Poniższy tekst autorstwa Pana Marka Żejmo jest publikowany w wyniku zawarcia ugody, w celu umożliwienia autorowi przedstawienia swojej wersji wydarzeń, dotyczących jego osoby. Tekst ten nie wyraża poglądów redakcji czy wydawcy. Redakcja zastrzega, że tekst został opublikowany z zachowaniem oryginalnej ortografii i interpunkcji, zgodnie z tym, jak zostało to sformułowane przez autora.
ODPOWIEDŹ NA CYKL ARTYKUŁÓW W „DEBACIE” pt. „Kim jest Marek Żejmo”
O CZYM „DEBATA” MOIM ZDANIEM NIE NAPISAŁA
Miesięcznika Debata wcześniej nigdy nie czytałem, a o jego redaktorze Adamie Sosze nigdy nie słyszałem, więc gdy zwrócił się do mnie z prośbą o wywiad na temat mojej książki pt. Liderzy podziemia Solidarności, to się niestety zgodziłem. Odbyły się dwa spotkania, a wywiad był długi, obejmujący niemal całość mego życia. Z tonu rozmowy i stale utrzymywanej przez A. Sochę życzliwości wynikało, że chce on napisać nie tylko o mojej ostatniej książce, ale także o mnie, na co się zgodziłem ze stanowczym zastrzeżeniem, że wszelkie publikacje ma mój temat mają być autoryzowane, co Socha z entuzjazmem zaakceptował. Spodziewałem się, że będzie to krótka opowieść o moim życiu, życiu młodego człowieka, który wyjechał, jak tysiące innych młodych ludzi w tym czasie w poszukiwaniu dobrze płatnej pracy do Niemiec. Bez znajomości języka i bez pieniędzy, który po 12. latach wrócił jako zamożny, wykształcony szef szwajcarskiej firmy znający biegle niemiecki i rosyjski, zajmujący się na dużą skalę handlem międzynarodowym, inicjatora budowy i właściciela dużego hotelu, którego niestety nie pozwolono mu dokończyć. Następnie wieloletni wykładowca na wyższych uczelniach w Polsce oraz dwóch państwowych rosyjskich uniwersytetach w Kaliningradzie i w St. Petersburgu. Profesor wizytujący, autor kilkudziesięciu opublikowanych artykułów naukowych oraz autor kilku naukowych monografii.
W toku postępowania strony odmiennie oceniły sposób przedstawienia materiału dotyczącego Marka Żejmo. Strona powodowa wskazywała, że opublikowane artykuły koncentrowały się na wybranych, nieudokumentowanych wątkach z lat 80., opartych na relacjach niezidentyfikowanych osób trzecich, które wyłącznie negatywnie opisywały postać bohatera artykułów oraz materiałach archiwalnych SB. Natomiast niewątpliwie stanowiące główną wartość postaci Marka Żejmo znaczne osiągnięcia, których dokonał w swoim barwnym i bogatym życiu, zostały przez autora artykułów pominięte. Podkreślenia wymaga fakt, że nie zaprezentowano pełnego kontekstu przeprowadzonych wywiadów ani informacji, że wśród dokumentów zgromadzonych przez SB i przejętych przez prokuraturę IPN nie znajduje się żaden dokument podpisany przez Marka Żejmo (z wyjątkiem wniosków paszportowych). Strony zgodnie oświadczają, że ich intencją nie było naruszenie dóbr osobistych ani podważanie dorobku zawodowego Marka Żejmo, a niniejsza ugoda wyczerpuje wszelkie roszczenia związane z przedmiotowymi publikacjami.
Żadna z opublikowanych informacji pochodzących ze źródeł SB nie jest prawdziwa. Ponadto chcę podkreślić, że w aktach SB znajdowało się wiele dokumentów, jak notatek służbowych i meldunków operacyjnych sporządzonych przez oficerów SB podających nieprawdziwe informacje na mój temat. Na przykład w moich aktach SB podawano nieprawdziwe adresy, pod którymi miałem rzekomo mieszkać, a nigdy tam nie przebywałem; podawano nazwy firm, w których rzekomo miałem pracować, a nigdy nie pracowałem, jak np. Pilzacker pod Hamburgiem, Bolwin-Heemann w Bielefeld, czy Żejmobau w Berlinie Zachodnim, gdzie jak dowodnie wynika z pieczątek w moim paszporcie w tym czasie miałem zezwolenie na pobyt, ale bez prawa podejmowania samodzielnej działalności gospodarczej (wtedy prowadziłem budowę hotelu Forum w Krakowie), a także firma NELOP (Polen na wspak). Miałem także wywozić z Polski do Niemiec jachty żaglowe, co gdyby było prawdą nie mogło być tajemnicą, bo przecież przemycać tego się nie dało, a poza tym cóż byłoby w tym złego?. W moich aktach są także telegramy WUSW w Olsztynie do ich odpowiednika w Katowicach informujące, że przebywam od 4 lat na paszporcie konsularnym w Danii, gdy w tym czasie w Danii jeszcze nie byłem. Tylko dlaczego miałbym to wszystko ukrywać i po co oficerom SB był tak duży zbiór nieprawdziwych informacji na mój temat? Tego oczywiście redakcja Debaty też nie wyjaśnia. Jedynym logicznym wytłumaczeniem powodów, dla których SB zbierała o mnie fałszowane informacje było zbieranie na mnie „haków” na wypadek gdybym odmówił współpracy z SB do kontaktów z niemieckim wywiadem. Także w tym celu zbierano oczerniające mnie kłamstwa od tajnych współpracowników SB pozbawionych jakichkolwiek moralnych skrupułów, takich jak tw Kormoran i tw Mercedes, co skwapliwie wykorzystał A. Socha prezentując jako prawdę objawioną w swoich artykułach. Zamiary zwerbowania mnie do współpracy z BND potwierdzili kpt. M. Szczepanik i Naczelnik Wydziału II WUSW w Olsztynie ppłk. J. Szeniawski przed Sądem Okręgowym w Olsztynie, gdzie zeznał, że:… lustrowany był przewidziany do realizacji kontaktu, czyli do podjęcia współpracy z BND (Bundes Nachrichten Dienst), a więc wywiadem niemieckim [...]. Na pewno pan Marek Żejmo nie był świadomym TW. Nieraz zdarzało się, że meldunki przekazane przez jedną osobę były przydzielane do innej osoby. Bywało tak, że z jednego meldunku robiło się kilka notatek.
24.04.2014 r. Jan Szeniawski zeznał, że: Słyszałem wypowiedź lustrowanego (M. Żejmo). Z tych względów, o których opowiadał lustrowany był w naszym zainteresowaniu. On był zarejestrowany, ale nie był pozyskany. Był zarejestrowany i przygotowywany do pozyskania pod konkretnego przeciwnika, czyli pod wywiad niemiecki.
Dla łatwiejszego przedstawienia materiału podzieliłem go na 4 grupy:
A. Moja rzekoma współpraca z SB.
B. Rzekomo istniejący fałszywy dyplom ukończenia studiów.
C. Budowa hotelu nad jeziorem Żbik w Olsztynie.
D. Moja aktywność naukowa.
AD – A MOJA RZEKOMA WSPÓŁPRACA Z SB
Wniosek prokuratury IPN o stwierdzenie, że jestem kłamca lustracyjnym Sąd Okręgowy w Olsztynie odrzucił uznając, że jest przedwczesny, a „prokurator nie przeprowadził wszystkich czynności, które powinien był przeprowadzić, tym samym nie można przyjąć, że zebrał informacje niezbędne do prawidłowej oceny oświadczenia podpisanego przez wymienionego”. Prokurator IPN nie uzupełniając swego wniosku nawet o jeden dokument odwołał się od tego postanowienia do Sądu Apelacyjnego w Białymstoku, który przychylił się do wniosku. Na swoją obronę powołałem świadków, pułkowników szefów wywiadu i kontrwywiadu wojskowego na okoliczność, że nie byłem współpracownikiem służb specjalnych (mieli wspólne z SB Biuro „C”, czyli archiwum, więc wiedzieli kto jest TW, a także na potwierdzenie faktu, że moja działalność w handlu międzynarodowym była cały czas w obszarze zainteresowań wywiadu wojskowego i byłem obserwowany). Wezwałem także Stanisława Domańskiego, który był świadkiem w sprawie dotyczącej sprowadzania z USA fałszywych dolarów i mógł potwierdzić, że nie miałem żadnych kontaktów z uczestnikami tej sprawy. Złożył on na piśmie oświadczenie, że nie miałem z tą sprawą nic wspólnego i o niczym nie mogłem wiedzieć. W tym czasie mieszkałem już w Berlinie Zachodnim i do Zagłębia Ruhry już nie przyjeżdżałem. Sąd wezwał na rozprawę 26.01.2015 r. świadków obrony, ale ostatecznie NIE POZWOLIŁ ICH PRZESŁUCHAĆ twierdząc, że „oddala wnioski dowodowe w postaci przesłuchania zawezwanych świadków, albowiem zeznania ich nie są przydatne do stwierdzenia danej okoliczności”. Decyzja sądu była skandaliczna, bowiem pozbawiała mnie możliwości przesłuchania świadków mogących potwierdzić moje zeznania i wykazać moją niewinność. Sąd ostatecznie uznał mnie za kłamcę lustracyjnego opierając swoje rozstrzygnięcie wyłącznie na obciążających mnie zeznaniach kpt. M. Szczepanika, fakcie zarejestrowania mnie 22.09.1982 r. jako TW Paweł oraz fakcie istnienia 6 pochodzących rzekomo ode mnie meldunków, na których nie ma moich podpisów. Nie wzięto także pod uwagę, że np. rzekomo pochodzące ode mnie informacje nt. zebrania założycielskiego koła Polaków w Szwajcarii 15.10.1982 r., gdzie oprócz mnie mieli być doktorzy biochemii przebywający w Szwajcarii na kontraktach tymczasowych. Jeden Anglik, a drugi Amerykanin, a na zebranie miał być zaproszony Bronisław Komorowski, późniejszy Prezydent RP, sąd nie wziął pod uwagę, że informacja nie mogła pochodzić ode mnie, ponieważ załączyłem odbitki stron mego paszportu i nigdzie nie było tam szwajcarskiej wizy, więc nie mogłem być wtedy w Szwajcarii. Poza tym dlaczego Amerykanin i Anglik czasowo przebywający na kontraktach w Szwajcarii mieli zakładać koło Polaków? Podkreślić należy także fakt, że ów meldunek powstał 20.09.1982 r., gdy ja zostałem zarejestrowany dopiero 22.09.1982, więc nie mógł pochodzić ode mnie.
Sąd odrzucił wszelkie wnioski obrony oraz dowody i materiały świadczące o mojej niewinności. Sąd naruszył zasadę bezstronności przychylając się wyłącznie do wniosków prokuratora z IPN. Sąd pominął także fakt istnienia w aktach sprawy siedmiu dokumentów ewidentnie potwierdzających nieprawdę a podpisanych przez oficerów SB z czego fałszerstwo dokonane przez kpt. M. Szczepanika dowodnie wykazał biegły sądowy powołany przez sąd.
Podkreślenia wymaga fakt, że Sąd Okręgowy w Olsztynie na st. 27 uzasadnienia orzeczenia w sprawie II K 248/12 z 20.02.2015 r. stwierdza, że: Aby można było mówić o tajnej i świadomej współpracy z organami bezpieczeństwa państwa musi zostać spełnionych łącznie pięć warunków określonych przez Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniach z dnia 10.11.1998 r. w sprawie K 39/97 oraz z dnia 11.05. 2007 r. w sprawie K 2/07, a nadto SN z dnia 05.10.2000 r. W świetle tych judykatów do przyjęcia, że lustrowana osoba była agentem służb specjalnych nie wystarczy sam fakt rejestracji w ewidencji operacyjnej, bądź sporządzenia zobowiązania o jej podjęciu. Jeszcze współpraca ta musi mieć charakter świadomy, być tajna i polegająca na zlecaniu i realizacji konkretnych zadań. Zarówno prokurator IPN, jak i Sąd Okręgowy w Olsztynie nie wykazały, że w moim przypadku warunki te zostały spełnione. Sąd w trakcie procesu przyjmował bezkrytycznie wszystkie dowody i wnioski oskarżyciela z IPN, a jednocześnie oddalając wszelkie dowody i wnioski obrony naruszając w ten sposób podstawową zasadę równości stron oraz zasadę bezstronności i obiektywizmu sądu. W aktach sprawy brak jest podstawowych dokumentów świadczących o mojej współpracy ze służbami PRL, jak:
1. Pisemnego zobowiązania do współpracy z organami bezpieczeństwa PRL.
2. Dokumentu potwierdzającego zlecenie wykonania zadania przez SB.
3. Dowodu na pobieranie wynagrodzenia.
4. Meldunku o spotkaniach w lokalach konspiracyjnych czy kontaktowych.
5. Meldunku operacyjnego napisanego lub podpisanego przez Marka Żejmo.
6. Teczki personalnej.
7. Teczki operacyjnej.
W ogóle brak jest w aktach sprawy jakiegokolwiek dokumentu podpisanego przeze mnie.
Zatem wymagane ustawą przesłanki bycia tajnym współpracownikiem służb specjalnych nie zostały wypełnione przez Marka Żejmo w toczącym się przed sądami I i II instancji postępowaniu lustracyjnym. Istnieje uzasadniona podstawa do przyjęcia, że Marek Żejmo złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, a wyroki zapadłe w przywołanych sprawach opierały się na spreparowanych przez oficerów SB dokumentach (fragment opinii prawnej na ten temat).
Analiza materiałów archiwalnych sporządzona przez IPN zawiera 255 pozycji, z czego teoretycznie 9 dotyczy M.Ż, i tw Pawła lub Maćka, tj. ok. 2 % przebadanych materiałów. Akta sprawy składają się z III tomów i zawierają ok. 500 str., z czego zaledwie kilka stron akt ma jakikolwiek związek z moją sprawą, a reszta dokumentów przedstawionych przez prokuratorów IPN w ogóle sprawy w najmniejszym stopniu nie dotyczy.
Prokuratura IPN w Białymstoku dokonała Analizy Materiałów Archiwalnych o sygn. Ppl Bi 391/11 wykonując kwerendę w zbiorach akt IPN i na 255 zapytań o Marka Żejmo odnaleziono wyłącznie te kilka dokumentów spreparowanych przez oficerów WUSW w Olsztynie. Natomiast 6 meldunków operacyjnych stworzonych rzekomo na podstawie informacji uzyskanych ode mnie w latach 1982–1988 podpisali różni oficerowie SB, ale nie ja. Poza faktem rejestracji i fałszywych zeznań kpt. Mieczysława Szczepanika nie istnieje żadna przesłanka do wniesienia oskarżenia o kłamstwo lustracyjne z mojej strony.
Przedstawię tylko te wypowiedzi kpt. M. Szczepanika w IPN, które komentują współpracujący z nim oficerowie SB, jak jego przełożony ppłk. Janusz Szeniawski, mjr Janusz Szczupakowski i por. Franciszek Sztucki. Na karcie 39 akt sprawy widnieje notatka prokuratora IPN o następującej treści: 27.09.2011 r. - Notatka służbowa IPN. W dniu dzisiejszym dokonano sprawdzenia w bazie Nexus osoby lustrowanej - Marka Żejmo. Stwierdzono, że osoba o wskazanych personaliach nie figuruje w w/w bazie. 04.09.2012 r. w siedzibie IPN w sprawie o sygn. akt Ppl Bi 391/11 kpt. Mieczysław Szczepanik poza składaniem fałszywych dowodów przeciwko mnie zeznał ,że: W czasie, jak byłem w Wydziale B to moje źródła przejął pracownik naszego Wydziału wg mnie Franciszek Sztucki. Ja nie przypominam sobie spraw operacyjnych, w których Żejmo byłby wykorzystany. Był on typowany do działań ofensywnych na terenie Niemiec, mogę powiedzieć, że był to prawdziwy patriota. Pod pewnymi względami jest on rzutki i przebojowy.
17.03.2014 r. podczas rozprawy sądowej F. Sztucki zaprzeczył tym zeznaniom stwierdzając, że: Z panem Żejmo nie miałem żadnych spotkań służbowych. Nic mi nie wiadomo, żeby lustrowany miał być TW. Str. 5 F. Sztucki dalej: Pamiętam taki przypadek fikcyjnej rejestracji TW. Dana osoba miała być pozyskana przez funkcjonariusza, na co się nie zgodziła, a mimo to została zarejestrowana. Natomiast na tej samej rozprawie mjr. Janusz Szczupakowski zeznał, że: W stanie wojennym widziałem Marka na korytarzu WUSW, jak go zakutego w kajdanki prowadzili. […] Marek o areszcie opowiedział mi w skrócie. Powiedział, że zatrzymali go, albowiem miał przywieść z zagranicy do Polski ulotki. Mówiłem mu, żeby czasami niczego nie podpisywał, bo SB cały czas będzie go nagabywać. (Była u mnie w domu rewizja, SB poszukiwało materiałów o treści antypaństwowej. Nawet rozbierano mój samochód). Ja oglądałem w pracy akta Marka Żejmo i moim zdaniem był on rozpracowywany przez służby, a nie był TW. Treść tych dokumentów jednoznacznie świadczy, że meldunki są powyrywane z kontekstu różnych spraw. Mówiło się po cichu, że pracownicy rzeźbili, czyli pisali nieprawdę.
23.01.2014 r. przed Sądem Okręgowym w Olsztynie ppłk. Jan Szeniawski zeznał, że: … lustrowany jest przewidziany do realizacji kontaktu, czyli do podjęcia współpracy z BND (Bundes Nachrichten Dienst), a więc wywiadem niemieckim... Na pewno pan Marek Żejmo nie był świadomym TW. Nieraz zdarzało się, że meldunki przekazane przez jedną osobę były przydzielane do innej osoby. Bywało tak, że z jednego meldunku robiło się kilka notatek. 24.04.2014 r. Jan Szeniawski zeznał, że: Słyszałem wypowiedź lustrowanego (M. Żejmo). Z tych względów, o których opowiadał lustrowany był w naszym zainteresowaniu. On był zarejestrowany, ale nie był pozyskany. Był zarejestrowany i przygotowywany do pozyskania pod konkretnego przeciwnika, czyli pod wywiad niemiecki. Dlatego takie kontakty handlowe bardzo nam sprzyjały. Jeżeli kogoś przygotowujemy, żeby poszedł na współpracę z obcym wywiadem, to musi być sprawdzony jak to się mówiło tysiąc razy i lepiej. Na razie nie szkolono go i żadnych rozmów z nim nie przeprowadzono, bo inaczej byśmy się zdradzili przed naszą późniejszą misją. […] My chcieliśmy później przystąpić do szkolenia i rozmów z lustrowanym, ale było już za późno, walił się system. 26.01.2015 r. J. Szeniawski zeznał, że: Tak, jak w przypadku pana Marka Żejmo, on był zarejestrowany, zabezpieczony, ale nie wprowadzaliśmy go w tajemnice, tzn. że ma być w przyszłości agentem....Były takie sytuacje, że w meldunkach gdzie wpisywano, że informacje pochodzą od jakiejś osoby były wpisywane informacje pochodzące od innych osób. Taka była praktyka w moim wydziale, np. robiono tak jak TW nie pracował aktywnie, nie składał żadnych meldunków, a trzeba było wykazać, że jest on aktywny.
Podkreślenia wymaga fakt, że owe sześć meldunków mających pochodzić ode mnie zawierają kłamstwa lub nic nie znaczące plotki, jakimi ja się nigdy nie zajmowałem. Natomiast nie ma w nich ważnych informacji, np. jak doprowadziłem do wygrania przetargu przez berlińską firmę Hodak Bau w warszawskim Orbisie na remont i wykończenie hotelu Forum w Krakowie. Nie ma też słowa o tym, że dostarczałem mrożoną żywność dla fińskiej armii, czy radzieckiej dalekomorskiej floty rybackiej w Murmańsku. To byłyby ważne informacje, a nie jakieś plotki i drobiazgi, które mi się przypisuje. Gdybym był agentem, to musiałbym napisać szczegółowe informacje o swojej międzynarodowej działalności handlowej, rocznie ok. 50 tys. ton mrożonek plus sprowadzane do Polski z Zachodu maszyny i linie technologiczne za ok. 20 mln DEM.
Na ten właśnie temat wypowiedział się płk. Antoni Bossart, szef placówki wywiadu w Berlinie Zachodnim w latach 1982-1986, a więc w okresie, gdy ja tam mieszkałem i pracowałem. Wówczas kontrolował on działalność wszystkich agentów wywiadu i współpracowników Służby Bezpieczeństwa mieszkających w Berlinie Zachodnim. Wydał oświadczenie potwierdzone notarialnie, w którym z całą stanowczością stwierdził, że na liście współpracowników organów bezpieczeństwa, funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa i agentów wywiadu nie było Marka Żejmo. Po zbadaniu akt niniejszej sprawy stwierdził takę, iż z punktu widzenia służb specjalnych brak jest dokumentów mogących potwierdzić moją współpracę ze służbami. Zwłaszcza, że podróżując po świecie i załatwiając kontrakty z firmami nie tylko europejskimi, ale USA, Kanada, ZSRR, Arabia Saudyjska i inne kraje arabskie, co niewątpliwie byłoby w sferze zainteresowań służb wywiadu i kontrwywiadu, ale takich dokumentów, ani śladów po nich nigdzie nie znaleziono. A gdyby istniały, to ich kopie musiałyby znajdować się w różnych zbiorach.
Należy mieć na uwadze fakt, że płk. Antoni Eugeniusz Bossart w latach 1986 – 1990 był Komendantem Studium Wywiadu OKKW w Kiejkutach Starych, więc nadzorował szkolenie kilku roczników oficerów wywiadu, więc jest z pewnością jest osobą kompetentną. W swoim oświadczeniu napisał on „Reasumując brak jest dowodów potwierdzających, że Marek Żejmo był agentem służb specjalnych PRL, nigdy nie figurował na liście agentów wywiadu i współpracowników SB”.
B. Rzekomo istniejący fałszywy dyplom ukończenia studiów.
Stanowczo oświadczam, że nigdy nie posługiwałem się fałszywymi dokumentami i nigdy nie byłem o to podejrzewany. Ten temat dobrze wpisuje się w zbiór fałszywych dokumentów sporządzanych przez SB w celu zbierania na mnie „haków” w celu możliwości skompromitowania mnie na wypadek odmowy współpracy z SB. Ostatecznie w tej sprawie wypowiedział się 23.01.2014 r. na rozprawie przed Sądem Okręgowym w Olsztynie ppłk. Jan Szeniawski, który zeznał, że: […] Wiem, że w tej sprawie miał być podstawiony fałszywy dokument (dyplom wyższej uczelni – dop. wł.) po to tylko, żeby mieć haka na pana Żejmo i gdyby nie wyraził zgody na współpracę, bądź miałby opory, to wtedy można byłoby go tym dokumentem szantażować.
Nigdy nie próbowano nawet przesłuchania mnie na okoliczności przecież ważne dla SB, np. jak: od kogo kupiłem, za ile, po co miałbym to robić, komu ten dokument przedłożyłem, w jaki sposób miałbym go wykorzystać i w jakim celu? Nigdy nie widziałem tego dokumentu i uważam, że to kolejna manipulacja oficerów SB. Na ten temat nie mam nic więcej do powiedzenia.
Ad C - Budowa hotelu nad jeziorem Żbik w Olsztynie.
Należąca do mnie spółka Warimex uzyskała od AmerBanku i PKO BP (Konsorcjum Banków) kredyt w wys. 20 mln. zł na budowę czterogwiazdkowego hotelu nad jeziorem Żbik w Olsztynie. Za kredyt poręczyłem całym swoim prywatnym majątkiem, tj. dwoma domami i kilkoma hektarami działek budowlanych o wartości zbliżonej do uzyskanego kredytu. Oprócz tego oczywiście banki miały zabezpieczenie hipoteczne na budowanym hotelu oraz możliwość przejęcia udziałów w Warimexie. Budowa hotelu przebiegała bardzo sprawnie i już po 10. miesiącach od rozpoczęcia inwestycji rozpoczęły się prace wykończeniowe i wyposażanie budynku w meble i sprzęt hotelowy. Wtedy zabrakło pieniędzy i nawet chciałem wstrzymać budowę do czasu uzyskania dalszego finansowania, ale prezes AmerBanku na piśmie zapewniał wykonawców, żeby kontynuowali prace wykończeniowe, „ponieważ dalsze finansowanie hotelu jest zapewnione i należy tylko dopełnić pewnych formalności”. Zażądano ode mnie, żebym przed uruchomieniem ostatniej transzy kredytu pozwalającej na jego uruchomienie podniósł kapitał spółki Warimex aportem, jakim był wybudowany przeze mnie prywatnie budynek biurowy dla potrzeb hotelu. Tak też uczyniłem i gdy 17.05.1999 r. otrzymałem z rejestru sądowego potwierdzenie o przeniesieniu prawa własności tego budynku na Warimex, tego samego dnia otrzymałem wypowiedzenie umowy kredytowej bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Na moje żądanie po kilku dniach otrzymałem informację, że wypowiedziano umowę kredytową z trzech powodów: 1. Przekroczenie budżetu inwestycji; 2. Budowa hotelu niezgodna z dokumentacją i pozwoleniem na budowę; 3. Obciążenie majątku Spółki Warimex bez zgody Banków Konsorcyjnych. Oczywiście argumenty były całkowicie pozbawione nie tylko rzeczywistych podstaw, ale nawet jakiejkolwiek logiki, ponieważ: Ad. 1 - wszystkie zawierane umowy z dostawcami materiałów, urządzeń, usług i robót budowlanych przed ich zawarciem musiały być zgodnie z umową kredytową zatwierdzane przez upoważnionego przedstawiciela banku. Bez jego akceptacji pieniądze nie mogły być wypłacone. Ad. 2 - Ten zarzut jest całkowicie nieuzasadniony ponieważ przebieg budowy był nadzorowany przez Niezależnego Inspektora Nadzoru oddelegowanego przez Banki Konsorcyjne do nadzorowania budowy, uprawnionych kierowników budowy i posiadających odpowiednie uprawnienia inspektorów nadzoru. Kontrola przeprowadzona 23.07.1998 r. przez Główny Urząd Nadzoru Budowlanego, gdy budynek był w fazie wykończeniowej stwierdziła, że jedyną usterką była szerokość stopni schodów w węższym ich końcu - łatwe do usunięcia.
W tym czasie wpłynęły propozycje z dziesięciu instytucji finansowych i różnych banków, które były gotowe wykupić kredyt Warimexu z Banków Konsorcyjnych, ale Zarząd Amerbanku jako wiodącego w konsorcjum odmówił czyniąc oczywistą wielomilionową szkodę Bankom Konsorcyjnym i inwestorowi, czyli mnie. To jest dowód na to, że upadłość mojej firmy Warimex była zaplanowana i sukcesywnie realizowana przez zarząd Amerbanku.
Kilkakrotnie występowałem do olsztyńskich sądów o cofnięcie klauzuli wykonalności na bankowy tytuł egzekucyjny ze względu na ich nieważność, ponieważ prokurent Amerbanku nigdy nie posiadał niezbędnych upoważnień do wypowiedzenia umów kredytowych. Od 2001 r. wnosiłem o cofnięcie klauzuli do sądów. Pisałem o tym 11.02.2002 r. do sędziego komisarza upadłości Rafała Kubickiego. Następnie 14.02.2002 r. wniosłem do Sądu Rejonowego powództwo w tej sprawie, która trafiła w końcu do Sądu Okręgowego, który 11.12.2002 r. oddalił powództwo jako bezzasadne. Ponowiłem próbę i znów Sąd Okręgowy w Olsztynie 14.03.2003 r. oddalił powództwo, a Sąd Apelacyjny w Białymstoku podtrzymał to postanowienie. Koleją próbę wznowienia sprawy bte oddalono13.02.2003 r., a następnie 26.04.2004 r. 17.05.2004 r. Sąd Apelacyjny w Białymstoku wszystkie postanowienia utrzymywał w mocy. Można odnieść wrażenie, że dwuinstancyjność sądów nie istnieje. Sąd Okręgowy w Olsztynie17.06. 2005 r. wydał kolejny wyrok oddalający powództwo o cofnięcie klauzuli wykonalności na bankowy tytuł egzekucyjny, który był bezpośrednią przyczyną upadłości Warimexu. Sędzia prowadząca rozprawę uznała powództwo za bezzasadne twierdząc, że wypowiedzenia umów nie dokonał jednoosobowo prokurent banku, który podpisał wypowiedzenie, a dokonał tego komitet kredytowy banku (w jego skład wchodzą też pracownicy banku nie wchodzący w skład zarządu). Pismo do Warimexu miało tytuł „wypowiedzenie”, ale pani sędzia uznała, że prokurent banku tylko zawiadomił spółkę o decyzji komitetu kredytowego jako jego posłaniec. Sędzia stworzyła nowe przepisy dotychczas nieistniejące w prawie nie tylko polskim. Podważyła sens istnienia KRS, ponieważ w rejestrze sądowym jest zapisane kto może składać oświadczenia woli w imieniu spółek. Gdyby przyjąć taką wykładnię, to każda firma mogłaby sobie stworzyć „komitet”, który mógłby działać poza zarządem. Raj dla oszustów i kombinatorów, bo np. niewygodny kontrakt mógłby wypowiedzieć posłaniec. Sąd Apelacyjny również podtrzymał ten kuriozalny wyrok. Dopiero Sąd Najwyższy w Warszawie 3.08.2006 r. w sprawie IV CSK 102/06 uchylił prawomocne wyroki obydwu sądów i stwierdził, że wypowiedzenia umów są nieważne. Sąd Apelacyjny w Białymstoku wydał kolejny wyrok w tej sprawie uchylając swój poprzedni, niezgodny z prawem. Udowadnianie prostej racji, kto ma prawo reprezentacji firmy jest zadaniem dla studentów II roku prawa i sądowi powinno to zająć 10 minut. Wystarczyło porównać zapis w KRS ze stanem faktycznym, ale w moim przypadku zajęło to kilkanaście rozpraw i trwało 6 lat. Gdyby sąd zachował się zgodnie z zasadami prawa, to w 2001 r. spółka miała jeszcze cały majątek i mogła pozwać banki o odszkodowanie za zerwanie umowy kredytowej, a w 2006 r. syndyk sprzedał (rozdał) za 2,85 mln zł, czyli ok. 4% wartości cały majątek firmy i odmówił pozwania banków o odszkodowanie. Sędzia komisarz 17.05.2005 r. wydał postanowienie zakazujące syndykowi pozwania banków o odszkodowanie, o co mocno nalegałem. Wielokrotnie wnosiłem o zmianę syndyka, ponieważ E. Kalita od początku działał na szkodę masy upadłości. Np. sprzedał prawie 8 ha działkę nad jeziorem Żbik z ok. 300 m linii brzegowej za 330 tys. zł, co daje niecałe 4 zł/m². Działka w studium o przeznaczeniu tego terenu była przewidziana pod zabudowę na usługi turystyczne. Tak tanio prawdopodobnie dlatego, że syndyk oparł się na piśmie biegłego A. Turczyńskiego, który napisał do syndyka 23.07. 2001 r., że: „Uzyskiwane ceny za nieruchomości komercyjne położone w pobliżu zbiorników wodnych w okresie ostatniego roku wykazują tendencję malejącą z uwagi na pogorszenie się ogólnej sytuacji makroekonomicznej w naszym kraju” i wycenił ją na ok. 450 tys, zł. Pięknie?! Ogłoszenie o sprzedaży działki ukazało się ponad dwa lata przed jej sprzedażą, a wycena której dokonał biegły Turczyński była także już mocno przedawniona. Sędziemu komisarzowi jednak to nie przeszkadzało, stwierdził, że w upadłości wyceny majątku i ogłoszenia w prasie dokonuje się tylko raz na początku upadłości. Sprawę oddałem do prokuratury. Wycenę działki na zlecenie Prokuratury wykonała biegła G. Gładka określiła jej wartość na 5 526 000 zł. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Olsztynie, który uniewinnił syndyka Kalitę uznając w uproszczeniu, że działka jest właściwie nic nie warta ponieważ można zabudować tylko jej część. Nie ważne było także to, że rośnie na niej 60 letni las - 2 ha wart więcej niż 300 tys. oraz przebiega przez tę działkę pas projektowanej ulicy Nowej Bałtyckiej, za którą miasto musi zapłacić więcej niż syndyk Kalita wziął za całą działkę. Pięknie?!
Syndyk sprzedał hotel wraz z 4 ha działką za 2,55 mln zł. naruszając wszystkie nakazane prawem procedury. Nie ogłosił tego w prasie ogólnopolskiej, nie dokonał wyceny, do przetargu dopuścił dwóch oferentów wyznaczając jednemu kaucję w wys. 200 tys. zł, a drugiemu tylko 50 tys. Przy czym jeden wpłacił 200 tys., a ten co miał wpłacić 50 wpłacił 31, bo w tym dniu więcej nie miał. Różnicę 19 tys. dopłacił następnego dnia po wygranym przetargu, w którym zgodnie z prawem nie miał prawa brać udziału. Sędzia komisarz na moją skargę odpowiedział, że sprzedaż z wolnej ręki jest „odformalizowana” i nie wymaga przestrzegania żadnych procedur. Czyli syndyk może robić z majątkiem upadłego co tylko zechce?! Sprzedał hotel o pow. 11 500 m² wraz z 4 ha działką za 2,55 mln zł. Działki w Gutkowie są warte ok. 300 zł/m², to sama działka w pełni uzbrojona w wodociąg, kanalizację, burzówkę, a nawet instalację światłowodową i telefoniczną, więc nawet bez hotelu była warta 12 mln zł. Hotel wraz z działką sprzedał za 217 zł/m2. Pięknie?!
Podkreślić należy, że Banki Konsorcyjne posiadają zespoły specjalistów, analityków. ekonomistów, prawników - ja jako inwestor w walce z nimi byłem sam zdany na własne siły, bez takiego zaplecza z dużym zaangażowaniem własnych środków i pełnym zaufaniem do uzgodnień z przedstawicielami zarządu Amerbanku.
Dopiero 03.08.2006 r. Sąd Najwyższy uchylił dotychczasowe wyroki sądów w Olsztynie i w Białymstoku i cofnął klauzulę wykonalności na bankowe tytuły egzekucyjne, które przecież spowodowały upadłość mojej firmy Warimex. Ale już wtedy firma nie posiadała majątku, który syndyk sprzedał za ok. 3 % jego wartości. Obecnie zaistniała możliwość pozwania Skarbu Państwa o odszkodowanie za ewidentnie niesprawiedliwe wyroki sądów i tym obecnie zajmuje się kancelaria prawna w Gdańsku.
Ad D – Moja aktywność naukowa. Wnioski habilitacyjne.
Po upadku mojej firmy Warimex, walcząc z bankami o odszkodowanie i podejmując próby ratowania swego majątku niszczonego przez syndyka ukończyłem studia ekonomiczne (zamiast pić wódę, jak pisze redaktor Debaty), a po ich ukończeniu politologiczne. Później napisałem doktorat i zająłem się działalnością naukową, której przebieg zgodnie z wnioskiem habilitacyjnym opisuję poniżej.
Wydane po uzyskaniu doktoratu monografie naukowe – 6 (1 w języku niemieckim). Poza tym 2 i 3 tom „Liderów Podziemia Solidarności” jest w przygotowaniu do druku w wydawnictwie naukowym FNCE w Poznaniu). Podkreślenia wymaga fakt, że monografie dotyczące Polonii w Szwajcarii oraz stosunków polsko-szwajcarskich są jak dotychczas jedynymi monografiami naukowymi na ten temat. Podobnie jest z wydanym po niemiecku moim programem badawczym na temat zasobów archiwalnych Uniwersytetu Alberta w Königsbergu, jest to jak dotychczas jedyne opracowanie naukowe tego tematu.
Artykuły naukowe autorstwa M. Żejmo były publikowane w Polsce (1 po angielsku), a w Rosji, na Litwie, Ukrainie, Armenii po rosyjsku, w Niemczech w wydawnictwie naukowym Uniwersytetu w Hamburgu po niemiecku.
Opublikowane rozdziały w monografiach naukowych - 13.
Opublikowane artykuły w czasopismach naukowych – 21. Z monografiami wydano 44 publikacje, w tym recenzje opublikowane wydawnictwach naukowych w Polsce – 5.
Międzynarodowa aktywność naukowa realizowana w więcej niż jednej uczelni: -
- 2008-2011 adiunkt w Gdańskiej Wyższej Szkole Humanistycznej w Gdańsku;
- 2015-2017 - profesor wizytujący w Instytucie Zarządzania w Kaliningradzie.
-2017-2022 - profesor wizytujący w Kaliningrackim Państwowym Uniwersytecie Technicznym.
- 2017-2022 - profesor wizytujący w Sankt Petersburskim Państwowym Uniwersytecie Rolniczym na Wydziale Nauk Humanistycznych, filii w Kaliningradzie.
2021 rok wygłosił dwa wykłady na Uniwersytecie w Kiel.
Wystąpienia na krajowych i międzynarodowych konferencjach naukowych: w Polsce, Rosji, na Litwie, w Austrii, Szwajcarii, Niemczech, Armenii i w Kanadzie – 34.
Udział w komitetach naukowych konferencji krajowych i zagranicznych – 11.
Udział w międzynarodowych programach badawczych: 2 (po jednym w Rosji i w Niemczech), trzeci jest w trakcie organizacji jako konsorcjum kilku uniwersytetów w Niemczech. Program „Rozwój międzynarodowej tolerancji w regionie Bałtyku” od 2018 r.
Członkostwo w międzynarodowych i krajowych organizacjach i towarzystwach naukowych: Polskie Towarzystwo Nauk Politycznych – członek, Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne – członek, Stowarzyszenia Oficerów Piętnastej Warmińsko-Mazurskiej Dywizji – członek honorowy.
Członkostwo w komitetach redakcyjnych i radach naukowych czasopism - 2.
Obecnie jestem emerytem i współpracuję z uniwersytetami w Niemczech.
Liczba cytowań – 12, punkty MNiSW – 716, Indeks Hirscha - 1.
W 2017 r. za namową swego promotora prof. Andrzeja Chodubskiego postanowiłem złożyć wniosek habilitacyjny do Instytutu Nauk Politycznych PAN. Jego dyrektor prof. Grzegorz Motyka zapoznał się z moim dorobkiem i uznał, że ilościowo i jakościowo kwalifikuje się on do przeprowadzenia przewodu habilitacyjnego. Okazało się, że recenzent prof. R. Zięba, który ma bardzo wysokie wymagania i ok 90-95% jego recenzji jest negatywnych, to mój dorobek ocenił pozytywnie. Ku zaskoczeniu mego nieżyjącego już promotora (w tym czasie był w szpitalu i krótko po tym wydarzeniu umarł), negatywnie wypowiedzieli się prof. J. Fiszer i prof. G. Nowik. Po zapoznaniu się z ich recenzjami i stwierdzeniu, że popełnili w swoich ocenach identyczne błędy, więc musieli ze sobą współpracować, co jest absolutnie niedopuszczalne. W związku z tym natychmiast wystąpiłem o umorzenie postępowania habilitacyjnego, co skutkowało tym, że w sensie prawnym nie powoduje dla mnie żadnych negatywnych skutków i postępowanie uznane jest jako niebyłe.
I. HABILITACJA
Poza tym, że prof. Nowik najoględniej mówiąc w swojej opinii podszedł „nonszalancko” więc dopuścił się pewnych manipulacji i popełnił wiele błędów merytorycznych.
Oto jak wygląda porównanie recenzji prof., prof. G. Nowik, J. Fiszer.
W swojej opinii prof. Nowik twierdzi, że (pogrubioną czcionką cytaty z Opinii):… relacji odrodzonej Rzeczypospolitej z Konfederacją Helwecką (od s. 104), przy czym kwestia utworzenia placówki dyplomatycznej Szwajcarii w Warszawie 10 marca 1919 r., została omówiona dopiero na s. 119. Utworzenie polskiego przedstawicielstwa w Szwajcarii pominięte jest milczeniem, choć uczynił to już w
październiku rząd Józefa Świerzyńskiego (26 października 1918 r. stanowisko ministra spraw zagranicznych objął – Stanisław Głąbiński, i skierował przedstawiciela do Szwajcarii powołany przez Radę Regencyjną w 1918 r. (nie podaje tego również Jerzy Wojtowicz). -
Nie wiadomo jakie znaczenie dla Recenzenta ma fakt, że założenie szwajcarskiej placówki dyplomatycznej w Warszawie jest omówione „dopiero” na s. 119, a jakby było np. na 56 albo 74, to byłoby lepiej? - Także nieprawdą jest twierdzenie prof. Nowika, że: „uczynił to już w październiku rząd Józefa Świerzyńskiego (26 października 1918 r. stanowisko ministra spraw zagranicznych objął Stanisław Głąbiński, i skierował przedstawiciela do Szwajcarii) powołany przez Radę Regencyjną w 1918 r. Jest to kolejna manipulacja członka Komisji Habilitacyjnej, bowiem państwo polskie powstało 11 listopada 1918 r., więc polska placówka dyplomatyczna w Szwajcarii nie mogła powstać przed tą datą, powołano ją w Bernie w marcu 1919 r., a jej radcą legislacyjnym został August Zaleski w randze chargé d’affaires, którym był dwa tygodnie. Od 28 kwietnia 1919 r. po przekształceniu placówki w poselstwo, posłem został Jan Modzelewski, który 14 sierpnia 1919 r. mianowany został posłem nadzwyczajnym i ministrem pełnomocnym RP w Szwajcarii. I co z tym wszystkim ma wspólnego Jerzy Wójtowicz?
Zadziwiająca jest zbieżność błędów prof. Nowika i prof. Fiszera, który na s. 9 swojej Recenzji napisał tak: „Dominuje tutaj opis wielu faktów i procesów z historii stosunków polsko–szwajcarskich, który często jest dość powierzchowny i zawiera pewne braki lub wręcz błędy merytoryczne. Na przykład Habilitant omawiając nawiązanie stosunków dyplomatycznych między Polską i Szwajcarią po I wojnie światowej zupełnie pomija fakt otwarcia polskiego przedstawicielstwa w Szwajcarii 26 października 1918 roku”. Obydwaj członkowie Komisji Habilitacyjnej popełnili identyczny błąd, co nie może być przypadkowe, ponieważ niezależnie od siebie nie mogli takiego zdarzenia wymyślić.
Dalej prof. Nowik uznał za istotny zarzut kolejny cytat z mojej książki, ale to z pewnością wynika z faktu, że jak dotychczas nadal nie znalazł niczego istotniejszego.
… s. 115, „zbrojne konflikty pomiędzy wojskami polskimi a armią sowiecką” nie rozpoczęły się „od lutego 1919 r.”, ale od grudnia 1918 r.
Ten zarzut również podnosi na s. 9 prof. Józef Fiszer pisząc, że: „Na stronie 115 pisze, że zbrojne konflikty pomiędzy wojskami polskimi a armią sowiecką rozpoczęły się od lutego 1919 roku, a tymczasem ich początek sięga już grudnia 1918 roku”.
Obydwaj członkowie Komisji podają po raz kolejny identyczne daty obarczone identycznymi błędami, z którymi nie można się zgodzić. Obydwaj także nie mogli niezależnie od siebie wpaść na taki pomysł. Ten argument nie tylko jest nieprawdziwy, ale nie ma żadnego związku z tematem książki habilitacyjnej i jest kolejnym potwierdzeniem faktu, że obaj profesorowie ze sobą współpracowali, a w celu uniemożliwienia przebiegu habilitacji. Uzgodnili między sobą i napisali negatywne opinie, a nie znajdując żadnych istotnych błędów czepiali się drobiazgów i dopuścili się różnych manipulacji.
… s. 116, w 1921 r., Wilno nie było stolicą „Wielkiego Księstwa Litewskiego”,
Słusznie zauważył prof. Nowik, że w 1921 r. Wilno nie było stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego, ponieważ takiego księstwa od 1795 r. już nie było, zatem powinienem w tym miejscu użyć formy „historycznej stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego”, co wówczas miało znaczenie ze względu na tworzenie się na tym obszarze granic na nowo tworzących się państw na terenach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, wówczas jeszcze byłego zaboru rosyjskiego, a w tym Litwy Środkowej.
Zadziwiająca jest zbieżność kolejnego z bezpodstawnych zarzutów z recenzją prof. Fiszera, który napisał na s. 9 swojej Recenzji, że: „Wbrew temu co pisze Habilitant na stronie 116, Wilno nie było stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego”.
Jest to oczywista nieprawda, bo Wilno było stolicą Księstwa w latach 1323 do 1795. Prawdopodobnie ktoś niestarannie skopiował treść Opinii prof. Nowika i pominął pierwszy element zdania „...w 1921 r.”.
… s. 116, bitwa Warszawska nie została stoczona 15 sierpnia, ale od końca lipca do początku września, i nie historycy nazwali ją „cudem nad Wisłą”, ale dziennikarz i
polityk ND Stanisław Stroiński.
Jeżeli chodzi o datę stoczenia Bitwy Warszawskiej, to nie spotkałem źródła podającego tak długi okres jej trwania, bo jak twierdzi prof. Nowik od końca lipca do
początku września 1920 r. Wszystkie źródła nie podają takich dat krańcowych. Najważniejszy, rozstrzygający moment tej bitwy nastąpił w dniach 15-16 sierpnia, gdy
Armia Polska dokonała oskrzydlenia Armii Czerwonej. Głównodowodzący bitwą, autor rozstrzygającego manewru, marsz. Józef Piłsudski 18 sierpnia opuścił pole walki i udał się do Warszawy. Naprawdę dowodził gen. Tadeusz Rozwadowski, a od 18-19 sierpnia rozbite grupy wojsk Armii Czerwonej uciekały na wschód do Rosji, a niektóre z nich w
ucieczce przed Polakami przekroczyły granicę Prus Wschodnich.
Tę kwestię podnosi również na s. 9 swojej recenzji prof. J. Fiszer stwierdzając, że: „Dalej, na stronie 116 dr Marek Żejmo pisze, że tzw. Bitwa Warszawska została stoczona 15 sierpnia, a tymczasem trwała ona od końca lipca do początku września 1920 roku”.
Kolejna niezwykła zbieżność zdań obydwu Profesorów. Jednak mimo usilnych starań i odwiedzin kilku bibliotek nigdzie nie znalazłem dowodów na potwierdzenie tych dat, które tworzą zadziwiające podobieństwo pomyłek obydwu członków Komisji. Biorąc pod uwagę, że książka habilitacyjna miała zupełnie inną tematykę, to ewentualnie każda moja pomyłka jest znacznie mniejsza niż kolejne pomyłki obydwu członków Komisji. Takich „zbiegów okoliczności” w obydwu recenzjach jest znacznie więcej.
Na temat opracowań obydwu profesorów wypowiedziała się rzecznik patentowyyyy, biegła sądowa dr Daria Gęsicka w następujący sposób.
Toruń, 25 czerwca 2020 r.
Ocena zasadności zarzutu autopowielenia zgłoszonego przez recenzentów w pierwszym postępowaniu habilitacyjnym dr Marka Żejmo oraz rzetelności sporządzonych w tym postępowaniu recenzji.
I. Wnioski
1. Prof. dr hab. J. Fischer oraz prof. dr hab. D. Popławski stawiają osiągnięciu habilitacyjnemu dr Marka Żejmo zarzut braku oryginalnego rozwiązania problemu naukowego. Nie przedstawiają jednak uzasadnionych argumentów na poparcie tej tezy, podczas gdy w przypadku recenzji negatywnej ciężar wykazania, że nie zostały spełnione wymogi prawne uzyskania stopnia doktora habilitowanego spoczywa na Recenzentach. Brak argumentów (dowodów) uznać należy za przejaw braku rzetelności oraz naukowego charakteru recenzji (każda teza powinna być wykazana). Uniemożliwia to rzeczową polemikę i obronę.
2. Nadto, stosowane przez ww. Recenzentów kryterium ma zastosowanie do oceny rozprawy doktorskiej i choć przyjmuje się, że osiągnięcie habilitacyjne powinno
posiadać także tę cechę, żaden z Recenzentów nie odniósł się do pozostałych elementów oceny takiego osiągnięcia. Oznacza to, że Recenzenci dokonali oceny osiągniecia habilitacyjnego dr Marka Żejmo w oderwaniu od kryteriów ustawowych.
3. Prof. dr hab. Józef Fischer zarzucił Habilitantowi autopowielenie. Zarzut ten jest całkowicie nieuzasadniony.
4. Recenzja prof. G. Nowika nie spełnia żadnych wymogów stawianych recenzjom w jakimkolwiek postępowaniu awansowym. Ma ona charakter ogólnikowy, dotyczy wyłącznie jednego rozdziału osiągnięcia habilitacyjnego oraz pomija całkowicie dorobek naukowy Habilitanta. Nie koresponduje także w jakikolwiek sposób ze stawianymi Habilitantowi wymogami ustawowymi. Nie jest więc ani pełna ani rzetelna.
5. Treść recenzji prof. D. Popławskiego całkowicie nie koresponduje z końcową jej konkluzją. Recenzent wprawdzie zwraca uwagę na pewne mankamenty (głównie warsztatowe) Habilitanta, niemniej dostrzega także dobre strony jego działalności naukowej, w tym osiągnięcia habilitacyjnego, czemu daje wyraz w licznych fragmentach recenzji. Konkluzja pojawiająca się na końcu jest wręcz zaskakująca i stawia pod znakiem zapytania rzetelność i samodzielny charakter oceny.
Recenzje prof. dr hab. Józefa Fischera oraz prof. dr hab. Grzegorza Nowika wymieniają identyczne błędy merytoryczne. Zbieżność ta stawia pod znakiem zapytania samodzielny charakter recenzji sporządzonej później. Choć każdy z Recenzentów dostrzega mankamenty technicznej (edytorskiej) strony czy to autoreferatu, czy osiągnięcia habilitacyjnego czy dorobku naukowego, to ich autorstwa recenzje zawierają liczne usterki techniczne (edytorskie).
1.1. Ocena rzetelności recenzji
Analiza treści recenzji prowadzi do następujących wniosków: ·
1. Recenzja prof. G. Nowika nie ma charakteru całościowego. Zasadniczo dotyczy jedynie pierwszego rozdziału osiągnięcia habilitacyjnego i pomija całość dorobku naukowego habilitanta. Nie zawiera także wskazania kryteriów oceny a ewentualne aspekty brane przez Recenzenta pod uwagę nijak korespondują ze stawianymi Habilitantowi (zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami) wymogami. Trudno ją zatem uznać za pełną i rzetelną. Sposób prezentowania zaś dostrzeżonych w osiągnięciu habilitacyjnym usterek, nie pozwala na podjęcie z Recenzentem jakiejkolwiek polemiki. Uwagi te bowiem sprowadzają się zasadniczo do kwestii formalno-technicznych.
2. Uwagi merytoryczne dotyczące osiągnięcia habilitacyjnego dr Marka Żejmo wskazane w recenzji prof. dr hab. Grzegorza Nowika w pełni pokrywają się z uwagami merytorycznymi dostrzeżonymi przez prof. dr hab. Józefa Fischera. Zbieżność ta może rodzić uzasadnione wątpliwości co do samodzielnego charakteru recenzji powstałej później. ·
3. Prof. dr hab. J. Fischer oraz prof. dr hab. D. Popławski stawiają osiągnięciu habilitacyjnemu dr Marka Żejmo zarzut braku oryginalnego rozwiązania problemu naukowego. Nie przedstawiają jednak uzasadnionych argumentów na poparcie tej tezy, podczas gdy w przypadku recenzji negatywnej ciężar wykazania, że nie zostały spełnione wymogi prawne uzyskania stopnia doktora habilitowanego spoczywa na Recenzentach. Brak argumentów (dowodów) uznać należy za przejaw braku rzetelności oraz naukowego charakteru recenzji (każda teza powinna być wykazana). Uniemożliwia to rzeczową polemikę i obronę.
4. Nadto, stosowane przez ww. Recenzentów kryterium ma zastosowanie do oceny rozprawy doktorskiej i choć przyjmuje się, że osiągnięcie habilitacyjne powinno posiadać także tę cechę, żaden z Recenzentów nie odniósł się do pozostałych elementów oceny takiego osiągnięcia. Oznacza to, że Recenzenci dokonali oceny osiągnięcia habilitacyjnego dr Marka Żejmo w oderwaniu od kryteriów ustawowych. ·
5. Prof. dr Józef Fischer zarzucił Habilitantowi autopowielenie. Zarzut ten jest całkowicie nieuzasadniony. Natomiast treść recenzji prof. D. Popławskiego całkowicie nie koresponduje z końcową jej konkluzją. Recenzent wprawdzie zwraca uwagę na pewne mankamenty (głównie warsztatowe) Habilitanta, niemniej dostrzega także dobre strony jego działalności naukowej, w tym osiągnięcia habilitacyjnego, czemu daje wyraz w licznych fragmentach recenzji. Konkluzja pojawiająca się na końcu jest wręcz zaskakująca i stawia pod znakiem zapytania rzetelność i samodzielny charakter oceny.
Umorzenie pierwszego postępowania habilitacyjnego w Instytucie Stosunków Politycznych Polskiej Akademii Nauk niweczyło jego dotychczasowe skutki i zgodnie z prawem można to samo dzieło przedłożyć w ponownym wniosku habilitacyjnym. Jestem pewien, że w tej sytuacji na moim miejscu każdy habilitant postąpiłby tak samo.
W 2020 r. ponownie złożyłem wniosek habilitacyjny na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie.
II HABILITACJA
Po wpłynięciu recenzji (pozytywna prof. Wojciecha Roszkowskiego i dwie negatywne prof. Grzegorza Janusza i prof. Tadeusza Dmochowskiego (podobnie jak ja doktoranta prof. A. Chodubskiego, więc oczekiwałem z jego strony przynajmniej obiektywizmu) okazało się, że obydwaj profesorowie popełnili czyn absolutnie niegodny ludzi z tytułami profesorskimi, absolutnie niedopuszczalny w działalności naukowej i skopiowali część swoich recenzji od profesorów J. Fiszera i G. Nowika z pierwszej habilitacji. Oczywiście zleciłem dokonanie niezależnie od siebie analiz i porównań biegłym sądowym. Wyniki analiz były dla profesorów recenzentów druzgocące. Wnioski i konkluzje z tych opracowań przytaczam poniżej.
OPINIA O RECENZJACH PRACY HABILITACJNEJ DR. MARKA ŻEJMO
Joanna Hetman-Krajewska, Adwokat, radca prawny
Członek Komisji Prawa Autorskiego przy Ministrze Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2006-2018)
Dokument „Kodeks Etyki Pracownika Naukowego”, wydany przez Komisję do spraw Etyki w Nauce i pochodzący z 2016 r. (II wydanie) w części 4 zatytułowanej „Nierzetelność w badaniach naukowych” wymienia rażące przewinienia naukowców, wśród rażących przewinień wymieniono także „sporządzenie nierzetelnych recenzji rozpraw doktorskich, habilitacyjnych, wniosków o tytuły profesorskie i wszelkich wniosków o zatrudnienie w instytucjach naukowych […]”.
Jako nieprzypadkowe zbieżności należy zakwalifikować następujące fragmenty recenzji dorobku naukowego Habilitanta:
Porównanie recenzji prof. J. Fiszera (w tabeli poniżej źródło pierwotne) z I habilitacji z recenzją prof. G. Janusza z II habilitacji (powtórzenie).
PRZYKŁADOWE PORÓWNANIA FRAGMENTÓW RECENZJI prof. J. Fiszera i prof. G. Nowika z I habilitacji oraz prof. G. Janusza i prof. M. Dmochowskiego z II habilitacji dokonane przez biegłą sądową Joannę Hetman-Krajewską
1. „Moim zdaniem jest ich trochę za dużo, a niektóre z nich są zbyt oczywiste, albo nawet banalne, jak na przykład pytanie nr jedenaste ‘na czym polegają różnice w organizacji
systemów państwowych badanych krajów?’. Nawiasem mówiąc, lektura tej pracy pokazuje, że Autorowi nie udało się w pełni odpowiedzieć na powyższe pytania, mimo iż praca jest bardzo obszerna”. (recenzja prof. J. Fiszera z 20-02-2017 r., s. 7)
1 A. „Co prawda część tych pytań, których moim zdaniem jest za dużo, są oczywiste lub ogólnikowe, jak choćby pytanie nr 10 na czym polegają różnice w organizacji systemów państwowych badanych krajów?. Uważna lektura treści dzieła wskazuje, że Habilitant nie udzielił na wszystkie pytania odpowiedzi na łamach tej obszernej monografii”.
(recenzja prof. G. Janusza z 23-03-2020 r., s. 3-4)
2. „Zaś rozdział trzeci recenzowanej rozprawy, zatytułowany Kierunki rozwoju polsko-szwajcarskich stosunków gospodarczych”, przedstawia historię gospodarczą Szwajcarii i jej politykę handlową od XVI wieku do czasów obecnych i na tym tle Habilitant analizuje kształtowanie się i rozwój współpracy gospodarczej między Polską a Szwajcarią oraz jej uwarunkowania, bariery i perspektywy”. (recenzja prof. J. Fiszera z 20-02-2017 r., s. 9)
2 A. „W rozdziale trzecim recenzowanej monografii, zatytułowanym ‘Kierunki rozwoju polsko-szwajcarskich stosunków gospodarczych”, przedstawiona została historia gospodarcza Szwajcarii i jej polityka handlowa od XVI wieku do czasów obecnych. W rozdziale tym Habilitant opisuje kształtowanie się i rozwój współpracy gospodarczej między Polską a Szwajcarią, z uwzględnieniem jej uwarunkowań, barier i perspektyw”.
(recenzja prof. G. Janusza z 23-03-2020 r., s. 7)
3. „W rozdziale tym, gdzie mamy wiele powtórzeń treści już wcześniej omówionych […]”
(recenzja prof. J. Fiszera z 20-02-2017 r., s. 10)
3 A. „W rozdziale tym pojawia się wiele powtórzeń treści już wcześniej omówionych.”
(recenzja prof. G. Janusza z 23-03-2020 r., s. 7)
4. „Wbrew temu co pisze Habilitant na stronie 116, Wilno nie było stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego”(recenzja prof. J. Fiszera z 20-02-2017 r., s. 9) „s. 116, w 2921 r. Wilno nie było stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego” (recenzja prof. G. Nowika).
4 A. „W „Wykazie opublikowanych prac naukowych i sporządzonych recenzji”, Habilitant w części ‘artykuły’ wymienia łącznie 24 artykuły i opracowania opublikowane po doktoracie na łamach wyżej wymienionych prac zbiorowych lub W innych periodykach naukowych”. (recenzja prof. J. Fiszera z 20-02-2017 r., s. 4)
„Siedem z 24 artykułów […]” (recenzja prof. T. Dmochowskiego z 5-03-2020 r., s. 4) „W swoim dorobku Habilitant wykazuje […] 24 artykuły naukowe […]”(recenzja prof. G. Janusza z 23-03-2020 r., s. 4) Wyjaśnienie: w załączonym do wniosku Habilitanta wykazie widnieje 26 artykułów plus 4 rozdziały w pracach zbiorowych (stan na złożenie wniosku, tj. 3-04-2019 r.); obaj recenzenci, sporządzający recenzję w 2020 r., kopiują dane dotyczące dorobku Habilitanta za recenzją prof. Fiszera – stan na 2017 r.
5. „Wśród nich znajduje się tylko jeden tekst w języku angielskim pt. Polish-Swiss Cooperation amoung International Organizations, opublikowany na łamach polskiego czasopisma naukowego pt. „Polish Political Science Yearbook 2015”, vol 44 s. 75-92. Nawiasem mówiąc, tekst ten został napisany na bazie podrozdziału 2.3 rozprawy
habilitacyjnej i ma identyczny tytuł: „Współpraca polsko-szwajcarska na forum organizacji międzynarodowych”, s. 230-245”. (recenzja prof. J. Fiszera z 20-02-2017 r., s. 4-5)
Wyjaśnienie: stwierdzenie to zawiera błąd faktograficzny – w 2015 r. artykuł nie mógł powstać na bazie habilitacji, którą wydano na początku 2017 r.
5 A. „Podobnie artykuł Polish-Swiss Cooperation amoung International Organizations, opublikowany w języku angielskim na łamach polskiego czasopisma politologicznego 5A. „Polish Political Science Yearbook” 2015, vol. 44, ss. 75-92 stanowi w znacznej mierze powielenie podrozdziału 2.3 dzieła habilitacyjnego mającego nawet identyczny tytuł: „Współpraca polsko-szwajcarska na forum organizacji międzynarodowych”, (ss. 230-245) także nie może zostać zaliczona jako oryginalna publikacja naukowa – z uwagą jak wyżej”. (recenzja prof. G. Janusza z 23-03-2020 r., s. 8)
5 B. „Jedyny tekst w języku angielskim pt. Polish-Swiss Cooperation amoung International Organizations, opublikowany w prestiżowym polskim czasopiśmie naukowym jest powieleniem podrozdziału 2.3 rozprawy habilitacyjnej i ma identyczny tytuł: „Współpraca polsko-szwajcarska na forum organizacji międzynarodowych”, (s. 230-245).” (recenzja prof. T. Dmochowskiego z 5-03-2020 r., s. 6)
Wyjaśnienie: Obaj recenzenci powtarzają za recenzją prof. J. Fiszera ten sam błąd faktograficzny. Aspekty ochrony dóbr osobistych w recenzjach dorobku naukowego habilitanta, sporządzonych w ramach postępowania habilitacyjnego. Szczególnym smutkiem napawają deprecjonujące dorobek naukowy dr Żejmo uwagi pozamerytoryczne, które znalazły się w recenzjach dorobku naukowego habilitanta, sporządzonych w ramach postępowania habilitacyjnego, tym bardziej, gdy są nietrafne. Przykładem mogą być zastrzeżenia zawarte w recenzji prof. G. Nowika odnośnie warstwy językowej publikacji „Stosunki polsko-szwajcarskie. Przeszłość i teraźniejszość”. Co ciekawe obaj recenzenci – prof. Fiszer oraz prof. Nowik – krytykując warstwę językową pracy habilitanta, odnoszą się do tego samego, jednego akapitu dysertacji (czwarty akapit pracy, str. 8). Tym bardziej uaktualnia się zamieszczona już wcześniej w niniejszej opinii uwaga, że lektura recenzji skłania do refleksji, że recenzenci „na siłę” szukali w rozprawie Habilitanta mankamentów, „czepiając się” najdrobniejszych kwestii, często – jak się okazuje – niesłusznie. […] W recenzji prof. G. Janusza znajduje się stwierdzenie, że negatywną ocenę dorobku naukowego habilitanta, dokonaną przez recenzenta, powoduje „zastosowanie w treści dzieła habilitacyjnego metody ‘kopiuj – wklej’ z innych własnych publikacji” (str. 7 recenzji). Tak generalnie sformułowany zarzut odnosi się – zgodnie z oczywistą w odbiorze intencją recenzenta – do całości publikacji, mimo że w recenzji zabrakło konkretyzacji przywołanego zarzutu. […] Zabrakło natomiast konkretnych wskazań rzekomego stosowania przez habilitanta „metody ‘kopiuj – wklej’ z innych własnych publikacji”. To autor recenzji zastosował tą metodę i skopiował całe fragmenty tej recenzji prof. J. Fiszera z I habilitacji i teraz krzyczy „łapać złodzieja”. Nota bene, lektura recenzji wskazuje na to, że jej autor przeanalizował jedynie dwa pierwsze rozdziały publikacji, do nich bowiem zgłasza konkretne zastrzeżenia, zaś w stosunku do kolejnych rozdziałów ogranicza się jedynie do pobieżnego omówienia ich zawartości wg klucza „spisu treści”. W tym kontekście formułowanie generalnego zarzutu o stosowaniu „w treści dzieła habilitacyjnego metody ‘kopiuj – wklej’ z innych własnych publikacji”, wcześniej zaś stwierdzenie, iż rozdział pierwszy tegoż dzieła w stosunku do rozdziału drugiego doktoratu zawiera „powielenie wielu treści” (str. 4 recenzji) po pierwsze nie znajduje odzwierciedlenia w faktach, po drugie zaś stanowi naruszenie dóbr osobistych habilitanta takich jak: dobre imię, godność, pozycja zawodowa, prawo do niezakłóconego wykonywania działalności zawodowej czy prawo do twórczości naukowej.
Wnioski:
1. Przedstawione do analizy materiały, należące do dorobku naukowego dra Marka Żejmo, nie wskazują, aby doszło w nich do jakiegokolwiek naruszenia praw autorskich – tak autorskich praw majątkowych, jak i autorskich praw osobistych.
2. Marginalne wykorzystanie przez naukowca nieznacznych fragmentów jego wcześniejszych wypowiedzi naukowych w dziele chronologicznie późniejszym znajduje
usprawiedliwienie w sytuacji, gdy zainteresowania naukowe badacza koncentrują się wokół zbliżonego bądź jednakiego sensu largo obszaru badawczego. i nie może być
kwalifikowane jako nierzetelność naukowa. Nie jest również w żadnym razie naruszeniem jakichkolwiek praw wyłącznych, w tym praw autorskich.
3. Przedstawione do analizy recenzje dorobku naukowego dra Marka Żejmo, sporządzone w ramach postępowania habilitacyjnego, cechują się zbieżnością, która nie może zostać w realiach tego przypadku zakwalifikowana jako twórczość równoległa (paralelna), a co za tym idzie w recenzjach tych doszło do naruszenia zarówno autorskich praw majątkowych, jak i autorskich praw osobistych osób trzecich, co – używając pojęcia języka potocznego – należy określić jako plagiat.
4. W recenzjach dorobku naukowego dra Marka Żejmo, sporządzonych w ramach postępowania habilitacyjnego, doszło do naruszenie dóbr osobistych habilitanta takich
jak: dobre imię, godność, pozycja zawodowa, prawo do niezakłóconego wykonywania działalności zawodowej czy prawo do twórczości naukowej, poprzez stawianie
generalizujących zarzutów nieznajdujących oparcia w faktach oraz używanie słów wykraczających poza granice dozwolonej krytyki.
Podpisała - Joanna Hetman-Krajewska, Adwokat, radca prawny
Członek Komisji Prawa Autorskiego przy Ministrze Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2006-2018)
Poniżej przedstawiam konkluzje ekspertyzy innej biegłej sądowej i rzecznika patentowego dr. Darii Gęsickiej z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, która stwierdza, że: „Recenzja prof. Dr, hab. Grzegorza Janusza (UMCS w Lublinie) z uwagi na wykorzystanie w niej (przejęcie) fragmentu recenzji prof. dr hab. Józefa Fiszera budzi uzasadnione wątpliwości co do jej rzetelności oraz wiarygodności”.
Jak dowodnie wynika z załączonych opinii prawnych dwóch niezależnych kancelarii prawniczych specjalizujących się w prawie autorskim, prof. Grzegorz Janusz przepisał swoją recenzję z recenzji prof. J. Fiszera z poprzedniego postępowania habilitacyjnego. Podobnie jest z recenzją prof. T. Dmochowskiego.
Oświadczenie o cofnięciu wniosku i umorzeniu postępowania nastąpiło w wyniku stwierdzenia splagiatowania negatywnych recenzji z pierwszego postępowania, co jest
absolutnie niedopuszczalne. W tym przypadku recenzenci z góry założyli odrzucenie wniosku habilitacyjnego i nie zadali sobie nawet trudu zapoznania się z książką i korzystając niezgodnie z prawem z poprzednich negatywnych recenzji „na siłę” szukali argumentów na ocenę negatywną.
Jak wyliczyła biegła sądowa dr Joanna Hetman-Krajewska – wykorzystanie 45 linijek tekstu pochodzącego z doktoratu w liczącej ponad 600 stron pracy habilitacyjnej
jest bez najmniejszego znaczenia zwłaszcza, że owe 45 linijek jest rozproszone w kilku miejscach, ale wraz z przypisami do źródeł pochodzenia tych fragmentów tekstu.
Pracownik nauki ma obowiązek wyrażać swe opinie o cudzej pracy i dorobku naukowym w swoich recenzjach wnikliwie, bezstronnie i konkretnie. Opinie zdawkowe, grzecznościowe opinie przychylne, jak też złośliwe opinie negatywne są niedopuszczalne. Takie opinie nie tylko krzywdzą, ale i wysoce podrywają autorytet nauki w społeczeństwie i podważają prawo do samorządności środowiska.
Biegły Sądu Okręgowego w Warszawie z zakresu szkolnictwa wyższego powołany przez
Sąd Rejonowy Lublin-Zachód w mojej sprawie IC 487/22 sformułował następujące konkluzje na str. 36 i 38 swojej Opinii:
„Biegły zatem nie może i w tym przypadku orzec inaczej, jak tylko uznać fakt wystąpienia braku etyki Rady Naukowej Instytutu Nauk o Polityce i Administracji Wydziału Politologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowsiej w Lublinie w stosunku do postępowania w sprawie nadania stopnia doktora habilitowanego dr Markowi Żejmo”.
[…] „Kończąc tekst opinii biegłego należy podkreślić bardzo ważną kwestię, iż Instytut Nauk o Polityce i Administracji UMCS w Lublinie w odniesieniu do procesu uzyskiwania awansu naukowego Marka Żejmo dopuścił się kilku uchybień, które powinny być zauważone przez sąd orzekający. Biegły nazwał to nawet mocnym słowem – precedens w sprawie”.
III HABILITACJA
Negatywna ocena mego dorobku w świetle wyżej opisanych faktów musiała we mnie wzbudzić poczucie krzywdy i zderzenia się z brakiem obiektywizmu i niesprawiedliwością Komisji Habilitacyjnej. Podjąłem więc trzecią próbę na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Chcę podkreślić, że znam kilku profesorów, którzy do habilitacji podchodzili po kilka razy, więc ze mną nie jest najgorzej, ponieważ tym razem dwie recenzje były pozytywne, a dwie negatywne.
Dwie ostatnie, pozytywne konkluzje recenzji mego dorobku naukowego, które mimo mego wieku (73) zachęcają jednak do podjęcia kolejnej próby.
Natomiast informacje opublikowane przez A. Sochę w miesięczniku Debata, jak dowodnie przedstawiłem są cytatami pochodzącymi z meldunków sporządzonych przez tajnych agentów SB. Zatem meldunki te pochodzą z niezweryfikowanych źródeł i zawierają wyłącznie nieprawdę. Także ostatnia informacja w Debacie z 13.09.2023 r., w której autor twierdzi, jakobym starał się o habilitację na UWM-ie jest nieprawdziwa. Nigdy takich starań nie podjąłem.
Marek Żejmo
Od redakcji: poniżej linki do artykułów Adama Sochy:


Skomentuj
Komentuj jako gość