logodebata

JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

sobota, kwiecień 18, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Polska

Polska

III wojna światowa trwa. Są w niej tylko dwie strony. Gdzie jest Polska?

Szczegóły
Opublikowano: środa, 04 marzec 2026 13:34
Grzegorz Górski

W istocie rzeczy wkroczyliśmy w III wojnę światową. Podkreślałem też konsekwentnie, że błądzą ci, którzy kwestionując taką tezę odwołują się do swojej wizji "wojny światowej", opierającej się na rozumieniu tego pojęcia w oparciu o historyczne skojarzenia dotyczące przebiegu I i II wojny światowej. Są jak zdecydowana większość generałów, którzy zawsze przygotowują się do wojny patrząc wstecz. I jak ekonomiści, którzy zawsze rozwiązują historyczne kryzysy. I jedni i drudzy ZAWSZE ponoszą klęskę w starciu z zaskakującą ich współczesnością.

Trwająca i nasilająca się konfrontacja związana jest z podjęciem przez Chiny i Rosję, oraz ich pomniejszych aliantów (wśród których był również Iran) działań skierowanych na zmianę układu sił na świecie zdominowanym przez USA. To "Wielki Szatan" był głównym wrogiem, ale walkę z nim prowadzili ci alianci nie tylko, a nawet nie przede wszystkim własnymi siłami i środkami, ile poprzez różnych owych "aliantów".

To oni rozpraszali amerykańskie siły, odwracali uwagę od najważniejszych odcinków konfrontacji, permanentnie podsycali chaos we wszystkich możliwych miejscach na świecie. Przyjęta przez administrację Bidena i elity amerykańskie strategia odpowiedzi na to wyzwanie, doprowadziła do skrajnego osłabienia Ameryki. Symboliczna klęska w Kabulu naznaczyła kierunek działania już nie tylko wrogom Ameryki, ale również jej pozornym aliantom. To Niemcy przy wsparciu Francuzów zaczęli niszczyć północnoatlantycką wspólnotę, wykorzystując głupotę otoczenia Bidena.

W efekcie tych działań, świat zaczął stawać na głowie, a rolę wiodącą zaczęli przejmować w nim promotorzy skrajnego neobolszewizmu. Nie dziwi zatem, że rozbudowane i wzmocnione finansowo "nowe elity" Zachodu, stały się największą historycznie piątą kolumną demontującą nie tylko Amerykę, ale w podobnym tempie rozkładającą Europę.

Pierwszą fazę III wojny światowej zdecydowanie wygrały Chiny, bo to one skonsumowały zdecydowaną większość profitów, a najcięższe koszty - bez żadnych sukcesów - poniosła Rosja. Rok temu nastąpiła jednak zmiana, której symboliczne znaczenie można porównać ze Stalingradem 1943. Dojście do władzy D. Trumpa zmieniło bieg tej wojny, a to co obserwujemy w ostatnich dniach, jest tylko jednym z wielu odcinków, na których współczesna "Oś Zła" ponosi klęskę. Nie wnikając na tym miejscu w analizę tych odcinków, ważniejsze jest coś innego.

Ta wojna - tak jak i I i II wojny światowe, ale również tak jak "Zimna Wojna" - ma tylko dwie strony. Choćby nie wiem co opowiadali niemiecki kanclerz, upadły prezydent Francji, hiszpański kuglarz Sanchez czy skompromitowany doszczętnie premier brytyjski (o innych "aktorach" nie wspominając), w tej wojnie nie ma miejsca dla "trzeciej strony". To dla kraju takiego jak Polska, ma to znaczenie egzystencjalne.

Powinni to zrozumieć zwłaszcza Ci, którzy prawią dziś komunały o "prawie międzynarodowym". To są ci sami ludzie, którzy przy pomocy tego "prawa", faktycznie wspierali ekspansję chińsko - rosyjską w ostatnim ćwierćwieczu. Świadczą o tym żałosne wyniki ich działań, których jedynym efektem stał się świat zdominowany przez oligarchiczne mafie finansowe, mafie narkotykowe, promotorów handlu ludźmi i faktycznego ich zniewolenia oraz permisywnych i destrukcyjnych ideologii. Profitentami wszystkich tych maniakalnych działań byli - tak się jakoś dziwnie składa - tylko alianci "Osi Zła".

USA już wygrywają tę fazę wojny. Wynika to z kilku elementów. Dominują technologicznie nad światem. Ich armia, nie ma sobie równej nie tylko dlatego, że wydają na nią więcej pieniędzy, niż łącznie dziesięć kolejnych krajów świata z najwyższymi wydatkami na zbrojenia. Wygrywają, bo mają również grupę niezawodnych aliantów, którzy jeszcze bardziej potęgują ich przewagę. Wygrywają, bowiem dzięki głupocie irańskich mułłów, scementowany został właśnie sojusz już nie tylko krajów arabskich z USA, ale nawet z Izraelem. Ma to gigantyczne znaczenie nie tylko symboliczne, ale również finansowe. Zresztą - te powody mógłbym tu wymieniać jeszcze godzinami.

Tylko ludzie wierzący w propagandowe filmiki Putina i Xi mogą wierzyć w to, że przeciwnicy Ameryki dysponują jakąś "Wunderwaffe". Rzeczywiście - nawet Hitler był bliżej niej, niż są oni.

W tej sytuacji postawa tych, którzy "stojąc z bronią u nogi" chcą dziś prawić komunały, pouczać Amerykę, atakować jej prezydenta czy wręcz wypowiadać jej de facto sojusze, jest wprost postawieniem się po stronie "Osi Zła". Choćby nie wiem jakie frazesy temu towarzyszyły. Robią to ludzie, którzy z jednej strony nie są w stanie rozwiązać żadnego problemu na własnym, europejskim podwórku i w każdej sprawie - jak ma to miejsce od 1917 roku - skamlają o pomoc Ameryki, a z drugiej strony próbują udawać że coś mogą. A mogą tyle, ile pokazali w "niemieckiej misji na Grenlandię".

Ta linia podziału jest też wyraźna w Polsce. Na jaką "pomoc" z Europy można dzisiaj liczyć, tego doświadcza na naszych oczach Ukraina. Od wielu lat. Jeśli komuś się wydaje, że z jakichś powodów Polska będzie inaczej traktowana przez "europejskich sojuszników", to lepiej niech się szybko puknie w czoło. A już jeśli ktoś w imię interesów "europejskich" (albo dlatego że nie lubi Izraela), chce uderzać w sojusz Polski z Ameryką (a przypominam, że największe wsparcie z USA mamy nie poprzez NATO, tylko właśnie dzięki temu dwustronnemu sojuszowi) to dowodzi wprost, po której stronie w tej wojnie się znajduje. Tertium non datur.

Grzegorz Górski

(ur. 14 grudnia 1961 w Toruniu) – polski prawnik, nauczyciel akademicki, adwokat, polityk, samorządowiec, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny m.in. Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Toruńskiej Szkoły Wyższej – Kolegium Jagiellońskiego, od 2011 do 2014 członek Trybunału Stanu.

PS. Wicepremier, minister spraw zagranicznych Polski Radek Sikorski w swoim ostatnim  expose w Sejmie RP (26.02.), powiedział:

- Byliśmy i będziemy lojalnym sojusznikiem Ameryki, ale nie możemy być frajerami - powiedział Radosław Sikorski w trakcie wygłoszonego w Sejmie expose. Przemówienie szefa dyplomacji dotyczyło priorytetów polskiej polityki zagranicznej w 2026 r. W swoim wystąpieniu wicepremier i szef MSZ mówił m.in. o polskiej racji stanu, roli polsko-amerykańskiego sojuszu i sile wspólnoty europejskiej w ramach UE i NATO.

To jak, liczymy, że Niemcy, Francja i Wielka Brytania będą "umierać za Gdańsk", jak we wrześniu 1939 rok i prosimy o zgodę Brukseli, co możemy kupić dla naszej armii, czy przywracamy pobór powszechny, uzupełniamy uzbrojenie w oparciu o własne, suwerenne decyzje i wzmacniamy sojusz z USA, walcząc o nuclear sharing?

Co będzie, Waszym zdaniem, frajerstwem? 

Adam Socha

Na zdjęciu, eksplozje w centrum Teheranu

JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

 

Czytaj więcej: III wojna światowa trwa. Są w niej tylko dwie strony. Gdzie jest Polska?

Komentarz (4)

800 Plus i „babciowe” do likwidacji. Czas na 200 000 zł na dziecko!

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 01 marzec 2026 20:54
Paweł Musiałek, Piotr Trudnowski

Paweł Musiałek i Piotr Trudnowski (Klub Jagielloński) proponują pierwszą reformę polityki demograficznej państwa w cyklu „Prorodzinne prowokacje”. To pierwszy artykuł z tego cyklu.

Mamy polityczny konsens, by na politykę demograficzną wydawać dziesiątki miliardów złotych rocznie. Niestety, co do zasady nie widać efektów tego rozwijanego bardzo dynamicznie w ostatniej dekadzie wsparcia w liczbie urodzeń. Wprost przeciwnie. Programy takie jak 800+ czy „Aktywny rodzic” odgrywają z pewnością istotną rolę społeczną i cywilizacyjną, ale nie zmieniają demografii. Czas pomyśleć o tym, by te same pieniądze wydawać w sposób, być może, bardziej efektywnie wpływający na decyzje o kolejnych dzieciach. W ramach pierwszej z „prorodzinnych prowokacji” proponujemy zatem

Program 200 000 Plus.

Prorodzinna rewolucja nie zadziałała

Potwórzmy raz jeszcze: „prześniona rewolucja” prorodzinna trwająca od 2013 r. nie przyniosła oczekiwanych skutków. Wydłużone urlopy macierzyńskie, 500+, potem 800+, równoległy radykalny wzrost liczby miejsc żłobkowych, wreszcie „babciowe” – chociaż wszystkie te mechanizmy wprowadzono na przestrzeni ostatnich 12 lat, to demograficzne statystyki nic sobie z tego nie robią. Mówimy o wydatkach idących w dziesiątki miliardów rocznie i dotychczas z roku na rok rosnących, a równolegle – z roku na rok dzieci w Polsce rodzi się coraz mniej.

We wspomnianym 2013 roku, kiedy wydłużono urlopy macierzyńskie, urodziło się 371 900 dzieci. W 2025 było ich 238 000. Choć już przed 12 laty obserwowaliśmy przewagę zgonów nad urodzeniami, to bilans ów pogorszył się… jedenastokrotnie. Ujemny przyrost demograficzny wynosił wówczas ok. 15 300 osób, w minionym roku – urósł do ok. 168 000. To jakby w jednym roku zniknęła z mapy populacja Olsztyna.

Trudno z przekonaniem analizować alternatywą rzeczywistość bez owej „prześnionej rewolucji” prorodzinnej. Najprawdopodobniej program 500 Plus przyniósł niewielkie korzyści demograficzne u swoich początków.

Z pewnością miał fundamentalne znaczenie cywilizacyjne, społeczne, kulturowe. Radykalnie poprawił byt rodziców i dzieci korzystających ze świadczenia. Zmienił powszechny sposób myślenia o inwestycji w dobrostan rodzin. Doprowadził do zbudowania konsensu klasy politycznej znanego pod politycznym hasłem „Nic co dane nie będzie odebrane”.

Te wszystkie zalety programu nie sprawiają, że można zamknąć oczy na jego brak oczekiwanej skuteczności demograficznej. Nic nie wskazuje na to, by zwaloryzowane już świadczenie 800 Plus, podobnie jak inne mechanizmy w rodzaju programu „Aktywny rodzic” znanego jako „babciowe”, wymiernie zwiększało gotowość Polek i Polaków do podejmowania decyzji o kolejnych potomkach.

Skoro tak – najwyższy czas zaproponować zmianę.

Zlikwidujmy 800+ i „babciowe”, wprowadźmy Program 200 000 Plus

Nasza propozycja jest jedną z najoczywistszych zmian, które należy rozważyć. W dłuższej perspektywie ponosząc te same koszty postarajmy się osiągnąć znacznie większą korzyść: poprawiając byt rodzin decydujących się na kolejne dziecko w krótkim, a nie długim terminie.

Poddajemy pod dyskusję pomysł, by od 2027 roku zlikwidować powszechność świadczenia 800 Plus na dziecko oraz świadczenia z tytułu „Aktywnego Rodzica”. Zamiast tego niech „ustawieniem fabrycznym” polityki prorodzinnej będzie jednorazowy transfer 208 800 złotych na rzecz rodziców w ciągu miesiąca od urodzenia dziecka.

Skąd taka suma? To dokładna równowartość kwoty, na jaką rodzice mogą liczyć w ciągu 18 lat od urodzenia dziecka z tytułu 800 Plus (172 800 zł) i „Aktywnego Rodzica” (36 000 zł). Mówiąc więc wprost – w perspektywie długoterminowej to się po prostu w budżecie państwa zbalansuje. Wydamy te same pieniądze, ale być może efektywniej.

Jednocześnie zakładamy, że dla rodziców dzieci już urodzonych dwa kluczowe programy demograficzne działają tak, jak dotychczas. Oznacza to w praktyce wyższe wydatki dziś, a niższe w przyszłości.

Dlaczego to może zadziałać lepiej?

Skąd nasza wiara, że taki sposób wydawania tych samych pieniędzy na dzietność może być bardziej efektywny?

Dzisiaj 800 Plus i „Aktywny Rodzic” są już zastanymi elementami rzeczywistości. Paradoksalnie doktryna „Nic co dane nie będzie odebrane” może obniżać jego skuteczność demograficzną. Gdy coś jest tak ugruntowane i pewne, jak deklarują dziś politycy, staje się niczym powietrze. Nie generuje pozytywnego impulsu, jest po prostu ustawieniem bazowym. Fundamentalna zmiana momentu i metody wypłacania tych samych środków – może wywołać nowy, zupełnie inny impuls.

Jednorazowa wypłata kwoty rzędu 200 000 złotych może skłonić część osób do decyzji o rodzicielstwie, bo dużo bardziej niż rozłożone w czasie comiesięczne świadczenie zmienia możliwości życiowe młodych rodziców.

W przypadku rodziców rozważających pierwsze czy drugie dziecko – może pozwolić na istotną zmianę sytuacji mieszkaniowej. Przy pierwszym dziecku pozwoli na sfinansowanie wkładu własnego do zakupu mieszkania. Przy drugim – pozwoli na nadpłatę kredytu i istotną redukcję comiesięcznej raty.

W przypadku rodziców potencjalnie decydujących się na kolejne dzieci – pozwoli na dostosowanie rodzinnej infrastruktury do nowych potrzeb, choćby zmiany miejsca zamieszkania albo sfinansowania większego samochodu.

Jak nie wylać dziecka z kąpielą?

Oczywiście, taka rewolucja może rodzić szereg zrozumiałych znaków zapytania. Postarajmy się skonfrontować z tymi najbardziej oczywistymi.

Po pierwsze, zakładamy, że „Program 200 000 Plus” będzie programem bazowym, ale jednocześnie rodzice, jeśli zechcą, będą mogli korzystać ze świadczeń prorodzinnych na dotychczasowych zasadach.

Będzie możliwa rezygnacja z jednorazowej wypłaty lub jej części na rzecz świadczeń wypłacanych co miesiąc, w kwocie 800 złotych lub świadczenia „Aktywny Rodzic” (w podstawowym modelu: 1500 zł miesięcznie od 12. do 35. miesiąca życia dziecka).

Dalszej dyskusji pozostawmy, czy możliwe są komplikujące system inne modele rozkładu środków (np. jednorazowo wypłacamy 100 000 zł, a pozostałą kwotę – odbieramy w comiesięcznych, równych ratach).

Po drugie, ekspertom branżowym należy pozostawić pytanie, czy istnieje istotne ryzyko negatywnego wpływu programu na rynek mieszkaniowy i jakimi ewentualnie narzędziami polityki publicznej można mu przeciwdziałać. Mogą istnieć obawy, czy Program 200 000 Plus nie wywoła wzrostu cen nieruchomości.

Warto mieć jednak na uwadze, że moment na rynku nieruchomości – pierwsze od lat wyhamowanie wzrostu, a nawet spadek cen transakcyjnych – wydaje się bardziej odpowiedni niż wcześniejsze, by podjąć próbę tego rodzaju interwencji.

Ile to będzie kosztowało i jak to sfinansować?

Trzecia kluczowa wątpliwość to oczywiście równowaga finansów publicznych. Jakkolwiek w dłuższej, niemal dwudziestoletniej perspektywie proponowana zmiana byłaby neutralna dla finansów publicznych, to jednak oznaczałaby raptowny wzrost wydatków dzisiaj.

W 2025 roku na Program 800 Plus wydaliśmy 62,8 miliarda złotych, zaś na „Aktywnego Rodzica” – 6,2 miliarda. Jednorazowa wypłata świadczenia 200 000 Plus dla wszystkich urodzonych w minionym roku dzieci obciążyłaby budżet kwotą 49,5 miliarda, które państwo musiało wypłacić „z góry” w miejsce rozłożonych na 18 lat zobowiązań.

To bardzo dużo. Dodatkowe zadłużenie w tej kwocie w obecnej sytuacji budżetowej i fiskalnej wydaje się niemożliwe, a co więcej koszt obsługi tego długu odebrałby naszej propozycji walor neutralności w średnim terminie. Co zatem zrobić?

Wpierw skorygujmy potrzebną kwotę o ulgę, jaką przyniosłoby niewypłacanie dwóch dotychczasowych świadczeń nowourodzonym dzieciom. To mniej więcej 2,3 miliarda złotych z tytułu 800 plus i, umownie, połowa rocznego kosztu „Aktywnego Rodzica” – czyli łącznie 5,5 miliarda złotych. Wciąż brakuje 44 miliardów.

Naturalnym źródłem finansowania tej rewolucji jawi nam się 13. i 14. emerytura. Na ich sfinansowanie zaplanowano w tym roku aż 33 miliardy złotych. Przeciwko tej wspólnej inicjatywie Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości Klub Jagielloński protestował już w 2019 roku. Dość wspomnieć, że wówczas kosztowała „ledwie” 11 miliardów.

Waloryzacje, rozszerzenie o „czternastki” i wreszcie rosnąca liczba emerytów sprawiły, że w ciągu siedmiu lat koszt budzącego wówczas nasz sprzeciw programu wzrósł aż trzykrotnie. Będzie rósł dalej, podczas gdy przy obecnym trendzie demograficznym – koszt programu 800 Plus będzie tylko spadał.

Dobrze widać to na przykładzie historycznym. Jak wspomnieliśmy, w tym roku na dzieci urodzone w 2025 roku wydamy w ramach 800 Plus 2,28 miliarda złotych. Bardzo zbliżoną kwotę – 2,25 miliarda – wydaliśmy na dzieci urodzone w 2019 r. w roku 2020, pierwszym pełnym roku dostępności świadczenia prorodzinnego w wersji powszechnej, także na każde pierwsze dziecko.

Co się zmieniło od tego czasu? Zwaloryzowaliśmy 500 Plus do 800 Plus. Gdyby nie ta zmiana – w 2026 r. na dzieci urodzone w minionym roku wydawalibyśmy „tylko” 1,42 miliarda. Spadek urodzeń w 2025 roku de facto zneutralizował koszt podwyższenia świadczenia dla nowonarodzonych dzieci (choć oczywiście nie dla urodzonych wcześniej).

Biorąc pod uwagę ten trend – rosnącej liczby emerytów i spadającej liczby dzieci objętych świadczeniem prorodzinnym – przy rezygnacji z emerytalnych „trzynastek” i „czternastek” nasza propozycja stanie się neutralna, a następnie korzystna dla budżetu, dużo szybciej niż za 18 lat. Będzie tak nawet, gdy wziąć pod uwagę koszty obsługi dodatkowego zadłużenia rzędu pozostałych 11 miliardów złotych w pierwszych latach reformy.

A może… 350 000 na drugie dziecko?

Cyklowi „Prorodzinne prowokacje” przyświeca idea zorganizowania otwartej, narodowej burzy mózgów w tematyce prorodzinnej i demograficznej. Zdajemy sobie sprawę z kontrowersyjnego kształtu naszej propozycji. Nie jest jednak tak, że jako pierwsi zaczęliśmy myśleć o tym kierunku zmiany.

Michał Brzeziński (X): Nowa, ważna analiza CenEA (@MichalMyck i in.) mierzy do kogo trafia "socjał" w Polsce. Okazuje się, że ze 100 mld wydatków na transfery powszechne ok. 23 mld trafia do biednych, a aż ok .80 mld do klasy średniej i wyższej, z czego ok. 17 mld do 20% najbogatszych dochodowo 1/n

Ledwie kilka miesięcy temu pokrewną korektę zaproponował Krzysztof Pawiński, współtwórca i prezes Maspexu. Sugerował „zamiast kroplówki 800+ jednokrotną wypłatę po urodzeniu drugiego dziecka w wysokości 350 tys. zł”.

„Wiemy już że prodemograficzne działanie 800+ to fikcja. Wielodzietność to też raczej przeszłość. Skupić się należy na zachęcaniu do drugiego dziecka w rodzinie, moim zdaniem (…) Pierwsze dziecko to radość i szczęście, drugie to już generacyjna odpowiedzialność i państwowe wspieranie, zaś kolejne dzieci to wyraz naszej już osobistej postawy i wyznawanych wartości” – przekonywał.

„Czy zadziała? Trudno powiedzieć… ale trzeba poszukiwać” – podsumował prezes Maspexu . Nam przyświeca podobna idea. Zachęcamy do krytyki, polemik, udoskonaleń przedstawionej propozycji. Zapraszamy też zewnętrznych autorów do suflowania własnych rozwiązań na naszych łamach.

Popularne porzekadło mówi, że szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów. Trudno chyba o lepsze podsumowanie polskiej polityki prorodzinnej. Skoro dotychczasowe, warte dziesiątki miliardów transfery, nie przyniosły oczekiwanej zmiany, to nie pozostaje nam nic innego, jak szukać pomysłów na kolejne, mamy nadzieję, że skuteczniejsze, reformy.

Paweł Musiałek, Piotr Trudnowski

Obraz Stanisława Wyspiańskiego "Macierzyństwo"

Czytaj więcej: 800 Plus i „babciowe” do likwidacji. Czas na 200 000 zł na dziecko!

Komentarz (1)

1 Marca: "Nie może być współistnienia niezłomności z tradycją sowietyzmu"

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 01 marzec 2026 09:11

Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” przypada 1 marca. To data symboliczna – tego dnia w 1951 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie przy ul. Rakowieckiej 37 zostali zamordowani przez komunistów członkowie IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” – prezes WiN ppłk Łukasz Ciepliński (ps. „Pług”, „Ludwik”) i jego najbliżsi współpracownicy: Adam Lazarowicz, Mieczysław Kawalec, Józef Rzepka, Franciszek Błażej, Józef Batory i Karol Chmiel.

Aresztowano ich w czasie od listopada 1947 do lutego 1948 r. Przeszli wyjątkowo brutalne śledztwo. W dniu 1 marca 1951 r. w mokotowskim więzieniu w Warszawie zostali zamordowani strzałem w tył głowy.

Święto, jako wyraz hołdu dla żołnierzy drugiej konspiracji, ustanowione zostało przez Sejm RP 3 lutego 2011 roku. 

CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM

Wystąpienie szefa BBN, prof. Sławomira Cenckiewicza przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego prof. Sławomir Cenckiewicz wziął udział w Uroczystym Apelu Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” na Placu Piłsudskiego. „Nie może być współistnienia, można powiedzieć, niezłomności, miłości do ojczyzny, z tradycją sowietyzmu, z tradycją komunistyczną czy postkomunistyczną, z tradycją represji” - zaznaczył historyk.

Szef BBN zaczął od odczytania listu od prezydenta RP Karola Nawrockiego 

List prezydenta z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych: „Dziękuję za pielęgnowanie dziedzictwa naszych bohaterów”.

Następnie min. Cenckiewicz powiedział:

Chciałem zacząć od słów Karola Nawrockiego, wypowiedzianych dosłownie kilka dni temu na odprawie kierowniczej z Ministerstwem Obrony Narodowej: „Etos polskiego żołnierza musi opierać się na przyjęciu prawdy historycznej”.

Chciałem publicznie zapytać, czy naprawdę możemy dziś powiedzieć, że bohaterowie drugiej konspiracji, bo tak również określa się Żołnierzy Niezłomnych, są częścią etosu polskiego żołnierza i stali się, można powiedzieć, stałym punktem odniesienia dla wojska, dla wszystkich żołnierzy i dla kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej.

Oczywiście jestem bardzo szczęśliwy, jak czytam słowa wicepremiera i Ministra Obrony Narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, który raczył, jeśli się nie mylę wczoraj napisać, że czcimy Żołnierzy Wyklętych, bohaterów, którzy walczyli o wolną Polskę mimo presji reżimu Armii Czerwonej. Ten nowy porządek przyniósł wówczas więzienia dla patriotów, mordy sądowe, niszczenie tradycji i wymazywanie historii. Propagowanie wiedzy o ich czynach to nasze zobowiązanie i wdzięczność za wolność. I to są słowa prawdziwe. Jak powiedziałem, jestem wdzięczny za te słowa, tym bardziej, że płyną od ministra, który odpowiada za armię, również za jej etos

— mówił prof. Sławomir Cenckiewicz.

„Drugą osobą w państwie jest komunista”

Szef BBN zwrócił uwagę na pewien dysonans pomiędzy słowami szefa MON, a tym, że koalicję rządzącą współtworzy także Włodzimierz Czarzasty, otwarcie uderzający z Żołnierzy Wyklętych.

Jak to się ma do tego, że drugą osobą w państwie jest komunista, człowiek, który aktualnie domaga się ustawowego przyznania odszkodowania ofiarom Żołnierzy Wyklętych. Wiecie Państwo, że to jest jakiś rodzaj aberracji, sprzeczności. Jak to się ma, że większość parlamentarna, czyli również ta, którą reprezentuje Minister Obrony Narodowej, uchwala budżet, który odbiera Instytutowi Pamięci Narodowej część, nawet dużą część środków przeznaczonych na co? Między innymi na ekshumacje i identyfikacje ofiar reżimu komunistycznego.

Jak to się ma, że na czele Muzeum Wojska Polskiego stoi kapitan Wojskowej Służby Wewnętrznej, który dosłownie kilka lat temu również za środki Ministerstwa Obrony Narodowej wydał książkę, w której pomieścił wywiady z weteranami walk z podziemiem niepodległościowym, z Wojciechem Jaruzelskim, z Tadeuszem Pietrzakiem, Czesławem Kliszczakiem, Edmundem Bułą

— powiedział szef BBN.

Czy możemy być wreszcie spokojni, kiedy dosłownie kilka tygodni temu Ministerstwo Obrony Narodowej organizowało spotkanie z Federacją Stowarzyszeń Rezerwistów i Weteranów Sił Zbrojnych i Klubem Generałów RP? Szanowni Państwo, to ani nie rezerwiści, ani nie weterani, ani nie ludzie reprezentujących Siły Zbrojne RP, ani nie generałowie RP. To po prostu organizacje społeczne, które teraz znów po 8 latach od 2023 roku zyskały wsparcie kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej.

To są ludzie, którzy w okresie PRL-u albo bezpośrednio walczyli z podziemiem, niektórzy z nich już zmarli, albo byli planistami stanu wojennego ze sztabu generalnego Ludowego Wojska Polskiego. Wielu z nich służyło w głównym zarządzie politycznym, który do samego końca, do roku 1989, 1990 dokładnie walczył z tym, o czym pisał Minister Obrony Narodowej, z pamięcią Żołnierzy Wyklętych.

Wreszcie tam są często ci, którzy decydowali o tym, że w miejsce miejscu wrzuconych do bezimiennych dołów, urządzi się ich kwatery cmentarne, zastąpi się, można powiedzieć już na zawsze przykryje się, zniszczy, przerzuci, wyrzuci te kości z miejsca ich pochówku w latach 40-tych i 50-tych, i w tym miejscu stworzy się ich aleje zasłużonych dla komunistów. Wiemy, że tak było. Wiemy, że to było realizowane jeszcze do lat 80-tych i pewnie wielu z bohaterów drugiej konspiracji nigdy nie da się odnaleźć, nigdy nie da się zidentyfikować, dlatego że ktoś konkretny w latach 80-tych zadecydował, że te szczątki naszych bohaterów zostaną z tych miejsc pobrane i gdzieś wyrzucone na śmietnik

— dodał.

„Nie chcemy tej sprzeczności”

Nie chcemy tego, żeby instytucje państwowe, takie jak Instytut Pileckiego, pisząc, mówiąc o Obławie Augustowskiej, która była również operacją przeciwko podziemiu niepodległościowemu, żeby prawdę o tym, że zamordowano tam polskich patriotów, że porwano ich z ich mieszkań, zastąpić jakimś kłamliwym eufemizmem o tym, że część z nich nie wróciła do domu. Gdzie oni są, skoro nie wrócili do domu? Dlaczego nie wrócili do domu? Co? Opuścili swoje rodziny? Zniknęli?

Nie chcemy, szanowni Państwo, tej aberracji, nie chcemy tej sprzeczności. Nie chcemy rytualnego oddawania czci Żołnierzom Wyklętym, kiedy jest 1 marca. My takich obchodów nie potrzebujemy. My potrzebujemy takich obchodów, w których rzeczywiście jesteśmy przejęci historią Żołnierzy Wyklętych. Utożsamiamy się z nimi dlatego, że oni walczyli o niepodległą i całą Rzeczpospolitą. Nie może być współistnienia, można powiedzieć, niezłomności, miłości do ojczyzny, z tradycją sowietyzmu, z tradycją komunistyczną czy postkomunistyczną, z tradycją represji.

Chcę zakończyć te swoje słowa cytatem z wielkiego Polaka, pułkownika Ignacego Matuszewskiego, który w czasie II wojny światowej napisał, że „żadna rocznica nie może być dla nas świętem - każda rachunkiem sumienia tylko” i to jest najlepsze wytłumaczenie tego, dlaczego tak gorzkie słowa skierowałem.

Młodzież Wszchpolska Olsztyn zaprasza 1 MARCA na MARSZ PAMIĘCI ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH.

Marsz poprzedzi Msza św. w Kościele NSPJ w Olsztynie (ul. Mickiewicza 10)

Po Mszy św. Marsz przejdzie z Kościoła na Plac Konsulatu Polskiego, pod kolumne Orła Białego

Wojewódzkie Obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych

Wojewódzkie Obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych odbędą się 2 marca 2026 r. o godz. 9.00 w Miłomłynie.

Uroczystości rozpoczną się Mszą Świętą w kościele pw. św. Bartłomieja, po której nastąpi przemarsz na plac Zaułek Nadleśny. W programie przewidziano uroczysty apel, odśpiewanie Hymnu Państwowego, wystąpienia okolicznościowe, Apel Pamięci oraz złożenie kwiatów pod pomnikiem Danuty Siedzikówny ps. „Inka”.
Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych jest wyrazem hołdu dla bohaterów, którzy po II wojnie światowej nie złożyli broni i pozostali wierni idei niepodległej Polski.

W Olsztynie miejskie obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych odbyły się 27 lutego.

Rozpoczęły się pod pomnikiem Armii Krajowej w Olsztynie, gdzie przedstawiciele władz, służb mundurowych, instytucji oraz stowarzyszeń złożyli kwiaty w hołdzie walczącym o wolna Polskę. 

Wspólna lekcja historii w olsztyńskim ratuszu

W piątkowy poranek Olsztyn zatrzymał się na chwilę, by wspólnie uczcić Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Mieszkańcy, kombatanci, harcerze, przedstawiciele służb i instytucji spotkali się najpierw przy Pomniku Armii Krajowej. W ciszy i skupieniu złożyli kwiaty, oddając hołd tym, którzy po II wojnie światowej nie zrezygnowali z walki o niepodległą Polskę.

Druga część uroczystości odbyła się w sali 219 olsztyńskiego ratusza. Spotkanie otworzył muzyczny akcent w wykonaniu uczniów Pałacu Młodzieży. Centralnym punktem spotkania był wykład dr. hab. Karola Sacewicza poświęcony ppłk. Łukaszowi Cieplińskiemu, prezesowi IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Historyk przypomniał dramatyczne okoliczności aresztowania i egzekucji Cieplińskiego oraz jego współpracowników 1 marca 1951 roku w więzieniu na Mokotowie. Przywołał także grypsy więzienne, które stały się poruszającym świadectwem wiary, odpowiedzialności i przywiązania do wartości.

– To była lekcja historii, która nie zamknęła się w datach i nazwiskach. Olsztyn pokazał, że potrafi pielęgnować pamięć o tych, o których przez lata próbowano zapomnieć – mówi prezydent Olsztyna Robert Szewczyk. 

 

1 marca odbędzie się w Olsztynie  Bieg Tropem Wilczym w Parku Kusocińskiego.

Bieg

 

 

Czytaj więcej: 1 Marca: "Nie może być współistnienia niezłomności z tradycją sowietyzmu"

Komentarz (2)

Prąd w Polsce zdrożał o 100% i dalej będzie drożał, czyli LENIN WIECZNIE ŻYWY

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 28 luty 2026 11:34
Adam Jerzy Socha

W wielu gminach na Warmii i Mazurach trwają protesty mieszkańców przeciwko budowie elektrowni OZE. Ostatnio protestują m.in. mieszkańcy wsi Skajboty w gminie Barczewo przeciwko elektrowni fotowoltaiczncyh (PV). Nie wiem, czy protestujący zdają sobie sprawę, że nie walczą tylko o krajobraz warmiński i komfort swojego życia, ale także o zatrzymanie zbiorowego samobójstwa Polski. Bowiem każdy kolejny wiatrak i panel rujnuje naszą gospodarkę i zrobi z nas żebraków.
 

Minister Energii Miłosz Motyka (PSL) w mediach łgał w żywe oczy, że prąd od 1 stycznia 2026 roku nie zdrożeje. Oszustwo polega na tym, że cena samej energii jest zbliżone do poziomów z 2025 roku, ale realne rachunki dla większości gospodarstw domowych wzrosły o około 50-66%. Wynika to głównie z drastycznego wzrostu opłaty mocowej, jakiej do tej pory nie było. Dla firm to wzrost o około 55 procent, co przełoży się na wzrost ceny towarów na półkach sklepowych. Rośnie też opłata przesyłowa i kogeneracyjna (połączenie produkcji energii elektrycznej i ciepła). To podwójne uderzenie w portfele Polaków.

Już jest drogo, a będzie jeszcze drożej. Dlaczego?

Opisałem to w „Deb@cie” w tekście pt.

Czy premier Tusk budując wiatraki obniży ceny prądu?

oraz w tekście pt.

Trwa presja koncernów OZE na gminy Warmii i Mazur. Kolej na Korsze

Ale doszły nowe fakty.

Dlaczego Unia Europejska ma najdroższy prąd w świecie (trzykrotnie droższy niż w USA),

a w ramach Unii najdroższy prąd ma Polska zaraz za Czechami (Premier Czech Andrej Babiš wezwał do pilnej rewizji systemu handlu emisjami ETS. Podkreślał, że w ciągu ostatnich dwóch lat przemysł w jego kraju stracił około 10 proc. mocy produkcyjnych). W rezultacie gospodarka UE, w tym Polski stale się kurczy. PKB USA to ok. 32 bln USD, UE ok. 20 bln USD, a jeszcze w 2008 roku obie gospodarki były na tym samym poziomie. Obecnie rośnie przepaść technologiczna i inwestycyjna między kontynentami, która się pogłębi, gdyż prezydent Trump zakończył walkę z „globalnym ociepleniem” i drastycznie ograniczył lub zlikwidował dotacje podatkowe dla energii wiatrowej i słonecznej,

Ta przepaść na dobre powstała w wyniku uchwalenia w 2019 roku „Europejskiego Zielonego Ładu”,

którego celem jest zeroemisyjność CO2 wytwarzanego przez węgiel, ropę i gaz. Żeby zmusić państwa UE do likwidacji źródeł energii opartych o surowce kopalne, Bruksela obłożyła je podatkiem zwanym ETS. Na domiar złego zezwoliła, by ta opłata stała się przedmiotem obrotu na rynkach finansowych, a więc spekulacyjnego. To spowodowało, że prognozowana w 2020 r. przez Komisję Europejską cena uprawnień na poziomie 26,50 euro za tonę CO₂ w 2025 r., wynosi obecnie 90 euro. Pozyskane w ten sposób środki zostają przekierowane w formie dotacji w inwestycje w OZE.

Pomimo, że zlecony przez Komisję Europejską Raport Draghiego z 2024 stwierdził, że gospodarka UE utraciła konkurencyjność i jest w „stanie agonii”, to były prezes Europejskiego Banku Centralnego i były premier Włoch Mario Draghi, zalecił jeszcze więcej tego samego. Toteż pod koniec 2025 r. instytucje UE ustaliły 90% redukcję emisji netto gazów cieplarnianych do 2040 r. w porównaniu z poziomem z 1990 roku.

Gdy Chiny, Indie, a teraz USA zwiększają na potęgę emisje CO2, to UE zarżnęła swoją gospodarkę „Zielonym (nie)Ładem”, obniżając CO2 do 7%, co nic nie znaczy w walce z „globalnym ociepleniem”. Bruksela wpędza miliony obywateli UE w nędzę a i tak „planeta spłonie”. Teraz Bruksela objęła (w ramach polityki: jeszcze więcej tego samego zielonego szaleństwa) CBAM-em (Carbon Border Adjustment Mechanism), czyli granicznym podatkiem węglowym, wszystkie towary importowane spoza Unii Europejskiej, ze śladem CO₂, co dodatkowo uderzy w konsumentów UE.

Nie zmienia się też merit order, czyli zasada obliczania ceny granicznej prądu w UE, w oparciu o koszt wytworzenia najdroższej jednostki energii, czyli kosztu elektrowni gazowej, a z gazu energię głównie produkują Niemcy (po likwidacji elektrowni jądrowych). Pierwszeństwo wpuszczania do sieci ma prąd z OZE, potem z węgla, a na końcu z gazu, więc jak na początku lutego z OZE było tylko 1,2% prądu, to cena za prąd gwałtownie podskoczyła, bo nie może być niższa od ceny prądu wytworzonego z gazu.

Tymczasem amerykańcy naukowcy, po analizie opracowań, na podstawie których oparto przeświadczenie, że z powodu produkcji przez człowieka CO2 „planeta spłonie”, odkryli, że autorzy 96 proc. tych prac, nie udostępnili swoich kodów ani swoich danych, na podstawie których wyciągnięto wnioski. Czyli nie ma żadnej przejrzystości i żadnej otwartości kodów źródłowych swych danych, żeby inni naukowcy mogli je zweryfikować – stwierdził prof. Ziemowit Malecha, fizyk z Politechniki Wrocławskiej. Jak ostatnio ujawniły zachodnie media, ci naukowi hochsztaplerzy byli opłacani przez niemiecką fundację, finansowaną przez Komisję Europejską, która następnie na ich wynikach oparła swój „Zielony Ład”.

Natomiast rzetelne wyniki badań są niedopuszczane do publikacji. Doświadczyli tego naukowcy z Instytutu Optoelektroniki WAT Kubicki Jan, Kopczyński Krzysztof, Młyńczak Jarosław Szymon, którzy wykazali eksperymentalnie, że atmosfera ziemska fizycznie nie pozwala na wystąpienie efektu cieplarnianego, a CO2 praktycznie nie jest w stanie absorbować promieniowania podczerwonego ze względu na jego niewielką ilość. Ze względu na znikomy wpływ podwojenie stężenia CO2 może prowadzić do maksymalnej zmiany temperatury na powierzchni o 0,015°C. Efekt ten „nawet nie byłby mierzalny”.

Ostatnio New York Times opublikował artykuł „papieża” religii klimatycznej Billa Gatesa, że osiągnęliśmy już cel redukcji CO2 i nie grozi nam „katastrofa klimatyczna”, a przewodnicząca Ursula von der Leven nadal pcha nas na ścianę.

Podkreślam, nawet jeśli zgodzimy się, że to człowiek, jako producent CO2, jest winny globalnemu ociepleniu, to jego redukcja przez Unię Europejską o 90% do 2040 roku, w najmniejszym stopniu nie zmniejszy globalnej emisji CO2, która stale rośnie, natomiast doprowadzi do upadku gospodarki Europy i w pierwszej kolejności do nędzy Polaków (nim gruby schudnie, to chudy umrze).

Dlaczego w lutym 2026 roku Polska nie zamarzła?
 MIKS ZA 2025

W czasie największych mrozów w Polsce dochodzących do – 30 st C., w dniach 2-6 lutego, OZE produkowały tylko 1,2% energii. Tymczasem 8 lutego padł rekord zapotrzebowania na energię elektryczną w Polsce: 27,7 GW. Gdyby w Polsce, zgodnie z życzeniem Komisji Europejskiej w tym momencie elektrownie węglowe nie istniały, Polska by zamarzła, nastąpiłby paraliż państwa. Uratowały nas, pobudowane jeszcze za Gierka, wyeksploatowane 200 MW bloki energetyczne na węgiel.

mix ENERGETYCZNY

Co to jest „opłata mocowa”?

Jak to jest, że mamy w Polsce coraz więcej wiatraków i paneli, a prąd drożeje i będzie nadal drożał, wbrew kłamstwom rządu Donalda Tuska, że jak w 2036 roku zamkniemy ostatnią kopalnię węgla, to cena prądu spadnie o 18%?

Bo wyrzucamy z budżetu państwa ogromne miliardy w błoto (w sumie plan przewiduje wydanie 1 biliona 100 mld zł do 2036 roku), czyli na OZE. Nawet jeśli obecną moc OZE potroimy, to nie ma żadnego znaczenia, bo nie uzyskamy z zainstalowanej mocy ani 1 kWh, jeśli nie wieje z odpowiednią siłą wiatr i nie świeci słońce (w nocy, niestety nie świeci). W ujęciu całorocznym wiatr wieje z taką siłą kinetyczną, który pozwala, by turbiny pracowały z pełną mocą, przez około 1800-2200 godzin rocznie, co odpowiada ok. 75-90 dniom pełnej pracy, a rok liczy 8760 godzin i 365 dni. To oznacza, że wykorzystujemy tylko około 20-25% mocy zainstalowanej.

Podobnie jest z panelami. Średnia suma godzin słonecznych (usłonecznienie) w Polsce wynosi zazwyczaj od 1600 do 1900 godzin rocznie. Efektywność wynosi 15-25%. Jednak wysoka temperatura powyżej 25°C obniża sprawność o ok. 0,3-0,5% na każdy stopień. Po 10 latach panele zazwyczaj zachowują ok. 90-95% pierwotnej mocy.

Co się dzieje przez większość roku, jak np. przez 10-12 dni w listopadzie, gdy nie ma wiatru i słońca? Na koniec 2025 roku łączna moc zainstalowana w odnawialnych źródłach energii (OZE) w Polsce wyniosła ponad 37,7 GW (37 777 MW), osiągając historyczny poziom 50,04% całkowitej mocy w systemie. Największy udział ma fotowoltaika (ponad 24 GW), a następnie energetyka wiatrowa 10,5 GW.

Tymczasem średnie zapotrzebowanie na moc waha się zazwyczaj w granicach 20-28 GW (niemal 60 proc. pochodziło z elektrowni spalających węgiel kamienny i brunatny, a trochę ponad 21 proc. ze źródeł odnawialnych, niecałe 14 proc. ze źródeł gazowych), czyli zainstalowana moc w OZE już prawie dwukrotnie przekroczyła zapotrzebowanie Polskiej Sieci Elektroenergetycznej.

Co wtedy, jak nie wieje i nie świeci? Ano musimy, my podatnicy, utrzymywać na takie okresy w gotowości stabilne źródła energii, czyli oparte na „przeklętym” przez Brukselę węglu i gazie. I za tę gotowość do natychmiastowego ich włączenia, jak OZE produkuje 0,0% energii, płacimy w rachunkach za prąd w postaci „opłaty mocowej”. Dlatego wzrost tej opłaty o ponad połowę sprawia, że rachunki za prąd w 2026 roku są wyższe dla domowych budżetów.

Powtarzam, jeśli nawet zwiększymy moc w OZE do 90%, to nie ma znaczenia, gdy przestaje wiać i świecić słońce.

Czy wobec tego polski rząd, posługując się logiką, fizyką i ekonomią stwierdza, że skoro nie mamy złóż uranu ani gazu, to jedynie węgiel, którego mamy na 200 lat zapewnia nam bezpieczeństwo energetyczne oraz jako jedyny surowiec suwerenność energetyczną, buduje nowe kopalnie węgla brunatnego na Lubelszczyźnie i elektrownie węglowe o wysokiej sprawności? NIE! Rząd pcha naród w zbiorowe samobójstwo.

„Idzie wielka DEKARBONIZACJA. Oto NOWY plan dla Polski!”

Ogłosił z triumfem na swoim podkaście „Elektryfikacja” lobbysta OZE Jakub Wiech. „Za 10 lat nie będzie węgla, za to potroimy moc w wiatrakach i PV” – mówi w euforii, cytując plany Polskiej Sieci Elektroenergetycznej. Czytamy tam, że już za 10 lat polska energetyka ma zmienić się nie do poznania. Będziemy mieli prawie 3x więcej wiatraków na lądzie, 2x więcej fotowoltaiki oraz SMR-y (Jedynie Kanada buduje prototypowy modułowy reaktor jądrowy o mocy poniżej 300 MW, który ma być oddany do użytku w 2030 roku). Co wypadnie z systemu? Przede wszystkim węgiel. Mimo, że, jak przyznaje PSE, krajowy system elektroenergetyczny opiera się w dużej mierze na konwencjonalnych jednostkach wytwórczych opalanych węglem kamiennym i brunatnym. „Charakteryzują się one dużą mocą zainstalowaną, zdolnością do pracy w podstawie obciążenia i stabilnością dostaw energii, co czyni je kluczowym elementem w kontekście bezpieczeństwa energetycznego”.

Ale niestety, czytamy dalej „źródła te charakteryzują się także wysoką emisyjnością dwutlenku węgla, a tym samym obciążone są wysokimi kosztami uprawnień do emisji CO2”. A CO2 to śmiertelny wróg komunistów, socjalistów, zielonych i chadeków w Komisji Europejskiej.

Jednak, żeby utrzymać stabilność zaopatrzenia kraju w prąd, wraz z wyłączaniem bloków węglowych musimy budować coraz więcej bloków na gaz, żeby móc je natychmiast włączyć, gdy nie wieje i nie świeci. Toteż PSE zakontraktowało dodatkowych 17 bloków gazowych o łącznej mocy ok. 8,5 GW, więc „opłata mocowa” będzie stale rosła mimo, że pobudujemy wszędzie wiatraki i postawimy na każdym polu panele.

PSE podkreśla też występowanie sytuacji odwrotnej: „Należy mieć na uwadze, że znaczący przyrost mocy OZE będzie okresowo powodował nadpodaż energii elektrycznej w systemie elektroenergetycznym, szczególnie w okresach wietrznych i dużego nasłonecznienia. To z kolei przełoży się na konieczność ograniczania produkcji tych źródeł celem zapewnienia stabilnej pracy”. Rozumiecie? Nie ma wiatru i słońca, trzeba uruchamiać najdroższe elektrownie na gaz. Jak świeci i wieje też źle, bo system energetyczny nie może przyjąć nadprodukcji energii ponad moc zapotrzebowaną w danej chwili. Jeśli by przyjął, jak to się stało w Hiszpanii, to cały system pada, państwo zostaje pozbawione prądu.

Co na to PSE? „inwestycje w elektrownie wiatrowe oraz źródła fotowoltaiczne bez odpowiednich instalacji magazynowania energii w ograniczonym stopniu wpływają na poprawę bilansu mocy”. Nie mamy technologii, która by zapewniała pełne pokrycie braków energii z OZE energią z baterii litowych. Dlatego najpewniejszym magazynem energii w przypadku Polski jest hałda węgla. Budowę elektrowni jądrowej mamy zacząć za 5 lat. W Finlandii jej budowa trwała 18 lat. Oznacza to, że po wyłączeniu ostatniej elektrowni na węgiel w 2036 roku zabraknie nam pokrycia ok. 50% energii. 

Mimo to Polska ma wydać od 2,8 do 3,5 BILIONA złotych na OZE. Były prezes Orlenu Daniel Obajtek szczyci się tym, że zapoczątkował budowę Baltic Power. Premier Donald Tusk nakręcił filmik na tle pierwszych turbin na morzu, przypisując ten „sukces” swojemu rządowi. W październiku 2025 roku 418 posłów (poza posłami obu Konfederacji) zagłosowało za wsparciem dla morskiej energetyki wiatrowej, w postaci gwarancji kupna 1 MWh za minimum 500 zł, co przełoży się na cenę 1000 zł dla indywidualnego odbiorcy. Prezydent Karol Nawrocki podpisał tę ustawę.


Tymczasem z nowych badań opublikowanych w Communications Earth & Environment z portfolio Nature wynika, że wielkoskalowe farmy wiatrowe na Morzu Północnym, przestają być tylko źródłem energii – stają się czynnikiem, który niszczy lokalne warunki przyrodnicze.

Autorzy wskazują, że rozwój offshore może spowalniać prądy morskie nawet o 20 proc., badacze piszą wprost o „basin-scale physical footprint”, czyli fizycznym śladzie odczuwalnym w skali całego akwenu. Dodatkowo symulacje wskazują na długotrwałe ocieplenie powierzchni wody na obszarach farm.

Ten aspekt prof. Ziemowit Malecha, energetyk z Politechniki Wrocławskiej uznaje za szczególnie istotny:

Ustawienie tak dużej ilości przeszkód w płynącej wodzie powoduje, że ta woda będzie inaczej płynęła. To oznacza osłabienie prądów morskich, wpływ na dynamikę przepływów i odpływów, zmianę dynamiki mieszania się i zmianę natlenienia wody. Dotyczy to też wielkich farm wiatrowych na lądzie. Turbiny odbierają energię kinetyczną wiatru i to powoduje nawet setki kilometrów za wiatrakami zmianę parowania i ocieplenie.

Czy Skajboty zatrzymają inwestycję fotowoltaiczną?

Protest mieszkańców Skajbot jest skazany na przegraną, gdyż koncerny OZE mają takie gwarancje państwowe na zysk, że użyją każdej metody, by osiągnąć swój cel. Po pierwsze otrzymują jawne dotacje unijne i ukryte subwencje rządowe, po drugie ich prąd ma pierwszeństwo w zakupie przez PSE, a jak PSE musi odciąć elektrownie wiatrowe i PV z uwagi na skok produkowanej energii, która by rozwaliła system, to i tak państwo, czyli my, im płacimy. Czy nie jest to złoty interes?

Inwestycja we wsi Radosty gmina Dywity inwestycja o mocy 120 MW na 85 ha już uzyskała decyzję środowiskową. Planowana inwestycja w Skajbotach miała obejmować 24 hektary, jednak najpierw inwestor chciał zbudować na 7 ha  panele o mocy 8 megawatów. Po uwagach Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska inwestor ograniczył projekt do 2 hektarów i 4 megawatów.

- To wybieg – mówi sołtys Skajbot Ruciński. – Jak postawią panele na 2 ha, to następnie wystąpią o zezwolenie na rozbudowę na kolejnych hektarach, aż zabudują całą działkę. Przecież nie zmieszczą 4 MW na 2 ha. Już zniszczyli nam środowisko. Rów melioracyjny poszerzyli z 70 cm do 3 metrów. Osuszyli bagienka z żeremiami, oczka wodne, spadł poziom wody w jeziorze. Nie wiem, czy właściciel tej łąki na tym dobrze wyjdzie. Przez 5 lat brał wyższą dotację za ochronę gatunków. Jak dotacja się skończyła, to wydzierżawił inwestorowi, ale musi zarejestrować podmiot gospodarczy i zapłacić podatek. Łąkę zabudują mu podstawami betonowymi pod panele. Po 10 latach zostanie z tymi panelami

Mimo że burmistrz Barczewa Grzegorz Matłoka popiera protest mieszkańców Skajbot i mówi: „Uważam, że jest to dewastacja naszego krajobrazu, który jest w gminie Barczewo naprawdę bardzo ładny”, to przyznaje, że nie jest w stanie tej inwestycji zatrzymać, bo „obowiązkiem gminy jest jednak przygotowanie dla inwestycji decyzji środowiskowej. Ta procedura ma zakończyć się w czerwcu” – powiedział burmistrz.

Decyzję środowiskową już dostał inwestor na elektrownię PV w tej samej gminie, we wsi Radosty o mocy 200 MW.

Dobiją nas ETS2,

który miał wejść w życie w 2026 roku, ale żeby Koalicja Obywatelska nie przegrała wyborów, to przesunęli na 2028 rok. Dyrektywa zakłada:
1. Wszystko nowe budynki od 2030 roku muszą być bezemisyjne. Zakaz budowy budynków ogrzewanych paliwami kopalnymi (węgiel, gaz, olej opałowy) - od 2028 roku w ramach gmachów instytucji publicznych, a od 2030 prywatnych domów.

2. Całkowity zakaz używania paliw kopalnych od 2040 roku! Zdecydowana większość budynków w Polsce ogrzewana jest węglem i gazem. Koszty przejścia na ,,czystą energię” będzie nie do udźwignięcia dla wielu polskich rodzin!

3. Budynki o najgorszej charakterystyce energetycznej zostaną w pierwszej kolejności poddane PRZYMUSOWYM remontom. W jaki sposób emeryta stać będzie na remont klimatyczny, którego koszty mogą wynieść nawet setki tysięcy złotych? Średni wiek budynków w Polsce to dalej ok. 50 lat!
4. Artykuł 10 dyrektywy wprowadza obowiązek instalowania fotowoltaiki!

Koszt dyrektywy budynkowej może wynieść nawet 2 biliony złotych, poniosą go głównie wiecznie niedofinansowane samorządy i niemal wszystkie polskie rodziny! Które samorządy stać będzie, żeby przedszkola, żłobki, szkoły i inne instytucje były bezemisyjne? Kogo będzie stać na budowę i utrzymanie domów? Średni koszt termomodernizacji na dom jednorodzinny to 70 tys. zł.

A co jeśli ktoś się na to nie zgodzi lub nie stać go na renowację własnego domu? Kary! ,,Skuteczne, proporcjonalne i odstraszające”. Po to właśnie wprowadza się Krajowy Plan Renowacji Budynków i pełną paszportyzację, żeby urzędnicy mogli obciążać gigantycznymi karami wszystkich właścicieli domów i innych budynków.

„To jest systemowe zubożenie obywateli, to jest działanie przeciwko polskiej gospodarce; przeciwko polskim rodzinom; przeciwko emerytom i rencistom. Przeciwko tak naprawdę wszystkim! – napisała europosłanka Anna Bryłka. - A już wkrótce wchodzą w życie ETS2, podatki od aut spalinowych, droższa żywność…"

TYMCZASEM NIEMCY OGŁOSIŁY, ŻE WYCOFUJĄ SIĘ Z OGRANICZANIA PIECÓW GAZOWYCH i OLEJOWYCH!

Możemy sparafrazować hasło Lenina:„Komunizm to władza radziecka plus elektryfikacja całego kraju” na „Eurokomunizm to władza Brukseli plus zeroemisyjność”.
Adam Socha (priv mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.)

JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami.

Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

Czytaj więcej: Prąd w Polsce zdrożał o 100% i dalej będzie drożał, czyli LENIN WIECZNIE ŻYWY

Komentarz (4)

Więcej artykułów…

  1. Plan Kramka (Fundacja Otwarty Dialog) na zniszczenie Kanału Zero
  2. Gen. Hodges: Po ataku Rosji Królewiec zostałby zneutralizowany

Strona 3 z 535

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Ta cała czapa w Olsztynie to robi jedną wielką rozpierduche. A Pan redaktor nie zaczerpnęł informacji szrzej
Awantura w PiS-ie pomiędzy sze...
11 godzin(y) temu
https://bip.warmia.mazury.pl/nabor/992/ogloszenie-id-992-departament-kultury-i-edukacji-inspektor-etatow-1-etat.html
Syn wojewody Radosława Króla (...
14 godzin(y) temu
Bardzo ładne zdjęcie, gdzie można takie kupić?
Zobacz jakie premie dostali pr...
21 godzin(y) temu
A ile wynagrodzenia zmiennego otrzymał prezes Tumasz w 2025 r.? Więcej niż którykolwiek z prezesów miejskich spółek? Należy mu się, przecież zarządza ...
Posłowie z WiM: Semeniuk-Patko...
1 dzień temu
Nudy. Strefa ekonomiczna dokonała zakupu budynku przy ulicy Barczewskiego 1. Pytanie, po co skoro zgodnie z ustawą Strefy działają tylko do końca roku...
Posłowie z WiM: Semeniuk-Patko...
1 dzień temu
Czekamy na Jerzego i Darka Rödnicka
Oni powrócą
Posłowie z WiM: Semeniuk-Patko...
1 dzień temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • PiS grozi prezydentowi Olsztyna referendum. Prezydent: Apeluję - działajmy wspólnie!
  • Starcie studentów UWM z europosłem Patrykiem Jakim: SAFE, OZE, Trump, Niemcy, imigracja
  • Spór o plan rozwoju Gietrzwałdu: stać się Lourdes czy strefą przemysłową?
  • STANOWISKO W SPRAWIE PROJEKTU PLANU OGÓLNEGO GMINY GIETRZWAŁD
  • Awantura w PiS-ie pomiędzy szefem partii w Szczytnie Żuchowskim a poseł Arent
  • Czy Katarzyna K. opłacała Iwonę Arent i wojewodę Mariana P.?
  • R. Zawadzki: "Nie byłem związany z Galwanotechniką w 2014 roku"
  • Tymiński ma pomóc Braunowi w wyborach na Warmii i Mazurach
  • Syn wojewody Radosława Króla (PSL) dostał pracę w starostwie olsztyńskim
  • B. poseł SLD Monika Falej zasiliła kadry WM Specjalnej Strefy Ekonomicznej
  • Zobacz jakie premie dostali prezesi spółek miejskich w Olsztynie

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.