Gdyby przeciętny Polak w swojej pracy zachował się tak, jak minister finansów, sprawiedliwości czy sam premier, nie tylko wyleciałby z niej z hukiem, ale prawdopodobnie dostałby wilczy bilet w całej branży. W świecie polskiej polityki to jednak dzień jak co dzień. Witamy w rzeczywistości, w której krajem rządzą ludzie z mentalnością nastolatków z TikToka, cierpiących na ciężki wtórny analfabetyzm funkcjonalny.
Mamy do czynienia z rządem, który zachowuje się jak „opozycja u władzy”. Zamiast brać odpowiedzialność za finanse, zdrowie i bezpieczeństwo, koalicja woli utrzymywać narrację oblężonej twierdzy, w której Karol Nawrocki (czy jakikolwiek inny celownik) jawi się w ich postach jako wszechpotężny władca paraliżujący państwo. To wygodna, ale skrajnie infantylna postawa, która w oczach każdego myślącego człowieka kompromituje ich jako poważnych menedżerów kraju.
Nie potrafią przedstawić długofalowej strategii gospodarczej, więc ich jedynym paliwem jest konflikt. Gdyby jutro opozycyjny prezydent zniknął z radaru, Donald Tusk straciłby rację bytu, ponieważ musiałby zacząć odpowiadać na pytania o ceny benzyny, stan służby zdrowia i gigantyczną dziurę budżetową. Obecność oponenta w Pałacu jest dla tego rządu najwygodniejszą tarczą ochronną – idealnym, uniwersalnym usprawiedliwieniem dla własnej niekompetencji.
Co dwa dni w mediach społecznościowych pojawia się nowy „górnolotny” temat. Mechanizm jest prosty jak budowa cepa i działa w perfekcyjnie zapętlanym, 24-godzinnym cyklu produkcyjnym zasłony dymnej:
Instrukcja obsługi generatora afer, czyli jak zepsuć państwo w 48 godzin.
Kiedy twarde dane ekonomiczne, zamykane oddziały szpitalne czy raporty o katastrofalnym długu zaczynają zbyt mocno kłuć w oczy, w Kancelarii Premiera uruchamia się sprawdzoną procedurę:
[ GODZINA 0:00 ] ──► Publikacja fatalnych danych ekonomicznych
Do mediów trafiają twarde, nieubłagane liczby. Spadek dynamiki PKB, kolejne miliardy pogłębiające historyczną, ponad 150-miliardową dziurę w budżecie albo wieści o tym, że agencja Moody’s po raz pierwszy od 24 lat tnie rating wiarygodności kredytowej Polski przez totalną demolkę finansów publicznych. W tym samym czasie minister finansów Andrzej Domański nerwowo poci się nad Excelem, a ministerstwa szukają sposobu, jak wytłumaczyć ludziom, dlaczego obiecywana benzyna po 5,19 zł to mit, a żeby było „taniej”, trzeba najpierw dokręcić śrubę podatkową.
[ GODZINA 8:00 ] ──► Poranny tweet Donalda Tuska
Zanim Polacy zdążą wypić kawę i sprawdzić, o ile znowu wzrosły ich rachunki za prąd i gaz, premier odpala smartfona. Ignoruje raporty finansowe i ratingi. Znajduje wczorajsze, patriotyczne przemówienie prezydenta, wyciąga z niego jedno zdanie kompletnie poza kontekst (np. historyczną metaforę o tym, że Polacy nie dadzą sobie wydrzeć Ojczyzny nawet przy czasowej utracie terytorium) i z groźną miną pisze post na platformie X: „Panie Prezydencie, żądam skasowania tego wpisu! My nie oddamy ani skrawka ziemi!”. Amnezja Tuska jest tu porażająca – zapomina, że to jego poprzedni rząd sukcesywnie likwidował bazy wojskowe na ścianie wschodniej i pisał plany obrony na linii Wisły, skazując połowę kraju na pastwę losu. Ale na Twitterze liczy się tylko dzisiejszy ryk jastrzębia.
[ GODZINA 12:00 ] ──► Masowy desant partyjnych botów i posłów
W tym momencie cała reszta rządowej ferajny – posłowie, ministrowie, wiceministrowie i opłacani z publicznych pieniędzy internetowi aktywiści – dostaje syndromu „kopiuj-wklej”. Rusza lawina identycznych wpisów. Dorosłe chłopy i baby, biorący po kilkanaście tysięcy złotych pensji z Twoich podatków, nagle tracą umiejętność czytania ze zrozumieniem na poziomie szkoły podstawowej i udają, że nie rozumieją prostych metafor, byle tylko rzucić się na prezydenta. Cały polski internet zostaje zalany narracją o „skandalicznej kapitulacji Pałacu”.
[ GODZINA 20:00 ] ──► Wieczorne wydania wiadomości i publicystyka
Główne programy informacyjne i zaprzyjaźnione media całkowicie ignorują temat ratingu Moody's, pustek w NFZ czy wstrzymanych wypłat z programu „Czyste Powietrze”. Zamiast tego przez 45 minut „eksperci” i politolodzy debatują nad tym, co autor miał na myśli i dlaczego prezydent Nawrocki szkodzi polskiej dyplomacji. Na ekrany wchodzą wiceministrowie, którzy z poważnymi minami tłumaczą, że „chętnie obniżyliby podatki albo naprawili szpitale, ale zabetonowanie instytucjonalne i groźba weta z Pałacu paraliżuje ich genialne, menedżerskie intencje”.
[ KOLEJNY DZIEŃ ] ──► Obywatel całkowicie zapomina o pustym portfelu
Cel zostaje osiągnięty. Przeciętny Polak, bombardowany od 24 godzin potężną dawką sztucznie wywołanych emocji, całkowicie zapomina, że państwo dryfuje w stronę unijnej procedury nadmiernego deficytu, a jego własna firma ledwo zipie przez skomplikowane i bezużyteczne „wakacje składkowe”. Obywatel żyje internetową inbą, kłóci się ze znajomymi na Facebooku o jedno słowo prezydenta, a rządzący mogą spokojnie odetchnąć i przeczekać kolejne dwa dni – aż do publikacji następnego, fatalnego raportu gospodarczego, który trzeba będzie przykryć nową dramą.
Wnioski z politycznego przedszkola. To nie jest rządzenie. To jest permanentna, ordynarna zasłona dymna. Ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo państwa, finanse i obronność kraju zachowują się jak dzieci, które ukradły ze szkolnej tablicy kredę, nabroiły w klasie, a zapytane przez nauczyciela o zniszczenia, zaczynają płakać i uciekają, krzycząc: „To nie my! To tamci z równoległej klasy pierwsi rzucili gąbką!”. Zamiast sprawnych menedżerów, Polacy dostali grupę influencerów na pełnym etacie. Dopóki społeczeństwo daje się łapać na ten powtarzalny, prostacki cykl, władza nie kiwnie palcem, by naprawić budżet. Po co męczyć się z arkuszem kalkulacyjnym, skoro rzeczywistość można „naprawić” jednym, chwytliwym tweetem?
1. Czytanie ze zrozumieniem? Za trudne. Lepiej zrobić inbę na X.
Najnowszym hitem rządowej szkoły „zarządzania przez dramę” jest całkowity brak umiejętności czytania prostych zdań ze zrozumieniem. Szczytem tego absurdu była niedawna akcja z Prezydentem Karolem Nawrockim. Głowa państwa mówi o historii, rozbiorach, o tym, że polskiego ducha nie da się zniszczyć, nawet jeśli wróg zabrałby nam terytorium (klasyczna lekcja historii z IV klasy szkoły podstawowej).
Co robi premier ośmiotysięcznika mądrości? Odpala aplikację X, marszczy brwi i pisze z groźną miną: „Panie Prezydencie, proszę to skasować, my nie oddamy ani skrawka!”.
W tym momencie cała reszta rządowej ferajny – posłowie, ministrowie, wiceministrowie – dostaje syndromu „kopiuj-wklej”. Rusza lawina identycznych wpisów. Dorosłe chłopy i baby, biorący po kilkanaście tysięcy złotych pensji z Twoich podatków, udają, że nie rozumieją metafory na poziomie wiersza Marii Konopnickiej, żeby tylko rzucić się na prezydenta. Wygląda to tak, jakby premierem rządu był Karol Nawrocki, a Tusk z ekipą pełnili funkcję jego internetowych hejterów na pełnym etacie.
2. Logika ekonomiczna według koalicji: Żeby było taniej, musi być drożej
Przejdźmy do finansów, czyli dyscypliny, w której logika rządu oficjalnie popełniła samobójstwo. Pamiętasz obietnicę „benzyny po 5,19 zł”? Zapomnij. Dzisiejsza nauka ekonomii według premiera to wyższa szkoła jazdy bez trzymanki.
Rząd staje przed narodem i z poważną miną ogłasza: „Nie możemy obniżyć cen paliw, ponieważ najpierw musimy podnieść wam podatki”.
To jest poziom logiki, przy którym pięciolatek rozbiłby swoją świnkę skarbonkę, żeby sprawdzić, czy premier nie żartuje. Mamy 151 miliardów złotych dziury w budżecie, dług publiczny rośnie szybciej niż ceny masła, a w kranach zaraz zamiast wody popłyną unijne upomnienia za nadmierny deficyt. Co robi rząd menedżerów? Zamiast ciąć koszty i upraszczać prawo, wprowadza podatki od podatków, tłumacząc, że łupienie obywateli to jedyna droga do dobrobytu. Jeśli Twój portfel jest pusty, to znak, że demokracja walcząca właśnie wygrywa z Twoimi oszczędnościami.
3. Igrzyska zamiast chleba, czyli „Złapmy kogoś, bo nam się budżet rozłazi”
Co dwa dni w mediach społecznościowych pojawia się nowy „górnolotny” temat. Mechanizm jest prosty jak budowa cepa:
1. Media zaczynają pisać, że szpitale nie mają pieniędzy na nadwykonania, a obsługa długu kosztuje nas 47 miliardów złotych.
2. Premier klika w telefon i wrzuca post: „Odkryliśmy kolejną aferę! Poprzednicy wydali miliard na ołówki!”.
3. Przez kolejne 48 godzin cała Polska debatuje o ołówkach, a posłowie koalicji masowo powielają ten sam tekst.
To nie jest rządzenie. To jest permanentna zasłona dymna. Ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo atomowe, finanse i obronność kraju zachowują się jak dzieci, które ukradły ze szkolnej tablicy kredę i teraz uciekają przed nauczycielem, krzycząc, że to wina tamtych z równoległej klasy.
4. Pierwszy taki zjazd od ćwierćwiecza, czyli Moody’s tnie rating przez... weto?
Gdy myślisz, że szczyt bezczelności został osiągnięty, minister finansów Andrzej Domański mówi: „potrzymaj mi Excela”. Międzynarodowa agencja ratingowa Moody’s pierwszy raz od 24 lat obniża rating wiarygodności kredytowej Polski z poziomu A2 do A3. Powód? Amerykańscy analitycy zobaczyli gigantyczny deficyt i piramidę finansową ukrywaną w funduszach celowych.
Co na to nasz rząd „profesjonalnych menedżerów”? Minister finansów wychodzi przed kamery i z rozbrajającym uśmiechem oznajmia, że do naprawy ratingu „potrzebna jest współpraca prezydenta”.
Rozumiesz to? Zagraniczne rynki finansowe łapią się za głowę, bo polski rząd wydaje pieniądze, których nie ma i zadłuża kraj na pokolenia, a minister finansów twierdzi, że cyferki w kalkulatorach zepsuł Prezydent Karol Nawrocki, bo krzywo patrzy na ich pomysły. To tak, jakbyś przegrał wszystkie oszczędności w kasynie, a potem oskarżył żonę o bankructwo, bo nie chciała ci dać kluczyków do samochodu, żebyś pojechał się odegrać.
5. Jasnowidztwo legislacyjne, czyli „Nie damy wam 60 tys. kwoty wolnej, bo prezydent by pomyślał o wecie”
To jest absolutny majstersztyk w kategorii obracania kota ogonem. Flagowa obietnica wyborcza koalicji – kwota wolna od podatku podniesiona do 60 tysięcy złotych – oficjalnie wylądowała w koszu. Jak to wytłumaczyć twardemu elektoratowi, który uwierzył w gruszki na wierzbie? Trzeba odpalić protokół „Wina Prezydenta”.
Rządzący bez mrugnięcia okiem ogłaszają: „Nie wprowadzimy tej ustawy, ponieważ prezydent Karol Nawrocki na pewno by ją zawetował albo wysłał do Trybunału Konstytucyjnego”.
Zauważ ten geniusz: rząd nawet nie napisał tego projektu, nie przegłosował go w Sejmie i nigdy nie wysłał na biurko prezydenta. Oni po prostu użyli swoich nadprzyrodzonych zdolności telepatycznych, przewidzieli przyszłość i prewencyjnie zwalili winę na Pałac. Jeśli szef w pracy zapyta cię, dlaczego nie zrobiłeś raportu na poniedziałek, odpowiedz mu: „Nie zrobiłem, bo pomyślałem, że szefowi i tak by się nie spodobał, więc to szefa wina”. Sukces i awans murowany.
6. Dyplomatyczny cyrk na kółkach, czyli jak wysłać „prawie ambasadora”
Kolejny dramat z serii „my bardzo chcemy, ale nam nie dają”. Ministerstwo Spraw Zagranicznych od miesięcy lamentuje w sieci, że polska dyplomacja leży i kwiczy, ponieważ prezydent nie chce podpisać nominacji dla nowych ambasadorów wskazanych przez koalicję. Przekaz dnia kopiowany przez partyjne boty: „Prezydent niszczy pozycję Polski na świecie dla własnych fochów!”.
A jak wygląda rzeczywistość pozatwitterowa? Konstytucja jasno mówi, że ambasadorów mianuje prezydent. Rząd postanowił jednak zagrać va banque, ominąć procedury i powyrzucać dotychczasowych dyplomatów, zastępując ich tzw. chargé d’affaires (czyli dyplomatycznymi praktykantami bez pełnych pełnomocnictw). Kiedy rządy innych państw odmawiają traktowania tych tymczasowych wysłanników poważnie, Donald Tusk i Radosław Sikorski wrzucają dramatyczne posty, że to wina blokady z Pałacu. Klasyka: idziesz na bal w dresie, ochrona nie chce cię wpuścić, więc dzwonisz z płaczem do matki, że to wina pogody.
7. Puste kasy w szpitalach, czyli „NFZ nie ma pieniędzy przez strukturę ustrojową”
Kiedy pacjenci odbijają się od drzwi przychodni, bo NFZ skończyły się fundusze na nadwykonania, a dyrektorzy szpitali powiatowych zastanawiają się, czy najpierw odłączyć ogrzewanie, czy prąd, rząd uruchamia kolejną linię obrony. Zamiast zarządzać strumieniem podatków i ratować zdrowie Polaków, wiceministrowie wrzucają na X analizy, że „głęboka reforma systemu ochrony zdrowia jest niemożliwa przez zabetonowanie instytucjonalne i prezydenckie weto”.
To jest szczyt bezczelności. Rząd ma pełną władzę nad budżetem, ale zamiast gasić pożar w szpitalach, woli produkować narrację: „Chętnie byśmy was wyleczyli, drodzy obywatele, ale prezydent Nawrocki tak na nas patrzy z tego Pałacu, że aż nam się strzykawki w rękach łamią”.
Podsumowanie: Czy leci z nami pilot?
Kiedy połączysz te wszystkie kropki, wyłania się obraz rządu, który panicznie boi się rządzić. Oni chcą mieć limuzyny, wysokie pensje, blask fleszy i czerwone dywany, ale odpowiedzialność za cokolwiek chętnie oddadzą komukolwiek – najlepiej prezydentowi.
Gdyby jutro w Polsce zabrakło chleba, Donald Tusk prawdopodobnie wrzuciłby posta o treści: „Prezydent Nawrocki krzywo ukroił kromkę w 1998 roku, stąd dzisiejsze braki w piekarniach. Proszę skasować ten chleb”. I cała koalicja posłusznie kliknęłaby „podaj dalej”.
Mechanizm psychologiczny, czyli jak „opozycja u władzy” manipuluje narodem
Dlaczego ten system w ogóle działa? Ponieważ opiera się na genialnym w swojej prostocie i jednocześnie przerażającym mechanizmie socjotechnicznym. Rządzący zorientowali się, że współczesny wyborca nie analizuje, nie sprawdza i nie weryfikuje w kilku źródłach żeby sprawdzić czy to co mówią politycy rządzący i opozycji są prawdą czy tylko fikcją i fantazjami których pragną żeby tak było ale ich urojona iluzja i bańka informacyjna pęka w zderzeniu z twardymi faktami. Współczesny wyborca konsumuje emocje i politycy to dobrze wiedzą dlatego, żeby ukryć katastrofe gospodarczą i finansową muszą codziennie produkować tysiące nowych wymyślanych i nieprawdziwych afer i oskarżeń, żeby ukryć swój brak kompetencji i brutalna prawdę o tym, że doprowadzili do największej katastrofy i upadku Polskę. W normlany kraju premier z całym rządem już dawno by się podali do dymisji i rozpisali nowe wybory. Ale nie w Polsce bo Tusk ze zdrajcami z koalicji pasożytów musi rozjebać wszystko do końca żeby Polakom przypadkiem nie było za dobrze i nigdy nie byli normlanym państwem. Jak można było zmarnować 30 lat ciężkiej pracy Polaków?
Wacław Domanus

Atak rządu Donalda Tuska na nowo wybranego Prezydenta RP Karola Nawrockiego to podręcznikowy pokaz projekcji, manipulacji i politycznego narcyzmu, w którym winowajca bezczelnie oskarża ofiarę o swoje własne grzechy.
Wytnijmy z tej dyskusji dyplomatyczne frazesy i spójrzmy na brutalną prawdę o tym, jak obecna władza próbuje przepisać historię, aby ukryć dekady własnych katastrofalnych błędów geopolitycznych.
Anatomia kłamstwa: Jak Tusk odwraca wektory
Wydarzenia z 17 września 2026 roku obnażyły mechanizm politycznej manipulacji w najczystszej postaci. Oficjalne konto Kancelarii Prezydenta RP na platformie X zacytowało fragment wykładu historycznego Karola Nawrockiego we Włodawie: „możemy oddać terytorium, ale nigdy nie oddamy naszej Ojczyzny”.
Reakcja Donalda Tuska i jego ministrów była natychmiastowa, agresywna i skrajnie zmanipulowana:
Kłamstwo i manipulacja kontekstem: Premier rządu publicznie zaatakował Zwierzchnika Sił Zbrojnych, udając, że ten proponuje fizyczne oddanie polskich ziem Putinowi. Tusk – wytrawny gracz PR-owy – doskonale wiedział, że prezydent mówił o realiach agresji ZSRR na Polskę z 17 września 1939 roku i o niezłomności polskiego ducha w niewoli. Świadomie jednak wyciągnął to zdanie z kontekstu historycznego, by uderzyć w morale opozycji.
Narcyzm i projekcja:
To szczyt psychologicznego narcyzmu. Człowiek, który w 2011 roku autoryzował plan operacyjny „WARTA-00101” – zakładający oddanie połowy kraju i linię obrony na Wiśle w razie rosyjskiego ataku – dzisiaj kreuje się na jedynego obrońcę „każdego centymetra polskiej ziemi”. Tusk oskarża Nawrockiego o mentalność kapitulanta dokładnie po to, aby Polacy zapomnieli, że to jego ekipa była gotowa zamienić Białystok, Lublin, Rzeszów i całą ścianę wschodnią w strefę okupacji i natychmiastowej zagłady.
Gdzie kłamią i jak się zachwycają? Igrzyska na cudzych zakupach
Obecny rząd z jednej strony ściga prokuratorsko polityków Prawa i Sprawiedliwości za ujawnienie prawdy o linii Wisły, a z drugiej bezwstydnie płynie na fali modernizacji armii, którą sami przez lata krytykowali.
1. Finansowy oportunizm: Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił rekordowy budżet obronny na rok 2026 przekraczający 200 miliardów złotych (blisko 5% PKB). Donald Tusk chwali się tym na salonach NATO jako „własnym” sukcesem. To bezczelne kłamstwo. Te pieniądze to realizacja ram finansowych Ustawy o obronie Ojczyzny przygotowanej i przegłosowanej przez poprzednią władzę. Dzisiejszy rząd odbiera i fotografuje się przy koreańskich czołgach K2, amerykańskich Abramsach i systemach Patriot, na które umowy podpisywał potępiany przez nich Mariusz Błaszczak.
2. Kwestia Wojsk Obrony Terytorialnej: Kiedy Antoni Macierewicz tworzył Wojska Obrony Terytorialnej (WOT), posłowie dzisiejszej koalicji rządzącej nazywali ich „patriotycznymi rekonstruktorami” i „wojskiem weekendowym”. Dziś, gdy żołnierze WOT są masowo stawiani w stan gotowości, a ich przydatność potwierdziła wojna w Ukrainie, rząd Tuska w pełni korzysta z tej formacji, udając, że nigdy z niej nie szydził.
3. PR pod nazwą „Tarcza Wschód”: Tusk ogłasza wart miliardy program fortyfikacji wzdłuż granicy „Tarcza Wschód”. Prawda jest taka, że buduje zapory fizyczne dokładnie tam, gdzie jego partia jeszcze parę lat temu biegała z reklamówkami i protestowała przeciwko budowie jakichkolwiek barier chroniących polską granicę przed hybrydowym atakiem Łukaszenki i Putina.
Głęboka analiza geopolityczna: Co by było, gdyby prawica nie przejęła władzy w 2015 roku?
Gdyby w 2015 roku nie nastąpiła zmiana warty i u steru państwa pozostała ekipa realizująca doktrynę Donalda Tuska, mapa i sytuacja geopolityczna Europy Środkowej wyglądałyby dziś drastycznie inaczej:
Zdemilitaryzowana próżnia: Likwidacja jednostek wojskowych na wschodzie Polski trwałaby w najlepsze w imię unijnych oszczędności i profesjonalizacji. Liczebność armii zawodowej oscylowałaby wokół 90 tysięcy ludzi, bez żadnych realnych rezerw. Polska zbrojeniówka zostałaby ostatecznie zlikwidowana lub wyprzedana zachodnim koncernom, a kraj nie posiadałby żadnych mocy produkcyjnych amunicji ani sprzętu.
Geopolityczny Kleszcz Nord Stream: Rząd Tuska nie zaryzykowałby otwartego konfliktu z Berlinem i nie zablokowałby Nord Stream 2. Baltic Pipe nigdy by nie powstał, ponieważ wejście w tamte projekty uznano by w Warszawie za „niepotrzebną prowokację wobec Moskwy”. W efekcie w 2022 roku Polska byłaby w 100% uzależniona od rosyjskiego gazu płynącego z Niemiec.
Scenariusz z lutego 2022 roku: W momencie pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, bezbronna, pozbawiona zapasów i zdemobilizowana Polska nie byłaby w stanie przekazać Ukrainie ani jednego czołgu, ani jednej sztuki amunicji, bo sama nic by nie miała. Kijów upadłby w ciągu kilku tygodni. Armia rosyjska stanęłaby bezpośrednio na linii Bugu. Ponieważ polskie plany obronne z 2011 roku nadal by obowiązywały, NATO rozlokowałoby swoje siły dopiero na linii Odry i Wisły, uznając wschodnią Polskę za militarnie nie do obrony strefę buforową.
Szokujące podsumowanie
Najbardziej przerażający wniosek z tej trzydziestoletniej gry jest następujący: Donald Tusk atakuje Karola Nawrockiego nie dlatego, że obawia się jego rzekomego kapitulacji – on atakuje go, ponieważ panicznie boi się, że Polacy uświadomią sobie, iż dzisiejsza obrona kraju stoi na fundamentach, które on sam przez całe swoje polityczne życie próbował zburzyć.
Ataki na Prezydenta to nie troska o granice, to desperacka próba zagłuszenia wyrzutów sumienia i ukrycia prawdy przed narodem. Gdyby nie strategiczny zwrot, gigantyczne zakupy uzbrojenia i budowa WOT przez prawicę po 2015 roku, dzisiaj mieszkańcy Białegostoku, Rzeszowa i Lublina nie dyskutowaliby w bezpiecznych domach o niefortunnych wpisach na platformie X. Miliony z nich uciekałyby na Zachód przed rosyjskimi kolumnami pancernymi, a Polska wschodnia – zgodnie z zatwierdzonymi przez Tuska planami – płonęłaby pod rosyjską okupacją, stając się drugą Buczą i skazaną na zapomnienie geopolityczną strefą zgniotu. Dzisiejsze pokrzykiwania Premiera o „nieoddawaniu skrawka ziemi” to nic innego jak krzyk strachu człowieka, który wie, jak blisko był moment, w którym historia wystawiłaby mu za jego politykę najwyższy, krwawy rachunek.
To wypowiedź bardzo mocna, ale i bardzo celna. Gdyby przeanalizować działania rządu Platformy Obywatelskiej i Radosława Sikorskiego, jak w 2014 roku rozpoczęła się agresja Rosji na Ukrainę, co on powiedział w Kijowie? "Poddajcie się, albo zginiecie." Czy nie widzi pani porównania do roku 2023, do obecnej chwili? I do działań podejmowanych przez PO - polski kraj, naród, polskie wojsko, byłoby zmuszone do poddania się, albo by zginęło. Bo te tereny zajęte na wschodzie absolutnie by pewnie wrogów nie satysfakcjonowały.
To był rząd zdrady i rząd resetu.
Oddanie połowy RP wrogom i zdecydowanie, że druga połowa będzie broniona tylko przed 10 do 14 dni, o czym to świadczy? To świadczy albo o indolencji, albo o skrajnej nieudolności politycznej, ale i wojskowej . Dzisiaj Polacy powinni absolutnie dostrzec to, w jaki sposób były sprawowane rządy Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej, także w kwestii obrony narodowej. Gdyby rządził dalej Tusk z PO-PSL dziś już by Rosja zdobyła połowę Polski. Najgorsze jest to, że wielu zwłaszcza młodych ludzi o tym nie wie lub zapomniała.
Wacław Domanus


Skomentuj
Komentuj jako gość