logodebata

Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000337806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

środa, wrzesień 16, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Polska

Polska

W obcych butach przebaczenia (co wynika z wojny orderowej)

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 27 czerwiec 2026 19:47
Bogdan Bachmura

Nie oceniaj, zanim nie przejdziesz się w cudzych butach. Z praktycznym zastosowaniem tej jakże mądrej maksymy nasze egoistyczne usposobienie miało zawsze problem. Tym większy jest on w czasach, gdy egoizm, pozbawiony dawnych, religijno-obyczajowych hamulców, został podniesiony do rangi cnoty. Ten jednostkowy wzorzec odnalazł się w masowych systemach politycznych, gdzie „egoizm narodowy” oraz „interes narodowy” stały się podstawowymi narzędziami uprawiania polityki wewnętrznej i zewnętrznej.

W takich systemach, gdzie tzw. interes narodowy jest wartością nadrzędną, a jego artykulacja skierowana jest do masy nazywanej suwerenem, siekiera konfliktu nieustannie wisi w powietrzu. A żyjący z zarządzania konfliktami politycy są ostatnimi, którzy są zainteresowani wkładaniem „cudzych butów”. Dlatego w przestrzeni publicznej coraz częściej przeważają hasła sprymitywizowanego, antychrześcijańskiego nacjonalizmu, głoszącego przekonanie o egoizmie narodowym jako jedynym systemie etycznym w życiu publicznym.

Taką klasyczną siekierą wiszącą nad stosunkami polsko-ukraińskimi jest sprawa zbrodni wołyńskiej.

Jej ostatni epizod, związany z nadaniem przez Wołodymira Zełenskiego jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA” kolejny raz pokazał, jak trudne i ryzykowne dla reprezentantów obu interesów narodowych jest wkładanie „cudzych butów”. Cechą charakterystyczną odgrzanej mody na obronę interesów narodowych jest bowiem uznanie istnienia jedynie własnych, oraz tych, które są z nimi akurat zbieżne. Inne nie istnieją, albo są błędnie rozumiane. Przykładem takiej postawy jest Patryk Jaki, który twierdzi, że takim postępowaniem Ukraina szkodzi swoim interesom. Dla Witolda Jurasza, byłego dyplomaty, a dzisiaj publicysty „Onetu, to jest obelga w stosunku do Polski, biorąc szczególnie pod uwagę skalę pomocy udzielonej przez nas Ukrainie. Podobne głosy można mnożyć.

Z polskiej perspektywy są one jak najbardziej zrozumiałe. Wyrazem tych emocji jest zamiar odebrania prezydentowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Problem w tym, że podobne, moralnie motywowane emocje bywają tyleż szczere, co wybiórcze. W stosunkach międzynarodowych kozaczymy do tych, których się nie boimy lub mamy niewiele do stracenia. W sprawie ekshumacji w Jedwabnem – o czym na tych łamach już wspominałem – siedzimy cicho ze strachu przed Żydami i wspierającymi ich Amerykanami. Przemysław Czarnek krzyczy o pluciu Polakom przez Zełenskiego w twarz. Ale gdy Donald Trump wygadywał upokarzające polską wrażliwość głupoty pod adresem Rosji i Putina, Czarnek udawał, że deszcz pada. Interes narodowy okazał się dla naszych etatowych obrońców wiary ważniejszy nawet wtedy, gdy Trump odkrył w sobie Chrystusa.

Nad masowymi zbrodniami Izraela w Strefie Gazy moralno-dyplomatycznych szat nie rozdzieramy. Ale już Victor Orban to co innego. Na niego można było spokojnie zza węgła poszczekać. Taka postawa z punktu widzenia polityki realnej wydawać się może słuszna, tylko trudno się dziwić, że waluta moralnego oburzenia ulega wyraźnej dewaluacji.

Z kolei demonstracja z odbieraniem Zełenskiemu Orderu Orła Białego była tyleż łatwa, co błędna. Powody dla których prezydent Ukrainy został odznaczony – jak powiedział, w imieniu narodu ukraińskiego - najwyższe polskie odznaczenie, nie zmieniły się. Kult Bandery i UPA także był wtedy na Ukrainie obecny. Ryzyko przyznawania orderów obcym politykom, zwłaszcza czynnym, jest oczywiste i musi być brane pod uwagę. Gorzej, że prezydent Karol Nawrocki, zwlekając z ostateczną decyzją, pomimo wydanej opinii Kapituły Orła Białego, zamienił swój błąd w farsę, urągającą powadze tego znamienitego odznaczenia. Tak to wygląda w momencie oddawania tego tekstu do druku. I niezależnie od tego co prezydent ostatecznie zrobi, dobrego wyboru już nie ma.

Pytanie, czy reakcje w Polsce są dla prezydenta Ukrainy zaskoczeniem, czy też wkalkulowaną w zyski stratą? Warto się pochylić nad opinią prof. Łukasza Sroki z Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, że kluczowe znaczenie dla Ukrainy od początku wojny mają zasoby ludzkie. A te pochodzą głównie z zachodniej Ukrainy. Bohaterstwo tych ludzi, ich patriotyzm wiąże się, jak w każdym wojsku, z symboliką adekwatną do aktualnych wyzwań. A kult UPA, jako formacji walczącej wbrew wszystkim i wszystkiemu z Sowietami, nadaje się do tego doskonale. Innej wersji UPA ukraińscy żołnierze na ogół nie znają.

Relacje z Polską, choć dla Ukrainy ważne, w porównaniu z wagą czynnika ludzkiego mają znaczenie wtórne. W polskim arsenale istnieją oczywiście środki, którymi możemy mocniej niż utrata orderu przemówić do wyobraźni przywódcy Ukrainy. Jak choćby nagłe i nieprzewidziane trudności z płynnością dostaw przez Jesionkę. Ukraińcy podobny sygnał doskonale by zrozumieli. Im aż do wyborów na Węgrzech przeciągała się naprawa Rurociągu Przyjaźń. Problem w tym, że takie retorsje nie leżą w naszym interesie, o czym Zełenski doskonale wie.

Czy ktoś z polskich, coraz liczniejszych wyznawców szkoły politycznego realizmu, postępowałby na miejscu Zełenskiego inaczej? Zwłaszcza, że według pierwotnej propozycji jaką złożyli ukraińscy żołnierze, jednostka miała nosić imię „Kłyma Sawura” (właśc. Dmytro Klaczkiwski), dowódcy okręgu UPA-Północ na Wołyniu, rzeczywistego autora planu, rozkazu i głównego wykonawcy eksterminacji Polaków. Zełenski tego dekretu nie podpisał, proponując w zamian „Bohaterów UPA”. Możemy uznać taką zmianę za dalece mało satysfakcjonującą, tylko co z prawem do wybierania sobie własnych bohaterów? Czy prawo do walki z „pedagogiką wstydu”, o które walczyła polska prawica, dostaliśmy na wyłączność?

Jarosław Hrycak, znany ukraiński historyk i rzecznik polsko-ukraińskiego pojednania, od lat apeluje o zrozumienie ukraińskiej perspektywy historycznej. „Od dawna tłumaczę Polakom, że Bandera jest w Ukrainie bohaterem narodowym głównie dlatego, że stał się symbolem oporu wobec Rosji. Jestem już zmęczony powtarzaniem tego, że odwoływanie się do dziedzictwa UPA nie ma wymiaru antypolskiego” – mówi Hrycak. Dlaczego tacy ludzie jak Hrycak, po obu stronach granicy, mają z tym pojednaniem tak mocno pod górkę? Przykład Żydów, głuchych na naszą perspektywę oceny historii, zwłaszcza okresu II wojny światowej, powinien nam dać do myślenia.

Zadziwiające, jak oszczędnie gospodarujemy swoim oburzeniem w kwestiach symbolicznych, gdy chodzi o sprawy wewnętrzne. Choćby na bliskim nam przykładzie olsztyńskich „szubienic”. Gdyby ta sprawa spotkała się z reakcją adekwatną do antyrosyjskiej retoryki Donalda Tuska, po pomniku chwały zbrodniarzy dawno ślad by zaginął. Jeden tweet premiera, jeden partyjny rozkaz, i sprawa byłaby pozamiatana. Tymczasem były prezydent Olsztyna, inspirowany autorytetem profesora historii, przy wsparciu radnych Koalicji Obywatelskiej, bezkarnie pozwala sobie na prorosyjską hucpę. Państwowe i samorządowe instytucje tak się zapędziły w ochronie tego „dzieła”, że niewygodną „wdzięczność” w jego nazwie zastąpiły miłym dla ucha „wyzwoleniem”. Zaś obecny prezydent, choć mógłby natychmiast wycofać skargę z NSA i dokonać deklarowanej „dekonstrukcji”, bynajmniej się nie spieszy. Pomnik jak stał, tak stoi, nawet go ostatnio na koszt miasta oczyszczono z wrogich napisów. Sprawa się rozbija o koszty. Jakieś dwa-trzy miliony złotych! Tyle w praktyce kosztuje nasza narodowa duma i patriotyzm. Ukraińcy posowieckie pomniki u siebie zburzyli, u nas kult sowieckiego „wyzwolenia” znalazł schronienie w cieniu artystycznej estetyki. Jeśli zatem w sprawie pomnika sowieckich zbrodniarzy górę bierze forma nad treścią, to dlaczego czepiamy się ukraińskiego kultu Bandery, skoro wiadomo, że robią to w dobrej wierze, i mają ku temu dużo ważniejsze powody?

Z tą pielęgnacją pamięci o zbrodni wołyńskiej też różnie u nas bywało, o czym łatwo w atmosferze oburzenia na prezydenta Zełenskiego zapomnieć. Prezydent Andrzej Duda nie wziął udziału w obchodach 80 rocznicy krwawej niedzieli na Wołyniu. Nie znalazł też czasu na spotkanie z rodzinami ofiar rzezi wołyńskiej. Jeszcze na tydzień przed obchodami, na warszawskim pomniku, upchniętym w zapomnianym zakątku Marymontu, stojącym w towarzystwie kontenera pokrytego graffiti, w najlepsze rosły chwasty. O tym, ile dostało się ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zalewskiemu za zaangażowanie w sprawy pamięci zbrodni wołyńskiej wspominał nie będę. To wszystko prowokuje do pytania o teatralizację i polityczną instrumentalizację pamięci o tragedii wołyńskiej.

W butach polityki historycznej

O polityce historycznej jako mechanizmie masowej edukacji służącej interesom narodowym na tych łamach już pisałem. Wchodzenie w czyjeś narodowe buty jest tutaj zajęciem najmniej pożądanym. Dlatego Ukraińcy nie będą masowo edukowani ze zbrodni popełnionych przez ich rodaków na Ukrainie, a Polakom będą oszczędzane lekcje traktujące o przyczynach raptownej, zbiorowej nienawiści ludzi, którzy żyli po sąsiedzku w zgodzie, często zawierając mieszane, polsko-ukraińskie małżeństwa. Przeciętny Polak żyje w przeświadczeniu, że jego ukraiński odpowiednik ma wiedzę na temat rzezi wołyńskiej, lecz wypiera ją, jako niewygodną dla jego narodowej dumy.

Z kolei wielu Ukraińców uważa, że Polacy są świadomi historycznych źródeł niechęci do Polaków na zachodniej Ukrainie. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie i nikt po obu stronach granicy nie zamierza, w imię spójności tzw. polityki historycznej, mieszać ludowi w głowach niepotrzebną wiedzą. Tak więc obywatele Ukrainy na długo pozostaną ze świadomością, że żołnierze UPA jedynie bohatersko stawiali czoła Sowietom. Dominuje tam przekonanie, że polsko-ukraińskie podziemie prowadziło tam wojnę w wyniku której ucierpiała ludność cywilna - polska i ukraińska. Z kolei mieszkańcom kraju nad Wisłą ma wystarczyć, że UPA wymordowała ok. 100 tyś. Polaków na Wołyniu. W Polsce oczywiście wiemy o aktywnym i masowym udziale w zbrodniach cywilnej ludności ukraińskiej.

Proszę zatem czytających ten tekst o przypomnienie sobie, ile razy wśród rozlicznych, publicznych rozmów czy debat, próbowano wyjaśnić przyczyny wspomnianego, masowego szaleństwa? Ile wiemy o postrzeganiu „polskich panów” przez tamtejsze chłopstwo? O ich brutalnej rozprawie z powstańcami styczniowymi? O niszczeniu polskich dworów, folwarków i zasiewów, zarówno podczas rewolucji 1905-1907, jak i w latach 1917-1921? Ruski czy ukraiński chłop, słusznie czy nie, kojarzył swoją niedolę z Polakami. Dla nich „pański świat” powrócił wraz z II Rzeczpospolitą, a jej polityka sprzyjała szerzeniu się antypolskich nastrojów. O spaleniu ok. 140 cerkwi łatwo się nie zapomina. Lubimy przypominać, że w 1939 r. Żydzi na Ukrainie witali Armię Czerwoną bramami triumfalnymi. Trudniej nam przychodzi wiedza, że podobnie postępowała młodzież chłopska na Wołyniu, gdzie wcześniej absolutnie dominowała Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy. Tam też, a szczególnie na opanowanym przez komunistów Polesiu, rozpoczęły się pierwsze i najbardziej krwawe mordy.

Ofiarą tego zbiorowego szaleństwa padli polscy chłopi, często biedniejsi od ukraińskich, ale kojarzeni poprzez język i wiarę ze światem „polskich panów”. To było najłatwiejsze, zwłaszcza podczas panującego w warunkach wojennych chaosu i anarchii. Według kapitana Wincentego Romanowskiego, dowódcy Okręgu AK Zdołbunów, w mordach Polaków brały udział setki tysięcy chłopów. Bez ich masowego wsparcia – pisał kpt Romanowski - takich masowych mordów nie dokonałaby najlepiej zorganizowana organizacja terrorystyczna.

Długa historia polsko-ukraińskich relacji przygotowała bombę, której odpalenie na taką skalę było możliwe dzięki sączonej przez nowe, rewolucyjne elity Europy, obłędnej ideologii nacjonalizmu. Na jej wrogim celowniku znaleźli się wszyscy bez wyjątku, bez względu na wiek, płeć czy pochodzenie. Wystarczyła na nowo rozumiana, narodowa przynależność, której dotarcie na sam dół społecznej drabiny wykorzystali ukraińscy nacjonaliści z UPA.

Porzucenie długo pielęgnowanych, własnych mitów o „walce o naszą i waszą wolność”, solidarności i rycerskości, nie jest tak samo możliwe, jak wyrzeczenie się ukraińskiego mitu Bandery. Ta wybiórczość myślenia na temat historii, jest podstawą obecnej, nadal narodowej tożsamości, więc politycy będą ją pielęgnować i wykorzystywać przy każdej nadarzającej się okazji. Masową świadomość buduje się na emocjach i stereotypach, bo w ten sposób opakowany, polityczny towar sprzedaje się najlepiej. Udało się doprowadzić do stopniowego odblokowania ekshumacji ofiar zbrodni wołyńskiej, ale pozostał kult Bandery. Problem o wiele trudniejszy, bo świadomości historycznej Ukraińców nie da się zmienić jednym dekretem prezydenta. Dla nich – jak zauważa dr Łukasz Adamski, dyrektor Centrum Dialogu im. Juliusza Mierosławskiego - spełnienie polskich oczekiwań oznaczałoby w praktyce delegitymizację części ukraińskiej tradycji niepodległościowej. Czy dzisiejsza, pozostająca w stanie wojny Ukraina, może sobie na to pozwolić?

Nie ulega wątpliwości, że kult Bandery i UPA nie pomaga Ukrainie nie tylko w relacjach z Polską. Ale nie to przeważa na szali ich politycznych kalkulacji. Nie są w takim myśleniu odosobnieni. Instytut Yad Vashem także zaprotestował przeciwko nadaniu ukraińskiej jednostce imienia „Bohaterów UPA”, z powodu Żydów planowo mordowanych przez żołnierzy UPA. Jednocześnie bieżący interes narodowy podpowiada Izraelowi masowe zbrodnie na ludności cywilnej w Strefie Gazy, bez oglądania się na wizerunkowe skutki tego krwawego procederu. Czy ktoś da radę wybić Izraelczykom z głowy kult uczestników tych zbrodni? Tak się złożyło, że Ukraina ma dzisiaj setki nowych bohaterów i w konfrontacji z nimi pamięć Bandery w przyszłości niewątpliwie przyblaknie. To być może jedyny sposób, poza upływającym czasem, aby ten oścień tkwiący w naszych wzajemnych stosunkach zaczął mniej uwierać.

Przebaczamy i prosimy o przebaczenie

Wiadomo, że stare spory najlepiej odgrzewa się na nowym ognisku. Obok „starego” Bandery mamy zatem nowy spór o ocenę wzajemnych długów wdzięczności związanych z agresją Rosji na Ukrainę. Zażartych sporów o to, kto komu więcej zawdzięcza i w jaki sposób powinien to okazać, wystarczy zapewne na kolejne pokolenia.

Tymczasem koniec wojny rosyjsko-ukraińskiej otworzy nowy rozdział w naszych stosunkach z Ukrainą. Za naszą wschodnią granicą będziemy mieli to samo, ale nie takie samo państwo. Z wielkimi kłopotami, ale z bitną, uzbrojoną po zęby armią. Na długo wrogą Rosji, ale też często z nieufnymi wobec Polski elitami. Rosja się nie zmieni, a pozostające zawsze wielką niewiadomą Niemcy zaczynają się zbroić. Te okoliczności podpowiadają jak wiele będzie zależało od naszych przyszłych relacji. Wzajemna umiejętności zakładania „cudzych butów” będzie miała znaczenie kluczowe. Nie jest to zadanie łatwe, bo ich wnętrze, ze względu na historyczne zaszłości, może nas mocno uwierać. Ten wysiłek jest równie trudny, jak ważny. Aby nasze dzieci i wnuki nie doświadczyły powtórki z tego, co nas dzisiaj wzajemnie zatruwa.

Naszym wielkim, milczącym jak dotychczas atutem, jest Kościół. Jego głos skoncentrowany był do tej pory na apelach o odblokowanie ekshumacji ofiar zbrodni wołyńskiej. Tyleż moralnie słuszny, co społecznie nośny. Skierowane do Niemców w 1965 roku Przebaczamy i prosimy o przebaczenie podpowiada, co należałoby zrobić dzisiaj. Nie zapominając o własnych krzywdach, w imię chrześcijańskiego Miłuj bliźniego swego jak siebie samego, Kościół kardynała Stefana Wyszyńskiego „wszedł w niemieckie buty”. Świadomy ryzyka tego gestu, ale także szansy jaka otwiera się w stosunkach obu narodów i państw. Najlepszym momentem na podobny gest byłoby zakończenie wojny na Ukrainie. Czy Episkopat, podzielony i pozbawiony autorytetu na miarę Wyszyńskiego, na to stać? To trudne pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Ale jeśli nie Kościół, to kto?

Polityka w jednym pudełku zamknięta

W momencie pisania tekstu w papierowej Debacie nie znałem ostatecznej decyzji prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie odebrania Orderu Orła Białego prezydentowi Wołodymirowi Zełenskiemu. Teraz, gdy znany jest ciąg dalszy, chciałbym kilka słów dorzucić.

Na dzień dzisiejszy materialny bilans tej orderowej farsy, jeśli dobrze policzyłem, to jeden order odebrany i sześć zwróconych. W tym pięć do Polski i jeden (Jarosława Kaczyńskiego) na Ukrainę. Pełnej listy wzajemnie obdarowanych nie znam, więc zacząłem się martwić, że tej wojny na zasoby możemy nie wygrać.

Kryzys orderowy szybko pokazał, że zostaliśmy z Orderem Orła Białego w pudełku jak przysłowiowy Himilsbach z angielskim. I zapewne o to prezydentowi Nawrockiemu chodziło – o najbliższy nam od czasu upadku I Rzeczpospolitej polityczny oręż „dawania świadectwa”. Wraz z nieodłącznym uczuciem krzywdy i pretensji do tych, którzy nas zawiedli, albo zdradzili. Nasze wykształcone na kolejnych, honorowych klęskach narodowe geny prezydenta Nawrockiego nie zawiodły, o czym szybko przekonały go sondażowe słupki. Prezydent dostał, co chciał, a my mamy kolejną lekcję politycznego realizmu, z której jasno wynika, że za naszą wschodnią granicą narodził się nowy naród: dumny ze swojego oporu wobec rosyjskiego najeźdźcy, o silnej, nacjonalistycznej tożsamości, na której tak boleśnie przejechał się Putin.

Jego przywódcy nie będą przepraszali za zbrodnie sprzed ponad 80 lat, o których większość narodu nie ma pojęcia, bo Zełenski nie jest politycznym samobójcą. Buńczuczna zapowiedź utworzenia panteonu bohaterów, równoznaczna z eskalacją sporu z Polską o Banderę, to działanie na użytek wewnętrzny, mające wywołać „efekt flagi”. Czy ktoś – sięgając po ulubioną metaforę Donalda Trumpa – ma w ręku dość mocne karty, aby Ukraińcy zmienili zdanie? Order Orła Białego na pewno z tej tali nie pochodził. Jeśli mamy inne, to ze względu na interes własny z rąk ich wypuścić nie możemy. Zełenski doskonale o tym wie, więc gra takimi kartami, jakie ma aktualnie w ręku. Trump już to doskonale zrozumiał, zaś jego serdeczny kumpel z Polski ciągle gra w „Piotrusia”, w nadziei, że Zełenski go wyciągnie, przepraszając za „Bohaterów UPA”.

Dzisiejsza Ukraina to obraz państwa bitnego oraz po zęby uzbrojonego, silnie nacjonalistycznego i w perspektywie wielu lat biednego, z ciągle żywym dziedzictwem mentalności postkomunistycznej. To groźna mieszanka wybuchowa, którą trzeba, dla naszego dobra, rozbroić. Na szczęście Ukraińcy to naród, zwłaszcza po napaści Rosji, ciążący ku Europie, a ku Unii Europejskiej w szczególności. To najlepsze z dzisiaj dostępnych narzędzi wymuszających walkę z instytucjonalną korupcją oraz uczynienia z Ukraińców narodu konsumentów. To droga, którą przeszły wyczerpane dwoma wojnami narody Europy. Przy wszystkich wadach UE trudno dzisiaj o lepszą receptę, jeśli chcemy mieć w przyszłości Ukrainę po swojej stronie. Wielu twierdzi, że wchodząc do UE Ukraina będzie musiała się zmierzyć z całym dziedzictwem Bandery. Jeżeli tak będzie, to raczej deklaratywnie, bo utwierdzone w swoim dziedzictwie narody długo zachowują zdanie odrębne. Ale dobre i to.

Z lubością przypominamy Ukraińcom o ich oligarchicznym systemie i postsowieckim sposobie uprawiania polityki. Ostatnio jeden z ekspertów zarzucił Zełenskiemu, że rządzi państwem będącym w stanie wojny w sposób autorytarny (!) Towarzyszy temu przekonanie, że u nas jest zgoła inaczej, i nasi reprezentanci kierują się przede wszystkim dobrem wspólnym. I choć na mocnym przykładzie służby zdrowia, do której brak dostępu uśmierca tysiące Polaków, jasno widać, że mamy do czynienia z rządami partyjnych oligarchii, których interesy są rozbieżne z reformowaniem systemu służby zdrowia, to w przypadku relacji z Ukrainą jak ślepcy wierzymy, że tutaj akurat jest inaczej.

Chłód cynizmu na zimno realizowanej przez zbrodniarzy z UPA czystki etnicznej na Wołyniu i gorączka oszalałej z nienawiści ukraińskiej czerni. Ta składająca się w jedną, tragiczną całość dychotomia nie daje dziś spokoju, gdy widzę z jednej strony cynicznych „handlarzy towarów, którymi dusza się żywi”, z drugiej zaś gorączkę tłumu, tak skorego do kolejnych rozliczeń.

Żyjemy w czasach, gdy technologie, także te służące zabijaniu, oraz metody manipulacji ludzkimi masami, wymykają się percepcji przeciętnego człowieka. Porzucając nauczanie Kościoła, pozbyliśmy się jedynego narzędzia będącego stałym punktem odniesienia i weryfikacji poczynań rządzących nami ludzi. Świeżo wydana Encyklika Papieża Leona XIV „Magnifica Humanitas” („Wspaniałe człowieczeństwo”) tylko na pozór ogranicza się do problemów związanych ze sztuczną inteligencją. To dokument tak nasycony treścią, że trudno złapać oddech. 25 stron poświęconych powracającej „kulturze potęgi” to odpowiedź papieża na coraz bardziej rozedrgany świat, na nowo poszukujący rozwiązania swoich problemów w wojnie. Z takich podrozdziałów jak „Rzekomy realizm polityczny”, „Rozbroić słowa”, „Spojrzeć oczami ofiar”, „Na nowo ożywić dialog”, łatwo wywieść kontekst polsko-ukraiński.

Bolesne wydarzenia potrzebują zarówno rzetelnego opisu historycznego, jak i zachowania w pamięci: tego pierwszego, aby próbować opowiadać fakty, a drugiego, aby dawać świadectwo o tym, co zostało przeżyte (…) Kościół czuje się zobowiązany uczynić własnym zarówno głos poległych w minionych wojnach, jak i głos żyjących, którzy nadal noszą ich rany, aby ich krzyk stawał się wezwaniem do pokoju i zgody, a nie zapowiedzią nowych konfliktów – pisze papież Leon XIV.

Czy pamięć ofiar rzezi wołyńskiej domaga się nowych konfliktów? Czy brak pamięci, bądź zdeformowana pamięć narodu - spadkobierców zbrodniarzy wołyńskich, woła o kolejne rozliczenia? Świat hołdujący takim regułom, to przedsionek piekła.

Ilu polityków, zwłaszcza tych odwołujących się do dziedzictwa św. Jana Pawła II (do którego Leon XIV nawiązuje) przeczytało w duchu refleksji ten ważny tekst? Ilu Polaków -chrześcijan, zamiast pozostawać instrumentem w rękach polityków, potrafi, idąc za głosem papieża, stać się podmiotem tytułowego „wspaniałego człowieczeństwa”?

A do nieszczęsnego Orderu Orła Białego wracając, to warto przypomnieć, że do jego odebrania doszło wcześniej tylko raz. Dotyczyło to Wincentego Witosa, któremu Order nadano w 1921 r., a odebrano po haniebnym procesie brzeskim w 1932 r. Przywrócono zaś w 1939 r. Wtedy także zapomniano, że „Kto daje i zabiera …”.

 

Bogdan Bachmura

Koniec epoki Giedroycia

(Od redaktora portalu)

Polecam rozmowę Arlety Bojke w Kanale Zero ze Zbigniewem Parafianowiczem, dziennikarzem Wirtualnej Polski, korespondentem wojennym, autorem książki o wojnie Rosji z Ukrainą, a teraz wydał  "Kłopot z Zełenskim".  W rozmowie mówi o złamaniu przez Wołodymyra Zełenskiego dżentelmeńskiej umowy z Polakami, żeby gloryfikowanie UPA nie odbywało się na szczeblu państwowym. Tłumaczy motywacje prezydenta Ukrainy. Analizuje też jego polityczną drogę, wskazując, że jest to postać, która już zapisała się w historii Europy. Parafianowicz zaznacza, że dla polskich polityków metody działania Zełenskiego są ogromnym wyzwaniem.

Dla mnie najważniejszy wątek w analizie reportera, to stwierdzenie, że wraz z "wojną orderową" zakończył się definitywnie etap patrzenia na relacje z Ukrainą oczami Giedroycia, który kazał nam być "akuszerem państwowości Ukrainy"

Parafianowicz zauważa, że Ukraina dzisiaj już nie potrzebuje "akuszera". Obroniła swoją państwowość, ma najpotężniejszą 800-tysięczną armię w Europie, jest dumna i pewna swego. Bezwzględnie i cynicznie walczy o swój interes narodowy. Decyzja prezydenta Nawrockiego pokazała, że Polska (a przynajmniej duża część polskiej prawicy, bo nie rząd Domnalda Tuska) wreszcie pozbyła się sentymentalnej naiwności w podejściu do Ukrainy i jest gotowa walczyć równie asertywnie o swoje interesy.

Adam Socha

 

Czytaj więcej: W obcych butach przebaczenia (co wynika z wojny orderowej)

Komentarz (5)

Nie jestem zaskoczony patologią w Szpitalu Południowym w Warszawie

Szczegóły
Opublikowano: środa, 24 czerwiec 2026 11:36
Adam Jerzy Socha

„Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. To jest sedno całego zamieszania – ujawnił dr Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii Szpitala Południowego w Warszawie 23 czerwca w Kanale Zero przerażające szczegóły skutków zatrudnienia w Szpitalu Południowym na stanowisku szefa SOR-u Dawida Kacprzyka, 28-letniego lekarza zaraz po studiach, bez specjalizacji, radnego KO, szefa młodzieżówki KO.

dr Jedrzejewski wyjasnił, że dr Kacprzyk, uczył się na pacjentach, jak na fantomach, intubacji. Twierdzi, że zna dwa przypadki doprowadzenia z tego powodu do śmierci pacjentów.

"Pacjenci przyjęci na SOR umierali niezaopiekowani, pracownicy oddziału „przypominali sobie” o nich po kilku godzinach. Jednego z pacjentów znaleźli po 4 godzinach martwego w łazience – opowiedział dr Jędrzejewski. - Martwemu wykonali tomografię, żeby w dokumentacji wszystko grało. „Każdy przypadek śmierci na SORze powinien być przeanalizowany”– ujawnił były ordynator oddziału chirurgii Szpitala Południowego.

Zupełnie inaczej byli traktowani w tym szpitalu działacze KO, dla których dr Kacprzyk stworzył „salonik VIPów”, gdzie dzoiałacze tej partii byli przytjmowani bez kolejki, nawet z błahymi objawami, jak kac czy ból głowy i wykonywano im komplet badań.

Dr Jędrzejewsk informował o o nieprawidłowościach Rafała Trzaskowskiego, kilkanaście tygodni później stracił pracę.

Po programie w Kanale Zero prezydent Warszawy, wiceprzewodniczący KO Rafał Trzaskowski, który chlubił się tym, że zbudował ten szpital i mówił, że to jego „największe osiągnięcie życiowe, napisał, że zawiadomił prokuraturę.

– Prokuratura nie wie, gdzie jest Dawid Kacprzyk. Nie sądzę, aby się gdzieś ukrywał. Jego przesłuchanie jest absolutnie niezbędne – tak na pytania Kanału Zero odpowiedział minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek. Podczas konferencji prasowej prokurator generalny ujawnił, że na przestrzeni trzech lat doszło do 12 zgonów na SOR w Szpitalu Południowym, o których informowana była prokuratura.

Dlaczego mnie nie dziwi horror w Szpitalu Południowym w Warszawie. Bo od 2012 roku opisywałem patologie w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Olsztynie, który podlegał pod ówczesnego prorektora ds. Collegium Medicum prof. Wojciecha Maksymowicza, działacza partii Jarosława Gowina i później wiceminister w jego resorcie.

Kto stworzył „folwark” w szpitalu uniwersyteckim?

Kto sfałszował podpis na dokumencie, na który powołał się prof. Maksymowicz?

Prof. Maksymowicz grozi procesem, prof. Dulak komentuje i proponuje rozmowę

Dr Grabarczyk zwolniony ze szpitala uniwersyteckiego. Prof. Maksymowicz górą

Dlaczego za eksperymenty medyczne płacą chorzy?

„Mama zmarła przez błędy lekarzy szpitala uniwersyteckiego”

W przypadku tego artykułu proces cywilny przegrał Szpital, ale córka pacjentki, do śmierci której doszło w USK, od 10 lat próbuje postawić przed sądem karnym lekarza, który bez uprawnień dokonał trudnego zabiegu, na skutek którego pacjentka zmarła. W tym celu jej córka skończyła prawo. Obecnie w Sądzie Rejonowym w Olsztynie jest jej zaskarżenie decyzji prokuratury o umorzeniu śledztwa w tej sprawie.

Opisywałem patologie w Szpitalu Płucnym, w którym stołek dyrektora dostała działaczka ZSL/PSL Irena Petryna.

Człowiek jest najważniejszy III*

List otwarty do Janusza Piechocińskiego, prezesa PSL

Opisywałem patologię związana z olsztyńskim Szpitalem MSW w Olsztynie pod dyrekcją działacza PO Janusza Chełchowskiego.

Janusz Chełchowski: „Znakomity przywódca” czy... ?

Nikomu włos z głowy nie spadł. Prof. Maksymowicz nadal uczy etyki studentów Wydziału Lekarskiego UWM, Irena Petryna odeszła na emeryturę, gdy już dawno przekroczyła wiek emerytalny. Zastąpiła ją też działaczka partyjna KO Wioletta Śląska-"Wonder Woman" - Zyśk ".

Nie widzę szans, by ten rząd, dokonał prawdziwej rewolucji w systemie opieki zdrowotnej. Wszak tworzył te patologie za pierwszego rządu PO (2007-2015), kontynuował je rząd PiS, a od 2024 roku rządząca „Uśmiechnięta Koalicja” doprowadziła te patologie do ekstremum. Stworzyła szpitale dla swoich, a reszta niech zdycha. Mieliby się sami zreformować, odebrać sobie NFZ, rady nadzorcze szpitali i dyrekcje szpitali? Jedyna nadzieja, że naród – suweren się obudzi. Pytanie, czy ich następcy będą w stanie narazić się potężnym lobby medycznym?

Adam Socha

Czytaj więcej: Nie jestem zaskoczony patologią w Szpitalu Południowym w Warszawie

Komentarz (6)

Prof. Nowak: Dlaczego prezydent Zełenski (Wowa) "odpalił" antypolską bombę?

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 21 czerwiec 2026 18:07

«Pieprzyć Polskę i Polaków» - tak miał powiedzieć prezydent Zełenski, kiedy podczas narady w jego gabinecie zwracano mu uwagę, że nadanie imienia „Bohaterów UPA” jednostce ukraińskiej armii na pewno zaszkodzi stosunkom z Polską i ugodzi w polską pamięć historyczną.

Tak twierdzi były deputowany Rady Najwyższej Ukrainy Ihor Mosijczuk, który stanął w obronie Polski i wystąpił przeciwko Zełenskiemu. A napisał o tym na X-ie, Myroslav Oleshko, ukraiński bloger, publicysta i krytyk władz Ukrainy (szczególnie Zełenskiego), którego władze chcą wsadzić do aresztu śledczego na 8 lat za krytykę rządu.

Odsyłając Order Orła Białego, po decyzji prezydenta Nawrockiego, nie kanałami dyplomatycznymi, ale w pudełku kartonowym, pocztą – prezydent Zełenski potwierdził ponad wszelką wątpliwość, że cytowane na wstępie słowa wyrażają istotę jego stanowiska. Pokazał tym gestem coś więcej, niestety. Potwierdził, że jest tylko „Wową” Zielinskim, że to samo, co Polsce i Polakach, myśli również o Ukrainie i Ukraińcach.

Prezydent Nawrocki jasno podkreślił w swoim uzasadnieniu aktu odebrania Orderu Zełenskiemu, że w żadnym wypadku nie jest to decyzja skierowana w Ukraińców, w armię bohatersko walczącą w obronie napadniętego kraju. Wskazał przykłady dobrej ukraińsko-polskiej współpracy. Niestety, W. Zełenski nie chce takiej współpracy. Swoje ostentacyjnie lekceważące wobec Polski stanowisko wyrażał konsekwentnie w całym okresie pomocy, jaką Polska świadczyła jego napadniętej ojczyźnie. Teraz jednak posunął się dalej.

Dlaczego?

Cytuję depeszę PAP z 14 maja tego roku:

„Były współpracownik Wołodymyra Zełenskiego, Timur Mindicz, miał próbować przejąć połowę udziałów w firmie zbrojeniowej produkującej drony i pociski manewrujące, pierwotnie proponując za nie kwotę 100 mln dol. — donoszą w czwartek ukraińskie media.

Tego samego dnia postawiono zarzuty byłemu szefowi kancelarii prezydenta Ukrainy Andrijowi Jermakowi, który jest podejrzewany o korupcję. Według portalu Ekonomiczna Prawda Mindicz, który po wybuchu afery korupcyjnej opuścił Ukrainę, dążył do nabycia 50 proc. akcji spółki Fire Point — wytwórcy dronów oraz pocisków manewrujących Flamingo. Pierwotna propozycja finansowa wynosiła 100 mln dol., lecz później została podniesiona dziesięciokrotnie do 1 mld dol. Informacje pochodzą z przesłuchania głównego konstruktora firmy, Denysa Sztilermana. […]

Pod koniec kwietnia portal Ukrainska Prawda opublikował nagrania, z których wynikało, że Mindicz uczestniczył w kuluarowych rozmowach dotyczących zamówień zbrojeniowych oraz spraw majątkowych osób z bliskiego kręgu prezydenta Ukrainy. W lipcu 2025 r. ten sam portal donosił o zainstalowaniu podsłuchów w mieszkaniu biznesmena. Śledztwo prowadziło Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) wraz ze Specjalną Prokuraturą Antykorupcyjną (SAP).

Próba przejęcia Fire Point to tylko jeden z wątków w szerszym postępowaniu wobec Mindicza. Biznesmen pozostaje jedną z kluczowych postaci w sprawie nadużyć w państwowym koncernie Enerhoatom, będącym operatorem ukraińskich elektrowni atomowych. Wstępne ustalenia śledczych wskazują, że sprawcy zdefraudowali co najmniej 100 mln dol. Sprawą zajmuje się NABU. Biznesmen jest też współudziałowcem studia Kvartal 95, którego założycielem i wieloletnim szefem był Zełenski.

Z obawy przed zatrzymaniem w sprawie Enerhoatomu Mindicz wyjechał do Izraela. Krąg podejrzanych w aferze Enerhoatomu obejmuje również Andrija Jermaka, byłego szefa kancelarii prezydenta Ukrainy. W poniedziałek SAP postawiła mu zarzuty. Według śledczych Jermak miał działać w ramach zorganizowanej grupy przestępczej oraz uczestniczyć w legalizacji 460 mln hrywien (ok. 37,6 mln zł) przy realizacji inwestycji mieszkaniowej premium w okolicach Kijowa”.

W centrum tej całej siatki afer jest niejaki „Wowa”, o którym mówią nagrania z założonego podsłuchu. „Wowa” to zdrobnienie od Władimir/Wołodymyr, czyli od imienia najbliższego przyjaciela i partnera biznesowego Mindicza inajbliższego współpracownika/bezpośredniego szefa A. Jermaka. „Wowa” to prezydent Zełenski, jak domyśla się każdy, kto się tą smutną aferą interesuje.

I oto „Wowa” decyduje się tydzień po kumulacji tych podejrzeń wokół jego osoby odpalić antypolską bombę: „J…ć Polskę i Polaków”… Zob.:

https://businessinsider.com.pl/.../byly.../gy8vefq

To wszystko smutne. Pozwolę sobie zacytować Herberta:

Zrobiło się trochę

pustawo

Ale za to jaśniej

(Zbigniew Herbert, Pan Cogito na zadany temat: „Przyjaciele odchodzą”)

Czy kiedyś Wowa ucieknie przed oskarżeniami o gigantyczną korupcję śladem swego przyjaciela Mindicza? Nie wiem, zapewne nie będzie już uciekał przez Warszawę. Swoja drogą, służby specjalne podległe premierowi Tuskowi powinny wyjaśnić, jak i dlaczego pomogły w ucieczce ukraińskiemu aferzyście - potajemnie przez Warszawę do Izraela?

 

Post prof. Andrzeja Nowaka na FB

Pod postem sypią się komentarze głównie z wyrazami aprobaty i podziękowania dla Profesora. Na wątpliwość, wyrażoną w jednym z komentarzy, czy przytoczone fakty są prawdziwe, Profesor odpisał:

Szanowny Panie, Czy kancelaria prezydenta Ukrainy zdementowała pomówienie Mosiejczuka? Czy arcypogardliwy sposób odpowiedzi prezydenta Zełenskiego na decyzję prezydenta Nawrockiego (odesłanie orderu nie przez ambasadora, ale pocztexem) i cały jego dorobek jako prezydenta w stosunku do Polski - potwierdza czy zaprzecza słowom, które mu się przypisuje? Proszę sobie odpowiedzieć na to pytanie. Władze Ukrainy ostentacyjnie okazują od kilku lat pogardę Polsce. Nie mówię o zwyczajnych Ukraińcach i o wdzięcznych za polską pomoc żołnierzach. Mówię o skorumpowanych do cna elitach Ukrainy, a w każdym razie o ich części skupionej wokół"Wowy".

 Prof. Andrzej Nowak

 

Czytaj więcej: Prof. Nowak: Dlaczego prezydent Zełenski (Wowa) "odpalił" antypolską bombę?

Komentarz (7)

Prezydent RP odebrał Order Orła Białego Prezydentowi Ukrainy

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 20 czerwiec 2026 11:23

Prezydent Karol Nawrocki: Podjąłem decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego Prezydentowi Ukrainy

Szanowni Państwo,

Ofiar naszych przodków nie wolno zdradzić milczeniem. To groby, o których nie wolno zapomnieć. To rany historii, które wymagają prawdy, pamięci i szacunku.

My, Polacy, pamiętamy o swoich. Nie porzucamy ich i zawsze się o nich upominamy. Szacunek dla przodków i uczciwość wobec historii są obowiązkiem nas wszystkich. Naród, który traci pamięć, traci część swojej duszy. Państwo, które przestaje bronić prawdy o swojej historii, przestaje być strażnikiem narodowego szacunku.

Prawda historyczna nie jest i nigdy nie może być kartą przetargową. Pamięć o ofiarach jest moralnym obowiązkiem państwa polskiego.

Dla zdecydowanej większości polskiego społeczeństwa Ukraińska Powstańcza Armia – UPA – pozostaje przede wszystkim formacją odpowiedzialną za okrutne zbrodnie dokonane na obywatelach Rzeczypospolitej podczas II wojny światowej. Stanowisko państwa polskiego w tej sprawie jest znane od lat. W 2016 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uznał zbrodnie dokonane przez OUN i UPA za ludobójstwo. Na mocy tego aktu dzień 11 lipca został ustanowiony Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów. W 2025 roku zostało to także potwierdzone mocą specjalnej ustawy.

Fakty nie podlegają negocjacjom, nie zmieniają się wraz z polityczną koniunkturą czy potrzebą. Fakty są takie, że co najmniej 100 tysięcy polskich obywateli zostało zamordowanych przez UPA na Wołyniu, w Galicji Wschodniej, Lubelszczyźnie czy Podkarpaciu, tylko dlatego, że byli Polakami lub Żydami czy innymi mniejszościami. Faktem jest, że ofiarami byli mieszkańcy wsi i miasteczek, całe rodziny, kobiety, dzieci i osoby starsze.

Nie byli żołnierzami na polu bitwy. Byli bezbronnymi cywilami. Zostali zamordowani brutalnie i bestialsko. Faktem jest również, że do dziś ofiary nie doczekały się godnego pochówku.

Dlatego nadanie jednej z ukraińskich jednostek wojskowych nazwy odwołującej się do zbrodniarzy z UPA ma znaczenie wykraczające daleko poza wewnętrzną sprawę Ukrainy. Polska wielokrotnie sygnalizowała stronie ukraińskiej szczególną wagę tej kwestii. Przekazywaliśmy nasze stanowisko i oczekiwanie ponownego rozważenia skutków tej decyzji dla relacji między naszymi państwami. Ostatecznie stanowisko strony ukraińskiej nie uległo zmianie.

Historia nie powinna być przeszkodą dla przyszłości. Dobra przyszłość może jednak zostać zbudowana wyłącznie na prawdzie. Polska wielokrotnie pokazywała, że potrafi kształtować przyszłość ponad ciężarem przeszłości, ale nigdy kosztem pamięci.

Przez ostatnie lata konsekwentnie budowaliśmy relacje z Ukrainą oparte na partnerstwie i dialogu. Po objęciu przeze mnie urzędu Prezydenta podjęliśmy wspólnie z Prezydentem Ukrainy wysiłek odbudowy zaufania w obszarach pozostających źródłem napięć. Udało się osiągnąć postęp w sprawach, które przez dziesięciolecia pozostawały nierozwiązane.

Zwrot kościoła św. Mikołaja w Kijowie, zgody na poszukiwania i ekshumacje polskich ofiar w Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej, Hucie Pieniackiej, Hołosku, Zboiskach, Ugłach czy Puźnikach były sygnałem, że mimo trudnej historii możliwe jest porozumienie.

Wszystkie te działania dawały podstawy do uznania, że Polska i Ukraina stopniowo odnajdują drogę do trwałego pojednania.

Dlatego decyzja władz ukraińskich o gloryfikacji UPA jest nie tylko oburzająca. Jest również niezrozumiała i głęboko rozczarowująca.

Uderza ona nie tylko w pamięć historyczną. Uderza również w zaufanie budowane przez lata i przez ostatnie miesiące. Uderza w fundament pojednania. Uderza w przekonanie, że prawda może być wspólnym językiem naszych narodów.

Polska jeszcze przed napaścią Rosji należała do państw aktywnie wspierających europejskie aspiracje Ukrainy. Po rosyjskiej inwazji w 2022 roku Polacy otworzyli granice, swoje domy i swoje serca dla milionów Ukraińców. Wszyscy pamiętamy te przejmujące obrazy – kobiet, dzieci, osób chorych i starszych. Nawet zwierzęta domowe, zabierane z pożogi wojny, zostały objęte opieką w specjalnych punktach weterynaryjnych. Nie było obozów dla uchodźców, ale były zwykłe domy czy hotele. Robiliśmy, co mogliśmy, by ratować naszych sąsiadów. Polska w tym strasznym momencie udzieliła bezprecedensowej pomocy humanitarnej, politycznej, gospodarczej i wojskowej. Przekonywaliśmy do szybkiej pomocy inne państwa.

Dziś w Polsce żyje ponad 1,5 miliona Ukraińców. Skala pomocy finansowej, którą przekazaliśmy walczącej Ukrainie, to miliardy złotych. Jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych, muszę przypomnieć również, że polskie wojsko przeszkoliło tysiące ukraińskich żołnierzy. Nie możemy dziś przejść obojętnie wobec faktu, że część z nich teraz będzie służyć pod sztandarem UPA. To jest dla nas nie do zaakceptowania.

Nie przypominam tych liczb i danych, by żądać wdzięczności, ale przypominam je, by wszyscy zrozumieli, dlaczego decyzja Prezydenta Ukrainy, budzi w Nas tak ogromny sprzeciw. My też, jako wspólnota ponosimy koszt tej wojny. Nie walczymy bezpośrednio, ale nasze zaangażowanie jest wyjątkowe i mocne.

Order Orła Białego nie jest zwykłym wyróżnieniem. Jest symbolem najwyższego zaufania Rzeczypospolitej. Oznacza szczególną więź z państwem polskim oraz szczególną wdzięczność narodu. Taki symbol wymaga nie tylko zasług, ale również szacunku dla wartości, które stanowią fundament naszej wspólnoty.

Prezydent Rzeczypospolitej jest Wielkim Mistrzem Orderu Orła Białego i ma obowiązek stać na straży honoru tego najwyższego odznaczenia państwowego. Obowiązek ten spoczywa również na Kapitule Orderu Orła Białego.

Dlatego wobec zgody Prezydenta Wołodymyra Zełenskiego na nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy „Bohaterów UPA”, po konsultacji z Kapitułą, podjąłem decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego Prezydentowi Ukrainy.

W tym miejscu chcę podkreślić: decyzja ta nie jest przeciwko narodowi ukraińskiemu. Nie oznacza zmiany strategicznego kierunku polskiej polityki bezpieczeństwa.

Wspieraliśmy i wspieramy Ukrainę, ponieważ wiemy, że rosyjska agresja stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski i całej Europy. W tej ocenie nic się nie zmieniło.

Rosja jest agresorem a Putin to zbrodniarz, który ponosi odpowiedzialność za rozpętanie wojny, która przyniosła Europie największy konflikt zbrojny od zakończenia II wojny światowej. Za każdą zbombardowaną dzielnicą mieszkalną, za każdym dzieckiem zmuszonym do ucieczki przed wojną, za każdą rodziną rozdzieloną przez przemoc stoi decyzja podjęta na Kremlu.

To nie jest tylko przypadek historii. Polska zna cenę rosyjskiego imperializmu lepiej niż większość narodów Europy. Znamy ją nie z podręczników, lecz z historii zapisanej krwią naszych przodków. Znamy ją z rozbiorów, z Sybiru, z deportacji, z Katynia, z dekad życia za żelazną kurtyną. Znamy ją z doświadczenia pokoleń, którym próbowano odebrać wolność, godność i prawo do samostanowienia.

Dlatego nie wolno nam być naiwnymi. Historia nauczyła nas jednej brutalnej prawdy: wolność nie jest dana raz na zawsze. Każde pokolenie musi być gotowe jej strzec. I każde pokolenie musi mieć odwagę stanąć po stronie tych, którzy walczą o nią również dziś.

Ukraina ma prawo do obrony swojej niepodległości, a Polska pozostaje orędownikiem jej suwerenności i integralności terytorialnej.

Polska pozostaje gotowa do współpracy z Ukrainą. Polska pozostaje zwolennikiem dialogu. Ale Polska będzie konsekwentnie strzegła pamięci swoich obywateli oraz godności własnych symboli państwowych. Polska będzie broniła swoich narodowych interesów i wartości. Polska nie zgodzi się na gloryfikowanie tych, którzy mordowali polskich bezbronnych cywilów.

Droga Ukrainy do struktur europejskich wymaga również gotowości do uczciwego zmierzenia się z trudnymi kartami własnej historii. Zjednoczona Europa została zbudowana na odrzuceniu totalitaryzmów i kultu przemocy. Te zasady muszą obowiązywać wszystkich. Dla tych, którzy tego nie rozumieją, miejsca w Unii Europejskiej być nie może i Polska na pewno na to nie pozwoli.

Ukraina powinna również pamiętać, że nic nie służy interesom Kremla bardziej, niż konflikt między Polakami a Ukraińcami. Każdy spór dotyczący pamięci historycznej osłabia nasze narody i wzmacnia tych, którzy chcieliby podzielić i podbić Europę.

W naszej wspólnej historii mamy symbole rzeczywistej, bezcennej współpracy w walce ze wspólnym zagrożeniem ze strony agresywnych imperiów. Hetman Piotr Konaszewicz–Sahajdaczny w wieku XVII, hetman Filip Orlik w wieku XVIII, ataman Symon Petlura w wieku XX. Na tych postaciach dobrze, mądrze można budować kulturę pamięci i zgody między naszymi narodami. Takiego współdziałania potrzebujemy. Wzmacnianie pamięci zatrutej zbrodnią niestety nie buduje, lecz psuje, niszczy nasze relacje.

Dlatego dzisiejsza decyzja ma nie tylko charakter symboliczny. Jest również sygnałem ostrzegawczym. Są granice, których w relacjach polsko–ukraińskich przekraczać nie wolno. Jest także apelem do naszych sąsiadów: wróćcie na drogę prawdy i wzajemnego szacunku.

Szanowni Państwo,

To także lekcja dla nas samych. Nie możemy pozostawać obojętni wobec afirmacji symboli zbrodni. Nie możemy pozwalać na propagowanie ideologii odpowiedzialnych za ludobójstwo. Tak samo jak odrzucamy symbole niemieckiego nazizmu i sowieckiego komunizmu, musimy odrzucać kult sprawców zbrodni wołyńskiej.

W polskiej przestrzeni publicznej nie ma miejsca dla czerwono–czarnych banderowskich flag. Najwyższy czas usankcjonować to prawnie. Jednocześnie nie może być przyzwolenia na zrównywanie UPA z AK czy żołnierzami Niezłomnymi. W przeciwieństwie do UPA Komenda Główna AK przestrzegała przed ślepą zemstą, zakazując zabijania kobiet i dzieci. Ci, którzy głoszą takie kłamstwa, powinni być wykluczeni z publicznej dyskusji. Szkodzą Polsce.

Szanowni Państwo,

Nie możemy zapomnieć o naszej historii. Nie możemy porzucić naszej pamięci. Nie możemy oddać godności naszych ofiar. Tak rozumiemy obowiązek wobec tych, którzy nie mogą już mówić własnym głosem. Tak rozumiemy znaczenie Orderu Orła Białego.

Polska żyje, gdy Naród pamięta.

Niech żyje Polska!

Czytaj więcej: Prezydent RP odebrał Order Orła Białego Prezydentowi Ukrainy

Komentarz (26)

Więcej artykułów…

  1. W czerwcowej "Debacie" o tym, czy Kościół stać, by wobec Ukraińców powiedzieć "Wybaczamy i prosimy o wybaczenie?"
  2. „Czy polski sąd czeka na moją śmierć?” – pyta 100-letni b. więzień Auschwitz

Strona 7 z 545

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/furia-czyli-prymus-pryncypala,216135
https://opinie.olsztyn.pl/olsztyn/furia-czyli-prymus-pryncypala/
Abp Filipazzi: Treść przesłani...
6 godzin(y) temu
To jest dość ciekawy tekst, do którego można oczywiście się przyczepić, ale główne jego tezy są trafne.
Przeszkadzają mi nieco pewne uproszczenia, zb...
Tusk rządzi dzięki straszeniu ...
8 godzin(y) temu
Władze Miasta były w niedzielę na uroczystościach w Gietrzwałdzie - a chamska Wiceprezydent ds kultury też była??
Ze swoim banerem i mową nienawiści...
Policja ponownie usunęła baner...
1 dzień temu
Mam nadzieję że Gmina coś z tym zrobi bo droga jest im potrzebna jak jest impreza w Gietrzwałdzie. Remontują budynek gminy w Sząbruku pozalewali asfal...
Abp Filipazzi: Treść przesłani...
około 2 dni temu
Bardzo sie cirsze że wreście ktoś zauważył nasz problem. Zapraszamy Sołtysa jak i Pana Wójta w dni sloneczne na spacer ta drogą tylko pod warunkiem że...
Abp Filipazzi: Treść przesłani...
około 2 dni temu
https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/furia-czyli-prymus-pryncypala,216135
https://opinie.olsztyn.pl/olsztyn/furia-czyli-prymus-pryncypala/
Stowarzyszenie Patria Nostra: ...
około 2 dni temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Policja ponownie usunęła baner sprzed "szubienic" z mową nienawiści wiceprezydent Olsztyna
  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • Europejskie organy antykorupcyjne badają wątki dotacji i majątku na Warmii i Mazurach
  • Biskupiec – miasto zDOMINowane przez układ partyjno-biznesowy
  • List pułkownika SB Wiesława Poczmańskiego. WARTO TO PRZECZYTAĆ
  • Taczka dla wiceprezydent Olsztyna
  • Green Festiwal, czyli jak i ile spółka "Wyborcza" zarabia na Olsztynie
  • Świat według prezydenta Olsztyna Roberta Szewczyka
  • Burmistrz Olsztynka żąda usunięcia niebezpiecznych odpadów ze spalarni
  • Marszałek Kuchciński ponownie wyłożył 300 tys. zł na Campus Polska Przyszłości
  • Na otwarcie Campusu nie wpuszczono baneru z wpisem wiceprezydent Olsztyna
  • Przyczyna katastrofy w hotelu „Manor: przypadek czy głupota?

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.