Co takiego się stało, że nagle ratusz odstępuje od budowy trasy NDP łączącej ulicę Wilczyńskiego i Warszawską? Przecież przygotowania do budowy trwały 4 lata, a w maju 2014 roku wyłoniono projektanta. Wydaje się, że wyjaśnienie zagadki tkwi w projekcie umowy koalicyjnej, w którym czytamy, iż priorytetem ma być budowa ulicy Nowobałtyckiej.
W maju 2014, z okazji podpisania umowy na wykonanie projektu pokazano wizualizację nowej trasy.
Prezydent Piotr Grzymowicz tłumaczył wówczas na konferencji prasowej, że „trasa ta jest konieczna, by odciążyć ulice używane obecnie przez mieszkańców Jarot, Osiedla Generałów czy Pieczewa, czyli ulice Sikorskiego i Krasickiego. Analizy przeprowadzone na zlecenie urzędu miasta wykazały, że arterie te nie są w stanie przyjąć rosnącego ruchu związanego z rozbudową miasta w kierunku południowym, stąd konieczność budowy nowej drogi".
Ulica miała mieć 4 kilometry. Na jej trasie miano zbudować dwa ponad 200-metrowe mosty nad rzeką Łyną oraz nad cennym przyrodniczo trzcinowiskiem. Projekt ulicy miał być gotowy w maju 2015 roku. Sama droga – w roku 2017. Jej koszt wstępnie szacowano na 200 milionów złotych. Miasto liczyło, że pieniądze pozyska z funduszy unijnych.
A tu raptem, przed świętami ukazał się artykuł w olsztyńskiej „Gazecie Wyborczej", która obecnie robi za biuletyn ratusza, iż wśród urzędników i fachowców spadło poparcie dla budowy ulicy NDP. „Wróciły pytania, czy warto wydawać na nią tyle pieniędzy?" Przecież koszt inwestycji jest znany co najmniej od 2010 roku. Nagle, milczący dotąd radni, którzy wcześniej nie kwestionowali sensowności budowy tej trasy, teraz przemówili. I tak radny PO Robert Szewczyk, w poprzedniej kadencji przewodniczący Komisji Gospodarki Komunalnej, powiedział "GW":
"- Rozmawiałem ze specjalistami, którzy twierdzą, że może to być i dwa razy tyle. Ta droga to będzie praktycznie jeden wielki most". Dwa razy tyle, czyli 400 milionów złotych.
Dlatego radny uważa, że trzeba naprawdę dobrze przemyśleć racjonalność tych wydatków.
„- Może to niepopularne co powiem, ale wydawanie takich pieniędzy w tym momencie byłoby błędem. Pamiętajmy, że wkrótce powstaną dwie ogromne inwestycje dla tego rejonu miasta. Chodzi o obwodnicę Olsztyna i tramwaje. Dopiero po ich ukończeniu będziemy mogli ocenić racjonalność budowy połączenia Jarot z al. Warszawską. Jeśli okaże się, że jedynym efektem wydania kilkuset milionów złotych będzie skrócenie przejazdu o jedną-dwie minuty, to lepiej przeznaczyć te pieniądze na inne cele".
Radnemu wtórują ratuszowi urzędnicy. Zdzisław Zdanowski, dyrektor ratuszowego wydziału środowiska, nagle przypomniał sobie, że trasa ma przebiegać po terenach bardzo cennych przyrodniczo.
"- Istotnymi elementami, które dotyczą tej inwestycji jest Trzęsawisko Kortowskie i dolina rzeki Łyny, a także siedlisko nietoperzy. Te ostatnie stanowią ciekawostkę przyrodniczą na skalę krajową. W dawnym kolektorze położonym w tym rejonie żyje kolonia licząca 3 tys. sztuk. I to jest problem dla tej inwestycji, bo siedlisko znajduje się niemal dokładnie na trasie NDP. W pobliżu siedliska nie można wycinać i sadzić drzew, budować żadnych konstrukcji. Stąd też konieczność odsunięcia estakady od tego miejsca".
Kropkę na i stawia prezydent Piotr Grzymowicz.
"- Uważam, że przed podjęciem ostatecznej decyzji, czy zaczynać tę inwestycję, trzeba zrobić analizę wpływu obwodnicy Olsztyna [powstanie do 2018 r. - red. "GW"] na komunikację w mieście - mówi. - Powinna ona pokazać, jak zmienią się przyzwyczajenia kierowców i na ile budowa nowej ulicy na Jarotach jest potrzebna".
Tyle artykuł w „Gazecie Wyborczej", będący sygnałem do odwrotu od tej inwestycji. W artykule już nie ma mowy o tym, że już podczas konsultacji społecznych w 2010 roku, m.in. w klubie „Akant" mieszkańcy największej sypialni Olsztyna i specjaliści mówili, że ta trasa zaplanowana w latach 70. ubiegłego wieku, a więc w zupełnie innych realiach, dzisiaj nie ma sensu. Na ratuszowej platformie konsultacji społecznych również nie zostawiono na tym pomyśle suchej nitki. Oto jeden z wpisów:
"Rozważanie wariantu dodatkowej ulicy łączącej ul. Sikorskiego z Warszawską zwanej NDP jest wyłącznie biciem piany. Taka lokalizacja ulicy dubluje rolę ul. Tuwima i nie rozwiązuje w żadnym zakresie istotnych problemów komunikacyjnych, jakie dotykają tysiące mieszkańców Osiedla Generałów, z Bartąską, osiedlem Belweder i UWM. (...) Wniosek - zamiast tracić czas i pieniądze na teoretyczne rozważania o drodze na wyrost, należy jak najszybciej rozładować Wilczyńskiego przez połączenie tej właśnie ulicy z Warszawską."
Przypomnijmy jeszcze, że tłumaczono mieszkańcom, iż po to budujemy linię tramwajową, gdyż dzięki niej mieszkańcy Pieczewa, Osiedla Generałów i Jarot szybko dotrą do pracy, szkoły i na UWM. Czy urzędnicy ratuszowi na czele z prezydentem mydlili nam oczy i tramwaj za 500 milionów złotych nie rozładuje korków z Pieczewa i Jarot do centrum Olsztyna i dlatego parli do budowy NDP za 200 a może 400 milionów złotych? Czy też chodziło o kolejnego, gigantycznego misia?
Przecież, mimo głosów protestu, ratusz parł do budowy trasy NDP niczym bolszewicki statek Czeluskin do katastrofy. Całe szczęście, że Platforma Obywatelska, a osobliwie radny Robert Szewczyk, obiecał swoim wyborcom w kampanii budowę ulicy Nowobałtyckiej. PO, jako warunek zawarcia koalicji z Piotrem Grzymowiczem, postawiła budowę właśnie ulicy Nowobałtyckiej. Jej budowa, jeszcze przed wyborami, nie była w ogóle brana pod uwagę przez ratusz. Teraz to właśnie Nowobałtycka będzie budowana a nie NDP, bo realizacja dwóch tak gigantycznych kosztowo inwestycji, to czysta fantazja.
Możemy tylko żałować, że 4 lata temu podobnego warunku PO nie postawiła prezydentowi w sprawie budowy tramwaju. Gdyby wówczas wymusili na prezydencie, by Olsztyn zrobił to samo z komunikacją, co Rzeszów, Lublin, Kielce i Białystok, czyli za pieniądze unijne wymienił tabor autobusowy i pobudował ulice, estakady i ścieżki rowerowe, dzisiaj byśmy nie drżeli, czy inwestycja ta nie zakończy się jedną wielką katastrofą. Bo, że pogrąży budżet, to już wiadomo. Nie musielibyśmy też zaciągać kredytów na zakupy nowych autobusów (czekamy na dane z Miejskiego Zarządu Dróg, Mostów i Transportu, dotyczące kosztów zakupu nowych autobusów).
Redakcja


Skomentuj
Komentuj jako gość