Ukraina postawiła na Niemcy, dlatego atakuje Polskę. Co robić?
- Szczegóły
- Opublikowano: wtorek, 07 lipiec 2026 10:28
- Jan Śliwa
Co dalej z Ukrainą? - pyta Jan Śliwa w piśmie Wszystko Co Najważniejsze. Tak jak prawie wszyscy Polacy po rosyjskiej agresji był zdecydowanie po stronie Ukrainy. Tym bardziej, że pojawiła się historyczna, realna szansa na sojusz ukraińsko-polski, który zatrzyma rosyjski walec, który od 300 lat usiłuje nas rozjechać. Niestety, konkluduje autor, tę wizję przekreślił prezydent Zełenskistawiając na Niemcy,przyłączając się do gloryfikacji OUN-UPA i atakując Polskę.Poniżej główne wątki artykułu Jana Śliwy.
(...) Tom Wielkiej Sowieckiej Encyklopedii z roku 1940 mówi: „POLSKA, tak nazywało się państwo powstałe w X wieku. / W 1939 r. reakcyjna, oparta na wyzysku Polska doszła do swojego historycznego końca”. W tym suchym tekście słyszę zadowolenie autora. A nam zależy, by takim ludziom to zadowolenie zepsuć.
Poza tym była to walka Dawida z Goliatem – Dawid był zwinny i sprytny, Goliat ociężały i brutalny. Oczywiście znaliśmy sprawę rzezi wołyńskiej, ale wydawało się, że w obecnych bojach Ukraińcy zdobędą nowych bohaterów, a decydującym czynnikiem będzie wspólnota interesów strategicznych. Nie było to marzycielstwem, to właśnie była Realpolitik.
Ale Ukraina zwróciła się w stronę Niemiec i zaczęła okazywać wrogość Polsce. A to przecież ta Polska, pod rządami PiS, udzieliła Ukrainie natychmiastowej wielkiej pomocy w krytycznym momencie, gdy ważyły się jej losy. Problem narastał od dawna, szalę goryczy przelało nadanie ważnej jednostce wojskowej nazwy „Bohaterów UPA”, wzmocnione ostatnio planami budowy narodowego Panteonu, oddającego cześć osobnikom wielce podejrzanego autoramentu. Jakby tego było mało, ze źródeł ukraińskich – rządowych, intelektualnych i prywatnych – wylała się nieprawdopodobna fala hejtu, obwiniającego Polaków o wszystkie problemy Ukrainy od stworzenia świata. Materiały są często solidnie przygotowane (graficznie, nie merytorycznie), co sugeruje od dawna przygotowaną akcję. Po tak brutalnym ataku czuję się zwolniony z jakiejkolwiek troski o honor Ukrainy, jako że takowego nie widzę. Nie przechodzę na stronę Putina, bo Rosja to dalej Rosja. Ale jeżeli Putin mówi o tendencjach nazistowskich na Ukrainie, a ja widzę czarno-czerwone flagi oraz pomniki Bandery i Szuchewycza, to trudno.
Jak silna jest Ukraina?
(...) Posiadając własną nowoczesną broń, może więc samodzielnie kontrolować drabinę eskalacyjną. Nie wszystkim się to podoba. Patrząc z perspektywy mniejszego kraju, nie byłem zadowolony, że można kupić broń, którą strategicznie będzie zarządzał producent. Z drugiej strony mniejszy kraj czasem chce się podrażnić z wielkim przeciwnikiem – zniszczyć mu strategiczny most, spalić rafinerię na zapleczu itp. Ale drażniony niedźwiedź może się odwinąć. Incydent może być katalizatorem wielkiego konfliktu, jak strzały w Sarajewie. Wielkie mocarstwa o tym myślą, chcą uniknąć wojny światowej. Ma to sporo sensu. W geopolitycznych szachach nie można zapominać, że przeciwnik też ma figury.
Dotyczy to zwłaszcza broni nuklearnej. Ukraina była w Związku Sowieckim ważnym centrum techniki rakietowej, kosmicznej i nuklearnej. Technikę rakietową odtworzyła. Być może również w technice nuklearnej zasoby intelektualne są do odtworzenia. Ukraina oddała tę broń w 1994 r. w ramach memorandum budapeszteńskiego, za co otrzymała gwarancje nienaruszalności granic. Gwarancje te okazały się bezwartościowe, Ukraina poczuła się oszukana. Jest jednak pewne, że próby zbudowania własnej bomby spotkałyby się z ostrą reakcją. Myślę, że Rosję powoli denerwuje to, że nikt już się nie boi jej gróźb nuklearnych. Może dojść do wniosku, że czas przypomnieć, że wciąż je traktuje poważnie.
Wygląda na to, że Ukraina chciałaby pełnić rolę „Izraela Europy Wschodniej”. Dominuje militarnie, pręży muskuły i wysyła wokół pogróżki. W konsekwencji jest skonfliktowana ze wszystkimi sąsiadami. Zakłada, że ma odległego sponsora i sojusznika – Niemcy – dla którego na miejscu wykonuje brudną robotę. Izrael ma jednak w Ameryce lobby żydowskie, a nie ma silnego lobby ukraińskiego w Niemczech. Przeciwnie – istnieje lobby rosyjskie. Do tego sytuacja wewnętrzna Niemiec jest bardzo napięta, o czym powiemy jeszcze dalej.
Aktorstwo i polityka
(...) Po wybuchu wojny wydawało się, że okazał się Zełenski faktycznie mężem stanu. Ale nastawienie Ukrainy do Polski zaczęło się zmieniać. Pojawiały się niepokojące sygnały o narastającym kulcie UPA. Przez jakiś czas myślałem: dobry car, źli bojarzy. Ale po nagłym zwrocie, gdy Zełenski zaczął na międzynarodowym forum ostro atakować Polskę, prezydenta Dudę i innych polskich przywódców, zacząłem mieć wątpliwości. Był to zdecydowany, publiczny atak, bez żadnej próby koncyliacji, tak jakby ktoś mu przekręcił jakąś wajchę w mózgu. Pamiętamy, jak we wrześniu 2022 r. wspólnie z prezydentem Dudą odsłonił jego pamiątkową tablicę, inaugurującą kijowską Aleję Odwagi. Pamiętamy jego mocne uściski z polskimi przywódcami i głębokie spojrzenia w oczy. Czy już wtedy były zagrane, czy aktor za pieniądze zagra każdą rolę? Kiedy jest szczery, kiedy gra?
Nazizm wraca na salony Europy?
Zaskakująca jest reakcja Zachodu na spór między Polską a Ukrainą. Większość mediów daje duży tytuł o mocnej decyzji prezydenta Karola Nawrockiego, by odebrać prezydentowi Zełenskiemu Order Orła Białego, dodając dyskretnie w tekście, o co chodziło, unikając brutalnych szczegółów. Działa tu też odruch warunkowy, by krytykować „prawicowo-nacjonalistycznego prezydenta Polski”. W ten sposób zapomina się, że mówimy tu o celebrowaniu nazistowskich kolaborantów, ludobójców. Ofiarami ich byli nie tylko dający się pominąć Polacy, ale też w wielkiej liczbie Żydzi. Jeżeli chodzi o ukraińską kolaborację z nazistami, przypomnijmy osławiony obóz szkoleniowy w Trawnikach, którego „absolwenci” uczestniczyli w akcji Reinhardt (eksterminacja 1,8 miliona Żydów), likwidacji gett i masowych egzekucjach, byli też strażnikami w obozach pracy i śmierci. Niezależnie od tego, która dokładnie formacja brała udział w której akcji, wyciąganie tematu ukraińskich „bohaterów” z tego okresu to słaby pomysł.
Okaże się jeszcze zresztą, kto na tym bardziej straci, a kto być może zyska. Na razie komentarze zachodnie krytykują raczej Polskę, jako że narusza to misterny plan Zachodu zagospodarowania Ukrainy. Nawet komentarze żydowskie są oszczędne, chociaż gdyby chodziło o swastykę namalowaną w toalecie gdzieś na Podlasiu, spowodowałoby to interwencję prezydenta i pięciu rabinów, z artykułem w „New York Times” do kompletu. Nie widzę też solidarności brukselskiej centrali z państwem członkowskim, choć wydaje się ona oczywista. Niemniej informacja powoli wypływa. To ważne, ponieważ sprawa rzezi wołyńskiej jest nieznana na Zachodzie. W Parlamencie Europejskim trwają przepychanki dotyczące upamiętnienia (lub nie) polskich ofiar. W tej chwili (2.7.2026) widzę, że temat ten może zostać poruszony (lub nie) w Parlamencie Europejskim podczas dyskusji na temat procesu akcesyjnego Ukrainy i Mołdawii. Ukraińscy komentatorzy uważają poruszenie tego tematu za polski sztylet wbity w plecy. Ale czego się właściwie spodziewali?
Najwyraźniej potępienie oddawania czci nazistom nie jest sprawą automatyczną. Ciekawe, dokąd nas ten proces relatywizowania zbrodni jeszcze doprowadzi i kogo zobaczymy na unijnych sztandarach.
Czy Niemcy to stabilny partner?
Założeniem obecnej polityki Ukrainy jest mocne oparcie się na Niemcach. Dla udowodnienia lojalności była ona gotowa zepsuć swoje relacje z dotychczasowym ważnym sojusznikiem – Polską. Ale na ile Niemcy są solidnym partnerem? Kanclerz Merz mówi o bezwzględnym wsparciu dla Ukrainy, ale ja mu za bardzo nie wierzę. Jednak niemieckie partie i stronnictwa traktują to poważnie i uważają go za niebezpiecznego podżegacza wojennego. Co do stronnictw, w rządzących partiach CDU i SPD wciąż silni są zwolennicy Merkel i Schrödera, budowniczych gazociągu Nord Stream. Opozycyjna AfD jest jednoznacznie za współpracą z Rosją, jako że odejście od taniego rosyjskiego gazu zabija niemiecką gospodarkę.
Ten układ sił nie jest zbyt stabilny. Ponieważ kanclerz Merz ze swoich zapowiedzi wyborczych nie zrealizował właściwie niczego, jego sytuacja jest chwiejna. Opozycyjna AfD już dawno przegoniła CDU, teraz wszyscy obserwatorzy czekają na Wielką Mijankę: AfD 30 proc. – CDU 20 proc. Zbliżają się wybory w landzie Saksonia-Anhalt. AfD może zdobyć absolutną większość, tak że żadna, nawet najbardziej abstrakcyjna koalicja jej nie zatrzyma. Opcją jest oczywiście (liberalny) pucz. (...)
Tak więc aktualne trendy w Niemczech mogą je doprowadzić na skraj wojny domowej – lub poza. To spowoduje radykalną rewizję układu w ramach Unii Europejskiej. Być może Unia wytoczy najcięższe działa właśnie przeciw Berlinowi, być może sama się rozpadnie. No i jaka będzie reakcja Ameryki, zwłaszcza że i tam nie wiadomo, kto będzie rządził. Ukraińskie stawianie na trwałość aktualnego układu sił jest ryzykowne.
I co dalej? Sojusze matematyczne i realne
W tej zagmatwanej sytuacji pojawia się klasyczne pytanie: co robić? Realpolitik uczy, że należy przeanalizować potrzeby i możliwości, strategiczne przepływy i strumienie dostaw oraz uważnie spojrzeć na mapę. Ale w życiu tak nie jest, potrzebne jest jeszcze zaufanie. Chiński biznesmen podobno najpierw zaprasza przyszłego partnera na kolację i rozmawia o życiu i rodzinie. Ani słowa o konkretnych interesach, żadnych liczb. Po co mam rozmawiać o szczegółach, jeżeli mu źle z oczu patrzy? Do tego przyszły takie czasy, że można wszystko podpisać, ale jeszcze trzeba mieć kanonierki do wyegzekwowania podpisanej umowy.
Gdy spojrzeć na mapę, to blok z Ukrainą się narzuca. Ale atmosfera została katastrofalnie zatruta. Polski przywódca, który okaże choćby cień sympatii dla Ukrainy, może zapomnieć o wyborach. No chyba że chodziłoby o jakąś wyrachowaną transakcję, o jasnych kosztach i zyskach, dającą się wyegzekwować. Ewentualnie gdyby pojawiło się wielkie, wspólne zagrożenie. Albo gdy zmieni się tam władza i uwiarygodni. Tyle że nasze interesy się różnią. My się boimy Niemców, a Ukraińcy absolutnie nie. Raczej wspólnie z Niemcami chcą nas wyłączyć z gry.
Kiedyś nawet mówiono o intensywnej współpracy z Niemcami. W wielu punktach się uzupełniamy. Ale Niemcy najpierw muszą uporządkować swoje sprawy. To samo dotyczy Unii Europejskiej, która może nie przetrzymać (wywołanych przez siebie) problemów gospodarczych i migracyjnych. Może też nie przetrzymać przyszłorocznego szoku wyborczego, mając do wyboru radykalne zmiany lub liberalną dyktaturę, która może doprowadzić do jeszcze potężniejszego wybuchu. W praktyce najbardziej sensowna wydaje się współpraca z USA, gdzie oczywiście rozwój sytuacji również jest niepewny. I nie należy się nadmiernie konfliktować z Chinami i Rosją, bo wielcy się mogą ze sobą ułożyć jak na kongresie wiedeńskim lub w Jałcie. Pytanie, czy potraktują nas jako łup do podziału czy jako (junior) partnera.
Podsumowując – należy obserwować wszystkie kierunki i nie popadać w dogmatyzm, ale też unikać naiwności. Najważniejszy na przyszłość jest jednak sojusz polsko-polski, by zakończyć wyniszczającą dwuwładzę. Niech o przyszłą strategię spierają się think tanki, niech polityka nie sprowadza się do docinków na mediach społecznościowych. Z niepokojem myślę o przyszłych opracowaniach historii Polski z 1. połowy XXI wieku. Pomijając to, że nie dożyję, nie chcę tam widzieć tekstu: „POLSKA, tak nazywało się państwo powstałe w X wieku. / W 20xx r. targana wewnętrznymi konfliktami, przegrywająca wszystkie historyczne szanse Polska doszła do swojego historycznego końca”.
Jan Śliwa
Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.
Na zdjęciu: 15 marca 2022 roku, a więc niespełna miesiąc od agresji Rosji na Ukrainę, z inicjatywy premiera Morawieckiego i prezesa Jarosława Kaczyńskiego, pojechali z nimi pociągiem do Kijowa premierzy Czech i Słowenii. Ich podróż trwała 12 godzin. Kolejnych pięć godzin politycy spędzili na intensywnych rozmowach z ukraińskimi partnerami, w tym prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Ambasador RP w Kijowie Bartosz Cichocki pamięta, że w dniu wizyty ulice Kijowa były puste. Mieszkańcy miasta w obawie przed rosyjskimi bombardowaniami albo wyjechali, albo ukrywali się w bezpiecznych miejscach.
„Bardzo długo brał udział w tych rozmowach prezydent Wołodymyr Zełenski. To była bardzo konkretna rozmowa o (samolotach) MiG-ach, o misji NATO na Ukrainie. Wtedy była też próba sprawdzenia, na ile wspólnota międzynarodowa gotowa jest wesprzeć Ukrainę” – ujawnił ambasador. Zdaniem dyplomaty wizyta czterech polityków wywołała na Ukrainie ogromne wrażenie. „Jej uczestnicy mają tablice ze swoimi nazwiskami w Alei Odwagi na Placu Konstytucji przed parlamentem w Kijowie” – podkreślił.
Czytaj więcej: Ukraina postawiła na Niemcy, dlatego atakuje Polskę. Co robić?

Może...
to ty odp... się od Pana Biznesmena