„Pieniądze z dotacji na Helper dostawała od mojej żony Katarzyny K. również Iwona Arent. To było za lobbowanie w Warszawie na rzecz Helpera. Wojewoda Marian P. od przyznanych dotacji dostawał prowizję” – zeznał Arkadiusz Sz. pierwszy mąż prezes Helpera Katarzyny K. Poseł Iwona Arent odpisała mi, że to są pomówienia. Marian P. nie odpowiedział.
Po uruchomieniu w 2011 roku pierwszego Środowiskowego Domu Samopomocy Helpera w Marcinkowie, jak zeznał Arkadiusz Sz., wójt Purdy Jerzy Laskowski zaproponował im przejęcie na drugi ŚDS budynku po byłej szkole w Prejłowie.
Był jeden problem. W tej gminie był już od 2008 roku znakomicie funkcjonujący Środowiskowy Dom Samopomocy „Dom Św. Mikołaja” w Klebarku Wielkim, prowadzony przez Fundację Polskich Kawalerów Maltańskich na 40 miejsc, dla osób z gminy Purda i Barczewo. Jak czytam w biuletynie Zakonu Kawalerów Maltańskich z 2012 roku ŚDS o pow. 420 mkw miał bardzo dobrą bazę lokalową (obiekt należy do Kościoła) i prowadził prężną działalność. Zakon z tego tytułu otrzymywał nagrody
Gmina miała więc zaspokojone potrzeby w tym względzie. Żeby zapełnić 60 miejsc w Marcinkowie Arkadiusz Sz. wraz z pracownicą GOPS Teresą Chrostowską musieli jeździć po domach i namawiać do uczestnictwa w zajęciach. Szukano chętnych aż w trzech gminach, oprócz Purdy, także w gminie Stawiguda i Pasym, z którymi Purda podpisała umowę.
Nagle w ŚDS w Klebarku zjawił się strażak i napisał, że obiekt trzeba zamknąć, gdyż nie spełnia warunków ppoż. Fundacja poddała się. Sprzęt i część podopiecznych trafiło do Prejłowa. Obecnie w tym obiekcie mieszkają klerycy roku „O” i już nie ma zagrożenia.
Scenariusz na uzyskanie dotacji na remont budynku poszkolnego w Prejłowie był taki sam jak w przypadku Marcinkowa. We wniosku o dotację Zarząd Helpera wpisał kwotę na remont 500 tys. zł. Dostał 26 lipca 2012 r budynek w dzierżawę na 10 lat. Dom miał ruszyć 1 stycznia 2013 roku,
„Wójt Gminy Purda, pan Laskowski wiedział o tym, że dom w Prejłowie nie zaczął funkcjonować w dacie, kiedy przyznawana była już dotacja na funkcjonowanie – zeznał Arkadiusz Sz. - Prejłowo to mała miejscowość i każdy o wszystkim wie. Pieniądze z dotacji przeznaczone na funkcjonowanie ŚDS-u w Prejłowie w okresie, kiedy w rzeczywistości on jeszcze nie funkcjonował, były przeznaczone na inne cele”.
Helper dostał więcej niż wszystkie szkoły w gminie Purda
Arkadiusz Sz. ma rację, że mieszkańcy Prejłowa wiedzieli o „przekręcie”. Zareagowali po tym, jak Katarzyna K. zabroniła odprawiania niedzielnych Mszy św. w sali gimnastycznej. Napisali do wojewody anonim, w którym zapytali, dlaczego dał dotację na remont 1,3 mln zł, skoro Helper w umowie zadeklarował wykonanie za 0,5 mln zł? Zrobili też awanturę wójtowi Laskowskiemu na zebraniu we wsi. Na remont ŚDS w Marcinkowie, który miał kosztować 594 500 zł, wojewoda przyznał 3 397 245 zł + na bieżącą działalność w latach 2010-12 – 2 818 500 zł. Skarbnik gminy Teresa Gil zeznała, że była zbulwersowana, gdy wojewoda przyznał na ŚDS w Prejłowie, w listopadzie 2013 roku, 4 mln zł, do wydania do końca roku („przecież to było nierealne”), gdy subwencja oświatowa na wszystkie szkoły w gminie w tym samym roku wynosiła 3,5 mln zł.
„Wojewoda Marian P. otrzymywał swoją dolę”
Poniżej dalsze zeznania Arkadiusza Sz. złożone przed prokuratorem, odczytane na rozprawie w Sądzie Okręgowym w Olsztynie, potwierdzone przez niego i uzupełnione.
„Moja była żona przez wiele lat brała czynny udział w polityce i znała różnych polityków i pewnie na jakimś spotkaniu, kolacji poznała wojewodę Mariana P. (lat 71, w PRL etatowy działacz ZSL, następnie członek PSL, powołany na wojewodę warmińsko-mazurskiego pierwszy raz w 2007 roku i ponownie w grudniu 2011 roku – przypis A.Socha). Katarzyna miała do P. numer nie tylko służbowy, ale i prywatny. Wiedziała, jakie są pieniądze w budżecie województwa, które będą przeznaczone na ŚDS-y i na podstawie tej wiedzy pisała wnioski. Większość bądź wszystkie wnioski, decyzje, ustalenia w sprawie jakichkolwiek dotacji najpierw ustalała z wojewodą Marianem P.
Gmina była jedynie pośrednikiem w przekazaniu dotacji.
Pretekstem do pisania wniosków na wysokie dotacje były wymogi dotyczące standaryzacji ŚDS-ów (obiekty na ŚDS muszą spełniać odpowiednie warunki – przypis A.Socha). Była taka sytuacja, że na ten sam cel zostały uzyskane dotacje z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i z Urzędu Wojewódzkiego (na ekologiczny piec w ŚDS w Olsztynie – przypis A.Socha). Piec został zamontowany za dotację od wojewody, a kwota z Funduszu 762 tys. zł została przywłaszczona.
Marian P. był z mojej żoną na stopie koleżeńskiej, raz czy dwa razy był u nas w domu i wtedy go poznałem. Marian P. miał świadomość, że część tych pieniędzy z dotacji jest przywłaszczana. Marian P. otrzymywał swoją dolę z przywłaszczonych pieniędzy.
Była taka sytuacja, że Katarzyna wysyłała mnie do bankomatu, żebym z rachunku Helpera wybrał 20 tysięcy oraz różne inne kwoty na przykład 50 tysięcy i te pieniądze były przekazywane wojewodzie. Katarzyna o tym mnie informowała, informowała też skarbniczkę Marzenę H., ponieważ musiała przed Marzeną z tych pieniędzy się rozliczyć. Było to płacone P. za to, że podpisywał wnioski o dotację. Nie jestem w stanie wskazać łącznie kwoty, jaka została przekazana wojewodzie za przyznawanie dotacji Helperowi.
Była taka sytuacja, że pokłóciliśmy się z Katarzyną, że jeżeli nie dam jej 20 tysięcy czy jakiejś innej kwoty, to ona nie będzie mogła zapłacić P. i wtedy on nie podpisze kolejnej dotacji.
My nie mieliśmy pieniędzy z innych źródeł. Wszystkie pieniądze, które były komukolwiek przekazywane, pochodziły z dotacji. Nasze prywatne zakupy wrzucaliśmy w koszty Helpera, nawet zakupy żywności na śniadanie, w sklepie obok naszego domu na Radiowej.
Współpraca z wojewodą trwała jeszcze po tym, jak ja już zakończyłem pracę w Helperze (w maju 2013 roku). Jeszcze w czasie rozwodu, maj, czerwiec 2013 roku, Katarzyna mówiła, że potrzebuje pieniędzy, żeby zapłacić wojewodzie. Nie byłem świadkiem, jak żona wręczała P. pieniądze. Kiedyś tylko widziałem w jej kalendarzu zapiski. Były tam nazwiska i wśród nich było „Maniek” i kwota. Katarzyna i Marzena, rozmawiając o spotkaniach z Marianem P. używały pseudonimów Maniek, Maniuś, Wujek. Było to po to, żeby nikt nie skojarzył o kogo chodzi.
„Pieniądze z dotacji dostawała również Iwona Arent”.
Były to kwoty 50 tysięcy, raz było 200 tysięcy. Pamiętam, że było napisane „Iwona – kampania”. Moim zdaniem moja była żona wspomagała Iwonę Arent finansowo w kampanii wyborczej, w zamian za lobbowanie w Warszawie za Helperem, umawianie żony w ministerstwie pracy lub z jakimś posłem, który miał znajomości w tym ministerstwie. Moja żona chciała załatwiać wyższe dotacje już na szczeblu ministerstwa. Ja nie byłem świadkiem tych rozmów, tylko po czasie poukładałem to w całość.
W ministerstwie załatwiane były dotacje jeszcze przed ogłoszeniem konkursów, które docelowo poprzez województwo i gminy miały być przekazywane Helperowi. W tym wszystkim uczestniczyła pani Arent. Za to też dostawała pieniądze od Katarzyny K. W okresie, gdy jeszcze byliśmy małżeństwem. Katarzyna mówiła mi, że bierze pieniądze, które przekaże Iwonie Arent. Przekazała jej też pieniądze na kampanię wyborczą.
Były takie sytuacje, że inne środowiskowe domy nienależące do Helpera dostawały małe dotacje niewystarczające na ich funkcjonowanie, a Helper otrzymywał bardzo duże środki. Katarzyna K. bardzo dobrze znała wojewodę Mariana P. i miała pewność, że będzie otrzymywała duże dotacje. Byli w tak zażyłych relacjach, że jak wojewoda zachorował, to moja żona woziła mu do domu posiłki”.
RAPORT NIK: „Potencjalny obszar o charakterze korupcyjnym”
Jak czytamy w raporcie NIK z 2017 roku, pt. „Funkcjonowanie ŚDS w woj. warmińsko-mazurskim”, w latach 2013-2016 Helper uzyskał 51 mln zł dotacji na prowadzenie i rozwój 6 ŚDS-ów, co stanowiło 22% wydatków poniesionych na 70 ŚDS w województwie oraz 22 700 000 zł na utworzenie nowych ośrodków, co stanowiło 64% środków.
Przy tym wnioski Helpera o dotacje wojewoda akceptował, mimo że nie nie zostały poparte żadnymi wiarygodnymi analizami, określającymi potrzeby gmin utworzenia nowych ośrodków wsparcia dla osób z zaburzeniami psychicznymi. W tym samym czasie, wojewoda odmówił trzem innym samorządom dofinansowania rozbudowy istniejących placówek, mimo że ich wnioski były szczegółowo uzasadnione.
NIK również zwracał uwagę, że „brak transparentności w podejmowaniu decyzji o dofinansowaniu stanowić mogło potencjalny obszar o charakterze korupcyjnym”.
– przypis A. Socha
„Woziliśmy kosze prezentowe dla polityków i urzędników”
„Ja z Katarzyną K. i z Jackiem H. (mężem skarbnik Helpera) jeździliśmy do Warszawy z koszami prezentowymi dla Jolanty Ł. z ministerstwa pracy, która miała wpływ na wysokość dotacji oraz innych pomocnych polityków – ciąg dalszy zeznań Arkadiusza Sz.
(Na pytania wysłane do Jolanty Ł. na mail rzecznika prasowego ministerstwa, rzecznik odpisał: „Jolanta Ł. była Naczelnikiem Wydziału Usług w Pomocy Społecznej, w Departamencie Pomocy i Integracji Społecznej. Zakończyła zatrudnienie 25 stycznia 2019 r.”).
„Prezenty dostawała też Iwona Arent. Były to drogie kosmetyki, alkohole, ekskluzywne torebki, kawa, słodycze, węgorze – zeznanie Arkadiusza Sz. - Nie widziałam żadnych luksusowych prezentów dla podopiecznych ŚDS. Podopieczni dostawali na Mikołaja upominki typu czekoladki, pomarańcze. Luksusowe były dla wojewody Mariana P., Iwony Arent, Edyty Jędrzejewskiej, jeszcze dla kilku osób, ale ich nie znam. Nie potrafię powiedzieć, jaki był koszt takiej paczki. Wiedziałem, dla kogo są przeznaczone. Była zrobiona przez żonę lista, komu jaka paczka i z czym”
Arkadiusz Sz. przekazał podczas składania wyjaśnień sądowi kartki ze spisem prezentów. Czytamy tam: „Zakup św. – kosmetyki 2010, krem, krem do rąk, Dior, Lancome, Armani, 200 nalewka. 100 wino, 100 kwiaciarnia op/230 krawat, 1000 słodycze, 240 koszyk, 1870 kosmetyki, 250 szampan. Razem 3760. Wydatki 500 – torebka Iwona, PRALKA MANIEK, KUBA WYNAGRODZENIE, IWONA ODZIEŻ 30 000, IWONA DAGLAS 400”.
„Te paczki były przygotowywane kilkakrotnie na Święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc – zeznał Arkadiusz Sz. - Ja tych paczek nie wręczałem, tylko żona. Ja je tylko nosiłem. Paczki były za pieniądze, które dostawaliśmy na prowadzenie ŚDS. Potem faktury szły do księgowej”.
Arkadiusz Sz. do protokołu sądowego złożył też wydruk z konta bankowego Helpera, z pobranymi kwotami po 20, 30, 50, 200 tys. zł i z imionami lub pseudonimami przy tych kwotach: Iwona, Marian, Maniek, Jola. Na wydruku w prawym górnym rogu odręczne zapiski, wg Arkadiusza Sz., poczynione przez jego byłą żonę: „100 000 KAMP., 300 000 MAN, 200 000 I RATA”.
Arkadiusz Sz. objaśnił w sądzie, cytuję: „KAMP. oznacza „kampania wyborcza”. Są to kwoty przeznaczone na kampanię wyborczą dla wojewody Mariana P. oraz 200 tys, zł dla Iwony Arent”.
Nagrania rozmów Katarzyny K. z wojewodą
Podczas rozprawy sądowej Arkadiusz Sz. przekazał także sądowi pendrive z nagraniami rozmów pomiędzy nim a jego ówczesna żoną Katarzyną K. oraz ich stenogramy. Następnie zeznał:
„Rozmowy te ja rejestrowałam, w 2013 roku, mniej więcej czerwiec, lipiec, sierpień. Rejestrowałam to dyktafonem. Potrzebne mi to było do sprawy rozwodowej, bo chciałam udowodnić romans żony z Tomaszem Kaczmarkiem. Wybrałem dla Wysokiego Sądu te dialogi, które według mnie mogą być istotne dla tego postępowania.
Dialog oznaczony numer 50 dotyczy załatwienia przez Katarzynę K. pieniędzy z Marianem P., wojewodą. Dialog ten świadczy o tym, że Katarzyna K. była z wojewodą w Warszawie, że załatwiali nieformalnie pieniądze dla Halpera. Nazwisko, które pada w dialogu, „Kosiniak”, dotyczy Władysława Kosiniaka-Kamysza.
(W. Kosiniak-Kamysz był w latach 2011-2015 ministrem pracy – przypis A.Socha).
Dialog numer 41 też dotyczy pieniędzy, które uzyskała Katarzyna K. od wojewody Mariana P. Nie wiem na co zostały przeznaczone. Katarzyna K. z Marianem P. często spotykali się prywatnie. W 2013, nie wiem w jakim miesiącu, Katarzyna zadzwoniła do mnie i powiedziała, że kupiła Porsche Cayenne. Ja nie wiem z jakich to było pieniędzy. Jeździła nim ona i Tomasz Kaczmarek. Potem tym samochodem mieli stłuczkę, o której pisała prasa.
Ja wtedy nie wiedziałam, że Katarzyna K. założyła spółki Public Media, Promo i Plaza. Nie wiedziałam o tym, że spółki wystawiają faktury na Helpera.
Dialog numer 36 dotyczy podziału naszego majątku. Moja była żona chciała jak najszybciej rozliczyć między nami nieruchomości, które mieliśmy. Mi mówiła, że chce kupić pół domu na Kajakowej [w tym domu Tomasz Kaczmarek ulokował swoich rodziców, których sprowadził z Wrocławia, o remoncie tego domu informowały media - przypis A.Socha] i potrzebowała na to pieniędzy.
Obiecała też Marianowi P. jakieś pieniądze. Ja wywnioskowałam z szeregu rozmów, że Katarzyna K. była winna Marianowi P. pieniądze za dotację. Była to kwota około 300 tysięcy. Marian P. obiecał Katarzynie kolejną dotację na Helpera w wysokości półtora miliona złotych, ale w związku z tym, że ona nie rozliczyła się z z nim z poprzedniej dotacji, to Helper nie otrzymał kolejnej. Ja z Marianem P. rozmawiałam raz, może dwa razy przez telefon. Rozmowy te dotyczyły moich relacji z moją byłą żoną. O pieniądzach nigdy z nim nie rozmawiałem. Zablefowałem Katarzynie, że wojewoda żadnych 300 tysięcy nie chce. Ona zarzuciła mi kłamstwo. Jestem przekonany, że wielkość dotacji jakie dostawał Helper to były decyzje Mariana P. i Katarzyny K. W tym wszystkim też brała udział Marzena H.
Nie jest możliwe, by było przypadkiem, że Helper dostawał znacznie więcej środków niż wszystkie inne ŚDS-y w całym województwie. Marian P. w mojej obecności był jeden raz u nas w domu. Ja w tej rozmowie nie uczestniczyłam, bo zajmowałam się dziećmi. Nie wiem czego dotyczyła rozmowa. Z nagranych rozmów wynikało, że mają bardzo osobiste kontakty. Dalej z tego dialogu wynika, że 150 tys. miało pójść na Mariana P., a my wartość nieruchomości w wysokości 600 tys. mieliśmy podzielić na pół.
Dialog nr 153 również dotyczy naszych rozliczeń majątkowych. Mieszkanie za 400 tysięcy, to mieszkanie na Kajakowej. Ostatecznie ja Katarzynie K. spłaciłem około 100 tysięcy, ale nie miałem na to żadnego pokwitowania. Ja nie wiem skąd Katarzyna K. miała pieniądze na mieszkanie na Kajakowej.
Ona mi zarzuca, że ja wyprowadziłem pieniądze z Helpera. Oczywiście, ja wypłacałam duże kwoty z rachunku Helpera, z bankomatu. Były to kwoty rzędu 20-40 tysięcy. Były to pieniądze przeznaczone na działalność Helpera. Nie wiem dlaczego w Helperze była taka praktyka, że pieniądze były płacone wykonawcom do ręki. Nie wiem dlaczego nie płacono przelewami. Wszystko to było robione po to, żeby powstał jak największy galimatias. Nie było takich sytuacji, żebym w tajemnicy przed Katarzyną wypłacał pieniądze z bankomatu i przeznaczał je na własne cele. Katarzyna i Marzena miały wgląd do historii rachunków i wiedziały o każdej wypłacie. Ja z każdej wypłaty musiałam się przed nimi rozliczyć.
Były takie sytuacje, że z bankomatu były wypłacane wyższe kwoty niż te, które trzeba było przeznaczyć na działalność Helpera. I tą nadwyżkę przeznaczaliśmy na nasze prywatne cele, ale o tym wszystkim wiedziała Katarzyna i Marzena H. Marzena pieniądze z Helpera przeznaczała na swoje osobiste wydatki. Katarzyna twierdziła, że ja zabrałam wszystkie pieniądze z Helpera, ale to nie jest prawda. Nie wiem, na czym ona się opiera. Z całej tej działalności ona miała profity.
Wiem na pewno, że z pieniędzy z Helpera kupiła z Marzeną H. budynek na Gietkowskiej 5. Ja nazywam go w dialogu hotelem. Kwota 200 tysięcy to był mój profit z działalności w Helperze, z czego połowę oddałem Katarzynie K. w ramach podziału majątku.
„Helper sponsorował imieniny Iwony Arent”
„Początkowa część dialogu nr 36 dotyczy Iwony Arent. Wynika z niego, że Helper sponsorował imieniny Iwony Arent – zeznaje dalej Arkadiusz Sz. - Były one organizowane w pensjonacie Marzeny i Jacka H. Na ten czas pensjonat był zamknięty. Helper płacił za to wszystko z nieoficjalnych pieniędzy. Z dialogu tego wynika, że pieniądze poselskie, które musiała rozdysponowywać Iwona Arent w rzeczywistości nie były przeznaczone na właściwe cele, ale Marzena H. wystawiała jej gościom nierzetelne faktury na noclegi. Czasami goście Iwony Arent rzeczywiście korzystali z noclegów w pensjonacie, ale czasami były to lewe faktury”.
Poseł Iwona Arent: „To pomówienia”
Wysłałem te zeznania poseł Iwonie Arent wraz z pytaniami:
1. Czy otrzymywała Pani od Katarzyny Sz. (później K.) pieniądze i drogie prezenty za lobbowanie na rzecz Helpera?
2. Czy to Pani Poseł poznała oskarżoną Katarzynę Sz. z dyrektor departamentu w ministerstwie pracy Jolantą Ł.?
3. Oskarżona Katarzyna K. składając w sądzie wyjaśnienia powiedziała, że politycy PiS naciskali na nią, żeby zatrudniała w domach prowadzonych przez Helpera działaczy tej partii. Oskarżona nie podała kogo imiennie zatrudniła. Oskarżony Arkadiusz Sz. zeznał, cytuję: „W Helperze był zatrudniony syn Iwony Arent, to był młody człowiek, który miał jakieś problemy i praca z osobami starszymi miała mu pomóc. W rzeczywistości on w ogóle nie pracował, może pojawił się raz, dwa razy”. Pani syn Michał Arent figurował na listach pracowników tych domów, jednak pracownicy tych domów zeznali, że widzieli go może raz, dwa razy.
Czy Pani zabiegała lub naciskała na oskarżoną Katarzynę Sz., by zatrudniła w ŚDS Pani syna?
4. Z akt śledztwa wynika też, że w spółce Public Media Promo, której prezesem był Jacek H., mąż skarbnik Helpera a właścicielką Katarzyna K., został fikcyjnie zatrudniony Pani ówczesny partner Adam Sz. Czy to na Pani prośbę Adam Sz. został zatrudniony w tej spółce?
5. Czy to dzięki Pani Poseł na jubileuszu 5-lecia Helpera obecni byli ministrowie, politycy PiS (m.in. poseł Adam Lipiński)?
6. Oskarżony Piotr Grzymowicz, także jego pełnomocnik, składali wniosek do prokuratura, a następnie do sądu o przesłuchanie Pani. Sąd do tej pory nie rozpatrzył tego wniosku. P. Grzymowicz powiedział w sądzie, że gdy w 2015 roku nie przedłużył umowy z Helperem, gdy już wiedział, że ma do czynienia z ludźmi, którzy „uczynili ze złodziejstwa źródło dochodu”, to zadzwoniła do niego poseł Iwona Arent, naciskając, by podpisał umowę z Helperem i zapewniając, że wszystko będzie dobrze.
Czym należy tłumaczyć tak niezwykłe zaangażowanie Pani Poseł w lobbowanie na rzecz Helpera i obronę tego stowarzyszenia, po tym, gdy wojewoda Marian P. otrzymał w 2015 roku notę sygnalizacyjną z Urzędu Kontroli Skarbowej w Olsztynie o ogromnej skali nadużyć finansowych Helpera? Po ujawnieniu skali nadużyć finansowych przez kontrolę finansów Helpera za wojewody Artura Chojeckiego, atakowała Pani i składała zawiadomienie do prokuratury na dyrektora Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie Marcina Jastrzębskiego, na policjantów prowadzących śledztwo w sprawie Helpera i prokuratora Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, wywierała Pani presję na wojewodę Artura Chojeckiego licznymi pismami, by nadal przekazywał Helperowi dotacje. Również mnie, jako dziennikarza opisującego śledztwo w sprawie Helpera, chciała Pani zniszczyć, pozwała do sądu, domagała się od prezesa Radia Olsztyn zwolnienia mnie.
7. Czy Pani uważa, tak jak Katarzyna i Tomasz K., iż padli oni ofiarą zemsty byłych ministrów Mariusza Kamińskiego, Michała Wąsika i Ernesta Bejdy?
8. Czy nadal wierzy Pani Poseł w niewinność kierownictwa Helpera: Katarzyny K. i Marzeny H. i nadal utrzymuje z tymi osobami kontakty towarzyskie?
9. Czy Helper sponsorował Pani imieniny w pensjonacie Marzeny i Jacka H.
ODPOWIEDŹ POSEŁ IWONY ARENT
Panie Redaktorze,
Wszystkie stawiane pod moim adresem zarzuty to kompletne kłamstwa i bzdury. Nigdy nie otrzymałam żadnych pieniędzy ani prezentów od Katarzyny Sz. (K.) czy kogokolwiek związanego z Helperem. To są absurdalne pomówienia, które nie mają żadnego pokrycia w faktach. Nie znam żadnej Jolanty Ł. i nigdy w życiu nie miałam z nią styczności. Wszystko, co na mój temat pada w tej sprawie, to insynuacje bez żadnych dowodów.
[Po 2015 roku poseł Iwona Arent przekazał mi pismo, które wystosowała do wojewody Artura Chojedckiego oraz minister rodziny, pracy i polityki społecznej, w którym zwróciła się o zbadanie, czy istnieje układ korupcyjny, na którego czele stoi zastępca dyrektora Wydziału Polityki Społecznej Joanna Jabłonka-Kastrau, i jej mąż Zenon Kastrau, przewodniczący Forum Środowiskowych Domów Samopomocy Woj. Warmińsko-Mazurskiego. Twierdziła, że osoby te mają być w układach towarzyskich z urzędniczkami ministerstwa Krystyną Wyrwicką i Jolantą Ł., dzięki czemu otrzymują dotacje na wskazane przez nich środowiskowe domy. Postępowanie w ministerstwie i w urzędzie wojewwódzkim nie potwierdzoiło zarzutów poseł - przypis A.Socha]
Tego typu zarzuty stanowią zniesławienie i naruszają moje dobra osobiste w postaci godności i dobrego imienia. Przypominam Panu, że zgodnie z art.13 Prawa Prasowego dziennikarz ma obowiązek obiektywnie relacjonować przebieg postępowania, a nie przeinaczać fakty, wydawać opinię i rozstrzygać o wynikach postępowania. Twierdzenia oskarżonego Arkadiusza Sz. nie są prawdziwe a prawdopodobnie są przyjętą przez niego linią obrony. Twierdzenia Arkadiusza Sz. są tym bardziej absurdalne bo jako mieszkanka Olsztyna nie mogę korzystać z noclegów na terenie miasta Olsztyna. Wszystkie organizowane imprezy prywatne i rodzinne zawsze opłacam ze swoich prywatnych środków. Prywatne rozmowy między oskarżonymi, którzy w czasie tych rozmów pozostawali małżeństwem, są ich małżeńskimi sprawami.
Iwona Arent, Poseł na Sejm RP.
Odpowiedź Prokuratury Regionalnej w Białymstoku na moje pytanie, dlaczego Iwona Arent nie została przesłuchana:
W odpowiedzi na zapytanie z dnia 27 sierpnia 2025 r. informuję, że ustalenia faktyczne poczynione w toku śledztwa o sygn. RP I Ds 4.2016 na podstawie wszystkich zgromadzonych dowodów nie doprowadziły do przedstawienia zarzutów popełnienia przestępstwa przyjmowania korzyści majątkowych przez osoby pełniące funkcje publiczne. W śledztwie nie przesłuchano Iwony Arent ani Jolanty Ł.
RZECZNIK PRASOWY PROKURATURY REGIONALNEJ W BIAŁYMSTOKU
Zbigniew Szpiczko
Były wojewoda Marian P. nie odpowiedział na moje pytania. Jego pełnomocnik wystąpiła do sądu o wyłączenie jej klienta ze sprawy w związku z niepoczytalnością w czasie podejmowania decyzji jako wojewoda oraz z uwagi na obecny stan zdrowia. Sędzia skierowała Mariana P. na badania. Lekarz psychiatra nie potwierdził, by w czasie sprawowania urzędu wojewody Marian P. był niepoczytalny, natomiast potwierdził, że stan jego zdrowia obecnie wyklucza go z udziału w procesie.
Adam Socha (priv mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.)
W następnej części, jak tłumaczą oskarżeni wójtowie Purdy, Jedwabna, burmistrz Reszla i prezydent Olsztyna podpisanie umowy z Helperem i brak kontroli nad celowościa wydatkowania dotacji oraz rola w procederze bezrobotnego Henryka Cz. z Bartoszyc, który w 2012 roku zarejestrował spółkę i stał się generalnym wykonawcą wszystkich remontów obiektów wydzierżawionych bezpłatnie Helperowi przez samorządy - jak zeznał Arkadiusz Sz. - "Henryk Cz. był słupem Helpera".
Na zdjęciu:
1. Gala 5-lecia Helpera w Centrum Konferencyjnym UWM, 2015 rok, od lewej ówczesny wicemister pracy St. Szwed, prezes Helpera Katarzyna K., senator PO, rektor UWM Ryszard Górecki, poseł PiS Iwona Arent, skarbnik Helpera Marzena H. i wojewoda Marian P., fot. A.Socha
2. Budynek ŚDS w Prejłowie.


Skomentuj
Komentuj jako gość