Tak jak przewidziałem w tekście zapowiadającym tegoroczny Campus Polska Przyszłości, na portalu „Deb@ta”, Donald Tusk będzie straszył młodzież na Campusie, że jeśli znów na niego nie zagłosuje, jak w 2023 roku, to Polskę opanują faszyści. Natomiast w Sejmie 17 września straszył Polki i Polaków, tym samym co w kwietniu, że "za kilka miesięcy Rosja zaatakuje Polskę". Czy tym razem mówił prawdę?
Tusk grzmiał na Campusie, że „Polska brunatnieje” a władzę chcą przejąć partie, które idą do niej tą samą drogą, którą podążał Hitler. Wymienił te partie: „Partia Brauna, część partii Bosaka, część PiS-u, obóz Nawrockiego” to są ludzie, którzy „Polskę sprzedadzą w pięć minut”. Dlatego wybory w 2027 roku będą trzy razy ważniejsze niż te z 2023 roku, będą „historyczne” – stwierdził.
Czego Tusk na Campusie nie powiedział
Premier Tusk nie wpadł na tak szalony pomysł, żeby przed campusową młodzieżą dokonać bilansu swoich 3-letnich rządów (chociaż w expose obiecywał, że będzie co miesiąc rozliczał się przed wyborcami). Przecież dokonania tego rządu to jedno wielkie pasmo afer, na czele z ostatnimi (horror w Szpitalu Południowym, okradanie powodzian przez działaczy KO, kompromitacja pełnomocnik rządu ds. marki polski dr hab. Barbary Mróz-Gorgoń, żeby nie wspominać 100 konkretów).

Przywracanie wolności słowa w mediach publicznych polega na zamianie „Urbana PiSu” Jacka Kurskiego na „arcykapłankę propagandy” Dorotę Wysocką-Schnepf (ale to jest nasza propaganda i ona jest słuszna, bo broni demokracji). Przed wprowadzeniem cenzury w sieci uratowało nas veto prezydenta Karola Nawrockiego.
Przywracanie "demokratycznego państwa prawa", prawa, "takiego jak my go rozumiemy" przez siły policyjne "demokracji walczącej" omal nie zakończyło się zamachem stanu, czyli nie uznaniem wyboru Karola Nawrockiego na prezydenta. Nie doszedł do skutku tylko dlatego, że marszałek Szymon Hołownia zaprzysiągł Nawrockiego (za co teraz płaci; jako jedyny lider koalicji nie został zaproszony na Campus, a prokuratura chce mu odebrać immunitet w związku z Collegium Humanum, ale teraz Tusk kusi go "marchewką" - stanowiskiem wicepremiera).
Ostatnio symbolem przywracania "praworządności" jest podjęcie się przez wiceprzewodniczącego klubu parlamentarnego KO, osobistego adwokata rodziny Tuska, mec. Romana Giertycha obrony „pro bono” Przemysława Krala, „związanego z rosyjską mafią” (tak twierdzi Tusk, dodając, że to „największa afera od 1989 roku”), który okradł Polaków na 2 mld 400 mln zł. Kral w zamian za utopienie opozycji będzie bezkarny. Czy to są standardy demokratycznego państwa prawa czy państwa mafijnego?
A symbolem odpolitycznienia Trybunału Konstytucyjnego jest wysłanie do niego najbardziej zaufanego min. Macieja Berka i „naszych sędziów”. "Demokracja walcząca" planuje "odbicie" TK przy pomocy sił policyjnych.
Może miał się pochwalić sukcesami na arenie międzynarodowej, jako pasażer drugiego wagonu do Kijowa (w pierwszym jechali kanclerz Niemiec, prezydent Francji i premier Wielkiej Brytanii); opowiedzieć jak nie "nie dał się ograć" w Brukseli? Fakt, Komisja Europejska odblokowała KPO, jako nagrodę za pokonanie PiS, a nie za "przywrócenie praworządności". Ale nic poza tym. Nie zapraszają Polski do żadnego formatu z udziałem najsilniejszych Niemiec, Francji i Anglii". Nie był Tusk w stanie zablokować paktu migracyjnego i ETS1, a ETS2 został jedynie przesunięty na 1 stycznia 2028 roku, żeby pomóc Tuskowi ponownie wygrać wybory w 2027 roku.
Może Tusk miał mówić na Campusie o Polsce jako liderze UE pod względem najszybszego tempa wzrostu długu i deficytu? Jak doprowadził Polskę po 30 latach prosperity do bankructwa?!
Polska ma w Unii pierwsze miejsce w przyroście długu do PKB od 2023 (KE prognozuje 64,5% w 2026 r. i 68,3% w 2027 r.). Dług od 2024 przyrasta średnio o 322 mld zł rocznie (882 mln zł dziennie), w 2026 roku ma wynieść 2 biliony 444 miliardy zł (wydatki w budżecie państwa na 2026 rok to 918,9 mld zł). Oficjalne prognozy zawarte w strategii ministerstwa zakładają, że dług publiczny wystrzeli do: 72,7% PKB w 2028 roku i 75,3% PKB w 2029 roku. Oznacza to, że w ciągu zaledwie kilku lat Polska wygeneruje dodatkowe setki miliardów złotych długu, wchodząc na ścieżkę, z której powrót bez bolesnej terapii szokowej będzie niemożliwy.
Koszt obsługi długu jest 3-krotnie większy niż w 2015 i skoczył z 29 do 100 mld zł. W 2027 roku co drugi Polak będzie pracował tylko na odsetki. Te pieniądze nie pójdą na budowę dróg, na szpitale, na szkoły ani na obniżenie podatków. One bezpowrotnie znikają z polskiej gospodarki, trafiając do kieszeni zagranicznych funduszy i banków komercyjnych, które kupują polskie obligacje.
Deficyt 7,3% PKB w 2025 roku był najgorszym od 2020 roku, w 2026 ma wynieść 7,1%. Natomiast wskaźnik inwestycji, tak jak za PiS oscyluje nadal tylko wokół 17% PKB.
Agencja Moody’s obniżyła rating Polski do A3 z perspektywą stabilną, z poziomu A2 z perspektywą negatywną. To pierwsza obniżka ratingu Polski w historii od tej agencji. Jako główne przyczyny analitycy wskazują utrzymujące się wysokie deficyty, wzrost długu i kosztów jego obsługi oraz osłabienie skuteczności polityki budżetowej rządu. Jeśli w 2027 roku rząd przekroczy "czerwoną linię", próg 55% zadłużenia, co jest realne, to pociągnie za sobą zamrożenie płac budżetówki, wzrost emerytur tylko o wskaźnik inflacji i wstrzymanie inwestycji publicznych.
I co? Miał premier Tusk powiedzieć młodzieży na Campusie: To wy i wasze wnuki będą spłacać te długi? Że to zadłużenie oznacza dramatyczny wzrost cen energii: prądu i gazu, motywowane koniecznością cięcia wydatków budżetowych na tarcze osłonowe, co bezpośrednio napędzi inflację i wydrenuje budżety domowe. Oznacza drenaż przedsiębiorców poprzez podnoszenie stawek VAT na wybrane produkty. W rzeczywistości oznaczać to będzie bezwzględny, fiskalny nacisk na polskie małe i średnie firmy, co przekłada się na drożyznę w sklepach. Miał przyznać, że przy długu na poziomie 75% PKB Polska przestanie być suwerenna w swoich decyzjach budżetowych. Staniemy się całkowicie zależni od humorów zagranicznych rynków finansowych oraz dyktatu urzędników z Brukseli, którzy będą bezpośrednio decydować o tym, na co wolno, a na co nie wolno wydać pieniędzy w Warszawie.

Może miał się chwalić najdroższym prądem w Unii Europejskiej, który będzie ciągle drożał wraz z zamykaniem kolejnych elektrowni węglowych i budową kolejnych farm wiatrowych i fotowoltaicznych za bilion złotych, aż skończy się to blackoutem? Już z tego powodu jedne firmy padają, inne uciekają z Polski i bezrobocie zaczęło rosnąć.
Toteż Tusk jedynie przyznał się do "braku przełomu" w sprawach praw kobiet i praw mniejszości oraz do zbyt powolnego tempa rozliczeń rządów PiSu. Mógł też pochwalić się "odbiciem" siłowym TVP, Polskiego Radia i PAP oraz prokuratury krajowej, ale te "sukcesy" przemilczał.
Tusk, czyli dobro w walce z absolutnym Złem
Tusk w rozpaczliwej walce o odzyskanie młodzieży, która w 2023 roku zapewniła mu dojście do władzy, a której poparcie jak pokazują kolejne badania, stopniało przez 3 lata o połowę (aż 73% badanych w grupie od 18 do 29 lat, pozytywnie ocenia prezydenta Karola Nawrockiego), uciekł się do swojej starej, wypróbowanej tyle razy retoryki, drapując się na campusowej scenie niemalże w biblijnego proroka, malując obraz manichejskiej walki dobra z absolutnym Złem (TVP w likwidacji publikując jego wystąpienie, słowo „Zło” napisało dużą literą). Oczywiście siebie obsadzając w roli jedynego sprawiedliwego w Sodomie i Gomorze.
By dojść do konkluzji, czyli do wezwania „Nie dajcie złym ludziom rządzić!”, podzielił swoją orację na 5.części:
cz. 1 – wartości. Tusk mówi tutaj o: odwadze → przyzwoitości → wolności → równości →niepodległości →prawach człowieka. To oczywiście przymioty „obozu liberalno-demokratycznego ( i jego „osobisty dekalog”, który wyrecytuje obudzony o 2 w nocy). Podkreśla, że przyszłość Polski zależy od ludzi gotowych łączyć odwagę z przyzwoitością i reagować na zło.
Cz. 2 – Zło. Następnie pojawiają się: przemoc → kłamstwo → pogarda → cwaniactwo → brutalność → „zło”. To cechy prawicy, która opiera budowę wspólnoty na strachu, nienawiści, pogardzie i kłamstwie. Tusk opisał tych polityków, jako ludzi złych, podłych, brutalnych i chamskich, posługujących się w dążeniu do władzy i w jej utrzymaniu kłamstwem i przemocą, to „fałszywi patrioci odważni tylko wobec ukraińskiej dziewczynki”.
Cz. 3 – historia: jak rodził się faszyzm i jak Hitler doszedł do władzy. Analogicznie jak teraz prawica w Polsce (Konfederacja → Braun → Bosak → Pałac Prezydencki/Nawrocki) i w Europie. W dążeniu do władzy posługują się tym samym narzędziem politycznym co Hitler, a więc wzbudzaniem strachu, poczucia zagrożenia i lęku przed innymi, obcymi (wtedy i teraz Żydami, teraz Ukraińcami, imigrantami). „Hitler otwarcie mówił rzeczy, które później realizował, wygrywał, ponieważ ludzie słyszeli to, co chcieli usłyszeć, przedstawiał siebie jako silnego, wskazywał Żydów jako winnych, mówił o zagrożeniu bolszewickim, domagał się pełni władzy” – wyliczał Tusk. W hali Campusu powiało grozą… Wątpię, sądząc po brawach, by wielu słuchaczy zorientowało się, że Tusk krytykuje dokładnie tą samą metodę, którą sam stosuje od lat, w drodze do władzy a następnie do jej utrzymania.
Cz. 4 – współczesna polityka, walka dobra ze Złem. Tutaj Tusk przypomina, po co powołał Platformę Obywatelską: jako odpowiedź na przekonanie, że brutalność, przemoc i siła są skuteczniejszym sposobem życia i sprawowania władzy. To była oferta dla ludzi, którzy nie akceptują takiego modelu, nie powinni czuć się samotni, słabsi ani pozbawieni szans. Obecnie też: człowiek etyczny, dobry, wykształcony, ufny czy „naiwny w dobrym tego słowa znaczeniu” nie musi przegrywać z kimś, kto działa jak taran, kłamie, uderza i kradnie.
Nie musi przegrać dzięki temu, że są tacy liderzy w polityce, którym nie tylko wolno, ale muszą też odwołać się do siły. Jednak zastosowanie przemocy w polityce przez "obóz demokratyczno-liberalny", jak sam siebie nazywa, chociaż już niewiele ma wspólnego z demokracja i liberalizmem, a raczej z zamordyzmem i populizmem, jest czymś diametralnie innym od przemocy stosowanej przez skrajną prawicę, bowiem przemoc w wydaniu "demokratów i liberałów" jest oparta na „fundamencie etycznym”, natomiast źli politycy z prawicy uciekają się do niej dla zdobycia władzy dla samej władzy, zawłaszczają państwo „niczym mafia”, które ma służyć okradaniu własnego narodu. „Nigdy nie zgodzę się z tym przekonaniem, że w polityce liczy się wyłącznie siła, skuteczność i cwaniactwo”.
Cz. 5. Mobilizacja młodych do walki ze Złem. Tusk w tym momencie porównał się do sprawiedliwego szeryfa z westernów i Indiana Jonesa, ale nawet najdzielniejszy szeryf nie zdoła w pojedynkę pokonać złoczyńców, jeśli swoją odwagą nie pociągnie za sobą innych mieszkańców, zaatakowanych przez bandę rabusiów i morderców. „Nie dajcie złym ludziom rządzić w Polsce. Nie dajcie złym ludziom rządzić Polską – wzywał. - Młodzi po tej stronie muszą podjąć walkę”.
PiS w 2023 to „trucizna”, w 2026 - „Zło”

Kampania 2023 przedstawiała wybory jako konieczność odsunięcia PiS od władzy, ponieważ alternatywą miały być m.in. „dyktatura, polexit i siedem plag egipskich”. W 2026 r. Tusk mówi wprost: „Nie dajcie złym ludziom rządzić w Polsce” i wzywa młodych do „walki” o wartości.
W 2023 roku PiS było przedstawiane jako siła niszcząca bezpieczeństwo i państwo. Na Campusie część prawicy zostaje przedstawiona jako potencjalne zagrożenie dla niepodległości Polski.
W 2023 r. podstawowym przeciwnikiem był PiS/Kaczyński. W 2026 r. krąg przeciwnika jest szerszy: PiS + Braun + część Konfederacji Bosaka + środowisko Nawrockiego.
Oś konfliktu w 2023: demokracja/wolność kontra PiS. Oś konfliktu 2026: dobro kontra Zło; wartości kontra radykalizm. W 2023 roku przeciwnik był przedstawiany jako zagrożenie dla Polski. Obecnie - jako „Zło”, jako ludzie, którzy „sprzedadzą Polskę”.
W lipcu 2023 r. Tusk mówił: „PiS to nie tylko drożyzna, PiS to również trucizna.” I natychmiast dodawał, że każdy dzień i miesiąc rządów PiS oznacza „rosnące zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa”. W sierpniu 2026 r. język jest jeszcze ostrzejszy: „Partia Brauna, część partii Bosaka, część PiS-u – to są ludzie, którzy Polskę sprzedadzą w pięć minut.” To nie jest zwykła krytyka programu opozycji.
Zarówno w 2023 jak i teraz kwestionuje symetryzm: „PiS-PO jedno zło”. W dniu 5 października 2023 r. Tusk mówił w Rzeszowie: „Jeśli naprawdę ktoś uważa, że ‘PiS, PO – jedno zło’ (...), to znaczy, że ciągle ma zamknięte oczy i nie chce zobaczyć rzeczywistości.” Trzy lata później, na Campusie, wraca do dokładnie tego samego argumentu. Tym razem mówi młodym, że mogą uznać polską politykę za: „walkę między bandami, między gangami” i ponownie przywołuje „PiS-PO jedno zło” jako fałszywą perspektywę. Przekaz brzmi: Nie ma dwóch porównywalnych stron konfliktu. Jest strona symbolizuje dobro, druga Zło.
W 2023 r. dominowało słowo „zagrożenie”. PiS miało być zagrożeniem: dla bezpieczeństwa, demokracji, praworządności, pozycji Polski w UE.
\W 2026 r. Tusk idzie krok dalej. Na Campusie mówi o: „konfrontacji o takim wręcz biblijnym charakterze, Zła i dobra”. A następnie mówi, że gdy patrzy na rządy PiS, ale także na partie skrajnie prawicowe i sytuację w Pałacu Prezydenckim, potrzeba fundamentalnego sporu o „to, co jest dobre, przeciwko temu, co jest złe” jest jeszcze większa.
„Nie zgodzę się z tym, że jak ktoś jest silny, to może wyłudzić od kogoś bezradnego starego mieszkanie. Ktoś może machać pięścią i straszyć dziennikarza. Nie zgodzę się z tym, że państwo organizuje się niczym mafia po to, żeby w świetle dnia bez żadnego wstydu okradać własny naród, własne państwo. Cechą tego brunatniejącego fenomenu jest także właśnie bezwstyd”.
Gwoli faktom, prokuratura już trzeci rok prowadzi śledztwo w sprawie kawalerki zakupionej przez Karola Nawrockiego, dwa razy je umarzała, nie mogąc znaleźć paragrafu na Nawrockiego, ale min. Żurek kazał je wznawiać. Natomiast Anna Kanigowska, która była opiekunką Jerzego Ż. z ramienia pomocy społecznej i oskarżyła Nawrockiego o wyłudzenie mieszkania, została skazana trzykrotnie za oszustwo i fałszowanie dokumentów. Dwa razy wyrok był w zawieszeniu,za trzecim razem poszła za kratki na 3 lata. I na takiej to osobie oparł Onet.pl oskarżenie pod adresem Karola Nawrockiego, tak jak premier Donald Tusk swoje, na "znanej postaci Jacku Murańskim". Obecnie trwa proces cywilny wytoczony przez Karola Nawrockiego Onet.pl za artykuły w czasie kampanii, w których dziennikarze (Andrzej Stankieiwcz), powołując się na anonimowych świadków twierdzili, że student Nawrocki pracując, jako ochroniarz w Grand Hotelu, przyprowadzał gościom prostytutki. Niestety, na wniosek Onet.pl rozprawę utajniono. Świadkami okazali się kryminaliści, jedni odsiedzieli już kary, inni odsiadują.
Tak jak niedopuszczalne jest straszenie dziennikarza na konferencji prasowej przez prezydenta, tak cechą państwa mafijnego jest zamykanie dziennikarza Leszka Kraskowskiego w areszcie, który ujawnił powiązania Giertycha z aferą Polnordu, pod fałszywymi i niesprawdzonymi zarzutami.
To jest bardzo istotna zmiana języka: 2023: „oni są zagrożeniem”. 2026: „oni są po stronie Zła”.
To moim zdaniem najważniejsza różnica między 2023 a 2026.
W 2023 r. Tusk mówił przede wszystkim: PiS robi złe rzeczy / PiS stanowi zagrożenie.
W 2026 r. mówi: „Nie dajcie złym ludziom rządzić w Polsce.” To przesuwa ciężar z oceny działań politycznych na ocenę moralną ludzi, którzy „doprowadzą nasz kraj i całą Europę do nieszczęścia”. Cała nadzieja w młodych, że podejmą walkę.
Sądząc po brawach, campusowa młodzież kupiła tę retorykę. Do absolutnych wyjątków należało troje uczestników, którzy wyszli z hali w trakcie wystąpienia Tuska. Zaskoczony reporter portalu „TAK!” (ja po raz drugi nie otrzymałem akredytacji na Campus i wystąpienie Tuska znam z zapisu na youtube), zapytał, jak mogli wyjść ze spotkania z premierem?!
- Jak premier opowiada takie bzdury... – usłyszał. - Chyba nie zdaje sobie sprawy, że mówi o własnej partii, mówiąc o złodziejach i cwaniakach, to szkoda czasu.
- A co takiego dokładnie powiedział? – dociekał reporter.
- Opowiadał, że po to założył Platformę i chyba nie wszyscy go wtedy zrozumieli, żeby cwaniactwo w Polsce nie wygrało, więc faktycznie chyba współpracownicy go nie zrozumieli – wyjaśniła uczestniczka Campusu.
Rok 2007. Premier Tusk: "nie wyobrażam sobie polityki bez miłości"
Jeszcze 19 lat temu, po zwycięstwie wyborczym w 2007 roku, premier Donald Tusk w swoim 3-godzinnym expose kilkakrotnie odwoływał się do "miłości”. Odwołał się do Jana Pawła II i jego nauczania o „Solidarności”. Tusk mówił:
„A Ojciec Święty powiedział w Sopocie: «Ale pamiętajcie też, że nie ma solidarności bez miłości». I ja wiem, że niektórzy na tej sali czasami uśmiechają się, wątpiąc w to, że te słowa mają głęboki sens. Ja wierzę, bardzo wierzę w sens tych słów. I wiem jedno: prędzej czy później wy w sens tych słów uwierzycie, bo one naprawdę mają głęboki sens.”
Następnie rozwija znaczenie słowa „miłość”:
„...kiedy słowo «miłość» pojawia się w politycznych wystąpieniach, manifestach, budzi czasami uśmiech i drwinę. Ja tego nie rozumiem. Nie mówimy tylko o relacjach między ludźmi, często mówimy o miłości do ojczyzny.”
I wtedy pada bardzo osobista deklaracja:
„Ja kocham moją ojczyznę, Polskę bez pamięci i nie wyobrażam sobie polityki bez miłości.” (by ewakuować się z Polski w 2014, która jest "nienormalnością" na lukratywny stołek przewodniczącego Rady Europejskiej.
To była taka deklaracja miłości, jak w tym wierszyku: "Ja cię tak kocham i lubię, że ci z miłości oczka wydłubię". Miłość wyrażała się w uruchomieniu "przemysłu pogardy" i posługiwanie się łajdakiem Januszem Palikotem do ataków na prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego i opozycję.
Kiedy Tuska nie kłamie?
Dla mnie najbardziej uderzającym wątkiem w wystąpieniu Tuska, był ten:
„Czasami wielkiej wagi przywódcy światowi potrafią skłamać w sposób bezczelny i cyniczny, jak niektórzy wyliczyli, tysiąc razy w ciągu tygodnia czy miesiąca. Kiedyś pojedyncze kłamstwo dyskwalifikowało w życiu publicznym. Jeśli złapano polityka na kłamstwie, to Jezu Maryja... – Tusk łapie się za głowę - to był jego koniec. W tej chwili my, jako społeczeństwo nie mamy problemu z rozróżnieniem tego, kto kłamie, a kto mówi prawdę. Tylko, że mamy skłonność do kapitulowania przed kimś, kto bezczelnie kłamie i używa przy tym siły i różnych form przemocy”.
Trzeba mieć wyjątkowy tupet, być wyrafinowanie bezczelnym i wznieść się na Himalaje cynizmu i zakłamania, żeby przypisywać Donaldowi Trumpowi coś, w czym samemu jest się mistrzem. To mówi polityk, którego lista zarejestrowanych w sieci kłamstw idzie w setki. Pamiętacie, jak zaklinał się, że nie zostawi stanowiska premiera, bo bycie premierem Polski to dla niego najwyższy zaszczyt, by następnie wyjechać do Brukseli na 5 lat, by objąć lukratywne stanowisko „króla Europy”?
Albo jak atakował rząd PiS, gdy Putin i Łukaszenko rozpoczęli wojnę hybrydową z Polską, wysyłając na granicę tysiące nielegalnych imigrantów, mówiąc „To są biedni ludzie, którzy szukają swojego miejsca na ziemi (...) którzy potrzebują pomocy.” O budowie muru na granicy mówił: „My tego muru nie zobaczymy i nikt go nie zobaczy”. Gdy podczas spotkania w Sosnowcu jeden z uczestników przypomniał mu: „Pan nie wierzył, że powstanie mur – mur powstał”. Donald Tusk odpowiedział: „Ja nigdy nie mówiłem, że mur nie powstanie”. I nawet się nie zająknął. Tak samo zaprzeczył, gdy przypomniano mu wypowiedź z 2024 roku, że powódź Kotlinie Kłodzkiej nie grozi: „Ja tak nie powiedziałem i możecie to państwo sprawdzić”.
Albo jak przygotowane przez rząd PiS (2005-07) budowy terminalu LNG w Świnoujściu oraz Baltic Pipe zostały zamrożona po dojściu Tuska do władzy w 2007 roku, gdy rząd PiS po 2015 roku skończył te budowy dosłownie na 5 minut przed embargiem Rosji na gaz dla Polski, to Tusk sobie przypisał zasługi, mówiąc: „Byłem pierwszy w Polsce, który zaproponował Norwegom pracę przy Baltic Pip”. Jednak 15 marca 2014 roku prezentował odmienne zdanie. „My tego norweskiego gazu nie potrzebujemy” – mówił. Tak jak obiecywał wybudowanie elektrowni atomowej najpóźniej do 2022 roku, tak teraz zakończy budowę CPK (pardon Port Polska) w 2032 roku.
Jako premier obiecał, że każdy gimnazjalista otrzyma za darmo laptop (niech zgłosi się uczeń, który takowy dostał?)
Zapowiedział obniżenie podatków i zagroził, że każdy minister, który zaproponuje ich zwiększenie wyleci "na zbity pysk" a od razu sam, jako premier, zwiększył Vat z 2 % na 5, z 7 na 8 i z 22 na 23 mówiąc, że to tylko na dwa lata. Trwa to już lat 15.
W kampanii wyborczej, w r. 2011, zaklinał się, że nie podniesie wieku emerytalnego, a w roku 2012 podniósł kobietom o 7 lat, mężczyznom o 2 lata.
Mówił, że rządu nie stać na wprowadzenie 500 plus co proponował wtedy opozycyjny PiS; mówiąc, że nie ma kopalni pieniędzy. Gdy zrobił to PiS mówił, że to samo chciała zrobić premier Kopacz, że ustawę już była przygotowana, ale nawet ona tego nie potwierdziła.
Twierdził, że w czasie protestów górników nikt do nich nie strzelał za jego rządów, a byli ranni po gumowych kulach.
Te przykłady tuskowych kłamst i manipulacji można mnożyć w grubą księgę.
To dlatego powstały dowcipy: „Kiedy Tusk nie kłamie? Gdy nie otwiera ust”; "Tusk kłamie nawet jak mówi "dzień dobry". "Tusk mówi prawdę, tylko wtedy, gdy się pomyli".
Politolodzy głowią się, dlaczego KO nie spadają sondaże mimo tylu afer i doprowadzenia stanu finansów państwa na skraj bankructwa? Ja zrozumiałem to dzięki mojemu znajomemu, z którym od dziesiątków lat, raz w roku spotykam się w tej samej miejscowości wypoczynkowej, podczas urlopu. Znajomy jest z bańki platformerskiej. Był pacjentem Szpitala Południowego w Warszawie i by tam zmarł, gdyby w ostatnim momencie nie zabrała go żona do innego szpitala (napisałem o tym w tekście: Uniknął śmierci w Szpitalu Południowym, dzięki żonie i jej koledze), ale przyjął tłumaczenie prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, że to odosobniony przypadek a winni braku nadzoru wylecieli ze stanowisk oraz zapewnienie premiera Tuska, że sprawa zostanie wyjaśniona "do spodu" i "wypalona gorącym żelazem.
Znajomemu nie przeszkadzało, że minęły 3 miesiace a były szef młodzieżówki i radny KO w Warszawie lek. Rafał Kacprzyk, na którym ciążą zarzuty wyłudzenia ze szpitali ogromnych pieniędzy i doprowadzenia do śmierci pacjentów, nie został do dzisiaj przesłuchany. (Teraz znalazł pracę w prywatnej przychodni pod Warszawą i nagrany przez pacjenta kamerą powiedział, że ma "aferę w Szpitalu Południowym "w dupie").
W tym roku, gdy się spotkaliśmy ze znajomym na kolacji, w pewnym momencie zapytał, czy może włączyć Fakty TVN. Oczywiście. Akurat było to w dniu, w którym premier Donald Tusk wytłumaczył, że rząd na pomoc powodzianom przeznaczył 8 mld zł, więc przy takiej kasie zawsze znajdzie się kilku oszustów, ale zostaną ukarani "do spodu". "I Ty to wyjaśnienie kupujesz?" - zapytałem znajomego. "Adam - znajomy uśmiechnął się, - ale ja lubię jak Tusk kłamie, robi to pięknie". Czyli wielbicielom Tuska wystarczy, że w jakikolwiek sposób wytłumaczy im każdą aferę.
Tusk „najwybitniejsza osobowość polityczna w świecie demokratycznym”
Występ Tuska na Campusie jeszcze raz potwierdził trafność jego oceny, którą 2 października 2024 r., w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim, wyraził Jan Rokita, swego czasu jego najbliższego współpracownika. Rokita powiedział o Tusku:
„Dzisiejszy premier jest w moim przekonaniu jedną z najwybitniejszych w świecie demokratycznych osobowości politycznych, potrafiących w sposób perfekcyjny mobilizować najniższe instynkty ludu.” I dalej wyjaśniał, że Tusk jest mistrzem manipulacji emocjami, potrafi „przekształcać tłum w motłoch” i jednocześnie wprawiać go w przekonanie, że „stoi po słusznej stronie”. Rokita dodał: „Jest absolutnym fachowcem w tej dziedzinie”.
Tak zakończyłem swój tekst 3 września, wysyłając go do miesięcznika „Debata”. Obecne dopisuję zakończenie na portal, po wydarzeniach 17 września, dacie symbolicznej, rocznicy napaści Związku Radzieckiego na Polskę.
Premier Tusk 17 września: W sprawie bezpieczeństwa Polski nie możemy się dzielić"
W czwartek 17 września Rosja przeprowadziła duży atak rakietowo-dronowy na zachodnią Ukrainę. Jeden z rosyjskich dronów odrzutowych spadł lub został zestrzelony około 4 km od polskiej granicy, w rejonie Jagodzina/Dorohuska. W Polsce poderwano samoloty bojowe, uruchomiono naziemne systemy obrony powietrznej, a mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alert RCB. Czasowo ograniczono także operacje lotnicze w Rzeszowie i Lublinie. Po tym ataku w Sejmie wystąpił premier Donald Tusk, w którym poinformował o zagrożeniach ze strony Rosji.
Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wystąpienie Tuska w Sejmie było poważne i na serio, bez histerycznego rozedrgania i miotania oskarżeń wobec opozycji na najwyższym diapazonie, jak ostatnio w sprawie trzeciego głosowania nad odrzuceniem weta prezydenta w sprawie kryptowalut, gdy nawoływał: „Macie szansę urwać się ze smyczy mafii, która najwyraźniej trzyma was wciąż za gardło. Zobaczymy, czy stać was na to!”.
Tym razem mówił spokojnie i rzeczowo (tylko raz wbił „szpilę” Konfederacji), za co pochwalił go nawet Jan Rokita w swoim komentarzu w Kanale Zero („Bezsilny Tust, słaba Polska”). Premier poinformował, że celem Rosji jest zniszczenie gospodarki i logistyki Ukrainy, co ma nastąpić późną jesienią i zimą. W ostatnich tygodniach Rosjanie zniszczyli ponad 300 lokomotyw, oraz dysponując dronami o napędzie odrzutowym, zabili lub ranili w ostatnim miesiącu 27 tys. Ukraińców – podał premier powołując się na źródła ukraińskie. W planach są także hybrydowe uderzenia dronami i rakietami w państwa wspomagające Ukrainę, w tym Polski. Ataki będą miały charakter „przypadkowy” i będą głównie wymierzone w przejścia graniczne, by zablokować dostawy do Ukrainy. Premier zapowiedział ich wzmocnienie dodatkowymi siłami oraz lotnisk. Premier zapowiedział też wzmocnienie lotnisk.
- Ja nie jestem tutaj aby kogokolwiek straszyć inwazją, ale będziemy musieli zdać bardzo poważny egzamin – stwierdził na koniec premier i zaapelował: - Nie możemy w tej sprawie się dzielić, powarkiwać na siebie, bo chodzi o bezpieczeństwo nas wszystkich, musimy mówić jednym głosem, podejmować wspólne decyzje i pokazać, że wszyscy jesteśmy, niezależnie od poglądów politycznych, patriotami. Naród nas za to rozliczy.
Święte słowa! Co robi premier, po wygłoszeniu apelu w obliczu tak poważnego niebezpieczeństwa? Wieczorem, na X powraca znany od lat Tusk, siewca nienawiści i mistrz polaryzacji. Manipuluje wystąpieniem prezydenta Karola Nawrockiego, we Włodawie z 17 września, z okazji 87. rocznicy agresji sowieckiej na Polskę, wyrywając z kontekstu zdanie: „my, Polacy, jesteśmy narodem, który może utracić swoje terytorium, ale nigdy nie odda swojej duszy” i komentuje:
„Panie Prezydencie, proponuję skasować ten wpis. Nie zamierzamy oddać ani skrawka naszego terytorium”.
A co powiedział prezydent we Włodawie?

Wspomniał, że szans na zwycięstwo po 17 września nie było, bo żadne państwo pozostające samo w obliczu dwóch diabłów (Stalina i Hitlera) i dwóch gigantów nie jest w stanie się obronić. – Różniły się tym, jak pisał marszałek Edward Rydz–Śmigły, że jedni – Niemcy – chcieli zabrać nam ciało, a Sowieci chcieli zabrać nam duszę – zauważył prezydent. – Ale zapomnieli o tym, że my, Polacy, jesteśmy narodem, który może utracić swoje terytorium nawet na 123 lata albo na sześć kolejnych lat – mówił, ale – jak dodał – jesteśmy narodem, który nigdy nie odda swojej duszy.
Co w tym samym czasie robi prezydent Francji Emmanuel Macron? W piątek 18 września zaprasza lidrów opozycji wraz ze swoim głównym przeciwnikiem z Ruchu Narodowego Jordanen Bardellem do Pałacu Elizejskiego. Głównym tematem była sytuacja międzynarodowa w kontekście wojny na Ukrainie i konfliktu na Bliskim Wschodzie. Po posiedzeniu Macron powiedział, że w ostatnich tygodniach wzrosło zagrożenie dla krajów europejskich i Francji, w szczególności w wymiarze rosyjskiego zagrożenia hybrydowego. Następnego dnia Le Pen i Bardella oświadczyli, że „żadna prowokacja, żadna tajna operacja i żadna destabilizująca akcja” nie sprawią, iż Francja ułatwi Rosji realizację jej celów w wojnie na Ukrainie.
"Strategia siana paniki w interesie Rosji"
Nic więc dziwnego, że politycy opozycji, zaczęli podejrzewać, że Tusk chce wywołać psychozę strachu, bo zastraszonym społeczeństwem łatwo się rządzi i chce wykorzystać zagrożenie np. do ogłoszenia stanu wyjątkowego i odwołania wyborów w 2027 roku. Przypomnieli, że Tusk w wywiadzie udzielonym 24 kwietnia „Financial Times”, powiedział, że Rosja może zaatakować państwo NATO w perspektywie „raczej miesięcy niż lat”. Po czym rząd nie podjął żadnych działań, które wskazywałyby, że mówił to na poważnie.
Przed 17 września Tusk powoływał się na „raport CIA”, który mówił o poważnym zagrożeniu dla bezpieczeństwa Polski ze strony Rosji, ale zdziwiony wicepremier, minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, pytany przez dziennikarzy, odparł, że nic nie wie o o jakimś „raporcie CIA”. Również prezydent RP nie otrzymał tego raportu, jako zwierzchnik sił zbrojnych. Premier nie zwołał też tajnego posiedzenia Sejmu, by przekazać posłom tezy raportu. Na końcu okazało się, że żadnego raportu nie była tylko rozmowa min. Tomasza Siemoniaka w Waszyngtonie 10 września z dyrektorem CIA Johnem Ratcliffem.
Ale również komentatorzy oraz byli politycy już nie zaangażowani po stronie opozycji, zgłosili poważne zastrzeżenia do wystąpienia premiera. W podobnym tonie komentowali wystąpienie premiera Tuska Jan Rokita oraz politolog Jacek Czaputowicz, który napisał w „Rzeczpospolitej”:
„Donald Tusk straszy Rosją. To może pomagać Kremlowi. Jeśli państwo reaguje na rosyjskie ataki po ukraińskiej stronie granicy w sposób, który przede wszystkim uruchamia w Polakach lęk o własne bezpieczeństwo, to wzmacnia efekt, na którym Rosji zależy – pisze politolog, nauczyciel akademicki i były szef MSZ (2018-20). - Ten mechanizm już zresztą zadziałał. Po niedawnym rosyjskim ataku na zachodnią Ukrainę mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alert RCB, w Rzeszowie i Lublinie zawyły syreny. Niektóre szkoły sprowadziły dzieci do piwnic, a część urzędów kierowała pracowników na niższe kondygnacje. Tymczasem atak dotyczył Ukrainy, a dron spadł lub został zniszczony po ukraińskiej stronie granicy. Jeszcze kilka takich sytuacji i społeczeństwo przyzwyczai się do alarmów; gdy zagrożenie okaże się rzeczywiste, część ludzi może uznać je za kolejny fałszywy alarm i nie zareagować na czas.
Wypowiedzi szefa MON pokazują, że nie jest to już tylko problem jednego wystąpienia Donalda Tuska, lecz szerszy styl komunikacji rządu. Władysław Kosiniak-Kamysz mówi, że „sytuacja jest najniebezpieczniejsza”. Takie sformułowanie bardziej podbija lęk, niż porządkuje opis zagrożenia. Trzeba się więc liczyć z tym, że rząd może wejść w logikę polityki paniki i zarządzania emocjami poprzez strach. (...)
Premier ostrzega też przed rosyjską propagandą, nie dostrzegając, że sam może stać się jej dogodnym narzędziem. (...)
Ludzie, którzy zaczynają bać się o własne bezpieczeństwo, mogą z czasem mniej myśleć o pomocy dla Kijowa, a bardziej o tym, jak najszybciej zakończyć wojnę, która kojarzy im się z alarmami, syrenami i chaosem. Wtedy premier nie tylko nie neutralizuje rosyjskiej strategii, lecz także nieświadomie pomaga jej osiągnąć polityczny cel. W polityce bezpieczeństwa nie wystarczy straszyć Rosją. Trzeba jeszcze uważać, by własnym strachem nie pracować na jej rachunek”.
O tym samym zjawisku powiedział w Kanale Zero Jan Rokita, który akurat w tym czasie odwiedził na Podkarpaciu wielu znajomych. Wszyscy oni byli wkurzeni na rząd z powodu ciągłego bombardowania, w dzień i w nocy, alertami RCB wysyłanymi na komórkę. Po którejś nieprzespanej nocy z powodu fałszywych alarmów, powyłączali komórki.
Rodzina mojej żony z Lublina przekazał mi treść i czas tych komunikatów w dniu 17 września. O 11:51 zawyły syreny i mieszkańcy dostali alarm RCB o 11:51 i 12:06: „UWAGA!UWAGA! Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb. Oczekuj dalszych komunikatów”. Ze szkół i przedszkoli ewakuowano dzieci, urzędnicy też opuścili swoje miejsca pracy. O 12:52 alarm odwołano.
Głos w sprawie syren w Lublinie zabrał też dr Adam Eberhardt z Ośrodka Studiów Wschodnich i Studium Europy Wschodniej UW, na antenie Poranka Radia Wnet
– Ja też nie jestem zachwycony taką strategią siania paniki, bo to do niczego nas nie prowadzi. Nie mówię tylko o wystąpieniach polityków, mówię również o jakichś takich nieprzemyślanych działaniach ze strony Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Gdy są drony gdzieś tam na Ukrainie, to w Lublinie wyją syreny alarmowe – zauważył dr Adam Eberhardt.
Jego zdaniem tego typu kroki przynoszą fatalne skutki społeczne. Zamiast przygotowywać obywateli na realny kryzys, wywołują znieczulenie i frustrację.
– To raczej ludzi zniechęca i tylko buduje takie poczucie nieadekwatności działań do zagrożenia. A gdy zagrożenie przyjdzie, to może mieć to skutek odwrotny do zamierzonego – przestrzegł analityk.
Paraliżujący strach pomaga Moskwie
Według gościa Radia Wnet kluczowym wyzwaniem dla Warszawy jest zachowanie równowagi pomiędzy odstraszaniem militarnym a spokojem wewnętrznym. Straszenie wojną w Polsce może bowiem zostać odebrane na Kremlu jako dowód naszej słabości.
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” pyta: „Czy politycy straszą nas wojną? Jak Polacy mogą odebrać wypowiedzi Tuska, Kosiniaka-Kamysza i Sikorskiego”.
Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski jest polaryzacja społeczeństwa"
„Największym zagrożeniem poważnego przygotowywania się Polski do ryzyk związanych z rosyjską eskalacją jest polityczna polaryzacja. Społeczeństwo trzeba szykować na sytuacje kryzysowe, a nie je straszyć czy utwierdzać w samozadowoleniu” – podkreślił red. Szułdrzyński.
Szułdrzyński zwraca uwagę na to samo, co Jan Rokita, na brak zaufania społeczeństwa do premiera Tuska i utrata przez niego wiarygodności, na co Tusk pracował wiele lat uprawiając politykę polaryzacji i posługiwanie się kłamstwem i manipulacją jako narzędziem w walce o władzę. Jak podaje CBOS premierowi ufa 39 proc. badanych, a nieufność deklaruje 46 proc. (Dla porównania Jarosławowi Kaczyńskiemu ufa 23 proc. badanych, nie ufa mu aż 59 proc.).
„ - Nadużywanie argumentów „rosyjskich” w wewnętrznej polityce doprowadzi do relatywizacji zagrożenia u części społeczeństwa – ostrzega red. Szułdrzyński. - ilekroć premier będzie używał argumentu rosyjskiego w polityce wewnętrznej, będzie musiał mieć świadomość, że jego równoczesne ostrzeżenia przed rosyjskimi prowokacjami będą traktowane nie z pełną powagą, ale jako element gry. Tak samo jest i z drugą stroną, która lubuje się w oskarżeniach wobec Donalda Tuska czy Radosława Sikorskiego o rzekomą prorosyjskość. (...)
"Dlatego lepszym rozwiązaniem niż przerzucanie się oskarżeniami byłaby spokojna rozmowa przedstawicieli różnych stron politycznego sporu na temat bezpieczeństwa, by wszyscy wyborcy, bez względu na polityczne sympatie, mieli świadomość, w jak krytycznym momencie naszej historii się znaleźliśmy. By nie panikowali, nie szerzyli lęków i niepewności, ale by byli gotowi i zmobilizowani. Nie możemy bowiem ani popaść w nadmierny strach, którym Rosja chce nas sparaliżować, ani też wpaść w samozadowolenie (jak mogła zostać odebrana wypowiedź szefa MSZ o rozgromieniu Rosji przez NATO), które doprowadziło Polskę do katastrofy 87 lat temu” - konkluduje red. Szułdrzyński.
Czy wystąpienie premiera Tuska 17 września było obliczone na uzyskanie zysków w polityce wewnętrznej, czy Tusk mówił prawdę o wielkim zagrożeniu dla Polski ze strony Rosji tej jesieni i w związku z tym ogłosi „zawieszenie broni” w wojnie polsko-polskiej, dowiemy się wkrótce. Papierkiem lakmusowym będzie sprawa Trybunału Konstytucyjnego. Jeśli Tusk zdecyduje się na siłowe „odbicie” TK za pomocy policji, jak to kiedyś praktykowano w Peru i Wenezueli, to potwierdzi, że jest politykiem skrajnie nieodpowiedzialnym; chce podpalić nasz wspólny dom – Polskę i wywołać wojnę domową.
Adam Socha (mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.)
zdjęcia to screeny z YT


Skomentuj
Komentuj jako gość