logodebata

Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000337806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

czwartek, październik 08, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Polska

Polska

Prof. Andrzej Nowak: 1 września 1939 roku - dwa kłamstwa

Szczegóły
Opublikowano: wtorek, 01 wrzesień 2026 14:28

1 września 1939 roku – o znaczeniu tej daty dla nas, dzisiaj, mówię na Kanale Zero:

 

Widocznie trafił ten temat w czuły punkt, bo w ciągu 48 godzin ten 48-minutowy wykład miał już ponad 150 tysięcy wyświetleń. A przecież przypominam tylko historyczną prawdę: Niemcy napadły na Polskę, rozpoczynając (od 17 września w otwartej współpracy z ZSRR) najbardziej koszmarną okupację naszego kraju w historii.

To proste przypomnienie zderza się jednak z dwoma wielkimi, uzupełniającymi się wzajemnie kłamstwami, które mają Polaków przerobić na post-Polaków.

Jedno wyraził w imieniu Platformy Obywatelskiej wiceprezydent Gdańska Piotr Grzelak na obchodach rocznicy II wojny w swoim mieście. Powiedział tak. Cytuję dosłownie:

„Na początku było słowo, złe słowo. Słowo jednego przeciwko drugiemu. I to złe słowo było Polaka przeciwko innemu narodowi, Niemca przeciwko innemu narodowi. Europa została tym złym słowem podzielona…”.

Czyli: pierwszym źródłem II wojny, całego koszmaru, który spadł nie tyle na Polskę, ile na ukochaną Europę – jest „złe słowo Polaka przeciw innemu narodowi”. Czyli - za wybuch II wojny odpowiada na pierwszym miejscu polski nacjonalizm, na drugim – ewentualnie – niemiecki.

To powiedział wiceprezydent miasta, które szczególnie szczyci się 20-letnim epizodem w swej historii, gdy nazywało się „Freie Stadt Danzig”. To było wtedy miasto, które szczyciło się największym poparciem dla Adolfa Hitlera i jego NSDAP. W ostatnich wolnych wyborach do Volkstagu w Wolnym Miescie NSDAP zdobyła rekordowe 59 procent głosów.

Samorząd Gdańska z dumą utrzymuje dziś w najbardziej prestiżowym punkcie miasta, na Długim Targu, Muzeum Freie Stadt Danzig, gdzie jednak nie można dowiedzieć się nic o prawdziwej, morderczej historii jego wielbiących Hitlera mieszkańców. To nie oni zostali napadnięci przez mieszkającą w Gdańsku mniejszość polską. Oni ją wymordowali. Z radością, z entuzjazmem dla Wodza. To nie „złe słowo Polaka” było u początku, tylko zbrodnia niemiecka na Polakach.

Z Gdańska i okolic rekrutowało się 38 tysięcy ochotników Westpressen Selbstschutz, którzy pod komendą Ludolfa von Alvenslebvena, osobistego adiutanta Himmlera, stali się główną siła zbrodni ludobójstwa – tzw. zbrodni pomorskiej. Od września 1939 do początku 1940 roku niemieccy ochotnicy wymordowali swoich sąsiadów– Polaków z Pomorza w liczbie około 40-50 tysięcy.

Zabijali, tak jak później Ukraińcy na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej: widłami, deskami z gwoździami, siekierami, wspomagani nowocześniejszym sprzętem, karabinem, granatem. Od Lasów Piaśnickich i Szpęgawskich po Toruń i Bydgoszcz znaleźć można ślady tego niemieckiego „złego słowa przeciw Polakowi”.

Ale jest też drugie kłamstwo, z który trzeba się zmierzyć. Głoszą je ci nadużywający historii do swych fantazji i wymądrzań publicyści, którzy twierdzą, że jesli Polacy są ofiarami, to tylko z własnej głupoty. No bo przecież – twierdzą – można się było bez problemu dogadać z „akwarelistą”, jak pieszczotliwie, za swoim mistrzem bzdury, Kowin-Mikkem, nazywają Hitlera. Ten miły „akwarelista”, twierdzą, nic nie miał do Polski. Można się było dogadać.

No, to proszę, posłuchajcie Państwo, jeśli można, cierpliwie do końca tej audycji, i zastanówcie się.

II wojnę rozpoczęli Niemcy w imię swojego imperializmu, w imię „wielkiego planu” Histlera, zbudowania „niemieckiej przestrzeni życiowej na wschodzie”. Ta przestrzeń to nie Węgry, ani Czechosłowacja (wyjąwszy Sudety), ani Finlandia. Ta przestrzeń, którą Niemcy – niemal wszyscy Niemcy – uważali, za własną, to były ziemie II RP: Pomorze, Wielkopolska, Górny Śląsk.

A dalej – tylko podbijając Polskę można było rozbudować tę przestrzeń do Uralu, jak chciał „akwarelista”. Więc w imię ideologii „rasy panów” podbili. Jak powiedział wódz ochotników z Wolnego Miasta Gdańska, Ludolf von Alvensleben: „jedynym honorem dla Polaka jest to, że jego ścierwo będzie nawozem dla niemieckiej ziemi”. I razem z milionami swoich rodaków starał się ten plan urzeczywistnić.

Niemieckie państwo nie tylko nie chce zapłacić reparacji za zbrodnie wykonane przez NIEMIECKĄ Rzeszę (bo tak się nazywało państwo Hitlera), ale faktycznie robi wszystko, żeby sponiewierać pamięć polskich ofiar. Dowodem na to jest ten żałosny kamień, zrzucony z ciężarówki na tyłach Bundestagu w Berlinie. W miejscu, gdzie nikt, poza manifestantami w obronie „wolnej Gazy”, nie zagląda. To ma być całe upamiętnienie? Nie możemy się na taką podłość godzić.

Andrzej Nowak

NIEMIECKIE LUKI W PAMIĘCI o 1 września 1939 roku i zbrodniach Niemców na Polakach

Na WP.pl ukazał się artykuł kierowników Instytutu Pileckiego w Berlinie, Mateusza Fałkowskiego, Hanny Radziejowskiej w 87. roczncię napaści Niemiec na Polskę. 

Niemieckie podejście do zadośćuczynienia i pamięci o polskich ofiarach niemieckich zbrodni z lat 1939-45 zawsze było polityką prokrastynacji – omijania, przekładania, mglistych obietnic oraz ładnej retoryki. Ale nawet tej ładnej retoryki, wobec obecnych sukcesów AfD, może być w przyszłości mniej. Tym bardziej potrzebujemy zmian w edukacji i praktyce upamiętnień.

Puste miejsce w niemieckiej pamięci

Wymiar zbrodni popełnionych w okupowanej Polsce nigdy nie został w pełni uświadomiony. Badanie wykonane w 2024 r. przez niemiecki IPSOS na zlecenie Instytutu Pileckiego pokazało, że zdaniem niemieckich respondentów ofiary Holokaustu pochodziły przede wszystkim z Niemiec, a represje były istotnie dotkliwsze w Niemczech niż w okupowanej Polsce.

Co więcej, niemieccy politycy, elity kierujące instytucjami polityki pamięci i niemieckie media de facto uznały, że zakotwiczenie niemieckiej edukacji obywatelskiej i dyskursu o niemieckiej winie wokół problematyki Holokaustu w zasadzie wystarczy. W zasadzie, bo w toku kolejnych debat uzupełniano ten dyskurs i edukację o wątki dotyczące kolonializmu, ofiar Romów i Sinti, ofiar homoseksualnych czy – upamiętnionych ostatnio nowym pomnikiem w sercu Berlina – Świadków Jehowy.

Na przepracowanie w przestrzeni publicznej i w edukacji winy za zbrodnie popełnione od 1 września 1939 r. wobec polskich ofiar, polskich miast i wsi brakowało miejsca, czasu i woli.

Polacy, jak przyznają sami uczestnicy niemieckiej debaty, stali się dla Niemców ofiarami drugiej kategorii – zauważył magazyn "Der Spiegel". Dieter Bingen, wieloletni szef Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt mówi, że niemieckie zbrodnie popełnione w okupowanej Polsce oraz polskie ofiary to "puste miejsce w niemieckiej pamięci".

Niemiecka polityka pamięci i zadośćuczynienia wobec Polski to niezmiennie polityka prokrastynacji – punktowo ładnej rocznicowej retoryki, kierowanej jednak głównie do Polaków (a nie do własnego społeczeństwa), oraz mglistych obietnic działania w dalszej przyszłości.

Prokrastynacja, czyli zagadać i odwlec

W 2024 r., w 85. rocznicę wybuchu wojny i 80. rocznicę Powstania Warszawskiego, a także po zmianie rządu w Polsce, wydawało się, że nadszedł moment, by po stronie niemieckiej pojawiły się nie tylko retoryczne zwroty i obietnice, ale konkrety. Niemcy chciały uniknąć rozmowy o reparacjach i odszkodowaniach – temacie położonym na stół przez poprzedni polski rząd. Nie podobał im się ani temat, ani forma rozmowy zaproponowana przez rząd RP. Ale jednocześnie Niemcy wiedziały, że jakąś rozmowę o zadośćuczynieniu muszą podjąć, bo presja społeczna z Polski była jednoznaczna.

Z nowym rządem nowa rozmowa była możliwa. Ale jaka? Don Draper w serialu "Mad Men" miał zwyczaj mówić: "jeśli nie podoba ci się, co mówi druga strona, zmień temat rozmowy". Niemcom nie podobała się rozmowa o odszkodowaniach, więc starali się zmienić ją na rozmowę o "geście humanitarnym".

Gdy Polska mówi coś, co się Niemcom nie podoba – nieważne, czy wcześniej politycy PiS, czy teraz mówią to politycy KO – Niemcy zagadują i zwlekają. Długo dotyczyło to upamiętnienia polskich ofiar w Berlinie (konkurs na pomnik w końcu, po latach, pod presją przyspieszył – trzeba to odnotować), dotyczy to również zadośćuczynienia. Niemcy lubią w takich wypadkach mówić, że ich kultura pamięci i kultura polityczna wymagają długiej dyskusji. Ale kluczowa nie jest tu kwestia kultury politycznej, lecz politycznej woli.

Świadoma prokrastynacja była i jest zasadą niemieckiej polityki w relacjach z Polską. Zasada ta brzmi: mów, że bardzo ci zależy i dużo o tym myślisz, ale konkrety odkładaj do dokładnego przemyślenia na później. Tak robili kolejni kanclerze: Kohl, Schröder, Merkel i Scholz.

Rząd niemiecki zaproponował wtedy jako całościowe rozwiązanie 200 mln euro, co polski rząd odrzucił jako kwotę zdecydowanie zbyt małą. Przedstawiciele Niemiec, m.in. ambasador czy pełnomocnik ds. relacji z Polską przy wielu okazjach sygnalizowali, że Niemcy zdają sobie sprawę z wagi zadośćuczynienia dla jeszcze żyjących ostatnich polskich ofiar, i że "prace nad tym trwają".

Odszkodowania dla ofiar napaści Niemiec. Rząd jeszcze nie ma kwoty i "wywiera presję"

Ale i to stało się ofiarą niemieckiej prokrastynacji. Dawny, wielokrotnie krytycznie omawiany "kicz pojednania" z lat 90. i 2000. powrócił w nowej odsłonie – jako kicz gestu humanitarnego.

Pamięć o wojnie jako walka z nacjonalizmami

Nakłada się na to język i praktyka elit w obszarze pamięci i edukacji historycznej. W 85. rocznicę wybuchu wojny Dom Niemiecko-Polski – instytucja określana przez ówczesną minister kultury Claudię Roth jako "najważniejszy projekt w niemieckiej polityce pamięci wobec Polski" – organizował 1 września 2024 r. uroczystości w miejscu dawnej Opery Krolla (gdzie w międzyczasie stanął tymczasowy pomnik).

Organizatorzy zaprosili polski zespół folkowo-punkowy "Hańba". Muzycznie i aranżacyjnie bardzo dobry, tekstowo też mocny. "Hańba" sięga po poetów dwudziestolecia międzywojennego – Juliana Tuwima, Władysława Broniewskiego, Tadeusza Hollendra czy Lucjana Szenwalda – i po ich ostrą krytykę przejawów polskiego antysemityzmu, polityki sanacji czy ONR.

Na koncercie w Polsce ten lewicowy radykalizm naszych poetów i muzyków jest częścią naszej kultury.

Ale gdy państwowa niemiecka instytucja organizuje 1 września w Berlinie obchody rocznicy napaści na Polskę – w teorii ku czci polskich ofiar niemieckiej agresji – i puentuje je opowieścią o zagrożeniu… polskim nacjonalizmem, coś jednak jest nie na miejscu.

Zaś rozdawany na tej uroczystości, z udziałem ministrów rządu RFN, śpiewnik z przetłumaczonymi na niemiecki – jako memento – krytycznymi tekstami polskich poetów o polskich nacjonalistach sprzed stu lat niewątpliwie mówi coś ważnego o niemieckiej polityce pamięci.

AfD: znormalizować niemiecką tożsamość

Język o zagrożeniu nacjonalizmem - kluczowy dla niemieckiej, ale świadomie uniwersalizującej opowieści o II wojnie światowej ("nigdy więcej wojny – nigdy więcej nacjonalizmu") - napotyka w ostatnich latach na inną tendencję z prawej strony politycznego spektrum. Rozwijająca historyczny rewizjonizm Alternative für Deutschland (AfD) ma już w ogólnoniemieckich sondażach 28 proc. poparcia i osiem punktów procentowych przewagi nad rządzącą CDU.

Rocznica agresji hitlerowskich Niemiec na Polskę w ostatnich latach zbiega się z wyborami landowymi w Niemczech. Gdy dwa lata temu pod Urzędem Kanclerskim w Berlinie "Hańba" śpiewała o polskich nacjonalistach, tego samego dnia odbywały się wybory w Turyngii i Saksonii, wygrane wówczas przez AfD. W tym roku już 6 września czekają nas wybory do parlamentu kraju związkowego Saksonia-Anhalt. Sondaże zapowiadają zdecydowaną wygraną AfD z poparciem 41–43 proc. Oznacza to najprawdopodobniej samodzielne rządy tej partii w Magdeburgu.

AfD deklaruje otwarcie, że jej celem jest wyprowadzenie społeczeństwa niemieckiego z poczucia winy. Rozliczenie z przeszłością przedstawia jako coś Niemcom narzuconego, od czego muszą zostać uwolnieni. A jako metodę tego wyzwolenia politycy AfD proponują już nie empatię wobec ofiar i przyznanie się do winy (jak Weizsäcker w 1985 r.), ale "normalizację" niemieckiej tożsamości.

AfD: odrzucić kompleks winy, zbliżyć się do Rosji

Program wyborczy AfD w Saksonii-Anhalt (dostępny pod adresem: afd-regierungsprogramm.de) jest programem wojny kulturowej. AfD uważa, że "utrwalanie kompleksu winy" doprowadziło do "zaburzenia tożsamości" i popycha Niemcy ku narodowej dekadencji. W związku z tym potrzebna jest nowa, patriotyczna polityka kulturalna, która przywróci Niemcom poczucie własnej wartości. Zaś Saksonia-Anhalt, gdzie AfD ma szansę sformować samodzielny rząd, ma się stać laboratorium takiej wzorcowej polityki kulturalnej – do późniejszego wprowadzenia w całych Niemczech.

Marsz AfD po władzę. W tle kontrowersyjne słowa liderki

Co ma zawierać taka polityka, opisana szczegółowo w obszernym programie wyborczym? Jest tam m.in. ograniczenie badań proweniencyjnych, czyli badań nad pochodzeniem dzieł sztuki znajdujących się w niemieckim posiadaniu. AfD ocenia, że "badania te są prowadzone całkowicie bez uzasadnienia, nawet jeśli ani poprzedni właściciel, ani spadkobierca nie domagają się restytucji". Oznacza to de facto zablokowanie procesu, który umożliwia zwrot zagrabionych dzieł sztuki. Politycy AfD postulują w mediach społecznościowych zwrot o 180 stopni w polityce pamięci. Ich zdaniem Niemcy nie mogą być dłużej "narodem sprawców", bo "każdy naród ma jakieś ciemne karty".

Florian Russ przemawia na kongresie młodzieżówki AfD © East News | JENS SCHLUTER

Program AfD w Saksonii-Anhalt wprost postuluje też wsparcie dla nauki języka rosyjskiego: "Obecna polityka wroga wobec Rosji, prowadzona przez tradycyjne partie, nie leży w interesie Niemiec. Dzieli ona Europę w interesie obcych sił. Aby dać wyraźny sygnał sprzeciwu i położyć podwaliny pod lepszą przyszłość, dołożymy wszelkich starań, aby utrzymać nauczanie języka rosyjskiego w Saksonii-Anhalt, a jeśli to możliwe – nawet je rozszerzyć".

AfD zamierza również przywrócić i wspierać wymianę uczniowską z Rosją: "osobisty kontakt z Rosjanami jest najlepszym lekarstwem na prowadzoną obecnie nagonkę i podsycanie konfliktów".

Jakie to wszystko ma znaczenie dla pamięci o 1 września, o polskich ofiarach niemieckiej okupacji i o zbrodniach popełnionych w Polsce przez totalitarne siły okupacyjne? Niestety duże. Polityka pamięci – miejsca pamięci, instytucje edukacji obywatelskiej – oraz programy szkolne w federalnych Niemczech są finansowane, projektowane i prowadzone w dużej mierze na poziomie landów. Saksonia-Anhalt może więc istotnie stać się laboratorium także w obszarze, który interesuje nas najbardziej.

Ograniczanie badań proweniencyjnych, wpływanie na edukację, walka z "zaburzeniem tożsamości" narodu sprawców i rozwijanie kontaktów w polityce kulturalnej i edukacyjnej przede wszystkim ze stroną rosyjską – to wszystko może prowadzić do negatywnego zwrotu w i tak już złej, niekorzystnej z polskiej perspektywy, sytuacji w niemieckiej kulturze pamięci.

Fala rewizjonizmu

Zmianom tym sprzyjają tendencje zauważalne w mediach społecznościowych. Kiedy niemieckojęzyczna redakcja Polskiego Radia zamieściła ostatnio wywiad z Philippem Martim, autorem książki o Heinzu Reinefarthcie – kacie warszawskiej Woli – na niemieckojęzycznym profilu Polskiego Radia wylała się fala komentarzy o charakterze rewizjonistycznym czy wręcz negacjonistycznym. Komentujący podważali niemieckie zbrodnie popełnione w Warszawie na powstańcach i ludności cywilnej oraz bronili Reinefartha.

Mamy tu do czynienia z ujawnieniem się poglądów, które istniały wcześniej, ale teraz znalazły moment i miejsce, by być głoszone z otwartą przyłbicą. Rosnące znaczenie i poparcie wyborcze AfD sprzyjają takiemu wyjściu z ukrycia. Dowodzi to powierzchowności niemieckiej kultury pamięci i słabości jej systemu instytucjonalnego.

Niemiecka niewiedza o realiach okupacji w Polsce wynika bowiem częściowo z konkretnej polityki pamięci. W dawnej fabryce Adlerwerke we Frankfurcie nad Menem, gdzie po Powstaniu Warszawskim trafiło do utworzonego tam obozu KZ Katzbach ponad 1500 Warszawiaków, a ponad 500 osób zginęło, urządzono niewielką wystawę o pracy przymusowej. Nie zmieściło się w niej jednak ani Powstanie, ani narodowość większości ofiar, ani charakter samego obozu, który był czymś więcej niż tylko "pracą przymusową stosowaną przez przedsiębiorstwo wobec wielu narodowości".

Ta niewiedza staje się dziś kontekstem wzmagającej się wojny kulturowej, której ogniska możemy obserwować choćby w programie wyborczym AfD w Saksonii-Anhalt przed wyborami 6 września czy w koncercie zorganizowanym przez zupełnie inny niemiecki obóz ideowy i polityczny 1 września 2024 r.

Niewiedza jako forma przemocy

I to musi nam dawać do myślenia.

Poza wszystkim bowiem niemiecka niewiedza o realiach okupacji w Polsce jest formą przemocy wobec ofiar – kontynuacją przemocy w innej formie, 87 lat po wrześniu 1939 r.

Jest przy tym pewnym paradoksem, że stosunek do Polski i polskiej historii w Niemczech oraz kultywowana przez dekady prokrastynacja i odkładanie sprawiedliwości zbudowały znakomity grunt pod AfD. Źródeł tej sytuacji należałoby zapewne szukać w niemieckiej kulturze strategicznej, której pewne elementy w odniesieniu do wschodu Europy i do samej Polski pozostawały niezmienne.

AfD wyobraża sobie Niemcy z czasów ich zamożności i siły, z czasów koncertu mocarstw – a więc widzi ich źródła we współpracy niemiecko-rosyjskiej czy w potędze Prus i zjednoczonych Niemiec w XIX w., gdy Polska była traktowana jako przedmiot, a nie podmiot.

Aby temu przeciwdziałać, polskie instytucje powinny teraz wzmacniać starania na rzecz wprowadzania polskiej historii do niemieckiego systemu edukacji oraz obecności i słyszalności głosu polskich ofiar w niemieckich miejscach pamięci – dawnych obozach koncentracyjnych; działać na rzecz rozwoju badań proweniencji dzieł sztuki, by uprawdopodobnić restytucję zagrabionych dzieł kultury. Także na rzecz dokumentowania losu polskich robotników przymusowych, polskich więźniów i działaczy polskiego ruchu oporu.

Trzeba pamiętać, że swoją obecność w Niemczech wzmacniają 87 lat po wybuchu wojny również inne państwa. Izrael zdecydował w tym roku o otwarciu pierwszego zagranicznego centrum edukacyjnego Yad Vashem – w Monachium, z filią w Lipsku adresowaną do regionu i krajów sąsiednich, w tym Polski – by prowadzić tam pracę edukacyjną "skierowaną do Niemców i państw ościennych".

Polska, mając Instytut Pileckiego w Berlinie, tę pracę już prowadzi i rozwija programy dla szkół i nauczycieli. Taka praca może być korzystna dla samych Niemców – otwierając społeczeństwo na historię, demokratyzując dostęp do historii, dając podstawy do partnerskiego dialogu historycznego i kończąc z prokrastynacją.

Autorzy kierują Instytutem Pileckiego w Berlinie

 

MŁODZI NIEMCY NIC NIE WIEDZĄ O ZBRODNIACH NA POLAKACH, STARZY MAJĄ TO GDZIEŚ

Młodzi Niemcy nie wiedzą zbyt dużo o tym, co się wydarzyło 1 września 1939 r. - powiedziała dr Agnieszka Pufelska, historyczka Nordost-Institut. Jej zdaniem bez nowego języka pamięci temat będzie tracił znaczenie.

Najważniejsze informacje

W Niemczech szkolna nauka o II wojnie skupia się głównie na Holocauście, planie Barbarossa i froncie zachodnim.Wspólny polsko-niemiecki podręcznik historii istnieje, ale nauczyciele sięgają po niego rzadko. Agnieszka Pufelska ocenia, że bez szerszej narracji pamięć o wojnie będzie słabnąć w Polsce i w Niemczech.

Historyczka zwróciła uwagę, że niemiecka opowieść o przeszłości ma dziś inny punkt ciężkości niż w Polsce. Jej zdaniem wpływa na to także demografia: ok. 30 proc. mieszkańców Niemiec ma rodzinne korzenie poza tym krajem, więc szkolna narracja ma włączać także potomków migrantów, a nie skupiać się wyłącznie na relacjach polsko-niemieckich.

Dr Pufelska podkreśliła, że historia pozostaje w niemieckich szkołach obecna, ale zwykle omawia się przede wszystkim najważniejsze wydarzenia związane z II wojną światową.

Program koncentruje się głównie na Holocauście i ogólnie na planie Barbarossa czy wojnie w Europie Zachodniej. Powstał owszem wspólny polsko-niemiecki podręcznik historii, ale nie jest obowiązkowy. To nauczyciele decydują, czy po niego sięgnąć czy też nie. Ponieważ sięgają po niego tylko nieliczni, nie jest on wykorzystywany powszechnie - powiedziała.

Jak młodzi Niemcy patrzą na historię?

Zdaniem badaczki młodsze pokolenie w Niemczech nie szuka już przede wszystkim narodowej perspektywy. Studenci, z którymi rozmawia, wolą patrzeć na przeszłość szerzej i globalnie.

Chłoną nowe pojęcia, szukają nowego spojrzenia na przeszłość. Szanse na przekonanie ich do tej wąskiej, narodowej perspektywy historycznej, która dominuje w Polsce, są nikłe. Z kolei starsze pokolenie, bardziej zakorzenione w przeszłości, jest już zmęczone żądaniami reparacji wojennych, irytuje ich propagowanie przez polską prawicę negatywnego obrazu Niemców - powiedziała ekspertka.

Historyczka oceniła też, że polska pamięć o II wojnie pozostaje zbyt zamknięta na inne doświadczenia. Zwróciła uwagę na słabą obecność Zagłady w polskiej narracji o wojnie, choć ofiarami byli także obywatele II Rzeczypospolitej.

Nie ma przyszłości bez przeszłości. Spróbujmy połączyć przyszłość z przeszłością w teraźniejszości i szukać nowych dróg porozumienia. Przestańmy myśleć tylko kategoriami narodowymi - mówiła w rozmowie z PAP dr Agnieszka Pufelska.

Pamięć o II wojnie w Polsce i w Niemczech

Według historyczki w Niemczech od lat rośnie też tendencja do patrzenia na własną historię przez pryzmat różnych grup ofiar. W debacie pojawiają się wypędzenia, przesiedlenia, niemieccy więźniowie polityczni czy osoby prześladowane z powodu orientacji seksualnej. To sprawia, że prosty podział na kata i ofiarę staje się tam coraz mniej jednoznaczny.

Niemcy chcą postrzegać siebie także jako ofiary II wojny światowej. Stąd ta dyskusja o wypędzeniach czy też przesiedleniach. Sporo mówi się o niemieckich więźniach politycznych, o ludziach zamykanych w obozach z powodu orientacji seksualnej. Słowem mit ofiar i kata w Niemczech jest bardziej zróżnicowany - podkreśliła.

Dr Pufelska przypomniała, że w Berlinie otwarto tymczasowe Miejsce Pamięci dla Polski 1939-1945, a w planach pozostaje także Dom Polsko-Niemiecki. Jej zdaniem to ważne sygnały, ale nie wystarczą, jeśli niemieckie muzea i instytucje nie włączą polskiego spojrzenia do własnej opowieści o okupacji. Dodała też, że młodzi Polacy również wiedzą dziś coraz mniej o II wojnie światowej.

Czytaj więcej: Prof. Andrzej Nowak: 1 września 1939 roku - dwa kłamstwa

Komentarz (0)

Prezydent RP: Apeluję do narodu niemieckiego - załatwmy sprawę reparacji!

Szczegóły
Opublikowano: wtorek, 01 wrzesień 2026 13:58

W 87. rocznicę wybuchu II wojny światowej Prezydent RP Karol Nawrocki wziął udział w uroczystościach przed Pomnikiem Obrońców Wybrzeża na Westerplatte.

– Pamięć o 1 września wymaga od nas prawdy i odpowiedzialności. A prawda ma swoje symbole, fakty i znaki. Z całą pewnością najważniejszym dla Polaków, jednym z najważniejszych dla całej II wojny światowej symboli jest Westerplatte – podkreślił w wystąpieniu Prezydent.

Jak dodał, Westerplatte, na którym heroiczni, bohaterscy żołnierze polscy – ta garstka niewielu ponad dwustu żołnierzy polskich – nie tylko walczyli z przeważającą siłą niemieckiego wroga.

Tu, na Westerplatte, wykuwał się archetyp polskich postaw w czasie całej II wojny światowej na wszystkich szerokościach geograficznych, gdzie polski żołnierz walczył o wolność innych narodów, ale gdzie umierał zawsze tylko dla Polski – akcentował Karol Nawrocki.

Zgodnie z tradycją poranne obchody rozpoczęły się dźwiękiem syren alarmowych. Odśpiewano hymn państwowy i podniesiono na maszt polską flagę. Później zapalono Znicz Pokoju, odczytano Apel Pamięci i oddano dwanaście salw armatnich. Harcerze odczytali „Przesłanie Westerplatte”.

Prezydent wskazywał, że tak jak Westerplatte jest symbolem walki, tak symbolem niezasłużonego cierpienia jest Wieluń – miasto zbombardowane przez Niemców we śnie.

Ale ten symbol walk i symbol cierpienia mówią tak wiele o II wojnie światowej. To co jednak najważniejsze, to trzeba pamiętać, że 1 września 1939 roku rozpoczęła się hekatomba i pandemonium. 1 września to była brama do hekatomby i pandemonium na narodzie polskim, wyrządzonych przez Niemców i przez Sowietów – mówił.

Przypomniał o 6 milionach zamordowanych polskich obywatelach – to 17 procent obywateli II Rzeczypospolitej, wśród nich blisko 90 procent cywilów. Zaznaczył, że prawda i odpowiedzialność wymagają z jednej strony ich powtarzania, ale z drugiej strony wymagają od dziś rządzących także świadomości, że istnieje prawda o II wojnie światowej, która jest tak słabo słyszalna u naszych zachodnich sąsiadów, naszych sojuszników w Berlinie. – Prawda, której nie zna albo nie chce poznać Europa. Prawda, która nie dociera za Atlantyk – dodał.

Prezydent wskazał, że „dziś, w XXI wieku, w 2026 roku, kiedy – jak wierzy – z naszymi zachodnimi sąsiadami mamy tego samego wroga, czyli Federację Rosyjską, która destabilizuje całą sytuację w naszym regionie i morduje znów jak przed wiekami i przed dekadami”.

– Dziś, kiedy wspólnie z naszymi zachodnimi sąsiadami jesteśmy w Unii Europejskiej i w Sojuszu Północnoatlantyckim, potrzebujemy odwagi cywilnej, potrzebujemy odpowiedzialności; potrzebujemy zdecydowania polskich polityków i niemieckich polityków – mówił.

Zwrócił uwagę, że jeśli Europa ma być razem, jeśli sojusz ma być realny, jeśli dobre sąsiedztwo albo przyjaźń ma być realizowana, potrzebujemy w końcu czynów, a nie tylko pięknych i okrągłych słów.

Reparacje i zadośćuczynienie Polsce powinny zostać wypłacone – nie tylko dla przeszłości, dla sprawiedliwości historycznej, ale dla przyszłości – akcentował Prezydent.

– Świat, panie premierze, postawił nas w takiej sytuacji, że prawdziwa, twarda sojusznicza deklaracja wobec Polski wymaga tego, aby nasi sojusznicy z Berlina i nasi sąsiedzi wypłacili nam zadośćuczynienie, które Polska przekaże na polskie siły zbrojne, na polski przemysł zbrojeniowy, żebyśmy nie musieli brać zachodnich kredytów, abyśmy dostali to, co nam się należy – mówił.

Dlatego, aby przyjaźń i sojusz stały się realne, apeluję stąd, z Westerplatte, do kanclerza Niemiec, do narodu niemieckiego: załatwmy sprawę reparacji i zadośćuczynienia z myślą o sprawiedliwości historycznej, ale i z myślą o przyszłości – przekonywał.

Prezydent zaznaczył, że dziś Polska jest twierdzą Sojuszu Północnoatlantyckiego na wschodzie. Jak dodał, dziś te reparacje mogą służyć bezpieczeństwu europejskiemu, mogą być twardą deklaracją państwa niemieckiego, naszych sąsiadów, że myślimy o wspólnym, kolektywnym bezpieczeństwie w Europie.

– Wzywam też z Westerplatte i zwracam się – z serca się zwracam do pana premiera, do pana ministra, do pana marszałka, do wszystkich stronnictw w polskim parlamencie, do narodu polskiego: bądźmy razem w tym dziele. Proszę o wsparcie pana premiera i polski rząd w ubieganiu się o reparacje od naszych zachodnich sąsiadów dla sprawiedliwości historycznej i dla naszej wspólnej przyszłości. Musimy być w tym razem i możemy to zrobić razem. I to jest apel, który płynie z Westerplatte, 1 września 2026 roku – podkreślił Karol Nawrocki.

Karol Nawrocki złożył też wieniec od narodu na Cmentarzu Żołnierzy Wojska Polskiego na Westerplatte.

Prezydentowi towarzyszyli Szef KPRP Zbigniew Bogucki wraz z ministrami Agnieszką Jędrzak, Karolem Rabendą i Mateuszem Koteckim oraz szef BBN Bartosz Grodecki.

Wystąpienie premiera Donalda Tuska  na Westerplatte:

Premier Westerplatte

Najważniejsza lekcja z Westerplatte: Nigdy więcej sytuacji, w której napadnięty kraj zostaje sam

„Dzisiaj głośno z Westerplatte krzyczymy do całego wolnego świata: bądźcie solidarni! Musimy dzisiaj pomóc przetrwać Ukrainie. Nie możemy powtórzyć tamtych błędów. Nie może się powtórzyć Monachium. Nie może powtórzyć się ta upiorna, bezradna, bezsilna polityka ustępowania złu” - powiedział Premier Donald Tusk podczas obchodów 87. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Dziś za polską granicą ponownie trwa wojna, dlatego doświadczenia września 1939 roku muszą być przestrogą dla całego wolnego świata. Najważniejszym wnioskiem z tamtych wydarzeń jest to, że państwo napadnięte przez agresora nigdy nie może zostać samo. Dziś to Rosja jest agresorem, a odpowiedzialnością Zachodu jest stanowcza postawa wobec niej. Szef rządu podkreślił również, że obecnie Polska polega na własnej sile i realnych sojuszach, w których odgrywa ważną rolę. Nigdy więcej nie może powtórzyć się sytuacja, w której bezpieczeństwo Polski zależy wyłącznie od bohaterstwa osamotnionych żołnierzy.

Nigdy więcej wojny, nigdy więcej faszyzmu

Każdego roku na Westerplatte Polacy oddają hołd ofiarom II wojny światowej oraz przypominają o odpowiedzialności za jej wybuch. To właśnie tutaj, 1 września 1939 roku, rozpoczęła się niemiecka agresja na Polskę. Ostrzał polskiej składnicy wojskowej stał się symbolem wybuchu II wojny światowej – największego konfliktu zbrojnego w historii.

Zawsze mówiliśmy o tym, że odpowiedzialność za koszmar II wojny światowej spada na hitlerowskie Niemcy, a także na sowiecką Rosję. Tu nie ma żadnych dwuznaczności. To było, jest i będzie oczywiste dla każdego przyzwoitego człowieka, niezależnie od tego, gdzie się urodził i jakiej jest narodowości

- powiedział Premier Donald Tusk.

W przededniu wybuchu II wojny światowej załoga Wojskowej Składnicy Tranzytowej liczyła około 20 razy mniej żołnierzy niż siły niemieckie. Ale nawet większa liczba obrońców Westerplatte nie dawałaby Polsce szans na zwycięstwo, ponieważ świat pozwolił Hitlerowi i faszystowskim Niemcom na rozpętanie wojny i bezkarną agresję.

Dzisiaj naszym zadaniem jest przede wszystkim wyciągnąć lekcję, wyciągnąć mądre wnioski, tak, aby nie musieć nigdy więcej polegać na bohaterstwie żołnierzy osamotnionych, na bohaterstwie tych, którzy czekali na reakcję sojuszników

- mówił szef rządu.

Przed wybuchem wojny świat bagatelizował zagrożenie, powtarzając: „to tylko Czechy”, „nie będziemy umierać za Gdańsk”, „może uda się uniknąć wielkiej wojny”. Polska nigdy więcej nie może znaleźć się w podobnej sytuacji.

Jeśli my dzisiaj powiemy “to tylko Ukraina”, to ktoś za kilka miesięcy, za rok, za dwa powie znowu “to tylko Polska”. (…) Dzisiaj musimy polegać na własnej sile i na realnych sojuszach, nie na zaklęciach, nie na mitach, ale na prawdziwej sile państwa polskiego, prawdziwej sile, odporności i solidarności sojuszu, w którym Polska odgrywa tak istotną rolę

- podkreślił Prezes Rady Ministrów.

Historia Westerplatte przypomina, że bohaterstwo żołnierzy jest bezcenne, ale nie może zastępować siły państwa i solidarności sojuszników.

Europa nie może powtórzyć błędów z 1939 roku

87 lat po wybuchu II wojny światowej ponownie trwa wojna, tym razem za polską granicą. Tysiące ludzi, w tym dzieci, giną pod bombami w Ukrainie. Dlatego tak ważne stają się doświadczenia przeszłości, które powinny być przestrogą dla całego wolnego świata.

Z ponurej lekcji II wojny światowej musimy wyciągnąć wniosek o solidarności, jedności zarówno narodu polskiego, jak i całego wolnego świata – Europy i Ameryki, Sojuszu Północnoatlantyckiego. To nie może być sojusz na papierze

- podkreślił Premier.

Bohaterstwo polskich żołnierzy podczas II wojny światowej nie może zostać zmarnowane przez powrót do polityki ustępstw wobec agresora. To Rosja rozpoczęła kolejną wojnę, a odpowiedzialnością całego świata Zachodu jest twarda postawa wobec niej.

Mając w pamięci 80 mln ofiar II wojny światowej, w tym 6 mln obywateli Polski, dziś głośno z Westerplatte krzyczymy do całego świata: bądźcie solidarni! Musimy pomóc Ukrainie przetrwać. Nie możemy powtórzyć tamtych błędów. Nie może powtórzyć się Monachium, nie może powtórzyć się polityka ustępowania złu

- apelował Donald Tusk.

Najbliższe miesiące mogą być kluczowe nie tylko dla niepodległości Ukrainy, ale również dla bezpieczeństwa Polski i całego wolnego świata. Już teraz Polska jest ofiarą prowokacji, aktów dywersji. Podobne agresywne działania dotknęły Finlandię, Łotwę, Litwę, Estonię, Rumunię, Danię, a ostatnio także Niemcy.

Za chwilę się dowiemy, że to rosyjskie służby zorganizowały prowokację dronową w Lipsku. To może także i Niemcy, i Francuzi, i Włosi, i Hiszpanie, wszyscy bez wyjątku, wszystkie narody i wszyscy przywódcy wolnego świata zrozumieją, że w obliczu zła nikt nie może zostać sam. Wiem - za dużo słów, za mało czynów - wielokrotnie słyszałem te słowa także od tych, którzy dzisiaj cierpią wskutek agresywnej postawy sąsiadów i wojny

– mówił szef rządu.

To pokazuje, jak ważna jest dziś solidarność i wspólna odpowiedź państw europejskich na zagrożenia dla europejskiego i światowego bezpieczeństwa.

Czytaj więcej: Prezydent RP: Apeluję do narodu niemieckiego - załatwmy sprawę reparacji!

Komentarz (4)

Prezydent RP: Pytanie, ile dziś jest „Solidarności” w niepodległej Polsce

Szczegóły
Opublikowano: poniedziałek, 31 sierpień 2026 22:17

W poniedziałek, w 46. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych, w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej odbyło się uroczyste posiedzenie Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ "S" z udziałem m.in. prezydenta Karola Nawrockiego, przewodniczącego NSZZ „Solidarność” Piotra Dudy, a także b. działaczy opozycyjnych, samorządowców i parlamentarzystów. Był to tradycyjny punkt organizowanych przez związek obchodów rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych w Gdańsku.

Prezydent zwrócił się podczas uroczystości m.in. do Joanny i Andrzeja Gwiazdów, Krzysztofa Wyszkowskiego, Andrzeja Kołodzieja i „wszystkich tych”, dzięki którym może żyć w wolnej i niepodległej Polsce.

Zaznaczył, że rocznice Porozumień Sierpniowych to okazja nie tylko, by oddać „hołd dla wielkich bohaterów”, ale także zadać pytanie, „ile dzisiaj jest z »Solidarności« w wolnej i niepodległej Polsce”.

- To też pytanie, czy potrafimy dzisiaj (…) rozumieć, że tamta „Solidarność”, za sprawą której głos dostał naród polski i polscy robotnicy, dziś reprezentowana jest przez tę samą „Solidarność” – NSZZ „Solidarność”, która reprezentuje 700 tys. ludzi pracy w całej Polsce – zaznaczył prezydent.

Nawrocki wskazał, że ruch „Solidarności” z sierpnia 1980 był tym, czego potrzeba w kraju także i obecnie. - To apel sprzed 46 lat do nas wszystkich. Ruch „Solidarności” był nurtem odzyskanej odwagi cywilnej, której dzisiaj Polska w 2026 r. także potrzebuje, by walczyć z tym, co złe - ocenił.

- „Solidarność” jest także przestrogą i ta lekcja sprzed 46 lat jest wielką przestrogą do wszystkich obecnie rządzących - do tych, którzy rządzili, tych, którzy rządzą dzisiaj i do tych, którzy będą rządzić w Rzeczypospolitej Polskiej. Chciałbym, aby dzisiaj z Sali BHP Stoczni Gdańskiej poszedł jasny przekaz, że „Solidarność” i jej duch jest też od tego, aby cucić rządzących w kolejnych postępowaniach - powiedział prezydent.

Zacytował też słowa papieża Jana Pawła II: „Nigdy człowiek nie zazna szczęścia kosztem drugiego człowieka, niszcząc jego wolność, depcząc jego godność i hołdując egoizmowi”. - To się nie udało przed blisko pięcioma dekadami, to nie uda się z Polakami dzisiaj, i to nie uda się w kolejnych latach i kolejnych dekadach - oświadczył Nawrocki.

Jedni wyszli z Sodomy PZPR, drudzy pozostali wierni Moskwie

Prezydent powiedział, że - gdy podpisywano Porozumienia - przy stole z jednej strony zasiadali ci „krystaliczni w odniesieniu do wartości, jakie reprezentowali”, z drugiej strony ci, którzy „w tej komunistycznej PZPR-owskiej Sodomie okazali się na końcu sprawiedliwymi” i wyrazili gotowość, by odrzucić legitymacje PZPR, ale byli też „ci trzeci”.

- Tacy i o tym musimy pamiętać — dziś, niestety, są także na najważniejszych stanowiskach w państwie polskim w roku 2026 - (...) wciąż myśleli, jak zachować interes jednej partii, wciąż pozostawali wierni Moskwie i PZPR - stwierdził Nawrocki. - Porozumienia Sierpniowe były dla nich świstkiem papieru i zaczęli myśleć o tym, co zrobią 13 grudnia, jak zniszczą głos narodu polskiego. To ci sami, drodzy państwo, którzy nie tolerują żadnej opozycji, żadnego głosu narodu - ocenił prezydent.

Jak mówił, „to ci, którzy nie znają bezprzymiotnikowej demokracji, dla których demokracja zawsze musi być albo ludowa, albo walcząca, albo jeszcze inna”. - Ci „przymiotnikowcy”, którzy nawet pod siłą 10 milionów głosów narodu polskiego nie byli gotowi do tego, aby szukać porozumień - dodał.

Według Nawrockiego szacunek należy się tym „sprawiedliwym”, którzy „wyszli z Sodomy PZPR-owskiej”. - Ale też zupełny brak zrozumienia dla tych, którzy pozostają wierni Moskwie także w XXI wieku. Nie możemy się na to godzić - oświadczył.

Zdaniem prezydenta Solidarność uczy Polaków, że „optymizmu możemy szukać w sile społecznego głosu”. W tym kontekście nawiązał do wyniku ubiegłorocznych wyborów prezydenckich. - Dziękuję, że 10 milionów obywateli zdecydowało o tym, w jakim kierunku ma się rozwijać Polska i Polski wolnej i solidarnej obywatele nie oddali - stwierdził.

Media muszą być wolne, media należą do narodu, a nie do partii politycznej

Nawrocki zwrócił też uwagę na zróżnicowany stopień realizacji 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego po strajkach w 1980 r. Prezydent stwierdził, że trzeci postulat dot. wolności słowa, druku i publikacji jest wciąż niezrealizowany. - Co naród, co my, musimy znosić, oglądając telewizję publiczną? Odnoszę wrażenie, że od wielu lat trwa rywalizacja o to, kto bardziej upartyjni telewizję publiczną. Media muszą być wolne, media należą do narodu, a nie do partii politycznej - podkreślił.

Decyduje legitymacja partyjna a nie kwalifikacja

Prezydent nawiązał także do postulatów ws. doboru kadry kierowniczej według kompetencji, a nie przynależności partyjnej, oraz dotyczących poprawy warunków pracy służby zdrowia. Jego zdaniem oba postulaty „najlepiej czytać wspólnie”. - Dzisiaj za sprawą obecnie rządzących to legitymacja partyjna, a nie kwalifikacje - wciąż po 46 latach - decydują, czy człowiek może pójść do lekarza, czy nie może. Na to nie możemy się zgodzić - zaznaczył.

Tak nie wygląda demokracja uczestnicząca

Odniósł się również do postulatu budowy „samorządnej Rzeczypospolitej” oraz kwestii obywatelskiego referendum ws. Zielonego Ładu.

W sierpniu Senat nie wyraził zgody na przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum ws. unijnej polityki klimatycznej, które proponował Nawrocki. Był to drugi wniosek prezydenta w tej sprawie, który został odrzucony przez Senat.

Nawrocki skrytykował w poniedziałek tę decyzję Senatu. – Dwukrotnie Senat Rzeczypospolitej głosuje przeciwko głosowi narodu polskiego. (...) Tak nie wygląda demokracja uczestnicząca, tak nie wygląda żadna demokracja – mówił, pytając, jak senatorowie głosujący przeciwko referendum mogą dziś świętować rocznicę Porozumień Sierpniowych.

Podczas poniedziałkowych uroczystości prezydent Nawrocki odznaczył działacza opozycji antykomunistycznej Krzysztofa Wyszkowskiego Orderem Orła Białego „w uznaniu znamienitych zasług dla Rzeczypospolitej Polskiej, w szczególności dla przemian demokratycznych i wolnej Polski” oraz za „osiągnięcia w działalności państwowej i publicznej”.

Nawrocki podkreślił, że Wyszkowski - „mimo że był inwigilowany, straszony, aresztowany, internowany przez 14-15 lat swojej służby wolności i »Solidarności« - służył tylko jednemu panu i nie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa”. - Za tę niezłomność, Krzysztof, z głębi serca Ci dziękuję - powiedział.

Prezydent określił Wyszkowskiego jako wojownika, który bardzo szybko dobiera bardzo cięty i ostry oręż swojego słowa, a także jest „wyposażony w tarczę swojego pięknego życiorysu i niemałą zgromadzoną przez lata wiedzę”. - To wojownik z całą pewnością wierny swoim ideałom, tym, które niesie od lat 70., zasłużony dla Polski, także po roku 1989 jako doradca wspaniałego premiera Jana Olszewskiego - zaznaczył.

- Krzysztof Wyszkowski to weredyk, który wypowiada (...) swoje przekonania w sposób zdecydowany, bezpośredni, nieznoszący kompromisu - podkreślił Nawrocki. Dodał, że bez takich osób „Solidarność by nigdy nie powstała”.

Sam Wyszkowski, dziękując za order, wskazał, że twórcom „Solidarności” już wcześniej dano coś więcej. - Nie mam tu na myśli uznania społecznego czy wolności, która, jak wiadomo, pozostaje względna. Mam na myśli to, że zostaliśmy obdarowani możliwością bezinteresownego działania w duchu solidarności - powiedział.

Wspominał również koniec lat 70., gdy związany był już z opozycją antykomunistyczną. Wrócił we wspomnieniach do roku 1978, gdy „z Rzymu nadszedł grom i Karol Wojtyła został papieżem”. Przypomniał jego pierwszą pielgrzymkę do Polski z 1979 roku i poruszające słowa „niech zstąpi Duch Twój...”, a także następujące po nich zdarzenia.

- Rok później sens naszej solidarnej i bezinteresownej walki o dobro wspólnoty, codziennie i bez przerwy, objawiał się w tej sali przez całe dwa tygodnie. I słowo „solidarność”, czyli „jeden drugiego brzemiona noście” było wymawiane jako najważniejszy postulat kierowany przez człowieka ku innemu człowiekowi z nadzieją, mocną wiarą i miłością. A duch solidarności łączył się z trójką cnót teologicznych: wiara, nadzieja, miłość, solidarność - podkreślił.

Szef NSZZ „Solidarność” Piotr Duda w swoim wystąpieniu mówił o obecnej roli związków zawodowych. - Nam więcej nie potrzeba ludzi Solidarności; potrzebujemy tylko partnera do dialogu. W 1980 roku komuniści przynajmniej pozorowali dialog społeczny, a dzisiaj nie mamy jako działacze „Solidarności” partnera, prawie na każdym szczeblu. Jeżeli chodzi o szczebel rządowy, to na 100 proc. nie mamy partnera - ocenił.

Duda zarzucił premierowi Donaldowi Tuskowi i ministrom obecnego rządu, że część z nich od czasu powołania na te funkcje, nie pojawiła się na ani jednym posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego. - (Premier) nie ma czasu dla strony społecznej, dla organizacji związkowych - stwierdził.

- Drugi rok z rzędu pan premier i strona rządowa nie rozmawiają z nami o wysokości płacy minimalnej, (...) o podwyżkach dla sfery budżetowej - dodał. Nawiązał też do prezydenckiego wniosku o przeprowadzenie referendum, na które zgody nie wyraził Senat.

Szef „Solidarności” poinformował, że związek „odwiesił” akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum. - Mamy już uzbierane prawie 460 tys. (...). Uzbieramy i złożymy ten wniosek. Powtórzymy to, co było w 2012 roku w Sejmie. Niech po raz kolejny naplują nam w twarz. Może przegramy bitwę, ale wygramy wojnę - zapowiedział Duda.

46 lat temu w sali BHP Stoczni Gdańskiej podpisane zostało porozumienie pomiędzy Komisją Rządową a Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym, reprezentującym ponad 700 zakładów z całej Polski.

Delegacja rządowa zgodziła się m.in. na utworzenie nowych, niezależnych, samorządnych związków zawodowych, prawo do strajku, budowę pomnika ofiar Grudnia 1970, transmisję niedzielnych mszy św. w Polskim Radiu i ograniczenie cenzury; przyjęto też zapis, że nowe związki zawodowe uznają kierowniczą rolę PZPR w państwie; uroczystość podpisania porozumienia transmitowała TVP.

Porozumienie, które podpisali przewodniczący MKS Lech Wałęsa i wicepremier Mieczysław Jagielski, w konsekwencji doprowadziło do powstania NSZZ „Solidarność” - pierwszej w krajach komunistycznych, niezależnej od władz, legalnej organizacji związkowej. (PAP)

Wideo dostępne na https://wideo.pap.pl/pap-media,101/46-rocznica-podpisania-porozumien-sierpniowych,95465 oraz https://wideo.pap.pl/pap-media,101/46-rocznica-podpisania-porozumien-sierpniowych,95466

Czytaj więcej: Prezydent RP: Pytanie, ile dziś jest „Solidarności” w niepodległej Polsce

Komentarz (1)

Po co premier Tusk wysyła min. Berka do Trybunału Konstytucyjnego?

Szczegóły
Opublikowano: piątek, 21 sierpień 2026 13:39

Donald Tusk nie pierwszy raz „fauluje” w grze o Trybunał Konstytucyjny. 10 tez po decyzji w sprawie Macieja Berka. Paweł Musiałek wyciąga wnioski z niedawnej zapowiedzi premiera. Pod tekstem Pawła Musiałka stanowisko prof. Marcina Matczaka.

Gaszenie pożaru w Trybunale Konstytucyjnym poprzez dolewanie do niego benzyny jest jedną z decyzji najbardziej obciążających obóz Donalda Tuska. Skutki są – i przez wiele lat będą – bardzo poważne dla polskiego państwa i jego instytucji.

1. Zapowiedź, że Maciej Berek, jeszcze niedawno minister ds. wdrażania polityki rządu w gabinecie Donalda Tuska, ma zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego, to pokaz hipokryzji. Zaprzecza bowiem zasadzie, którą rząd chciał wprowadzić ustawą jeszcze w 2024 r. (została odesłana przez Andrzeja Dudę do TK).

Mówiła ona, że między innymi ministrowie przez 4 lata po zakończeniu pełnienia funkcji nie mogą kandydować do Trybunału. Wybór Berka – jednego z najbardziej zaufanych ludzi Tuska – będzie w naturalny sposób zaprzeczeniem szerszej narracji obozu rządzącego dotyczącego idei odpolitycznienia TK.

2. Wysłanie do Trybunału Konstytucyjnego obecnego ministra z punktu widzenia trójpodziału władz jest bardziej kontrowersyjne od wysyłania posłów, którymi były Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz. Kluczowym wyzwaniem trójpodziału władzy jest bowiem separacja władzy sądowniczej i wykonawczej, stąd wysyłanie byłych posłów do TK jest mniej rażące niż delegowanie tam byłych ministrów.

3. Skala patologii jest tym większa, że mowa o ministrze odpowiedzialnym za… cały proces legislacyjny, a nie resortowy wycinek. Gdyby więc Maciej Berek chciał wyłączać się z orzekania wobec ustaw, nad którymi pracował, musiałby uczynić to względem wszystkich ustaw, odkąd zaczął pełnić swoją funkcję.

Co więcej, Berek bezpośrednio współtworzył strategię rządu względem Trybunału, w tym w sprawie wstrzymania publikacji w Monitorze Polskim postanowienia Andrzeja Dudy o wyborze Bogdana Święczkowskiego na prezesa TK.

4. Bardzo niepokojące było wyjaśnienie premiera, który podkreślał, że wysyła Berka do Trybunału Konstytucyjnego, bo ten świetny jest w… koordynacji działań i egzekucji zadań. Pojawia się pytanie, kogo ma koordynować i co ma egzekwować Berek przy Alei Szucha, skoro każdy sędzia powinien być niezależny w swoich decyzjach. Uzasadnienie słusznie rodzi podejrzenie o narzucanie trybu pracy, który jest niezgodny z rolą, jaką ma pełnić sędzia TK.

5. Wybór Berka uprawdopodobni próbę skoordynowania procesu „odbijania” TK. Były minister w rządzie Tuska dałby bowiem przewagę sędziom wybranym przez Sejm obecnej kadencji. Otwiera się zatem możliwość konfrontacji z prezesem Trybunału Bogdanem Święczkowskim. Tylko scenariusz realnego przesilenia w tej instytucji może dać Tuskowi odpowiednią rekompensatę za stratę w rządzie, która powstanie w wyniku odejścia Berka.

6. Głosowanie na kandydaturą ex-ministra Berka w Sejmie będzie ważnym testem dla koalicjantów partii Donalda Tuska. Jeśli wszystko pójdzie pomyślnie dla Koalicji Obywatelskiej, będzie to oznaczać, że mniejsi partnerzy pozbawieni zostali resztek podmiotowości i są totalnie podporządkowani szefowi rządu. Warto dodać, że kandydatury Berka premier nie konsultował z koalicjantami, czego dowodem było ich zaskoczenie.

7. Minister ds. wdrażania polityki rządu pełnił w gabinecie Tuska ważną rolę i podnosił jakość jego działań. Jego aktywność stanowiła namiastkę zarządzania ponadresortowego. Bez Berka rząd prawdopodobnie wróci do czasów chaosu sprzed jego nominacji. Nawet jeśli jego następca na stanowisku będzie sprawny, to bardzo prawdopodobne, że nie uzyska takiego zaufania od Donalda Tuska, jak Maciej Berek.

8. Wybór Berka świadczy o krótkiej ławce kadrowej Koalicji Obywatelskiej. Skoro Tusk wysyła do TK jednego ze swoich najlepszych ministrów, to znaczy, że jego zasoby kadrowe są bardzo ograniczone.

9. Wybór czynnego polityka na sędziego nie będzie pierwszym „faulem”, jaki obóz rządzący zastosuje wobec Trybunału Konstytucyjnego. Rząd bezprawnie nie drukuje jego wyroków (ani ich nie respektuje), niezależnie od tego, czy w składzie byli sędziowie-dublerzy, czy nie. Co więcej, TK jest finansowo głodzony, a przez dłuższy czas nie wybierano do niego kolejnych sędziów, kumulując wakaty.

Wszystkie działania były podejmowane wbrew Komisji Weneckiej, która w sprawie Trybunału rekomendowała jedynie zastąpienie sędziów-dublerów właściwie wybranymi i następnie zgodnie z prawem wymianę sędziów wedle z harmonogramu upływania kolejnych kadencji poszczególnych osób, aby uzyskać pluralizm składu i odzyskać legitymizację tej instytucji.

10. I na koniec najważniejsze. Lekceważenie tych rekomendacji to dowód na to, że Tusk nie chciał naprawiać TK, ale go najpierw zneutralizować, a następnie przejąć, w czym ma mu pomóc zaufany minister. Gaszenie pożaru benzyną w TK jest jednym z najbardziej obciążających ten obóz działaniem, które skutki są – i przez wiele lat będą – bardzo poważne dla polskiego państwa i jego instytucji.

Paweł Musiałek

Prezes "Klubu Jagiellońskiego"

Prof. Marcin Matczak: "Po co protestowaliśmy na ulicach przeciwko niszczeniu Trybunału Konstytucyjnego przez PiS?"

 

W debacie pt. „Berek do TK” u uznających siebie za racjonalnych wyborców KO widać jak na dłoni zachowania, które ci sami wyborcy krytykują u osób głęboko wierzących i antyszczepionkowców.

Wymóg, aby sędziowie byli apolityczni, ma twarde, empiryczne oparcie. Badanie Giblera i Randazzo (2011), prowadzone w 163 krajach, wykazało, że niezależne od polityki sądy zmniejszają ryzyko ześlizgnięcia się w autorytaryzm. Kiedy więc w sprawie Berka prawnicy dyskutują z nieprawnikami, mamy sytuację "twarda wiedza kontra luźne przekonanie".

Argumentacja religijna opiera się na wierze w autorytet ponad dowodami. Widać to w klasycznej odpowiedzi na problem zła: skoro Bóg jest dobry, zło musi być pozorne albo służyć wyższemu dobru. Joanna Szczepkowska mówi w 2025 r.: „Wierzę w Donalda Tuska. Nie dam sobie wmówić, że to człowiek, który ma jakieś tam złe intencje". I ta wiara trwa – to, co robi, musi być dobre, tylko my tego nie rozumiemy.

Tu pojawia się druga cecha argumentacji religijnej: Deus absconditus - argument z ukrytego planu. „On ma plan, którego nie znamy". Takiego planu nie sposób sfalsyfikować, bo każdy dowód przeciw jest dowodem, że plan jest głębszy, niż sądziliśmy. To dokładnie ta sama logika co „Myśli moje nie są myślami waszymi" (Iz 55,8).

Na pytanie „Co się stanie, gdy Nawrocki nie odbierze ślubowania?" Joanna Szczepkowska odpowiada: „To wie tylko Donald Tusk". Na wątpliwość, jak Berek naprawi TK, podobnie: „Jak ma to zrobić, nie wiem. Prof. Matczak też nie wie najwyraźniej". Jest i wszechwiedza: „Scenariusz, jaki pisze Matczak jest zbyt oczywisty, żeby premier i min. Berek go nie przewidzieli".

Jest wreszcie element scandalum, czyli zgorszenia: należy powstrzymać się od publicznego wypowiadania rzeczy prawdziwych, jeśli szkodzą one wierze wiernych. Tu akurat ks. Lemański: „Czy musi pan ciągle do tematu powracać. Proszę, daj pan już spokój". Obóz, którego najgłośniejszym oskarżeniem wobec Kościoła ostatniej dekady było właśnie „zamiatanie pod dywan, żeby nie gorszyć wiernych", w ciągu tygodnia odtworzył tę doktrynę w wersji świeckiej.

Wreszcie „naprawienie przez zepsucie". W XVIII w. Jakub Frank nauczał, że w erze mesjańskiej droga do zbawienia prowadzi przez przekroczenie Prawa. Takie odkupienie przez grzech. W liturgii Wigilii Paschalnej pada zdanie o „szczęśliwej winie" (felix culpa), której zawdzięczamy Odkupiciela. Z upadku wyszło więc dobro.

Innymi słowy, trzeba upolitycznić Trybunał, żeby go odpolitycznić.

W obronie kandydatury Berka pojawiły się także antyszczepionkowe mechanizmy poznawcze. Pierwszy: ekspert pozostaje ekspertem, dopóki potwierdza nasze przekonania. Kiedy im zaprzecza, staje się agentem przeciwnika.

Potwierdzają to cytaty: „Nam nie trzeba tłumaczyć", „Jak się dobrze przyjrzeć temu, co mówi Matczak, to tam jest tok rozumowania blisko Belwederu", „On to mówi, bo płaci mu Big Pharma" versus „On to mówi, bo PiS ma na niego haki".

Kahan i współautorzy (2011) pokazali eksperymentalnie, że identycznie wykwalifikowanego człowieka np. w sprawie klimatu częściej uznajemy za eksperta, gdy jego konkluzja zgadza się z naszym światopoglądem. Ten sam efekt Braman (2022) wykazała dla ekspertów konstytucyjnych, dodając, że popieramy takich, którzy głoszą tezy zgodne z naszym przekonaniem, bo dbamy o swoją samoocenę.

Krytyka nominacji Berka zagraża więc nie tylko Tuskowi, ale obrazowi samych siebie u jego wyborców. Bo jeśli prawnicy, których słuchali, gdy ci krytykowali PiS, mają dziś rację, to oni popierają to, co potępiali. Ponieważ przez to czują się niespójni, łatwiej jest im zdegradować tych prawników do „liberalnych idiotów".

Kolejny mechanizm to osobiste świadectwo zamiast argumentu. „Nie poczułam się wykpiona. Jedyne, co poczułam, to zaufanie". Odpowiedzią na argument o normie ustrojowej jest raport ze stanu wewnętrznego („Poczułam pokój"). W narracji antyszczepionkowej odpowiada temu „Ja wiem, co widziałam u swojego dziecka". Doświadczenie osobiste dyskwalifikuje abstrakcyjny argument.

Nie zarzucam nikomu głupoty, ale stosowanie mechanizmów, które u innych nazywane są „ciemnotą". I to, że pytanie „Jakie reguły wyboru sędziów najlepiej chronią TK przed upolitycznieniem?" zamieniono na pytanie „Czy ufasz Tuskowi i Berkowi bardziej niż PiS?"

"In Tusk we trust?" Czy tak ma wyglądać nasza merytoryczna debata?

Marcin Matczak

Czytaj więcej: Po co premier Tusk wysyła min. Berka do Trybunału Konstytucyjnego?

Komentarz (0)

Więcej artykułów…

  1. W sierpniowej "Debacie" Bachmura o końcu duopolu, a Socha o bezprawiu w Biskupcu
  2. Prezydent: Na sztandarach jest „Bóg, Honor, Ojczyzna”, a nie „SAFE"

Strona 4 z 547

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Tylko? Skoro takie komentarze, jak wskazała redakcja, są ścigane, to co będzie gdy ktoś w komentarzu umieści konkretne naruszenie prawa? Wtedy też zos...
Prokuratura ściga "Debatę", a ...
43 minut(y) temu
https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/furia-czyli-prymus-pryncypala,216135
https://opinie.olsztyn.pl/olsztyn/furia-czyli-prymus-pryncypala/
Prokuratura ściga "Debatę", a ...
8 godzin(y) temu
To już chyba najwyższa pora, żeby stare komuchy skrzyknęły się, zebrały, i zrobiły zrzutkę na przeniesienie szubienic na Czarci Ostrów!
Dopiero tam b...
Wkrótce wyrok NSA w sprawie na...
9 godzin(y) temu
Może podpowie Pan co zrobić by ukryć swoje IP by móc mailować i komentować bezpiecznie?
Prokuratura ściga "Debatę", a ...
11 godzin(y) temu
Droga redakcjo. Czy cała ta sytuacja wskazuje,że komentowania stało się niebezpieczne? Czy korespondencja mailowa też może stać się powodem kłopotów? ...
Prokuratura ściga "Debatę", a ...
11 godzin(y) temu
Przygotowałam cv, czekam na opinię od pracodawcy, inne dokumenty też już mam gotowe. Bardzo proszę osoby, które znajdą ogłoszenie o naborze na wolne s...
Prezes WFOŚiGW w Olsztynie odw...
22 godzin(y) temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • PILNE / MONIT: Żądanie interwencji poselskiej – Międzynarodowe śledztwo EPPO a milczenie elit politycznych
  • Abp Filipazzi: Treść przesłania gietrzwałdzkiego można streścić w trzech słowach: nawrócenie, pokora i zaufanie
  • Premier Donald Tusk tumani, uwodzi, szczuje, manipuluje, kłamie i straszy. A Polska tonie...
  • Policja ponownie usunęła baner sprzed "szubienic" z mową nienawiści wiceprezydent Olsztyna
  • We wrześniowej „Debacie” Bachmura o zamordyzmie KO, Socha demaskuje Tuska a Kowalczyk mówi „Tak dla imigracji”
  • Ile jest prawdy w oskarżeniach Serafina: „Macie brudne łapy, PSL-owskie świnie”?
  • Radni KO odrzucili prawo mieszkańców Olsztyna do głosu na sesjach
  • Teatr Narodowy im. Donalda Tuska: Jak przedszkolaki bawią się w rządzenie państwem
  • Operatora Term Warmińskich licytuje komornik
  • W. Kozioł złożył skargę do Komendanta Miejskiego Policji w Olsztynie na zabór jego banerów
  • Uchwałą sejmu Rok 2027 Rokiem Objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.