Gdy stoję w korku na Alei marszałka Piłsudskiego wyobrażam sobie prezydenta miasta Piotra Grzymowicza, który patrząc z ratuszowego okna na zakorkowane skrzyżowanie ulic Pieniężnego i 1 Maja z radości zaciera ręce i pod nosem mówi do siebie: ale was urządziłem.
Ponoć Władysław Gomułka gdy wyglądał ze swego partyjnego bunkra i patrzył na ustawiającą się kolejkę do sklepu spożywczego zawsze pytał, za czym ci ludzie tak stoją. Gdy dowiadywał się, że za prawdziwą kawą (arabica, była taka) to był uradowany. A dobrze im tak, jak chcą pić burżuazyjny napój, niech postoją, a przecież w sklepach bez kolejki można nabyć polska kawę zbożową turek, bardziej zdrową i tańsza. Gdy dowiadywał się, że kolejka czeka na dowóz cytryn, z oburzeniem mówił, że ludzie powinni jeść kiszona kapustę, bo ona ma więcej witamy C niż cytryny.
Prezydent Grzymowicz i Gomułka razem służyli jednej partii (PZPR) więc na pewno łączy ich nie tylko wspólna radość na widok kolejek, u prezydenta - samochodowych, u sekretarza - osobowych.
Przeczytałem w "Gazecie Olsztyńskiej" radosną wypowiedź Piotra Grzymowicza, jaki to postęp nastąpił po wybudowaniu w Olsztynie linii tramwajowej, jak inni nam tego zazdroszczą, jak to turyści zaczną oblegać Olsztyn, bo przecież to światowa atrakcja przejażdżka tramwajem. Prezydent powiedział też, że według niektórych naukowców (ciekawe jakich) każdy dolar wyłożony na budowę linii tramwajowych przyniesie cztery dolary zysku. I ja mam w to wierzyć? Przecież pamiętam wypowiedzi prezydenta, także powoływał się na badania naukowe, że linia tramwajowa położona w Olsztynie nie przyniesie wzrostu zakorkowania ulic, a wręcz przeciwnie. Wszyscy zdroworozsądkowi ludzie pukali się w czoło na te wypowiedzi prezydenta, ale propaganda głosiła swoje. I co mamy? Każdy mieszkaniec Olsztyna, a szczególnie ten zmotoryzowany wie dobrze.
Prezydent Grzymowicz po prostu ma ambitne plany, aby z wojewódzkiej aglomeracji zrobić wielki park albo trasę spacerową lub rowerową. Ludzie mieszkający przy ulicy Kościuszki protestowali przeciwko prowadzeniu tramwaju przez te ulice, niezmiernie wąską, o wielkim natężeniu ruchu. Pan prezydent był nieugięty. I co się teraz na tej ulicy dzieje, albo na sąsiedniej Mickiewicza! Przecież tu mieszkają albo pracują ludzie, którzy muszą dojechać do swoich domów lub zakładów pracy. Obok jest urząd wojewódzki i marszałkowski, przychodnie lekarskie, więc ruch samochodowy jest tu duży, ale cóż tam, najważniejszy jest tramwaj. Dla niego wydzielono dwa pasy ruchu i żaden samochód osobowy już po tym pasie jechać nie może. Autobusy tak, ale auta już nie... Przecież w większości miast (vide Kraków czy Łódź), gdy nie ma wydzielonych torowisk, a tory są położone na jezdni, to tramwaje są normalnymi użytkownikami jezdni, a po szynach jeżdżą też samochody. W Olsztynie takie rozwiązanie jest wyjątkiem. I to też źle świadczy o drogowcach, bo raz można jechać po torowisku, drugim razem nie... i bądź tu mądry, tym bardziej gdy jesteś osobą przyjezdną.
Pan prezydent uważa, że dzięki tramwajowi Olsztyn się wzbogaci. A ja pytam, czy ktoś obliczył straty, jakie mieszkańcy Olsztyna ponieśli w trakcie budowy linii tramwajowej i obecnie, gdy już jest użytkowana. Mój kolega przez lat zaopatrywał się w hurtowniach olsztyńskich. Po towar przyjeżdżał z Orzysza. Gdy zaczęły się roboty tramwajowe, gdy odstał swoje w korkach, gdy tracił orientacje jak się poruszać po mieście z powodu fatalnego i ciągle zmieniającego się oznakowania, zaczął jeździć po towar do Białegostoku. I już do Olsztyna nie wrócił. Latem ubiegłego roku będąc w ośrodku nad Plusznem, jego właścicielka powiedziała,że też przestała zaopatrywać się w Olsztynie, bo miała dość ciągłych korków i zmian organizacji ruchu. Wolała pojechać do Ostródy. Ile stracili właściciele sklepów przy ulicy Kościuszki, gdy trwały tam prace albo ile do dziś tracą stoiska w Manhattanie z powodu takiej organizacji ruchu, że aby tu dojechać, trzeba rzeczywiście być uzbrojony w anielską cierpliwość i śpiewać pod nosem pieśń na cześć prezydenta Olsztyna, który robi wszystko, abyśmy wypalili w korkach jak najwięcej benzyny czy ropy, a powietrze było tym samym jeszcze bardziej zasmrodzone.
Opublikowano dane, ile miliardów złotych Polska traci przez miejskie korki. Czy ktoś policzy straty handlowców, kierowców i mieszkańców miasta z powodu luksusu, jakim jest tramwaj?
Zakończyły się konsultacje dotyczące nowej linii tramwajowej. Tu projektodawcy zaprezentowali nawet alternatywne warianty nowego torowiska. A ja pomyślałem, a dlaczego nie przeprowadzono konsultacji społecznych w temacie, czy olsztynianie chcą nowych linii tramwajowych? A może należałoby przeprowadzić referendum w tej sprawie?
Marzeniem prezydenta Grzymowicza jest, aby olsztynianie lub mieszkańcy sąsiednich miejscowości dojeżdżający do pracy lub na zakupy, zostawiali swoje auta, oczywiście płacąc za postój, bo strefa płatnego postoju ciągle jest rozszerzana, potem wsiadali do tramwaju i też płacili za bilet, a po zakupach niosąc wielki wieniec pogrzebowy lub nowa lampę, zapłacili dodatkowo za bagaż w tramwaju, i tak miasto będzie się bogacić, ludzie będą przeklinać, ale będzie nowocześnie. Bo według prezydenta tramwaj do nowoczesność. Ale tę nowoczesność miasto miało już w XIX wieku chyba, a w XX z niej zrezygnowało.
A ja dalej stojąc w korku wyobrażam sobie uśmiechniętego prezydenta (uśmiech numer 5 w skali Hołowczyca), zacierającego ręce i myślącego sobie: ale was urządziłem, ale was urządzę jeszcze bardziej... zapamiętacie mnie na długo. Szczególnie olsztyńscy kierowcy.
Marek Resh


Skomentuj
Komentuj jako gość