Tak jak przypuszczałem, konferencja w sprawie gospodarki odpadami zorganizowana przez spółkę USKOM w Sile pod Olsztynem, nie była zamknięta dla mediów. Prezes spółki Janusz Arent zamknął ją jedynie dla dziennikarza „Deb@ty". Już wiem, dlaczego dostałem zakaz wstępu na konferencję. Otóż „Deb@ta" jest przeciwnikiem budowy spalarni w Olsztynie, natomiast w interesie spółki USKOM jest, by frajerzy z Olsztyna spalarnię pobudowali, gdyż USKOM Mława nie ma co zrobić z gigantyczną górą odpadów.
Nie tylko „Deb@ta" jest przeciwnikiem budowy spalarni. Obecnie także rząd stanowczo sprzeciwia się budowie kolejnych. Oznajmił to na niedawnym spotkaniu marszałkom województw wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski: - Nie będzie zgody na nowe spalarnie – mówi wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski. - Nie możemy budować kolejnych instalacji termicznej obróbki odpadów bez gwarancji, że będziemy mieli co w nich spalać.
Wiceminister Gawłowski poinformował marszałków, że finansowanie kolejnych instalacji obróbki termicznej będzie poddane rygorystycznej ocenie i zachęcał marszałków do odważnego przeciwstawiania się pomysłom samorządów chcących budować nowe spalarnie.
– Z analiz wynika, że w Polsce produkujemy rocznie 10-12 mln ton odpadów komunalnych. Wiadomo, że 50 proc. odpadów musi zostać poddanych recyklingowi, bo takie są wymogi unijne, na które się zgodziliśmy, mamy więc 5-6 mln, jeżeli z tego 2 mln zagospodarują cementownie, to zostaje bardzo niewielka ilość, która może trafić do zakładów termicznej obróbki – wylicza Gawłowski.
Tymczasem władze Olsztyna prą ze wszystkich sił do budowy spalarni. Informuje o tym portal wnp.pl. Czytamy tam:
„Spalarnia ma być częścią elektrociepłowni. Inwestycja będzie realizowana przez MPEC Olsztyn w systemie PPP, jej planowana wydajność to około 100 tys. ton odpadów rocznie, dostarczanych przez gminy województwa warmińsko-mazurskiego. W roli pasywnego inwestora finansowego występują w tym projekcie Polskie Inwestycje Rozwojowe.
– Jest pięciu kandydatów, którzy zostali po wszystkich cyklach przewidzianych ustawą o zamówieniach publicznych. Kończy się ostatnie tura dialogu, w czerwcu powinny być przekazane startującym kompletne materiały, do października bieżącego roku chcemy wytypować wykonawcę, by najpóźniej na początku przyszłego roku mógł rozpocząć prace budowlane – zapewnia Bogusław Szwedowicz, wiceprezydent Olsztyna.
Przypomina, że Olszyn w gronie planowanych spalarni pojawiał się od dawna.
– Być może nasz przypadek traktowany jest bardziej jako zakład energetyczny wykorzystujący dodatkowo spalanie odpadów komunalnych. Współuczestnikiem tego przedsięwzięcia jest PIR, dlatego nie sądzę, byśmy musieli czekać na kolejne błogosławieństwo – zauważa Bogusław Szwedowicz.
Jak wyjaśnia wiceprezydent Olsztyna, planowana instalacja jest uzupełnieniem kończonej w czerwcu br. zakładu biologiczno-mechanicznego przetwarzania, które do Olsztyna będą przyjeżdżały z terenu 37 gmin".
– Będzie to podstawowy dostawca dla planowanej elektrociepłowni – dodaje Bogusław Szwedowicz".
Wiceprezydent Szwedowicz nie ujawnił portalowi, że ilość odpadów z 37 gmin będzie zbyt mała. Z tego powodu wiele spalarni w Niemczech zostało wyłączonych. Dlatego rodzi się podejrzenie, iż mieszkańcy Olsztyna mają zbudować spalarnię pod odpady spółki USKOM z Mławy.
Koszt budowy takiej spalarni, to kwota rzędu 700 milionów złotych, a budżet Olsztyna wynosi około 1 miliarda złotych. Nigdy ta inwestycja się nie spłaci i zrujnuje budżet Olsztyna.
Musimy też wiedzieć, że spalarnie produkują popioły i żużel (około 30%) zawierające m.i. dioxyny i furany, 10 000 razy bardziej szkodliwe od cyjanku potasu.
Jeśli mieszkańcy Olsztyna już teraz się nie obudzą i nie zaczną protestować przeciwko budowie spalarni, to odczujemy to boleśnie w swoich budżetach domowych. Obecny podatek śmieciowy z 14,41 złotych miesięcznie od osoby wzrośnie kilkakrotnie.
Adam Socha
Czytaj też:
Spalarnia, czyli mega-miś w Olsztynie


Skomentuj
Komentuj jako gość