W wieku 68 lat odszedł Ireneusz Iwański, po długiej walce z chorobą nowotworową. W latach 80. czołowy reportażysta Radia Olsztyn. Twórca Radia Wa-Ma, szef Rady Programowej Radia Olsztyn, przedsiębiorca i producent radiowy.
Msza pożegnalna odbędzie się we wtorek 30 września o godz. 11.00 w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie, po której ciało zostanie odprowadzone na cmentarz komunalny w Dywitach.
W imieniu własnym i redakcji „Debaty”, której Irek był stałym czytelnikiem, składam rodzinie Irka wyrazy najgłębszego współczucia.
Ireneusz Iwański swoją przygodę z mikrofonem rozpoczął jeszcze w czasach studenckich, pod koniec lat 70., gdy dołączył do Radia Kortowo na ówczesnej Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie (ukończył weterynarię). Równocześnie zaczął współpracę z Radiem Olsztyn.
Na stałe do olsztyńskiej rozgłośni Polskiego Radia trafił w 1982 roku. Przez ponad dekadę pracował w redakcji publicystyki, którą przez pewien czas kierował. Zrealizował wiele reportaży nagradzanych w konkursach ogólnopolskich. Współpracował regularnie z Programem 1 i Programem 3 Polskiego Radia.
Miał wyjątkowy dar do wyszukiwania ludzkich historii, przełamywania barier i docierania z mikrofonem w miejsca niezwykłe. Cechowała go dziennikarska dociekliwość i umiejętność nawiązywania kontaktu z każdym rozmówcą.
Bohaterowie nagrań otwierali się przed nim niezależnie od ich wieku, pozycji zawodowej, wykształcenia czy sytuacji życiowej.
Radio Olsztyn prezentuje kilka z nich ze swojego archiwum.
W 1993 roku odszedł z Radia Olsztyn i skupił się na własnym projekcie. Już rok później na falach eteru pojawiło się Radio Wa-Ma – jego autorskie przedsięwzięcie. Rozgłośnia zaczynała w Olsztynie, a wkrótce objęła zasięgiem także inne miasta regionu, m.in. Iławę, Mrągowo i Giżycko. Iwański był również inicjatorem i pierwszym przewodniczącym Konwentu Lokalnych Komercyjnych Nadawców Radiowych. W 2001 roku, z powodów zdrowotnych, zrezygnował z kierowania stacją i sprzedał udziały.
Od 2008 roku angażował się ponownie w działalność Radia Olsztyn – zasiadał w Radach Programowych, a przez kilka kadencji pełnił funkcję przewodniczącego. Kierował też spółką EMI-PRO, zajmującą się produkcją programów radiowych.
Informację o śmierci przekazał w mediach społecznościowych m.in. syn, znany dziennikarz telewizyjny Maciej Iwański.
Ireneusz Iwański otrzymał srebrne odznaczenie „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”
Moje wspomnienie śp. Irka
Mam wobec Irka dług wdzięczności. Kilka razy w moim życiu zawodowym wyciągnął do mnie pomocną dłoń. Poniższym wspomnieniem chcę chociaż częściowo go spłacić.
Pierwszy raz Irek pomógł mi, gdy po raz kolejny w mojej karierze dziennikarskiej znalazłem się na bruku w 2000 roku. Już wcześniej drzwi olsztyńskich redakcji były dla mnie zamknięte. (Muszę uczciwie przyznać, że miałem propozycję pracy w Wyborczej Olsztyn i to dwukrotnie, jeszcze zanim gazeta się ukazał, a później gdy szefem oddziału był Wacław Radziwinowicz, proponował mi stanowisko sekretarza redakcji, ale tak za pierwszym i drugim razem, odmówiłem).
W 2000 roku zapukałem do Radio Olsztyn, którego prezesem był Władysław Bogdanowski a zastępcą Władysław Ogrodziński. Wysłuchali mojej propozycji poprowadzenia audycji publicystycznej „na żywo”. Popatrzyli na mnie, jakbym się urwał z Księżyca i żeby mnie spławić zaproponowali rolę freelancera. Jak nagram jakąś interesującą ich informację, to niech się zgłoszę.
Zostało mi już tylko Radio Wa-Ma, założone przez Irka w 1994 roku, po odejściu z Radia Olsztyn. Do tego czasu nie znałem się z Irkiem osobiście. W ponurych latach 80. nie słuchałem Radia Olsztyn, bo była to tuba propagandowa komunistów, więc nawet nie wiedziałem o istnieniu Irka. Natomiast słuchałem radiowej „Trójki” i pewnego razu usłyszałem reportaż Irka. Byłem pozytywnie zaskoczony, że w Olsztynie jest reportażysta radiowy, który funkcjonuje poza propagandą i robi ciekawe reportaże o ludzkich losach.
Irek był w latach 90. postrzegany w moim środowisku jako osoba związana z olsztyńskim establishmentem politycznym, zdominowanym przez SLD. Idąc więc do Radia Wa-Ma jedynie w tym pokładałem nadzieję, że idę do profesjonalisty a nie propagandysty. Przedstawiłem pomysł prowadzenia codzienne, porannej rozmowy „na żywo” z politykami i urzędnikami pt. „Czy to prawda, że…”, bo od tego zwrotu miałem zaczynać każdą rozmowę. Irek nie miał takiej audycji.
Zapytał tylko, czy będę równo traktował polityków ze wszystkich partii? Odparłem, że tak jak od początku swojej drogi dziennikarskiej. Jeszcze powiedział mi, że ma taką zasadę, że robi interesy z ludźmi, którzy przychodzą do niego w wypastowanych butach, a ja, na szczęście, przed wyjściem z domu starannie je wypucowałem.
Zaraz na samym początku pracy w Radio Wa-Ma przeprowadziłem rozmowę z ówczesnym marszałkiem Andrzejem Ryńskim, po której zadzwonił do mnie Irek z Pragi. Okazało się, że moje pytania i przebieg rozmowy wywołały niezadowolenie w SLD i dzwonili w tej sprawie do Irka. O tej rozmowie i w ogóle o mojej audycji ukazał się w Wyborczej Olsztyn uszczypliwy tekst Pawła Pietkuna. Irek prosił, żebym mu przeczytał ten artykuł. „Żona mnie ostrzegała, że będę miał przez ciebie kłopoty” – skwitował rozbawiony.
Więcej nigdy już nie wspominał o naciskach ze strony polityków i nigdy też nie narzucał, kogo mam zaprosić. Dla niego najważniejsze było to, że w porze mojej audycji słuchalność gwałtownie rosła.
Moja przygoda z Radiem Wa-Ma nie trwała długo, bo tylko do 2002 roku. Latem przyjechał do Irka Włodzimierz Czarzasty, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, który realizował projekt powołania dla SLD koncernu medialnego, który miał się stać lewicową przeciwwagą dla „Agory”.
Po jego wizycie Irek sprzedał udziały w spółce, która kupiła też pozostałe lokalne stacje radiowe w Polsce, które cienko przędły. Następnego dnia po transakcji zjawił się przedstawiciel tej spółki, łysy, muskularny facet, tyle że bez kija bejsbolowego. Ogłosił nową ramówkę i zachęcił załogę do wytężonej pracy słowami: „Jak chcecie mieć czym srać, to musicie zarobić na jedzenie”, a mnie powiedział, żeby moja noga więcej tu nie postała.
Kolejny raz nasze drogi się spotkały, gdy Irek Iwański został przewodniczącym Rady Programowej Radia Olsztyn z ramienia PO a ja po utracie pracy w Łodzi dostałem pracę w Radio Olsztyn u schyłku pierwszego PiSu, jako szeregowy dziennikarz. Po utracie władzy przez PiS i przejściu mediów tzw. publicznych w ręce PO w 2011 roku, wystartowałem w tzw. konkursie na prezesa radia wraz z Irkiem Iwańskim, który mimo, że świetnie sobie radził jako przedsiębiorca w branży reklam oudoorowych i producent audycji radiowych, tęsknił za „życiem radiowym” .
Byłem przekonany, że PO postawi na tak wybitnego radiowca i menadżera, jakim był Irek. Ja z góry wiedziałem, że nie mam żadnych szans, ale z mojej strony to była „wcieleniówka”. Chciałem od środka poznać mechanizm tzw. konkursu. Irek zaprosił mnie wówczas do swojego domu, gdyż już wiedział, że nie dostanie poparcia PO i zadeklarował, że jeśli przejdę do II etapu, to mnie przygotuje do rozmowy kwalifikacyjnej. Do Olsztyna zjechała komisja w składzie m.in. przewodniczący KRRiTV Jan Dworak i Krzysztof Luft. Ale tak jak Irek, ja też nie zostałem dopuszczony do rozmowy kwalifikacyjnej. Prezesem został Mariusz Bojarowicz, człowiek, który nie spełniał kryteriów (naciągnięto mu pracę w sekretariacie, jako sprawowanie funkcji kierowniczej), ale gwarantował absolutną dyspozycyjność wobec lokalnych polityków PO, którzy go „namaścili”.
Bojarowicz z miejsca zaczął mnie sekować, odebrał audycję historyczną i zakazał pisania do „Debaty”. Ten zakaz wywołał listy protestacyjne podpisane przez liczne grono działaczy pierwszej Solidarności oraz różne stowarzyszenia i związki a także demonstracje uliczne.
Wówczas w mojej sprawie interweniował u prezesa Bojarowicza przewodniczący Rady Programowej Radia Olsztyn Irek Iwański, wraz z członkiem tej rady aktorką Ireną Telesz-Burczyk. Wszystkie te działania doprowadziły, po pół roku, do przywrócenie mi prawa do pisania do „Debaty”.
Irek podjął też interwencję w sprawie audycji ukraińskiej w Radio Olsztyn, gdy na jego ręce wpłynęła skarga prof. Selima Chazbijewicza na audycje dla mniejszości ukraińskiej, kierownika redakcji ukraińskiej, zarazem szefa olsztyńskiego oddziału Związku Ukraińców w Polsce Stefana Migusa, że gloryfikuje w nich UPA i banderowców niemal zrównując rzezie na Wołyniu z przymusowym wysiedleniem ludności ukraińskiej z Bieszczad w ramach akcji „Wisła".
Przewodniczący Rady Programowej przyznał rację prof. Chazbijewiczowi i podjął interwencję u prezesa radia. Pokazał tym, że nie kieruje się interesami lokalnych polityków PO a polską racją stanu. Bowiem Platforma na Warmii i Mazurach była i jest związana ze środowiskiem ukraińskim a ówczesny poseł PO, ukraiński nacjonalista śp. Miron Sycz w obronie Migusa ściągnął do Olsztyna sejmową Komisję ds. Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Jednak przewodniczący Iwański się nie ugiął i spowodował odejście Migusa z redakcji oraz obowiązek umieszczania na stronie internetowej radia tłumaczeń audycji na język polski.
Jeszcze raz Irek wyciągnął pomocną dłoń, gdy moja żona dostała w Olsztynie „wilczy bilet” od PO. Nie mogła dostać pracy, bo wszędzie gdzie się zgłaszała, pytano ją, „czy pani jest żoną kanclerza Sochy z UWM, czy red. Sochy?”. Po czym słyszała, że urząd czy firma nie jest zainteresowana jej ofertą.
Pewnego dnia zadzwonił do mnie Irek i zapytał, czy żona byłaby zainteresowana pracą w jego firmie produkującej audycje radiowe, w dziale reklamowo-promocyjnym? Nie były to kokosy, ale stałe zajęcie pozwoliło żonie wyjść z depresji. Żona świetnie sobie poradziła, m.in. doprowadziła do wydania rozchwytywanej książki ks. Jana Rosłana "Tajemnice objawień w Gietrzwałdzie" oraz audiobooku o tym samym tytule.
W pewnym momencie Irek przekazał żonie swoje zaproszenie od firm turystycznych na wizytę studyjną w Izraelu, w ramach nagrody za jej dobrą pracę. (Sam wcześniej był kilkakrotnie w Izraelu). Wpadł też na pomysł, że mógłbym polecieć z żoną i koszt biletu lotniczego zrekompensować napisaniem scenariusza serialu radiowego, który on wyprodukuje. Wręczył mi nagrywarkę, żebym wszędzie gdzie będę, rejestrował dźwięki, które posłużą jako ilustracja do serialu.
Byłem Irkowi bardzo wdzięczny za tę ofertę, bo od dawna marzyłem o poznaniu Ziemi Świętej, ale w ówczesnej sytuacji materialnej nie było nas stać na bilety i pobyt. Tak powstał serial „Śladami Jezusa” wyprodukowany przez firmę Irka.
Jeszcze raz do mnie się zwrócił z prośbą o sprawdzenie w archiwum IPN dwóch kandydatów na prezesa Rotary Club, którego Irek był członkiem. Było bowiem podejrzenie, że co najmniej jeden z nich aktywnie współpracował z SB. Wywiązałem się z tego zadania, potwierdzając przypuszczenia i tym samym Irek udaremnił objęcia tej funkcji przez TW. To też było nietypowe zachowanie na tle jego środowiska z PO, które do sejmu i europarlamentu wprowadziło wielu TW.
Później sam sięgnął po materiały z archiwum IPN, pisząc ciekawą, rzetelną książkę „Prawdziwa historia Bursztynowej Komnaty i Ericha Kocha”, wydaną w 2022 roku. Do końca bowiem czuł się przede wszystkim dziennikarzem.
Trzykrotnie zmagał się z nowotworem. Wydawało się, że i tym razem wyjdzie z tej walki zwycięsko. Już poczuł się lepiej na tyle, że ponownie wystartował na przewodniczącego Rady Programowej Radia Olsztyn i został wybrany. (Marzeniem Irka było, odnośnie mojej osoby, żebym prowadził w Radio Olsztyn takie rozmowy z politykami „na żywo”, jak w Radio Wa-Ma. To marzenie się nie spełniło i nie spełni, ale dla mnie było dowodem uznania dla mojego profesjonalizmu i rzetelności).
Tuż przed śmiercią otrzymał srebrne odznaczenie „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, z którego była bardzo dumny i na które w pełni zasłużył.
W ostatnim okresie swojego intensywnego i bogatego życia zaangażował się w tworzenie stowarzyszenia „Klub Warmiński”, w którym został wiceprzewodniczącym. Misją „Klubu” była próba skupienia ludzi z różnych stron ideowych, ponad podziałami politycznymi, działanie na rzecz odbudowy wspólnoty, podzielonej bratobójczą wojną, niszczącą państwo, społeczeństwo i rodziny.
Ireneusz Iwański był wyjątkowym w Olsztynie przedsiębiorcą, działaczem społecznym i dziennikarzem. Trudno mi znaleźć, poza Irkiem, kogoś związanego z establishmentem olsztyńskiej władzy, jednocześnie pozbawionego nie tylko uprzedzeń do ludzi nie z jego kręgu politycznego, ale nawet gotowego wyciągnąć do takich ludzi pomocną dłoń, jeśli kogoś doceniał za jego kompetencję i uczciwość a nie za to, na kogo głosuje.
Irku, do zobaczenia w dziennikarskim niebie.
Adam Socha
Zdjęcie: Przemysław Getka/Radio Olsztyn


Skomentuj
Komentuj jako gość