nienależnego podatku VAT na podstawie sfałszowanych czeków tax free za papierosy, które miały opuścić Polskę.
W 2012 r. G. trafił do poznańskiego aresztu, by spędzić w nim 350 dni z powodu niezapłaconej grzywny w wysokości 170 tys. zł wynikającej z wyroku z 2009 r., wydanego przez Sąd Rejonowy Warszawa - Mokotów.
źródło: wpolityce.pl
KOMENTARZ PIOTRA SKWIECIŃSKIEGO
Zauważmy, że gdy Aleksander G. stał u szczytu swojej potęgi, ślady były jeszcze ciepłe, więc zbrodnia w naturalny sposób łatwiejsza do wyjaśnienia. A jednak wtedy policja i prokuratura nie potrafiły wpaść na właściwy trop.
Oczywiście, może tu chodzić również (jak bywa dość często) o to, że przez te dwie dekady rozwinęła się technika kryminalistyczna. Ale nie sądzę, żeby to była przyczyna jedyna. Trudno nie podejrzewać, że póki G.był potężny, organa ścigania obchodziły go bokiem. I nie tylko ze względu na jego formalny, senatorski immunitet. Byłem w pierwszej połowie lat 90 reporterem sejmowym. Pamiętam, jak G. znikał w siedzibach klubów SLD, ale także Kongresu Liberalno-Demokratycznego i Unii Demokratycznej. Miał wtedy naprawdę szerokie kontakty, i nie sądzę żeby na prowadzących śledztwo nie robiły one wrażenia.
Ale G. upadł. Jego nowoczesność okazała się pozorna, jego biznesowa wielkość była rodem z lat 80. Nie potrafił dostosować się do nowych reguł gry. Był z pokolenia i formacji pezetpeerowskich milionerów Sekuły i Przywieczerskiego. Ten pierwszy skończył, jak wszystko na to wskazuje, zastrzelony przez gangsterów na tle rozliczeń finansowych. Ten drugi zwiał do USA, zeznał Amerykanom wszystko co wiedział o międzynarodowym świecie podziemia kryminalnego; w zamian Amerykanie trzymają go na statusie zbliżonym do świadka koronnego i nie wydają Polsce. Patrząc z tej perspektywy żałosny koniec G. nie zaskakuje.
Miejsce Sekułów, Przywieczerskich i właśnie takich G. zajęli nowi gracze. Często podobnej proweniencji, ale bardziej rzutcy, coś potrafiący profesjonalnie. I potrafiący jakoś unikać konfliktów ze zbyt potężnymi siłami. Konfliktów, których nie potrafiliby wygrać.
Pozostaje pytanie – czy gdyby G. okazał się inny, zręczniejszy, gdyby jeszcze w latach 90 nie uciekł do prymitywnych nawet jak na tamten czas „przewałów", to czy sprawa zabójstwa Jarosława Ziętary zostałaby wyjaśniona nawet po 20 latach...?
Piotr SkwiecińskI, wpolityce.pl


Skomentuj
Komentuj jako gość