Moje wystąpienie przed Komisją Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska RM Olsztyna 20 listopada 2025 r. można nazwać aktem desperacji. Od 24 czerwca 2024 r. trwa bowiem przepychanka w sprawie zbiorowego wniosku o zmianę nazwy ulicy Wincentego Pstrowskiego na ulicę ks. Adalberta Wojciecha Zinka.
Z jednej strony nieoficjalnie słyszę, że w Platformie Obywatelskiej nie ma woli politycznej takiej zmiany, z drugiej kłopotem ma być brak, lub jest formalnie wadliwa, opinia trzech Rad Osiedli, które w tej sprawie powinny się wypowiedzieć. Niezależnie od tego jaka jest prawda (bo przedstawiciele Rad Osiedli temu zaprzeczają), przewodniczący Komisji Paweł Klonowski oraz Radosław Nojman, radni, a jednocześnie prawnicy, zgodnie twierdzili, że brak opinii lub jej wadliwość nie blokują procedury uchwałodawczej Rady Miasta. Co wydaje się zgodne z elementarną logiką.
Nie z tego więc powodu stawiłem się przed obliczem Szanownej Komisji. Też nie dlatego aby kolejny raz mówić o Wincentym Pstrowskim i wstydzie jakim dla stolicy Warmii i Mazur jest ostatnia w Polsce ulica rębacza dołowego – twarzy, propagatora i koła zamachowego stachanowskiego współzawodnictwa pracy w Polsce. Chciałem jedynie oznajmić, że jako wnioskodawcy nie przyjmujemy do wiadomości przepychanek politycznych w tej sprawie i zapytać radnych – przeciwników takiej zmiany – o powody ich postawy. Co ostatecznie się nie udało, bo z połowy składu Komisji którzy byli obecni na Sali (6/12) po moim pytaniu „po angielsku” wyszła Marta Kamińska i Tomasz Głażewski – akurat ci, na których głosie najbardziej mi zależało.
Nie byłoby więc specjalnie o czym pisać, gdyby nie powrót wspomnianego wątku Rad Osiedli. Oto zaproszony na posiedzenie Komisji mec. Marcin Ignatowski oznajmił, że zgodnie z obecnym stanem prawnym brak przewidzianej prawem opinii Rady Osiedla, bądź jej wadliwość proceduralna, blokuje dalsze procedury uchwałodawcze. Co więcej, dotyczy to także sytuacji, gdy Rady Osiedla po prostu nie ma, co wielokrotnie miało miejsce. A to dlatego, że Wojewoda uchylił z mocy prawa uchwałę RM dającą radom osiedli 30 dni na wydanie opinii. Sytuacja taka trwa od 2006 r. i dopiero nasz wniosek dotyczący ulicy Pstrowskiego włączył dzwonek alarmowy, inspirując prace nad stosowną, zgodną z prawem uchwalą.
Nie wchodząc w szczegóły, istotą tej kuriozalnej sytuacji jest fakt, że od 19 lat rady osiedli uzyskały w relacjach z władzami miasta przewagę jakiej w najbardziej optymistycznych snach się nie spodziewały. Szczególnie biorąc pod uwagę trudne relacje pomiędzy władzami miasta, a radami osiedli, które narzekają na ustawiczne ignorowanie ich głosu i opinii. Jaki byłby na przykład finał sporu o Rondo Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, nazwy przepchanej politycznym kolanem wbrew jednogłośnym sprzeciwom i rozsądnym propozycjom Rad Osiedli Jaroty i Pieczewo, gdyby ich członkowie o tym wiedzieli?
A wracając do nieszczęsnej ulicy Pstrowskiego, to sprawa musi jeszcze poczekać. Albo Rady Osiedli wydadzą zgodne z prawem opinie, albo Rada Miasta ureguluje obecny bałagan. To ostatnie ponoć ma nastąpić w styczniu 2026 r. Może wtedy usłyszymy od radnych - zwolenników pozostawienia tej ulicy - którzy już raz bohatersko jej wybronili, czym szczególnym zasłużył się dla Olsztyna lub regionu górnik Wincenty Pstrowski, a co pasuje go na patrona jedynej w Polsce ulicy. Co pozwala wymazać „elementy i skojarzenia o ujemnym znaczeniu”, których zakazuje uchwała Rady Miasta dotycząca nazewnictwa ulic.
Bogdan Bachmura


Skomentuj
Komentuj jako gość