W sobotę 8 sierpnia doszło do kolejnej katastrofy na terenie hotelu Manor w Olsztynie, zawaliła się zewnętrzna ściana budynku podczas prowadzenia prac budowlanych. Służby zarządziły ewakuację gości hotelowych i pracowników, w sumie 235 osób (w tym dwie grupy kolonijne). Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Olsztynie Aleksander Lachowicz stwierdził naruszenie warunków technicznych wykonania robót budowlanych i je wstrzymał oraz zakazał użytkowania obiektu. Obecnie PINB oraz Prokuratura Okręgowa w Olsztynie prowadzą postępowania celem ustalenia przyczyn katastrofy.
Przyczyna katastrofy wg klanu Pokrzywnickich: „Intensywne deszcze osłabiły grunt pod odsłoniętym fundamentem”
Cztery dni po katastrofie, 11 sierpnia, na stronie Manora ukazało się „Oświadczenie w sprawie zdarzenia z dnia 8 sierpnia”, podpisane przez Radosław Pokrzywnicki, jako „Managera” hotelu, jednego z dwóch synów Wiesława, który figuruje w dokumentach jako jego pełnomocnik. Czytamy w nim, że „doszło do osunięcia się części gruntu w rejonie prowadzonych prac ziemnych. Prace stanowią element inwestycji obejmującej budowę pływalni, sali konferencyjnej oraz tarasu widokowego. Prowadzone były na podstawie prawomocnego pozwolenia na budowę, pod nadzorem kierownika budowy.
Osunięcie objęło grunt pod dawną oranżerią hotelową, przylegającą do głównej bryły obiektu. Doszło do zawalenia się ściany zewnętrznej oranżerii wraz z fragmentem fundamentu. Główna konstrukcja budynku hotelowego — ściany nośne, stropy, słupy, podciągi, schody i dach — nie została uszkodzona.
Do zawalenia doszło w rejonie wykopu prowadzonego pod fundamenty nowej części obiektu. Intensywne opady deszczu w ostatnich tygodniach doprowadziły do osłabienia gruntu pod odsłoniętym fundamentem”.
Dalej czytamy, że zlecili wykonanie ekspertyzy technicznej rzeczoznawcom i przekazali ją do PINB. 12 sierpnia. Wykonali też wszystkie zalecenia zawarte we wnioskach końcowych tej ekspertyzy, a więc — podparcie zastępcze stropu oraz zasypanie odsłoniętych fundamentów.
Przyczyna katastrofy wg mojego rzeczoznawcy: „Takiej głupoty w życiu nie widziałem”
Poprosiłem znajomego inżyniera budownictwa, który przez pół wieku prowadził budowy i od kilkudziesięciu lat jest rzeczoznawcą budowlanym, żeby udał się wraz ze mną na wizję miejsca katastrofy (prosił o anonimowość). Wcześniej przeprowadziłem rozmowę z Wiesławem Pokrzywnickim, który pokazał mi jak wygląda hotel od drugiej, wewnętrznej strony ściany nośnej, wskazując, że ani jedna płyta podłogowa nie pękła, jedynie ugiął się trochę strop , który podparli stemplami, tak jak i basen wewnętrzny. Kilka metrów dalej jest restauracja, natomiast pokoje hotelowe są w skrzydłach poza zasięgiem wykopu. Pokrzywnicki przyznał mi się, że to od samodzielnie koparką zrobił wykop i odsłonił fundamenty obiektu, na wysokość 4 metrów.
Streściłem mojemu rzeczoznawcy wyjaśnienia inwestora (cała rozmowa z W. Pokrzywnickim pod tekstem). Gdy rzeczoznawca ujrzał ogromny wykop i odsłonięte fundamenty, złapał się za głowę.
- Takiej głupoty w całym moim długim życiu zawodowym nie widziałem – powiedział zdumiony. – Przecież ten człowiek siadając do koparki (ciekawe, czy ma uprawnienia do pracy na niej?), nie tylko że wykazał skrajną nieodpowiedzialność i głupotę, ale nawet brak instynktu samozachowawczego. To cud, że nie zginął!
Dalej rzeczoznawca wytłumaczył mi, że po odsłonięciu fundamentów każdy budynek się zawali. A to zostało odsłonięte 4 metry pionowej ściany. Gdy zachodzi konieczność odsłonięcia fundamentów, to robi się to małymi odcinkami i od razu się je zabezpiecza betonem. Rzeczoznawca ocenił, że zawali się też skrzydło ściany nośnej hotelu, z powodu zbyt głęboko odsłoniętego w tym miejscu fundamentu.
Pokrzywnicki kupuje kamienicę przy pl. Bema 2
Cała działalność biznesowa Wiesława Pokrzywnickiego i jego synów to jaskrawy przykład skrajnej nieodpowiedzialności i notorycznego lekceważenia przepisów prawa. W 2006 roku, kupił za 1, 5 mln zł zabytkową kamienicę przy Placu Bema w Olsztynie. W wyremontowanych przez poprzedników pomieszczeniach parteru biznesmen chciał uruchomić swoje biuro turystyczne Pok-Turist. Górne piętra zająć miały „biura dla śmietanki” – adwokatów, notariuszy, lekarzy – bądź siedziba jakiegoś banku. Potem powstała koncepcja otwarcia w budynku „4 – 5 – gwiazdkowego hotelu, restauracji, kawiarni i sal konferencyjno-szkoleniowych”. Obiecał też szybki remont elewacji.
Kamienica przy placu Bema
Wszystko te plany okazały się mrzonkami. Inwestor nie dysponował środkami, robił remont bez pozwolenia budowlanego, niszcząc zabytkowe wnętrza. Sąd wymierzył mu w 2007 roku karę – 3,5 tys. zł grzywny.
Następna kontrola z Urzędu Miasta Olsztyna stwierdziła, że budynek jest źle zabezpieczony i ulega dalszej degradacji. Przez nieszczelny dach wciąż przeciekała woda.
W 2008 roku media alarmowały, że mury pękają. Powiatowego inspektora nadzoru budowlanego Aleksander Lachowicz (jest nim do dzisiaj), stwierdził, iż to ,,z winy właściciela, który nie zabezpieczył konstrukcji budynku”.
Pokrzywnicki przyznał wówczas mediom: „Rzeczywiście nie podjąłem jeszcze prac, bo cały wysiłek skupiłem na hotelu przy jeziorze Żbik. Jednak jak tylko skończę tam pracę, wezmę się za kamienicę”. Oczywiście, było to czcze gadanie. Kamienica niszczała i straszyła przy placu Bema. Po wielu bojach, w końcu miasto doprowadziło do jego wywłaszczenia, z powodu zadłużenia firmy „Pok-Turist” wobec gminy Olsztyn.
Pokrzywnicki kupuje hotel "Żejmo"
Pokrzywnicki kupił od syndyka masy upadłościowej Hotel „Żejmo” nad jez. Tyrsko przy ul. Kanarkowej (zwyczajowa nazwa Żbik) w 2005 roku. Pierwotny inwestor nie powinien był dostać pozwolenia na tak wielki obiekt nad tak małym akwenem (prezydentem był wówczas Andrzej Ryński), a jak został zbudowany, to nie powinien był zostać odebrany z powodu wielu wad, np. źle zbudowano kanalizację. Nie było chętnych na zakup molocha, więc Pokrzywnicki kupił go za symboliczna kwotę z kredytu.
Po uruchomieniu hotelu w 2007 roku, w wyniku niesprawnej kanalizy oraz braku jej konserwacji już kilkakrotnego doprowadził do zanieczyszczenia wód jeziora Tyrsko. Do poważnego wylewu nieczystości doszło latem 2014 i 2018 roku, w tym ostatnim przypadku Sanepid wywiesił na plaży hotelowej ostrzeżenie, że kąpiel w jeziorze zagraża życiu i zdrowiu.
Jezioro czy szambo? (cz.1)
Jezioro czy szambo? (cz. 2)
Niemal każda kontrola Sanepidu wykrywa nieprawidłowości w hotelu.
Wielokrotnie Sanepid zamykał hotelowy basen z powodu stwierdzenia bakterii coli i gronkowców. W 2018 roku Sanepid po raz trzeci skierował do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na sprowadzeniu niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, wynikającego z: udostępniania basenu klientom, niewłaściwego postępowania z bielizną czystą i brudną oraz ogólnego niewłaściwego stanu sanitarno — technicznego obiektu.
Podczas remontu hotelu, postępował, tak jak wcześniej przy remoncie kamienicy przy placu Bema. Notorycznie lekceważył zalecenia Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Olsztynie (m.in. nakaz doprowadzenie systemu ogrzewania budynku i zaopatrzenia w ciepłą wodę użytkową do stanu zgodnego z projektem, rozbiórkę paleniska z otwartym ogniem (kominek) w tzw. Oranżerii, usunięcie z budynku butli z gazem propan — butan, usunięcie pieca olejowego z pomieszczenia kotłowni gazowej).
PINB stwierdzał w kolejnych latach w hotelu szereg nieprawidłowości, w 2015 roku bez pozwolenia budowlanego zarządca zrobił kotłownię i komin oraz wiatę o konstrukcji drewnianej, krytej plandeką i ustawił w niej grill dla gości hotelowych, co stwarzało zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Wobec niewykonania nakazu rozbiórki Inspektor zawiadomił Prokuraturę Rejonową oraz straż pożarną, sanepid i kuratora oświaty „w związku z zagrożeniem życia i zdrowia z powodu eksploatacji kotłowni na ekogroszek”.
Wigilia 2018 roku – pożar kotłowni i ewakuacja gości
W wigilijna noc 2018 roku 179 hotelowych gości w popłochu opuszczało budynek, gdy w kotłowni usytuowanej na górze obiektu, wybuchł pożar, od którego w każdej chwili mógł się zająć cały hotel. Na szczęście w porę wezwano straż pożarną i nikomu nic się nie stało, poza przemarznięciem na dworze. Strażacy walczyli z ogniem kilka godzin.
Zarówno ojcu Wiesławowi jak i synowi Radosławowi prokuratura zarzuciła, że użytkują hotel mimo zakazu PINB. W ocenie śledczych wiele elementów hotelu nie spełniało norm bezpieczeństwa, m.in. w zakresie ochrony przeciwpożarowej.
Wiesław Pokrzywnicki usłyszał również zarzut notorycznego łamania sądowego zakazu prowadzenia auta.
Sąd Rejonowy w Olsztynie stwierdził, że prokuratura nie zdołała ustalić, kto jest zarządcą Manora, w świetle prawa. Dlatego odpowiadał jedynie Radosław Pokrzywnicki, jako pracownik fizyczny, za nieumyślnie spowodowanie pożaru, gdyż wygarnął popiół z pieca, ale go nie ugasił, co wywołało pożar kotłowni, a następnie elewacji budynku. Sąd warunkowo umorzył mu karę na okres 2 lat i wymierzył świadczenie pieniężne w kwocie 1500 zł.
Za nie wykonanie nakazu rozbiórki wiaty o konstrukcji drewnianej, przykrytej plandeką banerową, Sąd Rejonowy w Olsztynie wymierzył Danielowi Pokrzywnickiemu karę grzywny w wymiarze 2 tys. zł. Daniel nie rozebrał wiaty, więc sprawa ponownie trafiła do sądu. Tym razem kosztowało go to 2,5 tys. zł. Wiata nadal nie rozebrał.
Po pożarze Pokrzywniccy wpadli na pomysł zasilania obiektu gazem, który stwarzał realne zagrożenie nie tylko dla gości, ale i dla pracowników – odkryła kontrola z PINB.
- Postawili w krzakach 500-litrową butlę gazową, od niej poprowadzili ok. 3-metrową giętką rurkę miedzianą przez mur budynku – powiedział mi wówczas na antenie Radia Olsztyn inspektor Aleksander Lachowicz, - i co jest absolutnie bezmyślne – włączyli gaz LPG do rurki od gazu ziemnego. Na III piętrze obiektu mają zbiorniki olejowe. Jeśli dojdzie do pożaru w tym pomieszczeniu, to nikt się nie uratuje z obecnych w hotelu.
Pokrzywnicki znów chce uruchomić Manor. Raz już wybuchł tam pożar
Pokrzywnicki może użytkować Manor mimo nie wykonania decyzji Inspektora
Pokrzywnicki zbudował zespół boisk bez pozwolenia budowlanego
W 2019 roku bez pozwolenia budowlanego Wiesław Pokrzywnicki zbudował zespół boisk piłkarskich dla grup kolonijnych, w bliskim sąsiedztwie hotelu, w miejscu po kopalni żwiru. Zaprotestowali właściciele domków rekreacyjnych z POD „Oaza”, którzy mieli dość wrzasków i przekleństw trenującej młodzieży kolonijnej z hotelu od rana do nocy oraz puszczanej z głośników muzyki. Zawiadomili PINB i policję. Inspektor stwierdził, że boiska powstały bez pozwolenia budowlanego oraz uszkodzenie systemu korzeniowego drzew na skarpie. Wydał nakaz rozbiórki boisk, które Pokrzywnicki omijał (po sezonie zwijał sztuczną murawę a na sezon wakacyjny rozwijał).
Działkowcy z „Oazy” walczą z „Manorem” o likwidację nielegalnego boiska
W końcu się doigrał i został skazany na rok więzienia. Tuż przed katastrofa budowlaną w dniu 8 sierpnia br. skończył odbywanie kary.
Pokrzywnicki: „Mamy wszystkie pozwolenia, inspektora nadzoru, kierownika budowy…”
Udało mi się przeprowadzić rozmowę z Wiesławem Pokrzywnickim na miejscu katastrofy 13 i 14 sierpnia. Poniżej transkrypcja nagranej rozmowy.
- Panie Wiesławie, znów miał pan szczęście, że nikt nie zginął. Pan sam mógł zginąć. Dlaczego pan nie oddał robót fachowcom, tylko sam kopał dół?
W. Pokrzywnicki: Mamy projekt, mamy pozwolenie budowlane, mamy kierownika budowy, inspektora nadzoru, firmę budowlaną Akord, mamy wszystko, kochany.
- A kto kopał tą koparą?
W. Pokrzywnicki: Ale u siebie nie możemy kopać? A co ma do tego koparka? Nie było kopane w dniu 8 sierpnia, było kopane dwa tygodnie wcześniej.
- Ale widocznie 2 tygodnie wcześniej zostały odsłonięte i naruszone fundamenty i dlatego ściana runęła 2 tygodnie później.
W. Pokrzywnicki: Nie, broń Boże, właśnie mamy ekspertyzę. Niech Pan zapyta pana z nadzoru budowlanego, niech Pan zapyta pana Lachowicza, kto naruszył fundament. Geodeta wytyczył, mamy tylko pięć centymetrów różnicy w wysokości kopania w porównaniu z projektem, kochany. Naprawdę, proszę Pana, nikt tego nie robił źle.
- Ale co Pan przypuszcza, co się mogło stać?
W. Pokrzywnicki: Proszę Pana, stało się to dlatego, że kopane było wcześniej, sprzęt się psuł, padały deszcze, podmyło fundament, potem było ubijanie gliny i siadło. My żeśmy nie zrobili nic złego. Lały deszcze całe tygodnie, glina, potem przyszło słońce, wyschło i było wszystko w porządku, dopóki nie zaczęliśmy lać na dnie wykopu tego „chudziaka” (betonu B15). Dzień wcześniej, żeśmy wibrowali i od tego wibrowania, po kilku godzinach, ściana runęła.
- Ale kto robił wykop, firma Akord czy sami robiliście?
W. Pokrzywnicki: Sami robimy. Budować sami to nie będziemy, ale wykop robiliśmy sami, sam kopałem, żadnych innych robót ziemnych sami nie robiliśmy, tylko ten wykop, geodeta nam wszystko pomierzył.
- Która ściana runęła, nośna budynku?
W. Pokrzywnicki: Nie, ściana działowa, 8 metrów do hotelu, główna ściana nie została uszkodzona, tam w hotelu nawet jedna płytka posadzkowa nie pękła, mogę Panu pokazać (idziemy do hotelu)
- Chce Pan na zewnątrz obecnego obiektu drugi basen zrobić, salę konferencyjną i taras widokowy?
W. Pokrzywnicki: Tak, to ma być basen dla sportowców, treningowy o wymiarach 25x12 m. Dwa lata czekaliśmy na pozwolenia, tyle trwały, procedury, projekty, zgody
- Czyli tym razem wszystko było legalne?
W. Pokrzywnicki: Oczywiście, Panie kochany, mamy wszystkie pozwolenia. Proszę tu zobaczyć, tu ma Pan tę ścianę zewnętrzną, która przylegała do ściany konstrukcyjnej, nośnej budynku i ta zewnętrzna runęła. Tam była ława, a to była ścianka zewnętrznej, szklanej oranżerii. Jak pan widzi, ten wykop był poza hotelem, teren budowy ogrodzony, nie było żadnego zagrożenia dla gości hotelowych. Dwa tygodnie wcześniej kopałem koparką, mamy zdjęcia, mamy filmy, mamy kamery, wszystko jest pokazane.
- Co teraz, czekacie na ekspertyzę budowlaną?
W. Pokrzywnicki: Nie, już mamy swoją ekspertyzę i przekazaliśmy ją do PINB. Widzi pan, tu mamy stemple i teraz to będzie rozebrana i ta ścianka będzie rozebrana, ten dół będzie wycięty, ale najpierw musimy podsypać ziemię. Potem rozbieramy tą ściankę, wycinamy tę ławę, która się wygięła i na nie zbudujemy drugą ławę, czyli znów ubijanie, zbrojenie i to jest cała filozofia.
- Ale co mówi inspektor Lachowicz, kiedy będziecie mogli uruchomić hotel?
W. Pokrzywnicki: Już mamy zgodę, dzisiaj (czwartek 13 sierpnia – przypis A.Socha) była cała komisja, już dostaliśmy od pana inspektora, który to nadzorował, sprawdzał stan techniczny i mamy zgodę na bezpieczne użytkowanie hotelu, oprócz tego basenu. Mamy pieczątkę od inspektorem, który ma od 20 lat uprawnienia, pan Tomasz Sikorski.
- Z relacji, które czytałem w mediach wynikało, że było zagrożenie dla gości hotelowych i dlatego wszyscy opuścili hotel, wyjechali?
W. Pokrzywnicki: Media zrobiły sensację, wystraszyli mi gości. Widzi pan na własne oczy, że część hotelowa zaczyna się dopiero na tamtej ścianie. Za wykopem była ściana działowa oranżerii, potem ściana nośna, basen i dalej, jak pan widzi, restauracja hotelowa. Pokoje są w innych skrzydłach hotelu, 8 metrów dalej. Po tym, jak ta ściana zewnętrzna runęła, to sami po straż zadzwoniliśmy. Nie zrobiliśmy nic takiego. Jest dziennik budowy, wszystkie zgody mamy. Czy ja bym sam sobie chciał krzywdę zrobić, w stopę sobie strzelić?! Ja już swoje wycierpiałem, dostałem rok więzienia za naruszenie systemu korzeniowego drzew przy boiskach piłkarskich. Mieliśmy ekspertyzy dendrologa niezależnego, że nie było żadnego zagrożenia, że korzenie się odsłoniły, bo młodzież grająca w piłkę wbiegała i zbiegała ze skarpy i ziemia się obsypała.
- A nie dlatego dostał pan wyrok, że pan nielegalnie te boiska piłkarskie w byłym wyrobisku zbudował?
W. Pokrzywnicki: Nie, z powodu tych drzew. Drzewa stoją do dzisiaj, żadne się nie obaliło, a ja zdrowie straciłem przez ten wyrok.
Następnego dnia 14 sierpnia ponownie rozmawiałem z Wiesławem Pokrzywnickim po godz. 12.00. Właśnie szedł z synami uprzątnąć wykop z materiałów, po zawaleniu ściany. Opowiedział, co następnie zrobią. Na już wylana płytę betonoą (betonem B15) postawią stemple o wysokości 80 cm i wymiarach 2 x 2 metry, na nich dopiero zrobią zbrojenia i zaleją betonem.
Mój rzeczoznawca powiedział mi, że on sam by się nie podjął zrobienia projektu naprawy po runięciu ściany. Jego zdaniem zakres robót powinna określić wysokospecjalistyczna firma.
Adam Socha


Skomentuj
Komentuj jako gość