logodebata

JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

niedziela, marzec 08, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Polska

Polska

Czy premier Tusk budując wiatraki obniży ceny prądu?

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 21 wrzesień 2025 19:22

Po zawetowaniu przez prezydenta Karola Nawrockiego „ustawy wiatrakowej”, premier Donald Tusk skomentował na X: "Zła wola albo koszmarna niekompetencja prezydenta Nawrockiego. Niewykluczone, że jedno i drugie. Jego weto oznacza droższy prąd dla wszystkich Polaków - dziś i w przyszłości. Pierwsze egzaminy: z dyplomacji i energetyki oblane. Zapłacą wszyscy".

Następnie PO zaatakowała Nawrockiego gradem spotów w sieci, Staruszka drżącymi rękoma otwiera pusty portfel. Następny obraz to limuzyna, którą jedzie prezydent Nawrocki (zakupiona w maju 2024 roku przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji dla przyszłego prezydenta RP Rafała Trzaskowskiego) „On pławi się w luksusie. Ty płacisz więcej przez jego #KosztowneWeto”.

„Twoje dzieci zasługują na tańszą energię”. „#KosztowneWeto”. „Obiecał obniżki – dał podwyżki”. „#KosztowneWeto”. „Bez weta: 320 zł. Po wecie: 370 zł” „#KosztowneWeto”.

Dobili prezydenta Nawrockiego klipem, w którym pokazują jak przez weto koszmarnie wszystko drożeje. Na koniec pada pytanie: „Co wybierasz?” Nad głowami Tuska i Nawrockiego kratki, jak na karcie wyborczej. Nad uśmiechniętym Tuskiem widnieje biało-czerwone serduszko i napis: „Odnawialne źródła energii i tańszy prąd”. Nad głową Nawrockiego z zaciśniętymi ustami oraz ikonkę wściekłej twarzy, napis (na czerwono): „Rosyjskie surowce”.

co wybierasz

Jednak premier Tusk uratuje nasze portfele. Na Radzie Gabinetowej 27 sierpnia oświadczył: „Mam dobrą wiadomość dla Polek i Polaków i złą wiadomość dla pana prezydenta. My i tak będziemy zwiększali i to radykalnie moc wiatraków na lądzie. To najtańsze i najszybsze w realizacji źródło prądu. One będą powstawały i znaleźliśmy już sposoby, żeby robić to mocą rozporządzenia”.

Rząd Tuska w 2013: „Koszty energii z OZE należą do najwyższych”

Wcześniej, bo w 2013 roku rząd Donalda Tuska informował, że „koszty wytwarzania energii elektrycznej w elektrowniach wiatrowych i słonecznych należą do najwyższych spośród wszystkich dostępnych na skalę przemysłową technologii wytwarzania energii pomimo relatywnie niskich kosztów budowy mocy zainstalowanej” – czytamy w odpowiedzi Ministerstwa Gospodarki na interpelację poselską nr 19289 Anny Grodzkiej:

„Konieczność dotowania OZE z uwagi na wysokie koszty wytwarzania energii znacznie przekraczające ceny rynkowe i niezapewniające zwrotu z inwestycji, z uwagi na konieczność rezerwowania źródłami konwencjonalnymi, gdyż OZE charakteryzuje praca nieregularna, przerywana, zmienna i bardzo trudna do prognozowania, co oznacza, że wymagają jednoczesnej pracy elektrowni węglowej (w polskich warunkach), której używa się do kompensowania wahań generacji w sieci).

Produktywność (procent wykorzystania zainstalowanej mocy) dla el. jądrowych przekracza 90%, (okres eksploatacji co najmniej 60 lat). W przypadku farm wiatrowych oraz słonecznych wg PSE 18,67%.

(Okres eksploatacji dla wiatrowych na lądzie – 25 lat, na morzu 15, paneli 25 lat, bloków energetycznych na węgiel – 40-60 lat, elektrowni jądrowych ponad 60 lat - przypis A.Socha).

W Polsce koszty wytwarzania 1 MWh w 2013 roku (dane: Agencja Rynku Energii SA): elektrownie na węgiel brunatny - 149 PLN, na węgiel kamienny - 254 PLN, gazowe - 324 PLN, wodne - 232 PLN, wiatrowe - 361 PLN".

Coraz więcej OZE a jest coraz drożej. Dlaczego?

Każdy, kto zachował resztki myślenia logicznego musi sobie zadać pytanie, jak to jest, że dzisiaj moc wszystkich źródeł energii to ok. 74 GW, z tego farm wiatrowych prawie 10 GW, fotowoltaiki ponad 22 GW, a więc ponad 48% mocy stanowią OZE, które produkują już 30% prądu, a mimo to prąd ciągle drożeje i trzeba go dla indywidualnego konsumenta „mrozić” (do 30 września na poziomie 0,6212 zł/kWh brutto, prawdziwa cena to 1,11 zł/kWh)?

Mimo to rząd Donalda Tuska twierdzi w Krajowym Planie Energii i Klimatu (KPEiK), liczącym 600 stron, że prąd do 2030 roku stanieje nawet o 18 proc., jak tylko zamkniemy ostatnią elektrownię węglową. Ale najpierw musimy zainwestować do 2030 roku 1,1 bln zł w OZE, czyli średnio ok. 216 mld rocznie (dla porównania, dochody budżetu na 2025 rok wyniosą 632,6 mld zł).

- Energia z OZE jest najdroższa i jej cena będzie rosła wraz z budową kolejnych farm - mówi prof. dr hab. inż. Władysław Mielczarski, członek Instytutu Inżynierów Elektryków i Elektroników oraz wykładowca w Instytucie Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej. - Realizacja Planu rządu doprowadzi do katastrofy energetycznej państwa.

6. Tab. wzrost OZE i koszt energii

Dlaczego Polska i Unia popełnia samobójstwo?

Prof. Mielczarski jest współautorem pierwszego w Polsce i Europie raportu na temat skutków wprowadzenia w UE polityki klimatyczne pt "Drapieżny Zielony (nie)Ład", który powstał na zlecenie NSZZ „Solidarność”, pod redakcją ekonomisty dr. Artura Bartoszewicza. Pozostali autorzy to energetycy jak prof. Mielczarski, prof. dr hab. inż. Maciej Chorowski, prof. dr hab. inż. Ziemowit Malecha, geolog prof. Iwona Jelonek, prawnicy, specjaliści od podatków prof. Witold Modzelewski, Katarzyna Wawrzonkiewicz, Tomasz Cukiernik (specjalizacja handel zagraniczny, UE), konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski, ekonomista Marek Lachowicz (współautor analiz gospodarczych przygotowywanych na zlecenie Komisji Europejskiej), socjolodzy dr Alina Landowska, dr Katarzyna Obłąkowska i rolnik po SGGW Cezary Wincenciak,

Przestudiowałem ten raport, jak i szereg innych opracowań i wywiadów z energetykami (m.in. dr inż. Jerzym Majchrem) i ekonomistami. Ich wyliczenia są dla mnie wiarygodniejsze od zapewnień mgr historii premiera Donalda Tuska, mgr politologii, minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski oraz inżyniera środowiska, ministra energii Miłosza Motyki, którego jedyne doświadczenie zawodowe, to praca w aparacie partyjnym PSL.

Raport wytyka autorom KPEiK szereg błędów metodologicznych, np. analizują produkcje prądu z wiatru i słońca, tak jakby te zjawiska występowały w przyrodzie oddzielnie) i potwierdza to, co odpowiedział minister gospodarki poseł Grodzkiej w 2013 roku: prąd z OZE jest najdroższy a jego dalsze zwiększanie w miksie energetycznym doprowadzi do katastrofy systemu energetycznego (blackouty, jak ostatnio w Hiszpanii i Portugalii, a wcześniej w Anglii), gospodarkę do upadku i do pauperyzacji społeczeństwa, która przyśpieszy wraz z wprowadzeniem w 2027 roku opłat za emisję CO2 dla transportu, mieszkań i rolnictwa (tzw. ETS 2).

- Likwidację naszego największego skarbu, jakim jest węgiel, jako źródło energii, można porównać do podcinania sobie żył – mówi prof. Mielczarski.

Dlaczego więc chcemy popełnić zbiorowe samobójstwo? Bo elity rządzące Unią Europejską stwierdziły, że „planeta płonie” z powodu nadmiernej emisji dwutlenku węgla, który powoduje ocieplenie klimatu. Głównym winowajcą są paliwa kopalne (węgiel, ropa i gaz), które emitują 70% emisji CO2 (nb. bez którego nie ma życia na Ziemi), dlatego, żeby uratować planetę, musimy je zastąpić „czystą i darmową” energią z wiatru i słońca (Odnawialne Źródła Energii – OZE).

Komisja Europejska (komisarz Timmermans) ogłosiła w 2019 roku program pt. „Europejski Zielony Ład”, w którym zobowiązała państwa członkowskie „do redukcji emisji netto gazów cieplarnianych w całej gospodarce Unii o co najmniej 55% do 2030 r. (Fit for 55), w stosunku do poziomów z 1990 r. a w 2050 r. - do zera. Udział energii z OZE w 2030 r. ma wynosić nawet do 45,0%. (W Polsce wynosi obecnie 30%). By zmusić państwa Unii do likwidacji elektrowni konwencjonalnych Komisja obłożyła je opłatą tzw. ETS, która obecnie wynosi 80-100 EUR za 1 tonę emisji CO2, co uczyniło je najdroższymi źródłami energii.

Tymczasem w 2024 roku globalna emisje dwutlenku węgla ze źródeł kopalnych wyniosła 37,8 mld ton, z tego Chiny wyemitowały 33%, USA 13,4%, UE 6,4% w tym Polska 0,5%, Indie 8,6%, Rosja 4,7%, Japonia 3,%. Jeśli w USA i UE z roku na rok emisja spada, to w Chinach i Indiach stale rośnie. Chiny i Indie na potęgę otwieraja kolejne elektrownie węglowe oraz budują elektrownie jądrowe. Niemcy zamknęły swoje elektroniw jądrowe. Polska nie jest w stanie od 40 lat wybudować elektrowni jądrowej a rząd chce zlikwidować istniejące elektrownie węglowe.

Głównym beneficjentem Zielonej Rewolucji miały być Niemcy.

Z jednej strony poprzez Nord Stream 1 i 2 mieli mieć najtańsze żródło energi w Europie a z drugiej stać się głównym producentem turbin, paneli i aut elektrycznych. Wszystkie te plany wzięły w łeb, gdy Rosja uznała, że już na tyle uzależniła Europę od dostaw gazu, ropy i węgla, że nikt nie kiwnie palcem, gdy napadną na Ukrainę, więc napadli, ale Ukraina wbrew przewidywaniom Moskwy i Berlina, nie poddała się, więc gaz też stał się passe. Drugi cios Niemcy otrzymali od Chin, które najtaniej produkują panele i auta elektryczne.

Czy ocieplenie z powodu CO2 to naukowe oszustwo?

Badania naukowe, na które powołują się autorzy Raportu Solidarności, przeczą, by to człowiek był winowajcą globalnego ocieplenia, produkując CO2, które ponoć zatrzymuje w atmosferze promieniowanie podczerwone (cieplne). 

Świat nauki został wstrząśnięty informacją o poważnych nieprawidłowościach w jednym z najczęściej cytowanych badań klimatycznych 2024 roku. Renomowany Poczdamski Instytut Badań nad Klimatem (PIK) opublikował w kwietniu 2024 roku w prestiżowym czasopiśmie Nature raport, który przepowiadał katastrofalne konsekwencje zmian klimatycznych dla światowej gospodarki. Według ówczesnych prognoz, globalna gospodarka miała doświadczyć spadku dochodów o 19% do 2050 roku, nawet jeśli natychmiast zredukowano by emisje CO2.

Badanie zyskało ogromny rozgłos, stając się drugim najczęściej cytowanym raportem klimatycznym w mediach w 2024 roku. Jednak jak się niedawno okazało, fundamentalne założenia i metodologia badania były głęboko wadliwe. Najpoważniejszym problemem okazały się błędne dane z Uzbekistanu, które nieproporcjonalnie wpłynęły na wyniki całego badania.

Zespół naukowców z Uniwersytetu Stanforda, kierowany przez Solomona Hsianga, odkrył te nieprawidłowości poprzez systematyczne usuwanie danych poszczególnych krajów z analizy. Kiedy wykluczono dane z Uzbekistanu, prognozy drastycznie się zmieniły - przewidywane straty PKB spadły z 62% do zaledwie 23% do 2100 roku i z 19% do 6% do 2050 roku. Jak się okazało, dane gospodarcze z Uzbekistanu zawierały znaczące anomalie, pokazując dramatyczne wahania, które nie znajdowały potwierdzenia w bardziej wiarygodnych danych Banku Światowego.

Co więcej, ujawniono, że podczas recenzji naukowej badania w Nature, zgłaszano poważne zastrzeżenia. Według informacji opublikowanych przez "Die Welt", aż trzy z czterech wewnętrznych recenzji były negatywne. Jeden z recenzentów miał nawet napisać: "Z przykrością muszę zwrócić uwagę na fakt, że metodologia statystyczna, na której opiera się praca badawcza o tym tytule, nie ma żadnych podstaw naukowych".

Sytuację pogarsza fakt, że w odpowiedzi na krytykę, autorzy badania z PIK nie tylko skorygowali błędy w danych, ale również zmienili metodologię, by utrzymać podobne wyniki do pierwotnej publikacji. Solomon Hsiang skomentował to w Washington Post: "Nauka nie polega na zmienianiu modelu eksperymentu, by otrzymać pożądany wynik. Takie podejście jest sprzeczne z metodą naukową".

Kolejnym niepokojącym aspektem sprawy są ujawnione powiązania finansowe z organizacjami promującymi deindustrializację, o których nie poinformowano w oryginalnej publikacji. Środki na badania miały pochodzić od fundacji, której celem jest ograniczenie rozwoju przemysłowego w imię ochrony klimatu.

Sprawa ta podważa zaufanie do całego procesu recenzji naukowej w badaniach klimatycznych. Mimo trzech negatywnych recenzji, artykuł został opublikowany i promowany jako przełomowe odkrycie. Stał się podstawą do formułowania polityk gospodarczych przez różne instytucje, w tym rząd USA, który cytował to badanie w raportach Kongresu.

Instytut finansowany głównie przez rząd Niemiec, Unię Europejską i fundacje, jest powiązany z lobbingiem producentów OZE i wpływa na regulacje UE generujące zyski dla sektora odnawialnego. Dokument był cytowany dla uzasadniania restrykcyjnych regulacji, takich jak zakazy eksploatacji elektrowni węglowych czy wprowadzanie limitów emisji w rolnictwie i przemyśle, co generuje miliardy zysków dla sektora OZE, ale jest olbrzymim obciążeniem dla gospodarki.

Źródła:

https://welt.de/wissenschaft/plus68abf4168c33b226bcae6cdd/skandaloese-klimastudie-entlarvte-katastrophenprognose-offenbart-maechtiges-netzwerk-zum-schaden-der-wirtschaft.html

https://www.pik-potsdam.de/en/news/latest-news/nature-study-on-economic-damages-from-climate-change-revised

https://www.nature.com/articles/s41586-025-09320-4

https://dailycaller.com/2025/08/07/major-climate-study-peddled-media-relied-bunk-data/

https://www.dailyherald.com/20250806/nation-and-world/this-climate-study-made-a-big-error-one-piece-of-data-was-to-blame/Właśnie Die Welt

KONIEC ZIELONEJ UTOPII W USA

"Opublikowany 23 lipca 2025 r. przez Departament Energii USA (DOE) „Krytyczny przegląd wpływu emisji gazów cieplarnianych na klimat Stanów Zjednoczonych”, który analizuje wpływ emisji gazów, skupiając się na wątpliwościach naukowych, zagrożeniach i korzyściach CO₂ oraz rozbieżności między modelami klimatycznymi a obserwacjami. (cytuję za artykułem Mariusza Jagóry w "DoRzeczy"). W raporcie podkreślono, że dwutlenek węgla nie mieści się w definicji „kryterialnych zanieczyszczeń powietrza” w rozumieniu ustawy o czystym powietrzu (Clean Air Act z 1970 r.), bo nie wpływa negatywnie na lokalną jakość powietrza, nie jest toksyczny dla ludzi w stężeniach atmosferycznych i nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia, nie spełnia więc kryteriów zanieczyszczeń regulowanych przez Agencję Ochrony Środowiska. CO₂ stymuluje fotosyntezę i poprawia efektywność użycia wody przez rośliny, co prowadzi do glonalnego zazielenienia Ziemi, a korzyści obejmuja wyższe plony rolne i większą odporność na suszę.


Ludzka emisja CO2 to zaledwie od od 3 do 5%, a 95-97% to procesy naturalne, tak jak naturalna jest zmienność klimatu (z uwagi np. na cykle słoneczne).

Raport podważa wiarygodność modeli klimatycznych, gdyż wykazują one systematyczne błędy w symulacjach – np. modele CMIP6 pokazują większe ocieplenie powierzchni niż obserwacje - sugerując przyjęcie bardziej realistycznego podejścia do polityki klimatycznej, opartego na danych obserwacyjnych. Naukowcy dowodzą, że przykłady ekstremalnej pogody (huragany, ekstremalne temperatury, powodzie, susze, pożary), które przedstawiane są jako dowód na antropogeniczne zmiany klimatu, nie wykazują ,,statystycznie istotnych trendów długoterminowych" - w USA fale upałów były najsilniejsze w latach 30. XX w., a ekstremalne opady i powodzie są zmienne, ale nie rosną. Tak, szkody spowodowane przez burze znacznie wzrosły w ostatnich dziesięcioleciach, ale dzieje się tak tylko dlatego, że obecnie istnieje znacznie więcej infrastruktury, którą burze mogą zniszczyć. Nie wynika to z gorszych warunków pogodowych.

Jeden z ekspertów grupy roboczej, Roy Spencer, zauważył, że nawet sam Międzyrządowy Zespół do spraw Zmian Klimatu stwierdza w Raporcie AR6 (2021-2023), że poza efektami związanymi z temperaturą (np. fale upałów) nie ma wystarczających dowodów na przypisanie zmian większości ekstremalnych zjawisk pogodowych (huragany, susze, powodzie, pożary) emisjom gazów pochodzących ze spalania paliw kopalnych. Modele klimatyczne były oparte na błędnych założeniach - nie spełniły się żadne z prognozowanych zmian. Na przykład modele przewidywały spadek pokrywy śnieżnej w półkuli północnej, a dane z Rutgers University Snow Lab pokazują trend wzrostu lub stabilności.

Nie nastąpiła też zapowiadana śmierć raf koralowych z powodu zakwaszenia oceanów - uszkodzenia raf tropikalnych spowodowane ociepleniem oceanów i niewielkim obniżeniem pH nie są tak poważnym problemem, jak początkowo się obawiano. W ciągu ostatnich 10 lat żywa część Wielkiej Rafy Koralowej doświadczyła nieoczekiwanego, powszechnego wzrostu. Przypisywanie wszystkich negatywnych skutków antropogenicznym gazom cieplarnianym bez uwzględnienia czynników naturalnych jest uproszczeniem, a wręcz oszustwem, które ma olbrzymie przełożenia na wzrost wydatków i obniżenie stopy życia społeczeństw.

KARMIENIE STRACHEM

Badania pokazują, że ludzie karmieni strachem i propagandą klimatystów wierzą, że „ekstremalne warunki pogodowe", których zawsze doświadczali, jak burze i huragany, są teraz wynikiem antropogenicznych zmian klimatycznych. Zmiany klimatyczne to dla wielu graczy wielki biznes. Jesteśmy notorycznie wprowadzeni w błąd przez grupy interesów, które czerpią korzyści finansowe z przekonywania obywateli, że znajdujemy się w kryzysie klimatycznym. Należy do nich armia naukowców zajmujących się klimatem, których kariera zależy obecnie od stałego finansowania ze strony rządów. Należą do nich organizacje ekologiczne wspierane przez zbiórki funduszy i dużych darczyńców,,filantropijnych" - firmy produkujące, instalujące i konserwujące urządzenia do wytwarzania energii wiatrowej i słonecznej. Należą do nich także dziennikarze, którzy bardziej zainteresowani są utopijną wizją ratowania „płonącej planety” niż dochodzeniem do prawdy".

W 2025 r. holenderska gazeta „De Telegraaf” a następnie niemiecki „Die Welt” ujawniły, że Komisja Europejska przekazywała organizacjom ekologicznym setki tysięcy euro na działania wspierające politykę klimatyczną, w tym Zielony Ład. Na przykład ClientEarth otrzymała 350 tys. euro na pozwy przeciwko niemieckim elektrowniom węglowym, aby „zwiększyć ryzyko prawne i finansowe dla ich operatorów”. Komisja odmawia ujawnienia umów z tymi organizacjami z 2022 roku.

Zmasowana propaganda przyniosła opętanie głównie młodego pokolenia, wizją płonącej planety z winy człowieka. Nazwali się „Ostatnim Pokoleniem” na Ziemi (ich symbolem stała młodzieżowa aktywistka klimatyczna, Szwedka Greta Thunberg, Człowiek Roku tygodnika „Time” za rok 2019 rok). Niszczą dzieła sztuki, blokują ruch uliczny przyklejając się do jezdni, propagują powstrzymanie się od rodzenia dzieci w celu zatrzymania zmian klimatu.

Chcą zmusić rządy do natychmiastowej likwidacji gospodarki opartej na surowcach kopalnych. Tej propagandzie sprzyja „uśpienie społeczeństwa”, które nie ma świadomości dokonywanej rewolucji. Z badań socjologów – autorek Raportu - wynika, że tylko 14% deklarowało wiedzę na ten temat. Dzieje się tak, gdyż „Kowalski” otrzymuje „zamrożony” rachunek za prąd i nie ma świadomości, że dotacja dla OZE ukryta jest w podatkach oraz w cenach wszystkich towarów, które kupuje.

„Implementacja Zielonego Ładu będzie skutkowała radykalnym wzrostem cen energii elektrycznej, gazu i produktów ropopochodnych" – stwierdzają autorzy Raportu.

- Wzrost udziału energii z OZE w miksie energetycznym powoduje wzrost kosztów energii o ok. 30,0%. To wariant optymistyczny. W rzeczywistości, przy założeniu zwiększenia się udziału OZE do 75,0%, przy którym możliwa jest dekarbonizacja energetyki, będzie wynosił co najmniej 50,0%” - czytamy w Raporcie.

Dlaczego energia z OZE jest tak droga?

Obecnie koszt produkcji 1 MWh energii elektrycznej bez ETS i z ETS wynosi: • węgiel brunatny – 225 PLN (z ETS - 535,0 PLN) • węgiel kamienny – 352 PLN (610,0 PLN), • farmy wiatrowe – 754,0 PLN, na morzu – ponad 1000 PLN• fotowoltaiczne 819,0 PLN.

4. Tab 1. koszt energii wg zrodla

Jak widzimy, koszty produkcji energii elektrycznej z węgla brunatnego są 3,4-krotnie niższe od produkcji energii z wiatru na lądzie, a od tych na morzu 4,4-krotnie, z węgla kamiennego odpowiednio 2,1. Zasoby węgla brunatnego w Polsce to ponad 24 mld ton. Elektrownie zużywają ok. 17 do 24 milionów ton węgla brunatnego rocznie, a więc mamy zasoby na 100 lat. Zasoby węgla kamiennego to 64,6 miliarda ton, roczne zużycie - 24 milionów ton – zasoby na 269 lat. Polska likwiduje bezpowrotnie kopalnie węgla (zamulają pokłady), a Niemcy jedynie je zamykają na kłódkę.

Koszty produkcji energii elektrycznej z OZE obejmują 4 główne składniki:

1. Cena, jaką OZE mogą uzyskać na aukcji. (Obowiązuje zasada Merit Order: OZE dostaje zawsze cenę prądu z węgla z opłatą ETS, czyli ZAWSZE DOSTAJE CENĘ NAJWYŻSZĄ).

2. Koszty ponoszone przez wszystkich odbiorców w ramach opłaty mocowej (koszt zastępowania OZE, gdy nie ma wiatru i słońca, np. w rachunku za prąd mojej Wspólnoty Mieszkaniowej to 8,7% ceny całkowitej, a bez OZE byłoby to 2-3%).

3. Subsydium w postaci kosztów budowy linii dla producentów OZE, które wynoszą ok. 10,0 mld PLN rocznie (farmy są budowane na północy, bo tam wieje, ale główni odbiorcy są na południu Polski. Koszt np. linii przesyłowej z farm w Choczewie na wybrzeżu do Piły - 230 km, to 600 mln zł.,

4. „Wakacje kredytowe”, które początkowo wynosiły 15 lat, a obecnie jest to okres 4-i 3-letni. Teraz jeszcze dochodzi piąty składnik: koszt budowy magazynów energii z baterii.

Subsydia, jakie otrzymują OZE, mają charakter ukryty, a zatem odbiorcy energii nie posiadają informacji o rzeczywistych kosztach produkcji energii z tego źródła. Aż 85 proc. inwestycji w energetyce trafia dziś w obszar źródeł odnawialnych. Społeczeństwo nie widzi pełnego kosztu tej zielonej transformacji, choć to my wszyscy za nią płacimy.

DUNKELFLAUTE

Ponieważ nie wieje i nie świeci non stop, a w naszej szerokości geograficznej 2-3 razy w roku są 6 dniowe okresy bez wiatru, i co najmniej raz w roku występuje zjawisko „dunkelflaute” – bez wiatru i słońca – trwające 10 i więcej dni, więc ten ubytek musi być natychmiast uzupełniony przez elektrownie konwencjonalne, głównie gazowe. Ostatnie „dunkelflaute” mieliśmy w listopadzie zeszłego roku, kiedy przez praktycznie 12 dni w sumie OZE produkowało tylko około 5-10% energii. Za włączanie zastępczych szczytowych elektrowni gazowych płacimy ponad 5 miliardów złotych rocznie.

Zamiast więc uniezależniać się od gazu, jeszcze bardziej się od niego uzależniamy, bo bez niego OZE nie może istnieć.

Współczynnik wykorzystania zainstalowanej mocy europejskich farm wiatrowych wynosi średnio do 21% dla farm lądowych i 32% dla farm morskich. Dlatego też moc OZE musi być kilkakrotnie większa w celu osiągnięcia zakładanej rocznej produkcji energii elektrycznej, a to kolejne miliardy złotych.

Jak nie wieje i nie świeci, właściciel farmy nie traci, bo umowa gwarantuje mu rekompensatę. Na tę rekompensatę składamy się wszyscy.

Sytuacji nie uratują bateryjne magazyny energii,

bo one przyjmą tylko 6% nadwyżki z OZE. Są zbyt małej pojemności, a nie ma technologii budowy większych. Największy magazyn bateryjny litowo-tytanowy postawił Tauron w Cieszanowicach pod Opolem, w ramach eksperymentu. Moc czynna to ponad 3 MW, a pojemność użyteczna wynosi ponad 700 kWh. Stacja stabilizuje pracę oddalonej o 7,5 km farmy wiatrowej o mocy ok. 30 MW, czyli jest w stanie zastąpić farmę na JEDEN bezwietrzny dzień. Trzeba więc byłoby wybudować w Polsce 345 magazynów przy obecnej mocy farm wiatrowych 10 350 MW – podał prof. Ziemowit Malecha z Politechniki Wrocławskiej.

Pierwsza transza subsydiów na budowę takich magazynów wynosi 4 miliardy złotych. Rzecznik Tauronu nie odpowiedział na moje pytania o koszt i okres eksploatacji magazynu w Cieszanowicach. Sam znalazłem w sieci, że Tauron dostał dofinansowanie 9,41 mln zł, ale nie podano całego kosztu. Prof. Malecha mówi o kilkunastu milionach.

Co się dzieje, gdy non stop świeci słońce i wieje wiatr?

Następuje gwałtowny skok wytworzonej energii, której sieci przesyłowe nie są w stanie przyjąć, nie mówiąc o tym, że gospodarka jej nie potrzebuje, bowiem elektrownie konwencjonalne produkują jej tyle, ile potrzebuje rynek. Wówczas, żeby nie doszło do blackoutu musimy prosić sąsiednie państwa o przyjęcie do ich sieci tej nadwyżki, ale za to musimy zapłacić.

- Tylko w roku 2024 Polskie Sieci Elektroenergetyczne 50 razy wyłączały farmy wiatrowe i fotowoltaikę, wybudowane za dziesiątki jeśli nie setki miliardów – podał prof. Mielczarski podczas prezentacji Raportu.

Jak podał prof. Ziemowit Malecha w filmie Mateusza Dzieduszyckiego pt. „Odnawialne Źródła Pieniędzy”-

(Profesor odwiedza ze swoją byłą studentką Magdą Pecką, obecnie dziennikarką zaangażowaną w promowanie OZE, po kolei: farmę wiatrową, elektrownię gazową – dublera OZE, bateryjny magazyn energii w Cieszanowicach i wylicza koszt ich budowy oraz czas zwrotu zainwestowanego kapitału). 

- budowa farmy wiatrowej o mocy 1 GW na morzu to 17 miliardów złotych, zwrot 14 lat. Jej żywotność to 15 lat. (Po takim okresie musiano rozebrać w Niemczech pierwszą farmę wiatrową na Bałtyku, która wg założeń miała działać 25 lat, do 2035 roku, ale sól zrobiła swoje). Polska farma Baltic Power o mocy 1,14 GW, największa w Europie, koszt ok. 30 mld zł. Do 2030 roku na Bałtyku staną farmy o mocy w sumie ok. 5,9 GW, orientacyjny koszt to 130 mld zł.

Kancelaria rządu oraz sam premier Tusk zamieścił 8 sierpnia rolkę w sieci, jak ogląda ze statku pierwszą turbinę na Bałtyku i komentuje: „Mówili, że brzydko, że drogo, że się nie opłaca. Sami zobaczcie, są ciche, bezpieczne, dadzą tani prąd. I są naprawdę imponujące, piękne. Każda z nich jest wyższa (250 m) od Pałacu Kultury (237 m). Pierwszą postawiono. Będzie ich 76. Wiecie, że dadzą prąd dla 1,5 miliona gospodarstw domowych? Jest się z czego cieszyć. #Budujemy, nie gadamy”.

Tusk budujemy

Tymczasem szwedzki rząd poinformował w 2024 roku o odrzuceniu 13 na 14 wniosków inwestorów na budowę farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim. Oficjalnie podano, że na ich budowę miały nie zgodzić się siły zbrojne tego kraju. Według szwedzkiej armii elektrownie wiatrowe na morzu mogłyby utrudnić skuteczną obronę kraju przed ewentualnymi atakami rakietowymi Rosji, gdyż zakłócają pracę radarów.

Polska – ostatnim bastionem budowy wiatraków

„USA ograniczają inwestycje w morskie farmy wiatrowe. Europa szuka sposobów, by drogie inwestycje miały ekonomiczny sens, a Polska staje się ostatnim bastionem wiatraków na morzu w Europie – przyznaje w Wyborczej.pl Irenenusz Sudak tekście pt. „Gigantyczne dopłaty do wiatraków na morzu. W co się pakuje Polska? (26.09.20245)”. - Polska szykuje w grudniu ważną decyzję w sprawie wejścia w kolejny etap inwestycji. gdy sporo krajów okraja projekty drogich i skomplikowanych w budowie farm na morzu. (…). Morska energetyka wiatrowa (zwana MEW lub offshore) mogłaby być najdoskonalszym źródeł energii: czysta, prawie niewidoczna z lądu (nie budzi protestów społecznych) i wydajna - gdyby nie była horrendalnie droga i trudna w budowie. Nie są to projekty czysto komercyjne: żeby budowa wiatraków się opłacała, potrzebne były dopłaty od państwa. W 2021 r. roku Komisja Europejska zgodziła się aby Polska do 2030 r. mogła przyznać wsparcie dla morskich farm wiatrowych w wysokości 22,5 mld euro, czyli ok. 100 mld zł.

To największa pomoc publiczna w historii Polski. Dlaczego jest drogo? O ile wiatrak na lądzie można wybudować za kilka milionów złotych, to na morzu kosztuje kilkanaście-kilkadziesiąt milionów złotych. Do tego trzeba doliczyć koszt kładzenia podmorskich kabli, pływających stacji transformatorowych, koszty "wyprowadzenia" tej energii na ląd, a nawet budowy nowych nabrzeży portowych - na morzu buduje się drożej i trudniej niż na lądzie.

W sumie z morskich farm wiatrowych ma pochodzić 13 proc. energii w 2030 roku ( 6 GW). Jeśli cena rynkowa energii będzie niższa niż ta z aukcji, różnica zostanie pokryta z opłaty OZE (pobieranej od odbiorców energii)".

Mimo to dziennikarz konkluduje, nie mamy wyjścia, jesteśmy skazani na farmy wiatrowe, bo bloki energetyczne na węgiel mają po 50 lat, a ponadto musimy je zamknąć. Tymczasem autorzy Raportu postulują, by zainwestować kilkakrotnie niższe środki w nowe bloki energetyczne z węgla i uzyskać kilkakrotnie tańszy prąd.

Prof. Malecha w podsumowaniu wszystkich kosztów - budowy farmy na morzu, dublera farmy - elektrowni gazowych i magazynu bateryjnego, podaje  kwotę 36,6 miliarda PLN (bez kosztu budowy linii przesyłowych), a czas zwrotu to 29 lat!

- To ekonomicznie nie ma sensu – komentuje prof. Malecha i pyta. - Ale może warto zacisnąć zęby i ponieść taki koszt ze względu na ekologię?

Czy OZE ratuje środowisko naturalne?

Prof. Malecha odwiedza w towarzystwie kamery przygotowany plac budowy pod przyszłą stację elektroenergetyczną we wsi Zwartowo gmina Choczewa, które będzie odbierać prąd z farmy na Bałtyku. Zniknie 50 ha uprawnych pól. Prócz tego 460 ha zajmie w tej gminie, we wsi Zwartowo największa w Europie Środkowo-Wschodniej farma fotowoltaiczna (obecnie zajmuje 300 ha). Mieszkańcy gminy byli pozytywni nastawieni do Zielonego Ładu, ale gdy zobaczyli skalę zagłady środowiska naturalnego, przerazili się.

- Podcinamy gałąź, na której siedzimy – mówią do kamery.

Minister klimatu Henning-Kloska pochwaliła się, że dzięki nowej ustawie wiatrakowej będzie można zabudować farmami i panelami ¼ powierzchni Polski (dzięki zmniejszeniu odległości od zabudowań z 700 do 500 m. i likwidacji zasady, że odległość ta nie może być mniejsza niż 10 wysokości masztu turbiny). Nie dopowiedziała, że ziemia ta przestanie produkować żywność a OZE zabierze tereny pod przemysł i mieszkalnictwo. OZE są najbardziej ziemiożerne. Turbiny wiatrowe o mocy 1 MW potrzebują 1 ha, gdy węglowe – 0,28 ha, jądrowe – 0,36 ha.

Ponadto farmy zmieniają klimat. Ciepło wytwarzane przez turbiny powoduje wzrost temperatury powietrza o 0,5 stopnia (a mamy zredukować temperaturę na Ziemi o 1,5%) i wysuszanie gleby. Turbiny zakłócają ruch wiatru i są źródłem infradżwięków (fale dźwiękowe o częstotliwościach bardzo niskich, poniżej 20 Hz, które są niesłyszalne dla ludzkiego ucha, długotrwała ekspozycja, szczególnie przy wysokich poziomach natężenia, może powodować niekorzystne objawy, takie jak zmęczenie, drażliwość, bóle głowy, czy pogorszenie widzenia. Według raportu PAN, poziom infradźwięków) w odległości 500 metrów od elektrowni wiatrowej jest na tyle niski, że nie powinien powodować negatywnych skutków zdrowotnych, mimo to mieszkający w sąsiedztwie turbin skarżą się na hałas).

Nie ma technologii utylizacji zużytych turbin i paneli

Na stronie Banku Ochrony Środowiska czytamy, że najbardziej problematyczna jest kwestia utylizacji bądź recyklingu łopat turbin wiatrowych, ze względu na zastosowanie w ich konstrukcji materiałów kompozytowych na bazie włókna szklanego. Materiały te nastręczają trudności w recyklingu w związku z mocnym związaniem włókien z żywicą a co się z tym wiąże, w ich rozdzielaniu tak, aby włókno nadawało się do ponownego wykorzystania. Odzysk jest nieopłacalny. Ponadto wysoka zawartość żywic (30%) sprawia, że składowanie jest praktycznie niemożliwe, gdyż wykluczają je regulacje zawarte w ramowej Dyrektywie Odpadowej. Recykling paneli fotowoltaicznych jest procesem złożonym i trudnym. Aby wykorzystać poszczególne elementy paneli, najpierw trzeba je rozłożyć, co jest czasochłonne i kosztowne. Obecnie w Polsce recykling paneli fotowoltaicznych praktycznie nie istnieje

Kto na zielonej energii zarabia?

Minister energii Miłosz Motyka stwierdził, że "blisko 60 proc. nakładów inwestycyjnych w projekty wiatrowe na lądzie pozostaje w Polsce". To oczywiste, że farmy zostają w Polsce, ale kto zarabia na turbinach, panelach i ich montażu a następnie na p;rodukcji prądu?

Głównie Chiny. Największymi producentami turbin wiatrowych na świecie są w tej chwili: chińskie Goldwind i Envision, duński Vestas, amerykański GE i niemiecki Siemens Gamesa. W top 10 jest jeszcze jedna niemiecka firma – Nordex. Ponad 90% paneli fotowoltaicznych sprzedawanych w Polsce jest wytwarzanych w Chinach.

2. farma fotowoltaiczna Nidzica

Otwarcie farmy fotowoltaicznej pod Nidzicą

Zielona i cyfrowa rewolucja byłaby niemożliwa bez metali ziem rzadkich, które głównie leżą w Chinach. Natomiast do budowy baterii litowych do magazynów energii, aut elektrycznych i baterii w komórkach potrzebujemy kobaltu. Kongo dostarcza 70% światowego zapotrzebowania na kobalt. Całe wydobycie z Konga przejmują Chiny.

Jak wygląda wydobycie kobaltu pokazał wspomniany film Dzieduszyckiego „Odnawialne Źródło Pieniędzy”. Pokazał jak dzieci, bez odpowiedniego sprzętu ochronnego, kopią ręcznie tunele i kratery, aby dotrzeć do żył kobaltu. Następnie wydobywają surowiec ręcznie. Praca odbywa się w skrajnie niebezpiecznych warunkach, wykonywana przez wiele godzin, a zarobki są minimalne – około 1-2 dolarów dziennie. Długotrwałe narażenie na pył kobaltowy prowadzi do poważnych chorób płuc, znanych jako kobaltoza, oraz chorób skóry. Wyrobiska prowadzą do degradacji gleby, zanieczyszczenia wód i niszczenia siedlisk, co negatywnie wpływa na lokalne ekosystemy.

12. kongo kopalnia
Toteż OZE byłyby jeszcze droższe, gdyby kobalt wydobywano w cywilizowanych warunkach. Dodajmy, że Niemcy zamknęli swoje elektrownie jądrowe, wyłączyli kopalnie węgla kamiennego, więc sprowadzają go z Kolumbii. Jego wydobycie też prowadzi do zniszczenia środowiska i odwodnienia terenów, gdzie żyją ludzie.

Może więc zarabiamy na montażu turbin?

- W Polsce nie mamy praktycznie umiejętności budowy tych wiatraków, nie mamy technologii, sprzętu i firm – mówi prof. Mielczarski w wywiadzie dla Radia Wnet. - Praktycznie wszystkie te pieniądze idą poza Polskę. My z tego nie korzystamy. Tak zwany local content, czyli udział firm lokalnych w montażu jest minimalny. Polacy dostają najgorszą i najmniej płatną robotę.

Do fundamentu turbiny wiatrowej o mocy 1 MW potrzeba około 600-1000 ton betonu i 165 ton stali, ale cementownie w Polsce należą do Niemców, a największy producentem stali w Polsce jest indyjski koncern ArcelorMittal.

11. umocnienie pod wiatrak

Zarabiają samorządy

Stowarzyszenia Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej (SGPEO) apelowało do prezydenta Nawrockiego o podpisanie ustawy wiatrakowej.

- Brak podpisu pod tą ustawą byłby przeciwko ludziom i przeciwko Polsce powiatowej. Inwestycje wiatrowe przyniosą gminom i mieszkańcom bardzo potrzebne pieniądze - mówił Dawid Litwin, wójt gminy Potęgowo i prezes Stowarzyszenia.

Podatki od budowanych wiatraków przyniosą wpływy do gmin na poziomie około 150-200 tys. zł od jednej turbiny wiatrowej co roku, przez cały okres eksploatacji. Np. gmina Margonin, na terenie której znajduje się największa w Polsce farma 60 wiatraków, co roku z tego tytułu otrzymuje 6 mln zł. Ponadto 10 % mocy zainstalowanej pozostaje dla mieszkańców gminy. Mieszkańcy, których domy znajdują się w odległości do 1000 m od elektrowni wiatrowej, mieliby otrzymać nawet do 20 tys. zł w skali roku.

Oczywiście, mieszkańcy tych gmin nie wiedzą, że to oni i całe społeczeństwo zrzuca się na dotacje i subsydia, stąd spółki stać na ich korumpowanie.

Również rolnicy chętnie wydzierżawiają pola pod turbiny i panele, gdyż tanie zboże z Ukrainy, a teraz tania żywność, która zaleje UE z Ameryki Południowej na mocy traktatu Mercosur, czyni produkcję żywności w Polsce nieopłacalną. W 2023 roku zysk netto z 1 ha pszenicy był ujemny i sięgał nawet -1854 zł/ha. Natomiast od spółki wiatrowej rolnik może dostać rocznie od około 35 do 60 tys. zł za hektar. Pomijam rozważania, co się stanie, gdy rodzima produkcja rolna przestanie istnieć.

Te podatki od farm dla gmin pojawiły się niedawno, w reakcji na masowe protesty mieszkańców, w których sąsiedztwie mają powstać turbiny. Dlatego dziwią wyniki badań CBOS z 2024 roku, że 89% Polaków popiera rozwój OZE. Jak to się ma do wyniku badania socjologów z zespołu Raportu Solidarności, że tylko 3,3% dorosłych obywateli RP popiera w pełni politykę UE Zielony Ład?

1. Farma Gołdap 16 x 3 MW

Farma wiatrowa pod Gołdapią

O protestach mieszkańców gmin Białej Piskiej, Wielbarka i Górowa Iławeckiego czytaj tutaj:

Czy koncerny OZE skorumpowały radnych Białej Piskiej? Protesty też w Wielbarku i Górowie

Koszt Zielonej Rewolucji dla Unii i Polski

- Koszt dekarbonizacji w całej Unii Europejskiej do roku 2050 wyniesie około 40 bilionów euro, czyli półtora biliona euro co roku przez 25 lat – powiedział podczas prezentacji Raportu „Solidarności” dr Artur Bartoszewicz. - To 10% PKB całej Unii. Analizy międzynarodowe wskazują, że Polska potrzebuje do transformacji 10 bilionów złotych, czyli musielibyśmy wydać trzykrotność polskiego PKB na zrealizowanie oczekiwań Komisji Europejskiej. Koszt zielonej rewolucji na każdego pracującego Polaka to 25 tys. zł rocznie przez 27 lat.

KOszt ETS i ETS 2

- Ten Plan stanowi zagrożeniem dla bezpieczeństwa gospodarki Rzeczypospolitej mówi dr Bartoszewicz. - Jeżeli spojrzymy na proces tworzenia energii z OZE, to musimy sobie uświadomić, że każdy etap, począwszy od produkcji urządzeń, montażu i odbioru energii jest dotowany ze środków publicznych. Jako ekonomista żądam jednoznacznej odpowiedzi ze strony władz Rzeczpospolitej, ile ma kosztować cały proces transformacyjny, skąd będą alokowane środki i jak one wpłyną na obniżenie konkurencyjności, jakości życia, a przede wszystkim jak spowodują pauperyzację gospodarstw domowych.

Wniosek z Raportu:

„Aby zapewnić konkurencyjne i bezpieczne funkcjonowanie gospodarki oraz dobrostan społeczeństwa, ilość energii elektrycznej produkowanej przez OZE nie powinna przekraczać 50% całej produkcji energii elektrycznej. Realnie, w związku z ograniczonymi możliwościami zbudowania wielkoskalowych magazynów energii oraz potencjałem budowy elektrowni szczytowo-pompowych, ograniczonym do 20 GWh, produkcja energii z OZE nie może przekraczać 30%.

Raport „Solidarności” otrzymał rząd. Nikt z rządu nie odniósł się do niego jednym słowem. Media prorządowe go przemilczały.

Firmy chcą uciekać z Niemiec. Energia jest za droga

Ankieta przeprowadzona przez Niemiecką Izbę Przemysłowo-Handlową (DIHK), obejmująca około 3300 firm, wykazała, że ​​37 proc. rozważa ograniczenie produkcji lub przeniesienie się za granicę, w porównaniu z 31 proc. w zeszłym roku i 16 proc. w 2022 r. - poinformował Business Insiders Polska rok temu. Badanie wykazało, że w przypadku energochłonnych przedsiębiorstw przemysłowych aż około 45 proc. firm rozważało zmniejszenie produkcji lub przeniesienie działalności.

"Zaufanie niemieckiej gospodarki do polityki energetycznej zostało poważnie nadszarpnięte" – powiedział Achim Dercks, zastępca dyrektora generalnego DIHK, dodając, że rządowi nie udało się zapewnić przedsiębiorstwom perspektywy niezawodnych i niedrogich dostaw energii.

"Ci, którzy tego nie rozpoznają, w końcu będą świadkami deindustrializacji naszego kraju" – ocenił.

Ten proces przenoszenia przez zachodnie koncerny firm z Polski do państw z tańszą energia już trwa. Wycofały się, fabryka Lear Corporation, Levi Strauss, ABB, Infosys, z Olsztyna - Schwarte Group i dział produkcja ciężkich opon Michelin, NatWest, TE Connectivity, Nokia czy Stellantis. Jednym z kilku powodów jest cena energii.

Według Eurostatu średnia cena energii elektrycznej dla przedsiębiorstw w I połowie 2024 r. wynosiła w Polsce (bez VAT i innych podatków, których firmy nie płacą) 205 euro za MWh wobec średniej unijnej na poziomie 178 euro za MWh. Wyprzedzały nas pod tym względem tylko Cypr, Włochy i Dania. Zaraz za nami są Niemcy, ale PKB Niemiec jest 7-krotnie wyższe.

Niemiecki miks energetyczny opiera się w dużej mierze na paliwach kopalnych, z węglem jako kluczowym źródłem. OZE w pierwszej połowie 2025 roku stanowiły 60,9% energii elektrycznej. Węglowa produkcja energii spadła, lecz węgiel wciąż jest ważny, a zamykane kopalnie można w krótkim czasie uruchomić. Niemcy sprowadzają też tani węgiel z Kolumbii. Gaz pełni rolę stabilizatora energii z OZE. Jak ujawnia publiczny nadawca Südwestrundfunk (SWR), niemieckie przedsiębiorstwo energetyczne SEFE otrzyma w 2025 r. około 50 dostaw skroplonego gazu (LNG) z Rosji (poprzez Turcję i Indie). W zależności od ceny rynkowej odpowiada to wartości co najmniej dwóch miliardów euro.

Polska natomiast ma zlikwidować wszystkie kopalnie i elektrownie konwencjonalne i oprzeć system na OZE, gdy jeszcze nie będziemy mieli elektrowni jądrowych. W Polsce planuje się budowę dwóch elektrowni jądrowych o łącznej mocy 6-9 GW, a pierwsza z nich, w lokalizacji Lubiatowo-Kopalino, ma zacząć działać - teoretycznie - w 2036 roku i będzie kosztowała około 192 miliardy złotych. Do 2040 roku - teoretycznie -  w polskim systemie energetycznym ma być miejsce na około 12 GW mocy jądrowej. Dla porównania największa elektrownia węglowa w Bełchatowie ma moc 5,472 GW i wg cen z 2012 kosztowałaby 33 mld zł. Do 2030 roku budżet państwa ma dać 100 mld zł dotacji na farmy wiatrowe. Gdy USA i Europa Zachodnia odchodzi od OZE, Polska chce władować w nie biliony złotych, gdy stoimy o krok od załamania się budżetu państwa. "Dochodzimy do sytuacji, gdy niestabilne finanse publiczne będą większym zagrożeniem dla kraju, niż widmo wojny krążące nad Europą. - Tak naprawdę przyszły rząd, ten od 2027 roku, będzie miał najtrudniejszą sytuację fiskalną w historii – mówił w niedawnym wywiadzie dla serwisu Wyborcza.biz dr Sławomir Dudek, ekonomista, były wieloletni pracownik Ministerstwa Finansów. Mamy najwyższy przyrost długu w całej Unii. Przegoniliśmy znajdującą się pod ścianą i rozpaczliwie tnącą wydatki Rumunię".

Co wybierasz?

Adam Socha

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Czytaj więcej: Czy premier Tusk budując wiatraki obniży ceny prądu?

Komentarz (22)

Kanclerz Kohl: "Rozpad Związku Sowieckiego nie może być w naszym interesie...”

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 21 wrzesień 2025 10:49

Ujawnione tajne dokumenty pokazują, że Niemcy były przeciwne: rozwiązaniu Związku Sowieckiego, niepodległości Ukrainy i Państw Bałtyckich, członkostwu Polski i Europy Środkowo-Wschodniej w NATO oraz kolaborowały z władzami ZSRS – informuje SPIEGIEL INTERNATIONAL na podstawie tomu „dokumentów na temat polityki zagranicznej Republiki Federalnej Niemiec” opublikowanego przez Instytut Historii Współczesnej Leibniza.

W 1991 roku niemiecka kanclerz Helmut Kohl chciała zapobiec ekspansji NATO na wschód i niepodległości Ukrainy - wynika z nowo opublikowanych akt z archiwum niemieckiego MSZ.

Nowy tom dokumentów na temat polityki zagranicznej Republiki Federalnej Niemiec z 1991 roku zawiera notatki i listy zawierające nieznane wcześniej szczegóły dotyczące ekspansji NATO na wschód, upadku Związku Radzieckiego i niepodległości Ukrainy.
W sercu niemieckiej polityki wobec Europy Wschodniej i Związku Radzieckiego – znanego jako „Ostpolitik” – w tym czasie były dwaj giganci powojennej historii Niemiec: Helmut Kohl, z centroprawicowych chadeków (CDU), który służył przez 16 lat jako kanclerz Niemiec; i Hans-Dietrich Genscher, od przyjaznych dla biznesu Wolnych Demokratów (FDP), wiceministra spraw zagranicznych Kohla. Obaj byli w wieku 60 lat i po zjednoczeniu Niemiec obaj byli u szczytu swojej reputacji.

W 1991 roku Związek Radziecki nadal istniał, choć wiele narodowości, które tworzyły związek, zaczęło przeciwstawiać się Moskwie. Kohl uważał jednak, że rozpad Związku Radzieckiego będzie „katastrofą”, a każdy, kto naciska na taki wynik, był „dupą”. W konsekwencji wielokrotnie starał się nastawić Zachód przeciwko niepodległości Ukrainy i państw bałtyckich.

Estonia, Litwa i Litwa zostały zaanektowane przez radzieckiego dyktatora Józefa Stalina w 1940 roku, a Niemcy Zachodnie nigdy później nie uznały aneksji. Ale teraz, gdy Kohl znalazł się w obliczu trzech republik bałtyckich naciskających na niepodległość i starających się opuścić Związek Radziecki.

Kohl czuł, że są na „złej ścieżce”, jak powiedział prezydentowi Francji Francois Mitterrand podczas spotkania w Paryżu na początku 1991 roku. Kohl, oczywiście, szybko ruszył do przodu ze zjednoczeniem Niemiec. Uważał jednak, że Litwa, Estonia i Litwa powinny być bardziej cierpliwe co do swojej wolności – i powinny poczekać około 10 lat. I nawet wtedy Kohl uważał, że trzy kraje powinny być neutralne ("status fiński") i nie stać się członkami NATO lub Wspólnoty Europejskiej (WE).

Uważał, że Ukraina powinna pozostać w Związku Radzieckim, przynajmniej początkowo, aby nie zagrozić jej dalszemu istnieniu. Gdy stało się jasne, że Związek Radziecki stoi w obliczu rozpadu, Niemcy opowiadali się za przystąpieniem przez Kijów do konfederacji z Rosją i innymi byłymi republikami sowieckimi. W listopadzie 1991 roku Kohl zaproponował prezydentowi Rosji Borysowi Jelcynowi „wykorzystanie wpływu na ukraińskie przywództwo”, aby dołączyć do takiego związku, zgodnie z notatką z dyskusji między Kohlem a Jelcynem podczas podróży rosyjskiego prezydenta do niemieckiej stolicy Bonn. Niemieccy dyplomaci uważali, że Kijów demonstruje „skłonność do autorytarno-nacjonalistycznych ekscesów”.

Kiedy ponad 90 procent ukraińskich wyborców oddało swoje głosy na rzecz niepodległości w referendum, które odbyło się dwa tygodnie później, zarówno Kohl, jak i Genscher zmienili kurs. Niemcy były pierwszym państwem członkowskim WE, które uznało niepodległość Ukrainy.

Polityka Niemiec wobec Europy Środkowo-Wschodniej i Środkowej również wywołuje pytania. Układ Warszawski upadł w 1991 roku, a Genscher starał się zastosować szereg sztuczek, aby kraje takie jak Polska, Węgry i Rumunia nie stały się członkami NATO – bez uwzględnienia obaw Związku Radzieckiego.

Genscher był zaniepokojony dalszym podsycaniem tej sytuacji. Członkostwo NATO dla Europejczyków wschodnio-centralnych "nie leży w naszym interesie" - oświadczył. Kraje, jak zauważył, z pewnością mają prawo do przyłączenia się do zachodniego sojuszu, ale należy skupić się na zapewnieniu, że „nie korzystają z tego prawa”.

Co ciekawe, niemiecki Ostpolitik – zarówno w okresie poprzedzającym zjednoczenie Niemiec, jak i od tego czasu – stał się dziś przedmiotem krytyki ze wszystkich stron. Rosja również jest wśród krytyków, oskarżając Zachód o złamanie słowa z ekspansją NATO na wschód.

Niektóre z dokumentów, które zostały teraz odtajnione, mogą zostać nawet przeformułowane przez prezydenta Rosji Władimira Putina i jego akolitów jako broń w toczącej się wojnie propagandowej. Ponieważ w kilku przypadkach Genscher i jego najwyżsi dyplomaci odwołują się do obietnicy złożonej podczas negocjacji w sprawie zjednoczenia Niemiec – negocjacji Two Plus Four – które NATO nie rozszerzy się na Europę Wschodnią.

Rosyjscy politycy od dziesięcioleci twierdzą, że istnieją takie zobowiązanie. Autokrata Putin starał się wykorzystać ten argument, aby usprawiedliwić swoją inwazję na Ukrainę. Jednak Moskwa zatwierdziła wschodnią ekspansję NATO w ustawie założycielskiej NATO-Rosja z 1997 roku, jeśli przy tym sarkając.

11 października Genscher spotkał się ze swoimi odpowiednikami z Francji i Hiszpanii, Rolandem Dumasem i Francisco Fernandezem Ordóssezem. Protokół z tego spotkania zanotował następujące oświadczenia Genschera dotyczące przyszłości krajów Europy Środkowo-Wschodniej (CEEC) w następujący sposób:

Nie możemy zaakceptować członkostwa w NATO dla państw CEEC (skierowanie do reakcji sowieckiej i zobowiązania w 2 + 4 negocjacjach, że terytorium NATO nie zostanie rozszerzone na wschód). Każdy krok, który przyczynia się do stabilizacji sytuacji w CEEC i SU jest ważny. SU jest nawiązaniem do Związku Radzieckiego.

Genscher chciał „przekierować” pragnienia CEEC do przyłączenia się do NATO i szukał alternatyw, które byłyby „dopuszczalne” dla Związku Radzieckiego. Rezultatem była Rada Współpracy Północnoatlantyckiej, organ, w którym wszystkie kraje byłego Układu Warszawskiego miałyby coś do powiedzenia.

"Początkowo byłe kraje Układu Warszawskiego dążyły do tego, by stać się członkami NATO" - powiedział Genscher. "Zniechęcono ich do tego w poufnych dyskusjach"

Przez pewien czas Niemcy opowiadali się nawet za wydaniem przez NATO oficjalnego oświadczenia, że nie rozszerzy się na wschód. Dopiero po tym, jak niemiecki minister spraw zagranicznych odwiedził Waszyngton w maju 1991 roku i powiedziano mu, że ekspansja „nie może być wykluczona w przyszłości”, szybko się wycofał i powiedział, że nie jest zwolennikiem „ostatecznej deklaracji”. De facto jednak wydaje się, że chciał uniknąć rozszerzenia NATO na wschód.
(…)
Kanclerz dostrzegła również historyczną szansę, jeśli chodzi o stosunki ze Związkiem Radzieckim. "Być może będziemy teraz w stanie naprawić niektóre z tego, co poszło źle w tym stuleciu" - powiedział. Po II wojnie światowej z milionami ofiar śmiertelnych i podziałem Niemiec, które nastąpiły, Kohl miał nadzieję otworzyć nowy rozdział w relacjach z Moskwą.
(…)
Wieloletni minister spraw zagranicznych Gorbaczowa, Eduard Szewardnadze, ostrzegał nawet Niemców. Podczas wizyty Genschera w Moskwie w październiku 1991 roku, Szewardnadze, który do tego czasu nie sprawował już władzy, przepowiedział, że jeśli Związek Radziecki rozpadnie się, „przywódca faszystowski” może pewnego dnia dojść do władzy w Rosji, która może domagać się powrotu Krymu.

Putin zaanektował Krym nieco ponad dwie dekady później.

W 1991 roku Kohl uznał, że trująca forma nacjonalizmu, która pojawiła się w Europie Wschodniej po I wojnie światowej, może ponownie pojawić się. Wierzył, że jeśli kraje bałtyckie staną się niepodległe, " starcie z Polską zacznie się od nowa. Polska i Litwa walczyły ze sobą w 1920 roku.

Wniosek wysuwany przez niemieckiego kanclerza był taki, że „rozpad Związku Radzieckiego nie może być w naszym interesie...”.

(oprac sa)

Na zdjęciu kanclerz Helmut Kohl i Michaił Gorbaczow w Kijowie w 1991 roku. Foto: Frank Darchinger

Dodajmy do tego, że kanclerz Helmut Schmidt popierał wprowadzenie w Polsce stanu wojennego, nie rozumiał Solidarności i dążeń wolnościowych. 

– Kanclerz Schmidt był niewątpliwie wybitnym politykiem. Jego koncepcja polityki odprężenia w bardzo poważny sposób przyczyniła się do późniejszych zmian na kontynencie europejskim – powiedział Deutsche Welle publicysta i były opozycjonista Kazimierz Wóycicki, obecnie członek zarządu Rady Fundacji „Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego.

„Nie zauważał nas”

Tyle, że Schmidt chciał prowadzić tę politykę ponad głowami opozycji w Polsce czy w ogóle ruchów dysydenckich w dawnym obozie komunistycznym w Europie. – Był typowym etatystą. Uznawał mechanizmy wielkiej polityki, mechanizmy gospodarcze, natomiast te mikroprocesy, jakimi były dążenia do wolności poszczególnych społeczeństw czy poszczególnych środowisk wyraźnie umykały jego percepcji. On nas po prostu nie zauważał – twierdzi Wóycicki.

(as)

 

Czytaj więcej: Kanclerz Kohl: "Rozpad Związku Sowieckiego nie może być w naszym interesie...”

Komentarz (1)

W Debacie wrześniowej Socha analizuje, czy prąd z OZE jest strasznie tani czy potwornie drogi?

Szczegóły
Opublikowano: wtorek, 09 wrzesień 2025 20:41

Debata wrześniowa w sprzedaży od 11 września, za jedyna 6,50 zł. (W Książnicy Polskiej” przy ratuszu w Olsztynie trzeba się upomnieć, bo chowają pod ladą)

Bogdan Bachmura napisał o „Narodzie zmęczonym współczuciem”. Chodzi oczywiście o nastronje antyukraińskie. „Zasiewanie nienawiści, żonglowanie losem słabych jest niegodne cywilizowanego państwa i sprzeczne z moralnością i zwykłą ludzką przyzwoitością. Jest sprzeczne z Ewangelią na którą tak chętnie powołuje się wielu decydentów”

Prąd z OZE strasznie tani czy potwornie drogi?
Po zawetowaniu przez prezydenta Karola Nawrockiego „ustawy wiatrakowej”, premier Donald Tusk skomentował na X „Zła wola albo koszmarna niekompetencja prezydenta Nawrockiego. Niewykluczone, że jedno i drugie. Jego weto oznacza droższy prąd dla wszystkich Polaków - dziś i w przyszłości. Pierwsze egzaminy: z dyplomacji i energetyki oblane. Zapłacą wszyscy”
Adam Socha przeanalizował jak to z tym prądem z OZE jest.

Jacek Stachowiak informuje z Londynu: Sporne flagi świętego JerzegoNad Anglią zawisły tysiące flag z czerwonym krzyżem na białym tle. Załopotały na na latarniach, dachach budynków, mostach i estakadach. Z medialnych sugestii wynika, że do oflagowania kraju doszło za sprawą homofobicznej skrajnej prawicy, która wykorzystała niezadowolenie społeczeństwa z powodu nielegalnej imigracji. Tymczasem ludzie, którzy wchodzili na drabiny i wieszali flagi w miejscach publicznych oraz na swoich domostwach, mówili: nie jesteśmy homofobami lecz patriotami, a krzyże świętego Jerzego są symbolem narodowej dumy.

Bogdan Bachmura: Narcyz na czerwonym dywanie Władimir Putin przyjmowany na czerwonym dywanie? W Chinach, Korei Północ-nej czy Wenezueli – nikt by się nie zdziwił. Jednak widok tego honorowego rekwizytu, rozwijanego przez amerykańskich żołnierzy na amerykańskiej Alasce, a później oklaski prezydenta USA dla rosyjskiego dyktatora, to kolejna w wykonaniu Donalda Trumpa lekcja … no, właśnie czego?

Magdalena Piórek: W pustyni i w pszczy (a czasem w salonie) Rosja wróciła na salony. Nie prosząc i nie dając nic w zamian.

Mariusz T. Korejwo kontynuuje swoją książkę „Elity autochtońskie. Październik przedPaździernikiem”

Henryk Mondroch opisuje historię warmińską rodzinę Palmowskich z Dywit.

Tadeusz Pardej opisuje Niemenczyn

Henryk Pejchert: Chiny nazywane często krajem środka (Zhongguo) są przedstawicielem cywilizacji mającej co najmniej 5000 lat. Znawcy tematu uważają, że nie można zrozumieć historii i kultury Chin bez wniknięcia w zasady Taoizmu. Taoizm stanowiący złożony
kierunek filozoficzny, głosi zgodne współżycie społeczności ludzkiej z natur

Waldemar Brenda opisał Kazimierza Sosnkowskiego – konspirator, żołnierza, polityka, emigranta.

Zachodzi słońce nad imperium Lechitów – wieszczy Adam Kowalczyk

Albania, nowa Mekka Polaków. Podróż po Albanii opisał Mariusz T, Korejwo

Jan Rosłan zamieszcza opowiadanie „Motyl”

Dobroczynność na Warmii na przykładzie dawnego Biskupca. (Cz. 2) opisuje Urszula Laskowska

Czytaj więcej: W Debacie wrześniowej Socha analizuje, czy prąd z OZE jest strasznie tani czy potwornie drogi?

Komentarz (5)

Czy mit i geniusz Donalda Tuska już się wyczerpał?

Szczegóły
Opublikowano: czwartek, 04 wrzesień 2025 19:01
Zbigniew Lis


„Nie ważne jak zaczynasz, ale jak kończysz”. To motto byłego zmurszałego premiera z przeszłością komunistyczną, który też chciał ratować swoją partię PZPR, tylko nie za środki z UE, ale za ruble z Moskwy.

Donald Tusk miał być zbawcą narodu, kiedy to w 2021r. ponownie powrócił do krajowej polityki i w ramach „prawyborów” namaścił się szefem PO. Później został premierem tylko dzięki poparciu partii Trzecia Droga oraz miliardom zł z UE w ramach KPO, w nagrodę za odsunięcie od władzy niesfornego rządu premiera Morawieckiego.

W rzeczywistości okazało się, że bardzo rozczarowuje, bo faktycznie chodziło mu tylko o ponowną władzę w walce z „pisiorami” i kasę dla swoich. Rządzenie państwem nie jest jego najmocniejszą stroną, o czym świadczy kolejna porażka jego kandydata w wyborach prezydenckich w br.

Mimo odpowiedzialności D. Tuska za klęskę w tych wyborach, to K13G nadal realizuje szaleńczy pomysł jej lidera. Ma on głównie polegać na przetrwaniu premiera do wyborów parlamentarnych w 2027r., walce z obecnym prezydentem RP za pomocą rozporządzeń, odwecie na obozie prawicy oraz przejęciu najważniejszych instytucji w państwie, celem poddaniu Polaków liberalno-lewicowej reedukacji. To będzie stagnacja w rozwoju Polski oraz dysfunkcjonalne i dewastujące dla państwa.

Tak w ogóle patrząc na jego dokonania w polityce oraz wiarygodność, to one są fatalne i gorszące. On miał szansę odegrać historyczną i ważną rolę w polskiej transformacji po upadku PRL w 1990r., ale zgubiła go zła taktyka. Zawsze stawiał na tych, którzy popierali go ze strachu i dla apanaży, niż tych, którzy popierali go z przekonania.

Strach pozostaje, ale przekonania się zmieniają. Teoretycznie on niby zawsze walczył z mową nienawiści i namawiał oponentów do współpracy, to praktycznie nie dość, że daje na nią przyzwolenie, ale sam ciągle atakuje tych, z którymi się nie zgadza.
Nie można na takim życiorysie trzykrotnego premiera RP i jego zaskakującej oraz żenującej aktywności na portalu X wychowywać młode pokolenie, ludzi oddanych i wiarygodnych.

Ta jego aktywność ma pokazać jak jest sprawczy i ważny oraz że jest blisko elektoratu K13G. Jednak skutek jego takich działań jest odwrotny od zamierzonego, bo jego zachowanie nie licuje z pełnionym urzędem czwartej osoby w państwie.
Podział i skłócanie naszego społeczeństwa odbywało się i nadal trwa metodycznie podczas bulwersującej wojny polsko-polskiej. W dobie internetu najważniejszą w niej rolę odgrywają media i marketing polityczny. Odpowiednie kreowanie postępowania i wizerunku polityków oraz partii sprawia różne reakcje i decyzje u wyborców.

Dlatego obaj przywódcy wymienionej wojny, od Polaka myślącego wolą Polaka emocjonalnego, bo takim wyborcą lepiej się manipuluje i zarządza w mediach społecznościowych. Efektem tego jest obecna polaryzacja, która sprawiła, że rodacy za swoje problemy i niezadowolenie z rządzących mogą winić wyłącznie siebie.

Zaczęła się ona od pierwszej porażki D. Tuska w wyborach prezydenckich w 2005r., w których startował pod hasłem „Człowiek z zasadami”. Później w sposób wyrachowany i z premedytacją rozpoczął pierwszą fatalną dla Polski kohabitację z prezydentem RP śp. Lechem Kaczyńskim, zakończoną katastrofą smoleńską w 2010r.

Będąc premierem najpierw był współodpowiedzialny za skandaliczne przygotowanie podróży polskiej delegacji do Rosji, a następie w sposób bulwersujący oddał Putinowi przeprowadzenie śledztwa w tej sprawie, w wyniku czego do dzisiaj nie ustalono winnych i przyczyn wymienionej katastrofy.

Podczas swojej drugiej kadencji w 2014., D. Tusk porzucił stanowisko szefa polskiego rządu i uciekł na intratne stanowisko szefa Rady Europejskiej, reprezentując w fatalny sposób polskie interesy.

W tym roku mija 20 lat od tamtej porażki i historia zatoczyła koło. Obecnie D. Tusk przez swoją indolencję jest zmuszony po raz czwarty współpracować z prezydentem RP, tym razem z dr Karolem Nawrockim, który reprezentuje opozycję.

Jeszcze nie minął miesiąc od ostatnich wyborów głowy państwa, a już widać, że obecna kohabitacja będzie z dotychczasowych najtrudniejsza dla premiera, amatora piłki nożnej, z obecnym prezydentem RP, uprawiającym pięściarstwo.

To jest zdumiewające, bo nie będący politykiem K. Nawrocki ma już przewagę w tym starciu, do którego w żenujący sposób zmierza D. Tusk. Wynika to z tego, że prezydent RP ma za sobą sympatię i poparcie większości wyborców za dotrzymywanie przedwyborczych obietnic. Obecne groteskowe zachowanie i wypowiedzi premiera Tuska, sprawiają wrażenie, że on nadal nie może pogodzić się z porażką i dla niego nie skończyła się jeszcze kampania prezydencka.

Wygranie wyborów prezydenckich przez K. Nawrockiego, sprawiło, że K13G nie doczekała się upragnionego „domknięcia systemu” i niektórzy obrażeni jej członkowie wciąż podważają ich wynik.

Stąd m. in. minister sprawiedliwości A. Bodnar oraz jego następca W. Żurek i nadprokurator generalny R. Giertych, uznali, że ich porażka wynikała ze sfałszowania wyborów przez obecną opozycję.

Ktoś powie no dobrze, ale to trudno ogarnąć umysłem. Gdyby to miało miejsce, to nie wiadomo by było, jak wówczas należałoby ogłosić prezydentem R. Trzaskowskiego, który przegrał, skoro wybory były nieważne, bo sfałszowane.

Obecnie widać jednoznacznie, że lider K13G jest zagubiony oraz stracił inicjatywę, a jego autorytet gaśnie nie tylko wśród własnego elektoratu. Jego kłopoty zauważył nawet niemiecki Der Spiegel, który napisał, że premier jest zmęczony i rozdrażniony oraz nie wiadomo, czy obecna władza dotrwa do najbliższych wyborów parlamentarnych. To jest jak najbardziej trafna ocena, bo premier Tusk nawet oficjalnie nie pogratulował dr Karolowi Nawrockiego wyboru na stanowisko głowy państwa.

Niedawno wypowiedział się, że jako premier współpracował dotychczas z trzema prezydentami RP. Jak będzie z czwartym? Poradzimy sobie. Jak sobie radzi, to wynika z żenującego spotkania ze swoim elektoratem w Pabianicach, podczas którego stwierdził, że "nie pozwoli nowemu prezydentowi pohulać".

Jak zapowiedział tak robi, co widać było przed wizytą prezydenta RP K. Nawrockiego w USA. Premier Tusk z wicepremierem Sikorskim, zwanym w Białym Domu "Mr. Applebaum", zamiast służyć Polsce i rodakom, pokazali butę i ignorancję, obrażając głowę państwa w mediach.

Jest to tym bardziej kuriozalne, bo wizyta prezydenta Nawrockiego okazała się sukcesem dla Polski, w sytuacji braku od dwóch lat normalnych relacji dyplomatycznych rządu Tuska ze Stanami Zjednoczonymi.

Może więc zaczną K. Nawrockiego traktować poważnie i z uznaniem. Jednak jest to mało realne, bo swoistym sabotażem należy nazwać rezygnację obu premierów z reparacji wojennych od Niemiec, wbrew stanowisku prezydenta RP w tej sprawie.

Katastrofą rządu Tuska są również kompromitujące działania nowego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego W. Żurka. Niektóre media podejrzewają go o fanatyzm prawniczy, ponieważ on nie zamierza wywiązać się z obietnicy zrezygnowania z funkcji prokuratora generalnego. Z troski o dobro Polski będzie sprawował nadal obie funkcje, ponieważ jego poprzednik senator KO A. Bodnar przez 1,5 roku nie znalazł jakiejś podstawy prawnej do zreformowania wymiaru sprawiedliwości.

W I połowie br. doczekaliśmy się kolejnej wpadki rządu Tuska podczas polskiej prezydencji w Radzie UE. Był to sprzyjający czas na zgłoszenie podczas niej dobrych propozycji dla Polski, ale w tej sprawie nawet nie zorganizowano spotkania w Warszawie. Mimo to premier Tusk ogłosił prezydencję sukcesem i w „nagrodę” cofnął ministra Adama Szłapkę z Brukseli, który teraz jako rzecznik nieudolnego rządu, ma informować o jego osiągnięciach.

Wobec spadku notowań obecnego rządu, Sejm udzielił premierowi zaufania, w związku z już trzecim jego wnioskiem złożonym w dotychczasowej nieudolnej karierze na stanowisku szefa rządu. To jednak nie poprawiło tych notowań. Dlatego bardzo strapiony, zgorzkniały i coraz mniej uśmiechnięty lider K13G uznał, że nie ma wyjścia i czas na groteskową reanimację rządu, przypominającą pomysły z filmów S. Barei.

Zaczęło się od likwidacji dwóch ministerstw, w tym zniknęło po 500 dniach istnienia Ministerstwo Przemysłu w Katowicach, którego zorganizowanie kosztowało podatników 28 mln zł.

Spektakularny i zabawny był obrót i powrót w ciągu półtora roku komicznego Marcina Kierwińskiego. Zaczynał karierę jako minister SWiA, aby przez Parlament Europejski i pełnomocnika rządu ds. likwidacji skutków powodzi, powrócić ponownie na szefa tego resortu. Moim zdaniem nadszedł już czas, aby zrezygnował z funkcji ministra i również godnie zastąpił gen. W. Pawlaka na stanowisku szefa OSP.

Następnie stanowiska straciły dwie ministry – K. Kotula i A. Porowska, bo rodacy nie wiedzieli czym się zajmowały. Dlatego przydzielono im również odpowiedzialne zadania w Komitecie Politycznym Rady Ministrów, na stanowisku sekretarek stanu, tzn. sekretarzy.

Sensacją odświeżenia rządu, był awans M. Berka na ministra nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu, oczywiście bez określenia mu zakresu obowiązków, w obawie przed reakcją aż trzech wicepremierów. Finałem reanimacji rządu było złożenie antypisowskim radykałom w ofierze ministra A. Bodnara, wyznaczając na jego miejsce W. Żurka.

Jest takie powiedzenie: jak nie idzie to nie idzie, bo doczekaliśmy się kolejnej afery obecnego rządu. Dotyczy ona defraudacji ponad miliarda zł ze środków KPO, za którą odpowiada nietykalna ministra K. Pełczyńska-Nałęcz, bo w razie jej dymisji, rozpadnie się K13G. Tusk w swoim stylu, podczas posiedzenia rządu, najpierw przywitał się z „ministrą” i pogratulował jej w sposób zazdrosny „popularności”.

Następnie jak nigdy nic stwierdził, że: „100% odpowiedzialności za kłopoty z wydatkowaniem pieniędzy z KPO ponosi PiS, przez jego idiotyczną, agresywną, antyeuropejską politykę i kradzież czasu. Oni nie tylko kradli pieniądze, ale ukradli Polsce bezcenny czas”. Prawda jest jednak taka, że KPO zamiast być największym atutem rządów K13G, odbija jej się czkawką i stał się „Kompromitacją Platformy Obywatelskiej”.

To czy przetrwa rządząca K13G, zależy chyba już tylko od tego, czy ona wyśle Tuska w „stan spoczynku”, bo on sam nie zrezygnuje. Będzie nadal służył Niemcom, wg rekomendacji jaką przekazał prezydentowi K. Nawrockiemu przed wyjazdem do Waszyngtonu: „Relacje z USA muszą być jak najbardziej przyjazne, partnerskie, z podniesioną głową, nie na kolanach, jak do przyjaciół, ale ze świadomością, że jesteśmy państwem dumnym i suwerennym”.

Ewentualny jego następca R. Sikorski, na pewno nie wyrazi zgody zostać szefem rządu, ze względu na fatalny obecny stan państwa zarządzany przez premiera Tuska. Ma on również w pamięci to, że przez niego nie zamienił swojego pałacu w Chobielinie, na pałac prezydenta RP.

Jednak najgorsze dla Polski jest to, że lider K13G po sobie zostawi opóźnienia w realizacji strategicznych inwestycji, decydujących o wyrównaniu poziomu cywilizacyjnego z Zachodnią Europą. Stąd wniosek, że D.Tusk sfrustrowany i bez opamiętania już tylko dryfuje do skompromitowanej UE, bo „Polskość to nienormalność”, a K13G bez lidera, na własne życzenie zejdzie ze sceny politycznej.
Zbigniew Lis

4 września 2025r.

Czytaj więcej: Czy mit i geniusz Donalda Tuska już się wyczerpał?

Komentarz (11)

Więcej artykułów…

  1. Prezydent Nawrocki na Westerplatte: Musimy w końcu załatwić kwestię reparacji
  2. "Jakie wnioski należy wyciągnąć z II wojny światowej?".

Strona 10 z 533

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Byłem na spektaklu. Poruszający to chyba trochę mało powiedziane...
Ale zauważyłem dwa rzędy przede mną siedząca osobę z umieszczonej w tekście listy...
Olsztyńska prokuratura wszczęł...
1 godzinę temu
Oj dana dana - https://www.youtube.com/watch?v=77cKcUoKjXg&list=RD77cKcUoKjXg&start_radio=1
Radna pyta: Dlaczego prezydent...
5 godzin(y) temu
"Moja jest tylko racja, i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Bo właśnie moja racja jest racja najmojsza!"
Radna pyta: Dlaczego prezydent...
19 godzin(y) temu
Ekstra, teraz może wstąpi do KO? Byłby wzmocnieniem.
Przeprosiny
19 godzin(y) temu
Dlaczego radny Andrasz, mistrz konferencji, milczy w tak ważnym temacie?
Radna pyta: Dlaczego prezydent...
20 godzin(y) temu
Brawo radna. Ogólnopolskie media piszą już o festiwalu. Super promocja, dużo osób się dowiedziało co się dzieje. Jedna taka interpelacja ma dużo więks...
Radna pyta: Dlaczego prezydent...
20 godzin(y) temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • Wiernikowska po 23 latach opowiedziała historię Klewek, Leppera i Skowrońskiego
  • Presja na lekarzy Szpitala w Olsztynie, by wykonali aborcję. Kaja Godek ma dla kobiety dom
  • Prezydent Olsztyna uprawia pijar i zaklinanie rzeczywistości
  • „Męczeństwo św. Katarzyny K. od Helpera” (relacja z procesu sądowego)
  • Burmistrz apeluje o powrót festiwalu muzyki death-metal do Dobrego Miasta
  • Fundacja im. M. Bublewicza nie przekazywała dotacji na Szkołę im. M. Bublewicza
  • Kto „szerzy kłamstwa”, media czy beneficjentka dotacji Beata Bublewicz?
  • Petycja do KEP o aprobatę nazwy Sanktuarium Narodowe w Gietrzwałdzie
  • Policja zatrzymała właścicielki prywatnych szkół w Olsztynie
  • Jak rozliczono dotację dla Fundacji im. M.Bublewicza na "Ochronę Ostoi Derc"
  • "Dolina nicości jest w nas". Znakomita ekranizacja powieści Wildsteina

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.