Po raz kolejny protest katolików został wywołany z powodu użycia ikony Matki Boskiej Częstochowskiej w celach pozareligijnych. Tym razem ikona została użyta jako plakat spektaklu w Teatrze im. Jaracza w Olsztynie pt. „Wszyscy jesteśmy Belén”, który został rozlepiony na ulicach Olsztyna, w okresie Adwentu, radosnego oczekiwania i duchowego przygotowania na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa oraz przypominającego historyczne oczekiwanie na Jego narodziny.
(Na fotomontażu zestawienie ikony Matki Boskiej Częstochowskiej z plakatem Teatru Jaracza)
W tej sprawie radni i posłowie PiS z Olsztyna wystosowali Oświadczenie do marszałka województwa i minister kultury, w którym czytamy m.in:
„Obraz ten jest dla Polaków nie tylko symbolem kultu religijnego, ale również częścią naszych dziejów i tożsamości narodowej. Tego rodzaju działania: naruszają powagę symboli religijnych, ranią ludzi wierzących, prowadzą do niepotrzebnych napięć społecznych oraz nie mieszczą się w granicach misji instytucji finansowanych ze środków publicznych”. Sygnatariusze zażądali usunięcia plakatu z przestrzeni publicznej i wyciągnięcia konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za plakat.
Jako że adresaci nie zareagowali, autorzy Oświadczenia zamierzają złożyć zawiadomienie do prokuratury o naruszenie Art. 196 kk dotyczącego obrazy uczuć religijnych. Jak dotąd takie skargi kończyły się odmową wszczęcia postępowania albo umorzeniem w sądach.
Głos zabrała też kuria Archidiecezji Warmińskiej odpowiadając na apel m.in. „Bractwa – Przedmurza Olsztyn”, „o reakcję w sprawie bluźnierczej grafiki”. Zdaniem działaczy zarówno treść i wydźwięk książki, na której został oparty spektakl oraz wygląd plakatu „jednoznacznie wskazuje na to, że spektakl, będzie kolejnym narzędziem do promowania cywilizacji śmierci, wartości antykatolickich, antypolskich i antyrodzinnych”.
„Archidiecezja Warmińska zdecydowanie przyłącza się do tego sprzeciwu – czytamy w Oświadczeniu kurii. - Jednocześnie apeluje do organizatorów życia kulturalnego, aby w swoich działaniach uwzględniali wrażliwość religijną mieszkańców naszego regionu. Z pełnym szacunkiem dla wolności artystycznej przypominamy, że wolność ta nie zwalnia z odpowiedzialności za treści, które nie mogą uderzać w to, co dla wielu osób jest najświętsze”.
Dyrektor teatru Paweł Dobrowolski odpowiedział w Oświadczeniu na stronie teatru, że „nie było i nie ma w naszych działaniach zamiaru obrażania uczuć religijnych ani profanowania świętych symboli.
Grafika towarzysząca przedstawieniu nie odwołuje się do żadnego konkretnego, czczonego wizerunku Maryi i nie stanowi reinterpretacji Matki Bożej Częstochowskiej. Jest symboliczną próbą ukazania doświadczenia kobiety, która — podobnie jak Maryja w Betlejem — znalazła się poza ochroną prawa, szukając wsparcia i schronienia. To odwołanie do uniwersalnej historii o kobiecie brzemiennej, bezbronnej wobec niesprawiedliwości, tak mocno obecnej w chrześcijańskiej tradycji”.
Dyrektor teatru: „Ikona nie może być własnością tylko jednej opcji”
Rozmawiałem tego samego dnia telefonicznie z dyrektorem teatru Pawłem Dobrowolskim, który deklaruje się jako katolik i gej.

- Panie dyrektorze, jaki związek ma historia dziewczyny z Argentyny z historią Marii z Nazaretu?
Mam poczucie, że doszło do nieporozumienia. Oczywiście plakat funkcjonuje w przestrzeni publicznej własnym życiem, jako autonomiczne dzieło, jednak jest on ściśle związany ze spektaklem, który w istocie w ogóle nie podejmuje tematyki religijnej. Opowiada on o skazaniu niewinnej dziewczyny za samoistne poronienie.
Jedyny kontekst religijny, jaki pojawia się w tytule spektaklu, wynika z imienia bohaterki — Belén (Betlejem). Nie jest to imię przypadkowe. Zostało ono nadane tej dziewczynie po to, by podkreślić jej symboliczne, wspólne doświadczenie z Maryją, która — będąc brzemienna — dopiero w Betlejem (w ubogiej stajence, wśród zwierząt) znalazła schronienie.
Jej historię można porównać do losów niewinnie skazanego Tomasza Komendy, przedstawionych w filmie „25 lat niewinności”. Podobnych doświadczeń doświadczył również mój brat Maciej, kibic Legii Warszawa, który spędził 40 miesięcy w areszcie śledczym. W sprawie jego uwolnienia odbywały się protesty społeczne pod hasłem „Uwolnić Maćka”. Do dziś sprawa ta pozostaje w toku sądowym. (Maciej Dobrowolski zatrzymany został jako podejrzany o przynależność do zorganizowanej grupy przestępczej. Był ofiarą odwetu państwa rządzonego przez PO/PSL na kibicach, którzy na stadionach wznosili hasło „Donald matole, twój rząd obalą kibole”. Paweł nie podziela poglądów politycznych brata Macieja – przypis A.Socha).
Bohaterka reportażu Any Eleny Correi, na podstawie którego powstał spektakl, pochodziła z ubogiej rodziny i nie była świadoma swojej ciąży, dlatego nawet nie rozważała aborcji ani nie angażowała się w walkę o prawa kobiet do jej legalizacji.
- Tym bardziej, w moim odbiorze, wybranie na plakat ewidentnie symbolu Matki Boskiej, jest w połączeniu z historią tej dziewczyny karkołomny. Mnie to w ogóle zdumiewa, dlaczego ruchy feministyczne, progresywne, lewicowe ciągle, że tak powiem, żerują na tym wizerunku Matki Boskiej? A to ubierają w tęczową aureolę, a to, jak w "Wysokich Obcasach, dodatku do "Gazety Wyborczej", na święto Bożego Narodzenia zamieszczono grafikę Matki Boskiej z maseczkę z błyskawicą oraz czarną parasolką - symbolami Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, przeciwko zaostrzeniu przepisów aborcyjnych i podpisano ten rysunek: "WO życzą wszystkim kobietom wolności - w Boże Narodzenie i nie tylko", redukując wolność kobiet do prawa do aborcji na życzenie.
W innych szyderczych wizerunkach MBC, używanych na proaborcyjnych demonstracjach i na Marszach Równości LGBTQ+ wkłada się Matce Boskiej w usta banana – symbol penisa, redukuje Jej portret do waginy. Artystka z Wrocławia produkuje figurkę Matki Boskiej jako: „Cipkomaryjkę, która ma teraz nową funkcję. Malowana w tęczowy wzór kosztuje 80 złotych, a dochód z jej sprzedaży zostanie przekazany Kampanii Przeciw Homofobii. Ważna jest teraz edukacja i wsparcie, a żeby to się udało potrzebna jest kasa” – oznajmiła wrocławska “artystka”, prezentując figurki Matki Boskiej w kształcie waginy.
W performance wystawionym wcześniej w Teatrze Jaracza pt. „Nie smućcie się. Ja zawsze będę z wami”, przedstawiający jedną z wizjonerek z Gietrzwałdu, Justynę Szafryńską, jako buntowniczkę, która odrzuca życie zakonne i Kościół, co jest kłamstwem ze strony twórców spektaklu, występuje chór sześciu Matek Boskich z przyczepionymi do szat mieczami, nożami.
-
artystka z Wrocławia z
artystka z Wrocławia z
-
Wysokie Obcasy
Wysokie Obcasy
-
-
-
Marsz Równości w Gdańsku
Marsz Równości w Gdańsku
https://www.debata.olsztyn.pl/wiadomoci/olsztyn/9786-czy-matka-boska-walczylaby-o-prawo-do-aborcji-obejrzalem-spektakl-w-teatrze-jaraczanajnowsze-slajd-kafelek.html#sigProId1270622816
Przecież aktywistki i twórcy teatralni nie robią tego z szacunku do Matki Boskiej, do Kościoła, do wiary… Przeciwnie, z nienawiści do wiary chrześcijańskiej i Kościoła.
P. Dobrowolski: Przecież sami katolicy od lat przydają tej ikonie różnorodne atrybuty — ubierają ją w złoto, wkładają do dłoni berło, a także dodają elementy o charakterze narodowym, takie jak polska flaga, opaska Armii Krajowej czy opaska powstańcza. Ponadto wizerunki Matki Bożej — często, niestety, utrzymane w estetyce kiczu — są powszechnie wykorzystywane komercyjnie i sprzedawane na straganach odpustowych. Takie podejście nijak nie licuje z sacrum i tradycyjnymi ikonami. Wystarczy wybrać się na do Częstochowy, by zobaczyć, że z wizerunkiem Maryi można kupić kubki, czapki, skarpetki, a nawet – widziałem ostatnio – lizaki. I jakoś to nie oburza prawicowych polityków — wręcz przeciwnie, często chętnie pozują do zdjęć z takimi gadżetami.
- Ale to jest wyraz szacunku, czci ze strony wiernych. A ten plakat odbieram jako chwyt reklamowy, żeby sprowokować i poprzez prowokację przyciągnąć widzów (co zresztą się stało, wszystkie media ogólnopolskie opisały oburzenie „prawaków” na plakat a bilety natychmiast zostały wyprzedane).
P. Dobrowolski: Plakat teatralny zawsze pełni funkcję promocyjną — jego podstawowym zadaniem jest przyciągnięcie widzów do teatru. Równie istotne jest jednak to, by zwracał uwagę, zatrzymywał spojrzenie i skłaniał do refleksji. Z natury rzeczy plakat posługuje się skrótem myślowym: ma nas zatrzymać na chwilę w przestrzeni publicznej, najczęściej na ulicy, gdzie obcujemy z nim przelotnie i wśród wielu innych bodźców.
Proszę zwrócić uwagę, że spektakle w Teatrze Jaracza w Olsztynie, które wprost krytycznie odnosiły się do kleru — takie jak „Złe wychowanie”, opowiadające o relacjach seksualnych duchownych, które obecnie wznawiamy, czy historia Justyny Szafryńskiej — nie wywołały takich protestów, mimo że bezpośrednio dotyczyły Kościoła. Tymczasem sprzeciw wzbudził plakat, który w symboliczny sposób – jako ikony macierzyństwa, które jest poza prawem – odnosi się do treści spektaklu. Uważam, że w przypadku polityków chodziło przede wszystkim o próbę zbicia kapitału politycznego i uderzenia w marszałka województwa, któremu podlega teatr (teatr podlega pod samorząd wojewódzki i ministerstwo kultury – przypis A.Socha).
Oburzenie i protesty osób deklarujących obronę symboli chrześcijańskich były, moim zdaniem, jedynie sposobem na zwrócenie na siebie uwagi. W rzeczywistości nikt nie atakuje tu tych symboli. Wręcz przeciwnie — każdy, kto obejrzy spektakl, zrozumie, że maska, którą Maryja nosi na plakacie, jest symbolem protestu przeciwko niesprawiedliwemu skazaniu kobiety. To znak solidarności z odrzuconą społecznie i skrzywdzoną osobą. W tym sensie Maryja staje po stronie niewinnej kobiety, a w takim przedstawieniu nie ma nic obraźliwego.
Ja również czuję się katolikiem i ten wizerunek jest także moją ikoną — w pełni się z nim identyfikuję. Traktuję go jako nasze wspólne dobro kulturowe. W różnych epokach, kulturach i szerokościach geograficznych Matka Boża była przedstawiana na wiele sposobów: ubierano ją w sukienki i maski, a czasem nawet zakładano jej hełm, gdy żołnierze szukali duchowego wsparcia, wyruszając na wojnę. Jej wizerunek był modyfikowany, by uwydatnić jej bliskość i pokazać, że w wielu aspektach Maryja dzieli los człowieka.
Skoro katolicy mają prawo do takich form symbolicznego użycia tego wizerunku, dlaczego odmawia się tego prawa innym? Jakby była to własność wyłącznie jednej opcji czy jednego środowiska.
Historia dziewczyny, która poroniła i została za to skazana na 8 lat
Na koniec dyrektor zaprosił mnie na premierę spektaklu. Skorzystałem.
Sztuka w reżyserii Katarzyny Minkowskiej jest teatralną adaptacją reportażu argentyńskiej dziennikarki Any Eleny Correi. Spektakl składa się z dwóch części. W pierwszej poznajemy historię młodej, prostej dziewczyny z biednej rodziny z argentyńskiej prowincji Tucuman, którą matka przywozi do szpitala na SOR z ostrym bólem brzucha. Podobnie jak w polskich SORach, pełno pacjentów, lekarze się nie wyrabiają, traktują ich przedmiotowo. Tak samo lekarz potraktował dziewczynę. Kroplówka ze środkiem przeciwbólowym i niech wraca do domu. Dziewczyna potrzebuje się załatwić, idzie do łazienki i tam następuje poronienie. Prosta dziewczyna nie miała w ogóle świadomości, że jest w ciąży. Jak mówi „bawiła się z chłopakiem”, nie zdając sobie sprawy, że takie „zabawy” kończą się ciążą.
Lekarz stwierdził samoistne poronienie w 20 tygodniu ciąży. Obecni na SOR policjanci uznali, że to był sztucznie wywołany poród, a dziewczyna spuściła płód w ubikacji. W Argentynie aborcja wówczas była dozwolona jedynie w przypadku zagrożenia życia matki oraz gwałtu, o ile jego ofiarą była osoba z niepełnosprawnością umysłową. Za zabicie płodu kobiecie groziło nawet dożywocie. (w Polsce kobieta nigdy nie jest karana za przerwanie własnej ciąży, nawet jeśli jest ona nielegalna; odpowiedzialność karną ponoszą osoby, które pomagają w aborcji lub ją wykonują, z wyłączeniem samej ciężarnej, która jest chroniona przez prawo). Przerażoną dziewczynę zamknięto w areszcie. Po 2 latach odbył się proces i bez dowodów została skazana na 8 lat więzienia.
Aktorka grająca Belen, zdjęcie ze strony Teatru Jaracza
Wówczas o jej tragedii dowiedziała się prawniczka Soledad Deza, aktywistka z liberalnej organizacji „Katoliczki za Prawem Decydowania o Sobie”, która obiecuje, że ją uwolni.
Pierwsza część jest znakomicie wyreżyserowana i po mistrzowsku zagrana przez Agnieszkę Rajdę w roli Belen i Barbarę Prokopowicz w roli jej matki. Świetny jest też Marcin Kiszluk, który wciela się aż w 6 różnych ról. Pierwsza część jest poruszającą do głębi historią zaszczutej, biednej dziewczyny przez bezduszny system, cynicznych prawników i pozbawionych empatii księży.
Historia Marii z Nazaretu
Tylko, że historia młodej Tucumanki ma się nijak do historii młodziutkiej Marii z Nazaretu, która w scenie zwiastowania wyraża zgodę na przyjęcie do swego łona Dzieciątka, które stanie się Zbawicielem, wie, że jest brzemienna i pragnie macierzyństwa, mimo świadomości grożącego Jej śmiertelnego niebezpieczeństwa. Kobiecie w religii judaistycznej, która zaszła w ciążę w okresie narzeczeństwa z innym mężczyzną, groziło ukamienowanie. Józef jednak przyjmuje ją brzemienną. Po porodzie Józef wraz z Marią uciekają do Egiptu, bo narodzonemu Jezusowi grozi śmierć z rąk oprawców króla Heroda Wielkiego.

Dziecko w religii judaistycznej jest największym darem od Boga, jest bożym błogosławieństwem. Matka Boska jest symbolem macierzyństwa. Bóg obiecał Abrahamowi, że jego potomkowie będą tak liczni jak piasek i gwiazdy.
Nie rozumiem, jak można ikonę Matki Boskiej przedstawiać w masce ruchów proaborcyjnych, z wydartą twarzą Dzieciątka (radnemu wojewódzkiemu PiS Pawłowi Warotowi na konferencji prasowej, na schodach teatru, ta wyrwa po główce, skojarzyła się ze śladem po kuli, która „odstrzeliła” Jezusa)?
Dla ruchów aborcyjnych urodzenie dziecka to coś najgorszego, co może kobietę spotkać, ruchy ekologiczne wzywają kobiety do nierodzenia, bo „planeta płonie”. Ideałem dla lewaków jest „psiecko”
Zapytałem AI (sztuczną inteligencję), co należy rozumieć przez profanację ikony Matki Boskiej?
AI odpowiedziała: „w praktyce oznacza traktowanie ikony z brakiem należytego szacunku, niszczenie, obraźliwe modyfikowanie lub używanie w sposób sprzeczny z jego sakralnym celem, co powoduje naruszenie sfery sacrum i utratę jego kultowej wartości. W kontekście prawosławia (skąd pochodzi ikona) oraz katolicyzmu (gdzie ikony również są czczone) jest to poważne przestępstwo religijne”.
Wie to sztuczna inteligencja, nie wie dyrektor teatru i jego zwierzchnicy, marszałek województwa i minister kultury.
„Aborcja jest OK”, „Aborcja prawem człowieka”.
Druga część spektaklu to wielki manifest polityczny na rzecz prawa do aborcji, to już nie sztuka a publicystyka polityczna.
Adwokatka Deza wraz z innymi organizacjami feministycznymi i proaborcyjnymi, wzbudza w Argentynie uliczne protesty, biorąc na sztandar historię dziewczyny. Aktywistki domagając się jej uwolnienia oraz prawa do aborcji, pod hasłem „Wszyscy jesteśmy Belén.
Jako że dziewczyna pragnie pozostać anonimowa i nie chce, by jej wizerunek został upubliczniony, aktywistki pytają, jakie by chciała przyjąć imię? Dziewczyna wymienia różne, Lucia, Izabella, Carmen, ale aktywistkom szczególnie Carmen nie pasuje, bo w operze Cyganka źle się prowadzi i ginie, więc takie imię nie pasuje na sztandar. Wówczas Deza proponuje „Belén” – czyli Betlejem. „Ale wymyśliłaś – reagują aktywistki. - No tak, ty jesteś zakręcona na punkcie katolickim”. To imię w kraju na wskroś katolickim, jakim była Argentyna, znakomicie nadawało się na sztandar ruchów proaborcyjnych, bo budziło pozytywne skojarzenia.
Przez cztery lata przez Argentynę przetaczają się demonstracje organizowane przez organizacje feministyczne. Demonstranci występują w maskach, gdyż „wszyscy jesteśmy Belén ”, a Belén nie pokazała swojego wizerunku.
Mnie ta II część spektaklu z demonstracjami ulicznymi, wznoszonymi hasłami jako żywo przypomniała obrazy z ulic Polski, po decyzji Trybunału Konstytucyjnego z 27 stycznia 2021 roku, że tzw. przesłanka embriopatologiczna do wykonania aborcji jest niezgodna z Konstytucją RP. Decyzja ta wywołał masowe protesty uliczne i ataki na kościoły feministek, z udziałem Aborcyjnego Dream Teamu i polityków ówczesnej opozycji lewicowo-liberalnej, na czele z działaczką KODu, wulgarną Martą Lempart, pod hasłem „Aborcja jest OK”, „Aborcja prawem człowieka”, "Moje ciało, mój wybór!" „Je...ć PiS”, Wypier….ć!”
„Ani jednej więcej”
Aktorki na scenie wstępowały z wieszakami, atrybutami ze Strajku Kobiet w Polsce. W Polsce aktywistki proaborcyjne też wzbudzały kolejne demonstracje pod hasłem „Ani jednej więcej”, biorąc na sztandar tragiczne historie kobiet, które nie były żadnymi aktywistkami feministycznymi, proaborcyjnymi, a ich śmierć została użyta czysto instrumentalnie, przedmiotowo.
Ruchy proaborcyjne przypisywały śmierć kobiet w ciąży decyzji Trybunału. Późniejsze śledztwa i wyroki sądowe ani w jednym przypadku tych oskarżeń nie potwierdziły. Śmierć kobiet spowodowany został albo przez niedbalstwo lekarzy, albo ich ignorancji, albo przez jedno i drugie.
Tak było w przypadku pani Izabeli, która zmarła w 2021 roku w Szpitalu Powiatowym w Pszczynie. Zgłosiła się do placówki po tym, jak odeszły jej wody płodowe. W lipcu 2025 roku Sąd Rejonowy w Pszczynie wydał nieprawomocne wyroki wobec trzech lekarzy w związku z jej śmiercią. Lekarz ginekolog-położnik Andrzej P. został skazany na rok i sześć miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności i 6 lat zakazu wykonywania zawodu za narażenie jej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Michał M. – ginekolog położnik, który pełnił poranny dyżur w izbie przyjęć szpitala w Pszczynie został skazany na rok i trzy miesiące bezwzględnego pozbawienia wolności. Nie może wykonywać zawodu przez sześć lat. Krzysztof P. został skazany w zawieszeniu i zawieszony w prawie wykonywania zawodu na 4 lata. Zostali skazani za zlekceważenie swoich obowiązków, a nie za stosowanie wyroku Trybunału!
W maju 2023 roku w Podhalańskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II w Nowym Targu zmarła 33-letnia Dorota z Bochni. Kobieta trafiła do szpitala, w piątym miesiącu ciąży, odeszły jej wody płodowe. Wykonane wcześniej USG wykazało obumarcie płodu. Przyczyną zgonu był wstrząs septyczny. Powołani w śledztwie biegli negatywnie ocenili postępowanie diagnostyczno-terapeutyczne, jakie zostało wdrożone wobec Doroty L. po jej przyjęciu na oddział ginekologiczno-położniczy. Jej śmierć też posłużyła za sztandar dla ruchów proaborcyjnych.
Natomiast prokuratura zarzuciła dwóm lekarzom, specjalistom w dziedzinie ginekologii i położnictwa narażenie pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, trzeci lekarz usłyszał dodatkowo zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci pacjentki”. Tu też nie zawiniło prawo a niedbalstwo lekarzy i ignorancja.
W lipcu 2023 roku „Fakty” TVN nagłośniły sprawę pani Joanny z Krakowa, która rzekomo stała się ofiarą opresyjnych przepisów antyaborcyjnych w państwie PiS. W rzeczywistości, jak wykazało śledztwo, kobieta leczyła się psychiatrycznie i zadzwoniła do swojej lekarz, że zażyła tabletkę i spowodowała poronienie i ma myśli samobójcze. Lekarka zawiadomiła policję. Z relacji pani Joanny wynikało, że policjanci byli wobec niej brutalni. Jej medialna historia posłużyła Donaldowi Tuskowi do wezwania do „Marszu Miliona Serc”, który okazał się marszem do zwycięstwa w wyborach 15 października 2023 roku. Na marsz już nie zaproszono pani Joanny, a politycy Koalicji udawali, że jej nie znają. Sama pani Joanna żaliła się w wielu wywiadach, że została wykorzystana.

Marsza miliona serc, po lewej pani Joanna
– Moja historia została wykorzystana do budowania politycznego kapitału i do przedwyborczej gry. (…) Mam wrażenie, że w momencie kiedy marsz został ogłoszony, to przestało chodzić o mnie czy o prawa reprodukcyjne kobiet, a najważniejsza stała się przepychanka z PiS-em – stwierdziła pani Joanna w jednym z wywiadów.
Finał sądowy tej głośnej sprawy był taki, że krakowski sąd oddalił powództwo wobec policjantów, którzy interweniowali w szpitalu. Uznano, że pani Joanna szukała rozgłosu i miała "interes prawny przedstawiania siebie jako ofiary brutalności policji, chociażby dla uzyskania odszkodowania". Sąd stwierdził, że do zeznań kobiety, w świetle informacji o jej leczeniu psychiatrycznym, należy podchodzić z dużą dozą ostrożności.
Ostatnia scena spektaklu, to wystąpienie na wiecu ruchu „Wszyscy jesteśmy Belén” prezydenta Argentyny, w 2020 roku, który poinformował, że podpisał prawo do aborcji do 14 tygodnia na życzenie. Powiedział, że jest katolikiem, ale prawo musi służyć wszystkim, także niekatolikom. Stwierdził, że na zmianę jego decyzji wpływ miała rozmowa z Belen. Prezydent zapytał ją, czego sobie życzy? Dziewczyna odpowiedziała, że prawa do aborcji. Chciałbym wiedzieć, czy to było jej głębokie, własne życzenie, czy spłata długu wdzięczności wobec aktywistek proaborcyjnych, które doprowadziły do jej uwolnienia?
W Polsce jak dotąd rząd Donalda Tuska nie zdołał zmienić wyroku Trybunału Konstytucyjnego, gdyż koalicjant PSL domaga się referendum w sprawie zgody na aborcję na życzenie. Wobec tego rząd poprzez instrukcje wysłane do wszystkich prokuratur oraz do oddziałów położniczych w kraju, sprawił, że w Polsce aborcja stała się legalna, wystarczy zaświadczenie od psychiatry.
Teatr Jaracza swoim spektaklem na nowo chce wywołać debatę publiczną, by ustawowo zagwarantować prawo do aborcji na życzenie. Na pewno spektakl zostanie obsypany nagrodami na festiwalach krajowych, a sądzę, że i na międzynarodowych.
Dla Donalda Tuska urodzenie dziecka to „często jest udręka na najbliższe 20 lat życia”. Gdy w środowisku katolickim podniosły się głosy oburzenia, wyjaśnił, że urodzenie dziecka jest udręką w państwie rządzonym przez PiS:
„– Kobieta siłą rzeczy musi się o wiele, wiele razy więcej zastanowić, czy chce mieć dzieci w takim krajobrazie kulturowym i politycznym. Jeśli może być bita, poniewierana, jeśli nie będzie miała pracy, jeśli nie będzie żłobków, szpitali [...] – powiedział w 2021 roku prezes Platformy Obywatelskiej i lider opozycji. - [...] Przecież tak długo, jak będzie rządziła ta ekipa Czarnków, Ziobrów, mizoginów jakichś kompletnych (...) tak długo kobieta będzie miała poczucie, że jest drugim sortem, gorszą kategorią”.
Dzisiaj rządzą Nowackie, Kotule, Dziemianowicz-Bąki, Kulaski, Biedronie i Śmiszki oraz Czarzaste a Polska za ich rządów odnotowała jeden z najniższych wskaźników dzietności w Europie (około 1,1-1,2), co prowadzi do kurczenia się populacji, starzenia społeczeństwa, załamania gospodarki przez brak rąk do pracy, a w konsekwencji załamania budżetu państwa, systemu emerytalnego i zdrowotnego, a więc bezpieczeństwa nas wszystkich.
Jan Paweł II: "Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości"
Adam Socha


Skomentuj
Komentuj jako gość