logodebata

JESTEM NA URLOPIE ZDROWOTNYM DO 23 MAJA. ŻYCZĘ WAM ZDROWIA. ADAM JERZY SOCHA. Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000337806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

poniedziałek, maj 11, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Polska

Polska

Paleo-sędzia z Giżycka unieważnił rozwód, bo orzekał neo-sędzia

Szczegóły
Opublikowano: poniedziałek, 19 styczeń 2026 22:30

Paleo-sędzia Sądu Rejonowego w Giżycku stwierdził, że nie ma możliwości dokonania podziału majątku wspólnego byłych już małżonków, bo wyrok w ich sprawie rozwodowej nie istnieje - a to dlatego, że wydał go neo-sędzia z Sądu Okręgowego w Olsztynie 2 lata wcześniej – ustalił portal prawo.pl 

Sędzia Adam Barczak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie przekazał portalowi, że postanowienie w pierwszej instancji, a więc nieprawomocne, wydano 12 stycznia.

To efekt odwetu sędziów ze stowarzyszenia „Iustitia”, związanych z koalicją rządzącą na sędziach, którzy zostali członkami Krajowej Rady Sądownictwa, wybranej przez posłów PiS w 2017 roku oraz sędziach, którzy zostali sędziami po 2017 roku. Ofiarami tej wojny padają zwykli obywatele

- Znana jest linia orzecznicza wydziałów cywilnych Sądu Rejonowego i Okręgowego w Olsztynie, które uznają za nieistniejące postanowienia i wyroki z zakresu prawa rodzinnego – mówi jeden z sędziów z SN. I dodaje, że pełnomocnicy stron radzą nawet swoim klientom, których sprawy toczą się przed tamtejszymi sądami, by z ostrożności procesowej np. najpierw rozwiązywali kwestie związane z rozdzielnością majątkową, podziałem majątku, nie czekając z tym na wyrok rozwodowy.

A co, jeśli – to też można sobie wyobrazić – ktoś dowie się, że jego wyrok rozwodowy nie istnieje, choć był przekonany, że się rozwiódł, już po tym, jak wejdzie w kolejny związek małżeński? Będzie odpowiadał karnie za bigamię, bo skład sądu wydającego orzeczenie o rozwodzie był niewłaściwy?
Może to też dotyczyć wiceminister sprawiedliwości Marii Ejchart, która rozwiodła się z zagorzałym kibicem rządu Donalda Tuska, prawnikiem Jackiem Dubois. Osoby te zawarły nowe związki.

Wcześniej sędziowie z Iustitii uchylali wyroki wydane na okrutnych morderców czy gangsterów, SN wypuścił na wolność pijanego kierowcę-mordercę, który zabił kierowcą innego pojazdu. Sąd apelacyjny w Poznaniu wypuścił gwałciciela recydywistę, który zgwałcił 14-latkę też z tego powodu, że wyrok został wydany przez sędziów powołanych po 2017 roku. Ofiary przestępców będą musieli jeszcze raz przeżywać traumę, z powodu konieczności przeprowadzenia procesu od początku. Z powodu tej wojny sędziów dzieci nie mogą doczekać się alimentów, bo przyznał je neo-sędzia, więc paleo-sędzia z Iustitii przyznane alimenty uchylił.

Do sprawy wyroku wydanego przez Sąd Rejonowy w Giżycku odniósł się w mediach społecznościowych minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, czołowy działącz Iustitii.

Jak podkreślił, incydent "pokazuje coś bardzo niepokojącego". "Kryzys związany z neosędziami wchodzi dziś w najwrażliwsze obszary życia obywateli. W sprawy rodzinne, majątkowe, w podstawowe poczucie bezpieczeństwa prawnego" - czytamy w jego wpisie.

Zdaniem szefa resortu sprawiedliwości "to nie jest wymyślony problem", ponieważ – w jego opinii i sędziów Iustitii - wadliwe powołania sędziowskie z lat 2018-2025 "realnie destabilizują orzecznictwo, generują chaos w sądach i prowadzą do sytuacji, w których ludzie po latach nie wiedzą czy ich wyroki istnieją".

"Obywatel nie może płacić ceny za bezprawie, które wyrządza mu państwo" - podkreślił Żurek, dodając, że obywatel "nie może ponosić konsekwencji decyzji politycznych, na które nie miał żadnego wpływu". "Sędzia musi być sędzią, a wyrok wyrokiem" - stwierdził.

W ocenie Żurka "dlatego ten problem musi zostać rozwiązany systemowo - przez jednoznaczne uregulowanie statusu neosędziów, usunięcie skutków decyzji neo-KRS i zagwarantowanie stabilności orzeczeń, zwłaszcza w sprawach życiowo istotnych". "Bez tego chaos będzie narastał" - uznał.

"Właśnie o to chodzi w projekcie ustawy praworządnościowej, o przywrócenie konstytucyjnych standardów, zakończenie chaosu w sądach i odbudowę zaufania obywateli do państwa prawa" - dodał we wpisie Żurek. Jednocześnie zapowiedział, że w tym tygodniu Sejm rozpocznie prace nad resortowymi projektami - ustawy praworządnościowej i nowelizacji ustawy o KRS.

Głos w przywoływanej sprawie - po tym, jak komentarza udzielił Waldemar Żurek - zabrał jego poprzednik w resorcie Zbigniew Ziobro.

Według wiceprezesa PiS "Żurek przez przypadek powiedział trochę prawdy". "Mianowicie, że kryzys związany z podważaniem statusu sędziów dotyka najwrażliwszych obszarów życia obywateli. Jednak z właściwą sobie bezczelnością, w żywe oczy kłamie, ukrywając przyczyny tego kryzysu. Bo wspierając kastę, wywołali go Tusk z Bodnarem i samym Żurkiem - prominentnym przedstawicielem tej części sędziów, którzy wypowiedzieli posłuszeństwo konstytucji, ustawom i polskiemu państwu" - uznał.

Według Ziobry "to nie wymyślony problem, bo oni właśnie doprowadzili do realnego chaosu i anarchii". "'Neosędziowie' im nie przeszkadzają, jeśli orzekają po ich myśli - jak w przypadku Żurka, który wygrał z bankiem wyrokiem wydanym przez takiego sędziego. Wtedy jest ok. Ale jak wyrok jest niekorzystny dla władzy, wtedy sędzia staje się "neo", a wyrok "przestaje istnieć". Żurek napisał, że obywatele nie mogą płacić ceny za bezprawie, które wyrządza im państwo. Tu też zgoda, tyle że to Wasze panie Żurek bezprawie. I to Wy za to odpowiecie. Już niebawem" - zapowiedział.

Ustawa praworządnościowa dzieli sędziów na trzy grupy.

Ci, którzy zostali powołani przez nową KRS mają zostać usunięci, mimo że Komisja Wenecka, prawnicy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Rzecznik Praw Obywatelskich zgodnie oceniają, że będzie to bezprawie, bowiem sędziego z urzędu można usunąć tylko na podstawie prawomocnego wyroku sądowego.

Min. Bogucki: Sędziowie są nieusuwalni i dobrze, żeby minister Żurek to zrozumiał

Ta ustawa nigdy nie wejdzie w życie, bo Pan Prezydent jej nie podpisze z bardzo prostego powodu – w sposób oczywisty godzi w artykuł 180 konstytucji, czyli nieusuwalność sędziów – mówił na antenie radiowej Trójki Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki.

W ten sposób odniósł się do tzw. „ustawy praworządnościowej” zaprezentowanej na początku października przez ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka.

– Ten artykuł [180 konstytucji] ma trzy bardzo proste słowa i dobrze, żeby pan minister Żurek wreszcie je zrozumiał: sędziowie są nieusuwalni, a jeżeli próbuje usuwać, wyrzucać sędziów, segregować ich na kolory, to jest to najgorsze wspomnienie najgorszych czasów – wyjaśnił.

Dodał, że ustawa jest pewnego rodzaju plagiatem na byłym już ministrze Adamie Bodnarze i nie ma ona nic wspólnego z praworządnością.

Zdaniem Zbigniewa Boguckiego „próba zniesienia zasady nieusuwalności sędziów jest bezpośrednim atakiem na niezawisłość sędziowską, niezależność sądów”. – Jeżeli do tego dołożymy to skandaliczne rozporządzenie, gdzie minister Żurek chce politycznie palcem wskazywać, kto w danej sprawie będzie sądził, to pokazuje to obraz państwa jakie szykuje nam Donald Tusk z ministrem, w którym sędziowie będą na życzenie, na smyczy władzy wykonawczej – podkreślił.

Przypomniał również, że Prezydent Karol Nawrocki wystosował apel do wszystkich sędziów, żeby „stosowali się do konstytucji i ustaw, a nie jakiś rozporządzeń czy czegoś, co nigdy nie wejdzie w życie”.

 

(sa)

Czytaj więcej: Paleo-sędzia z Giżycka unieważnił rozwód, bo orzekał neo-sędzia

Komentarz (7)

W styczniowej "Debacie": prezeska Helpera oskarża w sądzie red. Sochę

Szczegóły
Opublikowano: środa, 14 styczeń 2026 19:20

Polecamy styczniowy numer miesięcznika „Debata”, który w punktach sprzedaży pojawi się w piątek 16 stycznia. Niestety, z uwagi na rosnące koszty papieru i druku, zmuszeni byliśmy podnieść cenę do 9,50 zł. Ale warto zapłacić za wolne słowo na Warmii i Mazurach.

W numerze przeczytamy:

Bogdan Bachmura w tekście pt Szczęśliwi jak świnia w łajnie, zastanawia się, czy jest szansa na odrodzenie Trybunału Konstytucyjnego, jako organowi stojącemu na strazy konstytucji a nie partyjnych interesów?

Adam Jerzy Socha w tekście „Męczeństwo św. Katarzyny K. od Helpera” relacjonuje wystąpienie założycielki Helpera, oskarżonej Katarzyny K., w Sądzie Okręgowego w Olsztynie. Katarzyna K. przedstawiła siebie i męża jako ofiarę PiSu, której to partii przez 10 lat wiernie służyła i dla niej pracowała. Oskarżyła też red. Adama Jerzego Sochę o złamanie jej kariery. Przez jego publikacje na temat Helpera w „Debacie” nie została wiceministrem pracy.

„Debata” zamieszcza tekst Jana Rosłana pt Walka o władzę absolutną, który padł ofiara cenzury w organie Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie „Bez Wierszówki”. Red. Rosłan publikuje w tym piśmie stały felieton poświęcony tematyce dziennikarskiej. Po raz pierwszy doświadczył usunięcia przez Zarząd Oddziału tej części jego tekstu, który odnosił się do ataku olsztyńskiego ratusza na portal tko.pl. Ta decyzja kompromituje Zarząd. Z jednej strony Zarząd Główny SDP i Centrum Monitoringu Wolności Prasy walczą z próbami wprowadzenia przez rząd cenzury i próbami zastraszania dziennikarzy przez polityków procesami sądowymi, a z drugiej Zarząd w Olsztynie, najwidoczniej bojąc się o urażenie Pana Prezydenta Olsztyna, cenzuruje swojego członka i autora.

Jacek Stachowiak relacjonuje z Londynu jak w Windsorze fetowano sojusz z Niemcami. Prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera podjął po królewsku król Karol III.

Magdalena Piórek analizuje, co wynika dla świata, z iście hollywoodzkiego porwania prezydenta Wenezueli Maduro wraz zoną przez amerykańską Delta Force.

Adam Kowalczyk w tekście pt. Epoka Walczących Królestw, analizuje, co wynika dla Polski z porwania Maduro.

Mariusz T. Korejwo publikuje kolejny fragment książki w przygotowaniu pt.„Miejsce w orszaku. Elity autochtońskie Warmii i Mazur w Polsce Ludowej”. Opisuje, jak autochtoni, na których postawiła władza komunistyczna, „dali nogę” do Reichu, korzystając z odwilży 1956 roku.

Henryk Mondroch przypomina publikację Krzysztofa Ruchniewicza z „Komunikatów Mazursko- -Warmińskich” zatytułowaną: „Jeszcze raz o spotkaniu Stresemanna z Piłsudskim w grudniu 1927 r. w Genewie”. Z publikacji dowiadujemy się, co Marszałek Józef Piłsudski mówił na temat Warmii i Mazur.

Henryk Pejchert przypomina wkład Romana Dmowskiego w odzyskanie niepodległości.

Waldemar Brenda poleca książkę o „Zbrodni pomorskiej 1939. Początek ludobójstwa niemieckiego w okupowanej Polsce” dra hab. Tomasza Cerana. Autor, w listopadzie 2025 r., gościł w Książnicy Polskiej w Olsztynie w ramach cyklu „Przystanek Historia IPN” organizowanego przez olsztyńską Delegaturę Instytutu Pamięci Narodowej.

Andrzej Dramiński analizuje, dlaczego w Niemczech, ale i na świecie ciągle pisze się, że Konzentrationslager Auschwitz-Birkenau, to „polski obóz zagłady”, Ale co się dziwić Niemcom, jak również minister edukacji Barbara Nowacka „przejęzyczyła się” podczas swojego wystąpienia, mówić, że „obóz zagłady zbudowali polscy naziści”.

Red. Dramiński opisuje trwający już latami proces wytoczony niemieckiej państwowej stacji telewizyjnej ZDF przez więźnia Auschwitz Karola Tenderę, za określenie „polskie obozy zagłady”. ZDF do dzisiaj nie wykonała wyroku nakazującego przeproszenie, a Karol Tendera zmarł.
Proces wytoczył też inny więzień Auschwitz pan Stanisław Zalewski w 2017 r. (mając 92 lata) przeciwko bawarskiemu portalowi Mittelbayerische, który użył określenie „polski obóz zagłady” w odniesieniu do niemieckiego obozu zagłady w Treblince. Spór trwa już od około ośmiu lat.

Marek Skolimowski opisuje Sto lat duszpasterstwa wojskowego w Polsce

Jan Rosłan uzupełnia ten temat o ocenę kapelanów wojskowych w czasach PRL-u.

Marek Skolimowski odpowiada polemiką na polemikę Adama Kowalczyka w sprawie oceny Powstania Listopadowego.

Andrzej Dramiński opisuje wystawę olsztyńskich filateliści: „Warmia i Mazury na znaczkach 1945-2025”.

Jan Rosłan publikuje opowiadanie pt. „Kochająca żona”, o losach chłopca, który miał 5 lat, gdy jego rodziców sowieci wywieźli na Syberię.

Paweł Bitka Zapendowski autor sztuki „Paszport dla poetki”, poświęconej postaci wybitnej poetki Haliuny Poświatowskiej, którą SB nakłania do współpracy w zamian za paszport do Paryża, nadal czeka na teatr, któłry odważy się ją wystawić.

Zbigniew Żerański wspomina jak przeżył wkroczenie na teren Rzeczpospolitej zimą 1945 roku Armii Radzieckiej.

Paweł Łapiński opisuje kulisy pożyczki dla Ukrainy. (18 grudnia Rada Europejska podjęła decyzję o zaciągnięciu przez Unię Europejską pożyczki w wysokości 90 miliardów euro na rzecz Ukrainy).

Konstanty Pilawa analizuje z czego wynika to, że 44 proc Polaków przed 30. rokiem życia jest singlami, a kolejne 21 proc. pozostaje w związku z osobą, z którą nie mieszka; w 2024 r. 38 proc. młodych mężczyzn i 28 proc. młodych kobiet nie współżyło z nikim od co najmniej roku.

Rafał Bętkowski opisuje Dom, w którym urodził się Tadeusz Żuralski, postać dla Biskupca i dla Warmii wyjątkowa.

Punkty sprzedaży miesięcznika "Debata" w Olsztynie:
Centrum Książki pl. Jana Pawła II 2/3,
Orion Jagiellońska 33/82,
KIOSK Z PRASĄ
10 959 Olsztyn, ul. 11 listopada 9
SKLEP PAPIERNICZY
Olsztyn, ul Dworcowa 35
tel. 89 539 98 40
WARMIŃSKA KSIĘGARNIA DIECEZJALNA
„HOSIANUM”
10 024 Olsztyn, ul Długosza 3/1
tel. 89 527 35 28
KIOSK Z PRASĄ
Olsztyn Pieczewo, ul Panasa 1 a
róg ul Wilczyńskiego
Tel. 605 990 115
RELAX
10 290 Olsztyn, al Wojska Polskiego 74/16
obok Restauracji KOLOROWA
Tel. 508 061 231
ASNET PUNKT XERO
10 527 Olsztyn, Ul. Partyzantów 88
OLSZTYN KORTOWO
WYDZIAŁ NAUK EKONOMICZNYCH
ul Oczapowskiego 4, Punkt Xero
tel. 660 773 070
CENTRUM KSIĄŻKI
Olsztyn, PL Jana Pawła II 2/3
tel. 89 527 30 44
SALONIK PRASOWY
10-437 Olsztyn, ul. Dworcowa 35
W województwie warmińsko-mazurskim „Debatę” można nabyć także w punktach KOLPORTERA, w salonikach prasowych i sklepach, które prowadzą sprzedaż prasy.
Podajemy wykaz miejscowości, w których można nabyć nasz miesięcznik.
W nawiasie ilość punktów sprzedaży: Bartoszyce (14), Biskupiec (1), Dobre Miasto (2), Działdowo (3), Giżycko (13), Górowo Iławeckie (1), Iława (9), Kętrzyn (15), Kisielice (1), Kurzętnik (1), Lubawa (1), Morąg (1), Mrągowo (4), Olsztyn (60), Ostróda (12), Reszel (1), Ruciane Nida (1), Susz (1), Szczytno (7), Węgorzewo (1) oraz w księgarniach:
Wena pl. Konstytucji 3 Maja 8, 11-200 Bartoszyce
Warmińska ul. Kościuszki 12, 14-500 Braniewo
ABC Mickiewicza 27, 13-200 Działdowo
Mentor PH Tu i teraz, Mickiewicza 19, 19-300 Ełk
Metis Niepodległości 2, 14-200 Iława
Verso Sikorskiego 20/1A,11-400 Kętrzyn
Merkuriusz Mickiewicza 12, 11-430 Korsze
Im.I.Krasickiego Powstańców Warszawy 14, 11-100 Lidzbark Warmiński
Wiedza 3 Maja 4, 14-300 Morąg
Współczesna Ratuszowa 4, 11-700 Mrągowo
Errata Kościelna 4, 13-100 Nidzica
Popularna Czarnieckiego 25, 14-100 Ostróda
Lexica Zamkowa 2, 14-100 Ostróda
Impuls Czarnieckiego 32, 14-100 Ostróda
Fraszka Polska 1, 12-100 Szczytno
Kropka Floriańska 2, 11-300 Biskupiec
UWAGA! Można też kupić "Debatę" w formie PDF. Wystarczy przelać 9,50 zł za jeden numer lub najlepiej od razu zapłacić za cały rok na konto Fundacji "Debata": 26 24 9 0000 5 0000 45 00 1354 7512 KRS 0000337806 i wysłać potwierdzenie wpłaty na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Czytaj więcej: W styczniowej "Debacie": prezeska Helpera oskarża w sądzie red. Sochę

Komentarz (1)

Dziękuję Prezydentowi RP za zablokowanie cenzury w Polsce

Szczegóły
Opublikowano: poniedziałek, 12 styczeń 2026 11:54

Rząd premiera Donalda Tuska wszelkimi sposobami stara się przywrócić w Polsce cenzurę. Wprowadzenie cenzury to koniec demokracji, a taki jest cel premiera. Powiedział to otwarcie, że chce doprowadzić do zniszczenia największej partii opozycyjnej PiS. Czy znacie gdzieś na świecie demokrację bez opozycji? Zaczął ten cel realizować, łamiąc prawo, blokując wypłatę subwencji PiSowi, rozpętując polowanie na polityków PiS, na których już on i minister sprawiedliwości wydali wyroki, mimo że jeszcze nie zostały im postawione zarzuty albo jeszcze nie zaczęły się rozprawy sądowe. Wielu polityków i akolitów obozu Tuska mówi wprost  o delegalizacji PiS. Niemal doszło do zamachu stanu, czyli unieważnienia wyboru Karola Nawrockiego na prezydenta RP. Uratowała Polskę decyzja marszałka Szymona Hołowni, który ujawnił, iż chciano taki zamach przeprowadzić i naciskano na niego, żeby nie zaprzysiągł Karola Nawrockiego.

Od początku swoich rządów Tusk dąży teżdo zakneblowania mediów niezależnych od jego władzy. Najpierw próbował to zrobić za pomoca ustawy o "mowie nienawiści", którą prezydent też zawetował, teraz próbował pod pozorem walki w sieci z pornografią dziecięcą i pedofilią, dać do ręki powołanym przez siebie urzędnikom, prawo do wyłączenia medium. Dobrano z kodeksu karnego na chybił trafił różne przestępstwa, w sumie 27, które miały skutkować blokadą. O tym, jak przypadkowy i na łapu capu był dokonywany ten wybór świadczy to, że nie znalazło się na tej liście przestępstwo nawoływania do zabójstwa.

Adam Socha

Poniżej uzasadnienie prezydenckiego weta oraz komentarz Jana Rokity:

 

Szanowni Państwo,

Ustawa wdrażająca tzw. DSA – Digital Services Act, czyli unijne rozporządzenie o usługach cyfrowych, w założeniu miała chronić obywateli – w szczególności dzieci. To prawda wirtualna rzeczywistość niesie dziś wiele zagrożeń. To sprawa niezwykle ważna. Wymagająca roztropnego, skutecznego i mądrego uregulowania.

I właśnie dlatego nie wolno było jej zniszczyć złymi wrzutkami legislacyjnymi. Po raz kolejny do dobrych rozwiązań doklejono przepisy, które są nie do obrony i po prostu szkodzą.

Pod koniec października ubiegłego roku, w trakcie procesu legislacyjnego, apelowałem o zgłaszanie uwag do ustawy wdrażającej to unijne rozporządzenie. Już wtedy miałem poważne wątpliwości wobec jej przyjęcia – założeń, które oddają kontrolę nad treściami w Internecie urzędnikom podległym rządowi, a nie niezależnym sądom.

Niestety, te wątpliwości nie zostały usunięte. Zamiast realnej kontroli sądowej wprowadzono rozwiązanie absurdalne: sprzeciw wobec decyzji urzędnika, który obywatel musi złożyć w ciągu 14 dni.

Chcę, aby to mocno wybrzmiało: sytuacja, w której o tym, co wolno w Internecie, decyduje urzędnik podległy rządowi, przypomina konstrukcję Ministerstwa Prawdy z książki Orwella „Rok 1984”. Autor pisał o mechanizmie władzy, który najpierw przejmuje kontrolę nad językiem, nad informacją, a w końcu nad myśleniem obywateli.

Jeśli władza decyduje, co jest „prawdą”, co „dezinformacją”, kto może mówić, a kto nie, wolność znika krok po kroku – pod pozornymi szczytnymi hasłami bezpieczeństwa, dobra wspólnego czy ochrony najsłabszych.

Najskuteczniejszą formą odebrania wolności nie jest zakaz mówienia, lecz narzucenie jedynej dopuszczalnej wersji rzeczywistości. Orwellowskie Ministerstwo Prawdy jest symbolem ostrzegawczym, alarmem – przed momentem, w którym państwo zaczyna mówić obywatelom nie tylko, co wolno robić, ale także co wolno mówić i myśleć.

Polska Konstytucja w art. 54 stanowi: wolność słowa jest prawem obywatela.

Państwo ma wolność gwarantować, a nie reglamentować. Tymczasem proponowane rozwiązania tworzą system, w którym zwykły Polak będzie musiał walczyć z aparatem urzędniczym, aby obronić swoje prawo do wyrażania opinii. Na to zgody, być nie może.

Poważne wątpliwości konstytucyjne, zgłosiły również autorytety i instytucje, w tym Sąd Najwyższy. Jako Prezydent nie mogę podpisać ustawy, która w praktyce oznacza administracyjną cenzurę. Tym bardziej, że ukryto w niej możliwość finansowania tzw. „zaufanych sygnalistów”, którzy za publiczne pieniądze mieliby wskazywać „nieprawomyślne” treści i obywateli, którzy takie poglądy wyrażają.

Szczególnie bulwersujące jest to, że – by przykryć te cenzorskie zapędy – użyto dobra dzieci. Miało ono stać się cynicznym parawanem, za którym ukryta zostanie realna intencja czyli kontrola swobody wypowiedzi.

Ograniczanie wolności słowa jest niekonstytucyjne. Wykorzystywanie do tego interesu najmłodszych – jest niemoralne.

Dlatego po raz kolejny apeluję: skończcie z patologią wrzutek ustawowych – z praktyką, w której do dobrych rozwiązań przemyca się złe, a obywatelom mówi się: „albo wszystko, albo nic”. To jest państwo prawa, a nie targ polityczny.

W tej ustawie ponownie zastosowano ten patologiczny manewr „na wrzutkę” . Do rozwiązań, które realnie mogłyby chronić dzieci, doklejono przepisy, które czynią całość nie do przyjęcia.

Dlatego mówię: weto. Jednak chciałbym, by potraktować to jako apel: Poprawmy to. W ciągu miesiąca możemy przygotować uczciwy projekt. W dwa miesiące możemy mieć ustawę, która chroni dzieci i respektuje Konstytucję. Zapraszam do wspólnego przygotowania dobrego projektu Ministerstwo Cyfryzacji i organizacje, które zwróciły się w tej sprawie do Prezydenta. Wolność słowa musi być chroniona przez sądy – szybko, skutecznie i niezależnie. Warto to poprawić, warto to zrobić dobrze. Nie traćmy czasu, w trosce także o najmłodszych, budujmy państwo wolności, nie państwo cenzury!

Prezydent RP

Karol Nawrocki

WETO, KTÓREGOŚMY WYCZEKIWALI...

Zarówno sam akt zawetowania noweli ustawy cyfrowej, jak i jego argumentacyjna obudowa, przedstawiona publicznie przez prezydenta Karola Nawrockiego, oznacza mocne opowiedzenie się Polski przeciw Europie, a po stronie Ameryki – pisze Jan ROKITA

Weto do rządowej noweli ustawy cyfrowej jest bez wątpienia jednym z kluczowych aktów prezydentury Karola Nawrockiego.

Najpierw dlatego, że dotyczy materii, która jest dziś centralnym punktem przewalającego się przez świat zachodni sporu o zakres swobód jednostki. Sporu, w którym prawica – całkiem odmiennie, niźli to bywało w przeszłości – wzięła na siebie rolę rzecznika klasycznego liberalnego konceptu wolności słowa, wywodzącego się z filozoficznej tradycji liberalizmu anglosaskiego. Z kolei lewica i tzw. potocznie „liberałowie” w imię politycznej poprawności dążą do zawężenia ram wolności słowa, co uświadamia nam skalę ruiny języka i zamętu pojęciowego panującego w naszym kręgu kulturowym.

Ale jest też drugi powód, stricte polityczny, doniosłości cyfrowego weta Nawrockiego. Pojawia się ono bowiem akurat w chwili, w której ustrojowo-filozoficzny spór o granice wolności słowa nabrał praktycznego wymiaru zaostrzającego się konfliktu politycznego pomiędzy USA i Europą, w którym – jak wiemy – po obu stronach Atlantyku uderzono już w siebie nawzajem sankcjami.

Tymczasem zarówno sam akt zawetowania noweli ustawy cyfrowej, jak i jego argumentacyjna obudowa, przedstawiona publicznie przez prezydenta, oznacza mocne opowiedzenie się Polski przeciw Europie, a po stronie Ameryki. Jak się bowiem wydaje, rząd Tuska, który opowiedział się tu po stronie Europy, nie dysponuje narzędziami przełamania weta Nawrockiego, a jeśli tak się okaże, to w praktyce będzie znaczyć, iż państwo polskie stanie w tym poważnym konflikcie po stronie Stanów Zjednoczonych. Ten doniosły fakt zostanie zauważony przez wszystkie kancelarie rządowe po tej i tamtej stronie Atlantyku.

Gdy zaś idzie o meritum rządowej noweli, uchwalonej przez sejm 18 grudnia 2025 roku, trudno nie odnieść wrażenia, iż w polskim systemie prawnym miał to być jakiś zdumiewający dziwoląg.

Teoretycznie celem noweli miało być wprowadzenie do polskiego obiegu prawnego unijnej dyrektywy DSA (o usługach cyfrowych) z 2022 roku. O tym, jak szerokie pozatraktatowe uprawnienia dyrektywa ta nadała Komisji Europejskiej i jej organowi pomocniczemu – Europejskiej Radzie ds. Usług Cyfrowych – pisałem na tych łamach akurat tydzień temu, analizując amerykańskie sankcje nałożone na byłego francuskiego komisarza, który był spiritus movens owej dyrektywy. Ale jak to zwykle bywa z polskim ustawodawstwem, wprowadzającym unijne dyrektywy, nadgorliwi urzędnicy administracji Tuska oraz parlamentarzyści rządowej koalicji stworzyli specyficznie polskiego „potworka prawnego”.

Otóż z całego systemu polskiego prawa karnego wybrali arbitralnie 27 najrozmaitszych przestępstw, opisanych zresztą nie tylko w kodeksie karnym, które miałyby stać się sui generis „przestępstwami uprzywilejowanymi”. Albowiem jeśli ktoś zostałby tylko posądzony przez policję, urząd skarbowy czy jakąś inną rządową służbę policyjną o popełnienie jednego z tych przestępstw w sieci, to skutkowałoby to nie tylko możliwością wszczęcia postępowania karnego (co normalne), ale także obłożenia takiego użytkownika blokadą dostępu do sieci. I to na mocy decyzji jednego z dwóch wskazanych w ustawie urzędników: Przewodniczącego KRRiTV lub Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Co najmniej dwie poważne konsekwencje takiego rozwiązania zasługują na uwagę.

Primo – ci dwaj urzędnicy zyskaliby wyjątkowy status – nazwijmy go bez cienia ironii – Naczelnych Cenzorów Internetu (NCI). A stosowana przez nich cenzura miałaby charakter prewencyjny, z góry „zapobiegający” mówieniu czy pisaniu przez danego użytkownika rzeczy „niewłaściwych”. I co ważne, prewencyjne zablokowanie komuś dostępu do sieci wcale nie musiałoby być związane z toczącym się postępowaniem karnym. Przepisy zostały bowiem tak perfidnie sformułowane, aby każdy z dwóch NCI mógł objąć cenzurą prewencyjną kogoś, wobec kogo żadne takie postępowanie się nie toczy.

Niewiarygodność takiego modelu wzmaga jeszcze zawarta w noweli blankietowa deklaracja, wedle której obaj NCI mają wykazywać się „bezstronnością, rzetelnością i polityczną neutralnością”, jak również nie wolno im wyrażać poglądów politycznych. Ciekawe, czy jest choć w Polsce jedna aż tak naiwna osoba, która skłonna by była serio uwierzyć, iż ci dwaj urzędnicy, powoływani przez większość parlamentarną, premiera i prezydenta, za sprawą nakazu ustawy faktycznie zrzekną się swoich poglądów i zapomną o swych partyjnych afiliacjach. Nawet dla mało podejrzliwego obserwatora widać tu jak na dłoni, że naprawdę idzie o wyrafinowaną i obleczoną w ustawowe kłamstwa próbę zyskania przez władzę narzędzia uciszania niewygodnych krytyków albo po prostu – zwolenników opozycji. Prewencyjna cenzura w rękach ludzi władzy – to najprostszy, najstarszy i najbardziej prostacki sposób osiągania takiego celu.

Secundo – trudny do pojęcia jest sposób doboru owych 27 „uprzywilejowanych” przestępstw, o których popełnienie wystarczy zostać tylko posądzonym przez władzę, aby być objętym cenzurą prewencyjną w sieci.

Z niejaką przykrością trzeba stwierdzić, że uzasadniony jest ciężki zarzut, postawiony przez prezydenta, iż „ochrona dzieci w internecie miała stać się dla koalicji rządzącej cynicznym parawanem, za którym rząd Donalda Tuska ukrył kontrolę swobody wypowiedzi”. Rządowa propaganda, broniąc swojej noweli, podkreśla, iż idzie w niej przede wszystkim o cenzurę treści pedofilskich i pornograficznych, skierowanych do dzieci poniżej piętnastego roku życia. Ale cała lista 27 przestępstw zawiera także sławetne artykuły dotyczące tzw. „mowy nienawiści”, gróźb o podłożu rasowym, mobbingu, znieważania ateistów, rozpowszechniania treści bez licencji autorskiej. Czyli innymi słowy – dobrze znanego arsenału ideologicznie motywowanych zarzutów, za pomocą których ucisza się ludzi niewygodnych dla władzy w niejednym kraju demokratycznym.

Co więcej, na tej liście są takie przestępstwa, jak np. internetowy handel papierosami (art. 12c pkt 5 ustawy o ochronie zdrowia przed papierosami), a nie ma choćby przygotowywania w sieci morderstwa (art. 148 par. 5 kodeksu karnego). Dlaczego?

Trudno nie odnieść wrażenia, że to w ogóle jest (a raczej, jak mniemam, był) projekt irracjonalny, trudny do prawniczej obrony, łamiący niejedną z ogólnych reguł prawa. Choćby tę, że w cywilizowanym systemie prawnym niedopuszczalne jest uprawnienie administracji do wprowadzania cenzury prewencyjnej, albo inną, wedle której samo posądzenie o popełnienie przestępstwa nie może skutkować wobec nikogo żadnymi sankcjami prawnymi. Nie wspominając już nawet szerzej o skandalu demoralizowania wspólnoty politycznej poprzez zdemaskowaną przez prezydenta próbę otwarcia drogi do budowy i opłacania przez państwo agentury, specjalizującej się (niczym we współczesnej Rosji) w donoszeniu na tych, którzy powiedzieli albo napisali coś, co może być nieprawomyślne.

Tekst ukazał się w Gazecie Na Niedzielę


Jan ROKITA
Filozof polityki. Absolwent prawa UJ. Działacz opozycji solidarnościowej, poseł na Sejm w latach 1989-2007, były przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. Wykładowca akademicki. Autor felietonów "Luksus własnego zdania", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

Czytaj więcej: Dziękuję Prezydentowi RP za zablokowanie cenzury w Polsce

Komentarz (9)

Dlaczego prof. Traba nie podpisał Listu w sprawie książki oskarżającej Polaków o Holocaust

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 28 grudzień 2025 13:17

Ponad 150 przedstawicieli polskich elit podpisało się pod Listem otwartym w sprawie promocji przez niemieckie instytucje kultury książki Grzegorza Rossolińskiego-Liebe „Polnische Bürgermeister und der Holocaust”, w której autor z ofiar zbrodni niemieckich podczas okupacji Polski, robi pomocnika Hitlera w Holocauście. Jako że List ukazał się na profilu PAN, zwróciło moją uwagę, że nie ma pod nim podpisu historyka z Olsztyna, pracownika Instytutu Studiów Politycznych PAN, naukowo zajmującego się historią Niemiec i relacjami polsko-niemieckimi prof. Roberta Traby. Otrzymałem w tej sprawie odpowiedź prof. Traby.

Sygnatariusze Listu wyrazili stanowczy sprzeciw wobec promowania narracji, która przypisuje polskim urzędnikom w okupowanej Polsce współsprawstwo w Holokauście.

Niemieckie instytucje kultury promują książkę Grzegorza Rossolińskiego-Liebe „Polnische Bürgermeister und der Holocaust”, której tezy sugerują, jakoby polscy burmistrzowie byli „kluczową grupą” w nazistowskim aparacie zagłady i „równoprawnymi partnerami” okupanta.

„Jako polskie środowisko naukowe z całą stanowczością odrzucamy główną tezę jako fałszywą, sprzeczną z prawdą historyczną i nierzetelną naukowo” – czytamy w liście. Sygnatariusze podkreślają, że przerzucanie odpowiedzialności za zbrodnie III Rzeszy na okupowany naród polski w instytucjach powołanych do dokumentowania ludobójstwa, takich jak willa w Wannsee (miejsce podjęcia decyzji o „ostatecznym rozwiązaniu”), czy też Dom Polsko-Niemiecki w Berlinie, budzi ich „głębokie zaniepokojenie”.

Sprawa Juliana Kulskiego – symbol manipulacji

W liście przytoczono konkretny przykład historycznego nadużycia. Na okładce promowanej książki oraz w materiałach spotkań wykorzystano wizerunek Juliana Spitosława Kulskiego, wojennego komisarycznego burmistrza Warszawy. Sygnatariusze przypominają, że Kulski działał za zgodą Polskiego Państwa Podziemnego i Rządu RP na uchodźstwie, a insynuowanie jego udziału w Zagładzie jest „jawnym zakłamaniem historii”.

„Warto podkreślić, że Julian Spitosław Kulski sam miał żydowskie pochodzenie. (…) W czasie wojny Kulski ukrywał Żydów we własnym mieszkaniu. (…) Dziesiątki tysięcy polskich obywateli żydowskiego pochodzenia zawdzięczało mu życie” – piszą autorzy listu, przypominając, że Kulski został pośmiertnie uhonorowany za ratowanie Żydów, a jego pradziadkiem był naczelny rabin Warszawy Dow Ber Meisels.

Apel o rzetelność i pojednanie

Sygnatariusze listu, reprezentujący różne środowiska i poglądy polityczne, podkreślają, że ich celem nie jest konfrontacja, lecz obrona prawdy historycznej, która jest fundamentem dobrych relacji polsko-niemieckich. Wskazują, że Niemcy są „dobrym sąsiadem i kluczowym partnerem”, jednak relacje te muszą opierać się na rzetelnym dialogu, a nie na odwracaniu ról między katem a ofiarą.

Autorzy przypominają o tragicznym bilansie okupacji, w której Polska straciła około 6 milionów obywateli, w tym 3 miliony polskich Żydów, a administracja była całkowicie podporządkowana terrorowi okupanta. Powołują się również na recenzje naukowe Instytutu Pamięci Narodowej, które wskazują na tendencyjny dobór faktów i pomijanie kontekstu terroru w promowanej przez niemieckie instytucje narracji.

„Pamięć o zbrodniach narodowo-socjalistycznego reżimu niemieckiego powinna być dla nas przestrogą. Jesteśmy winni zachować pamięć ofiar, które już nie mogą same mówić” – kończą swój apel przedstawiciele polskich elit.

List został przesłany do wiadomości najważniejszych instytucji kultury i nauki w Polsce, USA, Niemczech, Austrii oraz Izraelu.

Jest pod tym linkiem:

Wysłałem. w tej sprawie list do prof. Roberta Traby.

Zwracam się do Pana jako Profesora Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, w latach 2006–2018 dyrektora Centrum Badań Historycznych w Berlinie, byłego pracownika naukowego w Stacji Naukowej Polskiego Towarzystwa Historycznego w Olsztynie, w latach 1995 do 2003 zatrudnionego w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie, profesora honorowego Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, współprzewodniczącego Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej, członka zarządu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, wiceprzewodniczącego międzynarodowej rady Fundacji Topografia Terroru w Berlinie, prezesa Fundacji Borussia i przewodniczącego Rady Programowej Instytutu Północnego w Olsztynie.

Otóż, na profilu Polskiej Akademii Nauk na Facebooku, pod datą 10 grudnia 2025 roku umieszczono informację, iż ponad 150 przedstawicieli polskiego środowiska naukowego, historycznego i społecznego, jednocząc się ponad politycznymi podziałami, wystosowało list otwarty do niemieckich i austriackich instytucji kultury. (…).

Pod tym listem nie znalazłem Pana podpisu. Wydaje mi się, że kto jak kto, ale Pan z racji pełnionych funkcji oraz bogatego dorobku naukowego dotyczącego stosunków polsko-niemieckich, jest osobą szczególnie predestynowaną, by złożyć swój podpis pod takim listem.

Dlatego będę wdzięczny za Pana odpowiedź:
1. Czy Pana podpisu pod tym listem nie ma, gdyż jego redaktorzy nie zwrócili się do Pana z propozycją jego podpisania?
2. Redaktorzy zwrócili się, ale odmówił Pan, gdyż nie zna książki Grzegorza Rossolińskiego-Liebe "Polnische Bürgermeister und der Holocaust"?
3. Redaktorzy zwrócili się, ale odmówił Pan, gdyż zna książkę Grzegorza Rossolińskiego-Liebe "Polnische Bürgermeister und der Holocaust" i uznaje zawarte w niej tezy za prawdziwe i udowodnione, na podstawie rzetelnych badań naukowych?
4. Z innego powodu, jakiego?

Załączam link do Listu otwartego

Z poważaniem
Adam Socha,

dziennikarz obywatelski, wolontariusz pisma „Debata” i portalu debata.olsztyn.pl

Poniżej odpowiedź prof. Traby, którą wysłał do stu osób, z prośbą o jego przekazywanie dalej.

O potrzebie debaty!

Lawina zaczęła przybierać na sile w połowie listopada, gdy w połowie listopada Dom Polsko-Niemiecki w Berlinie postanowił zaprezentować książkę dr. Grzegorza Rossolińskiego-Liebe, „Polnische Bürgemeister und der Holokaust”. Besatzung, Verwaltung und Kollaboration” (Polscy burmistrzowie i Holokaust. Okupacja, administracja i kolaboracja). Po interwencji polskiej ambasady wycofano się z tego pomysłu. Później było już tylko gorzej.

Z jednej strony pojawiły się oskarżenia o polską polityczną cenzurę, z drugiej o niemieckie szkalowanie społeczeństwa polskiego o współudział w zbrodni Holokaustu. Na koniec powstał rodzaj petycji, apel zatytułowany: LIST OTWARTY DOTYCZĄCY STYGMATYZACJI POLSKICH OFIAR NIEMIECKIEGO NAZISTOWSKIEGO REŻIMU I BEZCZESZCZENIA PAMIĘCI ŻYDOWSKICH OFIAR HOLOKAUSTU, przygotowany przez warszawską Fundację Kulskich.

Jego treść została zamieszczona na oficjalnej stronie Polskiej Akademii Nauk (PAN). Ja sam stałem się obiektem szantażu moralnego. Skoro jestem historykiem w PAN, to taki protest powinienem podpisać, a jeżeli nie to wytłumaczyć się publicznie ze swojej decyzji. Absurd sięgnął zenitu!

Przez półtora roku książka Grzegorza Rossolińskiego-Liebe o polskich burmistrzach w Generalnym Gubernatorstwie, mimo że była w otwartym dostępie, nie doczekała się recenzji! IPN kazał ją przetłumaczyć, bo nie ma kompetentnych pracowników znających język niemiecki. Powstała najpierw ekspertyza, a potem bardzo krytyczna recenzja autorstwa dr. Damiana Sitkiewicza.

Na koniec część środowiska (również dobrzy historycy) dostali wzmożenia obrony polskości przed jedną książką, która rzekomo nie tylko narusza prawdę historyczną, ale też szkaluje godność Polaków i podpisali wspomniany protest. Sygnowało go ponad 150 osób. Scenariusz działania przypominał historię „Dalej jest tylko noc” (2018) pod redakcją Barbary Engelking i Jana Grabowskiego, kiedy IPN powołał quasi grupę śledczą, by udowodnić szkalowanie narodu polskiego. Pojedyncze osoby zaczęły skarżyć autorów o naruszenie godności.

Nie wykluczam, że Rossoliński-Liebe się myli, popełnia błędy, może jest tendencyjny, ba zbyt szablonowo (co znam z wcześniejszych publikacji) traktuje kolaborację nie odróżniając jej, np. od funkcjonalnej współpracy (Dieter Pohl) na terenach okupowanych. Tylko gdzie jest naukowa riposta? Publiczna debata? Zwyczajna debata naukowców, którzy znają temat? Dlaczego, skoro temat był i jest tak ważny, tak długo leżał badawczym odłogiem? Jak to się dzieje, że dr Damian Sitkiewicz, historyk z IPN – sądząc po publikacjach – z niewielkim doświadczeniem badawczym (wcześniej Instytut Pileckiego, doktorat w Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach w grudniu 2024) staje się aż takim autorytetem, że wyznacza standard polskiej historiografii w odniesieniu do badań nad Holokaustem i niemiecką okupacją? Naprawdę nikt więcej tym tematem się nie zajmuje?

Gdy przed laty Grzegorz Ossoliński-Liebe napisał krytyczną biografię Stepana Bandery, to większość tzw. środowiska historycznego cieszyła się, że wreszcie ktoś dał odpór „ukraińskiemu nacjonalizmowi”. Fragmenty z książki z lubością cytowane były na prawicowych portalach. Przy okazji wytykano, polityczne traktowanie historii w Ukrainie (i słusznie), bo Rossoliński-Liebe stał się persona non grata u naszego wschodniego sąsiada.

A teraz co? Czy za pomocą petycji chcemy uprawiać historię? Kto z sygnatariuszy petycji przeciw książce zna niemiecki? Kto przeczytał ponad tysiąc stu stronicową (!) książkę i z pełną odpowiedzialnością może powiedzieć, że jest ona antypolskim paszkwilem? Na jakiej naukowej podstawie PAN umieszcza na swojej stronie list otwarty Fundacji Kulskich? Czy zasięgnięto opinii kompetentnych badaczy, np. z Instytutu Historii PAN, Instytutu Filozofii i Socjologii PAN czy Instytutu Studiów Politycznych PAN? PAN nie jest monolitem. Składa się z kilkudziesięciu samodzielnych instytutów. Czyżbyśmy ze standardów naukowej krytyki przechodzili na konkurencję emocji i petycji? Na koniec szantaż p. Adama Sochy z olsztyńskiej "Debaty", który żąda ode mnie wytłumaczenia się z jakiego powodu nie podpisałem petycji. W domyśle jest sugestia, że skoro jestem historykiem to mam moralny obowiązek to zrobić. Otóż nie.

W 2016 roku wspólnie z prof. Anną Wolff-Powęską i dr Katarzyną Woniak wydaliśmy książkę „>Fikcyjna rzeczywistość<. Codzienność, światy przeżywane i pamięć niemieckiej okupacji w Polsce” (Warszawa - Berlin: ISP PAN i CBH PAN). Była ona pokłosiem całodziennego sympozjum na XIX Powszechnym Zjeździe Historyków Polskich w Szczecinie w roku 2014. Mój artykuł wprowadzający „O potrzebie nowych badań nad niemiecką okupacją w Polsce w czasie II wojny światowej” ukazał się także w czasopismach po polsku i niemiecku. Postulowaliśmy, m.in. właśnie większe pochylenia się nad badaniami nie tyle działań wojskowych, partyzanckich, co życiem codziennym, postawami społeczeństwa polskiego, które tak trafnie wyraził Kazimierz Wyka tytułem swojej książki „Życie na niby” i które prekursorsko już w latach 70. badali i opisywali tacy historycy, jak Czesław Madajczyk, Czesław Łuczak czy Tomasz Szarota.

Po dekadzie od czasu wydania „>Fikcyjnej rzeczywistości<…”, oprócz intensywnych badań wokół problematyki Zagłady, nasze postulaty pozostają aktualne. W 2014 roku dorobek IPN-u w dziedzinie badań nad codziennością okupacji był niewielki. Potem był wielki inaczej, bo zamiast badaniami Instytut bardziej zajmował się pseudo prawnymi ustaleniami mającymi niby chronić Polaków przed szkalowaniami. Wsparcie Instytutu Pileckiego niewiele pomogło.

Postulowaliśmy przed 10 laty, by w Polsce powstał Międzynarodowy Ośrodek Badań nad Okupacjami. Żaden demokratyczny kraj w Europie nie ma tak dramatycznych doświadczeń wojennych, jak Polska. Być może mamy też jedną z najbogatszych baz źródłowych. Gdyby powstał taki Ośrodek, z pewnością mielibyśmy już niezły, krytyczny dorobek badawczy. Powstałby on nie w oparciu o „historię życzeniową” czy – jak pisał profesor Krzysztof Pomian – „historię urzędniczą”, lecz rzetelne, wielostronne badania. Na pewno byłby one lepszy niż apele i petycje. Postulat jest ciągle aktualny!
23 grudnia 2025 roku
Robert Traba

Moja odpowiedź

Szanowny Panie Profesorze,
Wzywa Pan do debaty z udziałem naukowców w sprawie książki Grzegorza Ossolińskiego-Liebe. Mógłby Pan zorganizować taką debatę pod patronatem Instytutu Studiów Politycznych PAN lub Fundacji „Borussia” z udziałem autora Grzegorza Ossolińskiego-Liebe i recenzenta dr. Damiana Sitkiewicza, a także innych historyków, specjalistów od stosunków polsko-niemieckich, jak np. prof. Grzegorz Kucharczyk i prof. Marek Cichocki.
Z poważaniem
Adam Socha

Stanowiska Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie książki Grzegorza Rossolińskiego-Liebego „Polnische Bürgermeister und der Holocaust: Besatzung, Verwaltung und Kollaboration”.

Badania nad stosunkami polsko-żydowskimi w czasie II wojny światowej niezmiennie budzą emocje i dyskusje nie tylko wśród historyków, ale także polityków i publicystów. Szczególne kontrowersje wzbudza stawiany przez niektórych historyków zarzut masowego udziału Polaków w eksterminacji Żydów.

Książka Grzegorza Rossolińskiego-Liebego „Polnische Bürgermeister und der Holocaust: Besatzung, Verwaltung und Kollaboration” przedstawia wyniki badań nad Zagładą Żydów w Generalnym Gubernatorstwie. Autor, absolwent Uniwersytetu Viadrina i pracownik Wolnego Uniwersytetu Berlińskiego, w przeszłości badał także historię nacjonalizmu ukraińskiego, m.in. działalność Ukraińskiej Powstańczej Armii, co wywołało kontrowersje wśród ukraińskich nacjonalistów.

Po raz pierwszy tezy Rossolińskiego-Liebego spotkały się z krytyką polskich historyków w 2019 r. Artykuł opublikowany w niemieckim „Der Tagesspiegel” był omawiany między innymi przez Tomasza Domańskiego, który zwracał uwagę na nadmierne uogólnienia i uproszczenia. Domański podkreślał, że autor nie uwzględniał diametralnych różnic w polityce okupacyjnej Niemców wobec różnych krajów, i że działania polskich urzędników w Generalnym Gubernatorstwie (GG) były podporządkowane niemieckim władzom. W jego opinii narracja zakładająca, że całe narody były jednocześnie ofiarami i sprawcami, jest nieadekwatna do realiów okupacyjnych.

Rozbudowaną analizę książki przygotował dr Damian Sitkiewicz z IPN, opublikowaną w szóstym tomie rocznika „Polish-Jewish Studies”. Sitkiewicz podkreśla, że Rossoliński-Liebe wychodzi z założenia, iż polscy burmistrzowie byli współsprawcami Holokaustu i że jego celem badawczym jest pokazanie mechanizmów ich współpracy z okupantem. W swojej pracy autor skupia się na 50 urzędnikach z 22 miast GG, w tym 31 Polakach, badając ich rzekome działania na rzecz Niemców.

Sitkiewicz zwraca uwagę, że Rossoliński-Liebe pomija kontekst terroru stosowanego przez Niemców, w tym wprowadzenie kary śmierci za ukrywanie Żydów, a także podporządkowanie tzw. granatowej policji niemieckim siłom policyjnym. Recenzent krytykuje też twierdzenie o ciągłości prawnej między II Rzeczpospolitą a GG, przypisując autorowi chęć wykazania kolaboracji, podczas gdy fakty wskazują na przymusowy charakter pracy polskich urzędników.
Według Sitkiewicza, przedstawienie polskich burmistrzów jako „partnerów” Niemców jest nierzetelne historycznie.

Analizowane przypadki, jak w Warszawie czy Węgrowie, zostały przez autora selektywnie zinterpretowane, a działania urzędników, w tym Juliana Spitosława Kulskiego, przedwojennego wiceprezydenta Warszawy, przedstawione w sposób wybiórczy i często nieadekwatny. Sitkiewicz zwraca uwagę, że dokumenty źródłowe nie potwierdzają inicjatywnej roli burmistrzów w prześladowaniu Żydów, a ich zadania miały charakter przymusowy.

Recenzja podkreśla również podwójne standardy w języku autora książki – działania Polaków opisywane są jako „kradzieże” lub „rabunek”, podczas gdy identyczne działania Niemców Rossoliński-Liebe przedstawia neutralnie, np. jako „przechowywanie”. Sitkiewicz krytykuje też stosowanie w książce pojęcia „rząd krakowski”, sugerującego autonomię GG, podczas gdy było ono całkowicie podporządkowane Niemcom, a jego władze uznano po wojnie za organizację przestępczą.

Recenzja Damiana Sitkiewicza (dostępna pod adresem: https://czasopisma.ipn.gov.pl/index.php/pjs/article/view/2761/2730) wskazuje, że książka Grzegorza Rossolińskiego-Liebego tworzy fałszywy obraz Holokaustu, przedstawiając Polaków jako równorzędnych partnerów niemieckich sprawców. W ocenie recenzenta brak w niej rzetelnej analizy źródeł i uwzględnienia przymusu oraz realiów okupacyjnych, co prowadzi do nieuzasadnionych uogólnień.

Czytaj też recenzję Wojciecha Stanisławskiego pt. "DOM DOBRY: DOM POLSKO - NIEMIECKI

Wysłuchaj program na Kanale Zero NIEMCY OSKARŻAJĄ POLAKÓW O HOLOKAUST, SKANDALICZNA KSIĄŻKA I DOM POLSKO-NIEMIECKI

Rozmowa z dr Damianem Sitkiewiczem z warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, autorm obszernej recenzji książki dr. hab. Grzegorza Rossolińskiego-Liebe "Polnische Bürgermeister und der Holocaust. Besatzung, Verwaltung und Kollaboration”.

(sa)

Na zdjęciu: Zapowiedż - ostatecznie odwołanej - promocji książki Rossolińskiego-Liebego w Deutsch Polnisches Haus. Fot. deutschpolnischeshaus.de

Czytaj więcej: Dlaczego prof. Traba nie podpisał Listu w sprawie książki oskarżającej Polaków o Holocaust

Komentarz (6)

Więcej artykułów…

  1. Mowa nienawiści w życzeniach wigilijnych premiera Donalda Tuska
  2. Radości ze spotkania w sercu z narodzonym Jezusem Chrystusem

Strona 7 z 536

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Dołek sondażowy powoduje szersze zarzucanie sieci wyborczych przez stowarzyszenie obrotowych kurków. Człowiek może nie mieć wiedzy (np. matematycznej)...
Poseł PSL Urszula Pasławska ch...
9 minut(y) temu
Niestety od raportu NIK czyli od roku 2019 nikt nie chce naprawiać metodyki nauczania matematyki. MEN udaje ,że wszystko dobrze.
Poseł PSL Urszula Pasławska ch...
11 godzin(y) temu
Nic dodać nic ująć.
Poseł PSL Urszula Pasławska ch...
12 godzin(y) temu
No nareszcie ludzie się budzicie. Mierne tępoty obsiadły wiele instytucji, urzędów, ław...
Poseł PSL Urszula Pasławska ch...
12 godzin(y) temu
Brawo, w punkt
Poseł PSL Urszula Pasławska ch...
12 godzin(y) temu
Pan ekolog pozwolił aż syfu nawilzą do miasta?
CBŚP zatrzymało 16 osób. Toksy...
12 godzin(y) temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • Ile zarabiają "neoTłuste Koty" z Centrum i KO w WM WFOŚiGW w Olsztynie
  • CBŚP zatrzymało 16 osób. Toksyczne popioły wywozili do Olsztyna i Olsztynka
  • Youtuber Łatwogang zebrał 282 741 778,76 zł na dzieci chore na raka
  • Zorganizowana grabież
  • Radni PiS przeprowadzili kontrolę inwestycji unijnej w Dercu Beaty Bublewicz
  • Zobacz jakie premie dostali prezesi spółek miejskich w Olsztynie
  • Min. Zbigniew Bogucki zaapelował do władz Gietrzwałdu o rozwagę
  • Metropolita Warmiński poświęcił Muzeum Objawień w Gietrzwałdzie
  • Z europosłem Wąsikiem o agencie Tomku, willi Kwaśniewskich, poseł Arent, Orbanie i Morawieckim
  • Dlaczego WM Specjalna Strefa Ekonomiczna tyle wydaje na promocję?
  • Posłowie z WiM: Semeniuk-Patkowska, Cieszyński i Gontarz w stowarzyszeniu Morawieckiego

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.