Publikujemy homilię ks. Jana Rosłana wygłoszona podczas Mszy św. w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie odprawionej na 46. rocznicę powołania NSZZ "Solidarność". Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.
Za co został ścięty Jan Chrzciciel? Za mówienie prawdy.
W dniu 29 sierpnia obchodziliśmy w Kościele katolickim wspomnienie męczeństwa św. Jana Chrzciciela. Jest to jedyny święty, którego wspominamy dwa razy w roku. 24 czerwca świętowaliśmy pamiątkę jego narodzin, a w tym dniu narodziny dla nieba poprzez męczeństwo. Jan Chrzciciel upominał króla Heroda Antypasa, że nie może żyć z żona swego brata Herodiadą. Królowi podobała się tańcząca podczas urodzinowej biesiady córka Herodiady - Salome i obiecał jej dać wszystko o co poprosi, nawet połowę swego królestwa.
Ta za namową matki poprosiła o głowę Jana Chrzciciela. "Król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i biesiadników nie chciał jej odmówić". Bał się zmienić zdania, tak był uległy, że kazał dokonać morderstwa. Tylko ludzie wielcy przyznają się do błędu, słabi w nim trwają, co doprowadza do jeszcze większych perturbacji.
Za co został ścięty Jan Chrzciciel? Za mówienie prawdy. Został uwięziony z powodu lęku władzy przed prawdą, bo prawda jest niewygodna. Mówił królowi, że łamie zasady moralne i daje złe świadectwo swoim poddanym. Grzech cudzołóstwa Herodiady i Antypasa doprowadził do morderstwa niewinnego człowieka.
Gdy dziś jakiś ksiądz skrytykuje premiera czy jakiegoś polityka i udowodni mu hipokryzję, kłamstwo i niedotrzymywanie wyborczych obietnic, to od razu słyszymy zarzut, że Kościół wtrąca się do polityki, bo przecież politycy są nadludźmi, których postępowania oceniać nie można. Kościół musi, gdy chce wypełniać nakazy Ewangelii zło nazywać złem, a dobro dobrem, jak to czynił Jezus Chrystus, który wprost nazywał faryzeuszy i uczonych w Piśmie grobami pobielanymi, a Heroda Antypasa szczwanym lisem.
Benedykt XVI w encyklice "Caritas in veritate" (Miłość w prawdzie) napisał: "Religia chrześcijańska oraz inne religie mogą wnieść wkład w rozwój pod warunkiem, że Bóg znajdzie swoje miejsce również w sferze publicznej, ze szczególnym odniesieniem do wymiaru kulturowego, społecznego, ekonomicznego, a zwłaszcza politycznego. Negowanie prawa do publicznego wyznawania własnej wiary i do dzieła, aby prawdy wiary kształtowały również życie publiczne, powoduje negatywne konsekwencje dla prawdziwego rozwoju. Wykluczenie religii ze sfery publicznej (...) [sprawia, że] życie publiczne zostaje pozbawione motywacji, a polityka przyjmuje postać ucisku i agresji".
Benedykt zakończenie encykliki rozpoczyna zdaniem: "Bez Boga człowiek nie wie, dokąd zmierza i nie potrafi zrozumieć kim jest". To jakby nawiązanie do słów Jana Pawła II, który podczas pierwszej pielgrzymki do Polski w Warszawie powiedział: "Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej człowiek nie może sam siebie do końca zrozumieć bez Chrystusa". Powiedział też uogólniając: "Nie sposób zrozumieć tego narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną - bez Chrystusa".
Zmarł bohaterski kapłan o. Bronisław Sroka
W dniu 17 sierpnia tego roku w wieku lat 90. w Gdańsku zmarł o. Bronisław Sroka, jezuita. Jako uczeń IV LO w Gdańsku w 1953 r. założył młodzieżową organizację konspiracyjną. Bezpieka szybko namierzyła młodych konspiratorów. Bronisław w areszcie był torturowany, stracił część uzębienie i został skazany na pięć lat więzienia. Siedział w Gdańsku, Sztumie i Sosnowcu, potem w kopalni w Jaworznie był przymusowym górnikiem. Został zwolniony w roku 1955. Zdał maturę, wstąpił do jezuitów i w roku 1968 przyjął święcenia kapłańskie.
Potem zakon wysłał go na specjalistyczne studia na KUL, ale tam w czerwcu 1970 r. został aresztowany za związki z organizacją Ruch. W areszcie na Rakowieckiej w Warszawie przesiedział pół roku. Jako jedyny ksiądz z Trójmiasta złożył podpis w proteście przeciwko zmianom w Konstytucji w roku 1976, do której wpisano trwałą przyjaźń ze Związkiem Radzieckim. W drugi dzień wprowadzenia stanu wojennego przyjechał z Lublina, aby być w stoczni z protestującą załogą.
W latach 70-tych po podpisaniu przez Edwarda Gierka tzw. zobowiązań sztokholmskich zapewniających przestrzeganie praw człowieka i obywatela zaczęto wydawać prasę "podziemną". W pierwszym numerze "Bratnika" wydawanego w Gdańsku o. Sroka napisał artykuł, w którym stwierdził, żę katolicyzm ożywiał polską historię. "Jeśli damy odebrać sobie swego ducha - napisał - jeśli pozwolimy sobie przez niedbalstwo nasze wtłoczyć i narzucić obcy sposób myślenia, społeczeństwo nasze szybko - o! jakże szybko - przemieni się w szary skłócony tłum egoistów, tchórzy, szpiclów i lizusów".
Zakończył apelem, aby Polacy nie dopuścili do oderwania polskości od katolicyzmu. Od razu w "Biuletynie Informacyjnym" KOR Jan Tomasz Lipski i Wojciech Ostrowski przedstawiani, jako związani z warszawskim Klubem Inteligencji Katolickiej, choć ten pierwszy był wysoko postawionym w hierarchii masonem, napisali polemikę, gdzie stwierdzili: "To, co nas dziwi i boli w artykule księdza Sroki, to dawno zdawałoby się już przebrzmiały katolicyzm etnocentryczny, hołubiący i zamykający polskość w przeklętym kręgu ryngrafu i szkaplerza i prosze wybaczyc Cepelii".
Przytaczam tę polemikę, bo podział w społeczeństwie polskim nie nastąpił po roku 1989. Już w latach 70-tych dyskutowano, jak ma być Polska. Dysydenci, często wywodzący się z PZPR, a potem ją kontestujący największe zagrożenie widzieli w ruchu katolicko-narodowym. Stąd największa gazeta po roku 1989 broniła dawnych towarzyszy partyjnych, a atakowała ZChN utożsamiając nacjonalizm z faszyzmem a czasem i katolicyzmem.
Potem powstał Ruch Polskich Rodzin założony przez człowieka z fałszywą flagą o czym najlepiej świadczą jego dzisiejsze poczynania. Niestety, widzimy jak zdemolowana jest przez lewicową minister polska szkoła, z jaką nonszalancja poucza ona polskich biskupów odbierając im prawa wypowiadania się w kwestiach podstawowych i moralnych, jak ignoruje prawo rodziców do wychowania swoich dzieci w duchu wartości przez nich wyznawanych, trzeba przyznać, że o. Sroka miał rację.
"Geremek doradzał, jak Solidarność zlikwidować"
Gdy zaczęły się strajki robotnicze do stoczni im. Lenina od razu przyjechali: Tadeusz Mazowiecki I Bronisław Geremek, aby stworzyć tak zwany sztab doradców. Geremek w rozmowie z gen. Cioskiem - co ten napisał w raporcie przekazanym nawet ambasadorowi NRD miał powiedzieć: "Koegzystencja między Solidarnością w obecnej formie a socjalizmem realnym jest niemożliwa. Konfrontacja siłowa nieuchronna, a aparat Solidarności musi zostać zlikwidowany przez państwowe organy władzy. Po siłowej konfrontacji Solidarność mogłaby na nowo powstać, ale jako rzeczywisty związek zawodowy, bez Matki Boskiej w klapie, bez programu gdańskiego. (...) Być może tak umiarkowane siły jak Wałęsa mogłyby zostać zachowane".
Nie przytaczam tej wypowiedzi ze względów na jej polityczną wymowę, ale przede wszystkim na jej antyreligijność i zanegowanie podpisanych z rządem porozumień sierpniowych. Geremek doradzał i Solidarności i organom władzy, jak tę Solidarność zlikwidować.
Gdy wybuchły strajki w Gdańsku w sierpniu 1980 Kościół w Polsce zachowywał dystans, choć jedynym hierarchą, który od początku popierał Solidarność był Jan Paweł II. 20 sierpnia 1980 r. w czasie ogólnej audiencji powiedział po polsku:
"Wspomagaj Panie, lud, który pokrzepiłeś Ciałem i Krwią Twoją. Osłaniaj opieką wszystkie jego dobre dzieła".
Marco Politii i Carl Bernstein stwierdzili, że "papież zrobił to, czego nie mógł i nie chciał zrobić kardynał Wyszyński: Pobłogosławi strajk. I to był punkt zwrotny". Potem Jan Paweł II napisał list do Prymasa Stefana Wyszyńskiego, gdzie dał wskazania:
"Modlę się, aby Episkopat Polski ze swym Prymasem (...) dopomógł temu narodowi w ciężkim zmaganiu o chleb powszedni, o sprawiedliwość społeczną i zabezpieczenie jego nienaruszalnych praw".
Biskupi dopiero po tym liście poparli ideę utworzenia wolnych związków zawodowych. Kilka dni później podpisano porozumienia sierpniowe.
Jan Paweł II napisał też osobisty list do Leonida Breżniewa, ówczesnego I sekretarza KC KPZR apelując o respektowanie zasad pokoju, bo rządowa, ale szeptana propaganda straszyła, że do Polski wkroczą wojska radzieckie.
Faktycznie można stwierdzić, że Jan Paweł jest ojcem Solidarności.
Jest ojcem naszej wolności. A wszystko zaczęło się od historyczne, pierwszej wizyty papieża w naszym kraju w roku 1979, gdy w Warszawie zakończył homilię wezwaniem: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi". Polacy wreszcie podnieśli głowy i jak piszą publicyści, wreszcie się policzyli.
Gdy dokonano siłowego rozbicia ruchu solidarnościowego - co doradzał Geremek - Jan Paweł II nie przestał wierzyć, że nie można unicestwić tą wyzwoloną siłę narodu. Podtrzymywał ducha, nawet wtedy gdy niektórzy hierarchowie Kościoła polskiego ulegali rządowej propagandzie i twierdzili, że Solidarność to przeszłość bez reaktywacji.
W kazaniu do ludzi pracy 12 czerwca 1982 r. Jan Paweł II dawał wskazania: "Solidarność musi iść przed walką. Wówczas ludzkość może przetrwać. Powiedziałem: solidarność musi iść przed walką. Dopowiem: solidarność również wyzwala walkę. Ale nie jest to nigdy walka przeciw drugiemu. Walka, która traktuje człowieka jako wroga i nieprzyjaciela i dąży do jego zniszczenia. Jest to walka o człowieka, o jego prawa, o jego prawdziwy postęp: walka o dojrzalszy kształt życia ludzkiego. Wtedy bowiem to życie ludzkie na ziemi staje się "bardziej ludzkie", kiedy rządzi się prawdą, wolnością, sprawiedliwością i miłością".
W roku 1987 Jan Paweł II mówił: "Czy przyszłość, lepsza przyszłość, może wyrosnąć z narastania różnic i przeciwieństw na drodze wzajemnej walki? (...) Nie możemy żyć wedle zasady wszyscy przeciw wszystkim, ale wedle zasady: wszyscy ze wszystkimi, wszyscy dla wszystkich".
Ale prof. Marcin Matczak, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, czołowy ideolog "Gazety Wyborczej" twierdzi coś przeciwnego, stwierdzając: "Wspólnota na poziomie krajowym, narodowym jest niebezpieczna". Bo on wyznaje starą zasadę: dziel i rządź. Więc podział społeczeństwa, odrzucenie idei narodowej jedności opartej na katolicyzmie, o co walczył o. Sroka, jest celem i metodą neoliberalno-ateistycznych rządów. Metoda rządź i dziel jest zaprzeczeniem solidarności społecznej.
Ale czy dziś ktoś odczytuje przesłanie Jana Pawła II, i według niego postępuje czy wręcz je kontestuje? Przed tzw. szubienicami stoi billboard przedstawiający scan z internetowego profilu drugiej osoby w mieście czyli pani wiceprezydent odpowiedzialnej za kulturę i oświatę w Olsztynie. Nie zacytuje tu napisanego solidarycę wylgaryzmu zaczynającego się na "wy....... ć", zastąpię je słowem w znaczeniu podobnym: wynosić się "kler, PiS, Konfederacja".
To antysolidarność, to wezwanie do wykluczenia chyba połowy polskiego społeczeństwa. Gdzie się ma ono wynosić? To kulturowy rasizm. To pojęcie wprowadzono w latach 80-tych XX wieku. To prześladowanie ludzi nie tylko ze względu na rasę czy kolor skóry, co jest klasycznym rasizmem, ale to prześladowanie i wykluczenie ludzi innych religii, innych poglądów politycznych czy światopoglądowych.
Artykuł 256 Kodeksu karnego mówi: "Kto publicznie (...) nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych, albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3." Czy wezwanie wulgarne wy... nie jest mową nienawiści?
W 1999 r. Jan Paweł w Sopocie powiedział: "Człowiek nigdy nie zazna szczęścia kosztem drugiego człowieka, niszcząc jego wolność, depcząc jego godność, hołdując egoizmowi". Natomiast przemawiając do polskich parlamentarzystów 11 czerwca 1999 r. powiedział: "Wykonywanie woli politycznej czy to we wspólnocie, czy to w instancjach reprezentujących państwo powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie za szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu". Czy nasi parlamentarzyści, politycy i samorządowcy powracają do tych słów? Niestety, w to wątpię.
Papież Leon XIV zakończył swoją pierwszą enycklikę "Magnifica humanitas" (W trosce o osobę ludzką...) następująco: "Musimy pozostać wierni prawdzie, inwestować w wychowanie, troszczyć się o relacje oraz miłować sprawiedliwość i pokój". To jakby program Solidarności wskazywany także przez Jana Pawła II. Ale czy my go realizujemy?
Ks. Jan Rosłan


Skomentuj
Komentuj jako gość