Przedstawiam relację z ostatniego dnia procesu dyrektora Teatru Jaracza w Olsztynie Zbigniewa Brzozy, we wtorek 27 czerwca. Sąd uznała, że oskarżony Zbigniew Brzoza dopuścił się zarzucanego mu czynu (utrudniania działalności związkowej), jednak biorąc pod uwagę przyczyny działań podejmowanych przez dyrektora teatru oraz atmosferę panującą w tym czasie w teatrze, umorzył postępowanie karne na okres próby 1 (jednego) roku. Wyrok nie jest prawomocny (Więcej na temat wyroku czytaj TUTAJ)
"Nie chcieliśmy być szablą żadnej ze stron konfliktu"
Jako ostatni świadek został przesłuchany aktor Wojciech Rydzio, zatrudniony w Teatrze Jaracza od 2018 roku, od października 2020 roku przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Teatru, wykładowca w Studium Aktorskim, asystent reżysera.

ZZP to najliczniejsza organizacja związkowa w teatrze. Organizacja ta pod kierownictwem aktora Grzegorza Gromka doprowadziła do odejścia poprzedniego dyrektora Janusza Kijowskiego.
Świadek przedstawił swój związek jako "stojący pośrodku konfliktu" pomiędzy związkiem "S", Związkiem Aktorów Polskich i dyrektorem Z. Brzozą i starał się prowadzić dialog zarówno z "bratnimi związkami", jak i z dyrektorem. "Nie chcieliśmy być szablą żadnej ze stron konfliktu" - stwierdził.
Zaprzeczył, żeby ich związek był faworyzowany. Stwierdził, że Związek Aktorów Polskich objawił się nagle, podczas konkursu na dyrektora, optując za osobą śp. Giovannego Castellanosa, a zw. "S" w momencie powołania na dyrektora Zbigniewa Brzozy. Podczas prac nad spektaklem "Wszystko w rodzinie" w reżyserii Castellanosa, którego był asystentem, odczuł pewną niechęć do nowego dyrektora Brzozy.
Część załogi wraz z nim przyjęła nowego dyrektora pełna nadziei, byli "uwzniośleni" po pierwszym zebraniu, pragnęli spokoju po okresie "Sturm und Drang" w końcówce dyrektury Kijowskiego.
- Oczekiwaliśmy, że Zbigniew Brzoza zmieni Regulamin Wynagradzania i podniesie poziom artystyczny teatru bez nepotycznych i koteryjnych zachowań - powiedział świadek.
"Polowanie na czarownice"
Spokój trwał krótko. Związek "S", który powstał po powołaniu Brzozy na dyrektora i ZAP z przewodniczącym Dariuszem Poleszakiem rozpoczęli "polowanie na czarownice". Celem było podważenie wybory Brzozy na dyrektora. W tym celu dyrektor Studium Aktorskiego Zbigniew Marek Hass wraz z zastępca Dariuszem Poleszakiem byli u Marszałka Województwa.
Pierwszym sygnałem konfliktu członków "S" (skupił pracowników Biura Obsługi Widzów i Promocji - przypis A. Socha) i ZAP z nowym dyrektorem, zaraz po objęciu przez niego funkcji, była audycja w Radio Olsztyn "Śliska Sprawa", krytyczna wobec Brzozy. Od tego momentu sytuacja w teatrze ponownie stała się bardzo napięta i pogłębiła podziały.
Wcześniej te podziały wynikały m.in. z ogromnych dysproporcji w płacach, za poprzedniej dyrekcji, szczególnie dotyczyło to pracowników Biura Obsługi, którzy mieli bardzo wysoką prowizję od wartości sprzedanych biletów, natomiast aktor z 40-letnim stażem latem dostawał 2,5 tys zł netto.
Jako na "zarzewie konfliktu" świadek wskazał wprowadzenie przez dyrektora nowego Regulaminy Wynagrodzeń, korzystnego dla wszystkich pracowników, poza pracownikami Biura Obsługi, którym zmniejszono prowizję. Regulamin został podpisany tylko przez ówczesnego szefa ZZP Grzegorza Gromka. Świadek uznał brak podpisów szefów pozostałych dwóch związków za nieprawidłowe. W jego przekonaniu szefowie tych związków Cezary Ilczyna i Dariusz Poleszak uczestniczyli w zebraniu nt. zmiany Regulaminu i przyjęli zmiany do wiadomości.
"Zostałem nagrany przez koleżankę i kolegę"
Pytany o to, czy koleżanki i koledzy ze zw "S" i ZAP nagrywali dyrektora oraz jego, potwierdził i powiedział,. że to była dla niego najbardziej traumatyczne wydarzenie w jego pracy w Teatrze Jaracza. Był asystentem przy dwóch spektaklach. Podczas próby wznowieniowej spektaklu Katarzyna Kropidłowska i Dariusz Poleszak nie zareagowali na wezwanie inspicjenta do wyjścia na scenę. Katarzyna Kropidłowska w innym spektaklu spóźniła się z wejściem na scenę. Inspicjent wpisał to do raportu. Po ok. 2 tygodniach świadek został poproszony do dyrektora, czy potwierdza zapis inspicjenta z raportów. Potwierdził w formie notatki służbowej. Następnie dyrektor ukarał Katarzynę Kropidłowską.
Następnie został poproszony o spotkanie przez K. Kropidłowską i D. Poleszaka z zarządu ZAP, "główne twarze sprzeciwu wobec dyr. Brzozy". Doszło do niego w garderobie.
- To było moje najtrudniejsze doświadczenie w teatrze - zeznał świadek. - Za taki wpis do raportu inspicjent i asystent narażają się na ostracyzm, bo "na kolegów się nie donosi". Podczas tej rozmowy byłem manipulowany, pytali: "kto ci kazał wpisać uwagę do raportu?". Chodziło im o to, żebym przyznał, że to dyrektor nakazał mi wpis do raportu. Padło określenie "szpicel".
Gdy wyszło na jaw, że koleżanka i kolega tę rozmowę z nim nagrali, bardzo to przeżył. Od tego momentu kontakty z tymi osobami były obarczone stresem, stracił do nich zaufanie.
- Byłem dla nich narzędziem, żebym pod szyldem przyjaźni i koleżeństwa z nimi, zaatakował dyrektora - stwierdził świadek. Przyznał, odpytywany przez oskarżycieli, że w rozmowie z Kropidłowską i Poleszakiem w garderobie uznał ukaranie Kropidłowskiej za "małostkowe", gdyż
wcześniej, za dyr. Kijowskiego takie sytuacje się też zdarzały i nie wyciągano konsekwencji.
Świadek potwierdził też, pytany przez oskarżyciela posiłkowego Marka Lewandowskiego, że przed rozprawą został poproszony do dyrektora. Spotkanie trwało 3,5 godziny i było jednym wielkim monologiem i "autoprezentacją" Zbigniewa Brzozy na temat jego 5-letniej pracy i zasług dla Teatru Jaracza.
Sąd zamknął rozprawę i strony wygłosiły mowy końcowe.
Prokurator: Dyrektor chciał dokonać zmian i poszedł na skróty
Prokurator Dominika Orzechowska-Anders stwierdziła, że cały zgromadzony materiał dowodowy i zeznania świadków obaliły linię obrony oskarżonego, że nie był świadomy, iż łamie przepisy ustawy o związkach zawodowych i padł ofiarą zatrudnionych przez siebie prawnika mec. Wojciecha Ruszkowskiego i zastępcy Janusza Żwirko, którzy odpowiadali za przygotowanie dokumentów do podpisu, zgodnych z prawem.
- Oskarżony chciał zmian w teatrze i poszedł na skróty, łamiąc przepisu ustawy o związkach zawodowych - stwierdziła prokurator. - To były decyzje oskarżonego, wypowiedzenia zmieniające umowę o pracę dla pracowników Biura Obsługi i Promocji (Lidii Okuszko i Doroty Łapińskiej - przypis A.Socha). Oskarżony w sądzie bronił się poprzez dezawuowanie świadków (Lidii Okuszko, Doroty Łapińskiej i Jacka Antuszewicza), przypisywanie im, że chcieli dokonać sabotażu.
Zarzucanie tym pracownikom Biura Obsługi za dużych zarobków jest absurdalne, bo o wysokości prowizji nie decydowali pracownicy a pracodawca. Oskarżony stworzył wokół tych dysproporcji w zarobków atmosferę konfliktu, podburzał ludzi, zamiast zracjonalizować tę kwestię i dokonać zmian zgodnie z procedurami.
Oskarżony tłumaczy się, że był przekonany, że procedury były zachowane i dopiero raport z kontroli PIP uświadomił mu, że był w błędzie, jednak świadkowie tego nie potwierdzili, zwłaszcza Aneta Ligęzowska, specjalistka do spraw osobowych i socjalnych.
Oskarżony tłumaczył przesunięcie pracowników ze stanowisk w Biurze Obsługi Widza i Promocji ich brakiem wykształcenia kierunkowego, tymczasem na na ich miejsce zatrudnił z firmy ochroniarskiej Michała Wajzera bez wyższego wykształcenia, dlatego nie mógł powołać go na kierownika Biura, nowi pracownicy też nie mieli wykształcenia związanego z teatrem. Świadek, kasjerka Małgorzata Zdrojewska zeznała, że sprzedaż biletów poprzednio i obecnie była i jest na podobnym poziomie, a nowi pracownicy przynieśli ze sobą do teatru praktyki firmy korporacyjnej.
Prokurator wystąpiła o uznanie oskarżonego winnym i ukaranie kara grzywny w wysokości 8 tys zł.
"Dyrektor wszedł do teatru jako zbawca"
Oskarżyciel posiłkowy, pełnomocnik związku Aktorów Polskich Daniel Chamier-Gliszczyński również podkreślił, że działania oskarżonego były celowe.
- Dyrektor wszedł do teatru jako "zbawca - mówił oskarżyciel - Zmienię i zobaczymy co będzie dalej. Nawet gdyby jego motywy były słuszne, to nic nie stało na przeszkodzie, że działał zgodnie z procedurami. Tymczasem wybrał do dialogu tylko jeden związek ZZP, który na wszystko się zgadzał pozostałe dwa lekceważył ich członków poniżał i zastraszał. Często pracodawca chce wyeliminować z dialogu związek, bo to jest partner najtrudniejszy. Działanie oskarżonego miało na celu stworzenie w teatrze tylko jednego ośrodka decyzyjnego.
"Pycha i pogarda, to cechy oskarżonego"
Oskarżyciel posiłkowy, pełnomocnik zw. S" Marek Lewandowski najurowiej ocenił postępowanie oskarżonego.

- Związki zawodowe są instytucja niezwykle ważną w społeczeństwie. Dlatego ich przedstawicieli chroni się przed pracodawcą immunitetem. To tradycja sięgająca czasów Cesarstwa Rzymskiego, w którym Trybuni Ludowi byli nietykalni - rozpoczął Lewandowski.
- Jak pracodawca rozbija organizacje związkową? Ucina łeb tym, którzy mają odwagę wystąpić przeciwko pracodawcy. Pracodawcy pozbywają się takich działaczy, zwalniają ich, bo wiedzą, że dochodzenie swoich praw w sądach trwa tak długo, że pozbawieni środków do życia w końcu zgodzą się na ugodę i na odejście z pracy za odszkodowanie.
- Oskarżony celowo naruszył procedury. Działał metodą: dajemy wypowiedzenia i zobaczymy co z tym zrobi sąd? Wyrok zapadnie dopiero za rok, dwa lata i przez ten czas pracownicy zmiękną. I osiągnął swój cel. Panie z Biura Obsługi wycofały pozwy z sadu, skierowane po wręczeniu umów zmieniających warunki pracy i płacy i zgodziły się na zawarcie ugody, ze strachu o brak środków utrzymania.
Na sali sądowej oskarżony nie wyraził skruchy, nawet nie przeprosił pokrzywdzonych pań z Biura Obsługi. Działał celowo, złośliwie. Nic oskarżonego nie usprawiedliwia, ma wykształcenie prawnicze, kierował wcześniej teatrami, w których też wchodził w konflikt z załogą. Teraz zwala winę na prawnika, którego sam zatrudni, a następnie zwolnił. Przegrał z nim w Sądzie Gospodarczym i naraził teatr na stratę 110 tys zł. Czy ktoś policzył, czy oszczędności osiągnięte po zmniejszeniu paniom prowizji pokryły karę wypłaconą przez teatr prawnikowi?
- Oskarżony miał rozbić w teatrze układy, kolesiostwo, a jaka była jego pierwsza decyzja? Zatrudnia na prawnika kolegę ze studiów, naraził go następnie swoimi decyzjami, że mecenas swoich obowiązków nie wykonał w sposób należyty. Nie wprowadził do teatru porządku, przeciwnie wszedł w buty poprzednika, a nawet okazał się od niego gorszy
- Gdy dowiedział się, że złamał przepisy, nie uzyskując zgody wszystkich związków na zmianę Regulaminu Wynagrodzeń, czy wznowił postępowanie? Nie! Działała agresywnie, przemocowo. "jak nie podpiszecie, to przez was, wasi koledzy nie dostana podwyżki".
- Pycha i pogarda dla ludzi, dla współpracowników, takie cechy ujawnił oskarżony. Wyrzucił ludzi po 40 latach pracy, jak śmieci, ci ludzie płakali. Pycha objawiła się w przekonaniu, że jest nieomylny, że jedynie on posiada słuszną receptę. Nie dopuszczał dialogu. Żegnając się z widzami stwierdził, że władze samorządu wojewódzkiego (właściciel teatru - przypis A.Socha) "nie okazały mu szacunku". Na szacunek u ludzi to trzeba zasłużyć.
"Nadal jesteśmy dyskryminowani"
Oskarżycielka ze strony "S" Dorota Łapińska powiedziała, że nadal pracownicy Biura są dyskryminowani, ostatnio ostali podwyżki w wysokości tylko 9 zł. Nadal okazywany im jest brak szacunku. Świadkowie, którzy nie zeznawali po myśli dyrektora musieli odejść z pracy. Świadek, kasjerka Zdrojewska, po złożeniu zeznań poszła na zwolnienie, bo inaczej zostałaby zwolniona.
"To artysta, żyje w innym świecie"
Mowa obrońcy mec. Pawła Łobacza.
(Podczas jego wystąpienia panie Dorota Łapińska i Katarzyna Kropidłowska reagowały głośnymi komentarzami, sąd musiał panie kilkakrotnie panie upominać i grozić, że wyprosi je z sali).
- Panie z Biura Obsługi były pupilkami poprzedniego dyrektora, zarabiały niebotyczne kwoty, a przecież teatr to przede wszystkim miejsce pracy aktora. Co zrobić, żeby utrzymać swój status materialny po zmianie dyrektora? Założyć związek. Zebranie założycielskie odbyło się 19 listopada 2019 roku, a następnego dnia Zbigniew Brzoza objął stanowisko. Przypadek? Panie zdawały sobie sprawę, że może być źle z ich umowami, bo tak wysokie zarobki to był skandal. Panie założyły związek tylko we własnym interesie. W innych sprawach nie występowały.
- Organizacja związkowa jest ważna. Nasza wolność wyrasta ze związku zawodowego. Dzisiaj związki potrafią sprawić zarówno dużo dobrego jak i złego. Teatr to bardzo skomplikowany twór. Nie przypadek, że za każdego dyrektora wybuchają konflikty. Jakaś jedna uwaga na zebraniu wypowiedziana przez dyrektora "wykopaliście topór wojenny" urosła do strasznych rozmiarów.
Zatrudnił mec. Wojciecha Ruszkowskiego, bo to jego przyjaciel jeszcze z czasów działania w podziemiu i darzył go całkowitym zaufaniem Popełnił błędy głupie, dziecinne, które nie powinny mieć miejsca. Czy działania, które podejmował miały na celu szkodzenie związkom, czy uporządkowanie spraw w teatrze? Dlaczego po kontroli PIP, natychmiast naprawił te błędy? Czy tak działa ktoś, kto chce szkodzić związkom?
- Bronię w innej sprawie rektora UWM, który za zwolnienie z pracy przewodniczącego związku bez uzyskania zgody organizacji związkowej, otrzymał zarzut popełnienia wykroczenia. Dlaczego dyrektor Brzoza w sprawie pracowniczej został potraktowany przez prokuratora jak przestępca?
- Jak działało Biuro Obsługi? Źle! Pani Lidia Okuszko fałszowała statystyki dotyczące liczby widzów niebiletowanych dla Ministra Kultury, podawała niebotyczne dane, wzięte z księżyca. W 2018 roku rzemieślnik z pracowni teatralnej zarabiał 2400 zł netto, a prowizje pracowników Biura sięgały 7 tys. zł.
"Zastawili pułapkę na dyrektora"
- Pracownicy Biura postanowili zastawić pułapkę na dyrektora przed Międzynarodowym Festiwalem Teatralnym Demoludy. To nie jest przypadek, że na 3 tygodnie przed wydarzeniem kierowniczka idzie na zwolnienie lekarskie. Tylko kierowniczka ma uprawnienia do wprowadzania repertuaru do systemu komputerowego. Bez tego nie można uruchomić sprzedaży biletów. "Nie wpiszemy repertuaru i zobaczymy jak sobie z tym dyrektor poradzi?" Dyrektor najpierw chciał rozwiązać problem w sposób cywilizowany i normalny, prosił kolejno wszystkich pozostałych pracowników Biura o przyjęcie pełnienia obowiązków kierownika, pracownicy kolejno odmawiali. Jak to nie był szantaż i pułapka, to co to było?! Pracownicy Biura chcieli postawić dyrektora w sytuacji bez wyjścia. Dlatego musiał ściągnąć z zewnątrz pracowników, bo to był sabotaż.
- Zespół aktorski wiązał z nowym dyrektorem duże nadzieje i dyrektor je spełnił, wyprowadził teatr na szerokie wody, zdobył dwie główne nagrody na międzynarodowym festiwalu, to ewenement w historii tego teatru i tego festiwalu. Zespół aktorski wyraził poparcie dla działań dyrektor, podpisując list.
"To są zarzuty pracownicze, a nie karne"
Obrońca odnosząc się bezpośrednio do zarzutów z aktu oskarżenia stwierdził, że trudno je uznać za zarzuty karne, takie zarzuty ośmieszają prawo karne. Np. dyrektor pismem "uprzejmie prosił" wszystkie związki o skrócenie opiniowania jednostronicowej tabelki ze schematem nowej organizacji teatru z 30 do 3 dni (pokazuje tabelkę).

Za to przypisano dyrektorowi złe traktowanie zw "S". Oskarżono też dyrektora za to, że zgodnie z życzeniem trojga pracowników wprowadził im zadaniowy czas pracy, wywiesił o tym informacje na tablicy ogłoszeń. Oskarżony został, że nie wypowiedziały się na ten temat związki. Ale nie ma ani maila, ani pisma od związków, że zostały pominięte. To tylko świadczy o bałaganie, niefrasobliwości dyrektora, zdaniu się na obsługę prawną, ale trudno przypisać celowe działanie.
- Uzyskanie pieczątki tylko jednego związku, ZZP, pod nowym Regulaminem Wynagrodzeń dyrektor tłumaczył tym, że to największy związek i głównie ich członków te zmiany dotyczyły. Owszem, to tłumaczenie naiwne, ale czy za niefrasobliwość można pociągać do odpowiedzialności karnej? Te błędy natychmiast naprawił po raporcie PIP.
- Pan mecenas Lewandowski twierdzi, że oskarżony stosował działania przemocowe, ale przecież to co powiedział związkowcom było prawdą. Już od kilku miesięcy pracownicy otrzymywali wyższe wynagrodzenia dzięki zmienionemu Regulaminowi. Gdyby dyrektor musiał cofnąć zmiany, to musiałby z własnej kieszeni pokryć te podwyżki.
- Zaufał przyjacielowi mec. Wojciecha Ruszkowskiego, z którym przeszedł ciężkie chwile, gdy byli nękani przez SB przesłuchaniami. Opisuje to książka Zbigniewa Gluzy pt. "Odkrycie KARTY. Niezależna Strategia Pamięci" (pokazuje). Nikt z nich wówczas "nie pękł", dlatego go zatrudnił, bo mu ufał.
- Zarzucano tu dyrektorowi styl pracy. Ja też spotykałem się z dyrektorem w nocy. To artysta, żyje w innym świecie, Gombrowicz, Moniuszko, a nie podpisy, to kwintesencja jego życia.
Obrońca wniósł o uniewinnienie swojego klienta, ewentualnie o umorzenie ze względu na niską szkodliwość czynu.
"Nigdy nikt nie oskarżył mnie o mobbing i przemoc"
Mowa Zbigniewa Brzozy:
Zbigniew Brzoza zaczął od relacji ze swoich dyrektorowania w Teatrze Studio w Warszawie oraz w Teatrze Nowym w Łodzi, a także długoletniej pracy wykładowcy w Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi. Podkreślił, że w tych miejscach pracy nigdy nikt nie postawił mu zarzutu mobbingowania czy działania przemocowego, mimo że np. takie oskarżenia wobec innych wykładowców wypływają teraz od absolwentów "filmówki". W poprzednio kierowanych teatrach miał pierwszorzędną obsługę prawną i zawsze się zdawał na prawników w sprawach proceduralnych. Dlatego również w Teatrze Jaracza oddał te sprawy prawnikowi i zastępcy, gdyż musiał natychmiast podjąć szereg ważnych dla funkcjonowania teatru decyzji.
Przyszedł do teatru, który miał 400 tys. zł straty, w trakcie sezonu, musiał więc szybko podjąć szereg ważnych decyzji, obsadzić reżyserów na rok 2019 i 2020 rok, dokonać zmian statutu Studium Aktorskiego, zmienić Regulamin Wynagradzania i organizację pracy teatru, przygotować dwa festiwale, musiał wyreżyserować trzy spektakle dyplomowe, raporty potwierdzają setki odbytych prób. Wyszli ze spektaklami poza siedzibę teatru, dali ponad 100 spektakli na terenie województwa. Dlatego był zmuszony oddać zarządzanie sprawami proceduralnymi przyjacielowi z lat 70. Wojciechowi Ruszkowskiemu, który polecił mu na zastępcę swojego znajomego Janusza Żwirko. Dokumenty podpisywał dwa razy w tygodniu. Był pewien, że wcześniej prawnik, zastępca i kadrowa dopilnowali wszystkich procedur.
"Pracownicy Biura postawili mnie pod ścianą"
- Wszyscy dyrektorzy teatrów w Polsce wiedzą, że nie jestem człowiekiem przemocowym. Nie miałem zamiaru podejmować działań przeciwko zatrudnianiu pań z Biura Obsługi Widzów i Promocji, panie nigdy nie były zagrożone zwolnieniem. Chciałem tylko, żeby wprowadzili nowoczesne metody sprzedaży. Pani Lidia Okuszko twierdzi, że ofiarnie prowadziła promocję teatru. W czerwcy i lipcu 2020 roku rozwiesiła plakaty i poszła na miesięczny urlop. Plakaty zdążyły się opatrzeć, zanim ruszyła sprzedaż biletów. Jedyną formą sprzedaży był Internet. Sprzedaż ruszyła dopiero po wprowadzeniu przez nową obsadę biura technik outdoorowych, ogromny baner zawisł na ścianie kamienicy tzw. "czarnej perły" obok ratusza, pojawiły się reklamy na telebimie, mnóstwo bilbordów, spoty radiowe i telewizyjne...
- Pracownicy Biura postawili mnie pod ścianą, na 3 tygodnie przed międzynarodowym festiwalem Demoludy. Gdybym nie sprzedał biletów, i festiwal musiałby zostać odwołany to dla mnie i dla ministerstwa kultury byłaby katastrofa. Musiałbym zwrócić 300 tys zł ministerstwu oraz odszkodowania zaproszonym teatrom zagranicznym (w tym momencie oskarżony poczuł się żle i sędzia zarządziła przerwę, po przerwie Brzoza kontynuował).
- Pani Łapińska powiedziała tutaj najistotniejszą rzecz, porównała wprowadzanie repertuaru teatru do systemu komputerowego, do systemu kasowego w sklepie. Powiedziała, że sprzedawca w sklepie nie może wprowadzać cen towarów do systemu kasowego, to wyłączna rola kierownika sklepu. W Biurze Obsługi jedyną osobą uprawnioną do wprowadzenia repertuaru i cen biletów była kierownik pani Okuszko, która w tym czasie poszła na zwolnienie lekarskie. Dlatego musiałem natychmiast zatrudnić ludzi z zewnątrz. Wcześniej tego nie planowałem.
(Następnie Brzoza wyjaśnił przyczyny rozwiązania umowy z Michałem Wajzerem, sprawę podwyżki dla mec. Wojciecha Ruszkowskiego oraz dlaczego ukarał Katarzynę Kropidłowską).
"Nie było z mojej strony premedytacji czy złośliwości"
Na koniec powrócił do zasadniczej treści oskarżenia.
- Gdybym wiedział, że to wykroczenia, to bym takich głupot nie robił - zapewniał sąd. - Dlaczego miałbym celowo nie podpisywać zmian w Regulaminie ze wszystkimi związkami? Przecież to był początek mojej pracy. Nie wiedziałem, że to jest niezgodne z prawem. Przedstawiciele Związku Aktorów Polskich Cezary Ilczyna i Dariusz Poleszak byli na spotkaniu w sprawie zmiany Regulaminu i wyglądało, że zdali się na ustalenia ze Związkiem Zawodowym Pracowników Teatru, w żadnej formie nie zwrócili mi uwagi.
- Jestem winien, doszło do błędów, ale nie było z mojej strony premedytacji czy złośliwości. Nie ma w mojej osobie w ogóle takiej energii. - zakończył Zbigniew Brzoza.
Relacja i zdjęcia Adam Socha


Skomentuj
Komentuj jako gość