Donald Tusk nie pierwszy raz „fauluje” w grze o Trybunał Konstytucyjny. 10 tez po decyzji w sprawie Macieja Berka. Paweł Musiałek wyciąga wnioski z niedawnej zapowiedzi premiera. Pod tekstem Pawła Musiałka stanowisko prof. Marcina Matczaka.
Gaszenie pożaru w Trybunale Konstytucyjnym poprzez dolewanie do niego benzyny jest jedną z decyzji najbardziej obciążających obóz Donalda Tuska. Skutki są – i przez wiele lat będą – bardzo poważne dla polskiego państwa i jego instytucji.
1. Zapowiedź, że Maciej Berek, jeszcze niedawno minister ds. wdrażania polityki rządu w gabinecie Donalda Tuska, ma zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego, to pokaz hipokryzji. Zaprzecza bowiem zasadzie, którą rząd chciał wprowadzić ustawą jeszcze w 2024 r. (została odesłana przez Andrzeja Dudę do TK).
Mówiła ona, że między innymi ministrowie przez 4 lata po zakończeniu pełnienia funkcji nie mogą kandydować do Trybunału. Wybór Berka – jednego z najbardziej zaufanych ludzi Tuska – będzie w naturalny sposób zaprzeczeniem szerszej narracji obozu rządzącego dotyczącego idei odpolitycznienia TK.
2. Wysłanie do Trybunału Konstytucyjnego obecnego ministra z punktu widzenia trójpodziału władz jest bardziej kontrowersyjne od wysyłania posłów, którymi były Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz. Kluczowym wyzwaniem trójpodziału władzy jest bowiem separacja władzy sądowniczej i wykonawczej, stąd wysyłanie byłych posłów do TK jest mniej rażące niż delegowanie tam byłych ministrów.
3. Skala patologii jest tym większa, że mowa o ministrze odpowiedzialnym za… cały proces legislacyjny, a nie resortowy wycinek. Gdyby więc Maciej Berek chciał wyłączać się z orzekania wobec ustaw, nad którymi pracował, musiałby uczynić to względem wszystkich ustaw, odkąd zaczął pełnić swoją funkcję.
Co więcej, Berek bezpośrednio współtworzył strategię rządu względem Trybunału, w tym w sprawie wstrzymania publikacji w Monitorze Polskim postanowienia Andrzeja Dudy o wyborze Bogdana Święczkowskiego na prezesa TK.
4. Bardzo niepokojące było wyjaśnienie premiera, który podkreślał, że wysyła Berka do Trybunału Konstytucyjnego, bo ten świetny jest w… koordynacji działań i egzekucji zadań. Pojawia się pytanie, kogo ma koordynować i co ma egzekwować Berek przy Alei Szucha, skoro każdy sędzia powinien być niezależny w swoich decyzjach. Uzasadnienie słusznie rodzi podejrzenie o narzucanie trybu pracy, który jest niezgodny z rolą, jaką ma pełnić sędzia TK.
5. Wybór Berka uprawdopodobni próbę skoordynowania procesu „odbijania” TK. Były minister w rządzie Tuska dałby bowiem przewagę sędziom wybranym przez Sejm obecnej kadencji. Otwiera się zatem możliwość konfrontacji z prezesem Trybunału Bogdanem Święczkowskim. Tylko scenariusz realnego przesilenia w tej instytucji może dać Tuskowi odpowiednią rekompensatę za stratę w rządzie, która powstanie w wyniku odejścia Berka.
6. Głosowanie na kandydaturą ex-ministra Berka w Sejmie będzie ważnym testem dla koalicjantów partii Donalda Tuska. Jeśli wszystko pójdzie pomyślnie dla Koalicji Obywatelskiej, będzie to oznaczać, że mniejsi partnerzy pozbawieni zostali resztek podmiotowości i są totalnie podporządkowani szefowi rządu. Warto dodać, że kandydatury Berka premier nie konsultował z koalicjantami, czego dowodem było ich zaskoczenie.
7. Minister ds. wdrażania polityki rządu pełnił w gabinecie Tuska ważną rolę i podnosił jakość jego działań. Jego aktywność stanowiła namiastkę zarządzania ponadresortowego. Bez Berka rząd prawdopodobnie wróci do czasów chaosu sprzed jego nominacji. Nawet jeśli jego następca na stanowisku będzie sprawny, to bardzo prawdopodobne, że nie uzyska takiego zaufania od Donalda Tuska, jak Maciej Berek.
8. Wybór Berka świadczy o krótkiej ławce kadrowej Koalicji Obywatelskiej. Skoro Tusk wysyła do TK jednego ze swoich najlepszych ministrów, to znaczy, że jego zasoby kadrowe są bardzo ograniczone.
9. Wybór czynnego polityka na sędziego nie będzie pierwszym „faulem”, jaki obóz rządzący zastosuje wobec Trybunału Konstytucyjnego. Rząd bezprawnie nie drukuje jego wyroków (ani ich nie respektuje), niezależnie od tego, czy w składzie byli sędziowie-dublerzy, czy nie. Co więcej, TK jest finansowo głodzony, a przez dłuższy czas nie wybierano do niego kolejnych sędziów, kumulując wakaty.
Wszystkie działania były podejmowane wbrew Komisji Weneckiej, która w sprawie Trybunału rekomendowała jedynie zastąpienie sędziów-dublerów właściwie wybranymi i następnie zgodnie z prawem wymianę sędziów wedle z harmonogramu upływania kolejnych kadencji poszczególnych osób, aby uzyskać pluralizm składu i odzyskać legitymizację tej instytucji.
10. I na koniec najważniejsze. Lekceważenie tych rekomendacji to dowód na to, że Tusk nie chciał naprawiać TK, ale go najpierw zneutralizować, a następnie przejąć, w czym ma mu pomóc zaufany minister. Gaszenie pożaru benzyną w TK jest jednym z najbardziej obciążających ten obóz działaniem, które skutki są – i przez wiele lat będą – bardzo poważne dla polskiego państwa i jego instytucji.
Paweł Musiałek
Prezes "Klubu Jagiellońskiego"
Prof. Marcin Matczak: "Po co protestowaliśmy na ulicach przeciwko niszczeniu Trybunału Konstytucyjnego przez PiS?"
W debacie pt. „Berek do TK” u uznających siebie za racjonalnych wyborców KO widać jak na dłoni zachowania, które ci sami wyborcy krytykują u osób głęboko wierzących i antyszczepionkowców.
Wymóg, aby sędziowie byli apolityczni, ma twarde, empiryczne oparcie. Badanie Giblera i Randazzo (2011), prowadzone w 163 krajach, wykazało, że niezależne od polityki sądy zmniejszają ryzyko ześlizgnięcia się w autorytaryzm. Kiedy więc w sprawie Berka prawnicy dyskutują z nieprawnikami, mamy sytuację "twarda wiedza kontra luźne przekonanie".
Argumentacja religijna opiera się na wierze w autorytet ponad dowodami. Widać to w klasycznej odpowiedzi na problem zła: skoro Bóg jest dobry, zło musi być pozorne albo służyć wyższemu dobru. Joanna Szczepkowska mówi w 2025 r.: „Wierzę w Donalda Tuska. Nie dam sobie wmówić, że to człowiek, który ma jakieś tam złe intencje". I ta wiara trwa – to, co robi, musi być dobre, tylko my tego nie rozumiemy.
Tu pojawia się druga cecha argumentacji religijnej: Deus absconditus - argument z ukrytego planu. „On ma plan, którego nie znamy". Takiego planu nie sposób sfalsyfikować, bo każdy dowód przeciw jest dowodem, że plan jest głębszy, niż sądziliśmy. To dokładnie ta sama logika co „Myśli moje nie są myślami waszymi" (Iz 55,8).
Na pytanie „Co się stanie, gdy Nawrocki nie odbierze ślubowania?" Joanna Szczepkowska odpowiada: „To wie tylko Donald Tusk". Na wątpliwość, jak Berek naprawi TK, podobnie: „Jak ma to zrobić, nie wiem. Prof. Matczak też nie wie najwyraźniej". Jest i wszechwiedza: „Scenariusz, jaki pisze Matczak jest zbyt oczywisty, żeby premier i min. Berek go nie przewidzieli".
Jest wreszcie element scandalum, czyli zgorszenia: należy powstrzymać się od publicznego wypowiadania rzeczy prawdziwych, jeśli szkodzą one wierze wiernych. Tu akurat ks. Lemański: „Czy musi pan ciągle do tematu powracać. Proszę, daj pan już spokój". Obóz, którego najgłośniejszym oskarżeniem wobec Kościoła ostatniej dekady było właśnie „zamiatanie pod dywan, żeby nie gorszyć wiernych", w ciągu tygodnia odtworzył tę doktrynę w wersji świeckiej.
Wreszcie „naprawienie przez zepsucie". W XVIII w. Jakub Frank nauczał, że w erze mesjańskiej droga do zbawienia prowadzi przez przekroczenie Prawa. Takie odkupienie przez grzech. W liturgii Wigilii Paschalnej pada zdanie o „szczęśliwej winie" (felix culpa), której zawdzięczamy Odkupiciela. Z upadku wyszło więc dobro.
Innymi słowy, trzeba upolitycznić Trybunał, żeby go odpolitycznić.
W obronie kandydatury Berka pojawiły się także antyszczepionkowe mechanizmy poznawcze. Pierwszy: ekspert pozostaje ekspertem, dopóki potwierdza nasze przekonania. Kiedy im zaprzecza, staje się agentem przeciwnika.
Potwierdzają to cytaty: „Nam nie trzeba tłumaczyć", „Jak się dobrze przyjrzeć temu, co mówi Matczak, to tam jest tok rozumowania blisko Belwederu", „On to mówi, bo płaci mu Big Pharma" versus „On to mówi, bo PiS ma na niego haki".
Kahan i współautorzy (2011) pokazali eksperymentalnie, że identycznie wykwalifikowanego człowieka np. w sprawie klimatu częściej uznajemy za eksperta, gdy jego konkluzja zgadza się z naszym światopoglądem. Ten sam efekt Braman (2022) wykazała dla ekspertów konstytucyjnych, dodając, że popieramy takich, którzy głoszą tezy zgodne z naszym przekonaniem, bo dbamy o swoją samoocenę.
Krytyka nominacji Berka zagraża więc nie tylko Tuskowi, ale obrazowi samych siebie u jego wyborców. Bo jeśli prawnicy, których słuchali, gdy ci krytykowali PiS, mają dziś rację, to oni popierają to, co potępiali. Ponieważ przez to czują się niespójni, łatwiej jest im zdegradować tych prawników do „liberalnych idiotów".
Kolejny mechanizm to osobiste świadectwo zamiast argumentu. „Nie poczułam się wykpiona. Jedyne, co poczułam, to zaufanie". Odpowiedzią na argument o normie ustrojowej jest raport ze stanu wewnętrznego („Poczułam pokój"). W narracji antyszczepionkowej odpowiada temu „Ja wiem, co widziałam u swojego dziecka". Doświadczenie osobiste dyskwalifikuje abstrakcyjny argument.
Nie zarzucam nikomu głupoty, ale stosowanie mechanizmów, które u innych nazywane są „ciemnotą". I to, że pytanie „Jakie reguły wyboru sędziów najlepiej chronią TK przed upolitycznieniem?" zamieniono na pytanie „Czy ufasz Tuskowi i Berkowi bardziej niż PiS?"
"In Tusk we trust?" Czy tak ma wyglądać nasza merytoryczna debata?
Marcin Matczak


Skomentuj
Komentuj jako gość