logodebata

Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez prawie 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

piątek, grudzień 12, 2025
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Olsztyn
  • Od „Homo sovieticusa” Tischnera przez „mohery” Tuska do „motłochu” elit KO

Olsztyn

Od „Homo sovieticusa” Tischnera przez „mohery” Tuska do „motłochu” elit KO

Szczegóły
Opublikowano: poniedziałek, 24 listopad 2025 12:54

Dlaczego ks. prof. Józef Tischner, autor "Etyki solidarności", która stanowiła moralny fundament 10-milionowego ruchu, zaprzeczył temu, co głosił, jako ksiądz i co pisał jako filozof w latach 80., by w 1989 roku napiętnować wyborców Stanisława Tymińskiego jako „homo sovieticus”, zanegować dekomunizację i udzielić poparcia w kampanii wyborczej Kongresowi Liberalno-Demokratycznemu?

Tischner uwiedziony przez Michnika

Miałem nadzieję, że znajdę odpowiedź na te pytania na Sympozjum Naukowym zorganizowanym przez Instytut Filozofii i Instytut Językoznawstwa UWM w 25. rocznicę śmierci ks. prof. Józefa Tischnera, które odbyło się 21 października na Wydziale Humanistycznym UWM, w auli im. Dietrichów, w ramach trwającej do końca roku w Olsztynie „Jesieni Tischnerowskiej”.

Tischner konferencja 21.10

Przypomnę, że Senat RP ogłosił rok 2025 Rokiem ks. prof. Józefa Tischnera, by upamiętnić wybitnego polskiego filozofa, duchownego i intelektualistę. Dzisiaj imię Tischnera nosi w Polsce 21 ulic i placów, ale znajomość jego myśli ogranicza się do bon motu z „Filozofii po góralsku”: „Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda”.

Ale w tym roku obchodzimy także 45. rocznicę powstania „Solidarności”, której moralnym autorytetem i przewodnikiem stał się ks. Tischner, jako autor „Etyki Solidarności”, więc byłem przekonany, że ten najważniejszy wkład filozofa i księdza w historię najnowszą Polski, musi znaleźć odzwierciedlenie w programie sympozjum. Myliłem się.

Liczyłem więc na 79-letniego red. Adama Michnika , którego wystąpienie nosiło tytuł „Gdzie jest Pan, a gdzie Pleban dzisiaj”, nawiązując do głośnej książki, wydanej w 1995 roku pt. „Między Panem a Plebanem”, będącej zapisem rozmowy pomiędzy ks. Tischnerem i redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej”, czołowym przedstawicielem „lewicy laickiej”, który dzierżył rząd dusz w Polsce i trząsł polską polityką, ale miał też ambicję wskazywania, kogo Watykan powinien powoływać na biskupstwo. Ks. Tischner dla obozu Michnika stanowił kluczową zdobycz po stronie kościelnej, z tytułem „kapelana Solidarności”, obdarzonego ogromnym autorytetem i kapitałem zaufania społecznego.

Ta rozmowa, którą prowadził red. Jacek Żakowski jawiła mi się jak rozmowa Mefistofelesa (Michnika) z Faustem (Tischnerem). Tak samo odebrał ją uczeń prof. Tischnera, filozof polityki prof. Zbigniew Stawrowski, w wywiadzie dla Klubu Jagiellońskiego w 2015 roku pt. „Ostatnie kuszenie Tischnera”:

„Tischner napisał kiedyś tekst „Zło w dialogu kuszenia”. Między Panem i plebanem to jest dla mnie właśnie przykład i ucieleśnienie zła w dialogu kuszenia. Tischner jest w tej dyskusji ewidentnie wodzony na pokuszenie. Pokusą jest dostęp do szerszego audytorium; to udziałem w rządzie dusz był kuszony Tischner. Intensywność wazeliny – pochlebstw, które padają pod jego adresem, przekracza wszelką miarę. Mamy tu zresztą do czynienia po obu stronach z próbami wzajemnego „nawracania”. Żakowski tak prowadzi rozmowę, by Michnik krytykował komunizm, a ks. Tischner – Kościół”.

„Tischner był kapłanem polskich rogatych dusz”

6. Michnik Adam

Gdy tylko red. Michnik stanął za mównicą, z sali wybiegł student, krzycząc: „Wychodzę, to mój gest protestu przeciwko Naczelnemu Kłamcy Polski”. Michnik puścił to mimo uszu. Powiedział na wstępie, że jest speszony tytułem jego wystąpienia „Gdzie jest Pan, a gdzie Pleban dzisiaj”, który wymyślił dyrektor Instytutu Filozofii UWM, ks prof. Mirosław Pawliszyn.

- Cóż, rzeczywiście te rozmowy, które Jacek Żakowski prowadził z prof. Tischnerem i ze mną, były wielkim przeżyciem dla mnie i źródłem wiedzy – powiedział Michnik. - Słuchając Tischnera, wchodziłem w świat dotąd zamknięty dla mnie, obcy. W obrębie polskiej kultury niewiele było takich spotkań człowieka ze środowiska na wskroś laickiego, z mojego środowisko rodzinnego z osobą ze środowiska w pełni katolickiego. Żyliśmy w osobnych światach. Nawet lektury, jeżeli były wspólne, były inaczej odczytywane. Inaczej odczytywał Norwida, niż ludzie z mojego kręgu, ale przede wszystkim, on był takim kompletnym, integralnym antykomunistą. Ale nie było jednego Tischnera, on ewoluował.

- I on od tego integryzmu, nacjonal-katolicyzmu, o którym mówił prof. Pawliszyn, odchodził stopniowo. On na początku nie widział tego zagrożenia, bo zdaje się, że ludzie z zewnątrz widzieli to bardziej. Mam wrażenie, że z temperamentu, to był taki dosyć modelowy przykład liberalnego katolika. On był liberalny z przekonania, że jedno, co ma sens, to jest dialog. I on ciągle mi powtarzał, że jeżeli chcę kogoś zrozumieć, muszę „wejść w cudze buty”.

- Druga rzecz, która mnie fascynowała, to pewna osobność księdza profesora. Wiemy, że Kościół jest potężną instytucją, ale to co się dzieje dzisiaj w polskim katolicyzmie, to mówię sobie, że to jest największy kryzys od reformacji. Takiego kryzysu chyba nigdy nie było. Prawdą jest, co mówił przede mną pan prof. Ziemiński: „prorocze były przestrogi ks. Tischnera przed powrotem endecji i nowej dyktatury, która tylko zmieni kolor z czerwonego na czarny”. Dzisiaj te przestrogi księdza profesora są może bardziej aktualne niż wtedy, kiedy one były tylko pewnymi intuicjami. Dzisiaj to widać gołym okiem.

- On był reprezentantem Kościoła w tamtych latach, zwłaszcza przed 1989-tym rokiem, Kościół był miejscem, gdzie Polska nie była sprostytuowana. Gdzie było miejsce dla wszystkich… . Oczywiście ja to idealizuję dzisiaj, bo porównuje z tym, co mamy dzisiaj. Jak pisał mój szef Antoni Słonimski, były „Dwie ojczyzny”. nasza i komunistów.

- On był kapłanem polskich rogatych dusz, a jednocześnie wybierał pewien typ nonkonformizmu. Ogromnie szanował np. prymasa Wyszyńskiego, chociaż sam był reprezentantem zupełnie innego katolicyzmu. Szanował go za polityczną mądrość i za osobistą niezłomność, ale sam już szukał w innych regionach. Reinterpretował katolicyzm, tak jak Karol Wojtyła, na swój sposób.

On miał ogromne poczucie humoru i przy nim nikt nie czuł się ani zagrożony, ani nieistotny. Potrafił do wszystkich, do celników, faryzeuszy mówić językiem szacunku, a jednocześnie językiem równości. Równości, nie identyczności. Językiem, który wykluczał wykluczenie. Bardzo trudno mi o tym mówić, dlatego, że na mojej drodze do poznawania katolicyzmu i Kościoła, miejsce księdza Tischnera było niezwykle nieistotne.

- Pamiętam takie spotkanie kiedyś u mnie w domu, ks. Tischnera i gen. Jaruzelskiego. Rozmowa między nimi była bardzo ciekawa i wolno od pogardy z którejkolwiek strony. Wolno od wyższościowości.

- Patriotyzm Tischnera był inny niż patriotyzm budowany na ksenofobii, na nienawiści i na pogardzie. To był inny katolicyzm po prostu. To nie był ten katolicyzm, który słyszeliśmy z Radia Maryja, czy też w niektórych kazaniach, przerażających po prostu (Michnik przywołał kazanie bp. Wiesława Meringa na Jasnej Górze do Rodziny Radia Maryja, który powiedział: „Rządzą nami ludzie, którzy samych siebie określają jako Niemców. W XVIII wieku jeden z polskich poetów, Wacław Potocki mówił: "Jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem". Historia straszliwie udowodniła prawdę tego powiedzenia”).

- On nie był kochany przez krakowskie duchowieństwa, ale jednocześnie doskonale wiedział, że przesłanie ewangeliczne jest dużo ważniejsze od polityki. I to jego napięcie, o czym mówił pan prof. Ziemiński, między duchem ze „Spowiedzi rewolucjonisty” (1993) a kultem siostry Faustyny, to jakby jedna książka była pisana prawą ręką, a druga, lewą ręką. (Chodzi o książkę "Drogi i bezdroża miłosierdzia", w której Tischner uważał, że doświadczenia mistyków, takich jak siostra Faustyna, są istotne dla filozofii i powinny być uwzględnione w pełnym rozumieniu świata. Przeciwstawiał też miłosierdzie Faustyny (rozumiane jako przebaczenie) miłosierdziu terroru, które przypisywał Robespierre'owi – przypis A.Socha).

- Ten fragment o Faustynie w książce, to jest jakby sygnał Tischnera do tego tradycyjnego, konserwatywnego, ludowego duchowieństwa, że nie skreślajcie, nie odrzucajcie mnie, ja chcę być z wami, ja próbuję znaleźć w waszej tradycji coś takiego, co jest bezcenne.

- Prof. Ziemiński zacytował (ze wstępu do książki ks. Tischnera „Myślenie według wartości”, która ukazała się w 1982 roku - przypis A.Socha), że „na Zachodzie jest strukturalizm, marksizm, egzystencjalizm i te wszystkie inne wielkie nurty, a my w Polsce mamy „fakt Kolbego” i od tego powinniśmy zacząć, to powinien być punkt wyjścia”. I oczywiście prof. Ziemiński ma rację, że Kolbe został zmitologizowany, bo pomija się jego antysemicką przeszłość. Niemniej jednak sens tego był jakiś taki, że nawet w tej tradycji z gruntu niebezpiecznej, bo nasyconej, ksenofobią, antysemityzmem, przemocą, nawet w tej tradycji coś wartościowego można znaleźć.

- W książce „Polski kształt dialogu” (1980 r.), on poszedł takim klasycznym kursem partii katolickiej: dobry ksiądz Kłósak, a zły Kołakowski, zły Strzelecki, i niedobry Michnik. Ale potem, gdy on poznał bliżej tych ludzi, i Leszka Kołakowskiego, Jana Strzeleckiego i mnie, to powiedział, że on nie wznowi tej książki. Sam mi mówił, że musiałby nowy wstęp napisać, wyjaśnić jak to było.

- Najprościej mówiąc, dzisiaj ta tradycja Kościoła otwartego jest w defensywie. Wielu jest wspaniałych kapłanów, ale wielu wspaniałych ludzi odchodzi z kapłaństwa. Ja sam drukuję często takich odstępców i podziwiam ich inteligencję, czy to jest Polak, Węcławski, Bartoś, Obirek. I myślę, że ten Duch Tischnera ciągle jeszcze istnieje. On jest mniejszościowy dzisiaj. Zamiatany pod dywan. Niecytowany. Ale czy dzisiaj nasi przodujący biskupi cytują Jana Pawła II? Bo to był też inny kościół. Znacznie bardziej konserwatywny, ale inny. No i to jest teraz pytanie dla wszystkich. Czy zadbamy o to, żeby ta tradycja polskiego katolicyzmu, bezcenna przecież, żeby ona przetrwała? Żebyśmy mogli się nią chwalić? Żebyśmy mogli ją studiować i upowszechniać? Czy też zgodzimy się na to, że na zawsze twarzą polskiego Kościoła pozostanie ojciec Tadeusz Rydzyk, czego wam i sobie nie życzę. (brawa).

„Polski kształt dialogu” vs „Kościół, lewica, dialog”

ksiazki

W tym miejscu konieczne jest obszerne wyjaśnienie słów Michnika. W 1977 roku ukazuje się poza cenzurą niezwykła jego książka: „Kościół, lewica, dialog”, w której wzywał swoje środowisko polityczne „lewicy laickiej”, do dialogu z Kościołem katolickim, gdyż jest on autentycznym obrońcą praw człowieka. To był pierwszy taki głos po stronie ludzi zaangażowanych w stalinizm, którzy po 1956 przeszli do opozycji wobec systemu totalitarnego, nadal jednak byli wierni „ideałom socjalizmu” oraz walczyli z religią. Toteż książka Michnika wywołała zgorszenie w jego otoczeniu a sympatię w kręgach inteligencji katolickiej. Michnik okazał się w swoim obozie politycznym najbardziej dalekowzroczny. Zrozumiał, że tylko w sojuszu z Kościołem „lewica laicka” może doprowadzić do demokratyzacji systemu.

Jakby w odpowiedzi na tę książkę, jesienią 1980 roku ukazała się też poza cenzurą, pisana od 1977 roku, książka ks. prof. Tischnera, pt. „Polski kształt dialogu”. Książka też prekursorska w środowisku katolickim, bo po raz pierwszy filozof katolicki dokonał krytycznej oceny marksizmu.

Tischner docenia demaskatorskie dzieło Leszka Kołakowskiego pt. „Główne nurty marksizmu” wydane w 1978 roku w Paryżu, w którym Kołakowski dochodzi do wniosku, że marksizm stał się filozofią i ideologią usprawiedliwiającą okrucieństwo człowieka wobec człowieka. Odnosząc się do krytyki religii Tischner zauważa, że Kołakowski „był wrażliwy na godność człowieka, ale nie był wrażliwy na to, co działo się wówczas z tą godnością w Polsce (…) Kołakowski mieszkał w Polsce, ale nią nie żył. Patrzył z wysoka, z dystansu”.

Następnie Tischner przyjrzał się świadectwu socjologa Jana Strzeleckiego, który wszedł w budowę „demokracji ludowej”, jako socjalista przywiązany do chrześcijaństwa i patriotyzmu, by udzielić poparcia stalinizmowi. Czytając zwierzenia Strzeleckiego Tischner pyta „skąd ta daleko idąca ślepota, na to co przyniósł czas?”. Jak po tym stosie trupów, który pozostał po wcieleniu w życie marksizmu można nadal twierdzić, że „socjalizmem jest to, co zawiera w sobie najszlachetniejsze wartości, jakie ludzkość uznaje za swe najszczytniejsze cele?

Socjalizm w oczach Strzeleckiego jest bezalternatywny, (tak jak obecnie jest nim „demokracja liberalna” – przypis A.Socha), bowiem „socjalizm jest tym co najszczytniejsze. A czym jest to co najszczytniejsze? Socjalizmem”. Kto tak sobie zdefiniował ideał, będzie popierał system, a jedynie w jego ramach spierał się o wykonanie. Tischner nazwał takich naukowców i działaczy politycznych „błędnymi rycerzami budownictwa socjalistycznego”

Następnie Tischner przechodzi do lektury książki Adama Michnika i analizuje, co Michnik rozumie przez „demokratyczny socjalizm” i „lewicę laicką”. Michnik napisał, że opozycja w PRL składa się z dwóch nurtów, w pierwszym „opozycyjność wynika z przekonania o wyższości systemu kapitalistycznego nad jakimkolwiek innym i z tych, których programem jest idea „demokratycznego socjalizmu”. Tak pojmowana lewica głosi idee wolności i tolerancji, idee suwerenności osoby ludzkiej i wyzwolenia pracy, idee sprawiedliwego dochodu narodowego i równego startu dla wszystkich, zaś zwalcza szowinizm i ucisk narodowy, obskurantyzm i ksenofobię; bezprawie i krzywdę społeczną. Program lewicy, to program antytotalitarnego socjalizmu”.

Tischner zauważył, że z opisu Michnika wynika, że podmiotem władzy nadal nie jest naród, tylko „przodująca klasa narodu”. Po drugie taka definicja jest „błędnym kołem”, ponieważ najpierw ustanawia pewien ideał, potem z góry określa, że taki właśnie ideał jest socjalistyczny, po czym nie pozostawia już miejsca dla żadnej alternatywy etycznej. Po trzecie zawiera „moralną demagogię, bo cóż mi pozostaje, jeśli nie poprę ideałów laickiej lewicy? Nic tylko: „szowinizm, ucisk narodowy, obskurantyzm i bezprawie i inne tego typu okropności. Za stalinizmu, nie mieliśmy, bo nie pozwalały na to „żelazne prawa dziejów”, dziś także nie mamy wyjścia, bo nie pozwala na to wzniosła – rzekłbym nawet – nazbyt wzniosła – etyka „demokratycznego socjalizmu”. Zmieniliśmy poziom rozważań, ale struktura jakby pozostała”

Dlatego Tischner pyta Michnika, czy mimo wszystko udziela aprobaty temu, co zaistniało w Polsce po drugiej wojnie, czy też uważa, że wszystko było błądzeniem? Czy w ten sposób, mimo całej krytyki i opozycyjności udziela on moralnej sankcji zrębom aktualnego system? I odpowiada: „Myślę, że udziela”.

Tischner przenikliwie i celnie odsłonił istotę światopoglądu Michnika, który ten dobitnie potwierdził po 1989 roku, jako polityk i redaktor naczelny, przez dziesiątki lat największej i najbardziej wpływowej gazety w Polsce.

Tischner pomylił się tylko w jednym, sądząc, że pojęcia „lewica i laickość” należą w uszach narodu do tak skompromitowanych, że nie wyobraża sobie, by "ktoś występujący jako kandydat w wolnych wyborach pod hasłem „laickiej lewicy” uzyskał w tym kraju, po wszystkim czego ów kraj doświadczył, mandat poselski”. Wrócili do władzy bardzo szybko, bo już w 1993 roku, a drogę do powrotu torował im Michnik blokując dekomunizację i lustrację, rehabilitując komunistów, nazywając gen. Kiszczaka „człowiekiem honoru”, broniąc gen. Jaruzelskiego („odpierd...cie się od generała”), obściskując się z nim, składając mu hołdy i wyrazy uwielbienie. A z drugiej strony, każdego kto miał inne zdanie, od Michnika, gazeta niszczyła, gdyż mieć inne zdanie od Michnika mógł mieć tylko „faszysta i antysemita”. Dzisiaj zwieńczeniem tej rehabilitacji komunistów jest wybór na marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, który na szef Kancelarii Sejmu powołał Marka Siwca. 

Michnik w swoim wystąpieniu na sympozjum stwierdził, że Tischner później żałował oceny Kołakowskiego, Strzeleckiego i jego, i z tego powodu nie zgadzał się na wznowienie swojej książki. Wznowił ją w 2002 roku, a więc 2 lata po śmierci Tischnera Jarosław Gowin. Faktycznie, całe dwa rozdziały w książce-rozmowie „Między Panem a Plebanem są poświęcone temu, by Tischner mógł złożyć samokrytykę. Mówi w pewnym momencie wprost: „ja tak napisałem, bo was nie znałem”.

Dlaczego żałował? Przecież napisał prawdę, którą potwierdził czas. Dlaczego wsparł Michnika po 1989 roku w jego walce o „demokratyczny socjalizm” i z „proboszcza Polski” stał się „proboszczem Wyborczej”?

Michnik wkurzony za porównanie do „Folwarku zwierząt”

Po to poszedłem na to sympozjum na UWM, by o to zapytać, korzystając z obecności Michnika i zabierając głos po jego wystąpieniu. Pierwszy raz w życiu starłem się publicznie z Michnikiem w listopadzie 1989 roku, gdy tymczasowy przewodniczący Zarządu Regionu „Solidarności” w Olsztynie Wiesław Brycki zabrał mnie ze sobą, jako redaktora „Rezonansu”, pisma „Solidarności”, do Łęcznej k. Lublina na II Międzynarodowe Seminarium Związkowe pt. „Związek zawodowy – rewindykacyjny czy współzarządzający”. By przekonać związkowców do współrządzenia, do Łęcznej przyjechał Michnik, witany niczym półbóg, w trakcie tournée po kraju z Aleksandrem Kwaśniewskim, jako liderem „liberalnego skrzydła PZPR”, z którym będzie budował w Polsce demokrację.

W Łęcznej Michnik zaapelował, by „Solidarność” rozpostarła parasol ochronny nad rządem Tadeusza Mazowieckiego. Jako jedyny na sali zaprotestowałem. Powiedziałem, że jego obóz polityczny buduje fasadową demokrację, w której dołom „Solidarności” wyznaczono rolę „nawozu historii”. Zakończyłem swoje wystąpienie „memento”: „My, naród, jak te zwierzęta z „Folwarku” Orwella, podchodzimy do „okien” telewizorów i ze zdumieniem oglądamy, jak nasi przywódcy bratają się z naszymi ciemiężycielami”. Też dostałem brawa.

Michnik zareagował na moje słowa z furią. Uciekł się do szantażu moralnego, że mogę takie bzdury wygadywać dzięki temu, że on siedział w więzieniu. „Ostrzegam pana przed używaniem takich metafor” – zakończył z groźbą w głosie i wyjechał. Teraz w sali im. Dietrichów na UWM, po raz drugi w życiu zabrałem głos po Michniku. Powiedziałem:

Tischner: „Solidarność nie potrzebuje wroga”

„Księdza Tischnera poznałem pierwszy raz w życiu na Zjeździe Solidarności w 1981 roku gdy omal nie doszło do rozłamu w związku ze zgłoszeniem uchwały wyrażającej podziękowanie „Solidarności” dla Komitetu Obrony Robotników, za przyczynienie się do jej powstania. Wówczas rzecznik prasowy i szef Biura Informacyjnego Regionu Mazowsze Paweł Niezgodzki zaproponował uchwałę, w której związek dziękował wszystkim opozycyjnym ruchom, a przede wszystkim Janowi Pawłowi II. Na sali wybuchła awantura – w jej trakcie zasłabł członek KOR, zarazem delegat na Zjazdu, Jan Józef Lipski, a Helena Łuczywo (późniejsza wicenaczelna „Wyborczej”) opluła Niezgodzkiego. Następnego dnia rano głos zabrał ks. Tischner, nieformalny kapelan „Solidarności”.

Stał się nim po tym, jak rok wcześniej 19 października 1980 roku podczas mszy świętej w katedrze na Wawelu w obecności delegacji „Solidarności”, na której czele stał Lech Wałęsa, wygłosił kazanie, które przeszło do historii Polski, mówiąc: „Solidarność, ta zrodzona z kart i ducha Ewangelii, nie potrzebuje wroga lub przeciwnika, aby się umacniać i rozwijać. Ona się zwraca do wszystkich, a nie przeciwko komukolwiek. (…) To, co przeżywamy, jest wydarzeniem nie tylko społecznym czy ekonomicznym, ale przede wszystkim etycznym. Rzecz dotyka godności człowieka. Godność człowieka opiera się na jego sumieniu. Najgłębsza solidarność jest solidarnością sumień” – podkreślił.

Na zjazd „Solidarności” przywiózł swoją najnowszą książkę „Etyka Solidarności”, która stała się fundamentem moralnym 10-milionowego ruchu, jako rewolucja godności.

Tischner lał oliwę na wzburzone fale, mówiąc, że młyn Solidarności trzeszczy, wydaje się, że za chwile pęknie, ale potem przychodzi światło i rozum i młyn wydaje mąkę. Ostatecznie Zjazd przegłosował podziękowanie tylko dla KORu.

Tischner Zjazd Solidarnosci

Polski „homo sovieticus” zakałą demokracji

Dziewięć lat później, na pierwszej stronie „Tygodnika Powszechnego” ukazał się artykuł Tischnera pt. „Homo sovieticus między Wawelem a Jasną Górą”. Pojęcie to profesor zapożyczył od dysydenta rosyjskiego, filozofa Aleksandra Zinowiewa, wg którego homosos, to homo sapiens ukształtowany przez system totalitarny, który staje się jednostką pozbawioną swojego „ja”, roztopioną w kolektywie, zniewoloną i niewolącą innych.

Jeśli Zinowiew uznał, że homo sovieticus zniknął wraz z upadkiem Związku Radzieckiego, to prof. Tischner uznał, że w Polsce nadal istnieje. Wziął udział w buncie gdy komunizm przestał zaspokajać jego nadzieje i potrzeby i teraz oczekuje, że komunistyczne obietnice zostaną spełnione przez kapitalistyczne metody. Toteż „jedną z poważnych przeszkód na drodze do demokracji są wczorajsi klienci komunizmu – a więc nie komuniści, lecz ich klienci – ludzie zsowietyzowani, pozbawieni poczucia odpowiedzialności”.

Pięć miesięcy później, 28 listopada 1990 r., a więc 3 dni po tym, jak premier Tadeusz Mazowiecki przegrał już w pierwszej turze z „człowiekiem z Peru” , Tischner wystąpił w TVP, mówiąc:

”Wybory są dla mnie przede wszystkim dniem pewnej prawdy. Oto w tym dniu ujawnił swą obecność między nami homo sovieticus – człowiek sowiecki. W ostatnią niedzielę pokazał swoją prawdziwą twarz. Sovieticus to ten Polak, który kiedyś ustawił się przed straganem z obietnicami komunistów. Popierał komunizm dopóty, dopóki na straganie był towar. A kiedy się skończył, podniósł bunt. Teraz stragan został wymieniony. Ale sovieticus wciąż się domaga. Tym razem od ludzi Solidarności, którzy stanęli za ladą. Ten bezwolny i interesowny sovieticus jest zakałą polskiej demokracji. Skłonny zaakceptować każdego proroka, który obieca mu pewną bez odpowiedzialność i pewien stopień konsumpcji. Może podpalić katedrę, byle sobie przy tym ogniu usmażyć jajecznicę”.

Ten język pogardy w ustach „kapelana Solidarności” wywołał u wielu szok. Jakby Tischner zapomniał, że swój tekst z 1986 roku o totalitaryzmie „Ideologiczne uzasadnienie przemocy” obdarzył mottem z Maxa Webera: „(…) Kto szuka zbawienia własnej duszy i ocalenia innych dusz, ten nie szuka tego na drodze polityki, której zadania są zupełnie inne – takie, które tylko przez gwałt rozwiązać można”.

Dla mnie, jako reportera, słowa Tischnera stały się impulsem, by zbadać, kto głosował na Stana Tymińskiego i dlaczego? Natychmiast po I turze ruszyłem w drogę, zjechałem kraj, dotarłem do ludzi z jego sztabu wyborczego oraz tych, którzy z własnej inicjatywy tworzyli w różnych miastach komitety poparcia. Okazało się, że z jednej strony poparli go ludzie z aparatu komunistycznego, którzy chcieli wrócić do władzy już jako kapitaliści, a z drugiej strony byli to działacze „Solidarności”, którzy poczuli się zdradzeni i oszukani przez swoich przywódców, których wynieśli do władzy, a ci wyrzucili na śmietnik historii etykę solidarności, zasadę „jeden drugiemu brzemiona noście” i zafundowali im kapitalizm w jego najbardziej drapieżnym, darwinowskim wydaniu. Oni tracili masowo miejsca pracy, w zamian dostając „zupę Kuronia” oraz apele popularnych aktorów w TVP do ludu o pomoc… rządowi” a beneficjentami rewolucji godności stali się ich wczorajsi ciemiężyciele, którzy książeczki partyjne zamienili na książeczki czekowe.

Najliczniejszą grupą wyborców Tymińskiego byli najbardziej przedsiębiorczy młodzi ludzie, którzy pragnęli wziąć swój los w swoje ręce, ale napotkali szklany sufit. Potwierdziły to później badania socjologiczne prof. Ireneusza Krzemińskiego. Na fabrykach, w których pracowali uwłaszczała się nomenklatura. Nie mogli wyjść poza handel na leżakach i w „szczękach”, bo bankami nadal rządzili komuniści. Wyborcami Tymińskiego byli pracownicy PGRów, które zlikwidowano decyzją polityczną i zrobiono z nich „Indian zamkniętych w rezerwatach”. Na dodatek bohaterowie „Solidarności”, którzy stali się władzą, na spotkaniu w auli Uniwersytetu Warszawskiego, na oczach całego narodu, bo to pokazała telewizja, wzięli się za łby. Lud pojął, że mają w „de” los narodu, że im tylko chodzi o władzę. Na koniec napluli im w twarz wybierając im na prezydenta gen. Jaruzelskiego. Opisałem to w książce „Spałem z Tymińskim”

- Czym było to wystąpienie telewizyjne prof. Tischnera? – zapytałem red. Michnika i profesorów. – Dlaczego myślenie ewangelią zastąpił myśleniem politycznym, logikę miłości logiką władzy, język dialogu językiem pogardy wobec ofiar transformacji? A może, zdaniem Państwa, to była przenikliwa diagnoza socjologiczna, która do dzisiaj zachowała aktualność, gdyż po „homo sovieticus” narodziło się określenie „moherowe berety” („Polska naprawdę nie jest skazana na, tak jak ją Polska od wczoraj nazywa, „moherową koalicję.” To cytat z przemówienia sejmowego Donalda Tuska z 10 listopada 2005 roku). Po ostatnich wyborach prezydenckich celebryci i profesorowie  popierający KO wyjaśnili w TVN i w TVP w likwidacji, że: „motłoch wybrał nam prezydenta”. Niestety, po moim wystąpieniu red. Michnik wyszedł z sali, ale próby odpowiedzi podjęło się trzech profesorów.

Prof. Chojnowski: Ja homo sovieticusa wziąłem do siebie...

3. prof. Zbigniew Chojnowski OK

Zdaniem polonisty, poety, prof. Zbigniewa Chojnowskiego wystąpienie Tischnera należy do porządku politycznego a pewne zachowania są wynikiem okoliczności.

- Ja tę słynną kategorię, homo sovieticus, wziąłem do siebie. Ja zrozumiałem wtedy nie tyle sens polityczny tego wystąpienia, ile zadałem sobie pytanie, czy ja jestem jeszcze tym przedstawicielem kategorii ludzi spod znaku homo sovieticus? Myślę, że w każdym z nas są jakieś formy zniewolenia z dawnych lat, i z powodu tej sytuacji, jaka jest. (…) To jest też pytanie o to, na ile autorytet moralny, intelektualny powinien mieszać się do polityki. I myślę, że to jest taka też nauczka, że człowiek mądry dystansuje się wobec tego, co nie do końca jest zrozumiałe. I dlatego nie potępiałbym księdza profesora za to wystąpienie. Mamy z tego zysk, bo upowszechniona została kategoria homo sovieticus, czyli człowieka, który nie ma własnego zdania, który przyzwala na instrumentalizowanie swojego autorytetu, swojej mądrości i jest kukiełką w teatrze politycznym. Nie odpowiedziałem prawdopodobnie na to pytanie, Adamie, tak jak byś chciał, ale niech pierwszy rzuci kamieniem kto jest bez winy.

Prof. Ziemiński: To był wyraz frustracji elit...

2. prof Ireneusz Ziemiński

Dla filozofa, prof. Ireneusza Ziemińskiego, który w 2017 otrzymał Nagrodę im. księdza Józefa Tischnera, prof. Tischner w latach 90. był „medialnym prorokiem”. Prof. Ziemiński wyraził żal, że z sali wyszedł red. Michnik, bo chętnie usłyszałby jego odpowiedź.

- Ja te słowa odczytuję jako wyraz frustracji elit, które po raz kolejny wydają się, że zostały zdradzone. Wynika to u filozofów, a zwłaszcza u księży, z naturalnej funkcji nauczania, pouczania i z naturalnej funkcji Kościoła. Dlatego ja jestem bardziej krytyczny niż pan redaktor Adam Michnik, do tych tzw „księży otwartych”, czy bardziej liberalnie nastawionych. Kościół zawsze sytuuje się ponad społeczeństwem i ocenia to, jak społeczeństwo się zachowuje. Więc ja raczej widziałbym w tym dobre zagranie roli księdza jako autorytetu moralnego, ówcześnie autorytetu publicznego.

Tischner w „Etyce Solidarności” pisał, że komunizm zakłamuje pracę, dlatego później aprobował w pełni plan Balcerowicza, gdyż praca musi być realna i ci wszyscy przedstawiciele wielkich zakładów, właśnie ci „klienci” nowej władzy, muszą nauczyć się pracy realnej. Myślę, że Tischner mógłby się podpisać pod słynnym wywiadem Marcina Króla z 2014 roku, pod tytułem „Byliśmy głupi”.

(Filozof prof. Marcin Król (zm. 2020r.) w tym wywiadzie, a rok później w książce, był przekonany, że demokracja liberalna zakończy się rewolucją, z powodu straszliwego rozwarstwienia społecznego, „85 osób ma majątek większy niż połowa ludzkości, czyli 3,5 miliarda ludzi. Sytuacja absolutnie chora” i jeśli liberalni demokraci coś z tym nie zrobią, to „zawisną na gałęzi”. Król wyznał, że on i jego środowisko, w latach 80. „zaraziliśmy się ideologią neoliberalizmu i namawiałem do tego Tuska, Bieleckiego, całe to gdańskie towarzystwo. Myśmy byli oderwani od realnych ludzkich problemów. Z naszego punktu widzenia w tej całej rewolucji chodziło o wolność, o zniesienie cenzury. To nam wystarczyło. A kwestie solidarności społecznej, biedy na wsi, pegeerów, nierówności... Zabrakło nam wyobraźni”.

Po latach, po owocach prof. Król zrozumiał, że liberalizm, w którym dominuje składnik indywidualizmu, „wypiera inne ważne wartości i zabija wspólnotę”. Nastały rządy „absolutyzmu oświeconego” . Wyborcy mają się zająć swoimi sprawami, mogą robić co chcą, byle tylko nie wtrącali się do rządów „oświeconych”. A rządzą nami głupi politycy, kłamliwi eksperci i zidiociałe media, zajmujące lud zastępczymi sporami, dupą i okolicami. „Skończymy marnie, jeśli rozsądni ludzie nie podejmą uniwersalnych ideałów - równości i braterstwa” – przypis A.Socha).

Prof. Bobko: „Niestety, wciągnęła go polityka...”

Bobko Jan

Jako ostatni odpowiedział mi filozof prof. Aleksander Bobko, który był asystentem prof. Tischnera w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. W 2015 roku został senatorem z listy PiS i wiceministrem nauki. Odwołany po tym, jak zakwestionował najistotniejsze założenia ustawy o Sądzie Najwyższym min. Ziobry. Przede wszystkim wygaszenie kadencji I prezes SN prof. Małgorzaty Gersdorf. Stwierdził, że ustawa ta jest niezgodna z konstytucją. Odszedł z polityki.

- Miałem z prof. Tischnerem bliski kontakt i to jego wystąpienie też było przez nas, przez jego studentów w Krakowie żywo komentowane – odpowiedział mi prof. Bobko. - Dyskutowaliśmy o tym, spieraliśmy się. Z jednej strony Tischner zbierał gratulacje, że trafnie, jak zwykle, ocenił sytuację. Mój głos znalazł się w gronie tych sceptycznych wobec tej wypowiedzi. Owszem, pojęcie „homo sovieticusa” i wtedy, i dzisiaj, ma pewien sens, nad którym trzeba się zastanowić. Natomiast wtedy wydawała mi się ona jednak krzywdząca. Ta wypowiedź mojego mistrza, w tamtym czasie bardzo silnie spozycjonowała go politycznie po jednej stronie sporu. I to była ogromna szkoda, bo w latach 90. niezwykle brakowało osób, które byłyby ponad wtedy zaogniającymi się podziałami a Tischner miał wszystkie dyspozycje, żeby być taką osobą ponad podziałami. Ale niestety wciągnęła go polityka.

Homo sovieticus czy homo democraticus?

Pełnej odpowiedzi udzielił mi też uczeń prof. Tischnera, filozof prof. Zbigniew Stawrowski, w roku 1980 współzałożyciel NZS, po śmierci mistrza w 2000 roku, założyciel „Instytutu Myśli Józefa Tischnera”, ale nie na sympozjum, gdyż go nie zaproszono, za to na kolejne wykłady zaproszono np. prof. Magdalenę Środę. Odpowiedź znalazłem w wywiadzie z prof. Stawrowskim z 2015 roku „Ostatnie kuszenie Tischnera” oraz w jego artykule „O pewnej fundamentalnej iluzji” z 2020 roku.

Zbigniew Stawrowski

„W „Etyce solidarności” Tischner buduje Polaków, buduje więź - pisze prof. Stawrowski. - Do tej wspólnoty są zaproszeni wszyscy Polacy, wykluczeni są jedynie ci, którzy nie chcą mieć sumienia. (…). Po 1989 ten wątek zanika; znajdujemy się w ramach jakiejś wąskiej grupy, nie ma budowania, jest piętnowanie. Zaczęło się od homo sovieticusa. Nagle okazuje się, że mamy budować tę naszą wspólnotę, apelując nie do tego, co najlepsze w każdym człowieku, do jego sumienia, tylko wskazując tych złych – tych, którzy przeszkadzają i niszczą Polskę. To jest zupełnie inny sposób myślenia. Ten pierwszy jest etyczny, ten drugi – polityczny. Bo polityka, w pewnym szczególnym jej sensie, polega właśnie na wskazywaniu wrogów”.

W 1989 roku Tischner zapiera się samego siebie, oddając swój autorytet, język i pióro środowisku „Gazety Wyborczej”. „Myślenie ewangeliczne zastąpił myśleniem politycznym, które „(…) stawia pytanie: kto jest z nami a kto przeciw? (...) - pisze prof. Stawrowski. - A jeśli jesteś przeciwko mnie, to muszę znaleźć sposób, aby cię skłonić do poddania się. (…) Aby wywołać uznanie i uciszyć możliwy bunt, rozum polityczny posługuje się z jednej strony groźbą, a z drugiej – obietnicą”.

„Najważniejszy spór, w którym ks. Tischner wziął wówczas udział, dotyczył tzw. dekomunizacji – pisze prof. Stawrowski. - Ten spór okazał się dla ks. Tischnera intelektualną, a także i ludzką porażką, ponieważ nawet nie spostrzegł, kiedy nagle sam wpadł w pułapkę „rozumu politycznego”. (…) W artykule „Nie wiem jak to nazwać” Tischner odnosi się do wypowiedzi jednego z polityków, który stwierdził, że „dziś w instytucjach finansowych i bankowych rządzą nadal komuniści. Wystarczy przejrzeć Almanach Banków Polskich i zapoznać się ze składem ich zarządów i rad nadzorczych – prawie sami towarzysze oraz nieco liberałów i członków UD na okrasę. Nic dziwnego, że portfele kredytów udzielanych przez banki są nieprawidłowo rozdzielane …”. Jaka jest odpowiedź Tischnera?

Otóż przytacza on długi, zajmujący połowę całego artykułu fragment przemówienia Stalina. Mowa w nim – by oddać poetykę owego tekstu – o walce z elementami kapitalistycznymi, i o wyrugowaniu ostatnich resztek umierających klas. Elementy te bowiem nie wyginęły, lecz rozpełzły się po kraju przywdziawszy maskę robotników i chłopów, przy czym niektórzy przedostali się nawet do partii. Nie mają już sił, aby otwarcie zaatakować Władzę Radziecką, dlatego też jedyne, co im pozostaje, to bruździć i szkodzić robotnikom, kołchoźnikom, Władzy Radzieckiej i partii…”.

Po zacytowaniu Stalina pada informacja, że słowa te pochodzą ze stycznia 1933 roku, z przemówienia, które zapoczątkowało nową falę terroru. I teraz Tischner, stawia retoryczne pytanie: „Kochany Czytelniku, czy widzisz podobieństwa?” … Aż się prosi, by również do samego autora skierować pytanie: Księże Profesorze, a czy nie dostrzega Ksiądz żadnych różnic? … Najłagodniejszym komentarzem, jaki mi się tu nasuwa, jest sam tytuł artykułu: naprawdę „Nie wiem jak to nazwać…”

„Czy homo sovieticus, naprawdę tak bardzo różni się od homo democraticusa? - pyta prof. Stawrowski. - Rozejrzyjmy się tylko uważnie wokół siebie …”

W innym artykule z tego samego okresu Tischner krytykuje polityków, którzy twierdzą, że trzeba „sprawiedliwie rozliczyć komunistów”. Powołuje się na encyklikę Jana Pawła II, ale pomija jej istotę: „Wymagane przebaczenie nie niweczy obiektywnych wymagań sprawiedliwości” (…) Myśl Jana Pawła II jest tu niezwykle jasna: miłosierdzie nie przeciwstawia się wymaganiom sprawiedliwości, ani też ich nie pomija, lecz zakłada je i potwierdza!”

Polacy po 1989 roku odzyskali swoje państwo. Fundamentem każdego praworządnego państwa, w którym suwerenem jest naród, jest sprawiedliwość. Stąd na fasadzie gmachu Sądu Okręgowego w Warszawie widnieje napis „Sprawiedliwość ostoją mocy i trwałości Rzeczypospolitej”. Tymczasem III RP ufundowano na niesprawiedliwości, na hurtowym rozgrzeszeniu wszystkich zbrodni komunistycznych.

Powrót do źródeł

Otrzeźwienie ks. Tischnera przychodzi w 1993 roku, gdy właściciele PRL wracają do władzy, jako SLD, a następnie prezydentem zostaje aparatczyk komunistyczny Aleksander Kwaśniewski, który napisze nam w 1997 roku konstytucję III RP.

„Okres upolitycznienia myśli Józefa Tischnera jednak przyniósł bolesne skutki. Przyczynił się do intelektualnego i moralnego pomieszania, które wyniosło do władzy postkomunistów i uczyniło z nich ojców założycieli III RP. – stwierdza prof. Stawrowski. - Wówczas Tischner zmienia swoje podejście do kwestii dekomunizacji. W tekście „Kot pilnujący myszy, czyli cierpienia okresu transformacji”, opublikowany w lipcu 1997 roku – to był ostatni artykuł filozofa, który ukazał się przed zdiagnozowaniem choroby nowotworowej i operacją krtani.

Przytoczmy jego obszerne fragmenty:

„Prze­baczenie – pisze Tischner – nie może być żadną miarą interpretowane jako przyznanie prawa do ubiegania się o władzę w systemie demokratycznym. Przeba­czenie – dodajmy: bezwarunkowe przebaczenie – jest wprawdzie oczyszczeniem, ale oczyszczeniem p o k r z y w d z o n e g o z pragnienia odwetu, a nawet z pragnienia sprawiedliwego zadośćuczynienia, nie jest natomiast oczyszczeniem w i n o w a j c y z jego winy. Aby winowajca mógł się oczyścić ze swojej winy wymagane są określone warunki, między innymi skrucha i jakiś rodzaj zadośćuczynienia”.

I dalej: „Dlaczego liberalna demokracja nie chce, by na jej czele stali «byli komuniści»? Odpowiedź znamy co najmniej od czasów greckich. Fundamentem państwa demokratycznego jest zasada sprawiedliwości, która w najogólniejszym ujęciu brzmi: «oddaj każdemu, co mu się należy». (…) Dziś byli komuniści chętnie odwołują się do liberalizmu, w ich mniemaniu bowiem wszelka odmowa prawa do sprawowania władzy jest sprzeczna z zasadami liberalizmu. Skoro w zasadzie «wszys­tko wolno», to dlaczego nie ma być wolno byłym komunistom sprawo­wać władzy w demokracji? Tym bardziej, jeśli uzyskali mandat społe­czny. Czy rzeczywiście liberalizm «na wszystko pozwala»? (…)

Nie jest tak, że wolność liberalna «pozwala na wszystko». Istnieją etyczne fundamenty demokracji. Sprzeczne z zasadą wolności jest działanie przeciw wolności – nie tylko to, które polega na sięganiu po przemoc, także to, które polega na manipulowaniu pojęciem wolności. Kłamstwo było jednym z głównych filarów komunizmu. Czy coś z tego kłamstwa nie pozostaje? Czy w samej legitymizacji postkomunistycznego roszczenia do udziału we władzy nie kryje się jakieś fundamentalne zakłamanie? (...) Wpuszczenie postkomunisty w świat demokracji wygląda trochę tak, jakby ktoś kotu kazał pilnować myszy. Nawet gdyby wszystko miało się skończyć dobrze, jakaż to męka dla jednej i drugiej strony!”.

Prof. Stawrowski: Zbudowaliśmy chore państwo

Mamy przed sobą otwarte i odważne przyznanie się do błędu! Niestety dla Polski przyszło ono za za późno, bowiem, jak pisze prof. Stawrowski:

„Przejęliśmy z Zachodu wzorce instytucjonalne, cały sposób tworzenia państwa, a jednocześnie od samego początku zanegowaliśmy ich podstawowe wartości to znaczy właśnie prawdę i sprawiedliwość. W ten sposób powstały instytucje, które mają charakter fasadowy. W okolicach Okrągłego stołu przyjęto u nas milcząco meta-ustrojową zasadę, że w wyniku ustaleń politycznych można prawdę i sprawiedliwość wziąć w nawias, a tym samym uniknąć odpowiedzialność nawet za zbrodnie, nie mówiąc już o większych czy mniejszych przekrętach. I taka niepisana zasada realnie obowiązuje w funkcjonowaniu naszego państwa: jeżeli mamy władzę, albo przynajmniej jesteśmy dostatecznie silni lub znani, to możemy być zwolnieni z odpowiedzialności. To jest chore. To jest choroba, która toczy nasze państwo”.

To właśnie powiedział polskim parlamentarzystom w 1999 roku Jan Paweł II "Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm".
Adam Socha

Tweet
Pin It
  • Poprzedni artykuł
  • Następny artykuł

Skomentuj

Komentuj jako gość

    0

    Biorą udział w konwersacji

    Komentarze (3)

    • Sortuj - najpierw najstarsze
    • Sortuj - najpierw najnowsze
    • Subskrybuj poprzez e-mail
    • Gość - Gościniec

      Odnośnik bezpośredni

      A może jeszcze Homo Ludens, produkt postkomunistyczno-liberalnych "nadludzi", w transie permanentnej zabawy. Od porodówki do cmentarza. Zagony Michników i Tischnerów, którzy uwodzą utopijną krainą konsensusu i wartości bez wartości (gdzie "dobro i zło zlewają się w jedność" - Jerry Rubin). Łączących aborcję konkretnego człowieka , która jest dla niego śmiercią, z prawami do życia dla każdego. Pałowanie "zaścianka" i "mohera" ma swoje praktyczne konsekwencje, wyrażone przez Michała Bułhakowa w pieśni sowieckiej Armii Konnej "Ni król, ni klecha, pan ni kat. Od gadów wyzwolimy się sami. I wprowadzimy nowy ład" ("Fatalne jaja" - kiedy eksperyment naukowy wymyka się spod kontroli, tylko cud może uratować ludzkość).

      około 2 tygodnie temu http://maps.google.com/maps?z=15&q=,
      0 Lubię Podziel się Krótki URL: Facebook Twitter Google Plus Odpowiedz
    • Gość - Gość

      Odnośnik bezpośredni

      PIS=PO=JUDASZE

      Dlaczego K. Nawrocki zatrzymał ekshumacje w Wiźnie? K. Treter-Sierpińska

      https://www.youtube.com/watch?v=QpxyijL1Cd4

      około 1 tydzień temu http://maps.google.com/maps?z=15&q=,
      0 Lubię Podziel się Krótki URL: Facebook Twitter Google Plus Odpowiedz
    • Gość - Zenek Złakowski

      Odnośnik bezpośredni

      Adamie, z dużym zainteresowaniem przeczytałem w listopadowej „Debacie” twoją relację z sympozjum naukowego, które odbyło się w dniu 21
      października br. na Wydziale Humanistycznym UWM w Olsztynie w ramach „Jesieni Tischnerowskiej”, a którą zatytułowałeś: „Homo sovieticus” – „mohery”
      – „motłoch”. Nie uczestniczyłem w tym sympozjum. W twojej relacji szczególnie zainteresowała mnie twoja polemika z Adamem Michnikiem, który
      był gościem podczas tego sympozjum. Zgadzam się w pełni z twoją oceną iż odegrał on bardzo negatywną rolę w polskiej polityce w okresie transformacji.
      To on bardzo szybko zbratał się z komuną i zdradził ideały Solidarności. Właściwie od początku pojmował je po swojemu i robił wszystko, aby na nowo
      utrwalić dawny układ początkowo niby pod flagą Solidarności, która w jego wydaniu stała się fałszywą flagą. Ten jego zwrot obserwowałem już w okresie
      sejmu kontraktowego, kiedy podobnie jak on byłem posłem. Wtedy to rodziła się ta fala pogardy dla wielu autentycznych działaczy Solidarności i polskiej
      tradycji patriotycznej. Stawało się to tym bardziej dramatyczne, gdy on, Michnik, został szefem nie tylko sztandarowej tuby propagandowej, jaką stała
      się „Gazeta Wyborcza” ale też ważnym przywódcą całego obozu niby „postępowego”, ale o proweniencji komunistycznej, w tym środowiska politycznego i kulturalnego. Przez lata dzierżył on rząd dusz, mając w pogardzie ludzi z trudem walczących o przetrwanie w niezwykle trudnym okresie transformacji.
      Wracając do sympozjum, mniej znana była mi ewolucja postawy i poglądów ks. prof. Józefa Tischnera, autora „Etyki Solidarności” Ta książeczka stoi u mnie na półce. Mniej znany był mi ten późniejszy proces kuszenia go przez Adama Michnika, który zakończył się nawet pewnym sukcesem.
      Adamie, gratuluję tej obszernej i dobrze udokumentowanej relacji z tego
      sympozjum.
      Zenek Złakowski

      około 4 dni temu http://maps.google.com/maps?z=15&q=,
      0 Lubię Podziel się Krótki URL: Facebook Twitter Google Plus Odpowiedz

    Wyróżnione

    Lubiane

    System komentarzy oparty o Komento

    Komentarze

    Wreszcie jakiś pomysł na olsztyńską komunikację. Ukłony dla autorów: Soni oraz Panów Adama i Bartosza. Mam pytanie: a nie dałoby rady wykroić wiaduktu...
    Plan opozycji rozwoju infrastr...
    10 godzin(y) temu
    ???
    Plan opozycji rozwoju infrastr...
    13 godzin(y) temu
    Pociąg na trasie Jaroty Osiedle Sterowów ! - rzeczywiście śmieszne! W epoce koła z samonaprawiająca się oponą i zaawansowanych technologii mobilności ...
    Plan opozycji rozwoju infrastr...
    22 godzin(y) temu
    Kanalizacji deszczowej nie uświadczysz także na podwórkach przy ul. Limanowskiego.
    Mieszkańcy zaśmiewając się, brodzą w błocie, a składane przez nic...
    Plan opozycji rozwoju infrastr...
    23 godzin(y) temu
    https://biznes.interia.pl/nieruchomosci/news-prezesi-na-cztery-lata-pelna-jawnosc-wydatkow-nowe-prawo-dla,nId,22466199
    no i nareszcie skończy się feu...
    Dlaczego Walne SM "Jaroty" nie...
    23 godzin(y) temu
    W smętnym miasteczku, jakim jest Olsztyn, gdzie nie ma pieniędzy na budowę podstawowej infrastruktury, jakim jest kanalizacja deszczowa na ulicy Ofice...
    Plan opozycji rozwoju infrastr...
    1 dzień temu

    Ostatnie blogi

    • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
    • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
    • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
    • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
    • 1

    Najczęściej czytane

    • Trwa presja koncernów OZE na gminy Warmii i Mazur. Kolej na Korsze
    • Wójt gminy Barciany pozostaje na stanowisku. Czy to koniec wojny?
    • Radny olsztyński PiS Jarosław Babalski został wykluczony z partii
    • Radny olsztyński PiS Jarosław Babalski został wykluczony z partii
    • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
    • Protest w sprawie plakatu sztuki Teatru Jaracza radnych i posłów PiS oraz Archidiecezji Warmińskiej. Oświadczenie dyrektora
    • Sprostowanie wojewody w sprawie zwolnienia Piotra Junkera
    • Czy Grzegorz Smoliński "zdradził" PiS zatrudniając się w UW?
    • Po wyroku sądu rektor UWM zweryfikuje oceny negatywne nauczycieli
    • Prokuratur nie wniesie o likwidację Związku PRAWDA na UWM
    • To idealny moment na zaatakowanie Polski. Rozleci się jak gliniany garnek
    • Czy prezydent Olsztyna naraził zdrowie i życie przedszkolaków?

    Wiadomości Olsztyn

    • Olsztyn

      • Plan opozycji rozwoju infrastruktury tramwajowej i drogowej w Olsztynie

        2025-12-10 13:16:03

        Olsztyński radny klubu PiS Adam Andrasz oraz działacze społeczni Sonia Solarz-Taciak i Bartosz...

      • Zmarła Maria Skurpska, współtwórca "Solidarności" na WSP w Olsztynie

        2025-12-02 13:03:31

        W poniedziałek 1 grudnia 2025 roku zmarła Maria "Maryna" Skurpska. Odeszła w wieku 85 lat. Polonistka,...

      • Rady Osiedli w Olsztynie mogą wszystko - odkrył Bogdan Bachmura

        Bogdan Bachmura 2025-11-28 17:17:21

        Moje wystąpienie przed Komisją Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska RM Olsztyna 20 listopada...

    Wiadomości region

    • Region

      • Systematycznie spada liczba mieszkańców Warmii i Mazur. Olsztyn traci na rzecz powiatu

        2025-12-10 12:41:50

        Jednym z ciekawszych zagadnień opisanych przez Urząd Statystyczny w Olsztynie, w opublikowanym niedawno...

      • Wójt gminy Barciany pozostaje na stanowisku. Czy to koniec wojny?

        Adam Jerzy Socha 2025-12-04 11:32:02

        Niedzielne referendum w sprawie odwołania przed upływem kadencji wójta gminy Barciany Marty...

      • Wyrok ws. burmistrza Biskupca i inwestycji Eggera poznamy 15 grudnia

        2025-12-01 17:16:43

        Przed olsztyńskim Sądem Okręgowym zakończył się trwający ponad cztery lata proces burmistrza Biskupca...

    Wiadomości Polska

    • Polska

      • Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA. Oferta dla Polski

        2025-12-10 16:32:53

        Ogłoszona 5 grudnia Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA zawiera ofertę dla Polski, która ma...

      • W Polsce, zaliczonej do grupy G20, ubóstwo dotyka juz 5 mln osób

        Zbigniew Lis 2025-12-06 10:59:51

        W 1989r. w Polsce wydarzyło się coś więcej niż tylko upadek PRL, bo przyjmując zasady wolnego...

      • To idealny moment na zaatakowanie Polski. Rozleci się jak gliniany garnek

        2025-11-17 21:12:28

        Polska podzielona na pół, nienawiść między obozami politycznymi sięga zenitu. Państwo jest na...

    O debacie

    • O Nas
    • Autorzy
    • Święta Warmia

    Archiwum

    • Archiwum miesięcznika
    • Archiwum IPN

    Polecamy

    • Klub Jagielloński
    • Teologia Polityczna

    Informacje o plikach cookie

    Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.